kalosze2
06.05.07, 17:51
Właśnie, dość złudzeń.
Zdaję sobie sprawę, że mam dziś kiepski dzień i wyczyny mojego dziecka
doprowadzają mnie do nadmiernej irytacji, ale mimo tego myślę trzeźwo.
Dzieci to nie pociechy, nie skarby, ale ZłOśLIWE GNOMY, które walczą o wpływy
w domu, przyjemności i przywileje, egoiści, egocentrycy i złośliwcy.
I nie mam już nadziei, że mój ośmioletni syn kiedykolwiek wstanie rano z
uśmiechem, (a nie grymasem) na twarzy, na prośbę: załóż kurtkę- założy kurtkę
(zamiast zawodzić płaczliwym głosem, że wcale nie jest zimno), przyjdzie do
stołu na wołanie: obiad, umyje zęby w porze mycia zębów, podniesie papier,
który mu wypadł, itede. Że zaoferuje komuś pomoc, podzieli się słodyczami, czy
pożyczy siostrze którąś ze swoich zabawek.
Pewnie znowu wyjdzie na to, że wszystkiemu winna zła matka, ale ja pamiętam,
że zawsze był właśnie taki: marudny i krnąbrny. To dziecko się już nigdy nie
zmieni!
Dziś marzę tylko, żeby jak najszybciej stał się pełnoletni i samodzielny, i
żeby wyprowadził się z domu.
No, to się wygadałam.