Dodaj do ulubionych

Choleryczny temperament dziecka...

14.07.07, 22:24
Witam,
czytam sobie rózne posty o dzieciach "grzecznych", "niegrzecznych", o
wychowywaniu, o karaniu, o klapsowaniu etc. ale dalej nie wiem jaki sposób
znaleźć na mojego niespełna 2,5 letniego synka.
Jest niesamowicie inteligentny, zdolny, wrażliwy, chętny do pomocy, lubiący
się przytulać. Przy tym wszystkim jest też jednocześnie bardzo żywym
dzieckiem, z choleryczną osobowością. Na zakaz robienia czegoś na co akurat
ma ochotę reaguje np. zrzucaniem wszystkiego co mu podejdzie pod rękę,
wylewaniem płynów które się napatoczą, dzikim wrzaskiem oraz agresją wobec
osoby która mu zabrania.
Dodam od razu, że nie zabraniamy mu wszystkiego, właściwie mało rzeczy mu
zabraniamy, takie które sa niebezpieczne, takie które krzywdzą innych, oraz
takie które powodują totalną demolkę.
Jeśli chodzi o karanie to stosujemy głównie naturalne konsekwencje, tzn. jak
coś zrzuci to musi podnieść, jak coś rozleje to musi pościerać, tyle, że dla
niego nie jest to powodem, żeby nie zrzucać albo nie rozlewać.
A zrzuca i rozlewa namiętnie, wszystko i codziennie. Nie mam już siły do tej
jego dziwnej przypadłości, staram się nie reagować gwałtownie, ale jak po raz
setny mam ścierać coś (wiadomo, że on nie zetrze tak jak trzeba) to mnie
szlag trafia.
Właściwie jedyną karą jaką dostaje poza tym co opisałam wyżej to jest stanie
w kącie 2 minuty wtedy kiedy celowo zrobi komuś krzywdę, czyli np. ugryzie,
uderzy, pociągnie za włosy etc.
I musze powiedzieć, że ta kara działa. Od paru m-cy odkąd ją wprowadziliśmy
te zachowania są zdecydowanie rzadsze.
Zupełnie inną historią jest sama procedura postawienia go do kąta. Czasami i
pół godziny go tam odprowadzam, bo on wrzeszczy, ucieka, histeryzuje byleby
tylko tam nie stać. Ale tu akruat jestem bardzo konsekwentna, bo agresja
wobec innych to jest coś wobec czego absolutnie nie mogę przymykać oczu.
Dodam, że mam jeszcze 4 m-czne niemowlę, więc czasami jest mi ciężko być z
czymś konsekwentną. Kilka dni temu np. Starszy ugryzł mnie mocno w nogę. Zeby
go postawić do kąta musiałam odłożyc do łóżeczka wrzeszczącego młodszego
synka.
Starszy jest zazdrosny o młodszego, owszem, to zresztą chyba normalne. Ale te
jego choleryczne zachowania zaczęły się dużo wcześniej, nim urodził się
Młodszy.
Staram się naprawdę dużo czasu poświęcać Starszemu synkowi. Jak młodszy śpi
albo jak nie śpi ale jest spokojny to ze Starszakiem bawimy się: malujemy,
rysujemy, układamy klocki, puzzle, czytamy ksiązeczki, siedzimy na oknie i
obserwujemy samochody, ptaki, padający deszcz etc. Często się przytulamy,
wygłupiamy. Czasami chodzę z nim sama na spacer, jak mam z kim zostawić
młodszego.
Zdaję sobie sprawę, że niektóre jego zachowania mogą być próbą zwrócenia na
siebie uwagi, ale naprawde dużo uwagi poświęcam Starszemu synkowi. Wiadomo,
że nie jest to tyle, ile wtedy kiedy był jeszcze sam, ale to jest technicznie
niemożliwe.
Zresztą wobec brata nie jest raczej agresywny, czasami zdarza mu się
powiedzieć, że dzidzia jest be, albo każe mi odłożyć Bartka do leżaczka. Ale
gneralnie okazuje mu uczucie, głaszcze, przytula, daje buziaki, daje smoczek
jak płacze.
Także poza tymi jego gwałtownymi reakcjami jest kochanym dzieckiem, psoci,
ale w granicach normy.
Prosze o poradę rodziców dzieci równie temepramentnych. Jak nauczyć go
ludzkiego okazywania złości? Bo jego prawa do złości, niezadowolenia
absolutnie nie negują, ale nie może być tak, że jak coś mu się nie podoba to
rzuca krzesłem sad
Obserwuj wątek
    • owocoskala Re: Choleryczny temperament dziecka... 15.07.07, 09:59
      Po pierwsze to okres słynnego buntu dwulatka, po drugie, młodsze dziecko -
      zwrócenie uwagi, po trzecie naturalny temerament syna - bardzo żywy. Z czasem
      będzie lepiej, to bardo małe dziecko. Moja ma prawie 8 lat i tez czasami wali
      wściekle myszką od komputera jak jej gra nie idzie. Też wciąż dużo rzeczy
      rozlewa smile
      Bo jego prawa do złości, niezadowolenia
      > absolutnie nie negują, ale nie może być tak, że jak coś mu się nie podoba to
      > rzuca krzesłem sad
      Człowiek jak jest zły to musi się wygadać, dziecku przychodzi to trudniej wiec
      przechodzi to w nadaktywność ruchową. Trzeba go namawiać do wyartykułowania
      swojej złości "jestem zły bo...", możecie też ustalić co może bezpiecznego
      zrobić jak jest wściekły. Moja ostatnio o mały włos nie zabiła przechodzącego
      kota gdy z impetem chciała trzasnąć drzwiami za sobą sad. Musi też mieć dużo
      ruchu, co może być dla Ciebie trudne przy drugim maleńkim dziecku.
      • stypkaa Re: Choleryczny temperament dziecka... 15.07.07, 20:17
        Dzięki za odpowiedź.
        Masz rację, że teraz nałożyło się kilka rzeczy które mają wpływ na takie
        zachowanie.
        Poza tym on generalnie mało mówi po ludzku wink, chociaż ciągle gada po swojemu.
        Niektóre słowa można zrozumieć, my się z nim dogadujemy, ale on sam jeszcze
        mało zrozumiałe komunikaty przekazuje.
        Jak jest bardzo zły to mówię mu, że może tupać, ale jemu jakoś nie bardzo
        odpowiada taka forma.
        Ruchu ma dużo, bo mimo, że mam małe dziecko to on bardzo dużo spędza czasu na
        dworze, jeździ na rowerze, biega za piłką, chodzimy na plac zabaw, do lasu etc.
        Na dworze jest łatwiej z nim wytrzymac cały dzień niż w domu wink
        Jakie jeszcze inne sposoby wyładowania złości można podsunąć takiemu małemu
        dziecku?
    • julamimi Re: Choleryczny temperament dziecka... 15.07.07, 20:57
      moja dzis ma 3,5roku i polrocznego brata. Jej humory zaczely sie jeszcze przed
      narodzeniem rodzenstwa, 4mce przed, gdy poszla do zlobka. Potrwalo to z
      miesiac, ucichlo, wrocilo nasilone po narodzinach brata i trwalo jakies 3-4
      mce. Dzis jest w zasadzie ok.
      A sposob... Konsekwencje i tlumaczenie to raz... Duzo czasu i uwagi dla niej to
      dwa... Poza tym przy wybrykach na poczatku byla odsylana do swjego pokoju. Nie,
      zadnego zamykania, nic takiego. Po prostu "To jest niedopuszczalne, zebys tak
      robila, idz do siebie i przyjdz, jak sie uspokoisz" - moim czesto podniesionym
      glosem, bo jak jestem zdenerwowana, to uwazam, ze powinna sobie z tego zdac
      sprawe. Jak nie szla sama, to ją zanosilam. Ona tam chwile (pare minut)
      beczala, po czym przychodzila i "mama, przytul" smile Dzis do pokoju nie musi
      wedrowac za kare zbyt czesto (bo potrafi sie juz dosc szybko uspokoic i bez
      wychodzenia) smile
      uff, latwo nie jest, ale na pewno znajdziesz sposob (a moze z czasem samo mu
      minie) na swojego urwisa smile powodzenia
      pozdr
      • stypkaa Re: Choleryczny temperament dziecka... 15.07.07, 22:07
        <A sposob... Konsekwencje i tlumaczenie to raz
        Staram się być konsekwentna, ale jak jestem sama z nimi dwoma to cięzko mi to
        czasem osiągnąć. Często konsekwencja wobec Starszego wiąże się z zostawieniem
        ryczącego wniebogłosy niemowlęcia sad
        >Duzo czasu i uwagi dla niej to
        >
        > dwa...
        Bardzo się staram. O tym pisałam wcześniej, że jak tylko mały śpi to zajmuję
        się Starszym. W zasadzie w ciągu dnia prawie nic innego nie robię poza
        zajmowaniem się dziećmi. Ewentualnie ugotuję ryż czy makaron do obiadu wink

        Poza tym przy wybrykach na poczatku byla odsylana do swjego pokoju. Nie,
        >
        > zadnego zamykania, nic takiego. Po prostu "To jest niedopuszczalne, zebys tak
        > robila, idz do siebie i przyjdz, jak sie uspokoisz" - moim czesto
        podniesionym
        > glosem, bo jak jestem zdenerwowana, to uwazam, ze powinna sobie z tego zdac
        > sprawe. Jak nie szla sama, to ją zanosilam. Ona tam chwile (pare minut)
        > beczala, po czym przychodzila i "mama, przytul" smile
        Też czasami tak robię, jak już moja wytrzymałość i cierpliwość wisi na włosku,
        ale u niego nie ma tak, że ja go odeślę do jego pokoju. O nieee, to nie takie
        proste. Od razu wychodzi, jeśli nie zostanę tam z nim i/lub nie uniemożliwię mu
        otwarcie drzwi to jest po prostu niemożliwe żeby sam został.

        >uff, latwo nie jest, ale na pewno znajdziesz sposob (a moze z czasem samo mu
        > minie) na swojego urwisa :
        tak, łatwo nie jest, powiedziałabym nawet, że momentami jest straaasznie
        cięzko. Najcięzej jest chyba zapanować na własnymi nerwami, kiedy jeden psoci
        co się tylko da, a drugi wrzeszczy w niebogłosy sad(

    • mama303 Re: Choleryczny temperament dziecka... 15.07.07, 21:31
      Jako matka 4,5 letniej /teraz jest duuuużo lepiej/choleryczki doradzam jak
      najmniej bezposrednich i gwałtownych zakazów i słowa NIE. To na nich działa jak
      przysłowiowa płachta na byka. Wszystko trzeba trochę "obejść dookoła". Zamiast
      powidzieć np "nie maluj po ścianie" trzeba powiedzieć "malowanie jest super i
      najlepiej wychodzi na dużym papierze" itd. Starać sie "wyprzedzać" reakcje
      swojego nerwusa. Wiedząc np że będzie wściekły że trzeba kończyć zabawę,
      zagadaj go czymś i zacznij powoli sprzątać. Dobrze działa tez odwracanie uwagi
      od źródła złości, obracanie napadów złości w żart /jak mały jest inteligentny,
      o czym piszesz, to mu sie napewno spodoba/. jak moja mała zaczynała np walic
      klockami robiłam zdziwioną minę i mówiłam - "o matko, co Ci sie dziecko stało
      że tak dziwnie machasz łapkami?. jak było bardzo źle przytulałam córcię "na
      siłe" i sie wyciszała.
      generalnie trzeba dużo sprytu do takiego nerwusa. kar raczej nie stosowałam bo
      to powoduje eskalacje złych emocji a nie wyciszenie.
      • stypkaa Re: Choleryczny temperament dziecka... 15.07.07, 22:10
        Dzięki za rady z życia wzięte smile Niektóre pewnie wykorzystam.
        Szczególnie muszę spróbować z tymi żartami, tyle że to może ciężko mi przyjść,
        bo sama wtedy jestem zdenerwowana sad
      • lolinka2 Re: Choleryczny temperament dziecka... 15.07.07, 22:12
        z całym szacunkiem IMHO cały świat nie będzie jej schodził z drogi żeby się
        przypadkiem nie zwichrowała emocjonalnie bo przeciętny zjadacz chleba ma to
        szczerze w nosie...

        U nas Duża (też młodsze rodzeństwo, ale oprócz tego już wreszcie finalnie
        zdiagnozowany ChAD) potrafiła i potrafi wyskoczyć z agresją jak jej coś nie tak
        wyjdzie, albo ktoś na nerw depnie... Któraś z poprzedniczek pisała, że jak się
        złości to dziecko musi wiedzieć ze ją zapieniło. I ja się z tym zgadzam. Oprócz
        tego do znudzenia powtarzaliśmy wersety biblijne na ten temat (gdzieś odkąd
        miała 3 lata) typu "Szanuj swego ojca i swą matkę aby Ci się dobrze działo i
        abyś długo trwał na ziemi" i "Kto nienawidzi swego brata jest zabójcą" (to w
        kontekście zachowań wymierzonych przeciwko innym osobom), aczkolwiek zdaję sobie
        sprawę że nie do każdego rodzica i dziecka to akurat trafi.

        Strategia pt idź i się uspokój jest jak najbardziej godna polecenia, no i
        jeszcze kilka rzeczy. Nie rozliczamy się z liczby zakazów. Owszem, zważywszy na
        opozycyjno-buntowniczą naturę zachowań Dużej olewamy każdorazowo jej pierwszą
        reakcję na wszystko co się jej mówi (bo jest 99.9% prawdopodobieństwa, że
        usłyszana odpowiedź brzmi "NIE!!!!!"), pozwalamy najpierw "Wypuścić pomyje", a
        dopiero potem jest sensowna, konkretna i konstruktywna rozmowa, natomiast nie
        boimy się zabraniać czegokolwiek i nie tworzymy sztucznego ograniczenia liczby
        zakazów i nakazów. Dziecko jest dzieckiem i życie w uporządkowanym świecie
        rodzicielskiej woli wpływa na jego poczucie bezpieczeństwa. Obchodzenie dookoła
        zakazów to działanie takie trochę jak hodowla egzotycznego kwiatka pod kloszem,
        ale ten klosz prędzej czy później się zdejmuje... i zderzenie z rzeczywistością
        (przedszkolną, szkolną, podwórkową) bywa baaaaardzo bolesne.

        Generalnie najczęściej NUR (nieustępliwa upierdliwość rodzica) w postaci
        powtarzania jak ta zdarta płyta "Nie odgrywamy swojej złości na innych osobach.
        Jesteś wściekła, idź kopnij piłkę, zgnieć kartkę, poskacz po łóżku..." a w
        skrajnych sytuacjach Nelson (czyli wynoszenie delikwentki do innego pokoju żeby
        sobie i innym nie robiła krzywdy). U nas sprawy momentami dochodziły na tyle
        daleko, że młodą trzeba było trzymać przypiętą do łóżka, bo rzucała się nawet na
        ściany, z główki... Zminimalizowaliśmy liczbę takich akcji do mniej więcej
        jednej na pół roku, dzięki konsekwencji, zdecydowaniu i regularności: w naszych
        reakcjach, w trybie życia. Im więcej rzeczy przewidywalnych, tym stabilniejsze i
        mniej wybuchowe dziecko.
        • mama303 Re: Choleryczny temperament dziecka... 15.07.07, 22:35
          lolinka2 napisała:

          > z całym szacunkiem IMHO cały świat nie będzie jej schodził z drogi żeby się
          > przypadkiem nie zwichrowała emocjonalnie bo przeciętny zjadacz chleba ma to
          > szczerze w nosie...

          Cały świat nie, ale matka może i nawet powinna pomóc łogodnie z tego "wyrosnąć".
          • owocoskala Re: Choleryczny temperament dziecka... 16.07.07, 08:37
            > lolinka2 napisała:
            >
            > > z całym szacunkiem IMHO cały świat nie będzie jej schodził z drogi żeby s
            > ię
            > > przypadkiem nie zwichrowała emocjonalnie bo przeciętny zjadacz chleba ma
            > to
            > > szczerze w nosie...
            >
            > Cały świat nie, ale matka może i nawet powinna pomóc łogodnie z
            tego "wyrosnąć"
            Zgadzam sie z mama3, nie powinno się mówić "nie rob czegoś tam" bo ponoć
            tego "nie" to nawet dzieci nie słyszą często. Lepiej "zostań na chodniku"
            niż "nie idź na ulicę". Miałam takie warsztaty dla dzieci dla nadpobudliwych
            dieci (z tym że moja jest ruchowo tylko trochę nadpobudliwa). Rady mamy3 są
            dobre tylko pewnie przy dwojgu małych dzieci ciężko wykazać się taką
            politycznością.... smile
            • szarsz Re: Choleryczny temperament dziecka... 16.07.07, 09:52
              Jako mama choleryka od urodzenia potwierdzam. Jak najczęściej zamieniać "nie"
              na "tak"
              To po jakimś czasie wchodzi w krew i nie zdarza mi się użyć słowa "nie" bez
              potrzeby. Nigdy nie mówię "nie trzaskaj drzwiami" zawsze "drzwi zamykamy
              delikatnie", nie mówię "nie wylewaj" mówię "jeśli skończyłeś pić, wynieś do
              kuchni". Czasem mówię "nie wolno", ale wiem, że w 90% da się to wyeliminować.
              Dziecko wtedy też rzadko tego słowa używa.

              A jeśli chodzi o wrzaski, to u nas sprawdza się jedno: krzyczysz - idź do
              swojego pokoju. Nie idzie? Wynoszę z krókim komunikatem "uspokoisz się - możesz
              do nas wrócić". Tam może wszystko, może rzucać, trzaskać, tupać, wrzeszczeć,
              bić, cokolwiek. Jedno jest jasne - ja szanuję jego prawo do złości i mało
              umiejętne jeszcze jej wyrażanie, moje dziecko musi uszanować moje uszy. Ja
              wrzasków słuchać nie będę.

              No i powtarzanie do upadłego: nie rozumiem, jak do mnie krzyczysz. Jeśli nie
              powiesz normalnie, nie dostaniesz, bo nie będę wiedzieć, o co Ci chodzi.
              I nie dopytywałam się za dużo, bo to powodowało jeszcze większy wybuch złości.
              Na początku było ciężko, bo nie potrafił na przykład zakomunikować, że chce
              pić, ale potem zaczął mówić "am" i pokazywać na butelkę z wodą albo na kubek.

              Ja myślę, Stypkaa, że to oprócz wymienionych przez dziewczyny, mogą być właśnie
              problemy z komunikacją, że chce powiedziec i nie potrafi. No i natura dziecka -
              trzeba się pogodzić z jego charakterem i starać ucywilizować. Nie wykorzenić,
              bo tego zrobić się zwyczajnie nie da.


              aaaa, i jeszcze jedno sprawdza się dość często.
              Jeśli młody wrzeszczy, że na prykład chce teletubisie (testuje, bo dobrze wie,
              że może obejrzeć tylko jedną bajkę), to biorę go na kolana i mówię "bardzo
              chciałbyś pooglądać jeszcze teletubisie". On się czasem wtedy na chwilę
              uspokaja i mówi "tak". No to ja mu zaczynam opowiadać, jak bardzo on chce te
              teletubisie i jak jest nieszczęśliwy, że nie może. I że jutro, jak wrócę z
              pracy to też będzie oglądał. I ciekawe, co one wymyślą? A może wybierze
              domisie? i tak to leci. Nie użalam się nad nim, to nie o to chodzi, ale opisuję
              mu jego uczucia.
              • mama303 Re: Choleryczny temperament dziecka... 16.07.07, 21:13
                szarsz napisała:


                > aaaa, i jeszcze jedno sprawdza się dość często.
                > Jeśli młody wrzeszczy, że na prykład chce teletubisie (testuje, bo dobrze
                wie,
                > że może obejrzeć tylko jedną bajkę), to biorę go na kolana i mówię "bardzo
                > chciałbyś pooglądać jeszcze teletubisie". On się czasem wtedy na chwilę
                > uspokaja i mówi "tak". No to ja mu zaczynam opowiadać, jak bardzo on chce te
                > teletubisie i jak jest nieszczęśliwy, że nie może. I że jutro, jak wrócę z
                > pracy to też będzie oglądał. I ciekawe, co one wymyślą? A może wybierze
                > domisie? i tak to leci. Nie użalam się nad nim, to nie o to chodzi, ale
                opisuję
                >
                > mu jego uczucia.

                Tez robiłam i robię podobnie i czasem udawało mi sie w taki sposób nawet
                zmienić temat na zupełnie inny, powoli bez wrzasku i złych emocji.
          • szarsz Re: Choleryczny temperament dziecka... 16.07.07, 09:58
            I jeszcze coś mi się przypomniało - jest piękna książka o wychowywaniu
            chłopców. Absolutnie lektura obowiązkowa dla mam chłopców:
            "SPOSÓB NA KAINA Jak chronić życie emocjonalne chłopców"
            www.gwp.pl/product/1286.html
            Bardzo mi pomogła. Zrozumieć mojego męża, rozumieć mojego syna, a nawet
            zrozumieć siebie, choć chłopcem przecież nigdy nie byłam wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka