milleniusz
14.01.09, 16:15
Dziękuję wszystkim za dyskusję w moim wątku puszkowym. Teraz parę słów podsumowania i na rok zapomnę o temacie. :)
Wyszliśmy od tego:
milleniusz napisał: No więc nie wrzuciłem dziś do puszki. Nagabywanym będąc, a więc nie mogę się
tłumaczyć gapiostwem, nieuwagą, czy zapomnieniem. Czy wobec braku okoliczności
łagodzących oznacza to, że w piekle się smażyć będę?
Prawda, że ten ton jest dość sarkastyczny? Ale do rzeczy – pytanie brzmiało, czy nie wrzucając do puszki trafię do piekła. I padły dwie prawidłowe odpowiedzi – do piekła trafię, jeśli nie wrzucę na tacę. Za Owsiaka piekło raczej mi nie grozi. Trudno. Będzie trzeba nagrzeszyć jakoś inaczej. :)
Zdecydowana większość z Was pisała, że to moja sprawa i w zasadzie się z tym zgadzam. Było parę głosów, że to moja sprawa, ale nie powinienem się tym chwalić i z tym też się zgadzam, tyle że ja się nie chwaliłem, a raczej chciałem poznać opinię ludzi o tych, co nie dają. A do tego był potrzebny pretekst, tym lepszy, że prawdziwy. A czy to prowokacja? W sensie prowokowania dyskusji – owszem. W znaczeniu wprowadzania kogokolwiek w błąd – absolutnie nie. A czy prowokacja nie udana, bo czytelna? Nie, raczej udana, czego przykłady widać w tamtym wątku.
Bo czy owsiakowa akcja jest już moralnym obowiązkiem, „składką”, quasi podatkiem?
Otóż okazuje się, że dla niektórych jest i oni, choć w zdecydowanej mniejszości, są dość napastliwi, krzykliwi i bezkompromisowi. No bo jak śmiem „pluć jadem”, być tak „butnym”, „szczekać”, jak można „nie dać złotówki, która ratuje tysiące istnień”, jak można „nie płakać po papieżu” (to chyba było najlepsze, no może na równi z tymi tysiącami małych istnień), „to trzeba żywym ogniem wypalić”!
Takie krzykliwe postawy zniechęcają ludzi do tej akcji. Ja jestem jej zwolennikiem, ale nie bezkrytycznym. Natomiast ogniem i mieczem walczący puszkowcy w zasadzie robią Owsiakowi największą krzywdę. Nie darmo się mówi „boże chroń mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam”. To oni zapomnieli, że mottem pierwszych koncertów było „róbta, co chceta”. Teraz w imię tej tolerancji chcą podpalać stosy. Zresztą, historia kołem się toczy i chyba właśnie ten wąż zaczyna pożerać swój ogon. Trochę jednak szkoda.
Dziękuję tym, którzy nie uwierzyli, że jestem wielbłądem, dziękuję Latarnikowi za to, że najwytrwalej bronił mnie w tamtym wątku. I zakończę jego słowami:
llatarnik napisał:I tak to ideał sięgnął bruku. Ci, którzy z różnych względów nie dali na
niewątpliwie szlachetny cel, zaczynają być rozliczani, piętnowani, poniżani i
wyzywani od bezdusznych i bezrozumnych matołów. Idea BEZINTERESOWNEJ pomocy
innym została skalana i ośmieszona.