Dodaj do ulubionych

jak karac i tłumaczyc.....

04.10.07, 15:17
mojej 20 miesiecznej corce ze czegos nie wolno robic zeby sie
słuchała. Jest niedozniesienia jak wychodze na spacer w wozku nie
chce siedziec , kolo mnie troche pochodzi i sie zaczyna , kladzie
sie na ziemi, krzyczy placze, sama nie wie czego chce daje jej to
ppic to jesc ona poprostu szaleje , w domu nie lepiej jak sie cos
nie spodoba to rzuca zabawkami, krzyczy strasznie, nie da sobie nic
powiedziec nic na nia nie dziala zadne kary poprostu sie z tego
smieje, juz nie daje rady, spacery to koszmar a w domu konczy sie
siedzeniem w lozeczku bo to jedyne miejsce bezpieczne ze nic sobie
nie zrobi , nie zwali itd,,, jak postepowac z takim dzieckiem.
Obserwuj wątek
    • olamazur Re: jak karac i tłumaczyc..... 04.10.07, 15:46
      Może się nudzi? Jak mój syn dostaje fioła, to mąż robi mu ścieżkę
      zdrowia. Ustawia przeszkody - stolik, fotele, piłkę, krzesło. Ustala
      trasę - najpierw wskakujesz na fotel, potem na czworakach do
      przedpokoju, tu na krzesło i zapalasz światło, zejście z krzesła,
      rzut piłką do mnie, potem... I tak dalej. Mały to uwieeelbia big_grin
      Oczywiście mąż szaleje razem z nim. Po kilku przebiegnięciach
      zmieniają kolejność "ćwiczeń". Po takich akcjach synek jest
      przeszczęśliwy, wyczerpany, zmęczony. I cudnie zasypia smile
      Polecam. Zaproponuj małej wyczerpujące zabawy, narzuć reguły gry,
      niech czas będzie wypełniony, niech ciągle musi coś zrobić.
      • marghe_72 Re: jak karac i tłumaczyc..... 04.10.07, 22:02
        Normalny etap w rozwoju dziecka
        uzbroić się w cierpliwość, czasami ignorować, wydawać krótkie,
        zwięzłe komunikaty i być konsekwentnym do bólu
    • krwawakornelia nie karac i nie tlumaczyc. 04.10.07, 22:12
      dziewczyno ty piszesz o 20 miesiecznym dziecku w taki sposob jakbys
      myslala o dojrzewajacej nastolacie.
    • nangaparbat3 Re: jak karac i tłumaczyc..... 04.10.07, 22:38
      Przypuszczam, ze Twoja córeczka nie tyle nie wie, czego chce, co nie potrafi Ci
      o tym powiedziec tak, abys zrozumiała.
      Trzymanie jej w łóżeczku z pewnoscia ja tylko frustruje - zdecydowanie "sciezka
      zdrowia" lepsza.
      A jak Ty karzesz dwudziestomiesieczne dziecko?
    • sun_of_the_beach Re: jak karac i tłumaczyc..... 05.10.07, 20:07
      Smutne to, że pierwsze, co ci przychodzi do głowy, to karanie i domagasz się porad, jak to robić skutecznie....
      • woda-niegazowana Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 09:05
        Myślę, że źle zrozumiałeś autorką wątku, a raczej ona źle się wyraziła.Wydaje mi
        sie, że chodziło jej o ponoszenie konsekwencji i jestem za. Jak moje dzieci
        wyrzucały zabawki podnosiłam je dwa razy. Za trzecim zabierałam i chowałam. Jak
        wychodziłam na spacer wózkiem, to jechały wózkiem dopóki nie dojechaliśmy do
        placu zabaw, ale na placu zabaw nie było przeproś-wypuszczałam i jak nie
        chciałam ich wypuszczać to omijałam plac zabaw. W mieszkaniu nie wolno im było
        otwierać ŻADNEJ(dokładnie żadnej!) szuflady, szafki. Swoje rzeczy miały w kufrze
        i na półce i tym mogły się bawić. Nie robiłam dzieciom mętliku, że tą szufladę
        może, a tą nie. Myślę, że dziecko jest za małe, żeby pewne rzeczy rozróżnić.
        Jest to trochę tak jakbyś powiedziała dziecku nie bij brunetów, ale możesz
        rudych. Ktoś napisał, że komunikaty muszą być jasne-TAK, ale pamiętaj, że jasne
        i czytelne dla 20-sto miesięcznego dziecka.
        • sun_of_the_beach Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 10:24
          Myślę, że autorka użyła pierwszego sformułowania, jakie jej przyszło do głowy. A że przyszło akurat takie, zanim zdążyła pomyśleć, jakiego użyć, żeby ładnie zabrzmiało...
          BTW te twoje metody - na kogo wyrastają dzieci wychowywane w takich koszarowych warunkach?
        • nangaparbat3 Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 10:33
          Dech mi zaparlo z wrażenia.
          a czy Ty wiesz, ze dziecko, ktoremu rodzice podają wyrzucane z wozka zabawki,
          buduje w sobie poczucie sprawczości? Dowiaduje się, ze moze wpłynać na to, co
          czynia inni? Że to dla niego bardzo ważne i cenne doświadczenie?
          • woda-niegazowana Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 13:32
            nangaparbat3 napisała:

            > Dech mi zaparlo z wrażenia.
            > a czy Ty wiesz, ze dziecko, ktoremu rodzice podają wyrzucane z wozka zabawki,
            > buduje w sobie poczucie sprawczości? Dowiaduje się, ze moze wpłynać na to, co
            > czynia inni? Że to dla niego bardzo ważne i cenne doświadczenie?
            Toż im podaje- do czasu. Od małego dziecko bada granicę ile może.
            Ja też jestem człowiekiem i mam ograniczone siły i cierpliwość.
            O ile dobrze pamiętam na innym forum czytałam, że wychowujesz swoją córkę
            bezstresowo. Oczywiście to Twoja sprawa, zastanawiam się tylko czy w dorosłym
            życiu ludzi będzie to interesowało jak ona była wychowywana i czy ona tak łatwo
            przyjmie, że inni ludzie nie muszą jej ustępować (ogólnie) jak mama.
            To co Twoja poprzedniczka nazwała bodajże rygorem to nic innego jak zasady które
            obowiązują w całym życiu. dziecko przyzwyczajone do przestrzegania zasad czuje
            się bezpieczne bo wie co nastąpi.
            Jakie życie mają moje dzieci? całkiem normalne. Są mile widziane u dzieci
            sąsiadów, bo są ułożone, wiedzą co wolno, a co nie.(w przeciwieństwie do ich
            kolegi, który będąc u kogoś szaleje, krzyczy, skacze po łóżkach, zrywa
            zasłonki-jego nie zapraszają, a ja jestem chora jak przyjdzie i nie ukrywam, że
            przy pierwszej okazji pozbywam się go). Moje dziecinie krzyczą na ulicy czy w
            sklepie w celu szantażu, moje dzieci szanują pieniądze, wiedzą, że nie na
            wszystko mnie stać. Oczywiście kłócą się między sobą, zdarza się, że szarpią się
            między sobą, nie chcą sprzątać, czasami myć zębów itd. Są normalnymi dziećmi,
            które wiedzą, że w życiu obowiązują zasady.
            Acha! na szczęście nigdy nie wylądowały na chirurgii.
            Przeczytałam jeszcze raz Twój post-jesteś typową zwolenniczką wychowania
            bezstresowego (czasami myloną z teorią "nie wychowywania" dziecka).Jestem
            zupełnie innego zdania. Zresztą o ile się nie mylę to teoria padła. Zastanawia
            mnie co byś zrobiła jakby dziecko zaczęło rzucać np. drogim telefonem
            komórkowym??? Też podnosiłabyś i podawała do rzucania skoro to takie dla niego
            ważne i cenne doświadczenie, które buduje poczucie "sprawczości"?? W końcu czy
            jest coś czego nie dałabyś do rzucania dziecku? Jeśli tak to jak wytłumaczysz 20
            miesięcznemu dziecku na czym polega różnica?
            Czy uważasz, że np.65-letnia kobieta zajmująca się małym dzieckiem też powinna
            pozwolić pomiatać sobą (podnoszenie zabawki z ziemi, bo dzidzia się tak bawi)??
            A jak wytłumaczysz dzidzi, że 65 lat to dużo i może boleć kręgosłup??, a Ty
            jesteś młoda zdrowa to dzidzia niech szleje, gorzej jak Ci się przytrafi jakaś
            choroba kręgosłupa i nie będziesz w stanie schylić się, co wtedy zrobisz?
            pokarzesz dzidzi RTG kręgosłupa, żeby dała spokój. Współczuję Ci bo mam
            wrażenie, że kręcisz sobie bata na siebie. Mogę mieć tylko nadzieję, że się mylę.
            Acha!!!! Myślę, że poczucie "sprawczości" jak to nazwałaś można budować w
            ZUPEŁNIE INNY sposób (normalny).
            • nangaparbat3 Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 14:10
              Żeby nie nadwerężać kręgosłupa, zabawki przywiazywałam na dlugich tasiemkach do
              łóżeczka czy do wozka, właśnie po to, by nie schylać sie co chwilę.
              Nigdy nie uważalam, ze "wychowanie bezstresowe" to pozwalanie dziecku na
              wszystko i niestawianie granic. Róznica miedzy nami polega raczej na zasiegu
              tych granic - kiedy czytam, jakie Ty wyznaczasz swoim dzieciom, zaczynam sie dusic.
              Pytanie o komorke nie ma sensu - nie widze powodu, by dziecko niespelna
              dwuletnie miało sie bawic komorką. A jesli już - pamietam, ze moja corka bardzo
              wczesnie, gdzieś koło roku rozumiała słowa: ostroznie, delikatnie, uwazaj, no i
              oczywiscie "nie wolno" ,
              i stosowała sie do nich.
              Ja juz dziecka nie wychowuje, bo skończyło 16 lat, i teraz zbieram, co posiałam.
              Nie wiem jednak, co jest z genów, co z okolicznosci, a co z wychowania. I nigdy
              nie bede wiedziała.
              W kazdym razie jest osoba zupełnie inną, niz ta z Twoich wyobrazeń. Jest
              odpowiedzialna, taktowna, obowiazkowa, ma niezwykle mocno rozwinietą empatię,
              obchodzi ją, co czuja i przeżywają inni, wie, ze na wiele nas nie stać. Zresztą
              nigdy nie szantazowała mnie wrzaskami czy rzucaniem sie na podłogę, nigdy tez
              (odpukać) nie trafiła do chirurga, mimo ze była zawsze dzieckiem bardzo zywym (w
              przeciwieństwie do mnie, tez zywej, ale wychowywanej tradycyjnie - wielokrotne
              urazy głowy, zlamany obojczyk).
              Co do konkretu - o tym budowaniu sprawczosci czytałam , to nie jest moja radosna
              twórczość, i własnie podawanie dzieciom wyrzucanych z lózeczka czy wozka
              przedmiotow jest sposobem NORMALNYM.
            • iwucha Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 14:38
              No i utożsamianie podnoszenia zabawki z podłogi z "byciem pomiataną" to już
              chyba jakieś niebezpieczne oznaki narcystycznego zaburzenia osobowości.
            • mama303 Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 20:16
              woda-niegazowana napisała:

              > Acha! na szczęście nigdy nie wylądowały na chirurgii.

              Ale o czym to miałoby niby świadczyć z tą chirurgią?????
        • iwucha Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 14:37
          jechały wózkiem dopóki nie dojechaliśmy do
          > placu zabaw, ale na placu zabaw nie było przeproś-wypuszczałam i jak nie
          chciałam ich wypuszczać to omijałam plac zabaw.

          No, widać, ze tresura dzieci ciągle ma się dobrze sad Gratuluję genialnego
          połączenia "przeprosin za niestosowne zachowanie" z umożliwieniem dziecku zabawy
          na placu. Nauka zachowań społecznych - nie ma co! Czytaj: opłaca mi sie być
          grzecznym nie dlatego, że warto być grzecznym (kształtowanie sumienia,
          moralności), ale dlatego, żeby coś zyskać (zabawa na placu).

          O rozwoju spostrzegawczości i sprawstwa, które opierają się np. na grzebaniu w
          szafkach czy rzucaniu zabawkami - już nie wspomnę. Przepraszam bardzo ale mowa o
          "ponoszeniu konsekwencji" w sytuacji małego dziecka, które wyrzuca zabawki z
          łóżeczka to totalne nieporozumienie i jeszcze większe niedouczenie. Cóż, nie ma
          jak eksploracja rzeczywistości "na miarę kufra i półki"...

          Sorry, ale nie mam litości dla galopującej głupoty...
          • woda-niegazowana Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 19:27
            Zarówno Ty jak i koleżanka z postu wyżej zupełnie nie rozumiecie o czym piszę.
            Nie piszę o 4, 6, 8 czy 10 miesięcznym dzidziusiu, który przy zabawie wyrzuca
            zabawki, tylko 20 miesięcznej dziewczynce, która rzuca czym popadnie jak jej coś
            nie pasuje, która kładzie się na ziemi bo ma fochy. Co do sprawy wózka miałam na
            myśli sytuacje kiedy jest zagrożenie dla dziecka. Jeżeli dziecko nie słucha
            rodziców, biega kiedy i gdzie chce to wypuszczenie go z wózka przy bardzo
            ruchliwej ulicy, albo w tłumie chyba nie jest mądre. Z drugiej strony dlaczego
            matka ma pozwalać, żeby dziecko rzucając sie na ziemię brudziło i niszczyło
            rzeczy? (nie mówię o przypadkowych upadkach tylko histerii). Co do moich dzieci
            to nie były, nie sa i nie będą tresowane. Tak się składa, że mam bliźniaki i na
            spacerze (kiedy miały 16-18 miesięcy), nie byłam w stanie trzymać ich za rękę
            (pominę fakt jak by mi się rozbiegły)i prowadzić wózek jeśli wychodziłam sama, a
            tak było prawie zawsze.
            Granicę maja wszyscy -nie prawda? Z wiekiem te granice są coraz większe, ale są
            takie których nie przekracza nawet człowiek dorosły (przynajmniej nie powinien).
            Inne granice mają bliźniaki inne starsza córka (dla niej jest to atut starszeństwa).
            Jeżeli uważacie, że 20 miesięczne dziecko powinno bawić się wszystkim
            (można powiedzieć, że w szafkach jest wszystko: ubrania sprzęt AGD, garnki-też w
            różnej cenie, produkty spożywcze, czasami chemia gospodarcza) to gratuluję.
            Co do omijania placu zabaw to nie zawsze wychodziłam tylko na spacerek. czasami
            musiałam zrobic zakupy czy jechałam na przystanek mpk i wtedy żeby nie mieszać
            dzieciom i nie robić sobie kłopotów faktycznie jechałam inną trasą a dzieci
            grzecznie siedziały bo wiedziały, że musimy coś załatwić.
            >Gratuluję genialnego połączenia "przeprosin za niestosowne zachowanie"z
            umożliwieniem dziecku zabawy na placu.
            Totalnie nie wiem co za wizję stworzyłaś sobie w głowie i o co ci chodzi. Mam
            wrażenie że z moich postów wyczytałaś więcej niż było napisane.
            • jola_ep Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 20:25
              > strony dlaczego
              > matka ma pozwalać, żeby dziecko rzucając sie na ziemię brudziło i niszczyło rzeczy?

              Mój syn jako dwulatek przeżywał tak mocno swoje emocje i rozczarowania, że takie histerie nie wynikały z jego "złośliwości" a raczej z braku umiejętności panowania nad swoimi emocjami. Nie oceniaj takich histeryzujących dzieci tylko jako "wymuszaczy". Rzut na glebę w celu wymusznia, tak trochę "od niechcenia" mój synek zrobił raz, ale uznał, że się nie opłaca wink

              > Jeżeli uważacie, że 20 miesięczne dziecko powinno bawić się wszystkim

              Nie. To, czym nie może, powinno być zabezpieczone (rzeczy niebezpieczne, wartościowe, łatwe do zniszczenia). Pozostałymi tak. I zapewniam, że moje dzieciaki w wieku 20 miesięcy doskonale wiedziały, które szafki są dostępne, które nie. Uświadomiłam to sobie, gdy moja 16-miesięczna córa tłumaczyła babci, że ta szafka to "taty" i nie wolno jej otwierać smile Książki, ubrania, garnki były jak najbardziej dostępne. Szczególną miłość czuła do moich książek smile (wywalała z półki, ale nie niszczyła). Synek był dużo bardziej ekspansywny, dla spokoju część szafek była zamknięta. Szybko nauczył się, co jest dostępne, a co nie. W wieku 20 miesięcy naszymi szafkami już nie był zainteresowany wink

              Może po prostu nie doceniasz swoich dzieci? smile

              Pozdrawiam
              Jola
          • scher Re: jak karac i tłumaczyc..... 07.10.07, 10:19
            iwucha napisała:

            > Nauka zachowań społecznych - nie ma co! Czytaj: opłaca mi sie być
            > grzecznym nie dlatego, że warto być grzecznym (kształtowanie
            > sumienia, moralności), ale dlatego, żeby coś zyskać (zabawa na
            > placu).

            Po takich wypowiedziach zaczynam rozumieć, dlaczego w opinii wielu
            osób psychologowie nie są dobrymi rodzicami. Na szczęście są też
            normalni psychologowie (vide: superniania).

            Droga do samodyscypliny (sumienie, moralność, wewnątrzsterowność
            itp.) zaczyna się od dyscypliny zewnętrznej.

            Czemuż to niby małe dziecko miałoby przekonać się, iż "warto" być
            grzecznym, jeżeli rodzice nie stosowaliby konsekwencji oraz
            pozytywnych wzmocnień (w tym tych w rozumieniu dziecka materialnych)?
    • cyborgus Re: jak karac i tłumaczyc..... 06.10.07, 22:44
      mysle, kaja, ze macie problem ze zrozumieniem o co malej chodzi, i
      to ja tak frustruje, nie koniecznie fakt ze czegos nie dostaje. Moze
      postaraj sie zejsc do jej poziomu (fizycznie tez: przykucnac) i
      pytaj prostym jezykiem do skutku, az trafisz o co jej chodzi. np:
      jesc, mleko, zabawka? wlasnie tak, bez dlugich, zaplatanych zdan,
      ktore dla sfrustrowanego dziecka brzmia jak chinszczyzna i tak.
      Mozesz sie zdziwic jaki bedzie efekt, gdy trafisz w koncu w sedno.
      zycze powodzenia.

      acha - byloby lepiej najpierw tlumaczyc, a potem karac, jak nie
      dziala, nie odwrotnie.
      • mama303 Re: jak karac i tłumaczyc..... 07.10.07, 08:42
        cyborgus napisała:

        > mysle, kaja, ze macie problem ze zrozumieniem o co malej chodzi, i
        > to ja tak frustruje, nie koniecznie fakt ze czegos nie dostaje.
        Moze
        > postaraj sie zejsc do jej poziomu (fizycznie tez: przykucnac) i
        > pytaj prostym jezykiem do skutku, az trafisz o co jej chodzi. np:
        > jesc, mleko, zabawka? wlasnie tak, bez dlugich, zaplatanych zdan,

        Tylko że niestety ten wiek to okres tzw. pierwszego, głupiego buntu
        dziecka. Głupiego w sensie że ono często samo nie wie o co mu
        chodzi. Przekonałam sie niejednokrotnie kiedy moja mała w tym wieku
        wychodziła na spacer i chciała iść zawsze w przeciwnym kierunku niż
        ja i kiedy ja mówiłam "OK idziemy tam gdzie Ty chcesz" to ona w
        ryk !!
        Tak było z wieloma rzeczami. Dlatego spryt, cierpliwość, uśmiech i
        ziółka na uspokojenie /dla mamy oczywiscie/ to sposoby które sie
        sprawdzały
        • nangaparbat3 to piekne! 07.10.07, 08:46
          Przecież ona SWIETNIE WIEDZIAłA
          • nangaparbat3 C.D. 07.10.07, 08:48
            chciała isć w kierunku przeciwnym niz Mama - jaki by on nie był. A ryczala moze
            dlatego, ze językowo było to dla niej zbyt skomplikowane, a pewnie emocjonalnie też.
            Zachwyciło mnie to co napisałaś, bo chyba oddaje istotę rzeczy - znaczy buntusmile
            • cyborgus Re: C.D. 09.10.07, 05:53
              n ie wiem, dziewczyny, mi to wyglada na cos wiecej, ze rodzice
              czegos nie zauwazaja, przegapiaja. Brzmi to bardziej jak frustracja,
              niz bunt dla buntu.
              • mama303 Re: C.D. 09.10.07, 21:24
                cyborgus napisała:

                > Brzmi to bardziej jak frustracja,
                > niz bunt dla buntu.

                Oczywiście frustracja też sie pojawia, bo dziecko jest tym samo
                zaskoczone i nie wie dlaczego tak sie dzieje że własnie chce inaczej
                niż mama.
    • jufox Re: jak karac i tłumaczyc..... 19.10.07, 11:24
      Moja Nela ma to samo. Ma 18mies i jak się zdenerwuje to zrzuca na
      ziemię wszystko co ma w zasięgu. Biorę ją wtedy za rękę i spokojnie
      mówię, żeby podniosła to co zrzuciła. Jest oczywiście histeria,
      udaje że w ogóle nie rozumie o co mi chodzi, na widok rozrzuconych
      rzeczy krzyk się wzmaga co mnie utwierdza w przekonaniu, że
      doskonale mnie rozumie. Chodzi po mieszkaniu i ropzpacza, w końcu
      zawija do mnie, wtedy znowu biorę ją za rękę i tłumaczę o co mi
      chodzi. Gdy ją doprowadzam do "miejsca zbrodni", znowu płacz się
      wzmaga. Jest to męczące, za pierwszym razem, gdy w końcu
      stwierdziłam, że basta, nie odpowiada mi to i konsekwentnie
      domagałam się sprzątnięcia rozrzuconych rzeczy, rozpacz trwała 20
      minut. Mnie wydawało się, że trwało to 2h. Teraz te napady są coraz
      rzadsze i trwają zdecydowanie krócej. NIgdy nie podniosłam na nią
      głosu, jak już sprzątnie to co porozrzucała to ją chwalę i
      przytulam. Dziękuję wszystkim mamom mającym odmienne zdanie za nie
      komentowanie moich metod wychowawczych. Mnie się sprawdzają smile.
      • myelegans Re: jak karac i tłumaczyc..... 19.10.07, 14:26
        Az mnie zoladek rozbolal na wspomnienie ubieglego lata, gdzie
        codziennie caly budynek wiedzial, ze moje dziecko ze spaceru wraca,
        taki byl krzyk, bo oczywiscie nie chcial. Mial wtedy 20 miesiecy.
        Wyciwczyl moja cierpliwosc na cale zycie chyba. To frustracja,
        chociaz ja go rozumialam, ale on nie potrafil werbalizowac.

        Powoli przechodzi, ja nie karalam, wybieralam, co jest warte walki,
        a co nie. Jezeli byl to kierunek spaceru, to idz gosciu gdzie Cie
        nogi poniosa, jak chcial isc w gumiakach i pizamie w upal na spacer,
        prosze bardzo (sandaly i ubranko wkaldalam do torby),jezeli byly to
        kwestie bezpieczenstwa i zdrowia, to bylo nienegocjowalne.

        Unikalalam sytuacji stresogennych, na zakupy nie zabieralam chyba z
        rok, bo byly to sytuacje zapalne. Dom mialam pozabezpieczany tak,
        zeby sytuacji nie stwarzac i jak najmniej
        tego, "nie", "stop", "zostaw" bylo.

        Poza tym czesto ja sama bylam sprawczynia takich zachowan, jak
        dziecko zmeczone, niedospane, z urwanymi drzemkami, albo glodne,
        spragnione, to frustracja gotowa. Rzucac czym ma pod reke dopiero
        przestal w okolicy 3 urodzin. Byl to impuls, teraz juz to
        kontroluje, ale odruch pozostal (ja mam tak samo, wyprowadzona z
        rownowagi trzaskam drzwiami, albo ciepne czyms).

        U mnie zadzialal minutnik i uprzedzanie wszystkiego co sie bedzie
        dzialo "masz 5 minut na zabawe, pozniej jest kolacja, jak uslyszysz
        pik, pik" "za 3 minuty idziemy do domu", bralam minutnik na plac
        zabaw. Czas minal idziemy, jak nie pojdziesz sam, do bede musiala
        wlozyc Cie do wozka, albo poniose na sile. Teraz wystarczy, ze mu
        powiem "2 minuty i idziemy" czesto slysze "jeszcze jedna minuta".
        Moj trzylatek jest teraz cudowny, wszystko mozna z nim ustalic,
        wynegocjowac, spotkac sie w pol drogi, zrozumie, przemysli, ale ten
        okres roku od 1.5-2.5 byl hmmmm, dla mnie dosc ciezki psychicznie.
        Nadal zdrowie i bezpieczenstwo jest nienegocjowalne, do mnie nalezy
        ostateczna decyzja, wszystko inne "fair game". Zabieram go spokojnie
        do sklepu gdzie w zasiegu reki leza auta jego marzen, pooglada, ale
        wie, ze nie wyjdzie z nim ze sklepu, bo tak ustalilismy, odklada i
        nie ma histerii.

        Cokolwiek nowego robimy, np. pieczemy, lecimy samolotem mowie jakie
        sa zasady, wiec czesto jak czegos nie jest pewny pyta "mama jaka
        jest zasada?". Do wszystkiego doszlismy metoda malych kroczkow, i
        nie, nie bylam zawsze zelazno konsekwentna, jestem tylko
        czlowiekiem, nadal czesto ulegam "jeszcze jedna bajka, jeszcze jedna
        ksiazka" ale sa to male rzeczy, niech ma wrazenie, ze jakos ten swoj
        swiat kontroluje.
        • nangaparbat3 co do zasad 19.10.07, 18:13
          Kiedy moja miała wlasnie jakieś 2-3, zaczęły sie marudzenia w sklepie. Mówiłam :
          nie mogę ci tego kupic, dzisiaj piatrek, a jest zasada, ze w piatki sie tego nie
          kupuje.
          Biedaczka dawała sie przekonać - ale ja do dzisiaj (ma 16) mam wyrzuty sumienia.
      • nangaparbat3 Re: jak karac i tłumaczyc..... 19.10.07, 18:10
        No coz, pewnie to niezła metoda, chociaz ja raczej powiedziałabym: Chodź,
        popsrzątamy razem - i pomogłabym mlodej. Potem razem bysmy sie cieszyły z
        wykonanej roboty, chwalenie byłoby niepotrzebne.
        • jufox Re: jak karac i tłumaczyc..... 20.10.07, 16:30
          nangaparbat3 wydaje mi się, że nie zrozumiałaś co napisałam - nie
          chodziło o sprzątanie po zabawie. Nela wie doskonale że nie rzuca
          sie przedmiotami. Jeśli to robi, robi to specjalnie żeby sprawdzić
          czy może tym razem zmienię zdanie i rzucę się do sprzątania. Otóż
          nie. Fakt, że takich wypadków jest coraz mniej przekonuje mnie o
          słuszności przyjętej strategii. Nie sądzę, żeby pozostawiło to
          trwałe piętno w jej jaźni. I tyle.
          • nangaparbat3 Re: jak karac i tłumaczyc..... 21.10.07, 18:04
            jufox napisała:

            > nangaparbat3 wydaje mi się, że nie zrozumiałaś co napisałam - nie
            > chodziło o sprzątanie po zabawie. Nela wie doskonale że nie rzuca
            > sie przedmiotami. Jeśli to robi, robi to specjalnie żeby sprawdzić
            > czy może tym razem zmienię zdanie i rzucę się do sprzątania. Otóż
            > nie. Fakt, że takich wypadków jest coraz mniej przekonuje mnie o
            > słuszności przyjętej strategii. Nie sądzę, żeby pozostawiło to
            > trwałe piętno w jej jaźni. I tyle.
            Ja bardzo dobrze zrozumiałam, co napisałaś. Ale uwazam, ze dziecko powinno
            naprawić skutki tego, co czyni w zlosci, ale nie powinno czuc sie ukarane za to,
            ze sie wscieka. Ma prawo sie wsciekać, a nie zna jeszcze bardziej akceptowalnych
            sposobow wyrazenia tej wsciekłosci. Mam swiadomość ze bardzo trudno dać odczuc
            tak małemu dziecku, ze to co czuje jest OK, sposob wyrazenia tego - niekoniecznie.
            • jufox Re: jak karac i tłumaczyc..... 21.10.07, 21:41
              Ależ nie wiem skąd masz wrażenie, że moje dziecko jest karane za to
              że lamentuje? Ona właśnie naprawia skutki tego co czyni w złości,
              jak zauważyłaś nie. kara kojarzy mi się z negatywnymi emocjami które
              musiałabym odczuć, a to nie ma miejsca. Wiem że Nela jest mała i
              zdaję sobie sprawę, że nie mogę z nią usiąść i roztrząsać zagadnien
              substancji duszy czy snuć rozmów o Spinozie, wiem jak wyraża swoje
              frustracje i wcale jej tego nie zabraniam. Raczej określiłabym to
              uczeniem, a nie karaniem. Chociaż muszę przyznać, że chyba tak jak
              wiele innych pojęć, tak też i słowo "kara" obejmuje w naszych
              czasach coraz więcej zachowań rodziców, które kiedyś były właśnie
              sposobem na naukę tzw "kindersztuby". I nie chodzi mi bynajmniej o
              kary fizyczne czy psychiczne znęcanie się nad potomstwem. Raczej
              zwrócenie uwagi dzieci na przyczynę i skutek- zrobiłeś bałagan -
              musisz posprzątać. Jeśli to jest kara, to co nią nie jest?!
              • nangaparbat3 Re: jak karac i tłumaczyc..... 21.10.07, 21:55
                >>>Jest oczywiście histeria,
                udaje że w ogóle nie rozumie o co mi chodzi, na widok rozrzuconych
                rzeczy krzyk się wzmaga co mnie utwierdza w przekonaniu, że
                doskonale mnie rozumie. Chodzi po mieszkaniu i ropzpacza, w końcu
                zawija do mnie, wtedy znowu biorę ją za rękę i tłumaczę o co mi
                chodzi. Gdy ją doprowadzam do "miejsca zbrodni", znowu płacz się
                wzmaga. Jest to męczące, za pierwszym razem, gdy w końcu
                stwierdziłam, że basta, nie odpowiada mi to i konsekwentnie
                domagałam się sprzątnięcia rozrzuconych rzeczy, rozpacz trwała 20
                minut.

                Dlaczego myslę, ze to kara? To wynika jasno z tego, co piszesz.
                Z tego jak Ty o tym piszesz, i jak ona strasznie protestuje.
                Piszesz, ze nie ma w Tobie negatywnych uczuc - wydaje mi się, ze nie dajesz
                sobie samej prawa do zlości - i tej zlosci zabraniasz tez corce. Ale zlość
                wyparta działa, pod jej wpływem zachowujesz się w sposob, ktory wywoluje w corce
                - jak sama piszesz - histerię i rozpacz.
    • myelegans co do zasad.... 19.10.07, 19:28
      mnie sie wydaje, ze dzieci lubia i prosza o limity, lubia
      przewidywalnosc i jasnosc co bedzie. Szczegolnie dzieci, ktore boja
      sie zmian.
      Moj syn tego wrecz sie teraz dopomina, bo ma jasnosc czego moze
      oczekiwac. Jak chce "zmywac" naczynia w zlewie kuchennym, pozwalam
      mu, i pytam, "wiesz jakie sa zasady?" i od razu mowi "woda zostaje w
      zlewie, tylko plastikowe kubeczki myje" i jest OK. Nie musze juz
      medzic, przypominac, pilnowac. Jak sie zdarzy wypadek wylania
      zawartosci poza wybaczam, jak zrobi to celowo, od razu zabawa jest
      konczona.

      Zbieranie zabawek. Jak cos nie zadziala w ciagu 5 minut, to gra nie
      warta swieczki i nie warto przeciagac liny, bo po 45 minutach, juz
      male zapomni o co byl smrod. U nas zasada jest taka, "chcesz sie
      bawic plastelina, pozbieraj najpierw klocki. Duza wieze, ktora
      zbudowales mozesz zostawic." NIe wyciagamy wszystkich zabawek, bo
      nie byloby gdzie stopy postawic, bawimy sie jednym rodziajem
      zabawek, no chyba, ze jest to zrobienie tunelu z klockow nad torami
      pociagu.
      Wieczorem, "masz 5 minut na zabawe autkami, pozniej je daj do
      pudelka", po 5 minutach przypomne, jak po nastepnych 1-2 nie
      zabierze sie do sprzatania, to mowie, "albo zaczniesz zbierac, albo
      ja pozbieram, ale wtedy zabieram, licze to 3", i tak robie. Jak
      jest zmeczony to mu pomagam. I tak oczywiscie jest pelno rzeczy do
      poprawienia i pozbierania niz na to wychodzi, ale jakis nawyk sobie
      wyrabia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka