W przedszkolu Lidka jest grzeczna. Co prawda nie reaguje na polecenia Pani,
ale po pewnym czasie przyłącza się do zabawy i robi to samo, co inne dzieci.
Zawsze do wszystkiego musiała mieć motywację wewnętrzną
Już po drodze do domu Lidzia się przeobraża. "Nie chce czaaaapkiii! Wyrzućmy
ją na ulicęeeeee!" "Oddaj moją czaaaaapkęęęęę!" "Nie idę do domuuuuuuu!
Zostanę na dworze i będę płaaaaaakaaaać!".
Ponieważ w domu zaczyna się wycie, umawiam się z nią, że popłacze u siebie w
pokoju, a kiedy się uspokoi, to może do mnie przyjść i będziemy razem robić
coś fajnego (za każdym razem są konkrety z możliwością wyboru - oglądać
zdjęcia albo malować farbami, piec ciasteczka albo sortować rzeczy do prania).
Lidka trzaska drzwiami, a następnie rzuca w nie czym popadnie ze skrzynki z
zabawkami. I wyje kolejne 30 minut.
A jeszcze potem przychodzi, ale zamiast robić "coś fajnego" marudzi,
zaczynając wszystkie zdania od "nie".
Mówiąc szczerze, kończy mi się cierpliwość. Ja rozumiem, że ona musi
odreagować przedszkole, ale gdzie ja mam odreagować jej fochy? Macie dla nas
jakieś pomysły?