Dodaj do ulubionych

rozdźwięk między poziomami

22.10.07, 12:58
Mój synek jest rozwinięty intelektualnie ponad swój poziom -
słownictwo, sposób wypowiadania się, budowania zdań jak u dziecka
rok lub więcej starszego. Rozwój emocjonalny - pewnie na swoim
poziomie. A może niżej? Tak by się zdawało, bo powstały między
poziomami intelektualnym a emocjonalnym rozdźwięk potęguje takie
wrażenie.

Jak to jest? Dziecko buduje zdania wielokrotnie złożone, potrafi
zrozumieć abstrakcyjne rzeczy, da się z nim poważnie porozmawiać i
jest w stanie zrozumieć skomplikowane procesy na podstawie niemalże
jedynie słownego wyjaśnienia. Ale jak mu się nie chce - nie wiem:
włączyć myślenia (?) - to płacze albo piszczy, czasem kładzie się na
ziemi, krzyczy, histeryzuje. Nie _chce_, by tłumaczenie do niego
trafiło i go uspokoiło? Nie _potrafi_ go przyjąć? _Musi_ swoje
wypłakać, bo ma tylko 2,5 roku? Nie umie, tak? To dlaczego po paru
godzinach umie opisać, co się działo? Emocjonalnie - histeria;
intelektualnie: spojrzenie z boku, analiza, co kto w domu robił
podczas jego histerii i dlaczego!

Czy to się będzie pogłębiało? Ten rozdźwięk. Czy to typowe?

Moja koleżanka ma bardzo rozwiniętego 10-letniego syna. Przeszedł
badania psychologiczne, które wykazały, że wiedzę, intelekt,
bystrość umysłu ma na poziomie gimnazjalisty, a emocjonalnie jest na
poziomie dziecka rok-dwa młodszego! Ma kłopoty z kontaktami
rówieśnikami (czuje się nielubiany), przyjaźni się z dziećmi kilka
lat starszymi od siebie. Koleżanka połżartem mi poradziła, bym nie
rozwijała swego dziecka...

Jestem ciekawa Waszych wypowiedzi na ten temat.
Obserwuj wątek
    • aluc Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 13:18
      typowe, zwłaszcza dla dzieci nieco lepiej rozwiniętych
      intelektualnie, często w tyle jest również rozwój fizyczny,
      koordynacja ruchowa etc.

      ale u dwuipółlatka chyba trudno jeszcze mówić o jakimś konkretnym
      problemie z tym związanym wink po prostu oczekuj od niego tego, czego
      możesz oczekiwać od dziecka w jego wieku i ciesz się wszystkim, co
      jest ekstra bonusem

      zapewnij mu środowisko rówieśników, poślij w swoim czasie do
      przedszkola, zaobserwujesz prawdopodobnie lekkie "uwstecznienie się"
      intelektualne, do przodu natomiast powinien wtedy pójść rozwój
      społeczny, a za nim emocjonalny, niewykluczone, że do zerówki dogoni
      rówieśników w tym względzie, nawet jeśli nadal będzie odstawał swoim
      poziomem wiedzy - a tak naprawdę dopiero w tej okolicy zaczynają się
      schody

      nie traktuj jak małego geniusza, nie stymuluj, idź za nim

      PS. mam w domu jednego takiego - w tej chwii już prawie
      sześciolatka, i niewykluczone, że drugiego też - teraz niespełna
      trzylatka, więc rozumiem smile i dużo ruchu zapewniaj na świeżym
      powietrzu smile))
      • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 13:32
        Dzięki za odpowiedź smile

        > nie traktuj jak małego geniusza

        Hmm... A w praktyce co to oznacza?
        Bo my z mężem, babcią i ciocią powtarzamy mu kilka razy
        dziennie "Antosiu jaki ty jesteś mądry!" - żeby wierzył w siebie,
        miał poczucie wartości, mocy, że jest w stanie itd. Mamy wrażenie,
        że dzięki temu wzmacnianiu pozytywnemu on tak się rozwija - bo
        czuje, że może, że na pewno będzie potrafił.

        > nie stymuluj, idź za nim

        Nie kupować puzzli z coraz to większą liczbą kawałków? Nie czytać
        coraz to poważniejszych historyjek? Nie tłumaczyć, co to są wybory
        parlamentarne i tablica rejestracyjna?

        > idź za nim

        Czyli?...
        • aluc Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 13:48
          nie traktować jak geniusza - nie zakładać, że jego przewaga
          intelektualna nad rówieśnikami jest miażdżąca i zawsze taka będzie,
          z superzdolnych dzieci najczęściej wyrastają najzupełniej
          przecietnie zdolni dorośli, nie zapewniać mu specjalnego traktowania
          w rodzinie, nie podporządkowywać jego rozwojowi mózgowemu wszelkich
          rodzinnych planów

          nie stymulować - nie zastanawiać się nad tym, jakie to jeszcze
          rzeczy można mu wymyślić, żeby jeszcze bardziej poprawić mu pamięć,
          jeszcze bardziej rozwinąć go językowo etc., nie unikać zabawek do
          zabawy, a nie superhiperedukacyjnych, nie starać się, żeby każda
          aktywność przynosiła mu jakieś wymierne korzyści intelektualne,
          niech one będą skutkiem ubocznym, a nie celem

          iść za nim - obserwować, czym się interesuje, nie wyprzedzać, nie
          zakładać, ze skoro jest taki mądry i rozgarniety, to może należałoby
          np. uczyć go czytać i pisać albo tabliczki mnożenia, natomiast jeśli
          sam się tym zainteresuje - to nie zniechęcać

          co oczywiście nie wyklucza puzzli z coraz większą liczbą kawałków (o
          ile łatwiejszymi już się wyraźnie nudzi) oraz tłumaczenia świata
          otaczajacego smile

          nie róbcie sobie po prostu rodzinnego biznesu pn. "wychowujemy
          wyjątkowo mądre dziecko"
          • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 13:57
            > z superzdolnych dzieci najczęściej wyrastają najzupełniej
            > przecietnie zdolni dorośli

            Jestem takim przypadkiem. Trochę żałuję, że mnie nie stymulowano,
            nie zachęcano - mogłabym dalej zajść. A tak uległam złudzeniu, że
            jestem taka super, to zawsze taka będę bez wysiłku. Wysiłku nie
            było, efekty przeciętne.
            Chciałabym, żeby mój syn w przyszłości nie żałował.


            > nie zapewniać mu specjalnego traktowania w rodzinie, nie
            > podporządkowywać jego rozwojowi mózgowemu wszelkich
            > rodzinnych planów
            > nie róbcie sobie po prostu rodzinnego biznesu pn. "wychowujemy
            > wyjątkowo mądre dziecko"

            Nie robimy tak. Daję słowo smile
            • aluc Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 14:12
              to w takim razie dodam jeszcze - odrzuć jak najdalej taką motywację

              ja też byłam zdolna, ale leniwa smile ale też wychowywałam się zupełnie
              w innych warunkach, z innym dostępem do wiedzy, z innymi
              możliwościami, z innym nastawieniem do indywidualizmu i osiągnięć
              ponad przeciętną, chyba trudniej dzisiaj "przypadkowo zepsuć"
              wybitnie zdolne dziecko, niż te trzydzieści parę lat temu

              o ile oczywiście twój syn jest wybitnie zdolnym dzieckiem - a
              wybacz, ale w tym wieku raczej nie można tego stwierdzić, każde
              dziecko rozwija się w swoim tempie, a to tempo może się jeszcze
              milion razy zmienić
              • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 14:19
                > o ile oczywiście twój syn jest wybitnie zdolnym dzieckiem - a
                > wybacz, ale w tym wieku raczej nie można tego stwierdzić, każde
                > dziecko rozwija się w swoim tempie, a to tempo może się jeszcze
                > milion razy zmienić

                Nie wiem, czy jest. Ba, ja nie wiem, czy mi na tym zależy smile Jak
                ustalaliśmy z mężem priorytety wychowawcze, to jednym z głównych
                było, że przede wszystkim chcemy mieć szczęśliwe dzieci. Mogą zostać
                kim chcą, jak się zainteresują hydrauliką, to kupimy zestaw "mały
                hydraulik". Chcemy, by miał przyjaciół i dobrze żył z ludźmi.
                Czy mądrym i zdolnym dzieciom _przeważnie_ jest z tym ciężko?
          • nangaparbat3 aluc 22.10.07, 16:34
            Jak dobrze przeczytać taką radę dla rodzicow: idźcie za nim. Chyba wszystkim nam
            nalezy o tym od czasu do czasu przypominać smile)))
            • aluc Re: aluc 22.10.07, 16:38
              wiesz, sama to powinnam ponaklejać sobie we wszystkich widocznych
              miejscach wink
    • roseanne Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 13:19
      no coz- to moj chleb codzienny
      • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 13:36
        > no coz- to moj chleb codzienny

        Opowiedz smile
        • roseanne Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 13:41
          w zasadzie czego to ja jeszcze nie pisalam

          duzo na moim w stopce, jeszcze wiecej na mojej stronie, podlinkowanej na forum

          ostatnie badania i testy byly wykonywane gdy mial 11 lat i wyniki na poziomie
          collegu
      • verdana Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 13:41
        Nie mów dziecku codziennie, ze jest mądre - tak samo, jak nie
        mówiłabys mu codzinnie, ze jest piękne. Dziecko powinno byc chwalone
        za to co robi, a nie za wrodzone zdolności. Pewnie, ze czasem mozna
        to powiedzieć, ale bez przesady... Zamiast wzmacniać pewność siebie,
        osłabiasz ją - bo jak mądry może czegoś nie zrozumieć, nie umieć?
        I sama wpadłaś w pułapkę - fakt, ze dziecko intelektualnie wyprzedza
        rowieśników nie oznacza, ze nie jest nadal 2,5 letnim dzieckiem i
        nie reaguje tak, jak 2,5 letnie dziecko powinno reagować. Ty zaś
        oczekujesz reakcji dziecka starszego - a ono starsze nie jest... I
        zamiast zrozumienia spotyka się ze zdziwieniem, niechecią,
        niepokojem.
        To nie jest "rozdźwiek", bo dziecko jest prawidłowo rozwiniete,
        tylko w jednej dziedzinie rozwija się szybciej. A w innych zgodnie z
        wiekiem.
        Zostaw nadmierne "stymulowanie" intelektu - raczej rozwijaj
        umiejętnosci spoleczne, zabawę w piaskownicy i zapasy z tatą czy
        kolega na kanapie. Bo na razie dziecko jest na tyle inteligentne, ze
        już się zorientowalo, ze oczekujesz od niego wyjatkowych zdolności -
        a nie zawsze potrafi temu sprostać.
        • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 14:13
          > Nie mów dziecku codziennie, ze jest mądre - tak samo, jak nie
          > mówiłabys mu codzinnie, ze jest piękne. Dziecko powinno byc
          > chwalone za to co robi, a nie za wrodzone zdolności. Pewnie, ze
          > czasem mozna to powiedzieć, ale bez przesady...

          Myślałam, że tu nie można przesadzić. Że im więcej dziecko chwalone,
          tym lepiej. Nie jest tak?
          Nie chwalę "w próżni", zawsze chwalę za coś. Układa puzzle - "dobrze
          dobrałeś te dwa kawałki, super!"; bierze się za cięcie nożyczkami -
          "ty już umiesz ciąć nożyczkami? brawo synku, dobrze ci idzie!";
          zbudował wieżę z klocków rozdzielając kolory - "ale fajny dom,
          ślicznie!".
          Chwalę za co tylko się da, w myśl zasady im częściej, tym lepiej -
          jakie zagrożenia?

          > Zamiast wzmacniać pewność siebie, osłabiasz ją - bo jak mądry
          > może czegoś nie zrozumieć, nie umieć? Bo na razie dziecko jest
          > na tyle inteligentne, ze już się zorientowalo, ze oczekujesz od
          > niego wyjatkowych zdolności - a nie zawsze potrafi temu sprostać.

          Nie ganię, jak czegoś nie umie, nie jestem zawiedziona. Nie
          mam "programu nauczania", np. nie czytamy domanem itp. (nie żebym
          coś miała przeciwko mamom, które czytają z dziećmi domanem, po
          prostu ja tego nie robię).

          > I sama wpadłaś w pułapkę - fakt, ze dziecko intelektualnie
          wyprzedza
          > rowieśników nie oznacza, ze nie jest nadal 2,5 letnim dzieckiem i
          > nie reaguje tak, jak 2,5 letnie dziecko powinno reagować. Ty zaś
          > oczekujesz reakcji dziecka starszego - a ono starsze nie jest... I
          > zamiast zrozumienia spotyka się ze zdziwieniem, niechecią,
          > niepokojem.

          Moje dziecko rozumie naprawdę dużo, a już na pewno rozumie, że jak
          czegoś nie ma w domu, to nie ma. "Chcę mleka" - "Nie ma, trzeba
          kupić w sklepie, jak kupimy, to dostaniesz" - zrozumienie takiej
          sytuacji jest dla niego łatwe. I zazwyczaj rozumie, umie powiedzieć,
          co to jest sklep, kim jest pani kasjerka, do czego służą pieniądze,
          że są rzeczy drogie i tanie i z czym się to wiąże. Intelektualnie
          rzecz ogarnia i opowiada własnymi słowami. Bywa jednak, że musi się
          na ten temat rozhisteryzować - on chce mleka i buuu.
          Nie pytam, jak w takich sytuacjach postępować, tylko o stan jego
          emocji. Co się emocjonalnie dzieje z moim dzieckiem i jak mu pomóc?
          Nie chcę, żeby płakał, żeby był nieszczęśliwy. On cierpi, jak tak
          ryczy. Nie radzi sobie ze swoimi emocjami i to jest przykre. A ja
          myślałam, że jak wytłumaczę i doprowadzę do zrozumienia przez niego
          tej sytuacji, to nie będzie cierpiał np. jak nie będzie mleka.
          • aluc Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 14:21
            ola, on ma dwa i pół roku, dziewczyno!
            zachowuje się absolutnie normalnie, jak normalny dwuipółlatek
            nieradzący sobie z emocjami i NIEROZUMIEJĄCY wszystkiego, chociaż
            przyjmujący tłumaczenia

            nie traktuj go jak dorosłego człowieka
            • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 14:43
              aluc napisała:

              > ola, on ma dwa i pół roku, dziewczyno!
              > zachowuje się absolutnie normalnie, jak normalny dwuipółlatek
              > nieradzący sobie z emocjami

              Ja wiem, że on się zachowuje normalnie. Nigdy nie twierdziłam
              inaczej smile Sama też wpadłam na to, że nie radzi sobie z emocjami.

              > i NIEROZUMIEJĄCY wszystkiego, chociaż przyjmujący tłumaczenia
              > nie traktuj go jak dorosłego człowieka

              Nie raz powiedzenie jak do dorosłego, spokojnie i jakby
              mimochodem; "nie ma, jak kupimy w sklepie, to dostaniesz" ucinało w
              zarodku szykującą się histerię. Mały w lot chwytał, że ryk tu po
              nic. Nie ma, to nie ma. "To poproszę soku" - brzmiał po chwili efekt
              jego przemyśleń. Nie zrozumiał? Jak najbardziej zrozumiał.
              • verdana Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 14:55
                Zrozumiał, ale nie przyjął do wiadomosci - bo ma dwa i pół roku... I
                radzi sobie z emocjami!!!! Radzi sobie tak, jak powinno sobie radzić
                małe dziecko - a Ty oczekujesz "radzenia sobie" na poziomie 6-latka.
                Z chwaleniem bardzo, ale to bardzo przesadziłaś. Tak nie można... Z
                kilku powodów
                -po pierwsze, zniechecasz dziecko do zrobienia czegokolwiek "dla
                siebie", nie dla uzyskania nagrody - czyli pochwały. Jeszcze
                troszkę, a Twoje dziecko nie bedzie umiało nic zrobić dla własnej
                przyjemnosci, dla wlasnego wewnetrznego zadowolenia - bedzie
                oczekiwało pochwały, a nie czulo satysfakcji po prostu z tego, co
                robi.
                -po drugie, inteligentne dziecko wie, że jak mama chwali bez
                przerwy, to brak pochwały - jest naganą. A wiec bezwiednie sterujesz
                dzieckiem, pochwalajac tylko to, co Twoim zdaniem jest dobre i
                udane. Dziecko powinno móc robić coś, za co w ogole nie jest oceniane
                -po trzecie, dewaluujesz pochwały. Zabierasz płynąca z nich
                przyjemność. Ja do dziś pamiętam satysfakcję, gdy szczędzacy pochwał
                ojciec powiedział, ze jest ze mnie zadowolony. Twoje dziecko nigdy
                tak naprawde pochwalone nie bedzie - bo pochwały w takiej ilosci nic
                nie znaczą
                -Po czwarte wbijasz dziecko w dumę - będzie uwazało, ze zawsze jest
                dobre, mądre i lepsze od kolegów. Tymczasem prawdopodobnie tak nie
                jest - i moze bardzo nieprzyjemnie przezyć spotkanie z rówiesnikami
                w przedszkolu.
            • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 14:49
              Rzecz w tym, że ja jak do tej pory umiałam z emocjami małego
              postępować. Miałam świetne sposoby wyczytane w książkach:
              utożsamianie się z uczuciami dziecka ("ja też..."), przesuwanie
              wydźwięku z "boję się" na "nie lubię", pokazywanie swoich reakcji i
              zachęcanie do naśladowania, tłumaczenie, bo jak intelektualnie
              pojmie, to oswoi. Działało! I to jak! Słowa niemal magiczne - kojące
              emocje dziecka jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A teraz
              nie działa. Proszę mi pomóc zrozumieć.
              • verdana Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 15:00
                Dziecka nie wychowuje sie wg. książek. Próbowałas dziecku wmowić
                pewne rzeczy (przepraszam bardzo - boje sie nie znaczy "nie
                lubie"!!!! Dziecko lepiej niz Ty wiedziało, ze się boi, a Ty
                negowałas jego uczucia). I
                Obawiam sie, ze zrobilas dziecku w emocjach zamęt, usiłując naukowo
                je " oswoić", stosujac sztuczki i chwyt ("ja też" - to zwykle
                nieprawda...). Wyglada tez na to, ze to Ty nie radzisz sobie z
                negatywnymi emocjami dziecka, i probujesz je natychmiast wyciszyć,
                zmienić, zmniejszyć. A do negatywnych emocji dziecko ma prawo, ma
                prawo być wsciekle, smutne, bać się - i wcale nie trzeba mu wmawiać,
                ze powinien je zmienić czy przytłumić.
                Lepiej dziecko przytulić, niż sterowac czymś tak kruchym jak
                emocje.
                • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 15:21
                  Podam przykład.
                  Dziecko boi się balonów i innych takich wiszących w sklepie z
                  sufitu. Mówi, że się boi. Ja na to: o balony, brr, masz rację, są
                  okropne, też ich nie lubię. Przy następnym pójściu do sklepu
                  (zabierałam małego, jak musiałam, bo jak nie musiałam, to oczywiście
                  oszczędzałam mu widoków balonów) mówiłam: idziemy do sklepu, ok? Tam
                  są te okropne balony, nie będziesz się bał? A on na to, że będzie.
                  No to ja jakieś uspokojenia i że będę z nim, i że balony
                  rzeczywiście są okropne i że ja też ich nie lubię. Któregoś
                  kolejnego dnia mały przeszedł z "boję się balonów" na "nie lubię
                  balonów", płacze nie powtórzyły się.
                  Źle to rozegrałam? (Chciałam dobrze. No i nie kłamałam, że boję się
                  balonów).

                  Inna sytuacja.
                  Mały rano płacze, że trzeba wstać, że nie chce, nie lubi i w ogóle
                  buu. Mówię mu: ja też bym jeszcze pospała, ja też nie lubię rano
                  wstawać. Och, jak mi jest źle, że wstać trzeba...
                  Znów nie ma kłamstwa, jest utożsamienie się z uczuciami dziecka,
                  mały w końcu wstaje - ze mną, swoją towarzyszką niedoli.

                  > A do negatywnych emocji dziecko ma prawo, ma prawo być wsciekle,
                  > smutne, bać się - i wcale nie trzeba mu wmawiać,
                  > ze powinien je zmienić czy przytłumić.

                  Właśnie o to chodzi w metodzie utożsamiania. Nigdy nie mówię, że nie
                  ma prawa być smutny czy zły. Zawsze mówię, ze ma do tego prawo i że
                  świetnie to rozumiem, bo ja też czuję to samo. Dzięki tym słowom
                  dziecko czuje się zrozumiane, a jego emocja zaakceptowana.
                  Akceptacja powodu do złości jest akceptacją samej złości
                  prawda? "Rozumiem, że się zdenerwowałeś, jak ci się domek z klocków
                  rozwalił. Masz prawo sie na to wkurzyć. Ja też bym się wkurzam, jak
                  mi coś nie wychodzi".

                  Czy to jest zgubne sterowanie? Powinnam zaprzestać takiego radzenia
                  sobie w takich sytuacjach?...
                  Przyznam, że to wywraca do góry nogami cały mój model wychowywania.
                  I co w zamian?
                  • verdana Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 15:35
                    Problem w tym, ze mieszasz dziecku pojęcia "boje się" i "nie lubię".
                    Dziecko BAŁO się balonów- OK. Mozesz tłumaczyc, dlaczego są
                    niegroźne, ale nie jest dobrze, kiedy dziecko, pod Twoim wpływem,
                    zaczyna gubić sie we własnych uczuciach i mylić pojecia - teraz i Ty
                    nie wiesz - i co gorsza ono samo nie wie- co czuje. Nie będzie
                    umiało sprecyzowac, czy np. boi sie Pani w przedszkolu, czy jej nie
                    lubi - i mozesz miec kłopot...
                    Czasem utozsamiać się z uczuciami dziecka mozna, skoro sie je
                    pdziela, ale nie zawsze - dziecko powinno wiedzieć, ze mama może
                    czuć zupełnie co innego... I wobec tego on tez nie musi czuć tego
                    samego co mama.
                    Sama się zastanów, czy byłoby przyjemnie, gdybyś za kazdym razem ,
                    gdy sie komus skarżysz czy zwierzasz słyszała "A ja mam tak samo"?
                    To sprowadzenie tego co dziecko czuje, do tego co Ty czujesz -
                    zamiast on być centralna postacią - Ty nią jesteś. A poza tym -
                    dziecko ma prawo wściekać się o rzeczy, ktore Ty lubisz, i lubić te -
                    o ktore Ty sie wściekasz. Tymczasem stosowanie takiej metody uczy
                    dziecko, ze ma czuć to, co mama.
                    Czasem można dziecku powiedzieć "Ja też nienawidzę wstawać rano,
                    świetnie cie rozumiem", a czasem "Nie lubisz kaszy? A ja uwielbiam,
                    kompletnie nie rozumiem, dlaczego nie chcesz jeść, ale nie chcesz -
                    to nie."
                    Krótko - mam wrazenie, ze jest niedobre wychowywanie dziecka wg.
                    metody - to raz. Metody maja to do siebie, ze zawieraja elementy
                    manipulacji, sa dobre na jeden raz, ale nie stale.
                    Po drugie - uwazam, ze lepsze od jakiejkolwiek metody jest mówienie
                    prawdy. Rozumiesz uczucia dziecka - powiedz to. Nie rozumiesz - nie
                    musisz i dziecko moze sie tego dowiedzieć. Ty nie musisz - i nie
                    powinnaś - czuć tego co on. Bo jestescie dwoma innymi osobami i
                    macie prawo do własnych, odrębnych uczuć. Wazna jest ich akceptacja,
                    a nie ich podzielanie.
                    • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 16:00
                      OK, to do mnie przemawia. Przemyślę.
                      Oczywiście, nie postępuję mechanicznie według książek. Każda
                      sytuacja jest inna, kazdy dzień jest inny, inny ja mam nastrój czy
                      dziecko. Nie mówię wyuczonych regułek, reaguję na moje dziecko i
                      jego świat smile
                • biaemi Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 15:28
                  Tak sobie czytam te ciekawe wypowiedzi i mysle sobie, ze moze jest
                  tak, ze Twoj synek (to do autorki oczywiscie) nie jest jakos
                  nadzwyczajnie rozwiniety intelektualnie, tylko werbalnie. Moj
                  dwulatek wg badan minimalnie opozniony psychoruchowo ze wzgledu na
                  zaburzenia integracji sensorycznej tez bardzo duzo rozumie, ma
                  niezwykle skojarzenia i przemyslenia tez jak wynika z jego
                  zachowania i pojedynczych slow, bo do mowienia wcale sie jeszcze nie
                  rwie.Tez potrafi ze zrozumieniem przyjac, ze czegos nie ma i
                  dostanie dopiero, jak bedzie, albo, ze w ogole nie dostanie z
                  roznych powodow. Ale jak humor gorszy, to drobnostka powoduje
                  marudzenie i czyni nieszczesliwym.
                  Mysle, ze Twoj synek zachowuje sie jak normalne dwuipolletnie
                  dziecko, ktore bardzo szybko posiadlo umiejetnosc mowienia.
                  Z tego co piszesz, nie jestes mamuska przekonana o nadzwyczajnosci
                  swojego dziecka na tle innych, dlatego pozwolilam sobie na
                  wypowiedz "prosto z mostu".
                  • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 16:02
                    > Tak sobie czytam te ciekawe wypowiedzi i mysle sobie, ze moze jest
                    > tak, ze Twoj synek (to do autorki oczywiscie) nie jest jakos
                    > nadzwyczajnie rozwiniety intelektualnie, tylko werbalnie.

                    Nie chwytam różnicy, szczerze mówiąc... Aby zwerbalizować, trzeba
                    zrozumieć przecież? Jak nie rozumie, to chyba byłoby widać? Gadałby
                    bzdury?
                    • aluc Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 16:16
                      ola, niekoniecznie

                      dzieci dobrze mówiące są zazwyczaj postrzegane jako "mądrzejsze" od
                      tych niemówiących, chociaż poziom rozumienia jednych i drugich może
                      być podobny

                      znaczy on rozumie tak jak powinien rozumieć chłopiec w jego wieku, a
                      dodatkowo jeszcze potrafi to zwerbalizować
                      • biaemi Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 23:02
                        Dokladnie to mialam na mysli, co tutaj aluc wytlumaczyla.
                        Chcialam powiedziec, ze moj maluch praktycznie niemowiacy rozumie
                        prawdopodobnie mniej wiecej tyle, ile Twoj czyli tyle, ile
                        przecietny dzieciak w takim wieku jest w stanie zrozumiec. Gdyby ich
                        postawic obok siebie, to Twoj wygadany bylby postrzegany pewnie jako
                        znacznie bardziej rozwiniety intelektualnie, bo umie zwerbalizowac i
                        pochwalic sie swoimi umiejetnosciami.
                        • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 24.10.07, 11:55
                          aluc:
                          > dzieci dobrze mówiące są zazwyczaj postrzegane jako "mądrzejsze"
                          > od tych niemówiących, chociaż poziom rozumienia jednych i drugich
                          > może być podobny
                          > znaczy on rozumie tak jak powinien rozumieć chłopiec w jego
                          > wieku, a dodatkowo jeszcze potrafi to zwerbalizować

                          biaemi napisała:

                          > Chcialam powiedziec, ze moj maluch praktycznie niemowiacy rozumie
                          > prawdopodobnie mniej wiecej tyle, ile Twoj czyli tyle, ile
                          > przecietny dzieciak w takim wieku jest w stanie zrozumiec. Gdyby
                          > ich postawic obok siebie, to Twoj wygadany bylby postrzegany
                          > pewnie jako znacznie bardziej rozwiniety intelektualnie, bo umie
                          > zwerbalizowac i pochwalic sie swoimi umiejetnosciami

                          Przemyślałam dogłębnie i omówiłam z mężem. Nie zgadzam się, mąż
                          również. Moim zdaniem dziecko, które mówi, ma jednak dalej posunięty
                          rozwój intelektualny, więcj połączeń w mózgu mu się wytworzyło czy
                          innych trybików.
                          Nie mam tu na myśli oczywiście mówienia polegającego na powtarzaniu
                          wierszyków czy innych zwrotów. Mój synek powtarza całe strofy
                          typu "z tej tu powieści morał w tym sposobie, jak ty komu, tak on
                          tobie" oraz klepie zasłyszane w rozmowach dorosłych teksty
                          typu "żeby ten premier już wreszcie odszedł" i tu jest jasne, że nie
                          ma pojęcia, o czym mówi. Takie mówienie nie jest dla mnie
                          świadectwem, że jest mądry, tylko że ma dobrą pamięć.

                          Mówiąc o rozwoju intelektualnym, mam na myśli mówienie polegające
                          na tym, że mały wypowiada to, co jest efektem jego przemyśleń.
                          Rozmawiamy o czymś, a on się zastanawia, przetrawia w główce,
                          dopytuje o coś i mówi własnymi słowami tak jak to rozumie. Sam
                          zaczyna rozmowę na jakiś temat i mówi zdania nie zapamiętane, lecz
                          powstałe na poczekaniu.
                          Mam znajome dziecko w tym samym wieku, niemówiące, u którego po
                          oczach widać, że nie rozumie. I nie tylko po oczach, ale też po
                          reakcji na słowa, prośby czy inne komunikaty.

                          Tak więc pozostanę przy swoim zdaniu, że rozwój werbalny jest
                          świadectwem rozwoju intelektualnego smile
                          • iwpal Re: rozdźwięk między poziomami 24.10.07, 18:26
                            olamazur napisała:
                            Przemyślałam dogłębnie i omówiłam z mężem. Nie zgadzam się, mąż
                            > również. Moim zdaniem dziecko, które mówi, ma jednak dalej
                            posunięty
                            > rozwój intelektualny, więcj połączeń w mózgu mu się wytworzyło czy
                            > innych trybików<

                            Tu musze sie wtrącic, nieco z obowiązku zawodowego. Dobrze
                            rozwinięta mowa świadczy wyłącznie o dobrze rozwiniętych
                            połączeniach (trybkach) dla mowy, a moze i myślenia (choc to nie
                            zawsze idziec równo w parze); może być jednakze opóznione
                            dojrzewanie połaczeń dla innych funkcji (np. ruchowych, czuciowych,
                            kojarzeniowych), co jest np. częste u dzieci z zaburzeniami
                            integracji sensorycznej. Wtedy dziecko "mądre i wygadane" jest np.
                            mało samodzielne, stroni od rówieśników czy jest niezgrabne ruchowo.
                            Jeżeli chcesz miec pewnośc, że Twoje dziecko wystaje "ponad poziom"
                            rówieśników, to idź do psychologa, który oceni malucha - to nie jest
                            specjalnie skomplikowana sprawa i przeciętny psycholog pracujący z
                            małymi dziećmi to potrafi. A w tej sytuacji kazda sugestia padająca
                            na forum, ze coś "nie tak" bedzie przez Ciebie odrzucana.
                            • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 08:28
                              Dziękuję za wypowiedź smile
                              Antoś akurat kojarzy zaskakująco inteligentnie, jest tak bystry, że
                              nas samych to czasem zdumiewa. Ruchowo ok - lubi się wspinać na
                              placach zabaw i dobrze mu idzie (nie muszę asekurować). Lubi się
                              bawić ze znajomymi dziećmi i potrafi z nimi współpracować (coś
                              wspólnie robić).
                              Do psychologa jeśli bym poszła, to nie po to, by mieć papierek, że
                              dziecko jest zdolne. To mi nie jest do niczego potrzebne,
                              nie "karmię się" mądrością mego dziecka. Mąż zastanawiał się w
                              sobotę, czy powinniśmy pójść do psychologa w związku emocjami, bo w
                              jego ocenie Antoś sobie z nimi nie radzi. Mnie się wydaje, że nie ma
                              takiej potrzeby, ale postanowiłam zapytac tu. Większość
                              wypowiadających się chyba również uważałaby, że nie trzeba iść.
                              • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 29.10.07, 08:06
                                Antoś w sobotę rano powiedział:
                                - Chłopaki wszystko wiedzą.
                                Na to mój mąż:
                                - A mama?
                                Antoś: Mama jest dziewczyną.
                                Tata: A mama wszystko wie?
                                Antoś: Nie wie. Tylko mówi.

                                Wygląda na to, że mój syn ma ni mniej ni więcej tylko takie zdanie o
                                inteligencji płci żeńskiej, co niektórzy o inteligencji małych
                                dzieci smile)

                                PS Oczywiście jestem jak najbardziej skłonna uważać, że w tym
                                wypadku akurat nie wiedział co mówi, coś mu się pomyliło, klepał bez
                                zrozumienia, powtarzał bez związku z czymkolwiek usłyszane gdzieś
                                przypadkiem zdanie... etc. etc. big_grin
          • nangaparbat3 Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 16:43
            >>>Chwalę za co tylko się da, w myśl zasady im częściej, tym lepiej -
            jakie zagrożenia?
            Uzaleznienie od bycia chwalonym.
            Robienie roznych rzeczy nie dlatego, ze sprawia to przyjemność, ale po to, zeby
            zostać pochwalonym.
            Brak pochwały moze byc odbierany jako kara.

            Moze zamiast: jak pieknie tańczysz!
            Powiedzieć: jak przyjemnie tak tańczyć!

            Jednocześnie - bardziej chyba szkodzi niechwalenie niz za częste chwalenie.
    • krwawakornelia widzialam na placu zabaw taka scene 22.10.07, 15:53
      Dziewczynka poltora roku strasznie duzo mowi. I bardzo ladnie. I mama
      jej sie pyta, to co Kasiu,pojdziesz dalej na nozkach?
      Dziewczynka odpowiada, tak mamusiu pojde dalej na nozkach.
      Mamusia probuje ja wyciagnac z wozka dziewczynka w histerie,
      • olamazur Re: widzialam na placu zabaw taka scene 22.10.07, 15:58
        Pewnie chciała sama z tego wózka wyjść smile
        Mój też głównie się histeryzuje, jak coś pójdzie nie po jego myśli,
        nie tak jak sobie zaplanował. Np. chce sam wejść po schodach, a tata
        go chwycił i wniósł kilka schodków wyżej. Jest ryk, mały schodzi,
        tam gdzie przedtem stał - i wchodzi, tak jak sobie zaplanował.
        Może Kasia też chciała sama wyjść z wózka.
    • wierzba_b Re: rozdźwięk między poziomami 22.10.07, 23:18
      Ola, przeczytałam całą dyskusje i zasadniczo zgadzam się z Verdaną. Zwróciłam
      uwagę na ten fragment Twojej wypowiedzi:
      "Co się emocjonalnie dzieje z moim dzieckiem i jak mu pomóc?
      Nie chcę, żeby płakał, żeby był nieszczęśliwy. On cierpi, jak tak
      ryczy. Nie radzi sobie ze swoimi emocjami i to jest przykre. A ja
      myślałam, że jak wytłumaczę i doprowadzę do zrozumienia przez niego
      tej sytuacji, to nie będzie cierpiał np. jak nie będzie mleka."
      To, co opisujesz jako problem do rozwiązania, jest - po prostu życiem,
      immanentną cechą świata tego. Dorośli też w niektórych sytuacjach wkurzają się
      nieporównywalnie mocno do wagi problemu - klną na komputery, trzaskają drzwiami
      pokoju pani urzędniczki, która kazała donieść jeszcze jeden papierek, krzyczą na
      dzieci sprawdzające, ile jest pasty do zębów w jednej tubce... I zrozumienie
      sytuacji niczego tu nie zmienia. Życie takie.
      Wydaje mi się, że mylisz radzenie sobie z emocjami (czyli umiejętność ich
      pełnego przeżywania i okazywania w sposób nieniszczący dla siebie i otoczenia) z
      nieodczuwaniem czy też uciszaniem emocji. Mówisz, że synek "cierpi, jak tak
      ryczy". Pewnie, tyle że nie cierpi dlatego, że ryczy, tylko ryczy dlatego, że
      cierpi i w jakiś sposób musi to okazać. Faktycznie możliwe, że się przy tym
      trochę sam nakręca, ale to w tym wieku też normalne.
      Z tego, co piszesz, wynika, że nie godzisz się z tym, że Twój synek czasem jest
      nieszczęśliwy i poczuwasz się w obowiązku "zdjąć" z niego cierpienie za pomocą
      tłumaczeń (które nie skutkują, więc pytasz na forum o lepszą metodę). Zrozum, a
      raczej przyjmij do wiadomości: tak się nie da. Świat jest tak skonstruowany, że
      każdy czasem bywa nieszczęśliwy. I dziury w niebie od tego nie ma. Twój synek
      nie jest wyjątkiem od tej zasady. Twoim zaś zadaniem jest przekazać mu tę
      właśnie uspokajającą pewność - że jego uczucia, choćby nie wiem jak silne, nie
      są groźne. Że tej dziury w niebie nie będzie. On się uczy patrząc na Twoje
      reakcje. Jeśli będzie widział, że usilnie próbujesz go uspokoić, uciszyć jego
      uczucia tłumaczeniem czy czymkolwiek innym - nabierze wręcz odwrotnej pewności,
      tej mianowicie, że mama obawia się jego "nieszczęśliwości". A skoro mama się
      obawia, to znaczy, że naprawdę jest się czego bać.
      • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 23.10.07, 08:38
        > Z tego, co piszesz, wynika, że nie godzisz się z tym, że Twój
        > synek czasem jest nieszczęśliwy i poczuwasz się w bowiązku
        > "zdjąć" z niego cierpienie za pomocą tłumaczeń (które nie
        > skutkują, więc pytasz na forum o lepszą metodę).

        Płakał z godzinę w sobotę sad Uspokajałam - tuliłam, tłumaczyłam,
        szukałam rozwiązań, szłam na ustępstwa i nic. W końcu zrobiłam mu
        kąpiel, w wannie się wyciszył, a jak wyszedł z wanny i stał taki
        mokry, otulony ręcznikiem, to... opowiedział całe zdarzenie na
        spokojnie. Uderzył mnie wtedy szczególnie mocno ów rozdźwięk między
        poziomami i postanowiłam, że tu go opiszę i zapytam, co Wy na to.

        > Zrozum, a raczej przyjmij do wiadomości: tak się nie da. Świat
        > jest tak skonstruowany, że każdy czasem bywa nieszczęśliwy.
        > I dziury w niebie od tego nie ma. Twój synek nie jest wyjątkiem
        > od tej zasady. Twoim zaś zadaniem jest przekazać mu tę
        > właśnie uspokajającą pewność - że jego uczucia, choćby nie wiem
        > jak silne, nie są groźne. Że tej dziury w niebie nie będzie.

        Ok, racja. Zgoda. Oczywiście, że rzecz nie w tym, że jakaś tam
        sobota była przeryczana, dziury od tego nie ma. Bardziej ważną
        kwestią jest, czy mój synek jako rozwinięty intelektualnie ponad
        poziom rówieśników (załóżmy, że jest taki) będzie miał problemy
        emocjonalne z tym związane. I jak minimalizować tego skutki
        zawczasu. Jak postępować.
        • joakal Re: rozdźwięk między poziomami 23.10.07, 09:27
          postaraj się zapisać go na jakieś zajęcia w grupie, on potrzebuje przede wszystkim rówieśników do zabawy
          opiszę ci historię mojej dwu_i_pół_latki
          chodzi do przedszkola już od roku, przez pierwszy rok pilnie się uczyła (wychowawczyni wyraziła nawet żartobliwą opinię że jest to typ kujona - siedziała przy pomocy naukowej dopóki nie uznała że doszła do perfekcji)
          w październiku zapał osłabł, teraz już tylko dąży do interakcji z innymi dziećmi, socjalizuje się i całkowicie przestała się uczyć (nie obchodzi ją to), ważne dla niej jest zabawa z dziećmi, na razie nie radzi sobie jeszcze z odmową (nie każde dziecko chce się z nią bawić wtedy gdy ona wyraża chęć) ale jest coraz lepiej
          oczywiście jak każde 2,5 letnie dziecko przechodzi bunt dwulatka (tak się pięknie nazywają te napady histerii), czekamy aż przejdzie (pozwalamy się wypłakać, na początku to było nawet pół godziny, teraz już szybko się uspokaja, po fakcie opowiada dlaczego płakała)
        • srebrnarybka Re: rozdźwięk między poziomami 23.10.07, 10:30
          Płakał z godzinę w sobotę sad Uspokajałam - tuliłam, tłumaczyłam,
          > szukałam rozwiązań, szłam na ustępstwa i nic. W końcu zrobiłam mu
          > kąpiel, w wannie się wyciszył, a jak wyszedł z wanny i stał taki
          > mokry, otulony ręcznikiem, to... opowiedział całe zdarzenie na
          > spokojnie. Uderzył mnie wtedy szczególnie mocno ów rozdźwięk
          między
          > poziomami i postanowiłam, że tu go opiszę i zapytam, co Wy na to.
          To nie jest żaden "rozdźwięk między poziomami", tylko zupełnie
          naturalne zachowanie w każdym wieku. Każdy z nas, kiedy spotka go
          coś przykrego, nieraz jest wściekły i reaguje wybuchem złości, a
          potem, gdy się uspokoi, potrafi spokojnie i rzeczowo ocenić
          sytuacją. Tyle tylko, że wybuch złości czy żalu 2,5 latka wygląda
          inaczej niż człowieka dorosłego, bo nauczyliśmy się trochę
          opanowywać nasze emocje, chociaż je odczuwamy, a poza tym nas
          złoszczą nieco inne rzeczy, ale to dlatego, że w ogóle nasz świat
          jest inny niż świat 2,5 latka. W zachowaniu Twojego dziecka nie ma
          nic nienormalnego, a to, że jak mu jest źle, musi się wyryczeć, też
          jest normalne i raczej trzeba mu na to pozwolić, bo inaczej będzie
          mu się trudno uspokoić.
    • lolinka2 Re: rozdźwięk między poziomami 23.10.07, 14:28
      Spróbuj nie być dla niego wszystkim, a daj mu po prostu być.
      Nie tłumacz, jeśli cię nie poprosi o wyjaśnienie, nie proponuj zabaw (bo można
      przestymulować, a wtedy psyche siada dziecku w try miga), tylko poczekaj co on
      zechce zrobić i jak najmniej w to ingeruj. Obserwuj, zapisuj i patrz na wszystko
      okiem kibica z boku. To ci powinna ułatwić obiektywną ocenę sytuacji, a nade
      wszystko, pomóc poznać własne dziecko, które kurna jak się boi to się właśnie
      BOI, bo ma do tego prawo, a nie czegoś nie lubi. Bo np może obłędnie kochać
      balony ale dostawać biegunki na myśl co to będzie jak któryś trzaśnie, co nie??
      Nie majstruj przy jego uczuciach za mocno, bo narobisz więcej szkody (nie mnie,
      nie sobie, ale Antosiowi) niż pożytku.
      Stawiaj granice, wymagaj. Postaw na rozwój osobowości, np niech pomaga, niech
      zauważa, kto jest smutny, zgadnie dlaczego, pocieszy - to ruch w dobrą stronę. I
      niech odczuwa własne emocje sam, a jeśli ci to mówi, nie steruj nimi. Po prostu
      powiedz "Aha, rozumiem. Czasem czuję się podobnie" (jeśli tak jest) albo
      "Ciekawe, nigdy się tak nie czułam w tej sytuacji"
      Ja się już wytresowałam w reakcji na labilną emocjonalnie aktualnie już niemal
      sześciolatkę. Nutelka (zdolna mocno...) ma ChAD, potrafi się rozpłakać ot tak,
      albo zupełnie bezprzyczynowo (bo mi się tak strasznie płacze samo), albo z
      powodu bodźca nieadekwatnego do reakcji (np wiadomość z radia, albo tekst
      piosenki, jakaś melodia...), ewentualnie z wyobrażeń (bo moja siostra mnie nigdy
      nie pokocha, a w klasie nikt mnie nie lubi i nie chcą się ze mną bawić i oni mi
      tylko przeszkadzają... - a koleżanek ma jak piasku na plaży). I wtedy reakcja
      jest konkretna: hmm, smutno ci widzę... (odp: Uuuaaaaaaa!!!!!), coś konkretnego
      czy tak po prostu (odp: Uaaaaaaaa!!!) Kocham cię, duża, jak chcesz pogadać to
      możemy, a jak chcesz się przytulić to też możemy, każdemu czasem jest smutno i
      łatwiej to przeżywać z kimś niż samemu... (Duża przychodzi się przytulić,
      chlipie tak jeszcze ok pół godziny, a potem stwierdza: tak mi się jakoś
      zrobiło... ale fajnie mamuna że jesteś). Buziak i życie toczy się dalej.
      Ale to nie koniec. Duża miewa głupawki (haha, hihi - bez sensu i składu), Duża
      miewa wścieki (pyskówki jak 12latka normalnie), Duża miewa lęki.. I z tym też
      trzeba żyć. Metoda podobna: jak ma głupawkę, po prostu zachowuję się podobnie do
      niej i tak sobie hihamy, o ile kontekst sytuacyjny jest correct i pilnuję żeby
      sobie krzywdy nie zrobiła. Na pyskówki jest konkretne: Nie gadam z tobą takim
      tonem, nie pozwolę żebyś tak do mnie mówiła i nie jesteś dla mnie partnerem do
      TAKICH rozmów (po czym ostentacyjnie wychodzę z pokoju, ew. odkładam słuchawkę o
      ile jest to rozm. telefoniczna). Jeśli się boi, ustalamy czego konkretnie,
      wyobrażamy sobie różne sytuacje z tym strachem w roli głównej "i co by było
      gdybyś w nocy wyszła na dwór?", mówię, że rozumiem, bo może się tego bać, czemu
      nie? pytam co chce z tym zrobić, czasem okazuje się że nie chce nic, tylko chce
      opowiedzieć że i jak się boi. No i dobra, nie będę kogoś uszczęśliwiać na siłę i
      kombinacjami alpejskimi pozbawiać lęku, z którym de facto jest zaprzyjaźniona smile)
      Mam nadzieję, że przynajmniej pomogło ci to spojrzeć na sprawę z innej strony.
      Aha, i to co pisały dziewczyny o przedszkolu i detronizacji tamże - święta
      prawda. Więc im wcześniej mały narcyzek tam trafi, tym lepiej.
      • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 23.10.07, 15:52
        Mały narcyzek smile Dobre smile
        Też bym chciała, żeby jak najwięcej przebywał z dziećmi, ale
        dostanie się do przedszkola czy nawet kilkugodzinnego klubu
        przedszkolaka było niemożliwe. Nie przyjmowali dzieci z rocznika
        2005, pytałam. Chodziliśmy na kreatywkę, ale poza zainicjowanymi
        przez rodziców powitaniami i pożegnaniami każde dziecko żyło w swoim
        świecie.
        Co do zamiany "boję się" na "nie lubię". Wydawało się to bardzo
        dobrym zabiegiem osłabiającym lęki. Nie "zabraniam" mu bać się
        zostać samemu w domu, ale balony? Niech będzie, że tylko mu
        wmówiłam, że raczej ich nie lubił niż się bał. Ale przecież to
        tylko balony, a nie sprawa gardłowa. Zresztą z czasem je polubił.
    • zawsze-zosia Re: rozdźwięk między poziomami 23.10.07, 16:37
      Olu droga, to i ja się włączę pokrewna duszo moja.
      Dziewczyny tu bardzo mądrze prawią. Sama poczytałam z ciekawością.
      Mamy dzieci w podobnym wieku i chyba na podobnym poziomie
      intelektualnym.( Puzle były wielka pasją Zośki mej przez kilka
      miesięcy. Miesiąc przed drugimi urodzinami przerzuciła się na
      abstrakcyjne myślenie i parę innych pasjii)Potrafi się bawić bitą
      godzinę w jakieś królestwo, gada przy tym jak najęta itp. Ale nie
      bedę tu rozprawiać o wyczynach córy, bo mogłabym tak do rana. Ja
      podobnie jak Ty również chwalę moje dziecko ile wlezie, i jaka jest
      śliczna też jej ciągle powtarzam, i jaka mądra, dobra i kochana.
      Mimo konstruktywnej krytyki tej "metody" przez forumowiczki nie
      zamierzam tego zmieniać. Dodam tylko, że chwalę też przy Zosi inne
      dzieci, nie jest o to zazdrosna. Staram sie też wzbudzać u niej
      wrażliwość na inne mniej szcześliwe dzieci( wrzucamy do skarbonki
      pieniazki na prezenty dla biednych dzieci- to po lekturze "Franklin
      i prezent świateczny"- Zośka sama chciała).
      Co do rozwoju emocjonalnego dziecka Twego to zgadzam się z
      przedmówczyniami całkowicie. Jest jak najbardziej normalny, nie
      oczekuj zbyt wiele jeszcze przez wiele lat, ja tam podchodzę do tego
      tak( chodzi mi tu o napadowy brak cierpliwości).Sama mam ochotę
      czasem ze złości, zmęczenia coś kopnąć, wrzasnąćitp. Najczęściej
      rozum mój bierze górę i radzę sobie idąc na spacer, wychodząc do
      drugiego pokoju, robię sprzątanie , czy co tam jeszcze.(A czasem
      sobie nie radzę i krzyknę na kogoś jak debil, a potem wyrzuty mi
      spać nie dają. Na szczeście rzadko tak mam, ale...) Ale od czasu do
      czasu wściekła jestem i JUŻ nawet bez KONKRETNEGO powodu. Dlatego
      jak moje ukochane zaczyna histerię.. no to różnie...A to przytulę-
      jak odpycha to mówię, że kocham, ale przyjdę jak się wypłacze, albo
      ignoruję itp.OLu nie oczekuj, aby 2,5 letnie dziecko nie
      histeryzowało, było zawsze poprawne i w przyzwoitym humorze. To jest
      nierealne i nienormalne. Więc głowa do góry, Myslę, że Antoś jest
      dzieckiem tak kochanym i docenianym, że i tak skazany jest na
      sukces. Ta sytuacja z wchodzeniem po schodach... Ja po kilku takich
      akcjach wytłumaczylam córci, że nie umiemy z tatą czytać w jej
      myślach i jeżeli chce zrobić coś po swojemu to musi to głośno
      powiedzieć. O dziwo pomogło, zrozumiała i problemy sie skończyły(
      teraz dostajemy z mężem wyraźne instrukcje od córy).
      A co do rozwoju społecznego (i tu ktoś madzrze nazwał to
      detronizacją- czyli - nie zawsze ja wygrywam , nie zawsze jestem
      pierwsza, najwazniejsza, najlepsza) to , no cóż... ja posłałam z
      premedytacją do mini przedszkola (3-4 g.). A tam... niech sie dzieje
      wola nieba. Żartuję oczywiście... ale tam konflikty, sprzeczki
      rozwiązuje obiektywnie pani i nie ma forów dla nikogo. I tego im
      szybciej się dziecię nauczy, tym w życiu będzie mu łatwiej. Tam też
      Zosia uczy się nawiązywać znajomości ( do tej pory było : mamao, ty
      sie spytaj). Mnie tam nie ma koniec kropka.Niech sobie kobitka
      radzi.
      Nie wiem jak tam wygląda to u was, ale dołączam się do poprzedniczek
      radzących Ci, abyś nie przesadzała z tym rozwijaniem intelektualnym
      (ja tez sobie sama o tym ciagle musze przypominać- ha, ha), postaw
      też na rozwój społeczny( co byś nie wychowała małego- starego
      czterolatka, który nie nadaje się do przedszkola... bo tam jest
      nudno... bo dzieci są takie... dziecinne. BRRR) Dlatego dalejże do
      dzieci, a tam niech się bawi w co tam chce. A w domku puzelki,
      zagadki smoka obiboka , ksiażeczki z zadaniami i milion jeszcze
      innych poważnych i mniej poważnych rozmów i pogadanek. Czytam Twoje
      posty już od czasu jakiegoś i jakoś spokojna jestem o rozwój
      emocjonalny dziecka Twego. Pozdrawiam Cię gorąco i nie myśł sobie ,
      że ja taka zawsze pewna swego jestem, ale staram się nie wariowac i
      nie analizować każdego zdania, zachowania wobec Zośki.
      Aha, takie mini przedszkole pozwala mi na moje CUDO spojrzeć z
      dystansem, Tj. pytam panie jak tam ona radzi sobie w różnych
      sytuacjach ( konfliktowych), czy dzieli się zabawkami, pytam panie
      jak one ją "widzą". A wzsystko to po to, aby nie wychować
      przemądrzałej jedynaczki ( finansowo stoimy nieźle, córa
      ma "wszystko" jak się to mówi , więc czasem się tylko boję, żeby mi
      kiedyś nie powiedziała: mama, wyskocz z kasy....To miał byc taki
      żart.
      NO to koniec, pozdrawiam jeszcze raz Ciebie i inne kobiety(?panów),
      których posty z przyjemnością przeczytałam.
      • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 24.10.07, 11:42
        Dziękuję pięknie wszystkim za wypowiedzi smile Dziękuję zawsze-zosiu,
        pokrewna duszo smile
        Myślałam sporo o tym wszystkim. Np. o chwaleniu - że się uzależni
        (to chyba myśl od Verdany), że to narzędzie manipulacji. Zwrócę na
        to uwagę. Od dwóch dni gryzę się w język jak mam pochwalić, ale to
        ciężko idzie smile jak się ma takie fajne dziecko.
        Co do kontaktów z innymi - jak jest na dworze jakieś dziecko, to
        inicjujemy zabawę z nim, przedstawienie się, robienie coś wspólnie.
        Antek lubi dzieci, choć oczywiście nie umie jeszcze się z nimi
        bawić. Ale reaguje na nie dobrze, chętnie pożycza zabawki itp.
        Bardzo bym chciała, by poszedł na kilka godzin do przedszkola, do
        którego ma chodzić od września, ale dyrektorka się nie zgodziła.
        A do innego to chyba nie ma sensu - przywyknie, a potem będzie
        musiał iść gdzieś indziej. Może znów na kreatywkę się zapiszemy,
        choć te zajęcia są takie "paniocentryczne", dzieci nic razem nie
        robią, ale może dobre i to.
        Pozdrawiam Ola smile
    • e-ftalo Re: rozdźwięk między poziomami 24.10.07, 16:47
      Przez całą tą dyskusję nie wiele pomogliście autorce tematu.A już skrajną opinią
      jest "nie stymuluj dziecka,idź za nim".To jest takie podkładanie się i liczenie
      że samo się rozwinie albo instytucje to zrobią.A tu przecież nie powinno być
      pytanie "czy rozwijać" tylko "jak rozwijać".Rodzic powinien zorganizować we
      własnym zakresie lub z pomocą znawców tematu zajęcia rozwijające dziecko.Zajęcia
      nie mogą być przymusem,biznesem ani czymkolwiek co byłoby sprzeczne z naturą
      dziecka.
      Na pewno są w internecie witryny o takich zajęciach,również warto poszukać pod
      hasłem edukacja domowa i poświęcić trochę czasu dziecku a nie marnować czas na
      dyskusje gdzie brakuje jakichkolwiek konkretów.Trzeba też zajrzeć do
      literatury,bo żaden nauczyciel ani czy organizator zajęć nie bierze pomysłów z
      rękawa.
      • sir.vimes Dziecko nie "jest rozwijane" 24.10.07, 17:03
        tylko się rozwija.

        A już skrajną opini
        > ą
        > jest "nie stymuluj dziecka,idź za nim".To jest takie podkładanie się i liczenie
        > że samo się rozwinie albo instytucje to zrobią.
      • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 08:40
        e-ftalo napisał:

        > Przez całą tą dyskusję nie wiele pomogliście autorce tematu.

        Tak źle nie było smile) Parę rzeczy dało mi do myślenia i choć stoją
        w sprzeczności z tym, co do tej pory myślałam, to zaczynam się
        zgadzać (np. że ciągłe chwalenie może mieć swoje wady).
        Fakt, że najbardziej mnie w tym wątku interesowałoby mnie
        zagadanienie emocji a nie zdolności dziecka, a tu stwierdzenie
        "a właśnie że sobie radzi" + trzy wykrzykniki (verdana) było mało
        pomocne. Bo jak można oceniać, że sobie radzi, skoro ryczy z całych
        sił (psychicznych) usiłuje się uspokoić i nie daje rady.

        > A już skrajną opinią jest "nie stymuluj dziecka,idź za nim".To
        > jest takie podkładanie się i liczenie że samo się rozwinie albo
        > instytucje to zrobią. A tu przecież nie powinno być pytanie "czy
        > rozwijać" tylko "jak rozwijać".

        Wczoraj "poszłam za nim". Znaczy się dostał do ręki nożyczki i starą
        gazetę i ciachał ją na małe kawałeczki, bo to własnie chciał przez
        godzinę robić. Gdyby to on szedł za mną, zdecydowanie robilibyśmy
        "coś mądrzejszego" (w mojej ocenie oczywiście). Nie mam przekonania,
        że takie "pójście za nim" jest dla dziecka korzystne (wolałabym dla
        niego jednak puzelki), ale od czasu do czasu niech ma.

        > Rodzic powinien zorganizować we własnym zakresie lub z pomocą
        > znawców tematu zajęcia rozwijające dziecko.Zajęcia
        > nie mogą być przymusem,biznesem ani czymkolwiek co byłoby
        > sprzeczne z naturą dziecka. (...)
        > Trzeba też zajrzeć do literatury,bo żaden nauczyciel ani czy
        > organizator zajęć nie bierze pomysłów z rękawa.

        Jestem tego samego zdania.
        • aluc Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 09:01
          wiesz co, trochę to dla mnie przerażające, to, że wolałabyś "coś
          mądrzejszego"
          jak już musisz koniecznie mieć podbudowę z korzyści - cięcie
          nożyczkami rozwija dziecko manualnie, co potem przydaje się przy
          nauce pisania
          ale nie o to chodzi, naprawdę

          w tym wieku wszystko chyba poza oglądaniem telewizji przez cały
          dzień jest dla niego rozwijające - cięcie nożyczkami, przewalanie
          się po dywanie, rozsypywanie cukru z cukiernicy - wszystko jest
          doświadczeniem
          • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 09:05
            aluc napisała:

            > wiesz co, trochę to dla mnie przerażające, to, że wolałabyś "coś
            > mądrzejszego"

            Pisałam to półżartem smile

            > jak już musisz koniecznie mieć podbudowę z korzyści - cięcie
            > nożyczkami rozwija dziecko manualnie, co potem przydaje się przy
            > nauce pisania
            > ale nie o to chodzi, naprawdę
            >
            > w tym wieku wszystko chyba poza oglądaniem telewizji przez cały
            > dzień jest dla niego rozwijające - cięcie nożyczkami, przewalanie
            > się po dywanie, rozsypywanie cukru z cukiernicy - wszystko jest
            > doświadczeniem

            Ależ wiem o tch manualnych itd. smile Poważnie, Aluc smile
            • verdana Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 09:27
              naprawde uwazasz, że placz to brak radzenia sobie z emocjami? Że z
              emocjami radzi sobie to dziecko, ktore "dusi" wszystko w sobie, nie
              ryczy przez godzinę, tylko racjonalizuje swoje zmartwienie - jest
              smutne, ale spokojne? Ze siłą woli potrafi się powstrzymać i nie
              okazywać emocji (bo emocji zlikwidować się nie da, prawda?)
              To najlepsza droga do problemow psychicznych w przyszłosci - z
              takich dzieci wyrastaja anorektycy, zawałowcy, perfekcjoniści,
              ktorzy nie potrafia sobie odpuscić.
              I też trochę przerazajacy dla mnie jest fakt, ze w tym wieku po raz
              pierwszy dziecko przez godzine robilo to, co samo wymyśliło i na co
              miało ochotę, a nie to , co jest "pożyteczne".
              • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 10:44
                Będę sie starać więcej "chodzić za nim", choć nie sądzę, bym do tej
                pory go do czegokolwiek zmuszała. Mój synek nie ma problemu z
                asertywnością, mówi "nie" bez odwołania smile
                A co do uczuć - masz rację. Nie będę oczekiwać, że się uspokoi po
                pierwszych wyjaśnieniach. Niech wypłacze, co ma do wypłakania, będę
                tylko tulić, jeśli będzie chciał.
                • srebrnarybka Re: rozdźwięk między poziomami 26.10.07, 19:44
                  Myślę, że Verdanie nie chodziło o to, że Ty masz "chodzić za
                  synkiem". Myślę, że po prostu wystarczy, jeśli zapewnisz mu
                  bezpieczne warunki, dostarczysz dużo bezpiecznych zabawek i
                  pozwolisz bawić się tak, jak on chce, a nie będziesz za
                  nim "chodzić". Bo on po prostu potrzebuje możliwości samodzielnego
                  rozwoju, a nie dyktowanego, sterowanego czy manipulowanego z ukrycia
                  przez mamę. Oczywiście pewne zabawy stymulujące muszą być, ale one
                  będą i tak, ale najlepiej, jeśli Ty dasz trochę luzu sobie i dziecku.
                  • srebrnarybka Re: rozdźwięk między poziomami 26.10.07, 19:49
                    P.S. Nie musiałaś dziecka do niczego zmuszać, ono jest na tyle
                    inteligentne, ze doskonale wiedziało, czego od niego oczekujesz i
                    temu się podporządkowywało, a nie nauczyłaś go własnej inicjatywy,
                    więc podporzadkowywało się Twoim pomysłom.
        • lolinka2 Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 10:48
          Uwierz mi, że jest.
          Wg teorii które mi ostatnio na ten temat prezentowano, owo pójście za dzieckiem
          (zwane też czasem zabawy) pokazuje dziecku że jest bezwarunkowo akceptowane
          przez rodzica (nie warunkowo, gdy się rozwija, jest super, najzdolniejsze,
          genialne i takie tam), tylko wtedy gdy jest głupiutkim dzieckiem, gdy chichocze
          tysiąc pięćset razy z kiwnięcia palcem, kiedy milion razy zmienia reguły gry w
          Chińczyka (jestem na tym etapie i szlag mnie trafia, przyznaję) i ogólnie na
          stuprocentowym luzie odczuwa emocje i rodzica i własne, w ten sposób uczy się je
          nazywać, odczuwać i różnicować.
    • bazylea1 Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 09:39
      mam to samo, tyle ze moj ma juz 4,5 roku. "problem" tkwi głównie w
      naszych głowach, nieraz wieczorem z mężem wbijamy sobie do głów: TO
      jEST MAŁE DZIECKO. trudno o tym pamietac gdy prowadzimy dyskusje o
      kosmosie, dinozaurach itp. ostatnio złapałam sie na tym ze czytamy
      mu głównie książki "wiedzowe" (sam tak chce, np ostatnio na dobranoc
      od dłuzszego czasu słownik laroussa dla dzieci). zakupiłam wiec w
      merlinie ksiazeczki o uczuciach i czekamy. aha, syn miał badania u
      psychologa przedszkolnego bo zastanawialismy sie czy nie posłac go z
      poprzednim rocznikiem (jego grupa była mieszana a w tym roku
      podzielona). wyszło ze intelektualnie jest 1-2 lata wyzej a
      emocjonalnie zgodnie z wiekiem. zostawilismy go w jego roczniku.
      a co do rozwoju werbalnego i intelektualnego, z moich obserwacji
      wynika ze szybki rozwój mowy najczesciej jednak wiaze się z wysoką
      inteligencją u dziecka. co nie znaczy ze dziecko które słabo mowi
      nie moze byc inteligentne, ale dziecko które dobrze mowi na ogół nie
      jest nieinteligentne.
      • bazylea1 Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 09:43
        aha, jeszcze polecam ksiazke "rozwoj psychiczny dziecka 0-10 lat".
        etapy rozwoju u mojego syna zgadzają się co do joty. to
        uspokajające, jak miał 2,5 r tez miał fazę ostrego buntu wiec pewnie
        Twoj syn zachowuje sie jak normalny 2,5latek mimo ze jest bardziej
        rozwiniety intelektualnie. na dodatek czesto podobno wystepuje u
        dzieci b. inteligentnych nadruchliwosc, czasem mylona z adhd. u mnie
        ten przypadek, teraz juz syn troche sie uspokoił ale do niedawna to
        był tajfun z którym trudno było wytrzymac.
        • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 10:47
          > nieraz wieczorem z mężem wbijamy sobie do głów: TO
          > jEST MAŁE DZIECKO.

          My też tak ostatnio sobie powtarzamy...
          • ejka.pe Re: rozdźwięk między poziomami 25.10.07, 14:03
            I ja od jakiegoś czasu to sobie przypominam, i do głowy wbijam...

            Olu, bardzo się cieszę, że taki wątek pojawił się na forum, i Tobie,
            jako jego autorce, serdecznie dziekuję.
            Śledzę całą dyskusję uważnie i staram się wyciągnąc stąd jakieś
            korzyści dla siebie samej... Miałam kiedyś podobne do Twoich
            dylematy i dużo o tym rozmyślałam. Od kiedy uświadomiłam sobie, że
            wciąż mam do czynienia z małym, choc mądrym dzieckiem, przestałam
            wymagac od córeczki dojrzałości emocjonalnej. Wiem, że ma prawo
            wściekac się, krzyczec - czasem zupełnie nieracjonalnie. Nie
            oczekuję, że będzie na każdym kroku rozsądna i wszystko da sobie
            wytłumaczyc, wręcz przeciwnie - liczę się z jej złością, płaczem.
            Jest mądra, sprytna i bardzo bystra. Ale jest przy tym jeszcze mała
            i nie zawsze radzi sobie z uczuciami tak, jakby życzyli sobie tego
            dorośli. Zrozumienie tego faktu bardzo mi pomogło, naprawdę.

            Dziękuję wszystkim mądrym mamom za mądre słowa, a zwłaszcza
            verdanie, i pozdrawiam.
            • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 26.10.07, 14:28
              No, mnie też pomogło wink Wczoraj, jak mały ryczał, to tylko tuliłam
              i wszystkim w domu powiedziałam (żartobliwym tonem, oczywiście),
              żeby nie uciszali Antosia jak płacze, ma się wypłakiwać do woli, bo
              inaczej nam tu psychopata tłumiący uczucia wyrośnie. Pokiwali
              głowami ze zrozumieniem ("znowu jakieś mądrości z forum przyniosła"
              mieli wypisane na twarzy). Ale się zastosują, moja w tym głowa smile
              Również wszystkim, co postawili mnie do pionu, dziękuję! Ola
    • karola1008 Kołowacizny dostałam. 29.10.07, 10:38
      Mam pdobny problem co Ola, z tym, ze z 4,5 latkiem. W zeszłym roku w
      grudniu poszedł do przedszkola. Choć wczesniej zapewnialismy mu
      kontakt z dziećmi, choć jest bardzo samodzielny-pojawiły sie
      problemy. Płacz, niechęć do przedszkola, choć do jego grupy chodziły
      dzieci, z którymi na podwórku uwielbiał się bawić. Przedszkolanka i
      dyrektorka przedszkola zasugerowały nam konsultacje u psychologa, bo
      ich zdaniem synek wykazywał cechy dziecka wybitnie zdolnego. Obie
      powiedziały, że te trudności emocjonalne też mogą na to wskazywać-
      rozwoj intelektualny nastepuje kosztem rozwoju emocjonalnego.
      Do psychologa z nim nie poszliśmy. Nie wiem w końcu, czy moje
      dziecko jest wybitnie zdolne, czy nie. I nie jest mi ta wiedza
      szczerze mówiąc potrzebna.Synek jest fajnym chłopczykiem, ma swoje
      zdanie, poglądy, zainteresowania. Z emocjami jest różnie, ale
      uważam, że ma prawo do swoich dziecięcych lęków i "dziwactw". Ja mam
      32 lata, a swoje leki i dziwactwa też mam. Jest bardzo wrażliwy, źle
      znosi zmiany. Gdy się czegoś boi, staram się przy nim być i pomagać
      mu-tak jak mój mąż jest przy mnie, gdy ja mam jakieś problemy. Do
      przedszkola się przyzwyczaił i chętnie chodzi, ma swoich ulubionych
      kolegów i koleżanki. Wiem, czym się interesuje i staram się stwarzać
      okazje do rozwoju zaiteresowań, ale nie zapisujemy go jeszcze na
      żadne dodatkowe zajęcia. On nie wykazuje takiej chęci na razie.
      Czasami nachodzą mnie myśli, że może właśnie powinnam pojść z nim do
      psychologa. Dyrektorka przedszkola sugeruje zmianę grupy, albo wręcz
      przedszkola, na jakieś małe, prywatne, bo, jak twierdzi, u niej
      wychowawczyni, mając 25 dzieci w grupie nie jest w stanie poświęcić
      Jaśkowi więcej czasu, zająć się nim i jego rozwojem. Ale po co takie
      zmiany? Widzę, że synek się cieszy, gdy widzi kolegów, a po
      przyjściu z przedszkola ma tyle do opowiedzenia, że nie sądzę, by
      się nudził.Widzę też, że się rozwija, pojawiają się nowe
      zainteresowania i umiejętności.
      Zostawię sprawy tak jak się mają. Czy synek może kiedyś mieć do mnie
      o to żal? Mam nadzieję, że nie, tak jak ja nie mam żalu do swoich
      rodziców, że nie poddawali mnie żadnej specjalnej edukacji. Nie
      myślę, gdzie teraz mogłabym być gdyby... Jestem zadowolona z tego,
      kim jestem i jak żyję (co nie znaczy, że nie narzekam czasami).
      A co do chwalenia to uważam, że potrzebne jest mądre chwalenie, a
      wyrażane przez niektórych tu na forum obawy o dewaluacji chwalenia
      nie są bezpodstawne. Czasem złapię synka, przytulę go, wycałuję
      mówiąc: "Mój kochany, mądry synek" tak właściwie bez powodu, z samej
      radości, że go mam. Doceniam ten kapitał akceptacji, jaki możemy dać
      dziecku, ale chwalić też trzeba mądrze. Ze wszystkim trzeba
      wypośrodkować, a najwłaściwszym wydaje mi się chwalenie za
      osiągnięcia. Przy czym za osiągnięcie uważam zarówno napisanie
      doktoratu-nie do zrobienia dla malucha i jak i podlanie kwiatków bez
      rozlewania wody.
      Aluc dobrze napisała (albo napisał): idź za dzieckiem. Słuchaj jego,
      nie tylko siebie.
      • marzec7 Re: Kołowacizny dostałam. 29.10.07, 13:43
        Bardzo mi się podoba Twoje podejście.
        • karola1008 Re: Kołowacizny dostałam. 30.10.07, 11:44
          Dzięki Marzec.
    • rycerzowa Re: rozdźwięk między poziomami 02.11.07, 04:12
      Z mojego doświadczenia, wynika,co następuje.

      1. Nie jesteśmy elastyczni, nie umiemy sobie poradzić z "rozdźwiękiem miedzy
      poziomami". Od dzieci, które są np. wyższe od rówieśników , albo zdolniejsze,
      wymaga się, by były dojrzalsze.
      Tymczasem rozwój emocjonalny postępuje najwolniej, nie da się go przyśpieszyć, i
      chyba tak musi być.

      Spotkałam wiele dzieci nad wiek rozwiniętych, wybitnych, czy nad poziom
      wyrośniętych.
      Ale nigdy - dziecka w naturalny sposób nad wiek dojrzałego.
      To znaczy - spotkałam, ale ZAWSZE było to dziecko okaleczone.

      Czyli - należy wiedzieć, jakie są normy rozwojowe dla dziecka w konkretnym
      wieku, jak pomagać mu w naturalnym dorastaniu, ale w tej jednej dziedzinie
      niczego nie przyśpieszać, bo to zwyczajnie niemożliwe.

      2. Wszyscy chcielibyśmy, aby ewentualne wybitne zdolności naszych dzieci nie
      zostały zmarnowane. Stąd pęd do stymulowania rozwoju intelektualnego.
      Ale czy naprawdę dziecko jest "wybitne"?
      O "wybitności" bardziej świadczą pytania, które dziecko zadaje, niż odpowiedzi,
      jakich umie udzielić.
      Obserwując małe dziecko więcej wiemy o jego otoczeniu, niż o nim samym.

      Na przykład synek autorki wątku wydał krytyczną opinię o poziomie wiedzy kobiet.
      Czy dziecko w jego wieku miało jakąś szansę na obserwację i wnioski? Żadną.
      Powtórzyło zasłyszany antyfeministyczny slogan. Jak każde w miarę inteligentne
      dziecko wiedziało, kiedy ten slogan powtórzyć.

      (Moja mała córeczka też kiedyś odcięła się starszej siostrze, która nie
      pozwalała małej bawić się jej lalką: "Nie ta matka, która urodzi, ale ta, która
      wychowa". Rozumiała, co mówi? Absolutnie. Gdzieś usłyszała i popisała się).

      Obserwując teraz dwujęzyczne dziecko w wieku dwu i pół lat, widzę właśnie, jak
      mowa odzwierciedla poziom nie tyle dziecka, ale rodziców.
      Mały mówi bardzo dobrze po duńsku, ale tak "zwyczajnie", bo chodzi do
      przedszkola. Po polsku zaś mówi pięknie, używając zdań wielokrotnie złożonych,
      wyszukanych zwrotów, dojrzałych określeń.
      Jednym słowem jest mądrzejszy po polsku, niż po duńsku.
      Ale on język polski zna wyłącznie od swej matki, osoby mądrej i artystycznej z
      natury i z zawodu.

      3. Olu, jeśli twój synek jest naprawdę nieprzeciętnie zdolny - co jest bardzo
      możliwe - to sam będzie starał się "rozwijać".
      Będzie zamęczał otoczenie pytaniami o istotę, o przyczyny zjawisk, będzie
      eksperymentował i starał się wyciągać wnioski.
      Będzie działał, będzie twórczy.
      Rolą rodziców jest nie przeszkadzać, i stworzyć warunki.

      Czyli nie o puzzle i oglądanie encyklopedii chodzi.(Chociaż nie zaszkodzi).

      4. A jeśli maluch jest tylko zadbany, wyuczony, jak złośliwi mówią -
      wytresowany, to też nie jest źle.
      Jest dzieckiem pierworodnym. Poświęca mu się dużo czasu, darzy świeżym,
      niezmęczonym uczuciem. Ma wiec młody szanse rozwinąć cały swój potencjał.
      Takie dzieci robią w życiu karierę, daleko zachodzą, aczkolwiek bywają "nieco
      nerwowe".

      5. Na końcu, ale nie ostatnie:
      Ktoś już tu słusznie napisał,że nie da się ocalić dziecka przed cierpieniem.
      Paradoksalnie, gdy chcemy ochronić to nasze pisklę przed wszelką przykrością,
      wyrządzamy mu krzywdę.
      Ono ma żyć pełnią życia, czyli jak mówi poeta: "Kochać i tracić, pragnąć i
      żałować, padać boleśnie, i znów się podnosić..." itd.
      • karola1008 Re: rozdźwięk między poziomami 07.11.07, 16:19
        Rycerzowo, jak zwykle strzał w 10. Podlizałam się, ale naprawdę
        zawsze coś mądrego napiszesz. A w końcu-kto nas ma dopieszczać, jak
        nie my same?
    • crusk "bardziej wolę jak jesteś zielona" 02.11.07, 13:14
      Przeczytałam, bardzo ciekawa dyskusja. Całym sercem podpisałabym się pod
      postami Verdany, Aluc, Rycerzowej. Zwłaszcza „Jednym słowem jest mądrzejszy po
      polsku, niż po duńsku” bardzo mi się podobało.
      Mój młody, jako 2-latek, był nad wyraz wygadany. Werbalnie - celne uwagi,
      słuszne wnioski, rozsądne odpowiedzi, ale naprawdę: „mamo, nie tak, buuuu” . Coś
      nie wyszło, nie miał siły, nie zrozumiał o co chodzi. Często nawet nie potrafił
      powiedzieć co jest nie tak. Nie rozczulałam się nad lekkim zadrapaniem, albo
      małym siniakiem, dlatego wcześnie nauczyłam się rozróżniać kiedy płacz
      spowodowany jest bólem fizycznym, a kiedy dyskomfortem psychicznym. Zwykle
      wystarczyło utulić, albo pozwolić się wypłakać.

      Emocje to chyba najtrudniejszy kawałek w wychowaniu dzieci. Jak okazać aprobatę,
      czy dezaprobatę, jak pochwalić, jak nauczyć nazywać uczucia.
      Kiedyś zasłyszałam zdanie, że przy dzieciach po dwakroć częściej trzeba
      werbalizować własne uczucia, po to by dzieci mogły się ich od nas tych nauczyć,
      tak jak smarowania chleba, mycia rąk, czy mówienia „dzień dobry, jak się masz”
      gdy się z kimś witają.
      Nie chodzi mi o powtarzanie dziecku „kocham cię” na każdym kroku, bo to uczucie
      przenika przez skórę i warto okazywać je też w inny sposób, choć też trzeba je
      nazywać. Jest masa rzeczy, które cieszą nas, denerwują, roztkliwiają. Czasem się
      boimy, czasem martwimy, współczujemy, zazdrościmy itd. Mniej więcej jak miał 2
      lata mój syn powiedział do mnie „bardziej wolę jak jesteś zielona” – miałam na
      sobie czarny sweter - to kalka z moich wypowiedzi, gdy coś mi nie do końca
      odpowiadało, lub miałam na jakiś temat inne zdanie niż rozmówca – czyli
      akceptuję twój wybór, choć osobiście wolę...
      Druga, ważna rzecz. Nikt nie lubi być zaskakiwany (nie mam na myśli miłych
      upominków), a większość sytuacji, które przytrafiają się 2-3-latkowi zdarzają
      się po raz pierwszy w życiu. Ważne, żeby w miarę możliwości przygotowywać
      dziecko do rzeczy, które go spotkają. Jeśli przed szczepieniem zapewnię dziecko,
      że nie będzie bolało, następnym razem nie uwierzy, zrobi histerię. Jeśli powiem
      będzie bolało, ale mniej niż wczorajszy siniak, dziecko będzie przygotowane i
      nie straci do mnie zaufania.
      Jeśli widzę, że jakaś sytuacja wywołuje lęk, staram się dotrzeć do sedna tego
      lęku. Nie mówię „nie bój się synu”, raczej staram się opisać co widzi,
      wytłumaczyć jak działa, jeśli nie wiem – nie mam problemu, żeby kogoś zapytać.
      Ma to dwa cele – poznawczy dla syna i niejednokrotnie dla mnie i (ważniejszy)
      uspokajający, bo zamiast czegoś się bać trzeba to poznać lepiej. Strach ma
      wielkie oczy bo się go boimy.

      Dziecku nie przeszkadzać, ale asekurować w działaniach odkrywczych.
      Dziecko stymulować, czyli podsuwać nowe rzeczy, ale nie forsować, nie namawiać -
      jeśli przyjdzie pora samo zapyta „co to za literka” i jeśli przyjdzie pora
      zapamięta ją.
      Dziecku trzeba pozwolić się wypłakać, bo jak inaczej ma odreagować jakieś swoje
      niepowodzenia, których my nie zrozumiemy, bo są to dla nas rzeczy proste i
      oczywiste.
      Mój syn często płacze, że idzie spać. Jest potwornie zmęczony, zasypia na
      siedząco, nie ma siły utrzymać szczoteczki do zębów, ale płacze, bo chciałby
      jeszcze to, tamto i owo. Chciałby zbudować maszynę lego i narysować ogród i
      napisać coś i zagrać w domino i jeszcze …
      Mój syn mówi „kocham cię i lubię”. Cieszę się, że mnie i kocha i lubi, a
      rozdźwięk między poziomami jest u niego czasem większy, czasem mniejszy, czasem
      go nie ma. smile

      • lolinka2 Re: "bardziej wolę jak jesteś zielona" 02.11.07, 15:37
        brawo, ta pani.
        pełen szacunek i poparcie dla treści Twojego postu.
        • olamazur Re: "bardziej wolę jak jesteś zielona" 02.11.07, 15:46
          Hurtem powiem, że mnie się również bardzo podobają wypowiedzi w tym
          wątku. Dziękuję i pozdrawiam smile
    • e-ftalo Re: rozdźwięk między poziomami 02.11.07, 16:12
      Takie przedszkole czy inne nie jest od prowadzenia indywidualnego toku nauczania
      lecz dla całej grupy.To jest zadanie rodzica.Jeśli brak pomysłu,można zapytać
      panią z przedszkola co zrobiła by gdyby miała takie dziecko.Pewnie coś wymyśli
      bo skoro dla 25 dzieci codziennie coś tworzy to i dla jednego też.
    • olamazur Pozwolę sobie wrócić do tematu... 21.11.07, 13:27
      Ów rozdźwięk widać było wczoraj szczególnie wyraziście. Mój synek
      objawił mi się jako dziecko bardzo nieśmiałe, niezdolne do kontaktu
      z obcym dzieckiem, niezdolne do uczestniczenia w zajęciach, na
      których jest pierwszy raz.

      Podeszła do niego dziewczynka kilka m-cy starsza (która zresztą też
      była na tych zajeciach po raz pierwszy). Zachęcona przez swoją mamę,
      powiedziała, że się nazywa Marta i chciała mu podać rękę. Antoś nie
      powiedział, jak ma na imię, nie podniósł na nią głowy, ręki nie
      podał. Podszedł natomiast do mnie i czysto i wyraźnie stwierdził
      "o, Marta, to tak jak małpka Marta w książkach o Noddym".

      Umiejęności społeczne i dojrzałość emocjonalna słabiutko sad(
      A jeszcze wiosną było nieźle. Chodziliśmy na zajęcia, witał się
      wtedy i żegnał ze wszystkimi dziećmi, brał udział w zabawach.
      Wczoraj nie chciał nic robić, tylko patrzył.

      Dlaczego? Coś w wychowaniu dziecka nie tak robimy?

      Mam nadzieję, że te zajęcia to dobry pomysł. Że mu minie, że się
      oswoi, że będzie śmielszy.
      • verdana Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 21.11.07, 15:21
        Gdzie tam slabiutko! Normalnie - jak na dwuipółletnie dziecko. To
        nie jest wiek, w ktorym dzieci znają dobre maniery, ani też wiek,
        gdzie dzieci sprawnie nawiazują kontakty. Niektore oczywiscie tak,
        ale w większosci to jezcze poziom zabaw samotnych lub "obok" sibie.
        Parę miesiecy w tym wieku - to przepaść (parę miesiecy to jedna
        szósta całego zycia Twojego dziecka...). Nie jest przypadkiem, ze do
        przedszkola przyjmuje sie trzylatki, mlodsze czesto słabo radza
        sobie w grupie.
        No i dziecko ma prawo nie miec ochoty brać udziału w zajeciach, na
        ktore zaprowadziła go mama. jedne moga być fajne, a inne nie -
        powiedz, czy Ty równie dobrze bawisz się na kazdej imprezie w
        kompletnie obcym towarzystwie? A dlaczego Twoim zdaniem
        dziecko "powinno" dobrze się bawić?
        Co robicie w wychowaniu dziecka nie tak? Proste, za dużo
        oczekujecie....
        • olamazur Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 21.11.07, 15:40
          verdana napisała:

          > No i dziecko ma prawo nie miec ochoty brać udziału w zajeciach, na
          > ktore zaprowadziła go mama. jedne moga być fajne, a inne nie -
          > powiedz, czy Ty równie dobrze bawisz się na kazdej imprezie w
          > kompletnie obcym towarzystwie? A dlaczego Twoim zdaniem
          > dziecko "powinno" dobrze się bawić?

          Mój syn lubi tańczyć. Jak leci muzyczka w radiu, to mały tańcuje, a
          jak zaczynają gadać, to "żąda" od radia, aby przestali i puścili
          muzykę. Często sobie pląsamy w domu. W niedzielę oglądaliśmy "taniec
          z gwiazdami", mały siedział wbity w fotel, oczu od tv nie mógł
          oderwać. I wypalił tak z głębi serca:
          - Mama! Ja chcę tańczyć tak jak oni!
          Przyznam, że bardzo mnie to ujęło smile Obiecałam mu, że znajdę mu
          jakieś zajęcia. Dzień później wynalazłam rytmikę dla dzieci
          2,5-letnich w YMCE.
          Poszliśmy, ale Antoś nie tańczył, nie chciał. Spiął się, stał z
          boku, a nawet popłakał, jak go pani wzięła na ręce.
          Spoko, nie musiał. Ale w końcu nie były to zajęcia wybrane dlatego,
          że ja sobie wydumałam, że chcę mieć dziecko tancerza. To on chciał i
          wyrażał to od dawna swoim zachowaniem, a dodatkowo słownie w
          niedzielny wieczór.

          A więc tego chce, ale nie może przeskoczyć pewnych cech swojej
          osobowości, tak mi się wydaje. Ciagle przebywa z rodzicami albo z
          babcią i jest mało uspołeczniony. Na widok obcych się spina.

          Mówi, że mu się na zajęciach nie podobało. Ja jednak myślę, ze
          powinniśmy chodzić, że z zajęć na zajęcia będzie śmielszy i bardziej
          chętny do zabaw. Nie może przecież ciągle siedzieć w domu. Czeka
          mnie być może bój z babciami, które będą przekonywać, że jak nie
          chce, niech nie chodzi. Ja uważam, że tym bardziej powinien zacząć
          gdzieś chodzić i to jak najwięcej, bo coś już tu zostało zaniedbane.

          > Co robicie w wychowaniu dziecka nie tak? Proste, za dużo
          > oczekujecie....

          Myślałam raczej, czego nie robimy, żeby radził sobie w otoczeniu.
          Nie oczekuję wiele - chciałabym, żeby sobie radził z ludźmi. Myślę,
          że te zajęcia mu pomogą.
          • nangaparbat3 Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 21.11.07, 16:51
            Grupowe zajecia taneczne nie maja nic wspólnego z domowym pląsaniem w
            towarzystwie mamy.
            2, 6 to naprawde bardzo niewiele.
            Sama popelnilam bląd - corke trzyletnią, bardzo odważną, garnacą sie do dzieci i
            do dorosłych, zapisalam na rytmikę (przyjmowano od 5 lat). Wszystko bylo dobrze,
            do dnia kiedy zorganizowano zabawę mikołajkową - poszlismy na nią z małą, bawiła
            się swietnie, potem ogłoszono, ze kto chce wziąć udzial w konkursie proszony
            jest na estradę, dzielnie ruszyła w tamtą stronę - byla najmniejsza, najmłodsza
            ze wszystkich, zauwazono ją, ludzie - dorosli, którzy przyszli ze swymi dziecmi
            i starsze dzieci - nagle wszyscy zaczęli patrzeć wlasnie na nią, usmiechac się,
            a nawet smiac glośno, zyczliwie - ale ona przeraziła się. Zaczęła rozpaczliwie
            plakać, wyszliśmy, długo nie mogła się uspokoić - tamtego dnia, w jednej chwili
            z ufnej, dzielnej dziewczynki zmieniła się w skrajnie niesmiałą, bojacą się
            okropnie sytuacji, w której jest obserwowana przez innych, zwłaszcza dorosłych.
            Gdybym nie widziała na wlasne oczy nigdy bym nie uwierzyla, ze pojedyncze
            doswiadczenie tak bardzo moze na kogos wplynąć.
            Tak czy owak - to ja ja tam zaprowadziłam, ewidentnie za wczesnie, a zrobiłam
            to, bo podobnie jak Ty chciałam bardzo mieć uspołecznione dziecko. Skutek -
            dokładnie odwrotny, od parunastu lat corka uczy sie - powoli, krok po kroku, z
            powodzeniem, ale i z trudem - radzenia sobie z niesmiałością, z lękiem przed
            społeczną ekspozycją.
            • olamazur Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 22.11.07, 08:13
              Dzięki nangaparbat - będę o tym pamiętać.
          • crusk Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 21.11.07, 18:19
            olamazur napisała:

            > Poszliśmy, ale Antoś nie tańczył, nie chciał. Spiął się, stał z
            > boku, a nawet popłakał, jak go pani wzięła na ręce.

            Czy przed pójściem na pierwsze zajęcia opowiedziałaś synkowi jak tam będzie? -
            że będą inne dzieci, że będzie pani, że będzie tańczył z innymi dziećmi, itd.
            Wiesz, każdą planowaną, nową rzecz, która ma spotkać mojego syna
            "przegadujemy", tzn. staram się go przygotować do tego co sie stanie. Opowiadam
            jak to wygląda, co może być miłe, uprzedzam jeśli może być niemiłe, czy bolesne,
            itd. Nawet, jeśli nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego jest łatwiej, niż
            z rzeczami serwowanymi bez uprzedniego przygotowania.

            > Spoko, nie musiał. Ale w końcu nie były to zajęcia wybrane dlatego,
            > że ja sobie wydumałam, że chcę mieć dziecko tancerza. To on chciał i
            > wyrażał to od dawna swoim zachowaniem, a dodatkowo słownie w
            > niedzielny wieczór.

            Chyba pisałyśmy już o tym, że werbalnie dzieci tak małe niekoniecznie wyrażają
            swoje prawdziwe "chcenie". Tańce maluchów to nic innego jak poznawanie własnego
            ciała i jego możliwości. Nie wyrażają w ten sposób chęci bycia tancerzem, tylko
            chęć poznania swoich możliwości – najpierw kręcą cudnie tyłkami, potem robią
            przysiady, potem tupią i podnoszą nogi, klaszczą – kolejność indywidualna. Jeśli
            dziecko ma do tego poczucie rytmu - super.

            >
            > A więc tego chce, ale nie może przeskoczyć pewnych cech swojej
            > osobowości, tak mi się wydaje.

            Jego osobowość dopiero się kształtuje i potrwa to jeszcze kilka lub kilkanaście
            lat. Oczekujesz chyba od swojego syna czegoś, czego ja uczę swojego 4,5-letniego
            syna i ostrożnie wymagam od nastoletniego bratanka - konsekwencji wypowiadanych
            słów.

            >
            > Mówi, że mu się na zajęciach nie podobało.

            Jeśli dziecku coś sprawia trudność praktyczną, czegoś nie rozumie, nie potrafi
            zrobić, przekłada to na emocje, komunikuje, że danej czynności nie lubi, nie
            chce robić. 2,5-roku to bardzo pracowity okres w życiu, tyle nowego sie poznaje,
            ale na każdą poznaną rzecz potrzeba trochę czasu - na oswojenie się, utrwalenie,
            zrozumienie. Może twój syn nie rozumiał poleceń - nawet jeśli Tobie wydawały się
            proste.

            > Ja jednak myślę, ze
            > powinniśmy chodzić, że z zajęć na zajęcia będzie śmielszy i bardziej
            > chętny do zabaw. Nie może przecież ciągle siedzieć w domu. Czeka
            > mnie być może bój z babciami, które będą przekonywać, że jak nie
            > chce, niech nie chodzi.

            Masz rację, ale może na razie nie na rytmikę, jeśli mu nie odpowiadała, ale na
            inne zajęcia uspołeczniające. Jeśli uważasz, że potrafi wyrażać co myśli,
            postaraj dowiedzieć się przez pytania naprowadzające, co mu się nie podobało w
            zajęciach.
            Kontakt z dziećmi jest najlepszym stymulatorem rozwoju, a i uspołeczni się
            młody, dlatego nie daj się babciom, jakby co smile


            > Ja uważam, że tym bardziej powinien zacząć
            > gdzieś chodzić i to jak najwięcej, bo coś już tu zostało zaniedbane.

            Niczego nie przyspieszysz i raczej niczego nie zaniedbałaś. Trudne zniechęca,
            czasem na zawsze. Dzieci uspołeczniają się ok. 3-go roku życia.
            Verdana ma rację, że kilka miesięcy to wielka różnica wieku u 2-3-latków.

            > Nie oczekuję wiele - chciałabym, żeby sobie radził z ludźmi. Myślę,
            > że te zajęcia mu pomogą.

            Chyba jednak oczekujesz bardzo wiele. Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa
            takiemu maluchowi jest pierwszym warunkiem, żeby w przyszłości radził sobie z
            ludźmi i wszystkim co go spotka.
            • olamazur Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 22.11.07, 08:20
              Opowiadałam mu, może zbyt krótko (tylko jeden dzień był na
              przygotowanie). Jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa - mówiłam,
              że cały czas będę z nim, że nigdzie nie pójdę. Trzymałam go za
              rączkę. I... miałam wrażenie, że to nie jest dobrze. Tam na tych
              zajęciach dostałam takiego uczucia, że gdybym go nie zapewniała, że
              na pewno będę z nim cały czas, to by w nim nie postała myśl, że może
              być inaczej, a tak - kurczowo trzymał moją rękę. Bo przecież
              słowa "nie ma się czego bać" padają wyłącznie w sytuacjach, gdy być
              może jest się czego bać. Nie wiem, czy się jasno wytłumaczyłam,
              chodzi mi o to, że gdybym lekko podeszła do tych zajęć, to być może
              Antek też by tak do nich podszedł, a tak - było sporo napięcia.
              • crusk Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 23.11.07, 14:17
                olamazur napisała:

                > Opowiadałam mu, może zbyt krótko (tylko jeden dzień był na
                > przygotowanie). Jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa - mówiłam,
                > że cały czas będę z nim, że nigdzie nie pójdę. Trzymałam go za
                > rączkę.

                Poczucie bezpieczeństwa w szerszym znaczeniu. Nie tu i teraz, ale wypracowane
                systematycznie, przez powtarzalność czynności, konsekwencję, zaufanie. Czasem
                nie doceniamy drobnych, powtarzalnych czynności, po których dziecko orientuje
                się, że wszystko jest w porządku. Wystarczy, że w innej kolejności podasz mu
                ubrania. Jakiś drobiazg, którego odkrycie zajmuje trochę czasu, bo dla nas jest
                czynnością automatyczną lub nie wartą uwagi. Tak było z moim synem, nie wpadał w
                histerię, że „nie tak”, ale np. na cały dzień uczepiał się „maminej spódnicy” i
                był rozdrażniony.
                Kiedy mój młody był w wieku twojego syna uwielbiał wszelkie imprezy estradowe,
                te światła kolorowe, muzyka itp. Bywaliśmy owszem, czemu nie, sama lubię bywać
                na koncertach, może nie na wszystkich jak leci, ale w owym czasie bywałam na
                wszystkim. Zawsze tuż przed sceną z „dylującym” i wyśpiewującym malcem.
                Publiczność nieraz większy ubaw miała z nas, niż z tego co na scenie. Czasem
                przeciągał mnie kilka ulic, gnaliśmy bo „muzyka”, a to tylko „discoauto”
                przejechało. Teraz (4,5) jest bardzo wybiórczy jeśli chodzi o muzykę, śpiewa,
                układa piosenki, rozpoznaje instrumenty, ma fazy np. na skrzypce lub kontrabas
                (ten uparcie kojarzy się z pociągiem). Na zorganizowane zajęcia z dziećmi nie
                chciał chodzić, wolał swobodne zabawy z dziećmi w domu, w ogrodzie, parku – sam
                nawiązywał znajomości z rówieśnikami i starszymi dziećmi.

                Tak jak twój Antoś, mój syn był baaardzo wygadany. Zawsze wiedział kiedy i o co
                zapytać, co odpowiedzieć i zawsze współczuł gdy komuś działa się krzywda.
                Wszyscy traktowali go jak o rok starszego. Kłopoty zaczynały się np. u
                okulistki, która nie pojmowała, dlaczego młody nie pozwala się wymiernie zbadać,
                przecież wszystko mówi (miał wtedy 2 lata i 3 miesiące). Trochę czasu zajęło mi
                wytłumaczenie, że połowa rzeczy, które widać na obrazkach testowych to rzeczy
                niezrozumiałe dla tak małego dziecka, że nie powie czy widzi linię poziomą, czy
                pionową, bo w jego głowie pojęcia nie nabrały jeszcze faktycznego znaczenia, że
                lewa i prawa strona nie są dla niego oczywiste. Dzieci w podstawówce mają z tym
                często problemy, a co dopiero niespełna 2,5 latek. O stresie jaki wszystkiemu
                towarzyszył nie wspomnę.
                Emocje zwykle idą własnym tempem, odpowiednim do wieku dziecka, tylko
                opiekunowie muszą o tym pamiętać i przekładać wszystko „z polskiego na nasze”,
                czyli zrozumiałe dla dziecka.

                To się napisałam smile A rozumienie pojęć Mój syn, zupełnie niedawno, może miesiąc
                temu, przy obiedzie oznajmił:
                - Dosyć już tych białek i mikroelementów, potrzebuję teraz węglowodanów.
                Co ni mniej ni więcej znaczyło, że „nie będę jadł obiadu, wolę słodycze”. I całe
                miliony takich przykładów

                > I... miałam wrażenie, że to nie jest dobrze.

                słusznie

                > Tam na tych
                > zajęciach dostałam takiego uczucia, że gdybym go nie zapewniała, że
                > na pewno będę z nim cały czas, to by w nim nie postała myśl, że może
                > być inaczej, a tak - kurczowo trzymał moją rękę. Bo przecież
                > słowa "nie ma się czego bać" padają wyłącznie w sytuacjach, gdy być
                > może jest się czego bać. Nie wiem, czy się jasno wytłumaczyłam,
                > chodzi mi o to, że gdybym lekko podeszła do tych zajęć, to być może
                > Antek też by tak do nich podszedł, a tak - było sporo napięcia.

                Święta racja, na pewno w sytuacji krytycznej zapomnieć, że takie słowa istnieją
                i roztoczyć „świetlaną wizję przyszłości”
          • szarsz Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 21.11.07, 18:43
            olamazur napisała:
            > - Mama! Ja chcę tańczyć tak jak oni!
            > Przyznam, że bardzo mnie to ujęło smile Obiecałam mu, że znajdę mu
            > jakieś zajęcia. Dzień później wynalazłam rytmikę dla dzieci
            > 2,5-letnich w YMCE.


            Ale on wcale nie chciał na rytmikę. Przecież ona w żadnym elemencie
            tańca z gwiazdami nie przypomina smile


            pozdrawiam serdecznie

            ps. a w ogóle to strasznie fajny wątek
            • olamazur Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 22.11.07, 08:24
              > Ale on wcale nie chciał na rytmikę. Przecież ona w żadnym
              > elemencie tańca z gwiazdami nie przypomina smile

              W opisie zajęć było sformułowanie, że to jest przygotowanie do nauki
              tańca towarzyskiego w przyszłości, że dzieci będą się uczyć
              rozpoznawać rytmy. Ale wiadomo - nie od razu Kraków zbudowano smile
              Na razie było b. ciekawe ćwiczenie - pani grała trzy różne melodie,
              mówiła, że jedna oznacza "idzie miś", druga "bzyczą pszczółki", a
              trzecia "maszerują krasnoludki". A potem tylko grała i pytała
              dzieci, kto to teraz idzie. I dzieci zgadywały po melodii.

              > pozdrawiam serdecznie
              > ps. a w ogóle to strasznie fajny wątek

              I bardzo ważny dla mnie. Dziękuję w tym miejscu za wszystkie
              wypowiedzi - stawiają sprawę we właściwym świetle.
              • szarsz Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 22.11.07, 14:49
                Chyba się nie zrozumiałyśmy smile

                Mi chodziło o to, że dla takiego malucha to są dwie kompletnie różne
                rzeczy. Bez związku.
                • olamazur Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 23.11.07, 08:26
                  > Chyba się nie zrozumiałyśmy smile
                  > Mi chodziło o to, że dla takiego malucha to są dwie kompletnie
                  > różne rzeczy. Bez związku.

                  Ha, to się teraz będę głowić, co masz na myśli, pisząc "to" smile
                  Które rzeczy są zupełnie różne? Zajęcia i taniec z gwiazdami?

                  > Ale on wcale nie chciał na rytmikę. Przecież ona w żadnym
                  > elemencie tańca z gwiazdami nie przypomina smile

                  No pewnie. Ale moje dziecko nie chciało tańca z gwiazdami, tylko
                  chciało tańczyć. Wystarczy zacząć wyklepywać jakiś rytm, uderzając
                  się rękami po dżinsach, a małemu zaczyna się kręcić pupa smile, cieszy
                  się i zachęca innych, by tańczyli razem z nim. On chce tańczyć -
                  mówi o tym jego ciało i on sam o tym mówi. Jasne, że nie marzył
                  konkretnie o rytmice w YMCE, bo kompletnie tego nie znał, ale są to
                  zajecia najbardizej zbliżone do jego oczekiwań, jakie mogłam mu
                  znaleźć.
        • mama303 Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 21.11.07, 20:50
          verdana napisała:

          > Co robicie w wychowaniu dziecka nie tak? Proste, za dużo
          > oczekujecie....

          i za dużo analizujecie każde jego zachowanie.

          • olamazur Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 22.11.07, 08:26
            > i za dużo analizujecie każde jego zachowanie.

            Warto smile
            • mama303 Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 22.11.07, 21:27
              olamazur napisała:

              > > i za dużo analizujecie każde jego zachowanie.
              >
              > Warto smile

              Dlaczego warto?
              Moim zdaniem zbytnia analiza zachowań dziecka nie słuzy ani dziecku
              ani rodzicom. Obserwujesz swoje dziecko jak "obiekt", narażasz
              siebie i dziecko na budowanie troche zniekształconego obrazu małego
              rozwijajacego sie człowieka. On nie ma ochoty podac dziewczynce
              ręki - Ty już dopatrujesz sie jakichś swoich zaniedban w kwestii
              uspołecznienia. On ma jakieś opory na zajeciach
              tanecznych /Pierwszych!/ - Ty juz sie dopatrujesz czegoś
              niewłasciwego i jakichs swoich błedów.
              Moim zdaniem to bierze sie z Twojego głebokiego przekonania że
              możesz w bardzo duzym zakresie ingerowac w psychike swojego dziecka,
              zmieniać go, wpływać na niego. Zastanawiasz sie jak to robic
              najlepiej.
              ja uważam, że możemy ingerowac tylko w pewnym zakresie /niewielkim w
              gruncie rzeczy/. dziecko to nie biała niezapisana kartka, dziecko
              jest juz "jakieś" wtedy gdy sie rodzi a właściwie juz w chwili
              poczęcia. Lepiej chyba iść bardziej w kierunku bezwarunkowej
              akceptacji niz "naukowej" analizy w celu ciągłego ulepszania
              egzemplarza smile
              • olamazur Re: Pozwolę sobie wrócić do tematu... 23.11.07, 08:17
                > Dlaczego warto?

                Ponieważ tak jest:

                > Obserwujesz swoje dziecko jak "obiekt", narażasz
                > siebie i dziecko na budowanie troche zniekształconego obrazu
                > małego
                > rozwijajacego sie człowieka. On nie ma ochoty podac dziewczynce
                > ręki - Ty już dopatrujesz sie jakichś swoich zaniedban w kwestii
                > uspołecznienia. On ma jakieś opory na zajeciach
                > tanecznych /Pierwszych!/ - Ty juz sie dopatrujesz czegoś
                > niewłasciwego i jakichs swoich błedów.

                A tego się dowiaduję po analizach na tym forum:

                > Moim zdaniem to bierze sie z Twojego głebokiego przekonania że
                > możesz w bardzo duzym zakresie ingerowac w psychike swojego
                > dziecka, zmieniać go, wpływać na niego. Zastanawiasz sie jak to
                > robic najlepiej. ja uważam, że możemy ingerowac tylko w pewnym
                > zakresie /niewielkim w
                > gruncie rzeczy/. dziecko to nie biała niezapisana kartka, dziecko
                > jest juz "jakieś" wtedy gdy sie rodzi a właściwie juz w chwili
                > poczęcia. Lepiej chyba iść bardziej w kierunku bezwarunkowej
                > akceptacji niz "naukowej" analizy w celu ciągłego ulepszania
                > egzemplarza smile

                Więc sama widzisz, że warto smile No bo chyba nie uważasz racji
                wyłożonych przez siebie, verdanę, rycerzową i in. za niewarte
                czytania? Pytanie oczywiście retoryczne smile
    • rycerzowa Re: rozdźwięk między poziomami 21.11.07, 17:44
      Problem jest - ale nie z powodu "rozdźwięku między poziomami".

      "Rozdźwięk" faktycznie jest, gdyż chłopak reaguje emocjonalnie na poziomie swego
      wieku, a intelektualnie (uwagi o imieniu koleżanki) - znacznie wyżej.
      No to co, martwisz się,że jest mądrzejszy, niż wynika z metryki?

      A gdzie jest problem?
      Problem jest w tobie, w matce , której serce - jak to się patetycznie mówi -
      "przenika miecz boleści".
      Widzisz, że on się lęka, wycofuje - i cierpisz.

      Nasi pierworodni dostarczają nam wielu cierpień!

      Potem przekonujemy się, że dziecko wcale tak boleśnie wszystkiego nie odbiera.
      Nie dołączył do grupy, bo nie miał ochoty, nie bawił się, bo mu się nie
      podobało, bo nowe miejsce go zaskoczyło, nie zdążył sie oswoić.

      Przecież mały nie płacze, nie zrywa się z krzykiem w nocy, nie zaczął się
      moczyć"? To by dopiero oznaczało cierpienie.
      A tak - jest zwykłą reakcją na nowość, najnormalniejszą w jego wieku.

      Wiesz, ja tam nie lubię tzw. cygańskich dzieci, które wszędzie się czują dobrze,
      wszystkich od razu lubią, wobec wszystkich od razu są śmiałe.
      Wolę, gdy sympatię i zaufanie dziecka zdobywa się stopniowo, bo wtedy to jest
      coś warte, bo znaczy,że się na to zasłużyło.
      To samo się odnosi i do dorosłych, nie?

      Zatem nie wymagaj od malca więcej, niż od dorosłego.
      • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.11.07, 08:34
        No nie, aż tak nie jest smile Z tym mieczem boleści. Uderzyła mnie
        tylko różnica w zachowaniu Antosia teraz i kilka m-cy temu. Jak mały
        miał 20-24 m-ce, chodziliśmy na kreatywkę (zajęcia b. podobne do tej
        rytmiki teraz). Antoś robił chętnie wszystko, co tam się robiło,
        witał się i żegnał z dziećmi, był wyluzowany i rozbawiony. Jak
        musiałam wyjść do toalety, to mogłam go zostawić z grupą i przez te
        kilka minut mojej nieobecności Antoś się bawił jakby nigdy nic.
        Nawet nie patrzył na drzwi, czy już wracam.
        Ostatni raz na kreatywce byliśmy w maju, minęło pół roku, idziemy na
        zajęcia bardzo podobne, a Antoś zachowuje się inaczej. To co sobie
        pomyślałam? Że coś przez te pół roku zaniedbaliśmy, że za bardzo
        synka "udomowiliśmy".

        Może trochę na wyrost te moje obawy. Tak naprawdę, to będzie mozna
        coś powiedzieć po 2 czy 3 zajęciach. Jestem prawie pewna, że mały
        się rozkręci.

        Dziękuję za wszystkie wypowiedzi.
        • verdana Re: rozdźwięk między poziomami 22.11.07, 09:10
          Nie, nie , nie - dziecko tak nie działa! To, co podobalo mu się pare
          miesiecy temu teraz moze się nie podobać, budzić lek, albo po prostu
          nudzić - i odwrotnie. Dziecko nie rozwija sie w ruchu liniowym -
          tzn. jesli raz cos zrobilo, będzie tak robić zawsze, jesli raz sie
          nauczyło - bedzie pamietać.
          dziecko zmienia się bardzo szybko - na pewnym etapie moze być
          przebojowe, na innym niesmiałe. Problem jednak - i tu rzeczywiscie
          widze problem - zaczyna sie wtedy, gdy rodzice wymyslili sobie
          stadium koncowe i do niego dążą "chce mieć dziecko, ktore bedzie
          przebojowe i bedzie dobrze czuło się w towarzystwie". I uwazają, ze
          maja obowiazek wychowac dziecko wlasnie tak - niezależnie od tego,
          jakie jest.
          A dziecko akurat nie jest przebojowe i woli być samo. I co wtedy?
          Pozwólcie dziecku na to, by było takie jakie jest - korygować nalezy
          wady, a nie normalne cechy charakteru.
          W dodatku błędem jest wyobrazanie sobie, ze 2,5 letnie dziecko
          potrafi przewidzieć sytuację . dziecko może chcieć tanczyć, jeździć
          na koniu, iść do kina - ale brak jakiegokolwiek doswiadczenia
          powoduje, ze nie jest w stanie przewidzieć, co naprawdę będzie się
          tam działo i czy będzie mu sie podobało.
          • olamazur Re: rozdźwięk między poziomami 22.11.07, 09:23
            > Dziecko nie rozwija sie w ruchu liniowym -
            > tzn. jesli raz cos zrobilo, będzie tak robić zawsze, jesli raz sie
            > nauczyło - bedzie pamietać.

            No właśnie, a ja myślałam, że tak.

            > Problem jednak - i tu rzeczywiscie
            > widze problem - zaczyna sie wtedy, gdy rodzice wymyslili sobie
            > stadium koncowe i do niego dążą "chce mieć dziecko, ktore bedzie
            > przebojowe i bedzie dobrze czuło się w towarzystwie". I uwazają,
            > ze maja obowiazek wychowac dziecko wlasnie tak - niezależnie od
            > tego, jakie jest.

            No właśnie, taki obowiązek rodzica bym widziała... Wychować
            uspołecznione dziecko. Oczywiście nie na siłę czy wbrew temu, jaki
            jest, ale jednak z ludźmi żyć trzeba. Za rok do przedszkola synek
            pójdzie - chciałabym, by to nie był szok i nowość, by znał taką
            formę spędzania czasu, w grupie dzieci.

            > A dziecko akurat nie jest przebojowe i woli być samo. I co wtedy?
            > Pozwólcie dziecku na to, by było takie jakie jest - korygować
            > nalezy wady, a nie normalne cechy charakteru.
            > W dodatku błędem jest wyobrazanie sobie, ze 2,5 letnie dziecko
            > potrafi przewidzieć sytuację . dziecko może chcieć tanczyć,
            > jeździć
            > na koniu, iść do kina - ale brak jakiegokolwiek doswiadczenia
            > powoduje, ze nie jest w stanie przewidzieć, co naprawdę będzie się
            > tam działo i czy będzie mu sie podobało.

            Bardzo sobie cenię Twoje wypowiedzi. Dzięki.
            • verdana Re: rozdźwięk między poziomami 22.11.07, 09:36
              Obowiazkiem rodzica jest raczej zaakceptować dziecko, niż je
              zmieniać na siłę - o ile nie robi nic destrukcyjnego, tylko ma taki,
              a nie inny charakter, czy upodobania. I wiesz? Czasem to wychodzi
              dziecku na dobre - nigdy nie wiadomo, jaka cecha dziecka przyda mu
              się w przyszłosci - może wcale nie ta, którą sobie wymarzylismy.
              Zresztą sporo 3-latkow, niezaleznie od wychowania, dobrze bawi się
              z dziećmi, a już niemal wszystkie 4 czy 5 latki. Nie ma co
              przyspieszać rzeczy, ktore i tak same nadejdą.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka