ancia2007
15.12.07, 22:39
Po 8 godzinach na maxymalnej dawce na oksytocynie NIC się nie
ruszyło, po prostu NIC. Skurcze były, i owszem, ostatnie 3 godziny
co 2-3 minuty i NIC>
Ani widu ani słychu porodu...
Wymęczyłam się tylko. Na szczęście aktualna sytuacja na Karowej (
brak przyjeć na poatologię z powodu remontu porodówki od
poniedziałku) pozwoliły mi na powrót na moje łózko... o tyle
dobrze...
Wrrr....do terminu 1,5 tygodnia, a ja wciąż się łudzę, że może uda
mi się urodzić przed Wigilią...
Eh...
Na forum już dominują wątki o karmieniu, kupach, itp a ja wciąż
tkwię w szpitalnianym matrixie...
AAAAUUUUUUU!!! Dziś wyję do księżyca!!!