agusia029
07.10.03, 09:31
Nie jestem cierpliwa i to mój największy problem. Po wielkich trudach
doczekałam się dwóch wspaniałych córeczek. Najpierw była jedna - Olga i było
wszystko w porzadku. Potem na świat przyszła Inga - i tu zaczął sie
problem... Obecnie maja 3,5 i 21 m-cy. Rożnica wieku to równe oczko (21 m-
cy). Są naprawde kochane, kiedy sa spokojne, kiedy ładnie sie bawią. Ale
czasami... naprawdę, to już nie na moje nerwy. Naprawde staram się je dobrze
wychować. Staram sie jak mogę dawać im dużo miłości - takiej od serca, nie z
obowiązku. Staram sie być konsekwentna, i nie pozwalać im wchodzić na głowe,
ale już nie mam siły...Może jestem po prostu zbyt ambitna, może postawiłam
przed soba zbyt duże wymadania (i przed nimi). Na dodatek od 4 lat siedzę w
domu (2 ciąże przeleżane w łóżku domowym i szpitalnym),jestem po studiach i
tylko rok przepracowałam. Ostatnio udało mi sie zdobyć jakieś prace zlecone
(wtedy odżyłam, bo oderwałam sie od dzieci - wtedy tez przychodziła mama,
zeby pomóc mi przy dzieciach), ale to też już się skończyło. Jestem załamana,
próbuje zrozumieć swoje dzieci, dlaczego np. tak wrzeszczą, biją sie
zabierają sobie zabawki i wspinają się tam gdzie nie powinne - dla nich to
świetna zabawa. Dlaczego, kiedy ja siedzę w łazience one walą mi do drzwi i
nie pomaga tłumaczenie? Doszło do tego ,że chodzę i cały czas na nie
wrzeszczę, ale ostatnio zobaczyłam taki objaw, że kiedy nabroją i ja do nich
idę to sie kulą i zatykają uszy (starsza), bo już wiedzą ,ze zaraz bedzie
krzyk. Ciekawe, co mysli o mnie sąsiadka, która mieszka pod nami, ja wstydzę
spojrzeć jej w oczy. Jak mi przejdzie złośc, to przychodzi poczucie winy. Co
robić? Naprawdę starałam się tłumaczyć, że np. nie wolno skakac z łózka i
wchodzic na stół, czy okno, że się o nie boję (starsza może rozumie, ale
młodsza, to ona jest tym prowodyrem - to straszliwy kochany łobuz).Wiem
najlepszym wyjściem byłoby znalezienie pracy i wyjście do ludzi, oderwanie
się od dzieci. A co kiedy nie ma takiej możliwaści. Ostatnio nawet mąż mnie
podsumował (on chyba ma jeszcze mnie cierpliwosci i ucieka z domu jak tylko
może - chodzi pomagać rodzicom przy remoncie - rwie się do tego), że moja
teściopwa miała jeszcze gorzej bo miała 2 chłopaków, musiała chodzic w pole,
pracowała i jeszcze studiaowała. Mnie to tylko załamało jeszcze bardziej.
Naprawdę staram sie być dobrą matką, ale kiedy nie widzę efektów, jest jak
jest, a jest coraz gorzej. Oczywiscie nie skrzywdzę moich dzieci, nie zleję
ich, ale myśle że już w tym przypadku przesadzam z krzykiem. Zaczełam brac
tabletki na uspokojenie - ale czy to rozwiazanie? Prosze pomózcie! Mama nie
może pomóc mi pilnowac - chyba boi się moich łobuzów. Dopóki nie znajdę pracy
nie bardzo stać mnie na przedszkole dla starszej(a poza tym czułabum sie
strasznie wtedy jako matka). Pomocy! Czy ktoś jest w podobnej sytuacji?
Mama Oleńki i Inusi.