witam,
mam pewien problem "przedszkolny" i od wczoraj łamię głowę, jak go
rozwiązać, by nikogo nie urazić i żeby nie "nakrywać córki kloszem",
a jednocześnie nie uczyć niewłaściwych zachowań
problem polega na tym, że córka (prawie 5 lat) jest w przedszkolu w
grupie integracyjnej
jest dzieckiem bardzo wrażliwym i delikatnym i jak to pani
nauczycielka określiła "z tego wymierającego

gatunku dzieci
grzecznych"
problem polega na tym, że już drugi raz wróciła z przedszkola
z "paką" (dosłownie) wyrwanych włosów, która wypadła przy
przeczesywaniu w domu po przedszkolu

Córka nie potrafi się
bronić, bo nie była tego uczona, a nia potrafi tym bardziej, że robi
to jej dziewczynka upośledzona. Córka już trzeci rok chodzi do tego
przedszkola i zawsze miała tłumaczone, że dzieciom niepołnosprawym
pomaga się, dba się o nie itp

i teraz nie wiem co robić, bo
panie rozkładają ręce tłumacząc się, że nie są w stanie upilnować
wszystkich niepełnosprawnych dzieci każdego z osobna. Nie chcę, żeby
moje dziecko skończyło przedszkole łyse, bo jej włosy do
najgrubszych nie należą, ale nie chcę też uczyć córki : "zrób jej
tak samo to przestanie". Po pierwszym incydencie pouczyłam ją, żeby
nie siadała tyłem do klasy, żeby zwracała uwagę na tą dziewczynkę
gdzie w danej chwili jest i działało to do wczoraj, kiedy to
zapomniało się córce usiaść przy oknie

dziewczynka ta ciągnęła za włosy wszystkie dzieci, ale inne dzieci
nie mają oporów w "oddawaniu" i tu mam problem: nauczyć ją bicia
czy jest jakiś inny sposób na rozwiązanie tego problemu?
pozdrawiam
mila