jestem ciekawa, jak wygladaja u Was zajecia na basenie.
chodze z chlopakami. mialo byc super, bo na ta sama godzine: mlodszy ze mna na nauce 25min, a starszy z dzieciakami 4-5lat z sama instruktorka 45min. ale ogolnie porazka. jest tak, ze ten starszy zostawal sam np. jako jedyny, a w okolo bylo pelno rodzicow. ryczal ok. 80% czasu. jak przychodzilam po zajeciach z malym, byl juz wytracony z rownowagi. z mlodszym pod pacha nie bardzo moglam go uspokoic. poza tym dzieci jest 9cioro i pani demonstruje cos, potem cwieczy z jednym, drugim, trzecim... nie patrzy na osme i dziewiate dziecko, ktore wlasnie odplywaja w sina dal

laska nie jest w stanie tego ogarnac, zwlaszcza, ze zajecia sa w aquaparku, nie ma wydzielenia, zajecia obok glownego wejscia do basenu, dookola pelno ludzi... wiec moj histeryk zawsze znjadzie sobie powod, zeby nie chciec cwiczyc, a na koniec po prostu ryczec.
nie wiem, co zrobic na miejscu? czy w pewnej chwili po prostu udac sie w inny kat basenu i nie kontynuowac zajec? robic przerwe i wracac? czy jednak namawiac, namawiac? moze macie jakies inne pomysly?
nie chce rezygnowac, bo starszy uwielbia basen. jednak wyjatkowo nie pochodza mu te zajecia. raz sie zdarzylo, ze bylo tylko 2 dzieci, wtedy mlody nurkowal w okularach i robil cuda, byl zachwycony.
bede wdzieczna za wypowiedzi