czyli matka mega wyrodna, co se chciała kupić cokolwiek do jedzenia.
Krótki wstęp: wrócilismy wczoraj wieczorem od mojej mamy, gdzie
bylismy od piątku rana, więc w domu nie zostawialiśmy niczego z
jedzenia co by się zepsuło. Wieczorem mogliśmy się tylko umyć i po
fajnym seksiku poszliśmy spac. Rano małż pojechał do pracy a ja
miałam na szczęście mleko i płatki więc śniadanie Markowi dałam,
ale...
I tu się zaczyna checa. Chcialam se zrobić zakupy, zwykle robię przy
okazji spaceru, ale dziś wózka niet to i spaceru niet. No i co???
Marek poszedł spać i spi w swoim łóżku. Franek śpi już od jakiegoś
czasu w salonie. No więc zamknęłam oba/oboje??? drzwi, klamkę marka
przywiązałam sznurkiem do szafy, żeby nie wylazł i nie zrobił
krzywdy Frankowi i pognałam do sklepu. Pomyslałam se że w najgorszym
razie jak sie obudzą to trochę popłaczą.
Wróciłam, oba turkucie śpią, a ja zajadam pyszny serek.
Czy jestem złą matka???