Zaglądając do pobliskiej tzw. galerii handlowej, -olbrzymiego
molocha "rozpasanej konsumpcji", widzę często rodziców wożących
swoje dziecię w czymś, co jest skrzyżowaniem wózka marketowego, z
jakby samochodem, za kierownicą (atrapą) którego siedzi wspomniana
pociecha właśnie. Sprzęt ten zapewnia galeria rzecz jasna, a służyć
ma on temu, aby potomstwo, zajęte pseudokierowaniem, nie dawało się
starym za bardzo we znaki podczas wydawania kasy na prawo i lewo.
No i właśnie, kiedy tak na to czuczuło patrzę, to mam nieodparte
wrażenie, iż przy "kombajnie" tym, brakuje klęcznika umieszczonego
sprzodu tak, aby drugi rodzic, nie zajęty pchaniem akurat, mógł
stale zajmować właściwą wobec dziecka postawę, zgodną z duchem
współczesnego wychowania...
Z noworocznymi pozdrowieniami
mallard