Dodaj do ulubionych

SDR - ćwiczenie 11

30.04.09, 11:06
Wyobraź sobie, że Bobby ma około 7 lat. Po szkole lubi bawić się z kolegami na
boisku szkolnym. Wie, że ma być w domu około 17.45, ale czasem o tym zapomina.
Wczoraj się spóźnił. Mama była na niego taka zła, że dzisiaj spytał kolegę,
która jest godzina. Nie chce, żeby mama znowu na niego krzyczała. Kolega mówi
mu, że jest szósta. Bobby natychmiast przerywa zabawę i biegnie do domu. Wpada
bez tchu i od razu zaczyna tłumaczyć mamie, że pamiętał o tym, by zapytać,
któa jest godzina, a kiedy okazało się, że jest tak późno, biegł całą drogę do
domu.

Pierwsza odpowiedź matki:
"Mam dosyć twoich tłumaczeń! Wiem teraz, że nie można ci ufać. Tym razem
zostaniesz ukarany. W przyszłym tygodniu codziennie po szkole będziesz
siedział w domu. I nie myśl, że będziesz bez przerwy oglądał telewizję. Powiem
opiekunce, żeby nie pozwalała ci oglądać telewizji wtedy, kiedy nie ma mnie w
domu. Możesz iść prosto do swojego pokoju, bo jest już po obiedzie. Może to
cię wreszcie czegoś nauczy!"

Co Bobby mógłby sobie pomyśleć?

Druga odpowiedź matki:
"Ojej, jesteś cały spocony! Zaraz wytrę ci twarz. Obiecaj mi, że nigdy więcej
się nie spóźnisz. Jestem przez ciebie kłębkiem nerwów. Idź teraz umyć ręce,
pospiesz się, proszę, bo obiad stygnie. Och, mamusia ci go odgrzeje."

Co Bobby mógłby sobie pomyśleć?

Trzecia odpowiedź matki:
"Mówisz mi, że się starałeś i to mnie cieszy, ale nadal się martwię. Nie chcę
już więcej zamartwiać się z tego powodu. Oczekuję, że kiedy powiesz: Będę w
domu o 17.45, to dotrzymasz słowa. Już jedliśmy. Nie ma więcej kurczaka, ale
jeśli chcesz, możesz sobie zrobić kanapkę."

Co Bobby mógłby sobie pomyśleć?
Obserwuj wątek
    • hovawartka Re: SDR - ćwiczenie 11 11.05.09, 00:03
      I - nie ma sensu się starać; chciałem dobrze; to niesprawiedliwe;

      II - zaś marudzi...; olać ją;

      III - ok, nastepnym razem na serio dotrzymam słowa; moze byc
      kanapka - wszystko jedno
      • ja_janka Re: SDR - ćwiczenie 11 12.05.09, 00:21
        Ufff... nie było mnie trochę ale właśnie nadrobiłam zaległoścismile
        Oczywiście mam podobne wnioski jak hovawartka. Ale to było łatwe - testy zawsze są łatwiejszesmile Łatwo wybrać właściwą odpowiedź zwłaszcza kiedy się to czyta na spokojnie (bo wcale się teraz nie martwię tylko sobie wyobrażam że martwiłabym się).
        I tutaj pytanie - nie w kwestii ćwiczenia tylko całej Szkoły. Dziewczyny czy widzicie różnicę jakościową w swoich relacjach z dziećmi? Czy to że ktoś wytknie błędy, wytłumaczy, pokaże - na ogólnych bądź co bądź przykładach - dużo daje? Wiem że każdy uczestnik kursu może mieć inne odczucia ale ciekawa jestem Waszych wrażeń. Widzę z tego co piszecie że jest to bardzo ciekawa sprawa i można się dużo dowiedzieć ale jak to się sprawdza w życiu? Takie to moje (wątpiącej w siebie matki) wątpliwości...
        • malabru Re: SDR - ćwiczenie 11 12.05.09, 10:07
          Wiesz co, ja po każdych zajęciach wychodzę naładowana informacjami i przede
          wszystkim pomysłami jak sobie radzić z dziećmi. Potem w domu testuję swoje
          pomysły. W większości przypadków efekty tych prób są zadziwiające. Dzieci
          pięknie reagują, wręcz książkowo. Ale oczywiście są też sytuacje, kiedy to co
          mówię nie działa. Wydaje mi się, że stosuję wszystkie techniki jak należy.
          Oczekuję, przypominam, informuję o konsekwencjach, które potem egzekwuję a
          dzieci nic. Zero współpracy. Kiedy pytam się na spotkaniu co i jak okazuje się,
          stosowałam te metody nie tak jak trzeba. Tymi magicznymi zwrotami maskowałam
          swoje stare nawyki. Przykład?
          Ze sprzątaniem.
          Przed dobranocką powiedziałam dzieciom, że chcę żeby sprzątnęły zabawki w
          pokoju. Wymieniłam dokładnie co trzeba sprzątnąć i gdzie to powkładać.
          Przedstawiłam dzieciom swoje oczekiwania i wydałam precyzyjne polecenie. Tak mi
          się wydawało. Ale pojawił się problem, bo córka wzięła się za sprzątanie a syn
          nie. Powtórzyłam synowi na czym mi zależy i powiedziałam o konsekwencji tego, że
          pokój nie będzie posprzątany. Tomek w dalszym ciągu nie sprzątał. A widziałam
          jednocześnie, że Natalka sprząta. Więc co zrobiłam? Po sprzątnięciu połowy
          zabawek przez córkę pozwoliłam jej oglądać dobranockę a Tomka zostawiłam z
          resztą zabawek i kazałam sprzątać. Bajki nie obejrzał. I co? Zapowiedziałam
          konsekwencje, przeprowadziłam to. I zrobiłam źle.
          Trzeba było jeszcze powiedzieć co i kto ma sprzątnąć albo kazać im wybrać, żeby
          dzieci dobrze wiedziały co należy do nich. Do przyjęcia jest też sytuacja, że
          jedno dziecko sprząta a drugie się obija, jeśli obojgu to pasuje, bo następnym
          razem może być odwrotnie. Zbyt mocno ingerowałam w to ich sprzątanie. Należało
          ich zostawić z zadaniem samych. Dać swobodę działania i zachęcić do
          samodzielnego uporania się z zadaniem.
          Wniosek z tego taki, że czasem mi się wydaje że robię dobrze, ale okazuje się,
          że jest inaczej. Wiele się trzeba nauczyć, bo tych metod nie da się stosować
          osobno. Należy pamiętać o wszystkim, o akceptowaniu uczuć o zachęcaniu do
          współpracy przy jednoczesnym umożliwieniu samodzielnego działania. W sytuacjach
          prostych sprawa jest jasna i jak coś zrobisz raz i widzisz że działa to potem
          jest już łatwo, ale jak tylko sytuacja się komplikuje zaczynają się schody.
          Ogromną wartością dodaną tych zajęć jest to, że możemy czerpać z doświadczeń
          innych uczestników kursu. Każdy z nas spotyka się w domu z innymi sytuacjami.
          Opowiadając o nich na zajęciach daje nam też szansę uczenia się na cudzych
          błędach. To jest najcenniejsze, bo teoria teorią a praktyka praktyką.
        • mbkow Re: SDR - ćwiczenie 11 12.05.09, 10:57
          mam dokladnie to samo co Marta. wydaje mi sie, ze robie cos ok, a potem okazuje sie, ze wcale nie!
          przyklad. moj synek ma problem z braniem udzialu w zajeciach w przedszkolu. wczoraj po 2 tygodniach przerwy wrocil do przedszkola i pani powiedziala mi, ze pieknie uczestniczyl w zajeciach. a w tych, z ktorymi ma najwiekszy problem, wyraznie sie staral. chcialam wzmocnic to jego zachowanie przez pochwale. powiedzialam: wiem od pani, ze byles grzeczny, bardzo sie z tego ciesze. i potem pomyslalam grzeczny-sreczny kurde. to, ze byl grzeczny to pikus w porownaniu z tym, ile go to kosztuje. zamiast odnosic sie do zachowania w stosunku do pan, powinnam skupic sie na tym, ze przelamal swoje opory, bral udzial w zajeciach i to jest super...

          mimo tych wpadek i swiadomosci bledow widze pozytywne roznice wink najwazniejsze byly dla mnie wszystkie informacje, ktore uswiadomily, jakie sa faktyczne powody zachowan dzieci. ze chlupanie jest w ich naturze, ze one caly czas mutują wink ze wiele dla nas rzeczy oczywistych dla nich jest zupelna nowoscia lub tez sa zbedne. bardzo wazne bylo tez to, ze moge/powinnam przepraszac dzieci, wycofywac sie z wlasnych glupich pomyslow, szanowac je i ufac im. sposob mi bliski, ale obcy pokoleniu naszych rodzicow. jakos tak sie skupilam na dzieciach i sobie. znam swoje mozliwosci i ograniczenia, znam swoje dzieci i realnie oceniam, co moge zrobic... przytlacza mnie na razie ta wiedza, ta swiadomosc bledow. ale tez mam taki spokoj. robie, co moge wink jest coraz lepiej.
          na kursie pracujemy na konkretnych przykladach i doprawdy mamy wszyscy bardzo podobne problemy. nawet mimo roznic w wieku naszych dzieci. czeto rozmawiamy o czyms i nagle wylania sie zupelnie inny wazki problem. wiadomo, ze masa rzeczy pozostaje niedopowiedziana, ale pracujemy nad takim sposobem myslenia, ktory sprawi, ze w miare zdobywania doswiadczen bedzie nam latwiej, a potem po porstu latwo stosowac te metody.
          takze to sie sprawdza, powolutku, powolutku smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka