Dodaj do ulubionych

Mówienie prawdy

10.05.09, 17:41
Wywolana do odpowiedzi - co sądzicie o uczeniu dzieci mowienia
wyłącznie prawdy?
Owszem, jestem za uczeniem dziecka, ze nie wolno oszukiwac, ze nie
wolno pewnych rzeczy ukrywać (stopni, uwag w szkole, niebezpiecznych
wydarzeń). Ntomiast jestem przeciwna - i wrecz nie rozumiem jak jest
w ogole mozliwe uczenie, ze nalezy nigdy, w zadnych okolicznosciach
klamać.
Przeciez uczymy, aby nie mowilo babci, że zupa nismaczna, prezent
brzydki, zeby nie mowilo kolezance, ze jej nie lubi itd.
Nie wydaje mi się tez, aby starsze dziecko musialo byc zawsze
zmuszone, aby na pytania rodziców odpowiadać pradę. Ma prawo na
pytanie "Pokłócilas się z Izą?" - odpowiedzieć "nie". Gdy nauczymy
j, ze ma zawze odpowidac zgodnie z rzeczywistoscią, nie bedzie miao
zadnej prywatności. Uniknięcie odpowiedzi jest zwykle potwierdzeniem
podejrzeń.
Podobnie rodzice powinni mowic dzieciom prawdę, ale maja prawo ją
ukryć -gdy dotyczy to spraw niezwykle przykrych la dziecka, a
niekoniecznych mu do zyca, albo spraw osobistych.
Obserwuj wątek
    • aluc Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 17:59
      nie mogę uczyć dziecka czegoś, w co sama nie wierzę ani nie stosuję

      prawdę mówiąc, nawet nie jestem pewna, czy tych stopni i uwag to
      bezwzględnie i obiektywnie nie należy ukrywać, czy też nie należy
      ukrywać, bo inaczej rodzic wyjdzie przed szkolą na palanta wink
      • bi_scotti Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 18:35
        Prawdy moze nie, bo to czasem naprawde (no pun intended wink ) trudne
        do zdefiniowania ale UCZCIWOSCI to sie staralam moje dzieci nauczyc.
        Tej takiej wewnetrznej uczciwosci, ktora wlasnie nie pozwala kogos
        skrzywdzic mowiac mu, ze jego nowe buty sa brzydkie a babcia zupe
        przypalila. Na pewnym etapie ja nie musze juz wiedziec jakie stopnie
        ma moje dziecko w szkole tak dlugo jak mi UCZCIWIE powie, ze jest
        (albo nie jest) OK ze wszystkimi obowiazkami.
        Prawda to mi sie tak jakos kojarzy z kosciolem albo z policja wink A
        ja ani spowiadac, ani przesluchiwac moich dzieci nigdy nie mialam
        potrzeby. Natomiast duza wage przywiazuje do wzajemnego zaufania i
        uczciwosci.
        Pewnie cos niejasno to tlumacze ale to jest trudny temat. Naprawde wink
      • haritka mowienie wszystkiego o szkole jest bezpiecz 19.05.09, 09:40
        jest bezpieczne dla dziecka o ile ma madrych rodzicow
    • mariefurie Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 18:41
      Bardzo się cieszę, że podjęłaś temat. smile Dziękuję.
      Bo wydaje mi się, ze samo to zagadnienie jest bardzo istotne, zarowno z p widzenia dziecka jak i rodzica, oraz - relacji (prawdomówności) rodzic-dziecko i zakresu tej prawdomówności. Nie tyle może prawdomówności osoby przepytywanej, ile nacisków na prawdomówność strony pytającej.
      Caasami wiemy, ze dziecko kręci. Wimy ze kręci, ale odpuszczamy sobie dochodzenia do prawdy, bo po co. Im bardziej przyciskamy, tym bardziej dziecko zmuszamy do kłamstwa (jezeli ono samo z siebie nie chce tej prawdy powiedziec).
      Powstaje sytuacja: dziecko wie, ze kłamie. rodzic wie, ze dziecko kłamie. Dziecko wie, ze rodzic wie, ze dziecko kłamie, i że rodzic odpuszcza dochodzenia prawdy. Bo temat zamknięty i nikt nikomu nie dobiera się do sedna.
      Pytanie, jakie to może rodzić konsekwencje na przyszlość relacji rodzic-dziecko?

      Poruszyłaś (szkoda ze bardzo skrótowo) m.in. kwestię dość pospolitą :
      "Przeciez uczymy, aby nie mowilo babci, że zupa neismaczna, prezent brzydki, zeby nie mowilo kolezance, ze jej nie lubi itd."
    • inguszetia_2006 Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 20:17
      Witam,
      Przyznam, że problem wydaje mi się czysto akademicki.
      Człowiek to urodzony kłamca;-D
      Nie wierzę, by komuś udało się przedsięwzięcie pod tytułem; "moje
      dziecko nie kłamie i tak będzie już zawsze". Bo jak to sprawdzić?;-D
      Pzdr.
      Inguszetia
      • verdana Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 20:32
        I tu sie własnie zgadzam w 100%. W 200 nawet.
        Przecietnie czlowiek klamie, jak wyliczyli psychologowie 20-30 razy
        dziennie. Sprobujcie jutro dzień mowic tylko prawde, a pojutrze
        możecie pozostac bez rodziny, pracy i przyjaciół.
        Ja tez uwazam, ze nalezy uczyć uczciwości. Klamstwo moge tolerować,
        oszustwa raczej nie (nie pisze zawsze - nigdy nie mow nigdy).
        Moje dzieci moga powiedzieć - i wrecz powinny - mnie, gdy ugotuję
        obiad, ze cos im nie smakuje, bo to jest dla mnie wazna informacja i
        nie uwazam kazdego obiadu za wydarzenia. Co innego powiedziec babci,
        ktora się starała na przyjscie wnuka, ze nie bedzie się jadlo, bo
        niedobre. Owszem, dziecko powinno umiec mowic "nie", ale powinno
        także wiedziec, kiedy jego przyjemność i wygoda nie jest
        najwazniejsza. Dziecko - a i czlowiek dorosly - powinien nie tylko
        dbac o siebie, ale i liczyć się z innymi. Mam wrazenie, że mamy tu
        prawo wahadla - kiedys uczono, ze własne potrzeby powinny ustąpic
        przed potrzebami innych, teraz - ze inni sie nie liczą i lepiej
        zrobić tak, aby nam było dobrze, niz żeby nie skrzywdzic kogoś.
        Żadna z tych opcji nie jest dobra.
        Dziecko, ktore cos ukradlo (a zdarzało się, zdarzało) bylo bardzo
        surowo karane. I za klamstwo i przed wszystkim - za kradzież.
        Przeciez nikt chyba nie uwaza, ze dzieko ma prawo kłamac zawsze,
        ukrywac swoje "przestepstwa", zwalac na kogos winę itd.
        • a.nancy Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 11:58
          > Przecietnie czlowiek klamie, jak wyliczyli psychologowie 20-30 razy
          > dziennie. Sprobujcie jutro dzień mowic tylko prawde, a pojutrze
          > możecie pozostac bez rodziny, pracy i przyjaciół.

          no nie wiem
          zeby musiec sklamac 20-30 razy, musialabym caly dzien gadac i to o ważnych
          rzeczach (w nieważnych nie warto kłamać)
          tak się składa, ze nie mam codziennie okazji do kłamstwa i tyle
          nikt mnie nie pyta czy ma ładne buty
          nikt mi nie każe chwalić niesmacznej zupy
          nie kradnę i nie popełniam tylu drobnych wykroczeń, żebym musiała je ciągle kryć
          itd., itp. smile
          przykłady jedynie... przykładowe wink chodzi mi o to, ze po prostu nie mam powodów
          by kłamać
          w każdym razie nie 20 razy dziennie
          • aluc w nieważnych nie warto? 11.05.09, 12:04
            wydaje mi się, że właśnie w drobnych sprawach jest cała masa
            drobnych, niewinnych kłamstewek, w dodatku łatwych do weryfikacji, a
            jednak używanych i powszechnie (przynajmniej tak mi się wydaje)
            akceptowanych

            spóźniamy się na spotkanie (ważne, czy nieważne) albowiem za długo
            siedziałyśmy w necie, chciałyśmy obejrzeć do końca ulubiony serial,
            zmieniałyśmy tysiąc razy koncepcję ubioru etc. etc. - jednakowoż
            standardowo tłumaczymy się korkami na mieście - kłamstewko
            przyjmowane bez problemów, chociaż najczęściej z porozumiewawczymi
            mrugnięciami

            płacimy w sklepie gotówką, mając w bliskiej perspektywie opłacenie
            parkomatu czy wzięcie sklepowego wózka, więc pani w sklepie mówimy
            "nie mam drobnych" z uroczym przepraszającym uśmiechem, nie
            tłumacząc, na co, ile i dlaczego potrzebujemy tych drobnych, których
            nie możemy aktualnie jej dać

            odbieramy list na poczcie dla naszego parnera niesakramentalnego i
            nie wchodząc w zawiłe interpretacje prawa telekomunikacyjnego mówimy
            "to mąż"

            w drobnych kłamstewkach (wobec dzieci również) ukrywamy powody
            odmowy typu "nie chce mi się", "nie mam ochoty" - nie dlatego, że
            nie chcemy kogoś urazić, ale dlatego, że wydaje nam się, że
            konkretny powód zewnętrzny naszą odmowę bardziej uwiarygodni

            te kłamstwa nikogo nie krzywdzą, a znacznie ułatwiają życie
            • a.nancy Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 12:41
              pewnie masz racje, ale tak czy inaczej:
              nie spóźniam się codziennie ani nie odbieram codziennie cudzych listów, tak czy
              siak nie mam po co kłamać, cholibka, a może ja po prostu ideał jestem? wink
              • verdana Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 16:11
                Nie mowisz "Miło mi, ze Cie widzę?", "nic sie nie stało", "tak,
                chetnie to zrobie", "nie, nie przeszkadzasz mi"?
                • asia.sthm Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 16:44
                  A przepraszam, po jaka cholere to mowic jesli nie jest prawda?
                  Nikt nikomu nie przystawia karabinu, nie zmusza to paplania takich
                  blahostek, niezgodnych z prawda. Mozna przeciez krotko powiedziec
                  - Czesc
                  - Stalo sie, to sie nie odstanie
                  - Zrobie to
                  - Zrobie sobie przerwe

                  Po co do prostego tekstu dodawac na sile jakies uprzejmosci, od
                  ktorych wnetrznosci sie przewracaja? Ze juz o zbrukanym sumieniu nie
                  wspomne.
                  • verdana Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 18:01
                    Bo tego bardzo czesto wymaga sytuacja. Ot, w niedzielę rzuca mi się
                    na szyje dawno nie widziana znajoma, ktora kiedys lubiłam, teraz
                    mniej i mowi "jak się cieszę, ze cie widze, naprawde, strasznie się
                    cieszę". Mogę odpowiedziec "Cześć" - niech wie, że jej juz nie lubię.
                    Moje niechcący dziecko stłuklo moj ulubiony kubek (trzy dni temu).
                    Jest bardzo, ale bardzo zmartwione, z trudem mi o tym mowi.
                    Mowię "Co sie stało, to sie nie odstanie" - po co pocieszac dziecko -
                    nalezy mu uświadomic, ze powinno mu byc przykro - chociaz widze, ze
                    już jest.
                    Mama prosi, abym cos jej kupiła w sklepie internetowym, przy czym
                    wie, ze tego nie lubię. Wiec pyta, czy może, czy na pewno mi to nie
                    przeszkadza, bo ona własciwie nie musi tego miec, jak mi
                    niewygodnie. Na oswiadczenie - suche i zwięzłe "zrobię to"
                    najprawdopodobniej powie "nie, nie - nie trzeba".
                    Moja przyjaciółka dzwoni z płaczem, rozwodzi się. Pyta, czy może
                    mowic, czy nie przeszkadza. Odpowiedź "zrobię sobie przerwe " jakos
                    nie pasuje. czyli co - powiedzieć "przeszkadzasz"?
                    To wszystko sa przyklady z ostatnich paru dni. Owszem, można
                    odpowiadac tak, aby nie skłamac, pod warunkiem, ze mówienie zawsze
                    prawdy - a i to jak widac nie całej- jest dla nas wazniejsze niż
                    uczucia innych ludzi.
                    • asia.sthm Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 20:06
                      > Mowię "Co sie stało, to sie nie odstanie" - po co pocieszac
                      > dziecko - nalezy mu uświadomic, ze powinno mu byc przykro -
                      > chociaz widze, ze już jest.

                      A nie, tu odwoluje co napisalam. Dziecko pocieszylabym z wielkim
                      entuzjazmem, szczerze. Bez kubka sie obede, palpitacji nie dostane,
                      niech sie dziecko o moj smutek nie obawia, przejdzie mi. Bo
                      przejdzie szybko.

                      > Mama prosi, ....> najprawdopodobniej powie "nie,nie - nie trzeba".

                      Jak mama prosi, to ja miekne nawet jesli czegos nie lubie. Od
                      czasu do czasu moge sie poswiecic i naklonic do entuzjazmu, ale
                      napewno sie dowie ze nie cierpie kupowania w internecie. Jesli nadal
                      mnie prosi, to niech zna moje cierpietnictwo. Takie przyslugi moze
                      przejac z checia ktorys wnuk....dorosly smile

                      > Moja przyjaciółka dzwoni z płaczem, rozwodzi się.>

                      Nie przeszkadza, przerywam kazda najwazniejsza robote i wysluchuje.
                      Po to ma sie przyjaciol. No chyba, ze sie akurat pali to proponuje
                      ze oddzwonie za 5 minut i oddzwonie nawet jesli nie calkiem ugaszone.

                      > Owszem, można
                      > odpowiadac tak, aby nie skłamac, pod warunkiem, ze mówienie zawsze
                      > prawdy - a i to jak widac nie całej- jest dla nas wazniejsze niż
                      > uczucia innych ludzi.

                      Nie zgadzam sie. Nieszczere upiekszanie prostych komunikatow nie
                      sluzy dobrej sprawie. Zyje sie w zaklamaniu, jest sie niewolnikiem
                      narzuconych form obcowania z bliznimi. Do tego jest to uciazliwy dla
                      obu stron nawyk, ktorego mozna sie pozbyc, jesli sie potrenuje.
                      I co to za dbanie o uczucia innych ludzi, jesli wciska im sie swoj
                      falszywy wizerunek...a oni glupcami nie sa i natychmiast widza ten
                      prawdziwy, a graja jakby nie widzieli. To cyrk sie z tego robi.
                      • verdana Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 21:13
                        Jesteś za, a nawet przeciw???
                        przeciez w tych wypadkach, ktore wymienilam, calkowicie się
                        zgodzilas, ze sklamać trzeba. Oczywiscie, nie zawsze trzeba i
                        należy - ale jest bardzo wiele wypadkow, gdy upiekszamy komunikaty i
                        nic z tym zrobic nie można. I nie zawsze jest to,jak widac -
                        zaklamanie. Owszem, zaklamanie bywa w pracy, gdzie nie powiem
                        szefowi, ze jego pomysl jest zły, bo nie mam ochoty wylecieć. Ale w
                        wielu kontaktach takie komunikaty to nie jest zaklamanie, tylko
                        empatia i uprzejmość. I ja nie wiem, czy uprzejmość musi być naszym
                        fałszywym wizerunkiem? Może jest własnie prawdziwym...
                        • asia.sthm Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 22:32
                          > Jesteś za, a nawet przeciw???
                          > przeciez w tych wypadkach, ktore wymienilam, calkowicie się
                          > zgodzilas, ze sklamać trzeba.

                          Verdano, jestes wprost nie do wytrzymania w tej kwestii. Uparta jak
                          osiol. Wcale sie nie zgodzilam, ze nalezy sklamac. Napisalam jak
                          ja, ABSOLUTNIE szczerze, zareagowala bym w podanych przez ciebie
                          sytuacjach zakladajac ze bylaby to moja mama, moje dziecko, moja
                          przyjaciolka.

                          Uprzejmosc na codzien jest chwalebna cecha. Uprzejmosc to: prosze,
                          dziekuje, dzien dobry, przepraszam.
                          To o czym tu obie rozmawiamy to niepotrzebne, nieszczere deklaracje,
                          piorun wie do czego potrzebne. Zly nawyk mowienia co inni wydaje nam
                          sie chca uslyszec. A ludzie wola uslyszec prawde od steku
                          ladnych, ociekajacych falszem slowek.
                          Nie musisz mi wierzyc, mozesz najpierw sprobowac ostroznie na
                          obcych. Najpierw sie zdziwia, a potem docenia. Albo uciekna wink
                          • mariefurie Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 22:40
                            Asia, tu akurat w tej kwestii popieram. czym innym jest uprzejmość, czym innym
                            fałsz w takich sytuacjach, który niczemu nie słuzy. Zgadzam się.
                          • verdana Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 22:42
                            No to ja zareagowałam absolutnie nieszczerze. Bo kubka żal, kupienie
                            matce czegos jest rzeczywiscie klopotem, a przyjaciółka nudzi mnie
                            nieodmiennie.
                            I nie mam sobie nic do zarzucenia. Nawet nieszczerości.
                            A swoja drogą jestem przekonana , ze okłamujesz samą siebie. Że po
                            prostu często z przyjemnoscią mówisz prawdę prosto w oczy i jest ci
                            przyjemnie, ze Ty jestes w porządku, chocby znajomemu bylo przykro.
                            Że czerpiesz czasem z jego zmieszania i zaklopotania satysfakcję. Bo
                            kazdy czasem lubi komus zrobić przykrość - po prostu. A Ty robisz
                            przykrść udajac, ze to jest jedyne przyzwoite zachwanie.Że uwazasz,
                            ze uczucia innych są nieskończenie mniej wazne niż Twoje.
                            Nie wydaje mi się,aby tak szczery człowiek mogł byc zarazem dobrym
                            człowiekiem. Raczej jest czlowiekiem, ktry wierzy, ze jego racja
                            jest najwazniejsza i zawsze godna wypowiedzenia i uwagi.
                            To jest naprawdę to, co o Tobie myślę - nie twierdzę wcale, ze Cię
                            dobrze scharakteryzowałam, ale to jest wlasnie szczerość, a wolisz
                            prawdę od nieszczerych słów.
                            • mariefurie Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 22:46
                              A do kogo to było powiedziane?
                            • asia.sthm Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 23:16
                              > To jest naprawdę to, co o Tobie myślę - nie twierdzę wcale, ze Cię
                              > dobrze scharakteryzowałam, ale to jest wlasnie szczerość, a wolisz
                              > prawdę od nieszczerych słów.

                              Wole. I z ciekowscia wchlonelam kazde slowo.
                              Watpie jednak czy ktos kto mnie zna rozpoznalby mnie z twojej
                              charekterystyki, bo ja naprawde bardzo rzadko sprawiam ludziom
                              przykrosc. Jesli juz, to przez roztrzepanie. Przewaznie widze w
                              ludziach to co ladne i dobre i chetnie im o tym mowie. Sku...eli
                              bardzo malo napotykam. Tak jakby mnie unikali albo co. Naprawde nie
                              mam powodow aby walic bliznich okrutna prawda po oczach.
                              Szczesciara jestem.
                              • asia.sthm Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 23:20
                                Przepraszam, musze sprawdzic sku...eli. Jestem przekona,ze nie ja
                                ich wykropkowalam. Ki diabel? Automatow nawlaczali, to moze i
                                automatyczna kropkowana cenzura sie dziala.
                                • asia.sthm Re: w nieważnych nie warto? 11.05.09, 23:24
                                  Slowo honoru: automatycznie sie kropkuje. Ale ubaw smile Ku...
                                  I co teraz biedne trole poczna?
                                • verdana Re: w nieważnych nie warto? 12.05.09, 17:20
                                  Do Asi. Mnie regularnie wykropkowywalo gowniarzy (napisalam prze O,
                                  może system się nie zorientuje).
                                  Ja jestem Asiu przekonana, ze Ciebie z mojej charakterystyki nikt
                                  nie pozna... Tylko problem w tym, ze jak mniemam, Ty jednak się
                                  kontrolujesz - aale Twoja teoria spowoduje, ze wiele osoba zacznie
                                  naprawde mówic to co mysli i to co czuje - a to czasem lepiej
                                  zatrzymac dla siebie, miedzy innymi dlatego, ze nasze odczucia mogą
                                  byc błedne, a uczucia nie najwazniejsze.
                                  • asia.sthm Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 01:16
                                    Do Verdany. Gowniarze ci przeszli nieocenzurowani. Nadal mnie korci:
                                    kupa dupa gó... no i widac co mozna

                                    Verdano, oczywiscie ze sie kontroluje, jestem wkoncu stateczna
                                    matrona. Nie moge sobie pozwolic na okropne glupoty, ktore owszem
                                    czasem przychodza mi czasem do glowy.
                                    Ale sprobuj wykrzesac z siebie choc ciupke zaufania do mnie i
                                    przyjac wyznanie, ze nie nalgalam ani razu od jakichs z
                                    zaokragleniem 30 lat.
                                    W dziecinstwie lgalam jak z nut z przymusu, we wczesnej mlodosci z
                                    przyzwyczajenia, az wreszcie mnie to zmeczylo. Nie klamie i juz.
                                    Czasem milcze. Raz na 10 lat opiernicze kogos na wscibstwo czy
                                    dociekliwosc, ale to da sie wytrzymac.

                                    I ostatni akapit.
                                    Odczucia nie moga byc bledne. Nasze odczucia sa nasze, glupio
                                    komus powiedzic mi, ze blednie odczuwa. Jest jakis przepis na
                                    prawidlowe? No i nie zgodze sie, ze uczucia nie sa najwazniejsze. Sa!
                                    • verdana Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 20:59
                                      Mogę uwierzyc, ze nie nałgałas świadomie. Nie wierze jednak, ze ani
                                      razu przez trzydzieści lat nie nałgałaś grzecznościowo i masz
                                      jeszcze znajomych...
                            • a.nancy Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 10:47
                              verdana napisała:

                              > No to ja zareagowałam absolutnie nieszczerze. Bo kubka żal, kupienie
                              > matce czegos jest rzeczywiscie klopotem, a przyjaciółka nudzi mnie
                              > nieodmiennie.

                              no widzisz; a dla mnie:
                              smutek dziecka jest większym problemem niż wszystkie kubki świata,
                              zrobienie przysługi mamie nie jest kłopotem,
                              a przyjaciółka która mnie nudzi nie jest przyjaciółką, co zmienia wydźwięk
                              sytuacji, nudnej koleżance mogę z czystym sumieniem zaproponować, ze
                              oddzwonię wieczorem.
                              • bi_scotti Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 19:19
                                a.nancy napisała:

                                > no widzisz; a dla mnie:
                                > smutek dziecka jest większym problemem niż wszystkie kubki świata,
                                > zrobienie przysługi mamie nie jest kłopotem,
                                > a przyjaciółka która mnie nudzi nie jest przyjaciółką, co zmienia
                                wydźwięk
                                > sytuacji, nudnej koleżance mogę z czystym sumieniem
                                zaproponować, ze
                                > oddzwonię wieczorem.
                                >

                                Wiesz co, powiem szczerze, ze nie wierze wink
                                Dzieciak sie posmuci i mu przejdzie a kubka zal, bo byl z jakichs
                                tam wzgledow istotny. Ale z drugiej strony, dorosly czlowiek nie
                                powinien sie roztkliwiac nad kubkiem wiec sie szczeniakowi mowi "no
                                problem" chociaz w duszy kubka zal, czesto jeszcze bardzo dlugo
                                (zamiast kubka nalezy wpisac te rzeczy, ktore dzieci zniszczyly
                                niechcacy w ciagu ostatnich 20 lat wink )
                                Z mama ten sam scenariusz - to nie jest tak, ze zrobienie mamie
                                jakiejkolwiek pzryslugi NIGDY nie jest klopotem. Wielokrotnie jest,
                                cudow nie ma. Ale znowu, dorosly czlowiek zaciska zeby i mowi "OK,
                                no problem, mnie jest latwiej nagiac sie do Twoich potrzeb niz Tobie
                                z nich zrezygnowac".
                                A najukochansze i najwierniejsze nawet przyjaciolki potrafia od
                                czasu do czasu nudzic, przytruwac, dzwonic w zlym czasie, powtarzac
                                sie, pytac o zdanie a potem je olewac - no ludzka rzecz. I znow sie
                                czlowiek w sobie spina i gra zeby jednak miec poczucie, ze jest
                                jakos tam przyzwoitym.

                    • a.nancy kwestia interpretacji 13.05.09, 10:43
                      > Ot, w niedzielę rzuca mi się
                      > na szyje dawno nie widziana znajoma, ktora kiedys lubiłam, teraz
                      > mniej i mowi "jak się cieszę, ze cie widze, naprawde, strasznie się
                      > cieszę". Mogę odpowiedziec "Cześć" - niech wie, że jej juz nie lubię.

                      nie, mogę powiedzieć "cześć" i się szeroko uśmiechnąć, albo zagadać ja tak żeby
                      się nie zorientowała ("no to opowiadaj co u ciebie, blablabla...."

                      > Moje niechcący dziecko stłuklo moj ulubiony kubek (trzy dni temu).
                      > Jest bardzo, ale bardzo zmartwione, z trudem mi o tym mowi.
                      > Mowię "Co sie stało, to sie nie odstanie" - po co pocieszac dziecko -
                      > nalezy mu uświadomic, ze powinno mu byc przykro - chociaz widze, ze
                      > już jest.

                      "co się stało to się nie odstanie" - nie uważam tego za coś przykrego. dla mnie
                      raczej brzmi jak: "trudno, stało się, nie warto się tym przejmować".

                      > Mama prosi, abym cos jej kupiła w sklepie internetowym, przy czym
                      > wie, ze tego nie lubię. Wiec pyta, czy może, czy na pewno mi to nie
                      > przeszkadza, bo ona własciwie nie musi tego miec, jak mi
                      > niewygodnie. Na oswiadczenie - suche i zwięzłe "zrobię to"
                      > najprawdopodobniej powie "nie, nie - nie trzeba".

                      moja wie, ze jak mowie ze zrobię, to zrobię i nie warto dyskutować. ba:
                      przyjmuje ze spokojem nawet jak mowie "okropnie mi się nie chce ale zrobię to
                      dla ciebie" - bo znaczy to ni mniej ni więcej tylko to, co powiedziałam. jeśli
                      wie, ze nie lubię tego robić, a mimo to poprosiła, to raczej nie uwierzy w mój
                      udawany entuzjazm. czasami szybciej i prościej jest po prostu coś zrobić, niż
                      rozpatrywać godzinami co kto miał na myśli.

                      > Moja przyjaciółka dzwoni z płaczem, rozwodzi się. Pyta, czy może
                      > mowic, czy nie przeszkadza. Odpowiedź "zrobię sobie przerwe " jakos
                      > nie pasuje. czyli co - powiedzieć "przeszkadzasz"?

                      nie, bo jeśli to bliska osoba, to nawet jak przeszkadza, jest zapewne ważniejsza
                      niż to, co w tej chwili robię. a wiec odpowiedz (zgodna z prawda) brzmi: "nie
                      przejmuj się mną, tylko opowiadaj".
                • a.nancy Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 10:30
                  czasem mówię, ale na pewno nie 20 razy dziennie smile
                  najczęściej jest tak, że jak mówię ze mi miło, to faktycznie mi miło
                  a jak nie mam ochoty a muszę coś zrobić, to mogę zrobić bez słowa zamiast
                  wyrażać dziki entuzjazm.
                  gdybym miała 20 razy na dobę musieć robić dobra minę do złej gry albo się z
                  czegoś usprawiedliwiać, to by znaczyło, ze moje życie jest strasznie smutne i
                  skomplikowane, ciągle stykam się z niemiłymi ludźmi i sytuacjami. halo, 20-30
                  razy na dobę, to daje 1 kłamstwo na godzinę, a trzeba by jeszcze odliczyć 8
                  godzin snu. biorąc pod uwagę, ze do tego kilka godzin dziennie spędzam przed
                  komputerem i w tym czasie nie gadam z nikim, to przez pozostałą część dnia
                  musiałabym kłamać non stop.

                  nie twierdzę ze nigdy nie kłamię, ja tylko kwestionuję statystyki.

                  verdana napisała:

                  > Nie mowisz "Miło mi, ze Cie widzę?", "nic sie nie stało", "tak,
                  > chetnie to zrobie", "nie, nie przeszkadzasz mi"?
                  • verdana Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 16:40
                    To nie moje statystyki - to powazne badania naukowe grupy
                    psychologów. Myslę, ze sęk tkwi w definicji kłamstwa. Z reguly nie
                    uznajemy za kłamstwo grzecznosciowych formulek (zyczenia wszystkiego
                    najlepszego kolezance, ktora ma imieniny i wypada jej zlozyć
                    zyczenia), a przeciez to są klamstwa. Klamstwem może być też szeroki
                    usmiech na widok nielubianej osoby, życzenie dobrego dnia,
                    powiedzeni "juz iide" i siedzenie 10 minut przy komputerze.
                    • aluc Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 16:54
                      w kwestii tego ostatniego, z pewnością jestem znacznie powyżej
                      statystyk wink

                      o własnie, powinnam już być w drodze na zebranie
                    • a.nancy Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 17:09
                      > Klamstwem może być też szeroki
                      > usmiech na widok nielubianej osoby

                      o rany
                      to tej koleżanki miałam nie lubić, czy lubić trochę mniej? bo jak
                      nie lubię, to i szerokiego uśmiechu nie będzie. ale nie znam wielu osób, których
                      nie lubię do tego stopnia, żeby nie uśmiechnąć się na ich widok (szczególnie jak
                      połechcą moja próżność zapewniając o tym jak się za mną stęskniły big_grin ), wiec
                      znowu - mała szansa że trafi się okazja do nieszczerości.
                      zaraz sprowadzisz temat do absurdu i okaże się, ze kłamstwem jest nawet nie
                      powiedzenie
                      "bardzo mi przykro, ze cie widzę".

                      mam wrażenie, ze nie chcesz zrozumieć, ze naprawdę da się uniknąć 90%
                      "grzecznościowych kłamstw" nie będąc chamskim, po prostu przemilczając,
                      zmieniając temat, stosując wypowiedzi o wydźwięku neutralnym zamiast fałszywego
                      zachwytu...

                      > zyczenia wszystkiego
                      > najlepszego kolezance, ktora ma imieniny i wypada jej zlozyć
                      > zyczenia

                      wyobraź sobie, że ja zazwyczaj życzę dobrze ludziom, nawet tym, za którymi nie
                      przepadam. wyjątkiem jest kilka osób, które zaszły mi poważnie za skore i mnie
                      skrzywdziły, ale staram się z nimi nie utrzymywać kontaktów więc życzeń też nie
                      składam. kłamstwo jest świadomym mijaniem się z prawda. nie sadze, żebym kiedyś
                      świadomie powiedziała "życzę ci wszystkiego najlepszego", jednocześnie myśląc "a
                      żebyś zdechł".

                      > powiedzeni "juz iide" i siedzenie 10 minut przy komputerze

                      a jak powiem "za sekundkę", to tez kłamstwo, bo 10 minut to nie sekunda tak?

                      verdana, przedstawiasz strasznie nieszczęśliwy świat, pełen nielubianych
                      koleżanek, niedobrych obiadów i w ogólnie samych smutnych sytuacji w których bez
                      przerwy musimy robić dobra minę do złej gry. jakby moje życie tak wyglądało, to
                      bym miała niezłą depresję.
                      • mariefurie Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 18:16
                        Verdano, ale to co powiedziałaś teraz, to czy musi człowiek to wymawiac w takich sytuacjach?

                        Jakie są grzecznosciowe formulki? Ze komus powiem dzień dobry z usmiechem? No to mówie, jesli mam do tego czlowieka sympatię, i nawet zagadam, co słychać (nie grzecznościowo, tylko ze szczerej checi).
                        Prosty przykład (odwrotny). mam w pracy szefa (o prezesa chodzi), co jak mijam go na korytarzu, to udaje ze mnie nie zna. Na początku mówiłoam "czesc" (bo wspołczesna firma itp ęą i wszyscy per ty). Zero reakcji.
                        Potem, mijamy sie na korytarzy, mówię :dzień dobry". Nic. Jak puste miejsce. Potem - zaczelam olewać. Nie zna mnie facet, nie widzi jak mnie mija łeb w łeb na korytarzu - to ja też go nie znam. Co amm się przejmować jakimś dupkiem?W pas sie kłaniac? Tylko dlatego ze jest prezesem?
                        Próbowałam (odruchoiwo) nie wyszło. No to do widzenia.

                        Co znaczy WYPADA zlozyc zyczenia? Jesli nie mam ochoty, to nie składam. I tyle.
                        Ja tu czegoś nie rozumiem. I zgrzyta mi tu coś.

                        Prosząc Cie o założenie wątku, miałam na uwadze m.in. takie zdarzenia. (oprócz innych, które już opisałam),których szczerze mówąc nie rozumiem, bo ....nie rozumiem i juz! a na które napotykam sie codzien w zasadzie.
                        To są zdarzenia w urzędach. Ja zadaje pytanie, pani odpowiada bzdury (czuję to, wiem), ale nie powie, "przepraszam, zaraz sprawdzę,...zapytam.... cokolwiek. Tylko wciska kit.
                        Ide na przegląd auta, gośc stwierdza, ze przy przeglądzie wlaśnie pękł przewód hamulcowy , w miedzyczasie gadka z robociarzem (sceneria i i ęą, ze na pewno wymiana zajmie ponad 8! godzin)bo to taka ciężka praca iw ogole, i mówi(zaznaczam, autoryzowany warsztat). I mówi: 450 sama robocizna, plus przewód, plus płyn hamulcowy. W sumie ok 800 zł.
                        Po czym zacZynam dzwonic po znajomych, dzwonię wreszcie do poleconego mechanika, zgłaszam, co jest, a ten mi mówi ze za 200 zł wszystko zrobi. I tak właśnie zrobił Za 200 zł w tym laweta.
                        O czym mówię w ogole w tym watku o kłamstwie. Kłamstwo wymuszane w dziecinstwie, rodzi odruch kłamania, kombinowania potem, kiedys tam.
                        Przekłada się to na tak prozaiczne sprawy, jak wymiana kół w aucie, ktore zostały niechlujnie przykręcone i np. koło w aucie odpada podczas jazdy. Katastrofa i smierc. Kłamstwo w wielu przypadkach rodzi odruch robienia czegoś na tzw odwal się. I wtedy jest tragedia.
                        No ale któż by sie tym przejmował! Kombinujmy i usmiechamy się do woli, byle ładnie "dygnąć" i "dzien dobry" powiedzieć!
                        Nie leży mi to,takie podejście, i już.
                        Pól biedy jak się odwali niezasadnie czyjąś prace mag czy doktorską.
                        Da sie to jakoś obejsc czy nadrobić.
                        Gorzej, jak się powie właśnie do pacjenta - nie jest z panem zle (jak gosc ma raka i zostalo mu kilkadziesiat dni). Gorzej tez, jak zchałturzymy coś, za co ktoś zapłaci zyciem.
                        A przecież to wszystko wynika z kłamstwa. Oszustwa.
                        Tzw "dzien dobry" lub jego brak, na widok nielubianego sąsiada to jest pikuś.

                        Zgadzam sie nancy całkowicie. Może nie do konca rozumiem Verdane, ale...no wlaśnie chciałabym zrozumieć, jednak.
                        • bi_scotti Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 19:27
                          No toz mowie, ze nie o CALA PRAWDE i TYLKO PRAWDE przez 24 godziny
                          na dobe i 365 dni w roku chodzi tylko o UCZCIWOSC i PRZYZWOITOSC.
                          Taka ludzka, w ktorej zreszta i te drobne, uprzejmosciowe klamstewka
                          tez sie mieszcza.
                          Jestem przyzwoitym czlowiekiem: usmiecham sie uprzejmie do ludzi,
                          wybaczam bliznim przewinienia, staram sie byc uprzejma i sympatyczna
                          CHOCIAZ bywam zmeczona, znudzona, smutna, glodna itd. Jestem
                          przyzwoitym czlowiekiem: wykonuje moja prace w miare moich
                          mozliwosci i najlepszych checi, umiem przyznac sie do bledu, nie mam
                          problemu w szukaniu pomocy gdy czegos nie wiem.
                          I tak dalej w ten desen - jedno nie wyklucza drugiego, raczej chyba
                          wzajemnie sie uzupelniaja i wspolgraja w wiekszosci tzw. "porzadnych
                          ludzi", nie sadzisz?
                        • verdana Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 20:55
                          Nie skladam osobom nielubianym, ktorym nie muszę. Wielu muszę - nie
                          chcę zachowywac się jak Twoj szef. Nie złozyc życzeń pracownikowi,
                          bo go nie lubię? Ciotce, ktora marudzi? Twoja sytuacja z szefem
                          jest jak najlepszym przykladem na moja tezę - oceniasz faceta, który
                          nie odpowiada na Twoje "dzień dobry" bo nie ma ochoty jako dupka.
                          Czyli jednak uwazasz, ze POWINIEN Ci się kłaniać, czy ma na to
                          ochotę czy nie...
                          Reszta rzeczy wymienionych przez Ciebie to znacznie wiecej niż
                          klamstwa - to miganie sie i oszustwo. Nie twierdze przecież, ze
                          takie klamstwa są OK - natomiast klamstwa grzecznosciowe, klamstwa
                          służące zachowaniu prywatnosci są jak najbardziej dopuszczalne.
                          • mariefurie Re: w nieważnych nie warto? 13.05.09, 23:01
                            verdana napisała:

                            > Nie skladam osobom nielubianym, ktorym nie muszę. Wielu muszę - nie
                            > chcę zachowywac się jak Twoj szef. Nie złozyc życzeń pracownikowi,
                            > bo go nie lubię?

                            O nie nie, to nie jest ta kwestia, jeśli nie precyzyjnie się wyraziłam, to
                            przepraszam.
                            Właśnie prezes (pierwszy raz z czyms takim w zyciu sie spotykam) nie mówi
                            czesc/dzien dobry - nikomu. Bo gosc tak po prostu ma i juz.! I cały zarząd również.
                            A ze probowałam przy spotkaniu czlowieka (jak nawet nie wiedziałam kim jest)
                            powiedziec czesc/dzien dobry dziesiatki razy. Nie kłamliwie , tylko ze zwykłej
                            uprzejmości. Bo , zakładam, ze jezeli pracuje w jakiejs firmie, przyjeżdzam do
                            biura i spotykam na korytarzu w firmie ludzi (nawet mi nieznanych), to mówię -
                            dzień dobry lub mijając człowieka przynajmniej pochylam lekko głowę. To nie jest
                            "uprzejme klamstewko". To jest zwykły savoir-vivre.
                            Ale jezeli spotykam prezesa pare razy w tygodniu, ktory wie ze pracuje w jego
                            firmie ( inni tez 90 osob, nie tylko jawink i traktuje wszystkich jak powietrze,
                            nawet jakby w drzwiach się zetknął - no to jest to, z mojego puktu widzenia,
                            zwykłe chamstwo.
                            To tak, gwoli wyjasnienia i zapobieżenia mieszania pojęć.
                            • verdana Re: w nieważnych nie warto? 14.05.09, 09:35
                              Ja w ogóle tu nie widzę elementu kłamstwa. Przeciez mowiąc "dzień
                              dobry" nie myślalas "abys dzis zdechł, palancie"smile
                              A "savoir -vivre" to nic innego, jak uczenie ludzi, ze mają mowić w
                              okreslonych sytuacjach to co wypada, a nie to co myśla naprawdę.
                              • mariefurie Re: w nieważnych nie warto? 14.05.09, 23:13
                                verdana napisała:

                                > Ja w ogóle tu nie widzę elementu kłamstwa. Przeciez mowiąc "dzień
                                > dobry" nie myślalas "abys dzis zdechł, palancie"smile

                                --nawet jakbym palanta spotkała, to nic takiego do głowy mi nie przychodzi.

                                > A "savoir -vivre" to nic innego, jak uczenie ludzi, ze mają mowić w
                                okreslonych sytuacjach to co wypada, a nie to co myśla naprawdę.

                                --nie zgadzam sie , bo pod tak skrojona definicję można podciągnąc absolutnie
                                wszystko.
                                1. tchorzostwo
                                2. chamstwo
                                3. dwulicowośc
                                4. zdradę
                                5. szczerosc
                                6. wrażliwość
                                7. obojetność
                                8. zlosliwość
                                9. głupotę/niefrasobliwość

                                itp.

                                przykryć to wszystko hasłem savoir vivre, ale pod nim każdy będzie miał co innego.



                                • verdana Re: w nieważnych nie warto? 15.05.09, 14:31
                                  Ależ czymze innym w takim razie jest savoir-vivre, jak nie uczenim,
                                  co trzeba moowic, niezaleznie od czuć i prawdy/
                                  • mariefurie Re: w nieważnych nie warto? 15.05.09, 17:06
                                    verdana napisała:

                                    > Ależ czymze innym w takim razie jest savoir-vivre, jak nie uczenim,
                                    > co trzeba moowic, niezaleznie od czuć i prawdy/

                                    No dobrze, skoro tak mówisz.
                                    Ale wydawało mi sie, ze takt i maniery jest czym innym niz kłamstwo.
                                    W każdym razie, jesli savoir-vivre jest kłamstwem, to nie o tę i nie o taką
                                    definicję (i problem) kłamstwa mi chodziło.
    • sotto_voce Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 20:34
      Przeciw bliźniemu swemu nie wolno. I chyba wcale nie trzeba być
      wierzącym Żydem ani chrześcijaninem, żeby ten zakaz uznawać. I tylko
      tyle nie wolno (albo aż tyle). Ale tu też są oczywiście pułapki.
      Podam oklepany przykład - kiedyś uważano, że lepiej nie mówić
      choremu na raka, na co cierpi, żeby mu oszczędzić stresu, czyli niby
      dla jego dobra. Ale jednak wyrządzano mu tym krzywdę, bo nie miał
      okazji sobie uporządkować życia. Co do zupy - ja jednak uznaję prawo
      dziecka do odmowy zjedzenia, ale słowami "nie mam ochoty", a
      nie „jest ohydna". No i oczywiście są kłamstwa urocze, bez których
      życie straciłoby wiele ze swojego uroku. Jeden z moich synków ma na
      przykład wymyślonego przyjaciela. Postać ta dzisiaj schowała mojemu
      mężowi kąpielówki niemal torpedując wyjazd na basen.
      A sama raczej staram się mówić dzieciom prawdę, bo przynajmniej tę
      wersję będę pamiętać i nie wyjdę na idiotkę.
      • verdana Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 20:37
        Wymyslony przyjaciel to nie klamstwo, tylko fantazja. W ten sposob
        równiez literaturę i wypracowania szkolne mozna by nazwać klamstwem.
        • sotto_voce Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 20:43
          Moja definicja kłamstwa: świadome i dobrowolne mijanie się z prawdą.
          Rzecz jasna literatura piękna jest według tej definicji również
          odmianą kłamstwa. I bywała bezsensownie zwalczana przez rygorystów
          moralnych. Serio serio.
          • bi_scotti Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 20:53
            Jest jeszcze kwestia formy. Sa prawdy, ktore musza (lub powinny) byc
            powiedziane ale sa to prawdy trudne i dla nadawcy, i dla odbiorcy.
            Poruszony juz przyklad smiertelnej choroby to jedna z takich prawd.
            Ale sa tez kwestie np. "on mnie kocha, ja go nie, mama - jak ja mam
            mu to powiedziec zeby go nie zranic?" (z zalozenia niemozliwe
            niestety, prawda?) albo rodzice informujacy dziecko, ze sie rozwodza
            czy inne tego typu kwestie. Wiec ja bym raczej kladla nacisk na
            nauke formy roznych zachowan, szczegolnie w mniej przyjemnych czy
            trudniejszych sytuacjach niz na sam element "prawdy". Bo, wracajac
            do wspomnianej uczciwosci, rowniez prawde mozna tak zamotac, ze
            staje sie nieprawdziwa i odwrotnie poklamac mozna tak, ze staje sie
            to wybitnie wiarygodne i akceptowalne. Ale przeciez nie o to chodzi!
    • triss_merigold6 Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 20:53
      Myślę, że tylko człowiek z wrodzoną dysfunkcją mózgu nie potrafi
      kłamać. Dziecko w trakcie socjalizacji uczy się kłamać, jeśli nawet
      nie w domu to od rówieśników a najpóźniej w szkole. Są pozytywne
      kłamstwa z uprzejmości, świadome pomijanie pewnych informacji,
      kłamstwa z litości, dla ochrony prywatności, dla podbudowy samooceny
      czy dla uzyskania konkretnych korzyści.
      W pracy kłamię codziennie, zatajanie prawdziwej opinii o niektórych
      przedstawicielach otoczenia to moje drugie ja i kompletnie nie widzę
      powodu dla którego miałabym się tego wstydzić. Zamiast
      powiedzieć "wal się palancie" jestem rzeczowo uprzejma, bo tego
      fabryka wymaga. Polskiej szkoły bez notorycznego kłamania w postaci
      uników, wymówek, ściem etc. nie da się przejść i zachować zdrowych
      zmysłów.
      Moje dziecko czasem kłamie, czasem mówi prawdę, przy czterolatku
      wystarczy odpowiednio zadać pytanie, żeby uzyskać oczekiwaną
      odpowiedź. Kłamie zwykle w kwestii zjedzonego obiadu w przedszkolu
      albo udaje, że słania się na nogach kiedy trzeba sprzątnąć zabawki
      na kupę. IMO jest doskonale zdrowe psychicznie.
      Weredycy ideowo nieproszeni mówiący zwłaszcza niemiłą prawdę zdaje
      się nie cieszą się powszechną sympatią.
      • verdana Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 21:16
        Otóż to...
        Mowie przyjaciółce "Wybacz, nie moge ci pozyczyc tysiaca zlotych".
        Jesli nawet wie, ze klamię, to przyjaźn można ciagnąć. Jesli jej
        powiem "Nie chce ci pozyczyc tydsiąca złotych" - co jest szczera
        prawda tym samym konczę przyjaźń. Dzis wlasnie napisalam stsunkowo
        uprzejmy list do doktorantki, która kompletnie skopała rozdział - i
        nie napisalam "Rozdział jest do d...", tylko oblekłam to w inne
        slowa, tak, zeby chciało jej się jeszcze poprawiać. Swoista forma
        klamstwa. Tez się nie wstydzę i wstydzić nie zamierzam.
        • mariefurie Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 21:34
          Czyzby political correctness miało obowiązywac na każdej płaszczyźnie zycia i w
          każdej sferze zycia?? Aż tak?!

          A ja bym wolała, aby mi promotor wprost powiedział, co skopałam, a nie owijaŁ w
          bawełnę. Po co? Jak dostaję niejasny sygnal, to nie wiem jak reagować, czyli tak
          albo śmak. A jak dostaję jasna reakcję, to wiem, co mam zrobic/poprawić/zmienić
          itp.
          Nnnno...ciekawe, ciekawe...
          • verdana Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 22:41
            Toż ja jej w punktach wyliczylam wszystko co skopała. Dokładnie i ze
            szczegółami. W tekscie w kazdym miejscu i dodatkowo w obszernym
            mailu - krok po kroku.
            Nie napisalam tylko tego, co mi się cisnęło na usta - ze to
            kompletny chłam. Bo znam kilka przypadkow, gdy po takim oswiadczeniu
            delikwent nie mogł zabrac się do dalszego pisania, stracil pewność
            siebie.
            • myelegans Re: Mówienie prawdy 10.05.09, 23:36
              W tym wypadku mowienie, ze rozdzial jest do d...y to negatywna
              krytyka, nie wnoszaca wiele do meritum, a dzialajaca dolujaco na
              autora i robiaca szkode w jego samoocenie, zwlaszcza jezeli to jest
              pierwsza praca, pierwszy grant, pierwsza publikacja, dziala
              deprymujaco. Ty po prostu dalas jest kontruktynwa krytyke, z
              pozytkiem dla wszystkich.
              Jak wyslalam swoja pierwsza publikacje czy pierwszy grant do
              recenzentow (z perspektywy byly okropne), to zaden recenzent nie
              napisal "do niczego, kupa smieci" tylko zrobil rzetelna recenzje,
              nie pozostawiajaca na mnie suchej nitki, ale dzieki temu chcialam
              poprawic, popracowac, niebylo to zniehecajace. Wszystko zalezy od
              formy.

              Oczywiscie, ze klamie, albo jeszcze lepiej nie mowie i nie
              komentuje. Moze nie ucze dziecko klamac, ale nie ucze nie klamac.
              Bedziemy weryfikowac niuanse.
              Ostatnio w szpitalu moj 4-latek powiedzial, "ta pani jest gruba"
              zgodnie z prawda, to sie weryfikuje, bo sa pewne normy spoleczne.
              Brutalne mowienie prawdy w kazdej sytuacji, to towarzyskie
              samobojstwo.
              • bi_scotti Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 00:48
                Znow ktos wyraza niechec do PC wink A PC to glownie kwestia wychowania
                i pewnej wyrobionej wrazliwosci na subtelnosci towarzyskie i
                spoleczne. To jest w jakims sensie rozszerzona sfera dobrych manier.
                Tak NAPRAWDE to chce mi sie czasem niezle beknac albo
                puscic baka w towarzystwie ale przeciez tego nie robie, bo w naszej
                sferze kulturowej sa to zachowania trudne do zaakceptowania przez
                reszte towarzystwa. Podobnie z "prawdziwa" informacja typu "masz
                brzydka sukienke", "pani ma grube lydki" czy "twoj maz jest idiota".
                Jezeli sie mowi "prawde", szczegolnie NIEPRZYJEMNA dla odbiorcy, to
                trzeba miec ku temu uzasadnienie a mowienie prawdy, z ktora odbiorca
                i tak nic nie moze zrobic (np. owe grube lydki) jest zwyczajnie
                czysta wredzizna nikomu do niczego niepotrzebna.
                I takiej umiejetnosci rozdzielania prawdy potrzebnej swiatu i
                niepotrzebnej, a co za tym idzie umiejetnosci stosowania PC w
                sytuacjach towarzyskich i wszelkich innych warto dzieci uczyc. Dla
                dobra nas wszystkich.
                Dodam jeszcze, ze czasem mozna sobie zwyczajnie ponarzekac, wylac
                swoje zale na cos lub kogos (typu: goska to wredna malpa, odbila mi
                chlopaka) ale nalezy to robic w towarzystwie ludzi zyczliwych i
                dyskretnych ze swiadomoscia, ze jest to wylacznie psychiczne
                dogadzanie sobie a nie objawianie swiatu prawdy o gosce! Kolejna
                lekcja dla moich dzieci smile
                • aluc Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 09:19
                  PC ma złe konotacje, bo się głównie kojarzy z cenzurowaniem własnych
                  poglądów, a nie z drobnymi kłamstewkami typu towarzyskiego, co by nie
                  urazić wink

                  bo towarzysko to rzeczywiście nie można lepiej przypierniczyć, niż
                  szczerą prawdę powiedzieć wink

              • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 14:54
                Moja promotor w tym przoduje. Na pytanie czy tak moze byc czy trzeba
                zmienic. Odpowiada: Bardzo dobrze, moze byc, a potem chwalac kazdy
                punkt, zaznacza co zmienic, tak ze na koniec rozumiem, ze moge
                wywalic calosc do kosza i napisac jeszcze raz. Kocham ja za to wink
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 09:37
              > Nie napisalam tylko tego, co mi się cisnęło na usta - ze to
              > kompletny chłam.

              Jeśli doktorantka jest nieco inteligantna, to cię tu znajdzie i przeczyta, co
              myślisz naprawdę. wink
    • alabama8 Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 09:24
      Chyba byś nie chciała usłyszeć w pociągu "mamo, ten pan śmierdzi" :-
      )
      Socjalizacja polega na tym, żeby wiedzieć kiedy pewne kwestie należy
      przemilczeć. Wychowanie dziecka polega na tym, żeby je wspierać i
      zachęcać do "mówienia prawdy" wtedy kiedy ma kłopoty, a kłamstwo
      jest rozwiązaniem tymczasowym. Przecież i tak dwója z matmy kiedyś
      wyjdzie na jaw, a wtedy będzie już za późno na poprawkę. Dzieko ma
      nam ufać na tyle, żeby wiedziało że dwója to nic dobrego, ale jeśli
      się wygada to nie dostanie automatycznie "opieprzu" tylko razem
      siądziemy i spróbujemy rozwiązać problem. Poprawić dwóję, poduczyć
      tego czy owego. -
      Alabama8
      • truscaveczka Re: Mówienie prawdy 12.05.09, 08:21
        Jest różnica między mówieniem wszystkiego, co ślina na język przyniesie, choćby
        i zgodnego z rzeczywistością, a niekłamaniem. Moja teściowa np. robi to pierwsze
        i jest nie do zniesienia dla większości ludzi. Ja uczę dziecko tego drugiego.
    • twojabogini Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 10:03
      Nauczenie dziecka mówienia wyłącznie prawdy jest na szczęście
      niemożliwe. Gdyby komuś to się udało powstałaby osoba niezdolna do
      funkcjonowania w społeczeńswie.
      Sądzę, że dziecku trzeba przekazywać wartości: m.in. miłość i
      szacunek do ludzi, do zwierząt, do świata, ale również umiejętność
      chronienia własnych granic przed otoczeniem a także odpowiedzialność
      za własne słowa i czyny.
      Tak wychowane dziecko nie powinno miec trudności z odróżnieniem
      złych kłamstw (tj. fałszywe swiadectwo przeciwko bliźniemu),
      kłamstw, które mogą przynieść dobry skutek (w celu samoobrony, np.
      powiedzenie obcej osobie, która przyczepiła się do dziecka i dziwnie
      zchowuje, że "idzie juz tata"), czy kłamstw neutralnych (które
      chronią własną integralność, majątek itp. nie wyrządzając nikomu
      obiektywnej szkody).
      • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 13:46
        Autentyczna historia z czasow wojny: w skrytce pod podloga ukrywa
        sie kilku mlodych partyzantow. Na skrytce stoi stol, przy stole
        siedzi rodzina, wtym pastor miejscowego kosciola - czlowiek prawy i
        nigdy nie klamiacy. Wpada gestapo, po przeszukaniu domu podchadza do
        pastora (wiedza kim jest) i pytaja gdzie jest brat: Pastor chwile
        sie maczy, po czym odpowiada, zgodnie z prawda, ze pod stolem.
        Rodzina wybucha zduszonym smiechem, oficer (chyba wymierza mu
        policzek, ale nie jestem pewne) i wychodza. Nie uwierzyli.
        Moral? Prawda bywa lepsza obrona niz klamstwo.
        (historia ze wspomnien Korrie Ten Boom, "The Hiding Place")
        • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 16:50
          Przepiekne.
          Do momentu, gdyby jednak zajrzeli pod stół. Co bylo bardzo mozliwe.
          Rozumiem, ze klamstwo na gestapo tez było nie do przyjecia...
    • rycerzowa Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 12:10
      "Prawda? Czym jest prawda?..."

      A czym jest kłamstwo? Takie, którego uczyć dzieci na pewno nie należy?
      Według mojej definicji - fałsz, który wyrządza szkodę, krzywdzi , niszczy zaufanie.

      Nasze codzienne,życiowe "kłamstewka" nie są kłamstwami sensu stricto. To po prostu inny, specjalny, bardziej dojrzały język, powiedziałabym - "przenośny".

      "Dziękuję za zaproszenie, ale nie mogę przyjść na twoje urodziny" - znaczy,że nie mamy ochoty na imprezę, i zapraszający o tym doskonale wie.
      "Nie zasługuję na twą miłość,życzę ci, byś spotkała kogoś, z kim będziesz szczęśliwa" - dziewczyna nie ma złudzeń,że chłopak nie kocha i zrywa znajomość.
      "Badania wskazują na nowotwór, ale będziemy z nim walczyć, dopóki się da" - dorosły człowiek wie, o co chodzi.

      W miarę dorastania dziecko uczy się takiego "zaawansowanego" towarzysko, dyplomatycznego języka.

      Maluch ma prawo być szczery do bólu,np. że ciocia jest gruba jak beczka. Ktoś przecież musi głośno powiedzieć, że król jest nagi.

      Ale potem dowiaduje się,że
      - nie wszystko trzeba mówić, bo po co,
      - nie na wszystkie pytania trzeba odpowiadać, bo niektóre rzeczy powinny pozostać jego prywatną sprawą,
      - niektóre sprawy trzeba umieć załatwić dyplomatycznie; zainteresowana osoba i tak wie , o co chodzi.
      • mariefurie Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 18:17
        Troche w innym kierunku ta dyskusja poszla, niż to o co mi chodzilo.
        Nie chodzilo mi o klamstewka płytkie typu "ah , jak ladnie wyglądasz" ( a w glowie: boszsze, co za wieśniara! jak mozna tak sie ubrac!) smile, czy jak ktos nadepnie na noge i powiedziec - nic się nie stało (mimo ze czujesz wtym momencie jak by ci czołg noge zmiażdżył). Choć, np jesli o mnie chodzi, to w takich przypadkach nie zmuszam się do powiedzenia czegoś co jest odwrotnością tego co myślę. Bardziej tu zgadzam się z asią i nancy.
        Samo zagadnienie tzw klamstwa i nteresuje mnie w takim zakresie...hm...no może przykład lepiej, bo mam problem z ubraniem tego w slowa, co myslę.
        Przykład: dziecko np ma iśc na dodatkowe zajęcia. Idzie, wychodzi. wraca- oświadcza, ze wszystko cacy i robilismy to i tamto na tych zajęciach. Rodzic (poinformowany prze życzliwego prowadzącego), juz wie, ze dziecko nie było na żadnych zajęciach. Tym niemniej uprawia swego rodzaju grę. Po powrocie dziecka, pyta - jak było? dziecko - Ok. Rodzic - i co było? co robiliście, jak to i tamto. dziecko naprędce zmysla cośtam. Rozic dalej podpuzcza pytaniami i przyciska do sciany, aż dziecko traci animusz i mówi - nie bylam w żadnej szkole. W tewnczas rodzic juz nie koncentruje sie na pytaniu, nie zadaje sobie pytania dlaczego dziecko nie bylo na zajęciach, czy coś sie stało, co spowodowało ze poszło gdzie indziej a nie na zajęcia. Ale koncentruje sie na jednym: dlaczego klamiesz?.
        Czyli juz stygmat jest, etykietka jest, dziecku nic innego nie pozostaje (po paru takich wpadkach), jak tylko sie tłumaczyć.
        Z czasem dziecku tak to wchodzi w nawyk, ze z oczywistych oczywistości równiez zaczyna się tłumaczyć. Bo juz ma odruch, cokolwiek zrobi, cokolwiek powie, na [pewno jest podejrzany., na pewno wszysscy, a szczególnie najbliżsi uważają ze kłamie. Więc zaczyna się tłumaczyć, ZANIM ktokolwiek zada pytanie.

        A teraz pytaniem JAK w jaki sposób takiemu dorosłemu wyperswadować
        , aby nie traktowal swojego dziecka a priori jako oszusta. Aby nie zmuszał go do ciągłego tłumaczenia się? Bo rodzi to w dziecku ciągłe poczucie winy i wymusza ciagłą potrzebę tlumaczenia się ze swoich zachowan, swojego postepowania i z tego co sie zrobiło/nie zrobiło.

        Bo de facto, dorosly, takim własnie postepowaniem, wymusza na dziecku kłamstwo.
        • verdana Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 18:53
          Akurat trafiłas na temat, ktory jest kwadraturą koła...
          Dla mnie takie kłamstwa są z jednej strony niedopuszczalne, jak
          wszelkie kłamstwa, które mają za zadanie wprowadzic kogos w błąd z
          korzyscią dla siebie samego. Ale podpuszcznie dziecka jest
          niedopuszczalne w tym samym stopniu, także jest kłamstwem - bo
          rodzic udaje, ze nie wie, a wie - czyli nawet jesli nie klamie
          słowem, kłamie czynem. Żadna róznica IMO. Raz w życiu rodzice tak
          mnie podpuscili, a niesmak mam do dziś. Tym bardziej, ze chodzilo o
          drobiazg.
          Pytanie, dlaczego dziecko kłamie jest czasem zasadnicze. Moje dzieci
          klamia w sprawie stopni i nie umiem sobie z tym poradzic. Pierwszy
          klamał zasadnie - moja wina. Lepiej miec awanturę raz w miesiącu po
          wywiadówce, niż co trzy dni - bardzo racjonalne. Najmlodszy jednak
          tez klamie, a dlaczego - nie wiem. Trudno, sa gorsze rzeczy.
          Natomiast moja córka kiedyś, o czym przypadkowo się dowiedzialam,
          okłamała mnie, ze byla na angielskim, podczas gdy poszła do kina. Po
          przeanlizowaniu sytuacji doszłam do wniosku, ze ma za mało czasu,
          kino jest jej pasją. Ukrylam fakt, ze wiem i zaczęłam dawac więcej
          kasy na kino, pilnujac, aby do tego kina miała czas iść. Dopiero
          niedawno jej się przyznalam. Wyszlo dobrze - angielski zna, pisze o
          kinie magisterium.
          Ale ja jestem jakos nastawiona pozytywnie. Nib wiem, ze syn stopnie
          ukryje, a poki go nie zlapię, to nie naciskam. Z tym,że stopnie to
          nie narkotyki, nie znecanie się nad modszymi, nie wagary w
          podejrzanym towarzystwie..
          Natomiast nie widze nic złego wpowiedzeniu "kłamiesz" jesli wie, ze
          dziecko kłamie.
          • mariefurie Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 20:03
            verdana napisała:

            > Akurat trafiłas na temat, ktory jest kwadraturą koła...

            --Dziekuję za zrozumienie, właśnie o to mi chodziło, a nie o "kłamstwa" typu:
            przepraszam ze nadepnąłem pani na nogę i słyszeć w odpowiedzi: ach, proszę
            bardzo, cała przyjemność po mojej stronie wink


            > Dla mnie takie kłamstwa są z jednej strony niedopuszczalne, jak
            > wszelkie kłamstwa, które mają za zadanie wprowadzic kogos w błąd z
            > korzyscią dla siebie samego.

            --tutaj tez chciałabym zwrócić uwagę na kilka aspektów.
            Fakt - nie zgadzamy się z TAKAIM kłamstwem, to raz.
            Dwa - praktyka w takim kłamstwie i podobnym, rodzi, ksztaltuje oszusta, który
            potem również m.in w zyciu zawodowym robi to samo.
            Np. byle sprzedać, a się nie urobić. (nie mylmy z uczciwym marketingem i reklamą
            na przykład).
            Wyrabia się postawa - im więcej kitu wcisniesz, tym lepiej na tym wyjdziesz.
            Ok,dla przykładu, bardziej przyziemna sprawa - ściaganie na egzaminach
            -oszustwo. Inaczej tego nie nazwiesz.
            Po-trzecie, dziecko ktore wreszcie przyznaje się, ze poszło gdzieś, a nie tam,
            gdzie być powinno w tym czasie,- zlapane raz dwa trzy na podobnym wydarzeniu
            zostaje zestygmatyzowane, jeżeli rodzić nie zainteresuje się, nie zada sobie
            pytania "dlaczego moje dziecko od czegoś ucieka/unika i posuwa się do kłamstwa".
            Rodzic/dorosly/opiekun, który zaczyna PODWAŻAC z czasem wszystko co dziecko
            powie, zmusza tym samym dzieciaka do tłumaczenia się z każdego swojego ruchu.

            >> Raz w życiu rodzice tak
            > mnie podpuscili, a niesmak mam do dziś. Tym bardziej, ze chodzilo o drobiazg.

            To jeszcze raz. Ja przemówić dorosłemu, aby zaprzestal takich praktyk. Tym
            bardziej, jeżeli stosuje takie "gierki" non stop. Jak?

            > Pytanie, dlaczego dziecko kłamie jest czasem zasadnicze. Moje dzieci klamia w
            sprawie stopni i nie umiem sobie z tym poradzic.

            --Moje dziecie na szczescie nie kłamie w sprawie stopni, bo ma jasne ustalone
            czego ma się uczyć, a co może sobie czasami odpuscic (co nie znaczy, ze totalnie
            olać i zaniedbać).

            >>Nib wiem, ze syn stopnie ukryje, a poki go nie zlapię, to nie naciskam.

            ---Co znaczy "dopoki nie złapiesz"? Tak jak ze ściąganiem? czyli wiem ze ktoś
            coś sciągał (bo po wynikach widać, ze sam nie mógł tego napisać), ale nie
            złapałam, to znaczy, ze ok.? Ale jak złapię - to mogila ? wink

            > Natomiast nie widze nic złego wpowiedzeniu "kłamiesz" jesli wie, ze dziecko
            kłamie.
            -
            • verdana Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 21:09
              "Poki nie zlapie" - oznacza, ze nie magluje go codziennie "co
              dostales", "przeciez widze, ze cos dostałeś i nie chcesz sie
              przynać" - i tak się dowiem na wywiadowce. mam sama mieszane
              uczucia, bo dziecko duże, nie jestem pewna, czy musze naprawde
              wiedziec o wszystkim. Przesłuchań raczej nie urzadzam, chyba ze
              jawnie cos się nie zgadza, ale wtedy po prostu mówię "wiem, ze
              kłamiesz",a nie każę urządzac samokrytyki w stylu stalinowskim.
              Co do sciągania na egzaminach mam stosunek jednoznacznie negatywny -
              czy to egzamin po podstawówce, czy matura, czy studia. Bo sciąganie
              pogarsza sytuacje innych.
              Natomiast mam dosyć luźny stosunek do sciągania na klasówkach, ktore
              sa idiotyczne i a przede wszystkim przymusowe(dziecko nie moze ani
              zrezygnowac z przedmiotu, ani z nauki...) - a nauczyć się do
              wszystkego raczej nie sposób. Trochę na zasadzie prawa
              rzymskiego "nie mozna nikogo zmuszac do rzeczy niemozliwych".
              Jak studenta nie złapię na sciąganiu - trudno, moja wina. Przyjmuje
              zawsze zasade domniemania niewinnosci.
      • algod Re: Mówienie prawdy 12.05.09, 10:25
        Generalnie zgadzam się, że bez kłamstwa życia w społeczeństwie nie ma. Ale
        właśnie te przykłady Rycerzowej pokazują, moim zdaniem, ciemne strony używania i
        nadużywania owego "specjalnego języka".
        Bo całkiem często chce się, a faktycznie nie może pójść na imprezę, a informacja
        "ma pan raka, ale będziemy leczyć" może oznaczać - "ten akurat nowotwór leczy
        się z bardzo dobrymi wynikami".
        I jak w przypadku imprezy urządzający ją może nie wnikać, czy ktoś nie może
        przyjść, czy nie chce, tak w przypadku raka ustalenie, czy się słyszy prawdę czy
        litościwe owijanie w bawełnę, można jednak uznać za kluczowe.
        I przeżyłam okropnie wkurzającą sytuację, kiedy spóźniłam się na coś ważnego, bo
        naprawdę zepsuł się autobus. Nie żeby ktoś mi powiedział, że kłamię. Ale tak się
        wszyscy, kurczę, porozumiewawczo uśmiechali...
        • algod Re: Mówienie prawdy 12.05.09, 10:34
          To miała być odpowiedź na post Rycerzowej, coś się źle podpięło
    • rycerzowa Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 21:58
      Zasada jest dość prosta: nie chcesz być okłamywany - nie pytaj.
      Nie można żądać od człowieka, by mówił o sobie złe rzeczy, że nie umiał, że dostał zły stopień,że w czymś podpadł. To są psychiczne tortury.

      - Coś ciekawego w szkole?
      Jak dobry stopień, to dziecko samo powie.
      Jak nie powie, to już wiesz, więc po co dopytywać się?

      Przed wywiadówką zasadnicze pytanie:
      - Czy powinnam o czymś wiedzieć? Bo głupio być zaskoczonym?

      Moje dzieciaki chyba mnie nie okłamywały, bo widocznie nie było potrzeby.
      To znaczy - nigdy nie udało mi się przyłapać ich na kłamstwie.

      Natomiast bardzo działała dzieciom na nerwy moja wrodzona skłonność do koloryzowania rzeczywistości, taka niby-prawda a nie-całkiem-prawda.
      Dzieci są z natury do gruntu uczciwe.
      Gdy dorosły, stały się bardziej wyrozumiałe:
      "Mama mówi tylko prawdę, ale wszystko, co mówi, podziel przez dwa".
      • verdana Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 22:04
        Cholera, przed wywiadówką wlaśnie kłamie... Wiec wysyłam męża, wolę
        miec stan przedzawałowy w domu.
        Tez stosuję często zasadę "nie pytaj, jak nie chcesz uslyszec
        klamstw".
        Mam natomiast męża, ktory klamac nie umie - w domu nauczono go
        mowienia prawdy i tylko prawdy. Komentarza nie będzie. Ale zycie to
        on ma ciężkie.
        • mariefurie Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 22:13
          verdana napisała:

          > Mam natomiast męża, ktory klamac nie umie - w domu nauczono go
          > mowienia prawdy i tylko prawdy. Komentarza nie będzie. Ale zycie to on ma
          ciężkie.

          Tez dzieki za ten komentarz.
          Bo juz myślałam ze takie jednostki nie istnieją. A zawsze to jest jakies
          wsparcie, jak ktoś ma ...tak samo smile)



          • ruda_kasia Re: Mówienie prawdy 12.05.09, 12:46
            Miałam napisać na końcu... Ale już nie mogę zdzierżyć.
            Ja jestem egzemplarzem, który nie kłamie. Nigdy.
            Tzn do ubiegłego tygodnia. Na pytanie szefa czy wysłałam pewne pismo,
            powiedziałam, że tak, a to nie była prawda, ale miałam je wysłać tego dnia (już
            było w kopercie), a za ilość prawdy, za która dostawałam ochran już mnie
            przygniatała. I wstyd mi, że jak już skłamałam, to w tak g..nianej sprawie.
            I na dodatek jestem prawnikiem i nikt nie wierzy, że nigdy nie kłamię...
            A co do przykładów z jednego dnia Verdany - to były przedziwne "kłamstwa" jak
            dla mnie, bo własnie raczej moja emocjonalność wykluczyłaby uznanie, że
            powiedzenie prawdy zrani odbiorcę, bo "moja" prawda jest kompletnie inna. Co
            więcej - okazanie emocji nie może być kłamstwem, ukrycie - już raczej
            oszukiwaniem siebie.
            • verdana Re: Mówienie prawdy 12.05.09, 19:23
              Uwazasz, ze żadna Twoja reakcja nie moze zranić odbiorcy? Bo nie
              bardzo rozumiem, czy o to Ci chodzi?
              Mam nadzieje, ze nie jesteś adwokatemsmile
      • mariefurie Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 22:07
        rycerzowa napisała:

        > Zasada jest dość prosta: nie chcesz być okłamywany - nie pytaj.

        --No własnie jakis czas temu doszłam do tego sama, aczkowliek...no...gdzię nie
        do końca mi to lezy i nie do końca się z tym zgadzam. Choć, przewagę (jesli
        chodzi o dziecko), ma wlasnie takie podjeście. probowałam to kiedys swjej mamie
        wytlumaczyć, ale nic z tego nie wyszło niestety.

        > Nie można żądać od człowieka, by mówił o sobie złe rzeczy, że nie umiał, że
        dostał zły stopień,że w czymś podpadł. To są psychiczne tortury.

        Racja. Zgadzam się.
        Kobieto, dajesz mi siłę smile)
        >
        > - Coś ciekawego w szkole?
        > Jak dobry stopień, to dziecko samo powie.
        > Jak nie powie, to już wiesz, więc po co dopytywać się?

        ---Z dziedZiny- ciekawostek: Moje dziecko dostalo w konkursie ortogragicznym
        trzecie miejsce. Ja zapomniałam się zapytać (bo akurat miałam mlyn w tym
        okresie, i trzeba przyznać, ze zupełnie wyleciało mi to z glowy, ta jego
        olimpiada. Powiedział. Sam. ... Trzy dni PO przypomniał sobie, przy okazji
        jakiejś naszej rozmowy. (ale to akurat poza kwestia kłamstwa. Inna bajka
        zupelnie, Tak przy okazji mi się przypomniało smile.
        >

        > Dzieci są z natury do gruntu uczciwe.

        --to prawda.

        > Gdy dorosły, stały się bardziej wyrozumiałe:
        > "Mama mówi tylko prawdę, ale wszystko, co mówi, podziel przez dwa".

        smile)
        Też ciekawe smile
      • aluc Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 22:19
        e tam do gruntu i e tam z natury wink

        poza tym kłamanie jest przyjemne
        zwłaszcza kłamanie typu sztuka dla sztuki, bez konsekwencji (oprócz
        nieco kłopotliwej konieczności pamiętania, co się komu nakłamało), w
        drobnostkach, zupełnie nieistotnych

        a już nic nie prowokuje do ściemniania tak, jak absolutne
        przekonanie drugiej osoby, że ona to kłamstwo zawsze rozpozna w mig,
        szczególnie po oczach wink
        • bi_scotti Re: Mówienie prawdy 11.05.09, 23:18
          Moim dzieciom wciaz sie zdarza powiedziec czasem "tylko sie nie
          pytaj", bo nie chca klamac a prawdy tez jeszcze nie sa gotowe
          powiedziec. Oczywiscie w sytuacjach gdy prawda jest jakos tam
          nieprzyjemna. Wiec nie pytam choc czasem ciekawosc i niepokoj zra
          mnie okropnie. Ale nigdy nie gralismy w "gre": ja wiem, ze One
          klamia, One wiadza, ze ja wiem i dalej ciagniemy tego gluta. Co
          wcale nie znaczy, ze polecam przemilczanie. Pewne rzeczy trzeba
          sobie jasno powiedziec nawet (a czasem szczegolnie!) wtedy gdy sa
          nieprzyjemne.
          Moj sredni syn ma pewna ulomnosc, ze ktora sie urodzil i z ktora sie
          zmaga przez wszystkie lata. Odkad skonczyl 13 lat, sam negocjuje
          postepowanie z lekarzem (ja nie mam prawa pytac bez Jego wiedzy i
          zgody). Niestety, jak to nastolatek, czesto nie robil tego, co
          powinien. Probowal krecic, nawet nie klamac ale unikac tematu,
          unikac mamay i taty, pomysly bywaly rozne wink Konczylo sie zawsze na
          tzw. "powaznej rozmowie" we troje + "powaznej rozmowie" we czworo z
          lekarzem przy stole. Mijalo kilka miesiecy i polka zaczynala sie od
          nowa. Ja Mu sie w sumie nie dziwie, cwiczenia i zabiegi sa i beda
          zawsze nieprzyjemne ale odpuscic przeciez nie mozna bylo choc w
          swietle prawa On juz niby podejmowal swoje wlasne decyzje. Ale tak
          naprawde nigdy nie klamal. Robil tylko wszystko, co mozliwe zeby nie
          musiec nam prawdy powiedziec.
          • mariefurie Re: Mówienie prawdy 12.05.09, 00:10
            bi_scotti napisała:

            > Moim dzieciom wciaz sie zdarza powiedziec czasem "tylko sie nie
            > pytaj", bo nie chca klamac a prawdy tez jeszcze nie sa gotowe
            > powiedziec.


            To ciekawe, co mówisz. Może bym zaproponowała taką gadkę swojemu dziecku w stosunku do babci. jest to szczere, i wrecz rozbrajające - nie pytaj mnie , bo nie chce sklamać.
            Powaznie mówię. Może to byłby jakiś sposób na nie narażanie się na kłamstwo, a jednocześnie zachowanie twarzy.

            Bo ja juz szczerze mówiąc mam takie zboczenie(przez to mamine wychowanie własnie), które uświadomiłam sobie zupelnie przy okazji.
            A nie chce, jak długo syn ma do czynienia z babcią, aby nabrał chorych odruchów.
            A więc.
            Wracamy kiedyś od klienta z kolegą z delegacji sluzbowym autem. Mielismy(teoretycznie) wrócić ok 18 i odstawic auto do firmy (bo ktoś następny już był zarezerwował to auto na swoją delegację), ale u nas sprawy sie przeciągnęły, co jest w zasadzie normalne, w sensie, nieprzewidywalne, i wracalismy po 20. Dzwoni do mnie tel.Widze - sekretariat firmowy. Odbieram i zaraz, nie czekając nawet na "czesc" zaczynam nawijac, ze własnie dojezdzamy, ze auto bedzie na parkingu za pół godziny. I cos tam jeszcze w ramach usprawiedliwienia (niepotrzebnego, bo nikt ode mnie tego ie wymagal, ani nie wymuszał), ze musielismy dłużej zostać, aby pewne sprawy skończyć.
            Skończyłam rozmowę, a kolega do mnie: a po kiego ty w ogole zaczynasz rozmowe od tlumaczenia się?!
            Musze powiedziec, ze strasznie to jego pytanie zapadło mi w pamięć. W sensie, ze uświadomiło mi pewien model zachowan. Zły. Niepooprawny. wręcz chory jakiś.
            I boję się,(ja nie mam odruchów w przepytywaniu swojego dziecka),ale ze np. babcia, w ten sam sposób bedzie traktować moje dziecko jak mnie kiedyś (tak go niestety traktuje), i ze najzwyczajniej w świecie - skrzywdzi go takim podejsciem. Tym brakiem zaufania, ciągłym podejrzeniem o cokolwiek, niewiarą , przepytywaniem i dociskaniem do muru, i, wymuszaniem wręcz kłamstw....no i ta....kwadratura koła, jakby nie patrzeć.
            Uważam, ze czymś takim, można człowiekowi straszną krzywdę wyrządzić. A chciałabym dzieciaka uchronić przed czyms takim.
            Jak?
      • truscaveczka Re: Mówienie prawdy 12.05.09, 08:26
        rycerzowa napisała:

        > Zasada jest dość prosta: nie chcesz być okłamywany - nie pytaj.
        > Nie można żądać od człowieka, by mówił o sobie złe rzeczy, że nie umiał, że dos
        > tał zły stopień,że w czymś podpadł. To są psychiczne tortury.
        Yyyyyyy? Jak miałam kłopoty z ocenami, pierwsze, co robiłam po przyjściu do domu
        to oświadczałam "Znowu dostałam grzałę z fizyki. Równia pochyła nie jest pochyłą
        a poryta" na co mój ojciec siadał i mi wtłaczał stosowne elementy wiedzy ;p
        Za to nigdy - never-ever - nie dostałam opieprzu za złe stopnie. Za różne rzeczy
        mi się obrywało, ale za oceny nigdy. Dlatego też nie bałam się, nie miałam
        oporów przed zgłaszaniem problemów.
    • rycerzowa Re: Mówienie prawdy 12.05.09, 12:33
      algod napisała:

      > Generalnie zgadzam się, że bez kłamstwa życia w społeczeństwie nie ma. Ale
      > właśnie te przykłady Rycerzowej pokazują, moim zdaniem, ciemne strony używania
      > i
      > nadużywania owego "specjalnego języka".

      Bo widzisz, kluczowym wydaje się zorientowanie się z kim rozmawiasz, czyli jakiego języka należy użyć.
      Czy to jest Dama czy Dyplomata.

      Bo jeśli dama mówi "nie" - to znaczy "być może".
      Jeśli mówi "być może" - to znaczy "tak".
      Jeśli zaś mówi "tak" - to nie jest damą.

      Dyplomata, jeśli mówi "tak", to znaczy "być może".
      Jeśli mówi "być może", to znaczy "nie".
      A jeśli mówi "nie", to nie jest dyplomatą.
    • rycerzowa Re: Mówienie prawdy 12.05.09, 12:49
      Algod, poważnie: poruszyłaś problem kłamstwa, które niszczy zaufanie.
      Tyle razy nadużywano tego zepsutego autobusu,że już nikt weń nie wierzy.
      Tyle razy lekarze nam wciskali ciemnotę,że wszystko będzie dobrze, że nie
      wierzymy, nawet jeśli naprawdę może być dobrze.
      Dlatego, podkreślam,lekarz nie może mówić,że będzie OK, jeśli nie ma na to
      szans. Ale może powiedzieć ,że zrobi wszystko, by nam pomóc, by chociaż ulżyć w
      cierpieniu.
      I powinien, a nie odsyłać nas do domu ze szczerym przekonaniem - "na panią
      szkoda już pieniędzy".
    • nangaparbat3 Verdano 12.05.09, 19:48
      Zechcesz zajrzec do poczty?
      • verdana Nanga-odpisałam/nt 12.05.09, 20:36

    • nangaparbat3 case 12.05.09, 19:55
      Mąż ma dzieci z pierwszego małżeństwa, które kocha. Żona dowiaduje się od
      teścia, że podejrzewa on, ze syn nie jest ojcem biologicznym tych dzieci i że
      potwierdziłto zrobiony przez niego jednemu z wnucząt(w tajemnicy przed synem i
      matką dzieci) test DNA.
      Dziadek dzieci wydziedzicza, a synową zmusza do obietnicy, że wszystko zatai
      przed mężem.
      Żona i mąż kochają się.
      Jak powinna postąpią żona?.
      • bi_scotti Re: case 12.05.09, 23:13
        Lo Jezusicku - to brzmi jak Isaura albo jakis inny "Young and
        restless" wink Wymyslilas czy naprawde taki dziadek sie komus trafil?

        Po pierwsze, dzieci urodzone w czasie trwania zwiazku malzenskiego,
        sa w wiekszosci jurysdykcji, uznawane a priori za dzieci malzonka i
        nawet jesli nie sa jego dziecmi biologicznymi, on jest uznawany za
        ojca i ma wobec dzieci zobowiazania. Taka ochrona prawna dla
        dziecka. DNA moze zmienic uklad miedzy malzonkami ale w tym
        przypadku i tak sa rozwiedzeni a facet dzieci kocha wiec czy
        faktycznie DNA cos tu zmienia?
        Po drugie, dziadek musialby wydziedziczyc tez syna zeby miec
        pewnosc, ze nic nie trafi do wnukow; chyba, ze zaklada, ze jego syn
        umrze przed nim. Wedlug najprawdopobniejszej kolei rzeczy, dziadek
        zemrze, po nim odziedziczy ojciec, po ojcu jego dzieci (rzeczone
        wnuki).
        Po trzecie, w wielu jurysdykcjach, dziadek moglby (i powinien!)
        pojsc siedziec za pobranie DNA nieletniego bez zgody rodzicow, tak
        wiec jesli obecna synowa dziadka jest swiadoma, ze dziadek popelnil
        przestepstwo, jest prawnie zobowiazana do zgloszenia owego organom
        scigania (podkreslam: w wielu jurysdykcjach, nie mam zadnej
        pewnosci, ze tak sie ma tez i w Polsce).
        Po czwarte, jedyne co mozna z takim dziadkiem zrobic to zerwac z nim
        stosunki. Pronto!
        Ergo, jezeli zona poinformuje organa scigania tudziez zerwie
        stosunki z dziadkiem, nie da sie tego ukryc przed wspolmalzonkiem wink
        Rozmowa jest nie do unikniecia. Moim zdaniem smile
        A utrzymywanie sztamy i sekretu z rzeczonym dziadkiem grozi
        nieprzyjemnosciami w przyszlosci jako, ze na owym dziadku
        najwyrazniej polegac sie nie da i nie jest to uczciwy osobnik, po
        ktorego stronie warto stac.
        • asia.sthm Re: case 13.05.09, 01:19
          Wlos sie jezy. Uciekac od takiego dziadka jak najdalej.
      • aluc Re: case 13.05.09, 09:42
        żona powinna nasłać na dziadka płatnego mordercę, to po pierwsze

        po drugie - dziadek może sobie nagwizdać, bo musiałby syna
        wydziedziczyć, dopóki nie będzie zaprzeczenia ojcostwa, to
        niebiologiczne dzieci i tak będą dziedziczyć po domniemanym ojcu (a
        dzieci z małżeństwa objęte są domniemaniem ojcostwa), nawet jak nie
        są biologiczne

        po trzecie, wydziedziczenia raczej nie da się zachować w tajemnicy,
        więc kompletnie nie rozumiem, po co cała tajemnica

        po czwarte, trzymanie sprawy w tajemnicy to sztama pomiędzy
        dziadkiem a żoną przeciwko mężowi - bleee

        zatem ergo nie idzie o kłamstwo jako takie, ale o reakcję na
        obrzydliwe mącenie w wykonaniu dziadka

        • aluc Re: case 13.05.09, 09:43
          po piate - zdjae się, że napisałam mniej więcej to samo, co bi-scotti
          wink
    • ik_ecc definicja "mowienia prawdy"..? 13.05.09, 22:27
      > Przeciez uczymy, aby nie mowilo babci, że zupa nismaczna, prezent
      > brzydki, zeby nie mowilo kolezance, ze jej nie lubi itd.

      Uczysz zeby mowilo, ze zupa smaczna kiedy jest niesmaczna, ze prezent
      fantastyczny jesli sie nie podoba i ze kolezanke lubi kiedy nie lubi
      - czy uczysz tylko, zeby zatrzymalo opinie dla siebie? To, wg mnie,
      roznica. Wg mnie zatrzymanie opinii dla siebie nie jest "mowieniem
      nieprawdy".

      Moja corka, poki co, nie jest w stanie zatrzymac opinii dla siebie -
      mowi co czuje. Nie widze powodu zeby to zmieniac. Ucze ja, ze zawsze
      ma prawo do swojej opinii - ale ucze ja tez zeby umiala dostrzec
      pozytywy w negatywach. Nie musi jesc zupy ktora jej nie smakuje, ale
      niech podziekuje babci, ze babcia ja dla niej ugotowala. Nie musi sie
      zachwycac prezentem, ktory jej nie odpowiada - ale niech doceni gest,
      to ze ktos jej cos podarowal. Jesli nie lubi kolezanki - niech (1)
      sprecyzuje dokladnie czego konkretnie nie lubi - czasami warto kogos
      o tym poinformowac i (2) niech sie zastanowi czy kolezanka ma jakies
      dobre cechy. Jesli nie ma - trudno, nie warto utrzymywac znajomosci.
      Jesli ma - byc moze warto zmienic zdanie.
      Nie widze powodu dla ktorego w tych sytuacjach mialaby klamac.

      Wlasne opinie mozna roznie wyrazic. Mozna byc zlosliwym, mozna sie
      skupiac na negatywach, mozna celowo robic innym przykrosc. Ale jesli
      czlowiek jest w stanie powiedziec prawde taktownie - dlaczego nie? Wg
      mnie to lepsza umiejetnosc i niz umiejetnosc klamania.

      Ja sama klamalam koszmarnie. Nawet nie rodzicom, ale w szkole, potem
      pierwszemu mezowi. Doszlo do tego, ze nie bylam w stanie powiedziec
      prawdy - zawsze cosam przekrecilam, podkoloryzowalam. Moj obecny
      partner po prostu nie klamie. Widzialam pare razy jak probowal -
      zabulgotal, dym mu polecial uszami, prawie sie rozplakal i w koncu
      wydukal, ze nie odpowie na to pytanie. Uwazam to za jedna z
      wartosciowszych cech u niego i staram sie mu odpowiedziec tym samym.
      Czasami jest ciezko, ale zmusza mnie to do lepszego przemyslenia
      wielu rzeczy. Dlaczego chce cos ukryc? Dlaczego chce cos przekrecic?
      Dochodze czasami do dosyc zaskakujacych wnioskow... Dzieki mojemu
      partnerowi coraz latwiej jest mi mowic prawde innym i jestem zdumiona
      tym ze (a) mozna to zrobic taktownie i nie tracic przy okazji
      przyjaciol i (b) ja sie z tym czuje fantastycznie. Nie znaczy to ze
      zawsze mowie prawde, ale zazwyczaj kiedy sklamie, chwile pozniej
      okazuje sie ze osoba byla otwarta na prawde.

      > Podobnie rodzice powinni mowic dzieciom prawdę, ale maja prawo ją
      > ukryć -gdy dotyczy to spraw niezwykle przykrych la dziecka, a
      > niekoniecznych mu do zyca, albo spraw osobistych.

      Mowie corce zawsze prawde jesli mnie o cos spyta. Czasami, zgodnie z
      prawda, mowie jej, ze jej nie odpowiem na jakiestam pytanie. Corka
      tez ma do tego prawo.

      O klamstwie corka uczy sie od babci, ktora przoduje w tzw.
      obiecankach-cacankach. Nie mam nic przeciwko temu - niech sie uczy ze
      cos takiego jest.

      • verdana Re: definicja "mowienia prawdy"..? 14.05.09, 09:33
        Uczę, ze jesli kolezanka daje prezent i pyta"podoba ci się",
        odpowiadało "tak" - nawet jeśli to jest ewidentne klamstwo. Jeśli
        babcia nie pyta o zupe, niech siedzi cicho. Jesli mowi "Przygotowala
        zupke specjalnie dla ciebie, dwie godziny stałam w kuchni, zeby ci
        smakowała" i pyta "dobra" - ucze, aby sklamało babci prosto w oczy.
        (Tzn. poprawka - babć akurat takich nie mam i tu bym się zawahala ze
        wzgledu na możliwość dlaszego robienia takiej zupy przy kolejnych
        wizytach - ale jesli jest to odwiedzana raz na dwa lata ciocia -
        niech kłamie.)
        Nie będe inforomwała kolezanek, czego w nich nie lubię, ani dzieciom
        nie radzę. Poczytajmy sobie posty na emamie - ile dzieci wraca
        zrozpaczonych po takich informacjach, często całkowicie
        subiektywnych - a inne dziecko się tym przejmuje.
        Slusznie mowi się, ze pół prawdy jest gorsze niż całe klamstwo - a
        mam wrażenie, ze aby uniknąć prostego, grzecznosciowego kłamstwa
        wiele z Was wybiera wlasnie taka metode - milczenia, uników,
        półsłówek. Jest bardzo wiele rzeczy, których nie da się powiedzieć
        taktownie. Powiem wiecej - takt jest niczym innym jak mowieniem
        nieprawdy i przemilczaniem.
        Wierzę, ze człowiek mowiacy prawde czuje się z tym fantastycznie -
        natomiast mam watpliwosci czy inni czuja się z tym fantastycznie.
        Mam znajoma, ktora tak robi - szczerze, przyjacielsko i nie
        złosliwie. I kompletnie nie rozumie, dlaczego ma mnóstwo znajomych,
        a zadnej przyjaciółki i nie jest w stanie utrzymac przy sobie
        absolutnie żadnego faceta.
        Jesli corka zapyta cie "Czy bylas bardzo zła, jak zaszłaś ze mną w
        ciążę" albo "czy rozwazalas możliwość skrobanki" (o to drugie
        zapytał moj syn) - to naprawde powiedsz prawdę albo zmilczysz? Bo
        milczenie i odmowa odpowiedzi jest tu potwierdzeniem. Powiesz to
        dziecku w imie prawdy? Jakos wątpię. A jeśli tak - to się dziwię.
        Obiecanki-cacanki to obrzydliwy sposób klamstwa. Oszustwo to
        obrzydliwy sposób klamstwa. Powiedzenie zmartwionej
        przyjaciółce "Ładnie wygladasz, pewnie, ze mam czas iść z toba na
        kawę", kiedy nie wyglada szczególnie dobrze, a ja sie spieszę - to
        jest klamstwo - i jest potrzebne.
        • bi_scotti Re: definicja "mowienia prawdy"..? 14.05.09, 19:42
          verdana napisała:

          Powiedzenie zmartwionej
          > przyjaciółce "Ładnie wygladasz, pewnie, ze mam czas iść z toba na
          > kawę", kiedy nie wyglada szczególnie dobrze, a ja sie spieszę - to
          > jest klamstwo - i jest potrzebne.

          Masz zupelna racje - tak wlasnie nalezy postapic i jeszcze za te
          kawe samej zaplacic. Ale nie wierze w rozne wyznania powyzej, ze w
          kazdych okolicznosciach przyjmuje sie na siebie taka powinnosc bez
          pewnej wewnetrznej wscieklosci, ze przyjaciolka znalazla sobie
          wlasnie TEN moment w MOIM zyciu na dzielenie sie ze mna swoimi
          problemami. Bo life is life i w sumie na tym polega przyjazn, ze
          chociaz mam sto tysiecy innych, dla mnie wazniejszych, spraw na
          glowie to z fasonem fizylierki sklamie i przyjaciolke wyslucham,
          wespre, napoje kawa i ani razu nawet na zegarek nie spojrze wink
          Bo w druga strone mam w sumie podobne oczekiwania, ze gdyby mnie cos
          ten-tego, to moja przyjaciolka tez sie nawet nie skrzywi gdy o
          polnocy do Niej zapukam z workiem moich lez.
          • bloopsar Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 02:12
            No dobrze, jesli chodzi o prawdziwa przyjaciolke to rzeczywiscie mozna uniknac
            klamstw grzecznosciowych, bo albo chce sie naprawde pomoc albo powie sie
            szczerze, ze nie mozna i ona to zrozumie.

            Ale co, gdy chodzi o tzw. "dobrego znajomego"?

            Ja wlasnie mam taka sytuacje i dlatego z ciekawoscia sledze ten watek. Ale
            odpowiedz na moje watpliwosci nie padla, choc Verdana podala podobny przyklad do
            mojego: chodzi o pozyczenie pieniedzy.

            Mam znajomego, jeszcze z czasow podstawowki. Kiedys bylismy prawie przyjaciolmi.
            Na poczatku studiow nasze drogi sie rozeszly, jakis rok temu spotkalismy sie na
            Naszej Klasie i od tamtej pory bylo kilka spotkan we 4 z naszymi partnerami,
            jakies dluzsze maile co tydzien-dwa, no generalnie taka luzna znajomosc, blizsza
            niz znajomy z pracy, ale nie przyjazn.

            I wlasnie dzis w mailu ten znajomy mi sie zali jaka to ma trudna sytuacje:
            problemy finansowe, drobne dlugi, zwolnil sie i rozkreca nowy biznes, potrzebne
            mu pieniadze na operacje itp. Czuje, ze w powietrzu wisi prosba o pozyczke, tym
            bardziej, ze on wie, ze ja mam sytuacje finansowa w miare niezla.

            Problem polega na tym, ze to jest czlowiek, na ktorym w przeszlosci nie zawsze
            mozna bylo polegac. Niby nie mam jakichs konkretnych zlych doswiadczen, ale mam
            bardzo mieszane uczucia co do pozyczenia mu pieniedzy. Wole nie.

            I jak mu to powiedziec, jesli zapyta "Czy mozesz mi pozyczyc pieniadze"? A
            raczej pytanie brzmi: jak mu to powiedziec nie klamiac. Bo jak powiem, ze nie
            moge, to bedzie klamstwo, bo naprawde moge. A prawda brzmialaby: "Nie chce ci
            pozyczyc, bo nie wiem czy moge ci ufac". To go zrani i zapewne przekresli nasza
            znajomosc. A tego byloby mi szkoda. To fajny znajomy, taki do spotkania czasem,
            do pogadania w mailach, pozartowania, lubie go, mamy wiele wspolnych tematow,
            ale nie jest to moj zaufany przyjaciel.

            Wiec jak panie, ktore potepiaja klamstwo w kazdej sytuacji, rozwiazalyby ten
            problem? Czy walnac mu prosto w oczy, ze mu nie ufam (choc nie mam jasnych
            podstaw, wiec tym bardziej bedzie to krzywdzace) czy jakos "omijac" prawde. Ale
            jak? "Niestety ci nie pozycze" a jak spyta "Czemu?" to co?

            Oczywiscie ja wiem co zrobie, jesli on zapyta: sklamie. Ze nie moge, ze nie mam
            pieniedzy, ze cos tam. Umiem niezle klamac. I zgadzam sie z Verdana, ze
            klamstwo, takie nie krzywdzace i bez szkody dla innych, jest potrzebne. Jest
            czescia naszej kultury, naszego codziennego zycia. Ciezko mi uwierzyc, ze sa
            ludzie ktorzy w ogole nie klamia i daja rade z tym zyc nie majac poobrazanych
            znajomych, przyjaciol, rodziny smile
            • asia.sthm Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 09:23
              Jedna prawdomowna odpowie tak:
              Krotka odpowiedz - nie moge - powinna wystarczyc i klamstwem nie
              bedzie. Bo przeciez twoj brak zaufania nie pozwala podjac ci ryzyka
              i jest wystarczajacym powodem odmowy. W koncu chodzi o wieksza
              sume, jesli dobrze zrozumialam.
              Aby szczera odpowiedz nie zabrzmiala sucho, mozesz miec na
              podoredziu kilka bankow udzielajacych znosnych pozyczek bez
              gwarancji i zapytac czy nie latwiej mu po prostu wziac tam pozyczke.
              W dzisiejszych czasach nikt z rozumem nie prosi znajomych o wieksze
              pozyczki - leci sie do banku.
              Moze on po prostu tak sie tylko skarzy ogolnie na syfiata sytuacje i
              wcale cie nie poprosi.

              PS. Mozesz tez rozwazyc pozyczenie mu pieniedzy ze spisaniem umowy i
              planem splat.
              • srebrnarybka Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 12:22
                Moim zdaniem odpowiedź "nie mogę", a nawet "nie mam" nie będzie
                kłamstwem. Bo to nie znaczy, i on tego z pewnością tak nie zrozumie,
                że nie masz w ogóle takiej sumy, tyle tylko, że ta suma jest
                zaplanowana na jakieś inne wydatki, ma pozostać nienaruszalnym
                kapitałem, rezerwą w przyszłości, może zbierasz na coś
                poważniejszego, o czym mu nie mówiłaś itd. I "nie mam" oznacza w tym
                wypadku: "nie mam wolnej sumy, którą mogę na dowolny czas wyłączyć
                ze swojej dyspozycji", a nie "nie mam w ogóle pieniędzy, do 1go będę
                żyć na koszt teściowej", Oczywiście lepiej sformułować to "nie
                mogę", bo to jest jeszcze ogólniejsze (może np. nie możesz, bo mąż
                nie lubi, jak pożyczasz, albo są to pieniądze zebrane na weselu i
                rodzinka się może dopytywać etc.) i może oznaczać jeszcze więcej
                powodów.
                Natomiast zgadzam się z Verdaną, że drobnych kłamstwek
                grzecznościowych uniknąć się nie da. Ale to wydaje mi się nia ta
                sytuacja.
                • verdana Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 13:55
                  Alez oczywiscie, ze odpowiedź "nie mogę" jest klamstwem, bo możesz,
                  tylko nie chcesz... Bo mowimy tylko o sytuacji, gdy masz te sumę
                  chwilowo ci do niczego niepotrzebną, którą bez wahania pozyczyłabys
                  komus innemu. To przyklad jak najbardziej typowego kłamstwa,
                  ktorego nie da się uniknąć.
                  Pare tygodni temu odmowilam tego samego dnia rano pozyczki jednej
                  osobie (niestety, przykro mi, nie mogę) i pożyczylam ją wieczorem
                  przyjaiółce, ktora byla w naglej potrzebie. Moglam pożyczyć temu
                  pierwszemu, ale po prostu nie chiałam i tyle.
                  • mariefurie Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 16:59
                    verdana napisała:
                    Moglam pożyczyć temu
                    > pierwszemu, ale po prostu nie chiałam i tyle.


                    A co powiedziałas?
                    Bo ja np. w takiej sytuacji działam wprost, ale w zalezności od osoby.
                    jesli to jest ktoś, kto kiedyś powiedzial, ze zwróci a nie zwrócil, lub zwrócił
                    nie we wczesniej umówionym terminie, to mówie: przepraszam, ale pamiętasz, była
                    tak sytuacja, a ja nie lubię sie prosić o swoje. Udzieliłam ci pozyczki, bo
                    byłaś w potrzebie, ale umowa jest umowa. Nie dotrzymałeś. Możesz na mnie liczyć
                    w każdej innej kwestii, ale pieniędzy Ci więcej nie pożyczę.

                    I tyle. Temat zamknięty raz na zawsze. A ja mam spokoj.
                    I to nie jest tak, ze ja bede miała jakies "halo" do tej osoby. Nie.
                    po prostu, jezeli pozyczam i pytam wyraznie - kiedy zwrot., a ta osoba mowi ze
                    np 20., i tych pieniędzy nie ma, i zadnego infa ze strony tej osoby nie ma (bo
                    jestem w stanie tez zrozumiec, ze coś sie stalo, i ze zwróci np 23, ale na boga,
                    niechże uprzedzi! bo tu nie chodzi o pieniądze, tylko o słowo! zobowiązanie!),-
                    to dalej nie ma o czym rozmawiać.
                    Załatwiam sprawę raz na zawsze i konkretnie.

                    Jeżeli natomiast jest to ktoś bliski i od lat sprawdzony - to w ogole nie ma
                    problemu. jak mam - dam, nie, to mówię ze nie mam, a jak ma wyjątkową
                    sytuację,to jestem w stanie zapozyczyc sie od kogoś innego akonto tej osoby.
                    • verdana Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 17:25
                      Powiedzalam "Strasznie mi przykro, nie mam teraz, nie mogę". Nie
                      pozyczyłam, bonie chcialam, nie było zadnych obiektywnych wskazań -
                      ja nie lubię pozyczać, parę razy sie sparzylam i teraz pożyczam
                      tylko przyjaciołom. Przy przyjaciolach jak mam - to daję, jak nie -
                      to nie.
                      • mariefurie Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 17:38
                        Nie masz obaw, ze za miesiąc znów przyjdzie i bedziesz musiała co miesiąc
                        powtarzac to samo? Ja bym umarła z nudów.... i tego lejtmotywu...
                        • verdana Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 18:05
                          Nie, nie mam obaw. Powiedzialam przeciez, że nie mogę pozyczyć. A
                          jesli nawet - to co Twoim zdaniem miałabym powiedzieć innego
                          znajomemu? Mam, ale nie dam? On nic zlego nie zrobił, nie mam
                          zastrzezeń do jego uczciwosci, trudno mi powiedzieć "Wiesz, nie
                          pożyczę ci, bo nie mam 100% pewnosci, ze oddasz, bo Kowalski mi nie
                          oddał". Ja twgo faceta lubie i nie chce zrywac znajomosci, ale
                          pozyczac tez nie chcę.
                          • mariefurie Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 19:21
                            verdana napisała:

                            > Nie, nie mam obaw. Powiedzialam przeciez, że nie mogę pozyczyć. A
                            > jesli nawet - to co Twoim zdaniem miałabym powiedzieć innego
                            > znajomemu? Mam, ale nie dam? On nic zlego nie zrobił, nie mam
                            > zastrzezeń do jego uczciwosci.

                            -wtedy mówię, przepraszam, ale nie pozyczam pieniędzy. z zasady.
                            Skłamałabym pewnie. Bo pozyczam, ale nie wszystkim.
                            • verdana Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 19:42
                              smile
                              No to co za róznica, co sklamiemy???
                • bloopsar Re: definicja "mowienia prawdy"..? 15.05.09, 22:39
                  > Moim zdaniem odpowiedź "nie mogę", a nawet "nie mam" nie będzie
                  > kłamstwem.

                  Bedzie bo i moge i mam. Tak sie akurat sklada, ze przyjaciolka oddala mi tak z
                  tydzien temu znaczna pozyczona kwote i te pieniadze leza sobie w szafce, czasem
                  wezme banknot na zakupy. Bez problemu moglyby posluzyc jako kolejna pozyczka,
                  tym razem dla tego znajomego. Ale nie chce tego.

                  Moim zdaniem to jednak jest sytuacja wymagajaca klamstwa nie do unikniecia. Albo
                  grubianstwa, w stylu "Nie pozycze. Spadaj". Bo jakos tak odpowiedz typu "Nie,
                  nie pozycze" sama w sobie brzmi zle, trzeba ja wesprzec jakims powodem,
                  usprawiedliwieniem dlaczego nie. No takie sa konwenanse po prostu.
        • titta Re: definicja "mowienia prawdy"..? 18.05.09, 13:13
          > Wierzę, ze człowiek mowiacy prawde czuje się z tym fantastycznie -
          > natomiast mam watpliwosci czy inni czuja się z tym fantastycznie.

          Nikt nie ma obowiazku sprawiac aby wszyscy zawsze czuli sie
          fantastycznie. Byc milym i doceniac kazdy gest - tak. Klamac,
          dlatego ze ludzie maja kompleksy i problemy z ego - nie. Nikt nie ma
          obowiazku brac na siebie cudzych problemow.
          • titta Re: definicja "mowienia prawdy"..? 18.05.09, 13:31
            Ostatnio na sobie samej przerobilam problem "nietrafionych
            prezentow". Otoz dostalam od znajomego perly (rzecznewink oprawione w
            pozlacane srebro. Nie lubie i nie nosze perel, podobnie jak zlotego.
            Przyslowiowa "kula w plot" smile. Prezentem sie zachwycilam (bo
            obiektywnie byl ladny, moj gust to inna sprawa). Autentycznie sie
            wzruszylam, bo bardzo mily gest. Docenilam, ze wiedzial, ze wole
            wiszace kolczyki, a nie wkretki. Ba, caly dzien chodzilam w tym i
            czasem w obecnosci znajomego zakladam.
            W zadnym momecie nie sklamalam. Wlasciwie w ogole w takim kontekscie
            rozpatrywanie kwesti klamstwa jest nieadekwatne.
            A gdyby zapytal mnie wprost czy podobaja mi sie perly? Coz, chyba
            bym wybrnela wyliczajac do czego mi beda pasowac wink Wprost, ze je
            lubie nie powiem. Bo jeszcze ktos uslyszy i znowu mnie nimi
            uszczesliwil wink Za to jesli dotyczylo by to bliskiej osoby, a nie
            znajomego postarala bym sie, zeby na nastepny raz wiedzial jaki mam
            gust (jakas przyjacilka "walaca prawde miedzy oczy" by sie
            znalazlawink
    • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 12:05
      Zawsze sie strasznie buntowalam przeciwko takim "bialym klamstwa".
      Szczegolnie wciskaniu, ze zupa smakowala. Nie trudno sie domyslec,
      ze w efekcie babcia przyrzadzi "smaczna" zupe specjalnie dla wnusi,
      na drugi raz...
      Lepsza jest sztuka dyplomacji: zawsze w kazdej rzeczy mozna cos
      pozytywnego znalezc, co mozna pochwalic szczerze. Np. nie mowie
      dziecku, ze ladnie rysuje, jak zabazgrze kartke na czerwono. Powiem
      ze podob mi sie sie, ze dobiera zywe kolory. I tego ucze. Podobnie
      jak udzielac odpowiedzidzi "przepraszam, mamusiu, ale nie moge ci
      powiedziec". Nie zadaje pytan na sile i nie draze. (Mialam rodzica
      prokuratora, z nawykiem prowadzenia przesluchan, wiec wiem jaki to
      koszmarek wink
      • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 14:00
        Nie zawsze da się znaleźć wyjscie z sytuacji, zreszta mnie to
        smieszy - bo przecież lawiruje się tylko po to, bay rozmowca
        uslyszał to klamstwo, ktorego nie chcemy powiedzieć wprost.
        Prosze bardzo daj mi odpowiedź na pytanie "mamo, czy rozwazalas
        przerwanie ciąży ze mną"? , "Czy uważasz, że babcia mnie nie
        lubi?", "Czy naprawdę mam taki okropny nos?".
        • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 14:32
          Od konca:
          Nos: nie- bo co znaczy "taki oktopny"? Na pewno nie, bo nie
          wyobrazam sobie myslec, ze dziecko ma okropny? No duzy masz kochanie
          (bo to pewnie juz wie). Ale nie okropny.
          Pytanie z babcia zadane z jakiegos powodu? Jakiego? Jak babcia nie
          lubi, to dziecko o tym dobrze wie i raczej problemem trzeba by bylo
          sie zajac. (Moja tez mnie nie lubila w dziecinstwie, teraz jestem
          ulubiona wnuczka. Babcia "dorosla", ch, che)
          Przerwanie ciazy? Tez bym sie - chyba w zaleznosci od wieku dziecka -
          zajela strona psychologiczna. dlaczego takie pytania zadaje? Moze
          czuje sie niechciane?
          Wydaje mi sie, ze z wszystkiego mozna wybrnac. Czasem nie. (Pytanie
          szefa: czy zamiast pisac, co masz pisac, siedzisz znowu w
          internecie?) Czasem trzeba powiedziec prawde i ponies konsekwencje.
          Chyba lepiej prawdy, niz jak klamstwo bumerangiem wraca. Jest
          jeszcze jedna oizytywna strona: swiadomosc, ze nie bede klamac,
          czesto pomaga powstrzymac sie od zrobienia roznych glupot. Bo "co
          potem powiem? wink
          • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 14:37
            ech, przepraszam za chaotyczny potok mysli. Mama nadzieje, ze
            chociaz troche zrozumialy.

            Klamstwo to zazwyczaj takie odgonienie sie od problemu, a nie
            rozwiazanie go. Bywa, ze i wpedzenie sie w prawdziwy problem.
            W przypadku dzieci dochodzi jeszcze kwestja tego, ze nieszczerorosc
            czesto wyczuja.
            • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:30
              Alez nie. Bardzo często za kłamstwem nie kryje się zaden problem.
              Jesli na pytanie dziecka "Masz ochote się ze mną pobawić?",
              odpowiadam całkowicie niezgodnie z prawdą "tak", to nie maskuję
              żadnego problemu - bo problemu, oprocz mojego lenistwa tutaj nie ma.
              Gdybym odpowiadała małym dzieciom szczerze, ile razy chciały czegos
              ode mnie - to dopiero stworzyłabym problem.
          • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 14:58
            Mozna - matka narzeczonej mojego syna własnie mowi prawdę. Nos córka
            ma okropny, ona jest skłonna zafundować operacje plastyczna. Nos,
            jak nos - za to kompleksy od niego dwa razy większe.
            Babcia nie lubi - ja mowie prawdę (najsmieszniejsze jest to, ze ja
            niemal zawsze w sprawach powaznych mowie prawdę...). Ale nie wiem,
            czy dobrze robilam - syn bardzo nad tym boleje, choć juz jest
            dorosły. Moze trzeba było jednak delikatniej.
            Najmlodszy doskonale wie, ze jest wpadką. Trudno to było ukryć i
            nawet nie próbowałam. Ale o tym, ze ukochani dziadkowie oferowali
            kasę na przerwanie ciąży i ja się wahałam - nie powiem. I w tym
            wypadku wybrnąć można tylko klamiąc. szczegoonie, gdy dziecko jest
            małe, bo już nastolatkowi moglabym to powiedzieć, pomijajac role
            dziadkow. Bo nie ja poniose konsekwencje prawdy, tylko dziecko.
            Jesli dziecko ma potrzebe nie kłamania nigdy rodzicom, to nie ma
            szans dorosnąć i robic czegos na własny rachunek. Mlody człowiek
            robi wiele rzeczy, o ktorych rodzice nie musza wiedzieć - nie ma
            wiec co wymagać prawdy w odpowiedzi na niektore pytania.
            • mariefurie Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:07
              dziewczyny, wydaje mi sie, ze i tak mówicie o tym samym.

              a Titta wcale nie piszesz chaotycznie, a i sie zgadzam z Toba na całej linii.


              Verdano, to nie z nosem cos nie tak, tylko z matką tej dziewczyny.
              A wieęc nie rozpatrywałabym tego w kategoriach tzw prawdy.

              Co do dość drazliwego tematu - "wpadka". Widzisz, wydaje mi się, ze jezeli
              dziecko o tym wie, ale nie idą za tym inne negatywne komentarze, to jest ok, i
              zadna krzywda mu sie nie dzieje.
              Ale jesli sie dowie, a gdzię podrodze póxniej jeszcze będzie komentarz od
              rodzicielki - a żebyś zdechł, albo szkoda że cie nie wyskrobałam,- no to trauma
              do końca zycia.
              I z prawdą, znowuż, taki przypadek nie ma nic wspólnego.
              Tylko z psychiką rodzicielki.
              • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:22
                Nos jest faktycznie niewyjściowy i matka prawdę mowi. Prawdę
                własnie, tylko taką, której - w y także - uwazacie, ze nalezy
                zatrzymac dla siebie.
                A ja nie mowie o przypadku wpadki, tylko rozwazania aborcji, co
                naprawde nie jest tym samym. I nie jest tym, czym należaloby
                czestowac małe dziecko.
            • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:07
              <Ale o tym, ze ukochani dziadkowie oferowali kasę na przerwanie
              ciąży i ja się wahałam - nie powiem.

              Mowienie prawdy, nie oznacza, ze zawsze trzeba kazdego nia raczyc.
              Klamstwo: to powiedziec, ze dziadkowie sie cieszyli, a nie
              przemilczec ciezkie do zniesienia fakty.

              Tak na marginesie: jesli mysle, ze ktos ma okropny nos, to uwazam,
              ze to JA mam problem, a nie ta osoba. Dlatego, w zaden sposob nie
              czuje sie sklonna dzielic moimi spostrzezeniami. Chyba, ze wiem, ze
              z wdziecznoscia przyjmie kase na operacje plastyczna wink
              • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:23
                Tak, tylko wszystko jest piekne, póki dziecko lub ktos dorosly nie
                pyta. Ale czasem pyta (czy uwazasz, ze mam brzydki nos?). I prawdy
                powiedziec nie sposób.
        • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 14:45
          Jeszcze cos mi sie przypomnialo:
          Znajoma nie chciala dziecka. Corka byla wpadka (z mezem, ale
          jednak), dlugo, jeszcze po jej urodzeniu oplakiwana.
          Znajoma nie tylko powiedziala to corce ale tez poprosila o jej
          przebaczenie. W niesamowity sposob zadzialalo to na relacje miedy
          nimi, oczyszczajac atmosfere...
          • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:04

            O przebaczenie?????
            Dla mnie to chore. Mozna prosic o przebaczenie za to co się zrobilo,
            ale uczucia mam prawo miec takie, jakie mam.
            I nie rozumiem, jaka atmosfera byla do oczyszczenia. Syn jest
            wpadką, wie o tym i nie widze nic w atmosferze do oczyszczania.
            • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:14
              A tak, o przebaczenie. Bo kazde dziecko ma prawo byc kochane i
              chciane. Niezaleznie od glupot jakich narobili rodzice.
              Tak sie sklada, ze milosc to postawa (a nie emocje) wiec jak
              najbardziej jest zalezna od naszej woli. Matka (bardzo slusznie)
              przeprosila za swoja postawe wobec corki. A atmosfera sie oczyscila,
              bo corka wreszcie pozbyla sie podswiadomego zalu i poczula sie
              wreszcie kochana. (W efekcie przestala "wisiec na spodnicy",
              medzic "czy mnie lubisz" i starac sie "zasluzyc" na milosc. Zaczely
              sie po prostu dogadywac.)
              • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:20
                To jakas kompletna bzdura, wybacz.
                Kazde dziecko ma prawo być kochane - ale chciane? Tzn. co? Jak jest
                wpadka w niewłasciwym momencie, to lepiej usunąć niż rodzić?
                Miłość jest uczuciem absolutnie niezaleznym od woli. Niestety.
                Matka, ktora nie pokocha dziecka niczemu nie jest winna, jesli o
                dziecko dba i sie troszczy. Nie sposób powiedzieć "kocham" i
                pokochać - to czesto dramat także dla matki i nie nalezy wpędzać jej
                w dodatkowe poczucie winy. Ani zmuszac do samookłamywania się.
                Tu zdesztą, o ile rozumiem, problemem bylo okazywanie braku
                zainteresowania i milosci, a nie jej brak. I za to mozna
                przepraszać, a nie za to, ze dziecko bylo niechciane...
                • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:37
                  Przez "chciane" mialam na mysli akceptowane. Oczywiscie nie kazdy
                  moze byc poczety z milosci (co z gwaltami?). ale nawet te dzieci z
                  gwaltow maja prawo do bycia kochanymi i akceptowanymi, a ich zal
                  jesli tego nie dostana jest sluszny.

                  Co do milosci, nie chce sie klucic o slowa, tym bardziej ze wiem smile
                  ze zgodzila bys sie ze mna. Ja, tak jak napisalam, uwazam, ze milosc
                  jest postawa, a nie uczuciem.
                  (Uczucie mozna sobie wsadzic gleboko, jesli nie jest ono wyrazone
                  przez czyny wink
                  • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:44
                    No i tu prosto jedzemy w strone właśnie nieprawdy - jesli matka nie
                    akceptuje ciąży w tym momencie, to nie akceptuje. Nie ma co wmawiać
                    sobie, ze tak nie jest, bo to jest wyłącznie samooklamywanie się.
                    Nie wszystkie uczucia dadza się regulowac wg. chęci i potrzeb.
                    Żal dziecka może być sluszny tylko o ile matka daje mu do
                    zrozumienia, ze go nie chce. Ale tu nie mowimy o uczuciach, tylko o
                    zachowaniu. Zachowaniu, ktore własnie powinno okłamywac dziecko, o
                    ile matka wewnetrznie nie jest w stanie go zaakceptować.
                    • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 15:56
                      Ale kto mowi o oklamywaniu?
                      Przeprosila, za to, ze kiedys nie chciala, proste?

                      Jak przepraszam, ze na kogos nawrzeszczalam (zdaza sie), to nie
                      neguje faktu ze bylam na ta osobe zla. Przepraszam, za moja postawe
                      (bo powinna byc inna) i tyle. (czasem rowniez za to, ze bylam zla).

                      Ale watek nie o tym. Zaczelo sie od tego czy mowic prawde. Podalam
                      tylko przyklad, ze nawet w trudnych sytuajach prawda moze byc
                      oczyszczajaca.
                      (Zaznaczam: w odpowiednim momecie, w odpowiedni sposob, z
                      odpowiednia postawa i w odpowiednim celu. Bo czesto to milczenie
                      jest zlotem, a nie wylewanie swoich zali przed kims.)
                      • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 16:36

                        Obawiam się, ze w bardzo wielu momentach prawda jest oczyszczająca
                        dla tego, co ją mówi - natomiast nie dla tego, komu jest mowiona. O
                        ile rozumiem, dziecko Twojej znajomej jeszcze jest małe?
                    • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 16:05
                      > Zachowaniu, ktore własnie powinno okłamywac dziecko, o
                      > ile matka wewnetrznie nie jest w stanie go zaakceptować.

                      O nie, kochana. Matka powinna dolozyc staran, aby zaakceptowac
                      dziecko. Nie wazne, czy zajmie to godzine "rachunku sumienia", czy
                      kilka lat sesji z psychologiem. Najgorsza rzecza jest
                      stwierdzic, "nie da sie", "nie panuje nad emocjami" i nic z tym nie
                      zrobic. Powtorze jeszcze raz: milosc jest postawa. A za gleboka i
                      szczera checia wyrazenia pewnej postwy wobec kogos ida uczucia.
                      (Inna sprawa, ze wiele ludzi, najczesciej na skutek doznanych
                      krzywd, nie jest w stanie sobie poradzic z uczuciami samemu).
                      • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 16:35
                        Fakt, matka powinna dołozyć starań, o ile nie zaakceptuje dziecka.
                        Niemniej jednak na poczatku, zanim np. zacznie terapie, dziecko
                        bedzie nieakceptowane, czesto mimo usilnych starań. Powinna
                        zachowywac sie tak, jakby dziecko akceptowała, ale przepraszać za
                        to, ze miała takie - nie inne uczucia - nie musi.
                        Milość jest podstawą, tylko nie zawsze ta milość przychodzi. I tyle.
                        • titta Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 17:31
                          Nie chciala bys czasem aby twoi rodzice przeprosili za bledy jakie
                          popelnili gdy bylas mala? wink
                          • aluc Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 18:00
                            łoooo matko, a kto błędów nie popełnił?

                            ja chyba nawet nie chciałabym wiedzieć, co moja matka uważa za błędy
                            wmoim wychowaniu, bo jeszcze bym trupem padła wink naprawdę, uważam,
                            że przy satysfakcjonujących relacjach podobne rachunki sumienia są
                            kompletnie zbędne

                            na dokładnie tej samej zasadzie nie chciałabym się dowiedzieć po
                            trzydziestu latach wspólnego życia, że mój partner na początku
                            naszego związku zdradzał mnie z sekretarką czy coś w ten deseń
                          • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 18:44
                            Absolutnie, zdecydowanie, jednoznacznie NIE! Moi rodzice to dobrzy
                            rodzice i popełnili - jak kazdy - błedy. Błedy, a nie przestepstwa.
                            Nie chce być za nie przepraszana, ponieważ mieli prao do błędów i ja
                            także je mam. Nie będe tez przepraszac za to, ze w dziecinstwie
                            bylam niegrzeczna.
                            A gdyby mnie mama zaczęła przepraszac, ze mnie nie kochała - choć
                            jestem stara baba, bylabym zrozpaczona. To jest dokladnie to, czego
                            absolutnie nie chciałabym wiedzieć.
                            • bi_scotti Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 19:59
                              Rodzic tez czlowiek - ma prawo nie tylko popleniac bledy, ale
                              rowniez ma ogromne prawo do wlasnej PRYWATNOSCI. Nie na kazde
                              pytanie trzeba/nalezy dziecku odpowiedziec. Pomijam tu kwestie
                              prawdy czy nieprawdy - po prostu sa pytania, na ktore kazdy (lacznie
                              z dzieckiem) moze i powinien uslyszec jedyna sensowna odpowiedz "nie
                              twoja sprawa".
                              Jako wscibska nastolatka zapytalam moja matke kiedy, z kim i w
                              jakich okolicznosciach stracila dziewictwo. Dlugo bylam obrazona gdy
                              padla powyzsza odpowiedz. Do szanowania cudzej prywatnosci i
                              intymnosci niektorzy dorastaja powoli - tak bylo ze mna wink
                              Bo to, wedlug mnie, nie jest tak, ze albo mowimy prawde, albo
                              klamiemy - zadnych stadiow posrednich. Uwazam, ze wlasnie nalezy
                              uczyc dzieci, ze sa jest mnostwo form komunikacji i porumienia
                              miedzy ludzmi i ze trzeba szanowac swoje slowo rowniez trzeba
                              szanowac wzajemnie swoje uczucia, trzeba umiec przewidywac skutki
                              wypowiedzianych slow, trzeba umiec milczec itd. Sprowadzanie
                              komunikacji miedzy ludzmi do roroznienia prawda vs. klamstwo to
                              straszne uproszczenie i wlasciwie z zalozenia "nieprawda" wink
                              • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 20:01
                                Alez oczywiscie! Formy posrednie sa dobre, o ile rzeczywiscie sa
                                pośrednie, a nie mają maskować nieprawdę. Ale dyskusja toczy się o
                                tym, czy zawsze mozna bez klamstwa w ogóle . I nie można.
          • srebrnarybka do "podwątku" o wpadce. 20.05.09, 14:56
            Przeczytałam cały ten "podwątek", ale nie moglam odpowiedzieć, bo
            przez 2 ostatnie dni byłam bardzo zajęta. Odpowiadam dziś, odnosi
            sie to do całości podwątku i nie ma wiele wspólnego z problemem
            prawodomówności, ale z przedstawioną przez Tittę sytuacją.
            Otóż nie tylko nie rozumiem, za co ma przepraszać matka, która
            urodziła dziecko, mimo, że ciąża w danym momencie była nieplanowana
            i, jak rozumiem, mocno skomplikowała jej plany życiowe, ale mam dla
            takiej matki ogromnie dużo uznania. I nie uważam, żeby urodzenie
            dziecka w takim wypadku świadczyło o braku miłości dla niego - wręcz
            przeciwnie. Nie sztuka urodzić dziecko, kiedy się ma po temu
            wszystkie warunki, dobrze się do tego przygotuje i ma wymarzonego
            słodkiego bobaska, bo właśnie nam się marzy mieć dzidziusia i
            chodzić z nim na speceerki, jak wszystkie koleżanki i sąsiadki. I
            nawet trudno powiedzieć, że decyzja o urodzeniu dziecka wtedy, gdy
            bardzo chcemy je mieć, jest objawem miłości do dziecka. Bo to jest
            bardziej spełnianie własnej potrzeby emocjonalnej posiadania dziecka
            w danym momencie. Natomiast urodzenie dziecka wtedy, kiedy wcale nie
            odczuwamy takiej potrzeby i robimy to przecież nie dla siebie, jest
            właśnie dowodem miłości do dziecka, a nie do siebie.
            Na tym forum regularnie myli się miłość z czułością. Czułość jest
            tylko jednym z przejawów miłości, nie jedynym, nie najważniejszym i
            nie zawsze w równym stopniu potrzebnym kochającym się osobom.
            Natomiast miłość to jest w moim rozumieniu przede wszystkim
            pragnienie dobra dla drugiej osoby. Więc jeśli matka
            rezygnuje/mienia/ogranicza własne plany życiowe, może dla niej
            bardzo ważne, dla dziecka, którego wcale w tym momencie nie pragnęła
            urodzić, czy może być większy objaw miłości? Bo robi to wyłącznie
            dla dziecka, a nie dla siebie. A z drugiej strony wcale nie jestem
            pewna, czy wszystkie przytulania dziecka przez "kochające" mamusie,
            które myślą z przerażeniem o tym, że dziecko rośnie i coraz mniej
            się przytula, są objawem miłości do dziecka? Moim zdaniem raczej
            jest to zaspokajanie przez te matki własnej potrzeby czułości.
    • kaja96 Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 21:46
      > Przeciez uczymy, aby nie mowilo babci, że zupa nismaczna, prezent
      > brzydki, zeby nie mowilo kolezance, ze jej nie lubi itd.
      > Nie wydaje mi się tez, aby starsze dziecko musialo byc zawsze
      > zmuszone, aby na pytania rodziców odpowiadać pradę. Ma prawo na
      > pytanie "Pokłócilas się z Izą?" - odpowiedzieć "nie". Gdy nauczymy
      > j, ze ma zawze odpowidac zgodnie z rzeczywistoscią, nie bedzie
      miao
      > zadnej prywatności. Uniknięcie odpowiedzi jest zwykle
      potwierdzeniem
      > podejrzeń.

      Ja nie ucze dziecka by nie mówiło, że zupa niedobra lub że nie lubi
      kogoś. Jestem zdecydowanie za mówieniem prawdy i uczeniem tego
      dzieci, sama to stosuje w całym moim życiu i nigdy tego nie
      żałowałam. Może to za mocne słowo ale czuje pogarde do ludzi którzy
      nie potrafią prawdzie spojrzeć prosto w oczy.
      • verdana Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 22:50
        A ja czuje pogarde dla ludzi, ktorzy twierdzą, ze igdy nie klamią -
        bo nie ma takich ludzi. Oni oklamują przede wszystkim samych siebie.
        mam nadzieję, ze nigdy nie ukazesz córki, kiedy na pytanie w
        szkole , dlaczego nie uwaza, powie, ze dlatego, ze lekcja jest
        nudna. Nie będziesz sie martwiła, jesli kolezanki nie beda
        przepadały za kimś, kto im mowi, ze mają brzydką sukienke, sa nudne
        i rzeczywiscie - skompromitowały sie, mowiac na polskim głupstwa. I
        nie będziesz zla, kiedy ci powie, ze wyglądasz staro, prezent od
        ciebie byl fatalny, a to co mowisz - kompletnie jej nie interesuje.
        To wszystko czasem jest prawdą...
    • chajro Re: Mówienie prawdy 18.05.09, 22:59
      Uczę moją córkę (5 l.), że należy zawsze mówić prawdę, choćby była
      najgorsza a mnie może bezwzględnie powiedzieć wszystko, zachowuję
      dyskrecję. Jestem konsekwentna i nie robię awantur gdy przyzna się ,
      że np.zbroiła, rozmawiamy i rozwiązujemy problemy (ale nie
      pobłażam!). Bo czym skorupka za młodu nasiąknie...A na niuanse czy
      mówić prawdę czy przemilczeć przyjdzie z wiekiem czas.
    • rycerzowa Re: Mówienie prawdy 19.05.09, 00:02
      Owszem, są ludzie, którzy zawsze mówią prawdę, nigdy nie kłamią, nie mówią nawet tzw. uprzejmych półprawd.
      Czy dlatego,że są tacy moralni?
      Nie - oni są do bólu szczerzy tylko dlatego,że mają jakiś defekt.

      Znam takiego, na szczęście jest małomówny.
      Ale bierze dosłownie to, co mu się powie.

      (Nie jest upośledzony,w swoim zawodzie dobry).

      Taka scenka:
      Przyjeżdża przysłowiowa teściowa, niespodziewanie, bo miała okazję. Facet jest dobrze wychowany, uprzejmie gościa wita, dzwoni do żony do pracy ,że jest mama. Żona woła: "Ło matko! Potem oddzwonię".
      - Co powiedziała?
      - Zawołała Łomatko.
      - Ojej, koniecznie od razu odwieź mnie do domu.
      I on ją odwiózł. Nie rozumiał, dlaczego żona była na niego zła a teściowej było przykro.
      Pytała, to odpowiedział,zgodnie z prawdą.
      Chciała, by ją odwiózł, to ją odwiózł.

      Na tłumaczenie,że żona wcale nie chciała pozbyć się gościa (szanuje matkę)a mama dokładnie wiedzieć, co córka mówi, ani tym bardziej być odwiezioną - odpowiedział,że on tych "wszystkich krętactw nie znosi, on jest uczciwym i takim pozostanie".

      Tymczasem na podobne "krętactwa" on jest po prostu za głupi, brakuje mu wyobraźni.
      • mariefurie Re: Mówienie prawdy 19.05.09, 00:58
        rycerzowa napisała:

        > Nie - oni są do bólu szczerzy tylko dlatego,że mają jakiś defekt.

        -Z tym się moge zgodzić.

        -Ale z tym, poniżej, juz nie.
        > Tymczasem na podobne "krętactwa" on jest po prostu za głupi, brakuje mu wyobraźni.


        Temat widze zszedł kompletnie z ....tematu, ze tak powiem.

        Bo to, co tu juz jest ostatnio prezentowane, to jest pewna "chytrość", niektórzy
        na to mówią - mądrość zyciowa.
        Może. Nie wiem.

        Jedyne co wiem, ze UCZENIE dziecka KŁAMAĆ - kończy sie tym, ze wyrośnie cwaniak
        i oszust.

        A, dla odmiany,przyciskanie dziecka do muru w celu wyjawienia CZYSTEJ PRAWDY i
        robienia przesłuchań - kończy się urazem psychicznym, albo wiekszą traumą zyciową.

        A więc, jak zawsze - prawda leży po środku.


    • wlodek111 ..nie klamie... 19.05.09, 03:06
      ..nie klamie...
      stosuje jedynie zasade, ze lysemu nie trzeba przypominac, ze jest lysy, a slepemu, ze nie widzi, lub grubemu ze lepiej by dla niego bylo gdyby schudl - sami o tym doskonale wiedza...
      a jesli chodzi o watek szczerosci, ktory czasami jest mylony z mowieniem prawdy.... to czasami zamiast szczerosci, i prawdy lepiej zachowac sie kulturalnie.....
      • verdana Re: ..nie klamie... 19.05.09, 08:12
        Otóż to - szczery i kulturany nie zawsze idą w parze...
        • spiacawdzien Re: ..nie klamie... 19.05.09, 21:49
          Noo, takiej prościutkiej osobie ja ty ciężko to połączyć. Niemniej jednak jest
          to możliwe. Przypatruj się tym, którym się to udaje - może czegoś się nauczysz?
          W poprzedniej wypowiedzi facet nie napisał, że mówienie prawdy i kultura się
          wyklucza, tylko,że nie jest to łatwe. No, ale ty sobie interpretujesz jak
          wygodnie i bez głębszego zrozumienia. Nic nowego wink))
    • spiacawdzien [...] 19.05.09, 16:50
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • rycerzowa Re: Mówienie prawdy 20.05.09, 00:38
      "Gdyby Bogu o prawdę chodziło, stworzyłby sobie suwaki logarytmiczne miast ludzi."

      Jacek Dukaj, "Lód"
      • mariefurie Re: Mówienie prawdy 20.05.09, 09:03
        Kapral mówi do szeregowego Kowalskiego: "Kowalski, nie lejcie do basenu!"
        Kowalski odpowiada: "Panie kapralu, ale przecież wszyscy leją do basenu".
        Kapral: "Ale nie z trampoliny!"

        smile
        • spiacawdzien Re: Mówienie prawdy 20.05.09, 19:49
          Ten kawał jest zbyt skomplikowany, aby rycerzowa go zrozumiała. wink)
          • mariefurie Re: Mówienie prawdy 20.05.09, 22:42
            to nie bylo do rycerzowej, tylko tak, w ogóle.
            Jako summa summarum smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka