Dodaj do ulubionych

dziecię na wakacjach

06.07.09, 15:49
.Jestem babcią czterech panów w wieku 3 - 12 lat. W tej chwili na
wsi mam domek z ogródkiem i mam dwóch starszych "miejskich wnuków'.
Nie pojadą nigdzie rowerem ,bo im rodzice nie pozwalają,nie pojadą
na jezioro bo daleko ,nie pójdą na wieś do innych dzieci bo ich nie
znają , nie wejdą na drzewo bo się konar załamie ,nie będą grać w
piłkę bo się spocą , nie lubieją czereśni, wiśni ,malin ,
truskawek ,zielonego groszku.
Najchetniej to fantastyczne / czytaj dla mnie ogłupiające gry
komputerowe/ albo TVN,albo czytanie ksiązek w pokoju na sofie .
Ludzie pomocy.Nie chcę żeby moi wnukowie byli jak bracia z
Żoliboża.Ich tata wychowywał sie w górach .Jak zaczynały sie wakacje
zakładał harcerski mundur i zjawiał sie w domu 30 sierpnia .Co sie
stało .Jestem z wnukami sama -rodzice pracują ,czy mam obalać to co
rodzice wymagają czy olać i kazać im nawet co nieco połamać ale w
doborowym towarzystwie chłopaków ze wsi . Zamknąć komputer ,czy
chate aby ich przez wakacje wychowała ulica .Z moich obserwacji
ogromna nadopiekuńczość rodziców?aga
Obserwuj wątek
    • kasiak37 Re: dziecię na wakacjach 06.07.09, 17:31
      odciac komputer i tv.
      • camel_3d Re: dziecię na wakacjach 06.07.09, 17:38
        czemu? wtedy beda wspominaly wakacje u babci jakos cos koszmarnego. Zamiast
        odcinac wypada zaproponowac alternatywe..ale to nie jest latwe. Miejsckie dzeici
        nie zawsze lubia wiejscie srodowisko. Ja nei znosilem, kiedy musialem pojechac
        na wiec do ciotki... to byl jakis koszmar. Pomijajac kurze kupy na
        trawniku...nuda... dzeici nadawaly na innych falach...zero wspolnych tematow itd...
        • lejdi111 Re: dziecię na wakacjach 06.07.09, 17:55
          mąż mój miał nadopiekuńczą matkę, która na nic mu nie pozwalała i wszystko było
          niebezpieczne. Teśc mój pochodzi ze wsi i mój mąz jako dzieciak jeździł na
          wakacje na wieś do babci i dziadka. Z tego co mi mówił bardzo mu się tam
          podobało. Czuł się swobodnie. Do dzisiaj wspomina wakacje na wsi.
    • sloooneczko Re: dziecię na wakacjach 06.07.09, 20:33
      dzieci mają od wychowywania RODZICÓW
      nie jest to rola dziadków
      mogą delikatnie coś zasugerwac, zaproponowac, a nie cichaczem
      wprowadzac swoje zmiany.
    • jakw Re: dziecię na wakacjach 06.07.09, 20:53
      Jeśli znasz dzieciaki z okolicy w wieku zbliżonym to może spróbuj
      zaznajomić swoich wnuków z nimi. Tylko zamknij kompa na klucz, żeby
      nie zaczęli grać wszyscy.
    • annulka.6 Re: dziecię na wakacjach 06.07.09, 20:59
      A może poszukać "złotego środka"? Fakt, teraz wychowuje się dzieci
      inaczej niż 20, 30 lat temu...jest większa świadomość społeczna,
      większe zagrożenie na drogach itp. Zamiast ślęczenia przed
      komputerem wybrać się z chłopakami nad wodę, na wycieczkę, upiec
      razem pizzę, zrobić ciasto,upiec kiełbaski... Jednym zdaniem wdrożyć
      chłopaków do obowiązków, czegoś się nauczą i mile spędzą czas.
    • tata.kasi Re: dziecię na wakacjach 06.07.09, 21:11
      A dziadek?
      • aga-kosa Re: dziecię na wakacjach 07.07.09, 08:47
        Dziadek jest do WIELKICH RZECZY.
        Dzisiejsza wieś to nie ta z przed kilkunastu laty .Jeśli ktoś hoduje
        kury są one w zagrodzie .Niewielu rolników ma jakąkolwiek zwierzynę
        w domu .Po mleko z wnukami muszę chodzić na sąsiednią wieś .Tam
        zobaczyli i skosztowali PRAWDZIWE MLEKO i maślankę .Dzieci mają
        komputery i internet .Cięższy jest dostęp do książek ale i miejskie
        dzieci nie czytają .
        Moje wnuki akurat mają pozytywnego hopla a ja chciałabym żeby
        wakacje strawiły na świeżym powietrzu ,połaziły po drzewach i
        ogólnie robili to co ich rodzice.
        • azile.oli Re: dziecię na wakacjach 07.07.09, 09:43
          Teraz dla dzieci inne rzeczy sa atrakcyjne. Moje dzieci też w życiu
          nie łaziły po drzewach, bo nie widzą w tym celu, nie bawiły się w
          indian, bo zmieniły się zabawy (dawniej inspiroiwane filmami,
          westernami , ''zorro''). Większoścoi wymienionych potraw córka by
          też nie tknęła, ale np koktail z tychże owoców wypiłAby chętnie. Nie
          dziw się, że dla chłopców przejażdżka rowerem czy kżąpiel w jeziorze
          nie są atrakcją. i nie dziw się, że im rodzice zabronili. Oni w
          mieście ,mają basen, a dno w jeziorze może być dla ''miastowych''
          zdradliwe. Wreszcie nawiązywanie znajomości. Może są nieśmiali? A
          mnoże zwyczajnie obawiają się, jak zostaną przyjęci
          przez ''miejscowych''. Wakacje nie są od tego, aby dzieci zmuszać
          do czegoś dla ich pozornego dobra.
          Oczywiśc\ie można dawać propozycje, ale raz i wystarczy.
          Nie każdego uszczęśliwqi to samo. Gdyby mnie rodzice wysłali
          kiedykolwiek na obóz wędrowny czy pod namiot, wolałabym nie jechać
          nigdzie. Podobnie moje dzieci, a nie unikają ruchu, jeżdżą na obozy
          sportowe, ale pewien standard musi być.
          Dzieci nie muszą robić tego, co robili ich rodzice. Dawniej nic nie
          było w telewizji, gier komputerowych też nie było.
          • pam_71 Re: dziecię na wakacjach 07.07.09, 13:04
            e ... jezioro i rower nie są już atrakcją dla dzieci z miasta ?!
            No to moje chyba jakieś "ufoludki" wink
            Większość wakacji spędzają na działce (wieś o rzut kamieniem). Jest las
            ,jezioro, ponton, rowery, podchody, drzewa do włażenia, szałasy do budowania,
            glajdy w piaskownicy, grzyby w lesie, zwierzęta do wytropienia(w tym roku
            widzieliśmy BORSUKA !!),wiejski sklep z lodami i colą (3km), piłka do kopania
            ... i zdecydowanie brak czasu na nudę !
            Zamknij kompa na klucz i wykop wnuki na podwórko wink Będą mieli niezapomniane
            wakacje ....
            Pozdro
            Pam
            PS: A ... TV jest ale satelity juz nie. Kompa nie ma.
          • e_r_i_n Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 10:48
            azile.oli napisała:

            > Nie dziw się, że dla chłopców przejażdżka rowerem czy kżąpiel w
            > jeziorze nie są atrakcją. i nie dziw się, że im rodzice zabronili.

            Żartujesz?
            Moje dziecko, chodzące na basen co najmniej dwa razy w tygodniu, nad jeziorem
            zachowuje się jak dzikus - taka to dla niego radość. Ostatnio zrywał mnie z
            łóżka o 9, żeby tylko już pojechać ROWEREM nad JEZIORO.
            Wszystko kwestia tego, co rodzice dzieciom pokazują - moje dziecko od
            niemowlęctwa 90% wakacji spędza nad wodą. I nie ma dość.
            A rower mógłby być w użyciu non stop.
            • azile.oli Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 13:33
              To zależy od wieku dzoiecka. Jeśli przynajmniej jeden z chłopców
              jest nastolatkiem, to założę się, że przejażdżka rowerowa z młodszym
              bratem jest dla niego średnią rozrywką. Podobnie kąpiel w jeziorze,
              gdy trzeba tegoż brata pilnować, pomijając już fakt, że chłopcy
              pewnie spędzają czas we własnym towarzystwie na co dzień. Wszystko
              zależy od dziecka, jego zainteresowań i tego, jak na co dzień spędza
              czas. Po prostu robienie pewnych rzeczy samemu czy też z bratem
              przestaje być dla nastolatka atrakcyjne. On potrzebuje towarzystwa
              róewieśników, aby wyrwać się z domu. I to rówieśników, których zna i
              lubi.
        • tata.kasi Re: dziecię na wakacjach 07.07.09, 10:24
          Bez dziadka nie da rady smile. To męża musisz pognać do zajęcia sie
          wnukami, a nie namawiac chłopaków, żeby włazili na drzewo. Jakieś
          pomieszanie ról tu wyczuwam. Dziadek ich bierze na męskie wyprawy za
          rzekę i po mleko do sasiedniej wsi, a ty siedzisz w wigwamie i
          pieczesz placki...big_grin
    • tukata Re: dziecię na wakacjach 07.07.09, 11:46
      odciąć dostęp do komputera i TV, pierwszy dzień będą smęcić i się
      nudzić, następnego już wymyślą zabawy. Nie ograniczać ich, niech się
      brudzą i pocą, zadbać tylko o bezpieczeństwo, jak jadą rowerem to po
      polnej drodze, a nie ruchliwą ulicą itd. I nie ma w tym nic z
      działania wbrew rodzicom. A jak wejdą z dziadkiem na drzewo, żeby
      narwać czereśni, to może i je polubią.
    • efidorek Re: dziecię na wakacjach 07.07.09, 12:44
      oj szkoda, nawet nie wiedzą, co tracą - ja byłam "miastowym"
      dzieckiem, ale dziadków z obu stron miałam na wsi i spędzane u nich
      wakacje, ferie, weekendy to najlepsze wspomnienia z mojego
      dzieciństwa, dodatkowo na tej samej wsi mieszkało rodzeństwo mojej
      mamy ze swoimi dziećmi - moimi równolatkami, więc towarzystwo było
      zapewnione. Niestety moje dzieciaki nie mogą liczyć na takie
      wakacje - dziadkowie miastowi sad
      • pam_71 Re: dziecię na wakacjach 07.07.09, 13:07
        Nio .. my tez mieliśmy swoją bandę wink I domki na drzewach ...
        • lejdi111 Re: dziecię na wakacjach 07.07.09, 13:26
          pam_71 napisała:

          > Nio .. my tez mieliśmy swoją bandę wink I domki na drzewach ...

          I pewnie wakacyjną miłość przeżyłeś smile
          • pam_71 Re: dziecię na wakacjach 07.07.09, 14:15
            A żeby to jedną wink Choć przyznam, że większość platonicznie ...
    • sir.vimes rozwiniesz? 07.07.09, 23:27
      "kazać im nawet co nieco połamać ale w
      doborowym towarzystwie chłopaków ze wsi . "

      a tak poza tym - czy jest jakiś nakaz lubienia czereśni?
      • verdana Re: rozwiniesz? 08.07.09, 08:38
        jakos nieszczególnie się dziwię, ze rodzice nie chcą , aby 12-latek
        i jego mlodszy brat sami jeździali na rowerach po niezbyt znanej
        okolicy.
        Może dziwilabym sie bardziej, gdyby nie to, ze moja szwagierka
        własnie lezy w szpitalu bardzo ciężko ranna po upadku z roweru.
        • pam_71 Re: rozwiniesz? 08.07.09, 10:05
          verdana napisała:

          > jakos nieszczególnie się dziwię, ze rodzice nie chcą , aby 12-latek
          > i jego mlodszy brat sami jeździali na rowerach po niezbyt znanej
          > okolicy.

          W takim wypadku na rower wsiada również Babcia/Dziadek, a dzieciaki zaopatruje
          się w kaski wink Pozatym jeżeli mamy doczynienia z rozsądna Babcią wink to
          wycieczka rowerowa będzie prowadzić polnymi lub lesnymi drogami, a nie
          autostradą ...
          Ja w/w przypadku bardziej wyczuwam brak nici porozumienia na linii
          Teściowa-Synowa wink niż rzeczywistą ciapowatość miejskich dzieci ...
          • azile.oli Re: rozwiniesz? 08.07.09, 10:30
            Ale z postu nie wynika, że babcia czy dziadek gdzieś się z dziećmi
            wybierają, raczej uważają, że młodzi są na tyle duzi, że sami
            powinni jechać ''w teren''. Jeśli rodzice zabronili wypraw
            rowerowych, to nie podważać ich decyzji. A wogóle to p[o co
            uszczęśliwiać dzieci na siłę? Niby są na wsi i powinny z tego
            korzystać, ale jeśli nie chcą? Nie każdemu odpowiadają wiejskie
            wakacje. Ja swoje też wspominam z rozrzewnieniem, ale miałam tam
            koleżanki i kolegów od najmłodszych lat dziecinnych, nastolatek
            niekoniecznie musi mieć ochotę na nawiązywanie przyjaźni.
            A co do komputera - nie radzę zamykać, może poskutkować tym, że
            dzieciaki będą siedziały przed domem niezadowolone, a w przyszłym
            roku odmówią wyjazdu do babci.
            • pam_71 Re: rozwiniesz? 08.07.09, 11:15
              No ja tez nie jestem za uszczęśliwianiem dzieci na siłę, ale na siedzenie
              powiedzmy 12h przed kompem gdzie w okolicy wsi spokojna wsi wesoła wink raczej
              bym się nie zgodziła.
              Z resztą u mnie akurat często jest tak, że wyciągnąć gdzieś Młodych jest ciężko
              (bo nogi bolą, bo mi się nie chce ... etc.)..a w trakcie okazuje się że zabawa
              super. A tak co ... siedziałby delikwent w domu? Przy najbliższy wyjeździe w
              góry też zamierzam obowiązkowo przeczołgać Towarzystwo po kilku szczytach wink
              Taka wredna jestem wink
              Wracając do tematu .. u nas sytuacja o tyle "inna", że Młodzi mają na Działce
              kilku znajomków w podobnym wieku ... no i nie jest to typowa wieś, ale ogródki
              działkowe. A z postu autorki nie wynika jednoznacznie czy ubolewa nad małą
              zaradnością Wnuków czy bardziej wkurza ją,że nie daje się ich pozbyć z domu wink
              Tu powinna się wypowiedzieć Aga-Kosa. Ja wiem z własnego doświadczenia, że
              niektórym dzieciom trzeba coś podpowiedzieć czy zorganizować,a nie tylko liczyć
              na inicjatywę własną ... potem powinno iść już "z górki" wink A wakacje na wsi
              nie muszą być katorgą ....
              • azile.oli Re: rozwiniesz? 08.07.09, 12:17
                Toteż właśnie, takie wakacje mogą być bardzo udane, ale takie
                komunikaty dla nastolatków typu : ''jedźcie nad jezioro'', ''idźcie
                do wsi, bo tam dużo kolegów'' na nastolatków nie działają. Prawda
                jest taka, że zapraszajac dzieci, wychowane typowo w mieście trzeba
                przynajmniej mieć na początek jakiś plan, później sobie poradzą,
                albo odmówią wspólpracy. Warto zorientować się gdzie, konkretnie
                mieszkają najbliżej rówieśnicy, nawet zaprosić ich na jakieś
                ognisko. Przecież nie będą łazić po wsi z hasłem ''szukamy
                towarzystwa''.
                • elizka666 Re: rozwiniesz? 09.07.09, 09:30
                  Wysyłając dziecko na wakacje do babci wolałabym, aby nie
                  wychowywała go ulica i aby sobie nic nie połamał.
                  To już duże dzieci i można się z nimi dogadać odnosnie ilości czasu
                  spędzanego przed telewizorem czy kompem.
                  Czytanie książek? Skoro chcą niech czytają. Może w ciągu roku
                  szkolnego nie mają czasu na poczytanie tego, na co mają ochotę?
                  Czytać mozna niekoniecznie na sofie, można to robić na dworze.
                  I jeszcze jedno - dzieciaki nie są stąd, nie znają dokładnie
                  terenu. Mogą np. nie wiedzieć, gdzie możnas ię kąpać, a gdzie jest
                  niebezpiecznie. Jesteś stuprocentowo pewna,że wszystko, co
                  proponujesz jest dla nich bezpieczne, bo inne dzieci sobie radzą?
                  Chłopcy mają karty rowerowe? Mogą samodzielnie poruszać sie po
                  drodze?
                  Poza tym, dlaczego chcesz, by spedzali czas , jak ich rodzice w
                  dzieciństwie? Podejrzewam,że ty też nieco inaczej spedzasz czas niż
                  Twoja mama czy babcia będące w Twoim wieku.
                  Wnuk są inne niż dzieci w okolicy? Bo wychowują się w innych
                  warunkach.
                  • verdana Re: rozwiniesz? 09.07.09, 09:36
                    Mnie w ogóle zaniepokoilo tu jedno - wydaje się, ze dziadkowie mają
                    zero pomysłu na wakacje z dziećmi. To znaczy większość pomysłów
                    babci opiera sie na tym, aby dzieci same zorganizowały sobie czas
                    daleko od domu. Tymczasem nie mowimy tu o "prawdziwych"
                    nastolatkach, ktory to wiek zaczyna się w 13 roku zycia, ale o
                    dzieciach 12 letnim i mlodszym, przy czym mlodszy na 100% potrzebuje
                    jeszcze przynajmniej częściowego nadzoru.
                    • k1234561 Re: rozwiniesz? 10.07.09, 08:46
                      Chyba w takiej sytuacji,ustaliłabym z chłopakami,ile czasu i w
                      jakich godzinach mogą spędzać na komputerze,czy przed TV.Jeśli ładna
                      pogoda,niech rozłożą się z książkami w ogrodzie.
                      Raczej nie sądzę aby tak z marszu zapałali przyjaźnią do okolicznej
                      młodzieży,więc niech są w swoim towarzystwie.Nad jezioro,do lasu
                      itp.zawsze jechałabym z nimi lub wysyłała dziadka.Jakoś nie chce mi
                      się wiezyć,żeby normalna matka chłopaków zabraniała im jeździc na
                      rowererze.Zadzwoń więc do synowej i ustal co i jak.Moja
                      teściowa,mająca wnuków całą szóstkę tak robi w przypadku
                      rozbieżności zdań,co dziecko może a co by babcia chciała aby mogło i
                      tyle.Ty przynajmniej masz samych chłopaków i nas w tej szóstce są 2
                      dziewczyny i dopiero wtedy zaczyna się bonanza wink
                      • aga-kosa Re: rozwiniesz? 10.07.09, 21:48
                        Rozwinę.Babcią zostałam dobrze po 50.Mamy swój rytm życia ;siew na
                        ogrodzie ,zbiory, przetwory,spotkania w klubie ,wyjazdy z ludżmi w
                        naszym wieku.Wnukowie bywają tylko na ferie i część wakacji.Cały dom
                        jest wtedy podporządkowany do trybu ich życia.Wcześniej uczyłam ich
                        jazdy na rowerze ,zakupiliśmy sprzęt do uprawiania sportu.Pomimo
                        tego ,ze nasz sposób odżywiania jest bez węglowodanów ,łamiemy swoje
                        zasady żeby posiłki zjadać z nimi.Jak babcia z czytanek robię ;
                        kluski,placki ,pierogi itp.Jesli to okres wakacji/ trudno mi
                        zabawiać znudzonych panów muszę zebrać truskawki,maliny,
                        czereśnie ,porzeczki bo nie mogę sobie pozwolić żeby zgniły nie
                        zebrane . I to mnie męczy ,że muszę to zrobić sama a jeśli podstawie
                        pod nos to grymas ,że tego nie bedzie jeść bo nie lubi.Do
                        najbliższego miasta kilkanaście kilometrów .Nie pojadę po
                        hamburgera.Wystarczy ,że robię frytki.
                        To nie jest mój odosobniony przypadek ,takich dzieci na wieś jest
                        przywiezionych więcej bo rodzice pracują.Inne babcie też mają
                        kłopoty podobne do moich.
                        Dlatego o tym napisałam na forum wychowanie żeby rodzice uświadomili
                        naszym wnukom ,że bardzo ich kochamy,przychylilibyśmy im nieba ale
                        na wsi obok świeżego powietrza są obowiązki .
                        Moje sasiadki skarżą się ,że talerza po sobie nie
                        wyniosą ,skarpety,buty poniewierają sie wszędzie.Idę po najmniejszej
                        linii oporu ,postawiłam jasno brudne ciuchy do łazienki -ja nie bedę
                        szukać gdzie leżą,talerze po dwukrotnie zwróconej uwadze zamieniły
                        sie w latające.Na wspólnych wyjazdach słyszę o zmęczeniu a ja muszę
                        zarwać kawał nocy żeby ze swoja praca być na bieżaco .Po wakacjach
                        najpierw staram sie odpocząć a później przez kilka dni orientować
                        sie gdzie mieszkam.
                        wiem czasy są ciężkie nie stać na kolonie ,czy obóz ale kiedy
                        czytam Wasze wpisy to mam nadzieję ,że źle zrozumiałam : to ja mam
                        swoje postępowanie i czas poświęcić ?
                        Zawsze słyszałam ,że babcie i dziadkowie są do rozpuszczania wnuków -
                        czy może mnie ktoś uświadomić ;co to w dzisiejszych czasach znaczy.
                        Kiedyś rodziny były wielopokoleniowe , teraz te więzi zostały
                        zerwane.Rodzice są od wychowywania i oni powinni powiedziec o
                        tym:jeśli wejdziesz między wrony.....
                        • azile.oli Re: rozwiniesz? 10.07.09, 22:40
                          Po pierwsze, to zastanów się, czy naprawdę chcesz na dłużej gościć
                          wnuków i jeśli Cię to męczy, to zwyczajnie odmów. Jeśli chcesz, to
                          pewne rzeczy trzeba wcześniej przemyśleć i zaplanować. Bardzo ładnie
                          byłoby ze strony chłopców, aby pomogli Ci w zbiorach, ale np
                          dla ,mnie byłaby to katorga na wakacjach, chociaż bym oczywiście
                          pomogła. Nie namawiaj ich do jedzenia owoców, których nie lubią, oni
                          nie są niewdzięczni, po prostu nie lubią i tyle, trudno jeść
                          dlatego, aby babci nie sprawić przykrości.
                          Pewne rzeczy można z dziećmi na początku ustalić : zmywają i
                          sprzątają po sobie, nie jesteś służącą.
                          Nie możesz jednak wymagać, aby wynieśli się ''w teren'', bo tak
                          robią wiejskie dzieci i tak było dawniej. Niesatety, jeśli wnuki sa
                          pod Twoją opieką, to jesteś za nie odpowiedzialna. Jeśli nie masz
                          czasu czy ochoty na wycieczki rowerowe, to tego nie rób, ale nie
                          namawiaj do tego chłopców.
                          Jeśli nie masz siły na wymyślanie ''wiejskich''atrakcji, to po
                          prostu pozwól wnukom na czytanie i granie na komputerze, wtedy oni
                          nie będa zadowoleni, a Ty sfrustrowana.
                          Ja wiem, że ''dawniej'' było inaczej, dzieci pracowały w polu i
                          ogrodzie, ale naprawdę , nie każdy to lubi, ja wolę kupić owoce na
                          bazarze, choć mogłabym mieć je z własnej działki.
                          Chłopcy są niezadowoleni i ty jesteś niezadowolona i rozczarowana.
                          Oni widza Twoją minę i mają taką samą.
                        • azile.oli Re: rozwiniesz? 10.07.09, 22:47
                          I jeszcze jedno - pytałaś o rozpuszczanie wnuków. To pozwalanie ( w
                          granicach rozsadku) na rzeczy, które sprawiaja dziciom przyjemność-
                          chcą dłużej spać- śpia, wola zjeść kanapkę zamiast obiadu-nic im nie
                          będzie. Nie chca iść nad jezioro- niech siedzą w domu.
                          rozpuszczanie nie polega na ; ''zajmijcie się sobą, bo ja mam pełnię
                          zbiorów i jednocześnie wyrzuty sumienia, że na wakacjach siedzicie w
                          domu).
                        • e_r_i_n Re: rozwiniesz? 11.07.09, 10:53
                          Moje dziecko spędza część wakacji u dziadków (bo urlop się nie rozciągnie, a
                          Młody za młody na więcej, niż na 2 tygodnie wyjazdu). I cóż, moja mama to jemu
                          podporządkowuje swój rytm. Jak idą na działkę zbierać porzeczki (które w postaci
                          kompotu/kisielu moje dziecko dziecko uwielbia), to robią to razem, w formie
                          zawodów na przykład.
                          A jak młody zbierać nie chce, to np. podlewa wszystko, co podlać może.
                          Ale generalnie rytm dnia jest dostosowany do niego (pod tym względem moja mama
                          jest lepsza ode mnie wink).
                        • sir.vimes Re: rozwiniesz? 15.07.09, 23:02
                          I to mnie męczy ,że muszę to zrobić sama a jeśli podstawie
                          pod nos to grymas ,że tego nie bedzie jeść bo nie lubi

                          A po co dawać komuś coś czego nie lubi? Ma ochotę na co innego - niech sobie
                          ugotuje. I nie ma sensu być babcią - cierpiętnicą i podstawiać owoce wnukom,
                          którzy też się w takiej sytuacji męczą.

                          "Na wspólnych wyjazdach słyszę o zmęczeniu a ja muszę
                          > zarwać kawał nocy żeby ze swoja praca być na bieżaco ."

                          A to w ogóle nie do końca rozumiem - nie masz czasu by spędzać wakacje z wnukami
                          to po co właściwie takowe organizujesz?

                          Rodzice są od wychowywania i oni powinni powiedziec o
                          > tym:jeśli wejdziesz między wrony.....

                          Kompletnie się z tym nie zgadzam.
                          • azile.oli Re: rozwiniesz? 16.07.09, 10:51
                            I ja też się z tym nie zgadzam, że zaproszone wnuki muszą się tak
                            przystosować do stylu życia dziadków. Zapraszając gości staramy się,
                            aby czuli się u nas jak najlepiej, nie uszczęśliwiamy ich na siłę, a
                            jeśli nie mamy czasu (zdrowia, ochoty-wpisać, co się komu podoba),
                            to nie zapraszamy tych gości. Lepiej odmówić, niż dać wnukom odczuć,
                            że są ciężarem. Bo babcia zmęczona, bo nagle przebywa z osobami dużo
                            młodszymi, o innych potrzebach, a jest przyzwyczajona do towarzystwa
                            osób starszych, zapewne o takich samych zainteresowaniach i
                            potrzebach.
                            • mama303 Re: rozwiniesz? 16.07.09, 21:43
                              azile.oli napisała:

                              > Lepiej odmówić, niż dać wnukom odczuć,
                              > że są ciężarem. Bo babcia zmęczona.

                              Ależ babcia ma prawo być zmęczona wnukami!! Nie idealizujmy. Moja
                              mama jest teraz z moja córką całe dnie i jest bardzo zmęczona - ja
                              to widzę i wręcz uświadamiam moją sześciolatke że babcia jest
                              zmeczona, że ma starać sie być grzeczna, pomagać babci we
                              wszystkim.Nie zawsze to dociera bo dzieciak jeszcze mały ale takie
                              12 latki to już chyba coś więcej kapują.
                              • azile.oli Re: rozwiniesz? 16.07.09, 22:06
                                Ale ta babcia nie opiekuje się wnukami całorocznie. Z tego, co
                                napisała , widuje je raczej tylko w wakacje. I w dodatku raczej się
                                sobą zajmują, nie tak, jakby babcia chciała, ale jednak.
                                Jeśli po sobie nie sprzątają, wystarczy powiedzieć. Podobnie, jeśli
                                chodzi o pomoc przy zbiorach. Natomiast uznanie dzieci za
                                niewdzięczników, bo nie chcą tych zbiorów jeść, to przesada.
                                Ja akurat z tych matek, których dziećmi babcie nie miały się okazji
                                zajmować. I powiem szczerze, że dla babć ten scenariusz nie wróży w
                                przyszłości najlepiej. Nawet, jak babcie teraz chca nawiązać
                                relacje, to w przypadku nastolatków są one bardzo powierzchowne.
                                • mama303 Re: rozwiniesz? 16.07.09, 22:45
                                  azile.oli napisała:

                                  > Ale ta babcia nie opiekuje się wnukami całorocznie. Z tego, co
                                  > napisała , widuje je raczej tylko w wakacje. I w dodatku raczej
                                  się
                                  > sobą zajmują, nie tak, jakby babcia chciała, ale jednak.
                                  > Jeśli po sobie nie sprzątają, wystarczy powiedzieć. Podobnie,
                                  jeśli
                                  > chodzi o pomoc przy zbiorach. Natomiast uznanie dzieci za
                                  > niewdzięczników, bo nie chcą tych zbiorów jeść, to przesada.
                                  > Ja akurat z tych matek, których dziećmi babcie nie miały się
                                  okazji
                                  > zajmować. I powiem szczerze, że dla babć ten scenariusz nie wróży
                                  w
                                  > przyszłości najlepiej. Nawet, jak babcie teraz chca nawiązać
                                  > relacje, to w przypadku nastolatków są one bardzo powierzchowne.
                                  • mama303 Re: rozwiniesz? 16.07.09, 22:56
                                    > azile.oli napisała:
                                    >
                                    > > Ale ta babcia nie opiekuje się wnukami całorocznie. Z tego, co
                                    > > napisała , widuje je raczej tylko w wakacje.

                                    ale za to "całodobowo"

                                    > > Jeśli po sobie nie sprzątają, wystarczy powiedzieć. Podobnie,
                                    > jeśli
                                    > > chodzi o pomoc przy zbiorach.

                                    Tylko że chłopaki do pracy nie przyzwyczajone i nie garną sie jakoś
                                    do pomocy

                                    >Natomiast uznanie dzieci za
                                    > > niewdzięczników, bo nie chcą tych zbiorów jeść, to przesada.

                                    Ja to odczytałam jako rozżalenie babci że książętom trudno dogodzić
                                    także kulinarnie.

                                    > > Ja akurat z tych matek, których dziećmi babcie nie miały się
                                    > okazji
                                    > > zajmować. I powiem szczerze, że dla babć ten scenariusz nie
                                    wróży
                                    > w
                                    > > przyszłości najlepiej. Nawet, jak babcie teraz chca nawiązać
                                    > > relacje, to w przypadku nastolatków są one bardzo powierzchowne.

                                    A ja chciałam zwrócic uwagę na to że babcie maja prawo być zmęczone
                                    i nie koniecznie tryskac energią do zajmowania sie wnukami. Nie mają
                                    tez żadnego obowiazku przejęcia opieki za rodzicó nad ich dziećmi.
                                    Jeśli to robia na miare swoich sił i możliwosci to trzeba docenić a
                                    nie przybierac postawę roszczeniową.
                                    • azile.oli Re: rozwiniesz? 16.07.09, 23:35
                                      Toteż właśnie dlatego moimi dziećmi babcie się nie zajmowały, bo
                                      jedna nie chciała, nawet dla zbudowania więzi, a druga chciała, ale
                                      wtedy, gdy jej to odpowiadało. Ja rozumiem, że ktoś nie może i mówi
                                      wprost, ale jeśli może i niby chce, to warto byłoby, aby było to w
                                      czasie, gdy pomocy potrzebuję, a nie wtedy, gdy babcia zatęskni za
                                      wnukami , a oboje rodzice mają akurat wolne.
                                      Co do opisanej sytuacji - chłopaki się nie garną do zbioru owoców,
                                      bo nie sa przyzwyczajeni do tego typu zajęć, ale zapewne
                                      poproszeni , nie odmówiliby. A sam fakt, że babcia pisze o wnukach
                                      jak o ''książętach'' świadczy, że tak naprawdę uważa, że są
                                      wychowywani w cieplarnianych warunkach i nie nawykli do pracy, a
                                      wogóle to te miastowe dzieci to do niczego są. To dwa różne światy,
                                      dzieci moga traktować wizytę u babci jak dopust boży, ale rodzice
                                      ich tam wysłali i koniec. Już widzę te sąsiadki biadające nad
                                      rozpasanymi miejskimi dzieciakami.
                                      • mama303 Re: rozwiniesz? 18.07.09, 15:07
                                        azile.oli napisała:
                                        > A sam fakt, że babcia pisze o wnukach
                                        > jak o ''książętach'' świadczy, że tak naprawdę uważa, że są
                                        > wychowywani w cieplarnianych warunkach i nie nawykli do pracy

                                        Pewnie tak własnie jest i dlatego jest to dla wszystkich trudna
                                        sytuacja. Dla babci także.
                                        • azile.oli Re: rozwiniesz? 18.07.09, 16:16
                                          Wcale te dzieciaki nie muszą być leniwe i rozpieszczone. Po prostu
                                          czas się nie cofnie nagle o 30 lat i dzieci nie będą wierną kopią
                                          tatusia, który całe wakacje spędzał jako przykładny harcerz.
                                          A przyszło Ci do głowy, że dzieci są po prostu wychowywane inaczej,
                                          co nie znaczy gorzej. Tu jakbym słyszała moja teściową: ona lubi
                                          wszystko i każdy, kto ma inne gusta kulinarne jest rozpieszczony.
                                          Tylko dla niej ''wszystko'' oznacza tylko i wyłącznie to, co ona
                                          lubi.
                          • mama303 Re: rozwiniesz? 16.07.09, 21:36
                            sir.vimes napisała:


                            > A to w ogóle nie do końca rozumiem - nie masz czasu by spędzać
                            wakacje z wnukam
                            > i
                            > to po co właściwie takowe organizujesz?

                            Jak znam życie to rodzice pracuja zawodowo i nie maja co z
                            dzieciakami przez dwa miesiace zrobić. Wielu rodziców wywozi dzieci
                            do dziadków chociaz pewnie babcie czy dziadkowie /przynajmniej
                            niektórzy/woleliby troche świątego spokoju na stare lata.
                            • azile.oli Re: rozwiniesz? 16.07.09, 21:53
                              Po pierwsze - zawsze można odmówić opieki nad wnukami. po drugie -
                              jeśli widuje się te wnuki tylko podczas wakacji to bardzo przykre,
                              że jest to odbierane przez babcię jako odbieranie jej ''świętego
                              spokoju''. Nie jestem jeszcze babcią i tak szybko nie będę, ale
                              wolałabym, żeby mi wszystkie porzeczki na krzakach zgniły, niż
                              gdybym miała nie widywać najbliższych mi osób. Oczywiście trochę
                              żartuję, ale warto się zastanowić, czy wiecznie będziemy zdrowi i
                              samowystarczalni, czy też jednak wizyty dzieci czy wnuków staną się
                              koniecznością.
                              • mama303 Re: rozwiniesz? 16.07.09, 22:32
                                azile.oli napisała:

                                > Po pierwsze - zawsze można odmówić opieki nad wnukami.

                                Nie zawsze. Niejedna babcia przypłaci to zdrowiem a nie odmówi!

                                > po drugie -
                                > jeśli widuje się te wnuki tylko podczas wakacji to bardzo przykre,
                                > że jest to odbierane przez babcię jako odbieranie jej ''świętego
                                > spokoju''. Nie jestem jeszcze babcią i tak szybko nie będę, ale
                                > wolałabym, żeby mi wszystkie porzeczki na krzakach zgniły, niż
                                > gdybym miała nie widywać najbliższych mi osób.

                                Nie chodzi o nie widywanie wnuków tylko o to że człowiek w pewnym
                                wieku juz gorzej funkcjonuje i nie ma czasem siły na kilkutygodniową
                                obsługę wnuków non stop.

                                > Oczywiście trochę
                                > żartuję, ale warto się zastanowić, czy wiecznie będziemy zdrowi i
                                > samowystarczalni, czy też jednak wizyty dzieci czy wnuków staną
                                się koniecznością.

                                No właśnie 12 latnie wnuki to już pomóc by mogły potem będzie im
                                łatwiej jak babcia będzie w poważnej potrzebie.

                                • sir.vimes Re: rozwiniesz? 16.07.09, 22:55
                                  "> Po pierwsze - zawsze można odmówić opieki nad wnukami.

                                  Nie zawsze. Niejedna babcia przypłaci to zdrowiem a nie odmówi!"


                                  Odmówić akurat jest łatwo, chyba, że ma się pistolet przy czole.
                                  Ale jak ktoś lubi się poświęcać (i najlepiej jeszcze wypominać potem) to jasne,
                                  że nie odmówi.
                                  • mama303 Re: rozwiniesz? 16.07.09, 23:04
                                    sir.vimes napisała:


                                    > Odmówić akurat jest łatwo, chyba, że ma się pistolet przy czole.

                                    Trafiłas w sedno - właśnie coś jak pistolet przy czole smile
                                    Tak ja prawdopodobnie zwlokę się nawet jak bedę sie źle czuła do
                                    potrzebujacej matki czy córki, tak moja matka pomoże mi jak nie mam
                                    z kim dziecka zostawić nawet jak sie źle czuje lub jest bardzo
                                    zmęczona.
                                    • sir.vimes Re: rozwiniesz? 16.07.09, 23:38
                                      POMOŻE. Tzn. że osoba potrzebująca POMOCY jest w jakiejś bardzo podbramkowej
                                      sytuacji.

                                      I to, jasne, może być takim pistoletem. Bo, oczywiście, naprawdę trudno odmówić
                                      np. dzieciom żyjącym w nędzy, że się odkarmi i zabawi wnuki przez 3 tygodnie w
                                      wakacje. Ale w takiej sytuacji się tej pomocy nie wymawia i raczej nie traktuje
                                      jak "przeszkadzanie babci" czy "poświęcanie się".

                                      Natomiast naprawdę nie zawsze i nie dla każdego zajęcie się nieswoimi dziećmi
                                      (wnukami, kuzynami, potomstwem przyjaciół czy pociotków) jest POMOCĄ. Przede
                                      wszystkim jest pielęgnowaniem własnej więzi z danym młodym człowiekiem.

                                      Zabierając kuzynkę czy koleżankę córki na wycieczkę NIE POMAGAM jej mamie i
                                      tacie. Jeśli nieobecność dziecka jakoś sobie twórczo wykorzystają - super, ale
                                      tak naprawdę nie o to mi chodzi.

                                      Tak samo - babcia mojej córki zabiera ją ze sobą na wakacje naprawdę nie
                                      dlatego, że dla dziecka nie mam innych wakacyjnej opcji i gdyby nie babcia
                                      musiałoby drżeć ze strachu w pustym domu;PP


                                      > Tak ja prawdopodobnie zwlokę się nawet jak bedę sie źle czuła do
                                      > potrzebujacej matki czy córki,

                                      I będziesz robiła wymówki? Jeśli tak - to może lepiej się nie zwlekać tylko
                                      zasugerować inne rozwiązanie?
                                      • azile.oli Re: rozwiniesz? 17.07.09, 00:00
                                        No więc właśnie. Bardzo to przykre, że babcia nie czuje potrzeby
                                        przebywania z wnukami i nie cieszy się z ich obecności, tylko
                                        traktuje to w ramach przysługi robionej rodzicom.
                                        Podobnie ma się kwestia z pom ocą. To nie chodzi o to, aby podczas
                                        wakacji dzieci zaprawiały się do pracy w polu i ogrodzie, gdy
                                        dziadkom trzeba będzie pomóc na starość. Chodzi o to, aby miały
                                        potrzebę ich odwiedzić, bo są związane z nimi emocjonalnie.
                                        Goszczone w ramach przysługi raz do roku w przyszłości w ramach
                                        rewanżu raz do roku tych dziadków odwiedzą.Będą zapewne
                                        nieuciążliwi , ale zajęci własnymi sprawami, dalecy i obcy.
                                        • sir.vimes Re: rozwiniesz? 17.07.09, 09:15
                                          Tak w ogóle to ja nie rozumiem czemu dzieci miałyby się same domyślać w czym
                                          babci pomóc (zresztą - bywają babcie i mamy, które propozycje pomocy w
                                          gospodarstwie traktują jako obrazę majestatu;P).

                                          Dzieciom, które mam pod opieką wydaję polecenia jeśli potrzebuję pomocy. 3 latek
                                          pod moją opieką nie zostawi rozgrzebanych zabawek na całej podłodze tylko wrzuci
                                          do pudła smile Starszym dzieciom można zwyczajnie polecić co mają zrobić lub miło
                                          powiedzieć - jeśli mamy grać wieczorem w karty, Staś musi pozmywać a Ania
                                          wypielić grządkę, inaczej nie zdążymy. Natomiast nie powinno być tak, że cały
                                          dzień dzieci podporządkowany jest pracom w domu i gospodarstwie. Po prostu -
                                          razem się bawimy i razem pracujemy, zgodnie z naszymi możliwościami.


                                          > Goszczone w ramach przysługi raz do roku w przyszłości w ramach
                                          > rewanżu raz do roku tych dziadków odwiedzą.Będą zapewne
                                          > nieuciążliwi , ale zajęci własnymi sprawami, dalecy i obcy.

                                          O, tak.
                                          I to rozdzierająco smutne jak starsze już wnuki odwiedzają babcie, dziadków na
                                          20 minut by odwalić obowiązek lub bo mama kazała.
                                          • mama303 Re: rozwiniesz? 18.07.09, 15:38
                                            sir.vimes napisała:

                                            >smile Starszym dzieciom można zwyczajnie polecić co mają zrobić lub
                                            miło
                                            > powiedzieć - jeśli mamy grać wieczorem w karty, Staś musi pozmywać
                                            a Ania
                                            > wypielić grządkę, inaczej nie zdążymy.

                                            Sielanke opisujesz jakąś. A co zrobisz jak Staś odmówi a Ania uda że
                                            nie słyszy? I tak kilkukrotnie. Nadal bedziesz taka szczęsliwa z
                                            obcowania z tymi młodymi ludźmi?

                                            >Natomiast nie powinno być tak, że cały
                                            > dzień dzieci podporządkowany jest pracom w domu i gospodarstwie.
                                            Po prostu -
                                            > razem się bawimy i razem pracujemy, zgodnie z naszymi
                                            możliwościami.


                                            Ależ jak najbardziej tylko że w naszej sytuacji obawiam sie że razem
                                            nie pracują bo chłopakom sie nie chce.
                                            • azile.oli Re: rozwiniesz? 18.07.09, 17:05
                                              Ale czemu z góry zakładasz, że odmówią? Natomiast mogą pomóc, nie
                                              okazując nadmiaru entuzjazmu. I jest to w wieku nastoletnim
                                              normalne, zresztą w każdym wieku, ale dorosły bardziej kontroluje
                                              emocje. Nie znam nastolatka, który wszystkie polecenia czy prośby
                                              wykonywałby z entuzjazmem, zwłaszcza, jak w tym momencie ma coś
                                              ciekawszego do roboty. Jak babcia to zrozumie, to już połowa
                                              sukcesu. Moja teściowa się szczyci, że synowie mówią do niej w
                                              trzeciej osobie i nigdy nie okazywali niezadowolenia czy niechęci. I
                                              do głowy jej nie przyjdzie, że to układ sztuczny i nienaturalny.
                                              Wolę przekomarzania moich dzieci,,niż sztywny, zewnętrzny szacunek.
                                              Bo babci trzeba pomóc z uśmiechem i pieśnią na ustach.
                                              • sir.vimes Re: rozwiniesz? 18.07.09, 23:35
                                                "Wolę przekomarzania moich dzieci,"

                                                No, przekomarzanie się jest normalne, dziecko to nie robot przecież.
                                            • sir.vimes Re: rozwiniesz? 18.07.09, 23:35
                                              > Sielanke opisujesz jakąś. A co zrobisz jak Staś odmówi a Ania uda że
                                              > nie słyszy? I tak kilkukrotnie.

                                              Szczerze mówiąc - NIGDY to się nie zdarzyło żadnemu dziecku pod moją opieką.
                                              Jeśli potrzeba pomocy, wspólnego działania ( a efektem ma być miło spędzony
                                              razem czas czyli wymierna nagroda) - dzieci całkiem chętnie wykonują nawet
                                              nielubiane obowiązki.

                                              "bo chłopakom sie nie chce."

                                              A ja myślę, że nikt ich nie prosił i palcem nie pokazał co mają robić.
                                        • mama303 Re: rozwiniesz? 18.07.09, 15:30

                                          azile.oli napisała:

                                          > No więc właśnie. Bardzo to przykre, że babcia nie czuje potrzeby
                                          > przebywania z wnukami i nie cieszy się z ich obecności, tylko
                                          > traktuje to w ramach przysługi robionej rodzicom.

                                          Nie możesz zrozumieć że babcia może bardzo chcieć przebywac z
                                          wnukami i bardzo je kochać ale nie bardzo ma siłę i energię albo
                                          choćby chęć aby opiekowac sie nimi całodobowo. I może wolałaby inną
                                          opcję.

                                          > Podobnie ma się kwestia z pom ocą. To nie chodzi o to, aby podczas
                                          > wakacji dzieci zaprawiały się do pracy w polu i ogrodzie, gdy
                                          > dziadkom trzeba będzie pomóc na starość.

                                          Już trzeba dziadkom pomóc! Wnuki zupełnie nie czują potrzeby.

                                          • azile.oli Re: rozwiniesz? 18.07.09, 16:31
                                            Nastolatki zazwyczaj nie wymagaja intensywnej całodobowej opieki,
                                            zresztą te tu opisane też się sobą zajmują, tylko nie w taki sposób,
                                            jak chciałaby babcia. Mogę Cię zapewnić, że z głodu takie dzieci też
                                            nie umrą i potrafią sobie zrobić kanapkę, tylko trzeba to na
                                            początku ustalić. Pozostaje kwestia obiadu, ale zapraszając gości ,
                                            którymi są dzieci zdaję sobie sprawę, że raczej muszę gotować.
                                            Co do pomocy, to ta babcia nie pisze, że wnuki odmawiają.
                                            Ja rozumiem, że babcia wolałaby może inna wersję kontaktu z wnukami,
                                            ale zapewne jest ona trudna do realizacji. Czyli np odwiedziny co
                                            tydzień na 2 godziny.
                                            Wiesz, na czym polega pomoc, czy to własnym dzieciom, czy też komuś
                                            innemu _ że pomagamy wtedy, gdy ta pomoc jest potrzebna i w sposób,
                                            w jaki jaki rzeczywiście jest pomocą. Zakładam, że te dzieci proszą
                                            tylko o tę opiekę wakacyjną, bo zapewne nie mieszkają blisko, skoro
                                            babcia widuje wnuki rzadko.
                                      • mama303 Re: rozwiniesz? 18.07.09, 15:25
                                        sir.vimes napisała:

                                        > POMOŻE. Tzn. że osoba potrzebująca POMOCY jest w jakiejś bardzo
                                        podbramkowej
                                        > sytuacji.

                                        Wystarczy że oboje rodziców pracuje.

                                        > Bo, oczywiście, naprawdę trudno odmówić
                                        > np. dzieciom żyjącym w nędzy, że się odkarmi i zabawi wnuki przez
                                        3 tygodnie w
                                        > wakacje.

                                        A dlaczego aż w nędzy? Wielu ludzi nie stac na zorganizowanie 2
                                        miesiecy wakacji dla dzieci - wielu korzysta z uprzejmosci babć,
                                        cioć. Myślisz że wszystkie bacie i ciocie tryskają z tego powodu
                                        radoscią? Poprostu trzeba sobie czasem pomóc i już. Sama
                                        przygarnęłam na kilka dni córke sąsiadki bo nie miała co z nią
                                        zrobić.

                                        > Natomiast naprawdę nie zawsze i nie dla każdego zajęcie się
                                        nieswoimi dziećmi
                                        > (wnukami, kuzynami, potomstwem przyjaciół czy pociotków) jest
                                        POMOCĄ. Przede
                                        > wszystkim jest pielęgnowaniem własnej więzi z danym młodym
                                        człowiekiem.

                                        Może nie zawsze ale bardzo często jest to jednak pomoc i przysługa
                                        wyświadczona innym albo jedno i drugie.

                                        > Zabierając kuzynkę czy koleżankę córki na wycieczkę NIE POMAGAM
                                        jej mamie i
                                        > tacie. Jeśli nieobecność dziecka jakoś sobie twórczo wykorzystają -
                                        super, ale
                                        > tak naprawdę nie o to mi chodzi.


                                        Co byś nie napisała pieknego to jednak pomagasz i wuyswiadczasz
                                        grzeczność/przysługę no chyba ża nasiłe ciągniesz dzieciaka a
                                        rodzice nie chcą - to wtedy oni Ci wyswiadczają przysługę
                                        zapewniajac ciekawego kompana wink
                                        >
                                        > Tak samo - babcia mojej córki zabiera ją ze sobą na wakacje
                                        naprawdę nie
                                        > dlatego, że dla dziecka nie mam innych wakacyjnej opcji i gdyby
                                        nie babcia
                                        > musiałoby drżeć ze strachu w pustym domu;PP

                                        Fajnie że masz inne opcje ale naprawdę nie wszyscy takowe mają.

                                        > I będziesz robiła wymówki? Jeśli tak - to może lepiej się nie
                                        zwlekać tylko
                                        > zasugerować inne rozwiązanie?


                                        Ale co Ty z tym wypominaniem? To że autorka watku sie pożaliła nie
                                        znaczy że to wypomina wnukom czy dzieciom.
                                        >
                                        >
                                        • azile.oli Re: rozwiniesz? 18.07.09, 16:54
                                          No to niech będzie nawet, że jest to forma pomocy dla rodziców.
                                          Natomiast absolutnie nie dotyczy to bezpośrednio wnuków. Pomagam
                                          swoim dzieciom, ale to nie znaczy, że pomagam wnukom. Właśnie z nimi
                                          może być to czas pielęgnowania więzi rodzinnych. Babcia jest z
                                          wnuków niezadowolona i jest nimi rozczarowana. W sumie dlatego, że
                                          nie powielają wzorca sprzed lat i sa sobą, a nie swoim ojcem.
                                          Mam dzieci w wieku nastoletnim i w wakacje im się masę rzeczy nie
                                          chce. Chcą iść na trening, a na wycieczkę rowerową nie zawsze mają
                                          ochotę. Też im się nie chce czasem iść na basen, tylko wolą czytać
                                          lub grać na komputerze. W czasie roku szkolnego korzystaja z
                                          komputera tylko do celów naukowych, pograć nie mają czasu.
                                          Pewnie, że muszą czasem zrobić zakupy , posprzątać itd .
                                          Ale to nie problem, wystarczy powiedzieć. I , zakładajac, że byliby
                                          u babci, to by jej pomogli w zbiorach, ale gdyby się okazało, że to
                                          codzienny obowiązek przez cały pobyt, to nie byliby zachwyceni, a
                                          już na pewno nie daliby się namówić na skosztowanie niektórych dań.
                                          I warto też brać trochę pod uwagę wiek dzieci- nastolatek doskonale
                                          po kilku uwagach babci się zorientuje, że jest ona niezadowolona z
                                          niego i ze sposobu, w jaki wychowują go rodzice. A to wogóle nie
                                          będzie służyło budowaniu więzi.
    • allija Re: dziecię na wakacjach 10.07.09, 23:22
      Moi teściowie mieszkają pod miastem czyli w zasadzie jak wieś, od
      kiedy pamiętam synowie do nich jeżdzili, od maleńkiego, najpierw na
      kiludniowe pobyty w ciągu roku potem tylko wakacje. I zawsze chętnie
      tam bywali chociaż nie było komputera, dziadkowie nie mają
      internetu. Ale od kiedy pamiętam dziadkowie całe dni zjmowali sie
      wnukami, chłopcy nie mieli czasu na nudę. Kiedy byli malutcy to
      podwórko było dostosowane do ich potrzeb, była piaskownica i
      hustawka, były też spacery po lesie wokół, było zbieranie grzybów,
      były jazdy rowerkami czy sanki na pobliskiej górce. Kiedy chłopcy
      podrośli to zamiast piaskownicy stanął kosz do piłki, zamiast
      huśtawki hamak a rowery zmieniły się na większe. Ale to dziadkowie
      wyciągali od małego dzieciaki na spacery do lasu czy wyprawy
      rowerami czy grzybobranie, chłopcy byli do tego przyzwyczajeni. To
      dziadek grał z wnukami w szachy, babcia w chińczyka czy warcaby,
      dziadkowie czytali im bajki, wspólnie lepili, rysowali, malowali.
      Chłopcy szaleli w przydomowym ogródku, dziadek zbudował dla nich
      specjalnie półkę na drzewie /na domek miejsca nie było/, oczywiście,
      że łazili po drzewach, porzeczki jedli prosto z krzaków.
      Jednym słowem chłopcy byli cały czas inspirowani do różnych zajęć
      przez dziadków i nie mieli czasu na nudę. Tak było w zasadzie aż do
      gimnazjum kiedy zaczęli dojrzewać i siłą rzeczy wakacje zaczęli
      spędzać z kolegami a nie dziadkami.
      Wg mnie to masz chyba za mały kontakt emocjonalny z wnukami i jak
      sama piszesz oni ci nawet przeszkadzają, nie czerpiesz radości z
      przebywania z nimi i traktujesz jak obowiązek.
      Moim zdaniem powinnaś ich "przymuszać" do ruszenia się z domu, daj
      im koszyki i idźcie wspólnie zrywać te owoce, zabierz ich na spacer
      po okolicy, oni mogą na rowerach, zrób grilla, sami do "wiejskich"
      dzieci nie pójdą ale może ty ich jakoś skontaktuj, musisz miec jakis
      pomysł na pobyt wnuków u siebie po prostu, na początku może być
      ciężko ale może z czasem się rozruszją i nie będą potrzebowac
      twojej nieustannej opieki.
      • e_r_i_n Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 10:55
        Się podpisuję.
        • elizka666 Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 13:02
          czytam Wasze wpisy to mam nadzieję ,że źle zrozumiałam : to ja
          mam
          swoje postępowanie i czas poświęcić ?

          Dzieciom trzeba poświęcać czas. Nie znaczy to jednak,że należy je
          obsługiwać.To dwie różne rzeczy.
          Przyjazd dzieci na wakacje nie oznacza,że rezygnujesz ze swoich
          zajęć i obsługujesz wnuki, ale pewne rzeczy powinniście robić
          razem.No i poświęcasz dzieciom część swojego czasu, nie ma siły.Jak
          masz w domu dorosłych gosci to też rezygnujesz z przyzwyczajeń i
          poświęcasz im czas.
          Według mnie nie można od dzieci wymagać, aby zajęły się sobą i nie
          zawracały głowy, a spedzanie czasu razem z dziećmi nie jest
          równoznaczne z nadopiekuńczością rodziców.
    • nihiru Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 15:20
      prawdę powiedziawszy, jestem zdumiona niektórymi wypowiedziami.
      w dzieciństwie jeździłam do jednej babci i sama sobie organizowałam czas:
      głównie czytałam i bawiłam się z koleżanką. Jak ktoś z rodziny miał czas, to
      prowadzał mnie nad jezioro i pilnował przy kąpieli.

      potem, jak byłam trochę starsza, jeździłam kilka razy do rodziny na takiej
      prawdziwszej wsi, gdzie już w ogóle nikomu by nie przyszło do głowy żeby
      dzieciakom organizować zabawy. wręcz odwrotnie: mieliśmy obowiązek zebrać
      porzeczki, maliny, pomóc przy obiedzie itp.

      mój brat też jeździł na wieś na wakacje. pomagał przy żniwach, chodził z wujami
      na ryby i po prostu uwielbiał tam jeździć.

      wiem, że teraz jest inaczej, ale moim zdaniem - zmiany są na gorsze, a nie na
      lepsze.
      • elizka666 Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 16:03
        Co Cię tak dziwi?
        Pomoc dorosłym przy obiedzie czy zbieraniu owoców to przecież nic
        innego niż wspólne spędzanie czasu.
        Nad jeziorem byłaś pilnowana, nikt nie miał pretensji o to, że
        czytasz.
        Brat też na ryby chodził z wujem.Podejrzewam,że sam przy żniwach nie
        pracował, tylko robił to wspólnie z innymi. Taka sytucja nieco
        rózni się od postawy zajmij się soba i daj mi spokój.
        Poza tym wiesz, jak obecnie wyglądają żniwa? Propoponujesz
        dwunastolatkowi obsługę kombajnu?
        Poświęcasz czas swoim dzieciom? Czy gdybyś wywiozła je na wieś
        przestałabyś to robić, bo niech się soba zajmują?
        • nihiru Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 19:03
          dziwi mnie to, że z niektórych wypowiedzi wynika, że babcia powinna zaniedbać
          ogródek, dom i w ogóle poprzestawiać całe swoje życie tylko dlatego że wnuczki
          przyjechały na wakacje.

      • e_r_i_n Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 17:02
        nihiru napisała:

        > wiem, że teraz jest inaczej, ale moim zdaniem - zmiany są na
        > gorsze, a nie na lepsze.

        Czyli gorsze jest to, że się dzieciom organizuje czas, a nie puszcza je samopas?
        • nihiru Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 18:58
          gorsze jest to że kiedyś dzieci uczyły się samodzielności i zaradności, a teraz
          jak nie mają komputera i telewizji, to nie wiedzą co ze sobą zrobić.
          • e_r_i_n Re: dziecię na wakacjach 11.07.09, 19:58
            Bzdura.
            M.in. rodziców rola, żeby pokazać dziecku (małemu), co może robić.
            Wtedy zapewne złapie jakiegoś bakcyla i umie sobie samodzielnie czas zorganizować.
        • mim288 Re: dziecię na wakacjach 14.07.09, 11:11
          Trochę puszczenia samopas nikomu nie zaszkodzi. Dziecko, któremu
          stale "oragnizuje się czas" nie ma szansy na własną kreatywność,
          relizowanie WŁASNYCH pomysłow (nawet z punktu wodzenia dorosłego
          całkowicie bezsensownych. Obowiązki na wakacjach, pomoc w zbieraniu
          owoców itd nie są niczym złym (w zyciu każdy ma obowiązki),
          wychowanie dzieci na zasadzie "wszystko ma być przyjemne", "cały
          rytm dnia ma być PODPORZĄDKOWANY dziecku" jest moim zdaniem nieco
          chore, w rodzinie każdy ma prawa i obowiązki na jego miarę i
          jenoczesnie każdy (nie tylko dzieci) powinien mieć mozliwość
          realizacji własnych pasji, zainteresowań (w takim zakresie
          oczywiście jak to możliwe). Nawiasem mówiąc nie rozumiem
          określenia "poświęcania się/czasu ect dla dziecka" - skoro mam
          dziecko to jest oczywiste, że musze i chcę o nie dbać (z wnukami
          podobnie) i nic nie "poświęcam" po prostu robię to co jest oczywiste
          i co dla przeciętnego rodzica/dziadka/babci jest równoczesnie
          źródłem radości, ale to nie oznacza, że wychowuję księżniczkę, czy
          księcia z bajko wokół, której/którego wszyscy mają skakać, aby
          uprzyjenić mu życie.
          • iwoniaw Tylko tu nie "puszczenie" a "wypchnięcie" samopas 14.07.09, 13:24
            babcia proponuje. Skoro chce mieć spokój i ma dużo zajęć, to niechże pozwoli
            dzieciom korzystać z wakacji. Na Zeusa, cóż złego w "czytaniu na sofie"? Na
            pewno wolałabym czytać w spokoju niż zgodnie z koncepcją babuni włóczyć się po
            wsi celem zawarcia znajomości z przypadkowymi ludźmi, z którymi może wcale nie
            mam po drodze. No, ale zdaniem autorki wątku to jest "prawdziwe towarzystwo dla
            chłopców".

            Z opisu wynika, że dzieci doskonale się same sobą zajmują, tyle że w domu, a
            babcia ma własną wizję wypoczynku dzieci i uważa, że bez jej udziału mają ją
            realizować.
            Jeśli chce, żeby dzieci bawiły się z "miejscowymi", to niech ich
            przynajmniej zapozna z nimi, jeśli uważa, że jezioro i wycieczki rowerowe to
            jest to, to jednak niech bierze pod uwagę, że samopas się tam kąpać nie powinni
            itd...
            • azile.oli Re: Tylko tu nie "puszczenie" a "wypchnięcie" sam 14.07.09, 14:16
              Iwoniaw napisała samą prawdę. W dziecku, a właściwie nastolatku
              trzeba dostrzec człowieka, który ma prawo odpoczywać w taki sposób,
              w jaki chce, zwłaszcza, gdy nikomu nie robi tym krzywdy i nie jest
              to uciążliwe. Chce czytać, niech czyta. Uszczęśliwianie na siłę jest
              bez sensu. Nie każdy ma ochotę korzystać z uroków wiejskiego życia,
              tylko dorosły na tę wieś po prostu nie pojedzie, natomiast dziecko
              zostanie wysłane i już.
              Co do kąpieli w jeziorze mam takie samo zdanie - nie wysłałabym
              samego dziecka powierzonego pod moją opiekę, tym bardziej, że dla
              tego dziecka jest to obcy teren i wcale nie musi wiedzieć, gdzie się
              można bezpiecznie kąpać.
            • sir.vimes Właśnie, te dzieci zajmują się sobą po swojemu 15.07.09, 23:08
              Organizują sobie czas jak lubią, babci do grania na kompie nie angażują raczej,
              do czytania swoich książek też nie zmuszają. W czym problem?

              "Z opisu wynika, że dzieci doskonale się same sobą zajmują, tyle że w domu"
          • e_r_i_n Re: dziecię na wakacjach 14.07.09, 18:02
            mim288 napisała:

            > Trochę puszczenia samopas nikomu nie zaszkodzi. Dziecko, któremu
            > stale "oragnizuje się czas" nie ma szansy na własną kreatywność,
            > relizowanie WŁASNYCH pomysłow (nawet z punktu wodzenia dorosłego
            > całkowicie bezsensownych.

            Jedno nie wyklucza drugiego.
            Poza tym, jeśli dziecko kreatywne i pomysłowe, to raczej nie siedzi non stop
            przy komputerze/tv, a więc nie ma ryzyka, że trzeba mu ten czas będzie organizować.

            > Nawiasem mówiąc nie rozumiem określenia "poświęcania się/czasu ect > dla dziecka"

            Poświęcanie czasu to co innego, niż poświęcanie SIĘ.
    • radiata Re: dziecię na wakacjach 15.07.09, 10:31
      Ja też wakacje spędzałam u Babci, a moje dzieci posyłam na wieś do moich
      rodziców. Oba pokolenia mają super wspomnienia, ale w wielu miejscach się
      absolutnie z Wami nie zgadzam. Otóż po pierwsze Babcia zawsze robi przysługę
      rodzicom, zabierając dzieci na wakacje. Babcia zabiera dzieci do siebie, więc to
      ona dyktuje warunki i odpowiada za dzieci. To ona w tym momencie decyduje czy
      można wejść na drzewo czy nie, a dzieciak ma wiedzieć, że u Babci słucha się
      Babci i koniec! Ma też wiedzieć, że Babcię się szanuje, pomaga się Babci - we
      wszystkim w zależności od okoliczności. Czasem to jest zbieranie porzeczek,
      czasem stonki z pola czy koszenie trawnika. Praca jeszcze nikomu nie
      zaszkodziła... Wnuki dla mnie to nie są książęta, które Babcia ma obsługiwać! A
      jednocześnie mądra Babcia pozwoli dłużej spać, upiecze ulubiony placek. Pobyt u
      Babci musi się różnić od tego w domu, bo właśnie wtedy nie będzie nudny!
      Oczywiście, że Babcia musi poświęcić czas wnukom, ale bez przesady, one też chcą
      mieć chwilę spokoju.
      • mama303 Re: dziecię na wakacjach 15.07.09, 20:05
        radiata napisała:

        > Ja też wakacje spędzałam u Babci, a moje dzieci posyłam na wieś do
        moich
        > rodziców. Oba pokolenia mają super wspomnienia, ale w wielu
        miejscach się
        > absolutnie z Wami nie zgadzam. Otóż po pierwsze Babcia zawsze robi
        przysługę
        > rodzicom, zabierając dzieci na wakacje. Babcia zabiera dzieci do
        siebie, więc t
        > o
        > ona dyktuje warunki i odpowiada za dzieci. To ona w tym momencie
        decyduje czy
        > można wejść na drzewo czy nie, a dzieciak ma wiedzieć, że u Babci
        słucha się
        > Babci i koniec! Ma też wiedzieć, że Babcię się szanuje, pomaga się
        Babci - we
        > wszystkim w zależności od okoliczności. Czasem to jest zbieranie
        porzeczek,
        > czasem stonki z pola czy koszenie trawnika. Praca jeszcze nikomu
        nie
        > zaszkodziła...

        Zgodzę sie w całej rozciągłości. A na telewizję, komputer i książki
        dałabym na miejscu babci przyzwolenie oczywiscie wszystko w
        granicach zdrowego rozsądku. Musi sie znaleźć czas i na rozrywkę i
        na pomoc babci jesli taka potrzeba.
      • e_r_i_n Re: dziecię na wakacjach 15.07.09, 20:59
        radiata napisała:

        > Ma też wiedzieć, że Babcię się szanuje, pomaga się Babci - we
        > wszystkim w zależności od okoliczności. Czasem to jest zbieranie
        > porzeczek, czasem stonki z pola czy koszenie trawnika. (...)
        > A jednocześnie mądra Babcia pozwoli dłużej spać, upiecze ulubiony > placek.

        Ależ Ty masz stereotypowy obraz babci.
        • azile.oli Re: dziecię na wakacjach 16.07.09, 10:40
          Nie zawsze też jest tak, że dziadkowie robią rodzicom przysługę,
          zabierając dzieci na wakacje. W wątku założycielskim chyba jest taka
          sytuacja, ale wcale nie musi być. Czasem po prostu babcia czy
          dziadkowie chcą pobyć trochę z wnukami, a w ciągu roku szkolnego nie
          ma niekiedy możliwości. I wtedy jako rodzic wolałabym, aby na tych
          wakacjach panowały zasady, jakie ja dziecku wpajam, chyba, że chodzi
          o drobnostki. Natomiast jeśli ja nie pozwalam na coś dziecku w
          obawie o jego bezpieczeństwo to nie życzę sobie, aby babcia na to
          pozwalała, czy wręcz namawiała. Jeśli babcia preferuje metoody
          wychowawcze, których nie akceptuję, to zapewne tam dziecka bym nie
          posłała. Ale jeśli rodzic już posyła, to lepiej, aby był pewien, że
          jego prośby zostaną uszanowane. Nie chodzi o to, aby rodzic rządził
          u babci czy wydawał jej dyspozycje, ale o to, aby jego sugestie czy
          ostrzeżenia zostały wzięte pod uwagę.
          Bo tak to już jest, że gdy ktoś robi nam przysługę nie powinniśmy
          wybrzydzać, ale jeśli to ma być rzeczywiście przysługa, to warto
          wziąć pod uwagę pewne sugestie.
          Wogóle, posyłajac dziecko do dziadków warto pewne rzeczy ustalić i
          te ustalenia przekazać dziecku : słuchamy babci, jeśli chodzi o
          kwestie bezpieczeństwa (a babcia przyjęła do wiadomości prośby
          rodziców), mamy prawo grzecznie odmówić niektórych rozrywek, jeśli
          nie mamy na nie ochoty, podobnie mamy prawo czegoś nie zjeść, ale
          nie oznacza to, że babcia przygotowuje coś innego, babcia zostaje
          poinformowana, czego dzieci nie jedzą, bo nie lubią , bądź są
          uczulone i oszczędzi jej to rozczarowań i nerwów).
        • radiata Re: dziecię na wakacjach 16.07.09, 11:04
          bo akurat w tym wątku była mowa o pobycie na wsi, groszku i czereśniach. Ktoś to
          musi zebrać... Jestem po prostu przeciwna traktowaniu Babć jako kolejnych (tym
          razem w prawdzie przeważnie bezpłatnych) opiekunek do dzieci, którym jeszcze się
          narzuca nasz system wychowawczy i nasze wymagania. Dla mnie to jest członek
          rodziny, przeważnie jeden z najstarszych członków rodziny. I w normalnie
          funkcjonującej rodzinie nie ma rozdźwięku pomiędzy podstawowym systemem wartości
          pomiędzy dziećmi a ich rodzicami. (no w końcu Babcia jest rodzicem moim lub
          mojego męża, to ja jej nie muszę mówić co jest dobre, a co nie!) A drobiazgi w
          stylu, że Dziadek pozwalał spróbować piwa z sokiem i uczył grać w brydża czy w
          pokera, a Babcia ugotuje coś, czego by dziecko w domu nie ruszyło (przeważnie
          zresztą okazuje się być pyszne...) - no od tego właśnie są dziadkowie smile
          A oczywiście Babcie są w różnym wieku, w różnym stopniu sprawne ale i
          zaangażowane w organizowanie wypoczynku wnukom....
          • azile.oli Re: dziecię na wakacjach 16.07.09, 11:31
            Widzisz, tu nie chodzi o system wartości, ale o pewne
            przyzwyczajenia,czy poglady, że ''za moich czasów tak było'' i nic
            się dziecku nie stało. Jeśli coś było zmorą mojego dzieciństwa, to
            nie chcę, żeby babcia fundowała to mojemu dziecku. Zwłaszcza, jak
            dziecko kumate i samo czegoś nie chce. Wiesz, ja mam takiego syna,
            który gdy był młodszy potrafił zjeść coś, czego nienawidził ,
            nawet , gdy go brzuch bolał, byle nie sprawić babci przykrości. I
            babcia mówiła z satysfakcją, że jak to on czegoś nie lubi, przecież
            dwa razy mu dokładała, a dziecko wróciło do domu zielone na twarzy i
            całą noc wymiotowało.
            To nie chodzi o system wartości, ale o drobne sprawy, które mogą
            zatruć dziecku życie na wakacjach, a jeśli jest asertywne, to odmówi
            i babcia będzie niezadowolona. Np moja mama i teściowa mają obsesję
            na punkcie opalania się i nie wyobrażają sobie, że ktoś woli
            siedzieć w cieniu. Nawet, jeśli dziecko nie lubi zbierać owoców może
            iść babci pomóc i korona mu z głowy nie spadnie, natomiast wcale nie
            musi tych owoców jeść. Podobnie dzieci bardzo uwielbiają porównania
            typu: ''twój ojciec w twoim wieku'', albo ''syn sąsiada młodszy , a
            sam się kąpie w jeziorze''i jeszcze tysiąc innych porównań, często
            niewiele mających wspólnego z rzeczywistością, a świadczących o
            doskonałych metodach wychowawczych babci, której dziecię już w
            kołysce coś tam robiło i to dzięki jej usilnym staraniom.
            Oczywiście, są babcie, które uwielbiają przebywać z wnukami,
            respektują prośby rodziców, próbują zrozumieć wnuka i nie
            uszczęśliwiają go na siłę.
          • e_r_i_n Re: dziecię na wakacjach 16.07.09, 11:35
            radiata napisała:

            > Jestem po prostu przeciwna traktowaniu Babć jako kolejnych (tym
            > razem w prawdzie przeważnie bezpłatnych) opiekunek do dzieci, którym
            > jeszcze się narzuca nasz system wychowawczy i nasze wymagania.

            Jakie szczęście, że mam mądrą mamę, która prosi mnie o zdanie w różnych tematach
            dotyczących mojego dziecka w czasie, kiedy ono jest u niego.

            > I w normalnie funkcjonującej rodzinie nie ma rozdźwięku pomiędzy
            > podstawowym systemem wartości pomiędzy dziećmi a ich rodzicami. (no w
            > końcu Babcia jest rodzicem moim lub mojego męża, to ja jej nie muszę mówić >
            co jest dobre, a co nie!)

            Nie zgodzę się. I nie uważam, że ewentualnie inne zdanie oznacza nienormalne
            funkcjonowanie rodziny.
            Poza tym - rodzina mojego męża na przykład funkcjonuje inaczej niż moja,
            naturalne więc, że ich podejście do niektórych spraw jest sprzeczne z moim/inne
            niż moje.
            I mam prawo nie zgadzać się z jakimiś ich poglądami/zachowaniami i oczekiwać, że
            moje dziecko będzie zachowywało się tak, jak JA uważam za stosowane. O tyle mi
            łatwiej, że dziecka pod opieką teściów (poza sporadycznymi, krótkimi chwilami)
            nie zostawiam.
            • e_r_i_n Re: dziecię na wakacjach 16.07.09, 11:37
              e_r_i_n napisała:

              > w czasie, kiedy ono jest u nieJ
          • sir.vimes Re: dziecię na wakacjach 16.07.09, 11:46
            "Jestem po prostu przeciwna traktowaniu Babć jako kolejnych (tym
            razem w prawdzie przeważnie bezpłatnych) opiekunek do dzieci"

            Ja też.

            Babcia to nie niania. To członek rodziny, kochający i kochany - lub nie. Ja np.
            nie ma najmniejszych wątpliwości, ze babcie mojego dziecka zabierają je na
            wycieczki czy wakacje bo CHCĄ z nim spędzać czas. Tak jak ja zabieram dzieci
            kuzynki nie po to by "się poświęcić" lub bawić w niańkę tylko dlatego, że je
            lubię. I organizuję czas wszystkim dzieciom, nie narzekając, że są i że trzeba
            im ten czas organizować. Gdybym miała powód do narzekania (np. pilną pracę do
            wykonania) - nie zabierałabym.

            Gdybym miała podejrzenia, ze ktoś z rodziny robi mi łaskę lub czuje się jak
            opiekunka zapraszając moje dziecko na wycieczkę, wakacje czy popołudnie - nie
            puszczałabym.

            > bo akurat w tym wątku była mowa o pobycie na wsi, groszku i czereśniach. Ktoś t
            > o
            > musi zebrać...

            Owszem. Ktoś to musi zebrać. Ale czy babcia proponowała (tzn. poleciła) chłopcom
            by zebrali owoce czy czeka aż sami zgadną?

            I niezależnie od zbioru - czy oni MUSZĄ to jeść?
            • azile.oli Re: dziecię na wakacjach 16.07.09, 13:26
              Otóż to. Zapraszając kogokolwiek, w tym wnuka, trzeba się liczyć z
              tym, że trochę to przeorganizuje nasz układ dnia. Jeśli jest to
              uciążliwe- nie zapraszać. W tej sytuacji wszyscy są niezadowoleni -
              babcia, rozczarowana wnukami i mająca poczucie, że nie tak powinni
              spędzać czas. Jakby po całych dniach znikali w terenie oznaczałoby,
              że korzystają z uroków wsi w całej pełni. A tu oni nie chcą. I
              owoców też nie chcą, choć babcia zrywa je w pocie czoła. Należy
              wnukom powiedzieć , że się ooczekuje pomocy. Jak siedzą zaczytani ,
              to wcale nie muszą wiedzieć, czym aktualnie zajmuje się babcia.
              Trudno, aby chodzili za nią krok w krok pytając, czy w czymś nie
              pomóc.
              • beti222 Re: dziecię na wakacjach 17.07.09, 13:47
                Jak byłam mała jeździłam razem z siostrą i bratem na działkę moich dziadków, na
                wieś. Druga babcia zabierała mnie na miesiąc nad morze, a ja odliczałam czas,
                kiedy wrócę na działkę do dzieciaków. Uwielbialiśmy wieś. Znaliśmy chyba
                wszystkie dzieci tam mieszkające, graliśmy w siatkówkę, jeździliśmy na rowerach
                do lasu, szukaliśmy polanki i robiliśmy sobie wspólne pikniki. W domu byliśmy
                tylko na śniadanie, obiad i kolację. Mieliśmy swoją bazę, bawiliśmy się w
                podchody, w sklep, patyki to były marchewki, szyszki ziemniaki, a liście to
                pieniądze. Dzięki takim zabawom rozwijaliśmy wyobraźnię, każdego dnia robiliśmy
                coś bardziej ciekawego i szalonego, każda chwila była wykorzystana w pełni.
                Wycieczka nad rzekę była obowiązkowa, w obecności osoby dorosłej. Tyle frajdy
                miałam z tych wakacji. Teraz jeżdżę tam z mężem tylko na weekendy i za każdym
                razem pokazuję mu nowe miejsca, gdzie była baza, nasze szlaki rowerowe przez
                las, gdzie urządzaliśmy sobie spotkania, kiedy byliśmy już starsi, gdzie
                organizowaliśmy ogniska. Lubię spotykać ludzi, z którymi się kiedyś bawiłam, z
                ciekawością słucham o tym, że ktoś założył rodzinę, pracuje, pamiętając
                jednocześnie o tym, że z tą samą osobą kilkanaście lat temu ścigałam się na
                rowerze smilesmile
                Miastowe dziecko może korzystać z wiejskich uroków, bawić się z miejscowymi
                dziećmi i poznawać ten inny świat. Dla mnie wakacje na działce były przeżyciem
                jakby w innym świecie, magiczne, niespotykane. Wracałam po wakacjach do domu, do
                kolegów i koleżanek ze szkoły. Tutaj zabawy były inne, ale równie fascynujące smilesmile
                Wcale nie dziwię się autorce, że chce aby jej wnuki nie marnowały dzieciństwa na
                gry komputerowe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka