margonik
24.07.08, 00:15
Witam!
Moja 2 letnia córeczka przez alergię nie może jeść bardzo wielu rzeczy.
Dodatkowo wielu z tych, które może - nie chce.
Dieta wygląda tak:
Śniadanie: miseczka kaszki ryżowej (czasami manny) na 4 miarkach Bebilon Pepti
+ deserek jabłkowy.
Obiad: gotowany kurczak/indyk/mięso wieprzowe (zazwyczaj dużo mięsa, bo mięso
je chętnie) + makaron/ziemniaki/ryż (do ziemniaków dodaję koperek i Ramę Olivio).
Kolacja: jak śniadanie, ale czasami nie chce kaszki i wówczas jest np.
miseczka płatków śniadaniowych (suchych, bo innych nie zje) + jakaś wędlina.
Kanapek jeść nie chce.
W międzyczasie zjada jeszcze ze dwa deserki jabłkowe, czasami jakąś wędlinę,
wafle ryżowe, chrupki kukurydziane. Podaję też ziarenka dyni i słonecznika.
Pije wodę i sok jabłkowy.
Codziennie podaję jej warzywa i owoce: kalafior, marchew, brokuły, zielony
groszek, paprykę czerwoną, jabłka, morele, borówki, inne... - tyle, że ona w
ogóle ich nie je. O zupach też nie ma mowy, wzamian wypije co najwyżej wodę po
ugotowanych warzywach. Zjada ewentualnie pół ogórka kiszonego, łyżeczkę
kukurydzy lub ze dwa gryzy nektarynki. Trochę lepiej jest z czereśniami, ale
niedługo już ich nie będzie.
Wiem, że ta dieta jest fatalna - za mało warzyw, a za dużo mięsa i cukrów
prostych, ale nie chcę wmuszać w nią niczego na siłę. Niektóre rzeczy są dla
niej bardzo atrakcyjne, ale ostatecznie karmi nimi mnie, a nie samą siebie i
to jej sprawia dużą radość. Np. sama aż rwie się do borówek, ale ostatecznie
każda ląduje w mojej buzi. Tak jest też z wieloma innymi potrawami, których
córka się wręcz domaga, ale tylko po to by nakarmić nimi mamę lub tatę.
Nie chcę by jedzenie kojarzyła z czymś przykrym, więc nie walczę z nią, ale
nie wiem, czy dobrze postępuję. Cały czas mam nadzieję, że sama dorośnie do
jedzenia różnych rzeczy i z czasem je polubi. Ale czy nie robię jej krzywdy
zgadzając sie ostatecznie na tak ubogą dietę? Czy nie powinnam jej
przynajmniej suplementować jakoś sztucznymi witaminami?