kochampis
06.10.05, 16:40
NIECH KANDYDAT NA PREMIERA WYJAŚNI!!!!
Kandydat na Prezydenta Polski Lech Kaczyński wręczył kandydatowi na
premiera Kazimierzowi Marcinkiewiczowi "Kodeks etyczny". Sam
Marcinkiewicz pewnie jest uczciwym człowiekiem. napewno! Ale może
jednak są jakieś rysy, które należy tylko wyjaśnić i wtedy będzie
już dobrze. Warto, bo po co później mają go atakować.
20 rześnia 2002 roku w gabinecie Prezydenta Gorzowa Wlkp. odbyła
się rozmowa pomiędzy prezydentem TADEUSZEM JĘDRZEJCZAKIEM
(odsiedział ostatnio 3 miesiące w areszcie i jest oskarżony o
korupcję), a ARKADIUSZEM MARCINKIEWICZEM liderem PiS w gorzowskiej
Radzie Miejskiej i bratem obecnego kandydata na urząd Premiera RP i
lidera PiS KAZIMIERZA MARCINKIEWICZA. W kilka dni później płyta z
ngraniem całej rozmowy obiegła miasto. Do dziś nie wiadomo kto
nagrał i w jakim celu. Ważne jest to, że rozmowa dotyczy nie spraw
miasta, ale prywatnych interesów samego Arkadiusza Marcinkiewicza,
ale jak się okazuje również posła Kazimierza Marcinkiewicza,
którego ten reprezentował. Całość została opublikowana 15.11.2002
roku w lokalnym tygodniku "TYLKO GORZÓW", wydawanym przez byłego
posła PO, a obecnie senatora
JACKA BACHALSKIEGO.
Oto niektóre fragmenty rozmowy:
O BRATERSKICH
INTERESACH :
A. MARCINKIEWICZ: Tak, z braćmi chcemy robić te interesy,
oczywiście. Kaziu (kandydat na premiera Kazimierz Marcinkiewicz)
tutaj jest mocno zaangażowany, ale Kaziu
też chce nam sprowadzić jakiś kapitał(...). A pan panie prezydencie
ma jakieś kontakty w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska?
T. JĘDRZEJCZAK: Ja ich tam wszystkich znam.
A. MARCINKIEWICZ: Bo potrzebujemy ich wsparcia(...).
O SYNU KANDYDATA NA PREMIERA
T.JĘDRZEJCZAK: Tam jeszcze była sprawa, żeby dla syna
Kazia (kandydata na premiera Kazimierza Marcinkiewicza) załatwić to
piwo, i z jakichś przyczyn formalnych to
padło.
A. MARCINKIEWICZ: Padło.
T.JĘDRZEJCZAK: Ale to było dla Kazia syna (kandydata na
premiera)?
A. MARCINKIEWICZ: Tak. On próbował coś robić(...).
Zrobimy bar albo jakąś restaurację, ale później.
T. JĘDRZEJCZAK: Jest jakiś przepis, który nie pozwala w
jakiejś odległości od czegoś tam i gdzieś tam...
A. MARCINKIEWICZ: To byśmy jakoś ominęli(...).
JAK POZBYC SIE
NIEWYGODNEGO PRZEDSIEBIORCY
A.MARCINKIEWICZ: (...) Mnie interesuje też, ale to może później,
jak się odbijemy, ten budynek wojskowy...
T.JĘDRZEJCZAK: Kasyno?
T.MARCINKIEWICZ: Tak, kasyno.
T.JĘDRZEJCZAK: Ale to ktoś kupił prywatnie...
A. MARCINKIEWICZ: Ja wiem. Ale nic nie robi. Można by
go jakoś pogonić(...).
JAK ZAŁATWIAĆ
PRZETARGI
T.JĘDRZEJCZAK: Dwa lata temu był pan u mnie, pamięta pan?
Był pan u mnie po tych sławnych przetargach. Chciał pan wtedy żebym
zmienił warunki przetargu.
A.MARCINKIEWICZ: Nie, ja po prostu cały czas twierdzę, że
Władek Komarnicki (największy gorzowski przedsiębiorca) powinien
coś dostawać.
Okazuje się, że zdolni są również inni bracia kandydata na
premiera. Oto niektóre teskty chociażby z "Gazety Wyborczej" na
temat MIROSŁAWA MARCINKIEWICZA, brata K. Marcinkiewicza:
Proces w sprawie Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska (2003-07-
07) (GAZETA WYBORCZA)
Mirosław Marcinkiewicz zmienia zeznania: co innego mówił
prokuratorowi, co innego w sądzie. Na dodatek wczoraj na rozprawie
korzystał z kopii zeznań, do których zgodnie z prawem w ogóle nie
powinien mieć wglądu
Były dyrektor Urzędu Wojewódzkiego kłamał? (2003-12-03) (GAZETA
WYBORCZA)
Były dyrektor generalny Urzędu Wojewódzkiego, a potem dyrektor w
Ministerstwie Łączności i działacz PiS składał sprzeczne zeznania w
sprawie o nadużycia finansowe
Urzędnicy przed sądem (2003-05-13) (GAZETA WYBORCZA)
Gdyby "użyczenie" prywatnemu stowarzyszeniu majątku w Chyrzynie
doszło do skutku, to nigdy by nie powstał Park Narodowy "Ujście
Warty" - zeznawał były wojewoda lubuski Jan Majchrowski. W sądzie
potwierdzał wersję "Gazety".
Tygodnik "Wprost", Nr 945 (07 stycznia 2001)
Czy przetarg stulecia na UMTS był ukartowany?
Największy publiczny przetarg w III RP - na telefonię trzeciej
generacji - prowadzili dwaj urzędnicy, którymi interesują się
prokuratura i sąd. Mirosław Marcinkiewicz, szef komisji
przetargowej i dyrektor generalny w Ministerstwie Łączności, będzie
za kilka dni przesłuchiwany przez prokuraturę w Gorzowie
Wielkopolskim w związku z nielegalnym transferem pieniędzy z
państwowego funduszu do prywatnego stowarzyszenia. Z kolei Jan
Łuczak, doradca ministra łączności, który najczęściej informował
media o przebiegu konkursu, jest oskarżony o działanie na szkodę
własnej firmy. W przeszłości Łuczak prowadził też przedsięwzięcia z
osobami i firmami zainteresowanymi unieważnieniem przetargu i
przyznaniem koncesji operatorom GSM.
(...) Dyrektor generalny
Jan Łuczak to nie jedyna osoba związana z konkursem na UMTS, którą
obciążają niejasne interesy z przeszłości. Mirosław Marcinkiewicz,
szef komisji przetargowej, stracił poprzednią posadę (stanowisko
dyrektora generalnego Urzędu Wojewódzkiego w Gorzowie
Wielkopolskim) wskutek "działań wyczerpujących znamiona
przestępstwa". Takie zarzuty postawiła mu kontrola przeprowadzona
przez urzędników kancelarii premiera, którzy badali, czy ówczesny
wicepremier i szef MSWiA Janusz Tomaszewski słusznie pozbawił
Marcinkiewicza stanowiska. Orzeczono, że tak.
Sprawa dotyczyła wyprowadzenia pieniędzy z lubuskiego Wojewódzkiego
Funduszu Ochrony Środowiska i Gos-podarki Wodnej. Kiedy instytucją
tą kierował Marcinkiewicz, przekazała ona Regionalnemu
Stowarzyszeniu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju w Gorzowie
Wielkopolskim (związanemu z ZChN, a więc macierzystą partią
Marcinkiewicza) majątek wart ponad 942 tys. zł. Jak się później
okazało, funduszem i stowarzyszeniem zarządzali ci sami ludzie.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi gorzowska prokuratura, a nadzoruje
je Urząd Ochrony Państwa. Marcinkiewicz ma być przesłuchiwany w
najbliższych dniach. Prokuratura zapowiada rychłe zakończenie
dochodzenia. - Dotychczas nie postawiono mi żadnych zarzutów. Nie
ma więc sprawy - broni się Marcinkiewicz.
Zarzuty wobec Marcinkiewicza nie zaszkodziły mu. Już dwa tygodnie
po odwołaniu ze stanowiska w urzędzie wojewódzkim premier Jerzy
Buzek mianował go dyrektorem generalnym w Ministerstwie Łączności.
Wkrótce powierzono mu przeprowadzenie przetargu stulecia, jak
powszechnie nazywa się rywalizację o koncesję na usługi UMTS.
- Zarówno o mojej sprawie, jak i o pojawiających się oskarżeniach
wobec dyrektora Marcinkiewicza minister Szyszko dobrze wiedział. I
mimo to zaufał nam i powierzył prace przy przetargu - tłumaczy
Łuczak. Minister zaprzecza: - Nic mi nie wiadomo, by były
prowadzone postępowania karne przeciw obu urzędnikom. Zresztą
dopóki nie ma prawomocnego wyroku, dopóty nikt nie może być z góry
dyskwalifikowany.
?
Największy publiczny przetarg w III RP - na telefonię trzeciej
generacji - prowadzili dwaj urzędnicy, którymi interesują się
prokuratura i sąd. Mirosław Marcinkiewicz, szef komisji
przetargowej i dyrektor generalny w Ministerstwie Łączności, będzie
za kilka dni przesłuchiwany przez prokuraturę w Gorzowie
Wielkopolskim w związku z nielegalnym transferem pieniędzy z
państwowego funduszu do prywatnego stowarzyszenia. Z kolei Jan
Łuczak, doradca ministra łączności, który najczęściej informował
media o przebiegu konkursu, jest oskarżony o działanie na szkodę
własnej firmy. W przeszłości Łuczak prowadził też przedsięwzięcia z
osobami i firmami zainteresowanymi unieważnieniem przetargu i
przyznaniem koncesji operatorom GSM.
(...) Dyrektor generalny
Jan Łuczak to nie jedyna osoba związana z konkursem na UMTS, którą
obciążają niejasne interesy z przeszłości. Mirosław Marcinkiewicz,
szef komisji przetargowej, stracił poprzednią posadę (stanowisko
dyrektora generalnego Urzędu Wojewódzkiego w Gorzowie
Wielkopolskim) wskutek "działań wyczerpujących znamiona
przestępstwa". Takie zarzuty postawiła mu kontrola przeprowadzona
przez urzędników kancelarii premiera, k