taką mam dziurę w gowie i zero doświadczenia w tym temacie. może emamy mają
więcej i opowiedzą smakowite kąski o ich pożyciu z PUP-ami?
mały ostatni miesiac znów choruje, włącznie ze szpitalem, więc zawiesiłam
działalnosć poszukiwaczki pracy CHWILOWO!!! w międzyczasie postanowiłam
zarejestrować się w PUP. zrobiłam to nie z żądzy pieniądza (300zł co
miesiąc???) ale z pełną świadomoscią, że wtedy będę miała przedłużone
ubezpieczenie. okazało się, ze ubezpieczyć musi mnie i tak maż, a nie PUP,
ale kij z tym.
dziś dostałam smsa, ze urząd pracy zaprasza mnie na spotkanie z pracodawcą.
pracodawcą jest oczywiście ni mniej ni więcej a supermarket, więc o jaką
pracę i jakie piebiądze chodzi wszyscy wiemy.
i teraz tak: moja obecność jest wymagalna w 100%? jeśli się nie stawię czym
to grozi? i najważniejsze: opiekunki w moim rejonie biorą ok 800zł. zakładam,
że w PUP-ie rozdawane są stanowiska za góra 600 brutto. idąc do pracy i
zostawiając dziecko opiekunce nie zarabiam tyle, żeby móc pracować, bo nie
zarabiam na opiekę nad dzieckiem. taniej wychodzi mi więc siedzenie z
dzieckiem w domu i niepracowanie. tylko..... czy takie argumenty trafiają do
pań za biurkiem w PUP-ach? jakoś odgórnie zakładam, że mają klapki na oczach
i nie ma się zmiłuj dla nich..... da się to jakoś sensownie rozegrać?
acha. dodam, ze żłobek nie wchodzi w rachubę, dopiero co się z niego
wypisaliśmy. względy zdrowotne, naturalnie.
proszę o garść refleksji na temat i z góry dziękuję

))