Dodaj do ulubionych

odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;)

24.02.11, 15:19
Dziewczyny, nie siedzę często na forum i nie śledzę wszystkich wątków, więc nie wiem, czy nie odkryję tu Ameryki, ale jeśli tak, to jakoś to przeżyję. Piszę, bo ostatnio wpadło mi w oczy kilka dyskusji na forum o tym, czy poród boli, jak bardzo boli, czy brać znieczulenie etc. Spotkałam się z wypowiedziami w stylu "nie biorą znieczulenia i się potem dziwią, że boli", albo z bardzo kategorycznymi sądami, że "nie ma mowy o porodzie bez znieczulenia, bo nie pozwolę, żeby mnie tak bolało". Żeby była jasność - jestem wielką zwolenniczką znieczuleń dla tych, które tego chcą i potrzebują. Sama dostałam jedno, chociaż niestety dość późno, tak niechcący wyszło. Ale do rzeczy. Z przejrzanych przeze mnie wątków nie wynikało jasno, czy kobiety, które jeszcze nie rodziły, mają w ogóle świadomość, że poród boli jeszcze zanim w ogóle można dostać znieczulenie? Tzn. oczywiście są kobiety, które w ogóle nie zauważają porodu do czasu, kiedy rozwarcie osiąga magiczne 4cm (podobno bezpieczna granica dla znieczulenia, żeby nie ryzykować powstrzymania akcji porodowej). Jednak bardzo wiele kobiet boli jeszcze wcześniej, przed osiągnięciem takiego rozwarcia, a postępy są powolne i czasem mijają godziny w bólu, zanim można dostać znieczulenie. Chodzi mi o to, żeby się przygotować psychicznie na to, że poród siłami natury będzie zapewne bolał bez względu na to, czy się w końcu znieczulenie weźmie, czy też nie, tylko nie da się przewidzieć, jak bardzo i jak długo będzie nas bolało. Nie mam na celu wywołania w nikim strachu, tylko wydaje mi się, że lepiej mieć tego świadomość, niż iść do porodu z przekonaniem, że będzie bezboleśnie "bo przecież wezmę znieczulenie", a potem się zdziwić. Myślę, że przez takie zaskoczenie poród może pójść o wiele gorzej, niżby mógł. Mam nadzieję, że komuś się jednak ta informacja przyda.
Obserwuj wątek
    • cheeringup Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 15:43
      powiem szczerze, że jesczze dokładnie się nie orientowałam jak to jest ze znieczuleniem itd. u mnie to dopiero 9 tydzień. Wiem, że zzo podaje się przy odpowiednim rozwarciu, ale myślałam że te pierwsze skurcze to są do przejścia... i ten ból nie jest taki strasznysmile

      zauważyłam jednak jedną rzecz na forum, a mianowicie to, żekobiety rodzące z zzo w 99% sobie je chwalą, nie mówią że uśmieżyło ból kompletnie, ale że pomogło...natomiast te rodzące SN są zdecydowanie przeciwne.
      • kiniox Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 15:53
        W ogóle poród jest do przejścia. Ja swój wspominam bardzo dobrze. Ale boli, jedne kobiety bardziej, inne mniej. Tak, na początku bóle zwykle są słabsze, ale wiele kobiet twierdzi też, że od początku bolało je bardzo mocno. Mnie faktycznie bolało słabiej, z czasem coraz bardziej, ale do czasu znieczulenia bolało już tak, że np. zapomniałam o godności własnej, do której przed porodem byłam niezwykle przywiązana. Stąd mój post, bo odniosłam wrażenie, że wiele kobiet uważa, że znieczulenie właściwie wszystko załatwi. Powodzenia w każdym razie.
        • kalina886 Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 16:12
          To też zależy.
          Jasne można nastawiać się na najgorsze.
          Mnie jednak do momentu podania znieczulenia praktycznie nic nie bolało. Miałam bóle z krzyża i te były bardziej odczuwalne, ale skurcze prawie wogóle. Przywieziono mnie do szpitala z 4 cm rozwarciem - właściwie to nawet nie chciałam jechać bo myślałam, że to nie już, ale mąż z matką się uparli.
          Spędziłam noc na patologii, rano kazali mi przejść na salę porodową, ale wtedy też mnie nic nie bolało zbytnio.
          Chodziłam po korytarzu, rozmawiałam z mężem, wziełam prysznic........
          Nie wiem może to dlatego, że właściwie miałam poród w końcu wywoływany oksytocyną, przekłuwany pęcherz (moja mama też miała dwa razy mimo silnych bóli - nie wiem czemu jakoś same nam wody nie odchodzą). Dostałam znieczulenie.
          Ale mimo znieczulenia druga faza porodu i tak bolała. Teraz po 5 latach już tak bardzo tego nie pamiętam, ale wtedy ten ból wydawał mi się silny.
          Dlatego drugie też mam zamiar rodzić z zzo - no bo skoro bolało przy znieczuleniu to nie chcę nawet wiedzieć jak boli bez smile
          • kiniox Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 16:20
            Zupełnie nie chodziło mi o nastawianie siebie czy kogokolwiek na najgorsze, tylko o świadomość, że często poród boli jeszcze przed znieczuleniem. Napisałam, że są kobiety, które dojścia do odpowiedniego rozwarcia nawet nie zauważają. W loterii życia padło akurat na Ciebie, szczęściaro smile
            I jeszcze raz podkreślam - ja z własnego doświadczenia znieczulenie bardzo polecam. Mój post w ogóle nie jest po to, żeby namawiać kobiety do rodzenia bez znieczulenia.
      • julia56 Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 16:16
        cheeringup napisała:

        > zauważyłam jednak jedną rzecz na forum, a mianowicie to, żekobiety rodzące z zz
        > o w 99% sobie je chwalą, nie mówią że uśmieżyło ból kompletnie,
        A wiesz, że mnie kompletnie. Nawet do tego stopnia, że poszłam spać, przykryta kocem przez cudownie troskliwą położną. wink
        Tylko nie zdążyli mi już potedm drugeij dawki podać i parte były na "żywca".

        Kiedy przyjechałam do szpitala, od razu mnie zapytano, czy chcę zzo.
        Wtedy jeszcze mi się wydawało, że mój poród będzie total natural, pobujam się na piłce, pooddycham i dam radę.
        Ale koło 4 właśnie cm uznałam, że nie chcę dawać rady i błagałam o zzo. Na szczęście anastezjolog zjawił się błyskawicznie. smile
    • aleksandra1357 Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 15:57
      Kiniox, masz całkowitą rację! Ja dwa razy jechałam na porodówkę z 600 zł w kieszeni z postanowieniem, że jak będzie bardzo bolało, to wezmę znieczulenie i dwa razy miałam traumatycznie bolesny poród bez znieczulenia!
      Pierwszy poród: przez 6 h rozwarcie 2 cm, skurcze co minutę, trwające półtorej minuty. Też słyszałam na szkole rodzenia, że boli od 6 cm, a te pierwsze centymetry można przespać. No to ja miałam pecha, bo nie widziałam żadnej różnicy w bólu przy 2 i przy 10 centymetrze. Godzinami wyłam z bólu i błagałam o śmierć, a położna mówiła, że przy 2 cm nie można dać znieczulenia. Rozwarcie pełne z 2 do 10 cm zrobiło się nagle w pół godziny, potem kilka minut parcia i tyle.
      Drugi poród był szybszy i doszłam do ściany ok. 8 cm i było za późno na znieczulenie, czyli darłam się jak opętana tylko jakieś pół godziny wink Ból absolutnie nie do wytrzymania.
      Jedyny plus moich porodów to to, że dziecko wyskakiwało samo bez parcia przy pierwszym lub drugim skurczu partym, może dlatego, że rodziłam w kucki.
      • cheeringup Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 17:10
        chodzi o to, żeby mówić jak jestsmile ja dziękuję za tego posta.... bo mogę dowiedzieć się trochę więcej, np. jak to jest z tym wkłuwaniem...
        na dzień dzisiejszy naprawdę roważam jedynie poróz z zzo albo cesarkę, bo wiem, że mój paniczny lęk przed bólem może mnie calkowicie zablokować... tego się obawiam. Moja koleżanka właśnie tak opóźniła całą akcę porodową bo bała się przeć z bólu.. i musieli ją szybko ciąć.
        Dobrze jest znać wszystkie za i przeciw i skutki. Wiem, że po cesarce też boli, ale to będzie bolało mnie a nie moje dziecko które nie daj Boże utknie w kanale i nie będę miała siły go wypchać.

        Byś może moje myślenie jest błędne i "głupie", ale mam prawo do takiego bo jeszcze nie rodziłam i mam zamiar o wszystkim porozmawiać ze swoim lekarzem.
        • kiniox Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 17:51
          Mam wrażenie, że bóle porodowe są najbardziej nieprzewidywalne i zaskakujące ze wszystkich. Czasem kobiety, które normalnie mają słabą odporność na ból (jak ja), poród znoszą bardzo dobrze, a takie, które zęby rwą na żywca, wspominają to jako największą traumę. Z własnego doświadczenia i doświadczenia znajomych mogę napisać, że najlepiej wspominają poród te z nas, które nie założyły sobie, że odbędzie się on według konkretnego scenariusza. Jeśli jesteś nastawiona tylko na jeden konkretny przebieg porodu, to każde odstępstwo wytrąca zupełnie z równowagi i blokujesz się również na pozytywne niespodzianki (np. że w Twoim wypadku pomaga inna pozycja, niż powszechnie polecana, albo że parcie nie jest takie ciężkie, jak się spodziewałaś itp.). Jednocześnie dobrze jest mieć świadomość, co może się zdarzyć i dobrze jest reagować elastycznie, stosownie do okoliczności. Trzymam kciuki za Ciebie. Sama przed porodem nie byłam zbyt dzielna smile
          • aleksandra1357 Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 19:23
            Kiniox, bardzo słuszna uwaga. Ja byłam nastawiona wyraźnie na coś, cały mój poród miałam zaplanowany, a wyszło inaczej. Miałam nastawienie takie: natura górą, ból da się wytrzymać, jeśli się chodzi, rozluźnia, nie stresuje (na szkole rodzenia mówili, że rodzące, które się boją, bardziej boli, a te wyluzowane dają radę). No więc ja na luzie, z uśmiechem, z zamiarem niebrania znieczulenia, z całą listą naturalnych metod łagodzenia bólu. Kurde, jakbym dorwała tego, kto wymyślił te naturalne metody! Byłam wkurzona, że nikt mi nie powiedział, że to aż tak boli. Może Wam się to wyda dziwne, ale ja naprawdę nie myślałam, że to jest tak straszny ból. Myślałam, że inne kobiety to mięczaki i nie wiedzą, jak rodzić, żeby nie bolało.
            A teraz napiszę najbardziej niepopularną rzecz na świecie: drugi poród, bardzo bolesny, bez znieczulenia, ale bardzo krótki (2 godziny), wspominam bardzo dobrze. To było wręcz mistyczne przeżycie. Znieczulenie by mi to odebrało, a jest to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień.
            A parcie wspominam jako czystą przyjemność - parę minut, bez bólu, bez nacięcia - super.
            • kiniox Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 19:48
              Ja mam w takim razie jeszcze kilka niepopularnych stwierdzeń. Po pierwsze, zanim dostałam znieczulenie, bardzo pomagało mi oddychanie, którego uczą w szkole rodzenia. Pomagało mi się skupić i tak jakby płynąć przez ból. Naturalna metoda, w które ja w przeciwieństwie do Ciebie nigdy nie wierzyłam, a jednak w moim wypadku zdziałała cuda. Po drugie, bardzo dobrze mi się rodziło na leżąco. Nie miałabym siły stać, ani klęczeć, chociaż to takie dzisiaj powszechnie polecane. Trzęsły mi się ręce i nogi. Po trzecie, chodzenie i skakanie na piłce, to była dla mnie tortura, za to leżenie w wannie było błogosławieństwem. Po czwarte, podobnie jak Ty, poród wspominam jako niemal mistyczne przeżycie, takie odłączenie od ciała, pamiętam wielkie poczucie mocy i wewnętrzną pewność, że ten ból czemuś służy. Czułam, jak "otwieram się" ułatwiając dziecku zejście w dół. Jednocześnie jestem tym ogromnie zdziwiona, bo to zupełnie nie brzmi, jak ja. Ja nie jestem w ogóle uduchowiona, ani nie jestem wyznawczynią natury. Wszystko to uważam za niezłe wciskanie kitu, a tu taka niespodzianka.
              • dagmaralodz77 Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 19:54
                kiniox... ja stawiam ze wypaliłaś jakies zielsko przed porodem wink pozdrawiam
                • kiniox Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 19:59
                  No coś Ty, przecież NFZ tego nie refunduje wink
              • aleksandra1357 Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 20:02
                Ach te naturalne metody: piłka pomagała na początku, oddychanie pomagało na początku, potem weszłam do ciepłej wody i byłam na maksa wkurzona, bo bolało mnie tak, że nie mogłam leżeć w tej wannie, tylko się po niej miotałam na wszystkie strony.
                Mi najbardziej pomógł krzyk. Bez tego bym nie przetrwała. Najlepszy był taki krzyk kontrolowany, przez fazą zwierzęcego wycia wink I w przeciwieństwie do Ciebie, ja nie mogłam nawet przez chwilę leżeć. Obu synów rodziłam w pozycjach pionowych i nawet przez chwilę nie przestawałam się ruszać i miotać. Dlatego nie sądzę, żebym przeżyła unieruchomienie do ZZO, to by było dla mnie gorsze niż ten ból.
    • 18_lipcowa1 nie zgadzam sie 24.02.11, 17:06
      ja wiem ze nie bedzie bolało
      albo wezme zzo a jak nie zadziała to dam w łapę na cc
      • aleksandra1357 Re: nie zgadzam sie 24.02.11, 17:17
        Lipcowa, życzę Ci jak najlepiej, ale przeczytaj, co napisałam powyżej. Dwa razy nie dostałam znieczulenia.
      • aleksandra1357 Re: nie zgadzam sie 24.02.11, 17:18
        Aha, i post kniox był specjalnie dla Ciebie, ale widać, że NIC nie zrozumiałaś.
        • cheeringup Re: nie zgadzam sie 24.02.11, 17:19
          daj spokój z tym, ten post był do Ciebie ale nic nie zrozumiałaś... niepotrzebnie podburzasz.
          to chyba jej sprawa czy chce rozumieć czy nie.
          • aleksandra1357 Re: nie zgadzam sie 24.02.11, 17:27
            No ale nie pojmuję: Kniox pisze, żeby się nie nastawiać, że wezmę ZZO i nie będzie bolało, bo różnie bywa, a Lipcowa na to: wezmę ZZO i nie będzie bolało. No gdzie logika? Ale masz rację Cheeringup, z lipcową lepiej nie zadzierać...
    • triss_merigold6 Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 18:09
      Mnie podano zzo przy rozwarciu 3 cm, w sumie czekałam godzinę od kiedy zaczęły się bóle i była to jedna z gorszych godzin w moim życiu. Potem już było bardzo w porzo, bóli partych nie czułam, skurcze owszem. Ale generalnie poród miałam książkowo lightowy, umówiony termin, wywoływany, dość szybki, II faza 15 minut.
      Teraz mam zamiar - o ile będzie to możliwie - powtórzyć scenariusz. Jeśli nie bedzie możliwe np. z braku zzo odpłatnie i na życzenie, to zapłacę za cc.
    • lumierin Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 18:39
      Ja niestety należe do tych które do magicznych 4 cm bolało jak diabli i trwało chyba z ponad 10 godzin (poród zaczął się od odejścia wod płodowych). Już nie mogłam doczekać się zzo. Niestety u mnie bali się że przy tak wolno postepującym rozwarciu zzo zatrzyma akcję dlatego uhład był taki: najpierw oksytocyna a jak skurcze "przyspieszą" to zzo. No więc skurcze przyspieszyły bardzo szybko i bardzo gwałtownie. Niestety anestezjolog się nie spieszył, czekałam na niego chyba ponad 1h bo kręcił się gdzieś po oddziale (nie miał w tym czasie innego zabiegu, po prostu miał to gdzieś że ja czekam na zzo za które nawiasem mówiąc płacę 700 zł). Potem jak przyszedł zaczęło się najgorsze 20 minut całego porodu - musiałam na gigantycznych skurczach leżec bez ruchu w pozycji embrionalnej żeby lekarz mógł się wkłuć. Jak już podał zzo po 15 minutach była ulga (chociaż wkłuł się nieco krzywo i jedna strona była nie do końca znieczulona). Tylko ze w momencie kiedy znieczulenie zaczęło działac położna mnie zbadała i okazało się że mam już 10 cm i w zasadzie można zaczynać drugą fazę. Także najgorsze skurcze przeżyłam bez zzo i to w tej okropnejj pozycji kiedy anestezjolog się wkłuwał. To był koszmar. Nagrodą za to była druga faza. Najpierw poleżalam i odpoczęłam a potem w 1 - 1.5 h bez żadnego problemu i bez wielkiego bólu urodziłam synka.
      Ja od ZAWSZE wiedziałam ze jak będę rodzić to będę chciała znieczulenie jak najszybciej i jak najwięcej smile bo jestem strasznym tchórzem. Niestety wyszło jak wyszło, nie zawsze mozna wszystko zaplanować. A jeszcze niestety mam wrażenie że w polskich szpitalach traktuje się zzo jako fanaberie rodzącej więc nikt się nie spieszy, żeby jak najszybciej ulżyć jej w bolach.
      • dagmaralodz77 Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 18:47
        dziewczyny jak wy rodzicie te dzieci bez znieczulenia??? to jest tak straszny ból, którego nie zapomne do konca zycia!!! I nigdy powtórki!!! Rodziłam blizniaki 20hbd... skurcze to masakra... miałam znieczulenie zewnątrzoponowe i po nim dopiero poczułam ze jest zdecydowanie lepiej, zaczełam kontaktować ze zyje... przed zzo miałam jeszcze dolargan, który mnie znarkotyzował ze znajomy anastezjiolog powiedział ze jeszcze czegos takiego nie widział... wymiotowałam, przelewałam sie przez rece i wyłam z bólu!!!!
        • posh_emka Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 21:05
          No jakoś urodziłam- poród ponad 30 godzin- skurcze bolesne od samego początku jak szyjka jeszcze zamknięta była. Jedyna myśl która mnie na duchu podtrzymywała to taka,że przecież kiedyś się to skończy.
      • cheeringup Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 18:54
        moja przyjaciółka, która rodziła 2 lata temu była 100% zdecydowana na poród SN. Jej mama jest położną i tak jej doradzała. Generalnie zero znieczulenia, żadnych ulepszaczy itp., typowe podejście za czasów PRLu.... więc moja koleżanka posłuchała, pojechała na Izbę jak się zaczęło tylko że akcja nie posuwała się do przodu wogóle... podawali oksytocynę i inne ulepszacze ale to nic nie dalo. Po 12h koleżankę pocięli i jak mówi....przynieśli ulgę. Teraz jak będzie w ciąży zdecydowanie będzie parła od razu na cc. Ja nie jestem zagorzałą zwolenniczką cc, żeby moja wypowiedź była dobrze zrozumiana... chodzi mi tylko o to, że Polscy lekarze wolą wymęczyć kobietę do nieprzytomności. Myślę, że dokładnie wiedzili, że jej nic nie pomorze...po prostu nie chciało im się robić operacji w nocy. Zrobili cc o 8 rano .. i jak powiedział lekarz "i po krzyku".
        to samo jest z zzo. jeśli ktoś chce to niech rodzi bez znieczulenia... tak jak u dentysty, są osoby, które dają sobie borować bez znieczulenia.... ja szczerze mówiąz, to chętnie bym przegląd z gazem rozweselającym robiławink taki ze mnie tchórz....a co dopiero rodzićwink
        • kiniox Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 19:18
          Myślę, wnioskując z Waszych historii, że wiele niepotrzebnego bólu dałoby się uniknąć, gdyby personel szpitalny miał bardziej ludzkie podejście. Te nacięcia robione niepotrzebnie, albo w nieodpowiednim momencie. Te znieczulenia, na które trzeba długo czekać, albo są źle zrobione, tak że kobieta czuje ból w połowie ciała (czy też przypadki, kiedy w ogóle nic nie czuje, łącznie ze skurczami i własnymi nogami). Kiedy przypomnę sobie mój poród, to naprawdę olbrzymią pomocą były profesjonalne, serdeczne i współczujące położne, anestezjolożka, lekarka. Niestety, i myślę, że nie jestem jedyna, nie miałabym siły upominać się o swoje prawa podczas porodu, gdyby personel sam z siebie nie wiedział, co i jak robić w sposób ułatwiający mi moje zadanie, no i po prostu nie chciał tego robić. Obecność męża niewiele pod tym względem zmienia, bo nie znam sytuacji, w której mężowi awanturą udało się na kimkolwiek wymusić ludzkie podejście. Jak chociażby taki drobiazg, że położna przy znieczuleniu nie wydawała suchych poleceń, ale ułatwiła mi zajęcie odpowiedniej pozycji, przytulała mnie i cicho podpowiadała, co robić, żeby było lepiej, łatwiej i bezpieczniej.
    • mantis_after_dinner No a bywaja tez takie 24.02.11, 18:52
      ktore nie odczuwaja bolu az do 10 cm smile - ot bolesniejsze skurcze jak przy @.
      Serio, serio ....

      Jedyne co mnie w porodzie bolelo to naciecie krocza - jakby nie patrzec nie da sie nie wydrzec japy - w koncu nacicie skalpelem miesnia na dlugosci jakichs 5 cm bez nieczulenia - nie ma cudow - musi bolec (mimo ze matka, tesciowa etc. wmawialy mi ze tego sie nie czuje).

      I wlasciwie jedyna rzez ktora mi sie w porodzie NIE PODOBALA - to fakt, ze od samego poczatku bez wyraznego powodu przykuwaja Cie za pomoca KTG do lozka i nawet do toalety wyjsc nie mozna bylo.
      • posh_emka Bzdura 24.02.11, 21:02
        A od kiedy to nacięcie krocza skalpelem się wykonuje.......
        Owszem- nacięcie krocza wykonane w odpowiednim momencie nie boli- widoczne wykonano ci na chybił trafił- taka prawda.
        • mantis_after_dinner Re: Bzdura 24.02.11, 21:37
          Prawde mowiac nie pamietam czym mi je wykonano, a i glowy w tym miejscu nie mialam. smile

          OK - wykonuje sie nozyczkami - happy?

          I powiem ze niestety boli i towarzyszy mu dzwiek chrupniecia - tyle z moich wrazen.

          Natomiast za cholere do tej pory pojac nie moge, czemu w polskich szpitalach wstawanie na siusiu w trakcie np. 6-godzinnego porodu jest niewskazane, a w innych mozna sobie wstawac, chodzic etc. ...

          I co do naciecia - bo kiniox wyzej napisala ze czesto wykonuje sie je bez potrzeby.
          W PL jest takie bledne kolo - skoro kaza ci lezec, to w wiekszosci przypadkow jednak potrzeba naciecia jest (polozne domowe twierdza, ze w pozycji lezacej tylko 2-5% kobiet jest w stanie urodzic bez naciecia). Jakby pozwolily rodzic w innej pozycji, to pewnie takiej potrzeby by nie bylo. No ale z niewiadomych przyczyn - nie da sie ...



          • kiniox Re: Bzdura 24.02.11, 21:46
            Ja nacięcia ani późniejszego szycia nie czułam wcale, tzn. gdyby mnie lekarka nie poinformowała o tym, co robi, to śmiało bym teraz twierdziła, że cięta nie byłam. U mnie potrzebne to było akurat nie z powodu leżenia. Natomiast gdyby mi kazali rodzić w innej pozycji, niż leżąca, to bym dopiero była nieszczęśliwa. Właśnie w związku z tymi skrajnie różnymi potrzebami rodzących uważam, że grunt to naprawdę dobry personel, nastawiony na pomoc i ulżenie w bólu, a nie na sprawne przeprowadzenie porodu, bo to nie zawsze jest to samo.
            • mantis_after_dinner Re: Bzdura 25.02.11, 08:33
              Ja nacięcia ani późniejszego szycia nie czułam wcale

              - no nie dziwne, w koncu mialas znieczulenie smile. Ja sie w swoim poscie odnosilam do takich przypadkow jak moj - sn bez znieczulenia do samego konca (nie z wyboru, ani z ambicji - po prostu nie zauwazylam, kiedy bylo juz 10 cmsmile, bo bylam nastawiona ze po drodze musi bolec, a tu niespodzianka).

              No i jakos nie chce mi sie wierzyc, ze przelezalas plackiem w lozku np. 10 godzin smile
              • kiniox Re: Bzdura 25.02.11, 09:56
                No, tak, z cięciem to oczywista prawda, ale jakoś uznałam, że my tu rozmawiamy głównie o porodach ze znieczuleniem (w końcu wyjściowo chodziło mi o to, że znieczulenie najczęściej nie eliminuje bólu porodowego od samego początku). Natomiast co do leżenia - przeleżałam plackiem w wannie 4 godziny. Potem dwie godziny leżałam na łóżku i rodziłam. Ogólnie szybko poszło (zwłaszcza jak na pierwsze dziecko), ale chodzenie ograniczyło się u mnie do przejścia z pokoju do wanny oraz z wanny do sali porodowej. W zasadzie tego drugiego nie można nawet nazwać przejściem, raczej byłam wleczona, bo nogi odmówiły mi posłuszeństwa (jeszcze przed znieczuleniem). No, najwyraźniej niektórym kobietom lepiej robi pozycja leżąca niż jakakolwiek inna. Pozdrawiam.
              • posh_emka Re: Bzdura 25.02.11, 12:30
                Prawidłowo wykonane nacięcie w porodzie SN bez znieczulenia nie jest odczuwalne. Co innego szycie i przeważnie do niego podają znieczulenie miejscowe-przynajmniej powinni.
          • posh_emka Re: Bzdura 24.02.11, 21:54
            No tak ale pisząc o skalpelu już widzę ile dziewczyn w panikę wprowadziłaś- tych co nie mają pojęcia czym to nacięcie się wykonuje.
            Ja rodziłam na leżąco i nacięta nie byłam- lekko pękłam, a właściwie to miałam solidniejsze otarcie. Do pęknięcia je zaliczono tylko dlatego,że dwa małe szwy mi musiano założyć,a to wg. procedur szpitala w którym rodziłam w papierach musiało być jako pęknięcie wpisane.

            Jeśli chodzi procedury okołoporodowe w PL- oj jeszcze ze 100 lat musi upłynąć zanim się coś zmieni- głównie mam na myśli podejście personelu do położnic. Jak czytam niektóre opisy porodów to w głowie mi się nie mieści,że można tak potraktować rodzącą- drugiego człowieka w takiej chwili zwłaszcza jaką jest poród i że niektóre rodzące na takie traktowanie ich się godzą.
            • cheeringup Re: Bzdura 24.02.11, 21:59
              ja pamiętam wizyty u szkolnego stomatologa... musiało minąć 20 lat, żebym przestała się bać dentystywink wtedy też "musiało" boleć...a mój ojciec mieszkający w stanach opowiadał nam tylko o jakiś kosmicznych gazacg rozweselających... i takie tam... a w PL musiało boleć i nikogo to nie wzruszałowink
              • posh_emka Re: Bzdura 24.02.11, 23:28
                Ja tam wolę jeszcze raz urodzić tak jak urodziłam niż do dentysty iść-bez znieczulenia brr........ już sam dźwięk borowania.....
                Owszem gaz rzecz fajna ale nadal wszystko czujesz- jedynie co to trochę przymuli cię i nic poza tym no i nie ma wpływu na dziecko jak dolargan czy inny zastrzyk rzekomo znieczulający.
          • julia56 Re: Bzdura 25.02.11, 11:01
            mantis_after_dinner napisała:

            > Natomiast za cholere do tej pory pojac nie moge, czemu w polskich szpitalach ws
            > tawanie na siusiu w trakcie np. 6-godzinnego porodu jest niewskazane, a w innyc
            > h mozna sobie wstawac, chodzic etc. ...

            Niebezpiecznie uogólniasz. Mogłam chodzić i robić różne inne rzeczy aż do samych partych.
            KTG podłączano na kilkanaście minut i bez zbędnej zwłoki odłączano. W POLSKIM SZPITALU PAŃSTWOWYM.
            ------------------------------
            "uwieeeelbiam tą piosenkę. Ale tylko troszkę." by Miki
        • cytrynowa.lemoniada Re: Bzdura 24.02.11, 21:44
          A ja tam nie widzę sensu nastawiania się na cokolwiek bo przed pierwszym nie jesteś w stanie sobie wyobrazić czym on jest. choć warto mieć oczywiście świadomośc że istnieje zzo. przy I porodzie nie miałam pojęcia co to będzie, miałam nadzieję że może się uda bez znieczulenia, w końcu je wzięłam ale na tyle późno że działało przez 10 minut i zaraz było parcie. Owszem, skurcze bolały, ale trwało to ze 2 godziny (poród wywoływany) więc mnie strasznie nie wykończyło. Rodziłam na leżąco i nie miałam najmniejszej ochoty się ruszać i świrować choć położne proponowały. Drugi poród błyskawiczny, na salę porodową weszłam uśmiechnięta, skurcze były ale takie że mogłam sobie spokojnie konwersować w ich trakcie, za 30 minut było po wszystkim. Znieczulenia nie było sensu brać bo przyjechałam z rozwarciem 5 cm, czego prawie nie czulam, wszyscy odradzali bo to by przedłużyło sprawę. A nastawiałam się że tym razem wezmę zzo od razu. I ten drugi poród bez znieczulenia był bardziej lajtowy niż pierwszy ze znieczuleniem, którego prawie nie odczułam. Najgorszą natomiast rzeczą jaką pamiętam z obu porodów jest zakładanie szwów - przy II porodzie pękła mi szyjka macicy i krocze, nie miałam zzo więc tylko znieczulenie miejscowe i myślałam że zejdę. Skurcze, parcie to pikuś przy tym. Pewnie niejedna ma inne doświadczenia, co tylko potwierdza jak bardzo subiektywnym przeżyciem jest ból porodowy.
    • dmuchawcelatawce Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 24.02.11, 23:23
      Powaznie? Porod boli? Jestes gigant kobieta. Nikt tu na forum nie wie, ze porod boli. Jakze ci dziekuje za ta bezcenna informacje. I gratuluje postu. Genialny, slowo daje. Wpasc na pomysl zeby pisac kobietom, ze porod boli. No nie kazdy jest taki inteligentny ... inaczej.
      • kiniox Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 25.02.11, 10:13
        Cieszę się, że się tak podszkoliłaś w kwestii bólu porodowego w ciągu ostatnich dwóch miesięcy: forum.gazeta.pl/forum/w,585,120660642,,Odpornosc_na_bol.html?v=2

        Nawet po tym wątku widać, że czasem jednak kobiety spodziewają się, że znieczulenie całkowicie uchroni je od bólu. Łatwego porodu życzę, ze znieczuleniem czy bez.
        • dmuchawcelatawce Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 25.02.11, 12:49
          Tylko dzieki tobie kochana , tylko dzieki tobie. Bo do glowy by mi nie przyszlo , ze porod boli. Gdyby nie ty sloneczko, to cyt. "bylabym wielce zdziwiona, ze boli".
          Dlaczego w ogole zapytalam o bol porodowy i odpornosc (skoro myslalam naiwnie, ze porod nie boli) to nie wiem ... przeciez tu wszyscy poza Kiniox mysla , ze porod nie boli.
          Ale dzieki Kiniox wiemy , ze boli! Hura!
          Ps. Proponuje dokonac wiekszego nieco wysilku intelektualnego w zrozumienie czytanych postow. Bo to nie az tak trudne aby zrozumiec, ze skoro ktos pyta o odpornosc na bol - to chyba raczej wie, ze bedzie bolalo.
          • dagmaralodz77 do dmuchawcelatawce 25.02.11, 13:09
            mam wrażenie ze jednak to właśnie Ty w tej sytuacji nie czytasz ze zrozuminiem... otóż KINIOX nadając temat forum napisała "ze odkrywa Ameryke" w formie przenosni!!! Napisała ze nie sledzi czesto forum i pewnie taki watek był!!! Ani w bólu ani w powieleniu watka Ameryki nie odkryła!!!
            I nie obrażaj by dokonać wysiłku intelektualnego w zrozumieniu czytanych postów. Najpierw trzeba zaczac od siebie!!! Dlatego polecam przyjmowanie kwasu DHA i lecytyny na wspomaganie procesów poznawania, zapamietywania i zmniejszają podatność na stres!!!!
          • aleksandra1357 Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 25.02.11, 15:10
            Hej, Dmuchawcelatawce, Ty czegoś nie pojęłaś. Ten wątek jest wywrotowy, bo mówi o tym, że poród ze znieczuleniem boli. Przeczytaj jeszcze raz, a jak nie rozumiesz któregoś słowa, to sprawdź w słowniku.
    • kotkowa Re: odkrywam tu Amerykę o znieczuleniu ;) 25.02.11, 12:47
      A ja te pierwsze godziny wspominam jako luzik, taki bol jest do wytrzymania. Przeciez on sie pojawia tylko na chwile przy skurczu. W ogole nie chcialam znieczulenia - Dolarganu, chociaz ciagle mi go proponowali, ale wiedzialam, ze ma negatywne skutki dla dziecka. Wytrzymywalam. Bylam zdziwiona, ze juz rozwarcie na 8, bo chociaz minelo dobrych kilka godzin, to bol byl do zniesienia i nie mialam kryzysu 7cm. Wszystko to bez zadnego znieczulenia. Problem pojawil sie pozniej, bo zaczely sie komplikacje, ulozenie potylicowe tylne wierzcholkowe, brak postepu, potworne bole krzyzowe i stop na 8 cm. Wtedy juz za namowa samego meza wzielam Dolargan, potem juz bez pytania podali mi go jeszcze 2 razy, ale to niewiele pomaga, tylko otepia. Ale to byla inna syt., porod z powiklaniami, zakonczony cc. Gdyby do konca bylo prawidlowo, to dalabym rade spokojnie bez zadnego znieczulenia. A moim zdaniem jak sie da, to nie brac, bo kazde ma jakies skutki dla dziecka, albo ryzyko, ze sie porod przedluzy itd.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka