mój mąż zawsze był cichy, nie jest zbyt rozmowny, otwarty...jednak to co dzieje sie po porodzie jest dla mnie niezrozumiałe. Dziecko bylo planowane, mamy już w domu jednego 3latka. W szpitalu gdy nas odwiedział było jeszcze normalnie a teraz praktycznie nie zamienilismy słowa od tygodnia. Stara się zajmowac straszym dzieckiem, jednak przez wiekszosc czasu zamyka sie w pokoju albo wychodzi z domu, w ciagu tygodnia moze dwa razy sam z siebie przyszedł popatrzeć na noworodka. Na moje zagadywanie, opowiadanie jakiś rzeczy odpowiada tylko "fajnie" albo 'zobaczymy". Nic wiecej. Kompletnie mnie nie zaczepia, w zasadzie prawie mnie nie zauważa. Nie jets niemiły czy obrazony, po prostu jestem powietrzem. Ani razu sam z siebie do mnie nie zagadał, nie zapytał jak sie czuje ani jak sie czuje mała. Nawet nie wie że córeczka prawie od urodzenia ma bóle brzuszka. Pytałam go czy wszystko ok? Odpowiedział ze tak. Pytałam dlaczego ze mną nie rozmawia, on że nie wie o co mi chodzi? Pytam dlaczego nie zagaduje, nie zaczepia? Bo nie ma ochoty. I wyszedł. Ja już odchodzę od zmysłow....nie radzę sobie z dwójką na raz, zle sie czuje, zapominam o jedzeniu, czuje ze popadam w depresję a gdy tylko próbuje z nim rozmawiać on obojętnie po prostu wychodzi albo nawet mnie nie słucha tylko oglada mecz....nie wiem już co robić, dać mu czas czy co