co robic?... :-(

21.07.04, 10:49
Witam,

Chciałam się z Wami podzielić moją ogromną rozterką, która od kilku dni
nieustannie zaprząta mi myśli...
Jestem prawdopodobnie w ciąży, totalnie nieplanowanej i nieprzewidzianej, z
mężczyzną, którego znam od niedawna (jakiś dwóch, trzech miesięcy) -wspólny
wakacyjny wyjazd miał być sprawdzianem naszej znajomości;ileż można chodzić
po kawiarniach, kinach itd. i poznawać w ten sposób człowieka...
No i się sprawdzilismywink

Mniejsza z tym, czemu w ogóle doszło do tej ciąży, tak, wiem, wzorcowa
antykoncepcja powinna mnie uchronić od takich rozterek, ale trudno, zdarza
się, nie to jest teraz istotne, że nie powinno,juz i tak jest po fakcie.
Problem w tym, że ja nie mogę teraz urodzić tego dziecka -mam juz kilkuletnie
dziecko, które po rozwodzie wychowuję sama, a właściwie od początku sama, już
w ciązy mój eks "nawalał",niezbyt się mną i maleństwem zajmował, mimo iz
pobralismy się po kilkuletniej znajomości; to była ciąża zagrożona, leżałam w
szpitalu, urodziłam przez cc wcześniaka, och, morze róznych komplikacji,
strach mnie bierze na samą myśl, że sytuacja miałaby się powtórzyć...

Mężczyzna, z którym jestem związana, jest dobrym, spokojnym człowiekiem,
stanu wolnego i co ciekawe w ogóle nie spanikował w obliczu ewentualnej
ciązy, stwierdzając ze stoickim spokojem "jakoś to będzie, poradzimy sobie" -
może to i dobry znak, ale ja wiem, jak takie początkowe deklaracje mogą się
skończyć -zeszłym razem też tak było...
Nie jestem przygotowana do tej ciąży, ani moja sytuacja rodzinna, ani
finansowa nie jest korzystna, niedawno skończyłam studia, jestem bez pracy,
mieszkam z rodzicami, od pazdziernika miałam zacząć studia zaoczne...
On ma pracę, ale nie wiem, czy poradziłby sobie sam z utrzymaniem naszej
czwórki przecież, bo ja byc może z powodu ciąży nie mogłabym dorabiać
dorywczo, tak jak ostatnimi czasy, nie wiadomo, jak przebiegałaby ciąza itd.

Ale oprócz tych finansowych rozterek boję się o tą wielką niewiadomą, jaką
jest perspektywa posiadania dziecka/załozenia rodziny, z osoba którą tak mało
znam... Nie mogę powiedzieć, że czuję do Niego jakieś wielkie fajerwerki
uczucia, miłości przez duże M -raczej coś na kształt sympatii, wdzięczności
za jego dobro, czułość, za to, że tak świetnie złapał kontakt z moim
dzieckiem itd.
Czy to wystarczy, żeby się z kims związać, założyc z nim rodzinę, mieć
wspólne dziecko?? Czy to nie jest oszukiwanie siebie i jego?
Nie wyobrażam sobie przechodzenia przez rozpad rodziny jeszcze raz, tym razem
by mnie to już totalnie rozłożyło na łopatki. Juz jedno dziecko wychowuję bez
ojca i wiem, jakie to jest trudne.

Poważnie myślę o usunięciu ciąży -mówiłam mu o tym. Smutno mu bylo, ale
stwierdził na końcu, że pomoże mi, jakąkolwiek nie podejmę decyzję -tylko czy
aby szczerze?...
Wsłuchuję się w swój organizm, czekam jeszcze na spontaniczne rozwiązanie tej
sprawy, ale intuicja mowi mi, że klamka juz zapadła -podobnie było w
pierwszej ciązy -od razu wiedziałam, ze zaszłam, test to tylko potwierdził...

Co robic dalej?
Powiedzmy sobie szczerze:perspektywa aborcji napawa mnie strachem, zwlaszcza
z medycznego punktu widzenia, ale jeszcze bardziej boję się życiowych
komplikacji.
Jak to wszystko rozwiązac?
To naprawdę nie jest sprzyjający moment na dziecko, nie teraz...

Poradzcie mi cos, drogie Przyszłe- i Obecne Mamy, może będzie mi jakoś
łatwiej podjąć decyzję...
    • musztarda_ziolowa Re: co robic?... :-( 21.07.04, 11:07
      To, ze kiedys Ci sie nie powiodlo, ze nie ulozylo Ci sie zycie z tamtym
      mezczyzna sprawia, ze jestes bardzo nieufna. Rozpad rodziny, to prawdziwa
      tragedia i rozumiem twoje obawy o ten zwiazek. W koncu juz raz sie
      sparzylas...A nikt nie lubi powtarzac tych samych bledow.
      Popatrz jednak na te sytuacje z innnej strony:
      Mezczyzna, z ktorym jestes w ciazy jest innym czlowiekiem. Scenariusz z tamtego
      zwiazku nie musi sie powtorzyc i w tym wypadku. Ty rowniez jestes dojrzalsza. A
      o powodzeniu zwiazku decydujecie tylko WY. Skoro facet, jak piszesz, jest
      ogolnie ok, to dlaczego mielibyscie nie sprobowac?
      Wydaje mi sie, ze czasem trzeba po prostu zaufac.
      Nie mozesz przewidziec, jak potoczy sie twoje i wasze zycie. Warto jednak dac
      szanse: sobie, wam i waszemu dziecku.
      Wbrew temu, co teraz myslisz, zwiazek, ktory dopiero sie zaczal, moze byc
      szczesliwy. A ze dziecko pojawilo sie "za wczesnie"? A moze wlasnie w
      odpowiedniej porze?
      Przemysl to na wszystkie strony. Moze pogadaj z kims.
      Jakakolwiek podejmiesz decyzje, to Ty bedziesz ponosic jej konsekwencje
      najwieksze.
    • rendziak Re: co robic?... :-( 21.07.04, 11:08
      nie wiem czy wybrałaś dobre forum.............
      podejrzewam że tutaj otrzymasz tylko podpowiedzi aby urodzić.przecież to forum
      jest dla mam które z radością oczekują dzidziusia....więc spodziwać sie możesz
      tylko jednej odpowiedzi - nie usuwaj.......
      jest to indywidualna sprawa każdej kobiety ale ja na twoim miejscu bardziej
      bałabym sie nie skutków z punktu widzenia medycznego ale raczej
      psychicznego.nie wiem jak podchodzisz do sprawy ale zastanów sie czy
      potrafiłabyś żyć ze świadomością usunięcia (dla mnie zabicia) swojego własnego
      dziecka????? spójrz na swoje starsze dziecko i sobie sama odpowiedz.......
      • plumcio Re: co robic?... :-( 21.07.04, 11:20
        Mysle, że nikt nie będzie w stanie ci doradzić bo takie decyzje powinny sie
        opierać na uczuciach. Tu nie ma jednego dobrego rozwiązania.
        Myślę, że powinnaś poszukać porady u specjalisty i to nie takiego, który da ci
        odpowiedź ale takiego, który cie na nią naprowadzi, pomoże odkryć prawdziwe
        uczucia.
        NIe wim co doradzić, ale może któras z dzxiewczyn wie gdzie się udać.
        Życze podjecia dobrej decyzji

        Plumcio
      • le_lutki Re: co robic?... :-( 21.07.04, 11:26
        Popieram - napisalas na wyjatkowo "nieobiektywne" forum i uslyszysz
        raczej "standardowe" odpowiedzi, ktore Ci niczego nie naswietla.
        • paulajal Re: co robic?... :-( 21.07.04, 12:13
          To faktycznie trudny problem, ale weź też pod uwagę, że jeśli zdecydujesz się
          teraz usunąć ciążę (czego jak zapewne większość zaglądających tu forumowiczek
          jestem przeciwniczką), a Twój nowy związek okaże się sukcesem, będzie Wam
          trudno być dalej parą ze świadomością, że usunęliście Wasze pierwsze dziecko.
          Może ja jestem marzycielką i życiową romantyczką, ale czasem wydaje mi się, że
          nic nie dzieje się bez przyczyny i może właśnie tak było Wam pisane. Zacząć
          nagle nowe życie od razu jako spora rodzinka i to właśnie Was zbliży. Bo tak
          naprawdę czego od zycia oczekujesz, jakie miałabys plany, jeśli zdecydujesz się
          na aborcje, to co dalej. Może spróbuj porozmawiac z kimś z tel zaufania
          (chociaż tam też usłyszysz opinie jednej konkretnej osoby, a trudno by ktoś
          nieznajomy wiedział co dla Ciebie najlepsze).
          Tak czy inaczej życzę Ci powodzenia i uporania sie z decyzją, jaką podejmiesz.
          • neja Re: co robic?... :-( 21.07.04, 12:34
            Mnie zastanowiło jedno; jeśli przyszły tatuś nie zaprostestował po tym jak
            usłyszał że rozważasz usunięcie, może oznaczać tak na prawdę, że po cichu na to
            liczy... Nie mogę oceniać, ale wiem że jeśli ja tylko wspomniałabym o czymś
            takim mój facet ( obecnie mąż ) w życiu nie pozwoliłby na to !! A przynajmniej
            robiłby wszystko żeby do tego nie doszło. Ja mialm taką sytuację parę lat temu
            na studiach. Zatrzymałam się na 63 dni, myślałam że jestem w ciązy środek
            studiów zero pracy ani ja ani mój facet a o takim rozwiązaniu w ogóle nie było
            mowy !! Słuchaj intuicji, ktoś powie nie usuwaj ale to TY i TWOJE ŻYCIE.
            Zwolenniczką nie jestem, ale znam też dziewczynę która usunęła i nie mam prawa
            jej potępiać.
    • maadzik3 Re: co robic?... :-( 21.07.04, 13:13
      No, latwe to to nie bedzie. Jednak mysle ze przed podjeciem jakiejkolwiek
      decyzji powinnas porozmawiac z partnerem (dlugo i szczerze) i z psychologiem/
      zaufanym ginekologiem/ zaufanym lekarzem - bo ja wiem? Tak jak napisala jedna z
      moich poprzedniczek kims kto pozwoli Ci znalezc odpowiedz a nie podsunie gotowa
      (jak zwykle robia to rodzina i przyjaciele). Mysle ze prawda jest rowniez ze
      decydujac sie na przerwanie ciazy zakonczysz ten zwiazek (po czyms takim latwo
      sie nie pozbieracie, a za krotki staz zeby ratowac za wszelka cene).
      Oczywiscie, ryzykujesz, ze bedzie dwojka tylko dla Ciebie. To bardzo trudne,
      ale zycie ze swiadomoscia dokonania aborcji jesli nie jestes ogolnie za (gdybys
      miala tak prosty do tego stosunek pewnie przy swoich watpliwosciach bylabys juz
      po zabiegu) moze byc trudniejsze. Osobiscie ciazy bym nie przerwala w takiej
      sytuacji (wiem, latwo sie mowi), ale musi to byc Twoja decyzja.
      Madzik
    • algezja Re: co robic?... :-( 21.07.04, 13:17
      Odpowiedz sama sobie po cichu tak szczerze i naprawde na pytanie: chcesz z nim
      zyc i miec z nim dziecko, czy nie chcesz. Jak odpowiesz - bedziesz wiedziala,
      co zrobic. Pytanie tylko, jak sobie na to odpowiedziec. Czasami trudno.
      Zycze powodzenia!
    • fiordilligi Re: co robic?... :-( 21.07.04, 13:33
      Ze świadomością wykonanego zabiegu kobieta pozostaje tak naprawdę zawsze sama.
      Z urodzonym dzieciaczkiem niekoniecznie. Rozważ za i przeciw. Myśląc
      przyszlościowo wydedukuj konsekwencje każdej z mozliwych decyzji. To ci pomoże
      ustalic, czego naprawdę chcesz. Wiem że takie gadanie jest proste a życie to
      jak żegluga pod prąd. No ale jakoś trzeba zdecydowac.
      Myslę, że nie możesz wszystkiego mierzyć miarką pierwszego nieudanego związku.
      • ankha_25 Re: co robic?... :-( 21.07.04, 14:44
        witam ponownie,

        dziękuję Wam dziewczyny, za Wasze neutralne, nie potepiające mnie od razu z
        góry opinie; to naprawdę nie jest łatwa decyzja, od kilku dni ślęczę w necie i
        szukam dosłownie wszystkiego, obrajacącego się dookola tego tematu, żeby jakoś
        spróbować poukładać sobie to wszystko.

        Odpowiadam tak ogólnie do Was wszystkich: to nie tak, że ja nie chcę dziecka -
        może właśnie między innymi dlatego napisałam do Was na TO forum, bo
        podświadomie chciałam, żeby ktoś "przeciągnął" mnie na tę "lepszą stronę".
        Gdzieś tam głęboko w środku, tak czysto biologicznie bardzo chciałabym mieć
        kolejne dziecko, starsze ma juz 4,5 roki, nie chciałabym żeby było jedynakiem;
        wsłuchuje się uważnie w swoj organizm, przeczulona na każde pobolewanie w
        podbrzuszu, napięcie piersi, uczucie zmęczenia itd. -nawet, żeby bylo
        śmiesznie, zaczęłam "na wszelki wypadek" łykać tabletki z kw.foliowym i
        odstawiłam papierosy, które trochę popalałam przy spotkaniach towarzyskich itp.
        Nie wiem czemu, po prostu jakoś tak intuicyjnie nie chcę temu ewentualnemu
        dziecku zaszkodzić...

        Najgorsze w tym wszystkim jest ta niepewność, czy On się sprawdzi, jako
        partner, jako ojciec, czy my się ogólnie sprawdzimy jako rodzina. To nie sztuka
        zrobić dzieciaka a pozniej podrzucać go skwaszonej babci, a samemu się bawic
        dalej.
        Właśnie, jego rodzina... Ma tylko matke, ojciec nie żyje, nadopiekuńczą lekko,
        sądząc z opowiadań i ilości telefonówwink
        Nie chcę żeby ktoś mi wyrzygał, że jestem jakąś rozwódką, która złapała frajera
        na ciążę i na coś tam liczy -a pewnie tak sobie ta pani pomyśli...
        Moi rodzice też zapewne nie będą wniebowzięci, pomni moich wcześniejszych
        doświadczeń...
        Ech, życie...

        • ryba2 Re: co robic?... :-( 21.07.04, 15:02
          Coz obawiam sie, ze ja tez nie bede obiekywna... Ale mam wrazenie ze Ty bardzo
          chcesz tego dziecka. Moze wiec warto dac Facetowi szanse? W koncu milosc nie
          jest prostym uczuciem i czasem trzeba dac jej wiecej czasu by dojrzala...
          (przepraszam, wiem ze to starsznie banalnie brzmi)
          A innymi ludzmi sie nie przejmuj, niech sobie mysla co chca. To Wy (Ty i Twoj
          partner) musicie zdecydowac co dalej.
        • muress Re: co robic?... :-( 21.07.04, 15:40
          hmm, moze nie powinnam pisać optymistycznie, bo to duża odpowiedzialność - ale
          nie ma reguł, to, że się sparzyłaś raz o niczym nie świadczy. Problemy z
          teściową, między Wami (jeśli zostaniecie razem) na pewno będą - ale to nie
          znaczy, że musisz z obaw i ze strachu skreślać ten związek już na wstępie

          Moja przyjaciółka w analogicznej sytuacji (wpadka po 2 miesiacach znajomości,
          chyba nie można mówić tu o wielkim uczuciu) zdecydowała się dziecko urodzić.
          Było o tyle gorzej, że ojciec dziecka go nie chciał. To ona podjęła decyzję,
          że chce mieć dziecko bez względu na wszystko i przekonała go, żeby dał im
          szansę - bez wiązania się, nawet finansowo mogła na niego liczyć w ograniczonym
          zakresie. Nie było jej łatwo, stresy i ciężka praca w ciąży doprowadziły do
          wcześniejszego porodu, też cesarskie cięcie itp. Oczywiście, o tyle było
          łatwiej, że to pierwsze dziecko. Ale jej głębokie przekonanie i determinacja,
          żeby dziecko urodzić i stworzyć rodzinę, dać sobie i partnerowi szansę
          doprowadziły do prawdziwego happy endu - po paru latach wzięli ślub, teraz mają
          2 dzieci, są szczęśliwą rodziną. Ona nigdy nie żałowała podjętej decyzji.

          Niezależnie od wszystkiego dziecko urodzisz przede wszystkim dla siebie i Ty
          poniesiesz konsekwencje decyzji o jego/jej urodzeniu. Może się okazać, że w
          nieprzywidziany sposób to dziecko dało Ci szansę ułożyć sobie szcześliwie
          życie - Twój partner reaguje do tej pory tak, jak na przyzwoitego faceta
          przystało. Może oczywiście być i inaczej, nie przewidzisz tego. Ale wsłuchaj
          się w siebie i w to, co naprawdę chcesz, spróbuj odrzucić strach. Strach
          ogranicza, zawsze można znaleźć powód, żeby się bać - ja mężatka z wieloletnim
          stażem i z męzem, z którym mamy spore problemy małżeńskie, też się boję ciąży,
          drugiego dziecka i wszystkiego co z nim będzie związane. Nie byłam zachwycona
          wiadomością o ciąży - byłam przerażona i nadal bywam. Jak racjonalnie o tym
          pomyślę - same problemy. Nie wiem, co będzie dalej, nie spodziewam się, że
          będzie różowo, wszystko się może zdarzyć (łącznie z rozwodem i moim bezrobociem
          z dwójką dzieci). Ale po prostu nie mogłabym usunąć ciąży. Nie potępiam,
          jeśli ktoś podejmuje taką decyzję - ja nie mogłabym. Jak sobie odpowiedziałam
          na to zasadnicze pytanie, przestałam się bać. Trudno, co ma być to będzie,
          dziecko dla mnie jednak to "sprawa święta", "najświętsza" i no nijak nie
          mogłabym.

          Uważaj na siebie i daj sobie chwilę na przemyślenie i na dobrą decyzję -
          jakakolwiek by ona nie była. Ważne, zebyś podjęła ją z pełnym przekonaniem, że
          to ta właściwa decyzja.

          Bardzo ciepło pozdrawiam.


        • agnesm1 Re: co robic?... :-( 21.07.04, 16:02
          Zdaję sobie sprawę, że sytuacja w jakiej się znalazłaś nie jest łatwa
          i trudno radzić jaka decyzja będzie dobra...
          Myślę jednak na podstawie tego co piszesz w głębi serca chcesz dobrze dla tego
          maleństwa i nie będziesz umiała go skrzywdzić...
          Ja straciłam moją pierwszą kruszynkę i po tym wszystkim zdałam sobie sprawę, że
          nie zawsze jest tak jak sobie to wymarzymy... Może w Twoim przypadku tak ma
          być... Pomyśl, że to cząstka Ciebie samej - że to małe dziecko - ma serduszko,
          żyje i czuje... Czasem trudno sobie to uświadomić kiedy dziecko ma zaledwie
          kilka mm, ale tak jest...

          Pozdrawiam i życze dobrej decyzji...
          Agnesm + 11tyd Maleństwo + Aniołek (04.02.2004)
    • enigma75 Re: co robic?... :-( 21.07.04, 16:36
      Tak, to nie jest łatwa decyzja, z jednej strony lęk przed samotnością i
      dodatkowymi obowiązakami. A z drugiej - Może to szansa od losu na ułożenie
      sobie życia z nowym człowiekiem, którego pokochasz?
      Aborcja to nie tylko zabieg medyczny. Trzeba się liczyc z bardzo ciężkimi
      konsekwencjami psychicznymi. Ciało się szybko wygoi, ale nie wiadomoco z Tobą.
      jak sobie dasz z tym radę sama. Tylko Ty możesz podjąć decyzję. Ja Cie nie
      namawiam ani do urodzenia ani do usunięcia ciąży. Tylko rozważ wszystkie za i
      przeciw, a potem posłuchaj co Ci podpowiada SERCE.
      Iza, 34 tyg.
    • olagruca Re: co robic?Nie ma dobrych czy zlych... 21.07.04, 17:02
      Nie ma dobrych czy zlych wyborow...to zabrzmi banalnie, ale naprawde nie
      wiadomo co przyniesie nam zycie. ja radze wsluchac sie we wlasne pragnienia
      odrzucajac wszelkie racjonalne wzgledy, i im zaufac. kazdy boi sie
      macierzynstwa, bez wzgledu na towarzyszace mu okolicznosci...rodzina
      rekonstruowana to duze wyzwanie dla Was wszystkich, na pewno mase problemow,
      ale chyba lepsza niz samotnosc czy wyrzut sumienia...zastanow sie czy uniesiesz
      ciezar aborcji, w tej calej sytuacji to najwazniejsze pytanie, z ktorym musisz
      sie zmierzyc. reszta to tylko prezent od losu, z ktorym zrobisz co zechcesz. na
      szczescie, bez wzgledu na to jaka podejmiesz decyzje, nigdy nie przekonasz sie
      co by bylo gdyby...jak juz bedzie po, radze w ten sposob nie myslec!POWODZENIA!
      ps.osobiscie wydaje mi sie ze urodzisz to dziecko smile
    • andrea_25 Re: co robic?... :-( 21.07.04, 18:50
      hej jak chcialabys pogadac moj nr gg 3692812
      • ankha_25 Re: co robic?... :-( 22.07.04, 09:19
        Dzięki Dziewczyny, za wszystkie dodające otuchy słowa, naprawdę są mi bardzo
        potrzebne; nie znamy się, ale bardzo budujące jest takie wsparcie innych
        Kobiet, innych Mam, które wiedzą, jaką burzę myśli i uczuć wywołuje taka
        sprawa...

        Wysłałam Mu wczoraj „testowo” smsa z "oświadczeniem", ze chyba jednak zdecyduję
        się urodzić to dziecko.
        Odpowiedział po chwili dłuuugachnym smsem:

        "Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że podjęłaś taką decyzję. Nie chciałem nic
        wcześniej mówić, ale nie wiem, co bym zrobił gdyby było inaczej. Chyba bym się
        załamał. Jeżeli okaże się, że jesteś w ciąży, to bardzo bym chciał, abyś
        urodziła to dziecko. Będę z Tobą, pomogę Ci jak tylko potrafię. Nie martw się,
        poradzimy sobiesmile O ile będziesz chciała być ze mną.. Ale poczekajmy, jeszcze
        nic nie wiadomo, chyba że już coś wiesz? Albo może przeczuwasz intuicyjnie?smile

        Brzmi nierealnie idealistycznie, prawda? Myślałam, że się popłaczę nad
        wyświetlaczem telefonu, czytając kilkakrotnie tą wiadomość...
        Miłe, bardzo miłe, obiecująco-budujące słowa....
        Co nie zmienia faktu, że myśl o codziennym wymiarze tej sprawy mnie przeraża...
        Jak my sobie poradzimy?...
        Finase, kręcące nosem obie rodziny, ech...
        Chyba zacznę haftować makatki do Cepeliiwink ....

        Zwariuję, naprawdę, za dużo myśli... wiecie jak się BOJĘ?
        (i jak bardzo chodzi mi po głowie całowanie tych maleńkich, krzywych
        paznokietek u tych zaciśniętych malusich paluszków....)
        Wariatkawink
        • ryba2 Re: co robic?... :-) 22.07.04, 10:29
          Ale mi sie cieplutko na sercu zrobilo smile
          Powodzenia! smile
        • redmiss Re: co robic?... :-( 22.07.04, 13:58
          A ja się popłakałam.... Jestem niepoprawną romantyczką i takie historie
          poprostu zwalają mnie z nóg. Uwielbiam Was oboje. Jesteście kochani, dajecie
          świadectwo, że jeszcze na tym świecie istnieje coś takiego jak miłość,
          odpowiedzialność, szacunek.
          Może dlatego jestem tak wzruszona, że to trochę przypomina naszą historię.
          Teraz jestem w 31-tygodniu i jesteśmy najszczęśliwsi na świecie, oboje bardzo
          czekamy na nasze Maleństwo. A nasze rodziny wychodzą z siebie, żeby nam pomóc i
          sami zwariowali. Wszystko pięknie się układa, chociaż na początku było tak
          ciężko. Życzę powodzenia, wszystkiego co najlepsze.
        • agnesm1 Re: co robic?... :-) 22.07.04, 14:08
          Głowa do góry smile Co nas nie zabije to nas wzmocni wink
          Trzymajcie sie cieplo smile
          Agnesm
        • paulina.p-m Re: co robic?... :-( 22.07.04, 14:12
          Hej,
          Nie umiałabym doradzić nikomu w takiej sytuacji. Mam kręcka na punkcie swojego
          Synka i w zwiazku z tym jestem kompletnie nieobiektywna. Z drugiej strony
          rozumiem ciężką pod wieloma względami sytuację, w jakiej sie znalazłaś,
          ale...
          ...przecież Ty najwyraźniej wiesz, co robić... Kwas foliowy, odstawienie fajek,
          teraz marzenia o maleńkich paluszkach smile))) Boisz się - jak sama piszesz - i
          jest to jak najbardziej normalne uczucie,
          ale...
          czytając Twój ostatni post mam wrazenie, ze najbardziej boisz się tego, jak
          bardzo chcesz urodzic tego Malucha...
          ...tego, jak bardzo chcesz być szczęśliwa.
          Czego bardzo gorąco Ci życzę
          Paula

          PS A rodziną nie przejmuj się aż tak bardzo. Najważniejsi jesteście Wy (Ty,
          Twój Partner i Twoje starsze Dziecko) oraz relacja między Wami.
Pełna wersja