ankha_25
21.07.04, 10:49
Witam,
Chciałam się z Wami podzielić moją ogromną rozterką, która od kilku dni
nieustannie zaprząta mi myśli...
Jestem prawdopodobnie w ciąży, totalnie nieplanowanej i nieprzewidzianej, z
mężczyzną, którego znam od niedawna (jakiś dwóch, trzech miesięcy) -wspólny
wakacyjny wyjazd miał być sprawdzianem naszej znajomości;ileż można chodzić
po kawiarniach, kinach itd. i poznawać w ten sposób człowieka...
No i się sprawdzilismy
Mniejsza z tym, czemu w ogóle doszło do tej ciąży, tak, wiem, wzorcowa
antykoncepcja powinna mnie uchronić od takich rozterek, ale trudno, zdarza
się, nie to jest teraz istotne, że nie powinno,juz i tak jest po fakcie.
Problem w tym, że ja nie mogę teraz urodzić tego dziecka -mam juz kilkuletnie
dziecko, które po rozwodzie wychowuję sama, a właściwie od początku sama, już
w ciązy mój eks "nawalał",niezbyt się mną i maleństwem zajmował, mimo iz
pobralismy się po kilkuletniej znajomości; to była ciąża zagrożona, leżałam w
szpitalu, urodziłam przez cc wcześniaka, och, morze róznych komplikacji,
strach mnie bierze na samą myśl, że sytuacja miałaby się powtórzyć...
Mężczyzna, z którym jestem związana, jest dobrym, spokojnym człowiekiem,
stanu wolnego i co ciekawe w ogóle nie spanikował w obliczu ewentualnej
ciązy, stwierdzając ze stoickim spokojem "jakoś to będzie, poradzimy sobie" -
może to i dobry znak, ale ja wiem, jak takie początkowe deklaracje mogą się
skończyć -zeszłym razem też tak było...
Nie jestem przygotowana do tej ciąży, ani moja sytuacja rodzinna, ani
finansowa nie jest korzystna, niedawno skończyłam studia, jestem bez pracy,
mieszkam z rodzicami, od pazdziernika miałam zacząć studia zaoczne...
On ma pracę, ale nie wiem, czy poradziłby sobie sam z utrzymaniem naszej
czwórki przecież, bo ja byc może z powodu ciąży nie mogłabym dorabiać
dorywczo, tak jak ostatnimi czasy, nie wiadomo, jak przebiegałaby ciąza itd.
Ale oprócz tych finansowych rozterek boję się o tą wielką niewiadomą, jaką
jest perspektywa posiadania dziecka/załozenia rodziny, z osoba którą tak mało
znam... Nie mogę powiedzieć, że czuję do Niego jakieś wielkie fajerwerki
uczucia, miłości przez duże M -raczej coś na kształt sympatii, wdzięczności
za jego dobro, czułość, za to, że tak świetnie złapał kontakt z moim
dzieckiem itd.
Czy to wystarczy, żeby się z kims związać, założyc z nim rodzinę, mieć
wspólne dziecko?? Czy to nie jest oszukiwanie siebie i jego?
Nie wyobrażam sobie przechodzenia przez rozpad rodziny jeszcze raz, tym razem
by mnie to już totalnie rozłożyło na łopatki. Juz jedno dziecko wychowuję bez
ojca i wiem, jakie to jest trudne.
Poważnie myślę o usunięciu ciąży -mówiłam mu o tym. Smutno mu bylo, ale
stwierdził na końcu, że pomoże mi, jakąkolwiek nie podejmę decyzję -tylko czy
aby szczerze?...
Wsłuchuję się w swój organizm, czekam jeszcze na spontaniczne rozwiązanie tej
sprawy, ale intuicja mowi mi, że klamka juz zapadła -podobnie było w
pierwszej ciązy -od razu wiedziałam, ze zaszłam, test to tylko potwierdził...
Co robic dalej?
Powiedzmy sobie szczerze:perspektywa aborcji napawa mnie strachem, zwlaszcza
z medycznego punktu widzenia, ale jeszcze bardziej boję się życiowych
komplikacji.
Jak to wszystko rozwiązac?
To naprawdę nie jest sprzyjający moment na dziecko, nie teraz...
Poradzcie mi cos, drogie Przyszłe- i Obecne Mamy, może będzie mi jakoś
łatwiej podjąć decyzję...