Dodaj do ulubionych

mam doła:(

25.03.05, 22:51
to mój początek - 6 tc. Wczoraj powiedzieliśmy rodzicom męża, braciom,
siostrom i paru znajomym. Wszyscy bardzo gratulowali, sie cieszyli itd. zero
negatywów.Dziś powiedziałam mojej mamie (mieszkam z nią i z mężem). się
cieszy że zostanie babcią, ale cos to bardzo przysłania: otóż ja nie pracuję.
Od skończenia szkoły nie mogę znaleźć pracy (to już ponad rok!). I teraz
będzie utrudniona jeszcze bardziej sprawa, jeżeli nie wykluczona nawet.
Bardzo się boi, że będzie bardzo ciężko. Teraz juz trochę ochłonęła ale widzę
że jeszcze nie za bardzo przestała o tym myśleć. My mieliśmy się wyprowadzić,
ale teraz mówi że nie damy rady opłacać mieszkania, utrzymać siebie i jeszcze
dziecko... Ja to bym bardzo chciała sie wyprowadzić, mieszkać skromniutko,
ale tylko z mężem i dzidziusiem. Z mamą nie jest źle (nie jest konfliktowa)
ale tak jakoś nie czuję sie do konca wolna. Myślę że jakbysmy znalezli cos
taniutkiego to bysmy dali rade, a przynajmniej byłoby spokojniej, frywolniej
i wolniej. Troche mi sie przejęło od niej i bardzo zaczęłam się przejmować i
zastanawiać czy ona nie ma racji.. cały czas teraz becze i boje sie ze ten
klimat moze sie utrzymac dłużej. musi byc dobrze, wiem to, ale czuję sie jak
darmozjad a teraz jeszcze bedzie musiala pomagac nam w utrzymywaniu dziecka..
Chcę się wyprowadzic, ale nie wiem jak finansowo sobie poradzimy. Mamy
narazie we dwójkę ok 1600/m-c. Może coś by sie dało pomyśleć.. kurcze, ale
sie rozgadałam.. musiałam sie wygadać. Dzięki, że Wam mogęwink Już mi troszke
lepiej. A może jakąś pracą w domu bym sie zainteresowała? znacie moze jakąś
taką pracę w domu gdzie mozna naprawde zarobic. Nie wiele, ale zawsze cos...?
Obserwuj wątek
    • chlupek Re: mam doła:( 26.03.05, 00:09
      witaj
      ja właściwie jestem w bardzo podobnej sytuacji. nie pracuję, właściwie nigdy w
      Polsce nie pracowałam, od razu po studiach wyjechałam za granicę, wróciłam po
      czterech latach. Bez żadnych oszałamiających oszczędności, nie kupiłam ani
      mieszkania ani samochodu. przez kilka pierwszych miesięcy prowadziłam z ojcem
      mojego dziecka sklep, ale odkąd dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży, ze
      względu na warunki jakie w nim panują (koszmarne zimno) zostawałam w domu. a
      mieszkamy razem z jego rodzicami, a raczej należało by powiedzieć, że mieszkamy
      U jego rodziców. nadal, a minęło już pięć miesięcy, nie czuję się jakbym była u
      siebie. zdaję sobie sprawę z tego, iż utrzymując trójkę z jednej pensji będzie
      trudno. ale tak bardzo chciałabym mieć, tak jak ty napisałaś, coś swojego,
      nawet jeden mały pokój z kuchnią. mam nadzieję, że kiedyś się to marzenie
      ziści. martwi mnie tylko jedna rzecz. ojciec dziecka zdaje się nie rozumieć
      mojej sytuacji, on bez względu na zdarzające się zgrzyty i konflikty, jest u
      siebie, to zawsze będzie jego dom. nie rozumie tego, że zawsze kilka razy
      sprawdzam, czy w łązience nie została jakaś brudna skarpetka, albo coś
      gorszego. Że czasami, po kolacji jestem zbyt zmęczona, albo najzwyczaniej w
      świecie nie chce mi się zmywać talerzy. Że może nie mam ochoty tłumaczyć,
      dlaczego nie chce jeść ugotowanego przez jego matkę obiadu, gdy mam ochote na
      coś innego. tak bardzo chciałabym, by mnie zrozumiał, może wtedy
      wyprowadzilibyśmy się z domu jego rodziców
      • emma_euro_emma Re: mam doła:( 26.03.05, 01:43
        Chlupek - ja mieszkam z teściami od 3,5 roku i nie czuję się tu jak u siebie...
        Dwie gospodynie w domu, chociażby nie wiem, jak zgodne były, nigdy nie dojdą do totalnego porozumienia; nigdy nie będziesz miała tego komfortu, żeby sobie np. pobiegać nago po domu albo nie sprzątać kuchni przez tydzień żywiąc się tylko pizzą...
        Gonia - jak tylko będziecie mieli okazję - uciekaj! Bo inaczej zawsze będziesz uwiązana. Ludzie radzą sobie w znacznie gorszych sytuacjach. Ja, np. w ogóle nie mam szans na mieszkanko, bo mój mąż zarabia trochę mniej niż Twój, a jeszcze musimy moje ZUS-y płacić... Na pewno sobie poradzicie; chociaż maciupeńka kawalerka to już będzie super!
        Trzymaj się - głowa do góry!
    • emma_euro_emma Re: mam doła:( 26.03.05, 14:15
      Co do Twojej mamy, to sądzę, że jej przejdzie i niedługo Radość z wnuka lub wnuczki będzie dużo silniejsza niż inne emocje.
      U mnie sytuacja była ciut podobna: powiedzieliśmy teściowej, to zaczęła skakać po łóżku z radości (dosłownie), a jak powiedziałam mojej, to jej pierwsze słowa były: "O, Boże, i co teraz?". Myślałam, że się przesłyszałam... Jestem w 31 tc, a ona, oczywiście, cały czas się martwi, ale tak jakby się przyzwyczaiła - nie mam pracy, to trudno. Już potrafi się cieszyć z takich drobiazgów, jak to, że wszystko jest ok z Maluszkiem, albo jak zobaczy takie maciupeńkie ciuszki...
      Zobaczysz, będzie dobrze. A jeszcze jak Twoja mama zobaczy "na żywo" Maluszka, to całkiem się rozpuścismile
      Oczywiście, to w żadnym stopniu (według mnie) nie przemawia za wspólnym mieszkaniem. Zawsze będę zdania, że jednak "na swoim" jest najlepiej.
      Pozdrawiam.
      • lidka73 Re: mam doła:( 30.03.05, 22:41
        Od roku mieszkamy z moimi rodzicami i ja pracuję a mój mąż nie-zajmuje się
        dzieckiem.Pod bacznym okiem mojej mamy......Czuję się jakbym znów byla
        nastolatką-zero własnego życia,nie mówiąc o życiu małżenskim!Po ślubie 2 lata
        mieszkaliśmy sami i było cudownie,niestety finanse padły po przyjściu na świat
        Młodego.Rozumiem Cię doskonale,moja mama na wieść o ciąży powiedziała
        przerażona"Chyba żartujesz"W dodatku nie przepada za moim mężem.Sielanka,mówię
        Wam.....Czy jest tu ktoś jeszcze w podobnej sytuacji?????????
    • martusia251 Re: mam doła:( 31.03.05, 08:57
      Moja sytuacja jest podobna ale troszeczke inna, mieszkam z mężem i teściową,
      niestety podejrzewam że z tą kobietą jest coś nie tak. Są dni kiedy molestuje
      mnie psychicznie wchodzi do pokoju bez pukania staje i gada o czymś tam, a jak
      nie gada to staje i mi się przygląda i wieszcie mi potrafi tak długo stać. Są
      też dni kiedy przestaje się odzywać i udaje obrażoną zamykając się u siebie w
      pokoju. Coż ta druga sytuacja jest dla mnie lepsza. Jeżeli chodzi o jej
      gospodarność to potrafi wsadzić brudną patelnie i olejem do szfki z czystymi
      garkami. Wieszcie mi tak kobieta ma dopiero 52 lata więc to nie starość z tego
      co wiem zawsze taka była. Niestety na jej pomoc finansową nie mogę liczyć,
      jedynie to że składa sie na rachunki. Jak braliśmy slub musieliśmy jej poprostu
      wręczyć zaproszenie bo nie raczyła się zainteresować własnym synem. Ale z tego
      wszystkiego najlepszy jest jej piesek, poprostu on sie załatwia w domu bo jej
      się nie chcę wychodzić z nim na spacer. Jak chcę iść powiesić pranie na balkon
      muszę lawirować między gównami. Za kilka miesięcy ma się urodzić maleństwo a ja
      się zastanawiam czy dam radę mieszkać dłużej w tym piekle. Niestety nie stać
      mnie na kupno mieszkania a wynajęcie jest za drogi ponieważ po urodzeniu
      maleństwa nie będę pracować.
    • jennie24 GLowa do gory :) 31.03.05, 10:09
      Po pierwsze strasznie Ci zazdroszcze ze bedziesz miala dzidzie no i gratuluje.
      Po drugie nie smuc sie i nie denerwuj, po co. Wszystko bedzie ok i na pewno
      dacie sobie rade. Powiedz mamie ze dacie sobie rade, zeby sie nie przejmowala
      Wasza sytuacja.
      Ja mysle ze Twoja mama nie bedzie musiala pomagac wam przy dziecku, ona bedzie
      CHCIALA i nikt jej od tego nie odciagnie, takie sa babcie.
      Nie martw sie na zapas, szkodzisz sobie i dzidzi.
      A wiadomo ze najlepiej na swoim, ale mama na miejscu zaraz po porodzie to jest
      blogoslawienstwo. Wierz mi, znam to i strasznie doceniam.

      Glowa do gory i usmiechnij sie do mamy, powiedz, ze ja kochasz i niech sie nie
      zamartwia Wami, tylko cieszy,ze bedzie babcia.
    • chelis Re: mam doła:( 31.03.05, 11:36
      Drogie dziewczyny,

      Aż się prawie popłakałam nad Waszym i moim losem, (ach te emocje w ciąży – tak
      łatwo mi skaczą), bo Wasze opowieści są takie życiowo-trudne i na dodatek w
      prawie każdej z Waszych historii jest coś pod czym sama bym się mogła
      podpisać...
      Z jednej strony mama moja na wieść o mojej ciąży nie ucieszyła się w „widoczny”
      sposób tak bardzo jak się tego spodziewałam. Wiem, że to dlatego, że się o mnie
      martwi, jak to wszystko się poukłada, ale przecież ja wiem, że może być różnie,
      ale bardzo bym chciała cieszyć się „mimo wszystko” i od kogo? Oczywiście od
      mamy nabrać tej siły. Ale myślę, że teraz już jest dobrze, te obawy świadomie
      stara się ukryć, chociaż powody nie znikają.
      Pewnie zdziwicie się, że mówię o trudnej sytuacji, skoro mam pracę, Owszem mam,
      ale to pomaga tylko w tym sensie że na razie mam pieniądze. Nigdy nie uważałam,
      że matka powinna realizować się zawodowo, jeśli to godzi w jej życie rodzinne.
      Oczywiście są takie kobiety, które duszą się w roli gospodyni i jeśli one muszą
      pracować to je rozumiem. Ja bym chciała się poświęcić rodzinie lub najlepiej po
      jakimś czasie móc pracować na pół etatu. Ale tu oczywiście dochodzą kwestie
      finansowe i ktoś powie mi, że głupia będę jeśli nie będę chciała wrócić do
      pracy, skoro ją mam. Ale moja praca nie jest dla mnie realizacją ambicji czy
      pasji. Nie narzekam na zarobki, nie są najniższą krajową, ale nijak się to ma
      do mojej prawdziwej pasji, studiów, które ukończyłam (z zainteresowania!), więc
      czy dla takiego czegoś mam zaraz po urodzeniu dziecka rzucać wychowanie
      własnego dziecka? Bo jak można inaczej nazwać powrót do pracy po żałośnie
      krótkim macierzyńskim tak szybko jak to możliwe, żeby ta praca jeszcze była i
      czekała na mnie? Zostawienie malucha na cały dzień (praca 8,5 godz + 2 g. na
      dojazdy=10.5 !!) z kimś, kto będzie jego prawdziwą „mamą” bo będzie oglądał jak
      rośnie, karmił, robił wszystko to co JA powinnam robić? Żyć w takim rozdarciu i
      poczuciu winy (nie mówionej przez kogoś, ale odczuwanej przeze mnie naprawdę)?
      A jeśli zdecyduję się zostać z dzieckiem po porodzie dłużej, to praca pewnie
      nie będzie czekać, a dla mnie rok z dzieckiem to minimum. Przecież to ja jestem
      mamą, najlepszą osobą dla mojego dziecka na świecie...
      Poza tym nie uważam, że „nie pracowanie” to jest siedzenie w domu i bycie kurą
      domową. Dziwię sie szczerze kobietom, które chcą wrócić do pracy, bo strasznie
      nudzą się w domu. Ojej gdyby ktoś tylko mi to umożliwił!! Nigdy nie nudziłabym
      się, o nie! Przecież to nie oznacza zamknięcia się w czterech ścianach! To
      dopiero wtedy można być sobą, udzielać się w organizacjach społecznych, czy w
      społeczności lokalnej, dbać o dobre wychowanie dzieci, rozwijać się wewnętrznie
      itp. To pracując właśnie czuję się jak uwięziona w roli kogoś, kim nie jestem.
      A jeśli okaże się, że bez mojej wypłaty nie damy sobie rady finansowo, to będę
      musiała wrócić do roboty, bo w przeciwnym razie miałabym na sumieniu i męża i
      dziecko i ich los... Czy to nie jest jakaś chora sytuacja? O zgrozo, z poczucia
      odpowiedzialności zaniedbać rodzinę tylko po to, aby wspomóc ją finansowo?
      Przepraszam dziewczyny, które nie mają pracy, że piszę to w tym wątku, bo wiem,
      ze może je denerwować to co piszę. Ale tak naprawdę to „posiadanie”
      i „nieposiadanie pracy” to bardzo krucha sprawa. Ja też mogę jej nie mieć jeśli
      nie odważę się wrócić zaraz po macierzyńskim.
      Ale się rozpisuję... A to jeszcze nie wszystko, tylko ta lepsza część.
      W najbliższym czasie biorę ślub i potem zamieszkamy z teściową. Mimo że n a r
      a z i e mam pracę, to oczywiście te pieniądze w żaden sposób nie pomogą nam
      zorganizować sobie własnego kąta. Nie mamy jak sobie pozwolić na jakiekolwiek
      inne rozwiązanie i co gorsze, nie sądzę aby się to zmieniło na lepsze. I mimo
      że na zewnątrz udaję, że „jakoś dam radę”, to panicznie się tego boję. I to nie
      jest jakieś ciążowe zawirowanie hormonalne... Ja po prostu zbyt realnie widzę
      jak to będzie wyglądać... Przyszła teściowa jest sympatyczną osobą, ale... po
      prostu jest inną osobą, zupełnie inną niż ja czy moja mama. Nie wyobrażam sobie
      mieszkać u niej i kiedykolwiek poczuć się jak u siebie. Tak jak Wy dziewczyny
      opisujecie różne przejścia z teściową, albo po prostu to najgorsze: poczucie
      bycia nie u siebie, tak ja przeczuwam, że będę się czuć obco. Teściowa jest
      mocno narzucającą się osobą i co z tego że chce dobrze? A ja chcąc po prostu
      robić coś po swojemu (nie złośliwie, na przekór, lecz dlatego że uważam że w
      danym przypadku tak jest lepiej) będę się jej automatycznie sprzeciwiać.
      Dochodzi jeszcze to, że ja rozumiem, że dla niej to też może być trudna
      sytuacja, bo ktoś „obcy” nagle panoszy się w domu. Ale to moje wczucie się w
      jej sytuację tylko utrudni mi sprawę... Już w ogóle będę chciała udawać, ze
      mnie nie ma, żeby jej się nie napatoczyć, będę się starała unikać potencjalnych
      konfliktów, bo nie lubię komuś stawać na drodze. Ale gdzie w tym wszystkim będę
      JA? Jako żona i od września – matka? Jak można tworzyć dom, usuwając się w kąt?
      A teściowa, mimo że na pewno jest dość dobrą gospodynią, robi czasem rzeczy,
      które mnie już teraz denerwują, nawet jak jestem tam tylko gościem. Na przykład
      stosy brudnych naczyń stoją aż woda zacznie pleśnieć, resztki jedzenia w
      garnkach tak samo. W mieszkaniu, żeby nie przemęczać się, nie sprząta, aż koty
      brudu walają się po domu, a cała kuchnia dosłownie lepi się od
      kilkumiesięcznego brudu. Jak mam w tym funkcjonować? Mam myć po niej bo mi to
      przeszkadza? A jeśli ja nie umyję jednego talerza, to będzie myślała: „po mnie
      sprząta, a sama brudaska”... Mam w jej własnym domu sugerować że źle robi?
      Wtrącać się ? A przecież ja tak robić nie zamierzam. Ale Np. surowego mięsa
      które psuje się w lodówce już trzeci dzień mam nie sprzątnąć chociaż aż w oczy
      bije smród?
      Oszczędzę Wam już moich obaw co do układania się naszego życia małżeńskiego, bo
      mama męża jest dość opiekuńczą matką na swój specyficzny sposób. I boję się, że
      zamiast docierać się między sobą, będziemy mieć ją jako obserwatora, doradcę
      itp. I bez tego pewnie jest trudno na początku, a skąd mój mąż ma wziąć siłe,
      żeby nagle zmienić swoją rolę w domu z synka w męża? Nie chcę żeby musiał
      występować jako mediator między nami. Po prostu chcę, abyśmy mogli tworzyć coś
      własnego, naszego...
      Musiałam się jakoś wygadać i sama nie wiem co ma o tym wszystkim myśleć.
      Słowa „nie martw się, jakoś to będzie” do mnie nie przemawiają, bo ja wiem
      że „jakoś będzie”. Ale dlaczego mam być jakoś a nie DOBRZE? To zatruwa mi
      radość z tego że będziemy mieć dziecko i staram się nie martwić, żeby nie
      szkodzić maluchowi i sobie, ale ta sprawa nie znika.
      Przepraszam Goniu, że tak się wtryniłam w Twój wątek, ale tak mnie natchnęły te
      wszystkie wypowiedzi, że w końcu musiałam się wywnętrzyć.
      Dziewczyny, jeśli przebrnęłyście przez te moje wypociny, to może macie jakieś
      swoje uwagi? Czasem mi się zdaje, ze już myślałam o tym od każdej strony, ale
      przecież nie mam do tego dystansu....
      Możecie też pisać na chelis@gazeta.pl
      Pozdrawiam Was serdecznie,

      Chelis








      • gonia26 Re: mam doła:( 05.04.05, 10:43
        cześć dziewczyny! Straciłam się na dłuugo. popsuł sie komputer i nie mialam
        dostępu do internetu. dziś powracamwink
        Dziękuję Wam BARDZO za wszystkie wasze opinie, rady itp. U mnie juz lepiej. Ja
        wiedziałam, że mama wreszcie zacznie się cieszyć. Może nie jest to jeszcze
        wybuch jakiejś radości, ale jest już zaakceptowanie sytuacji, czekanie
        na "werdykt" lekarza (idę w poniedzialek 11.04 na badanie pierwsze dopiero i od
        tej pory mam zamiar dopiero zacząć się cieszyć na maxa - mam nadzieje, że
        wszystko potwierdzi) i jednoczesne planowanie (moja mama bardzo lubi planować -
        czego ja nie moge znieść). Ale wiem, że będzie się cieszyć, bo ona marzy o
        wnuku/wnuczce i uwielbia dzieci i dzieci ją lubią bardzo, tylko się martwi
        sytuacją naszą.. trochę na zapas, ale taka już jest.
        Co do przeprowadzki - ja chcę bardzo, mąż też chce, ale chyba nie będzie to dla
        niego tragedia jak jeszcze troche pomieszka z teściowąwink , mama natomiast
        mówi "róbcie jak uważacie, wasza sprawa tylko zastanów się (do mnie mówi) czy
        nie lepiej jak te 2 lata pomieszkamy jeszcze razem: ja ci pomogę przy dziecku i
        jedno mieszkanie w trójkę lepiej utrzymać niż dwa.. a potem jak juz odchowa się
        dziecko troszkę, ty pójdziesz do pracy i zamienimy mieszkanie na dwa mniejsze"
        tak mniej wiecej mówi, ale ja protestuje. jak bede miala ok 30 lat to sie
        wyprowadze od mamusi, o ile jeszcze cos po drodze sie nie znajdzie, co bedzie
        przemawialo za tym ze jeszcze troche lepiej pomieszkac razem itd itd. NIE!
        Będziemy sie pomalutku rozglądać..
        I jeszcze jedno sie zmieniło od tej pory jak pisałam: tak od połowy kwietnia
        zaczynam przygotowanie zawodowe (to jest taka nowa propozycja urzędu pracy, coś
        takiego jak staż, tylko nie ma ograniczenia wiekowego). W ostatniej chwili
        sobie załatwiłam, bo teraz jeszcze moge nie wiedziec o ciąży a potem trzebaby
        bylo sie przyznac i pewnie by mnie nie przyjęli.. W każdym razie przez pół roku
        będą mi płacić stypendium w wysokości zasiłku, a potem mam taki niecny plan..wink
        pój sobie na L4 i przeciągnę na macierzyński..wink chociaż trochę będzie na czas
        jakiśwink
        narazie dziewczyny. Strasznie się rozpisałam, a to dlatego że dawno tu nie
        siedziałam i mi się stęskniłosmile Pozdrowienia gorące dla Was! Wszystko sie ułoży
        jakoś, zobaczycie! Teraz to już może być tylko lepiejsmile))
    • anddar Re: mam doła:( 05.04.05, 14:12
      Przede wszystkim glowa do gory! Ciesz sie swoim szczesciem! jestem pewna, ze
      wszystko sie ulozy! Ja tez nie pracuje, choc to byla moja decyzja. Chcielismy
      dziecko no i jestem w 24 tyg. ciazy.Tez sie martwie, kiedy pojde do pracy i czy
      ja znajde? Nie czuj sie winna! mysl teraz pozytywnie i o swoim dziecku! bedzie
      dobrze!
      • lulinka Re: mam doła:( 05.04.05, 14:46
        oj, ja też nie pracuję...i zawsze tak było, jak znalazłam pracę to na
        krótko....więc ile mozna czekać na lepsze czasy...zdecydowalismy się na
        dzidziusia.jestem w 27tc. ale mieszkam z teściową, która jest zupełnie bez
        kultury osobistej, a moje hormony wytrącaja mnie z równowagi. Szukamu
        mieszkanka-weźmiemy kredyt-lepeij biednie ale u siebie.kawalerka wyniosłaby
        tyle samo albo i więcej. Teściowa kopci papierowy do 2 paczek dziennie, i mimo
        moich próśb nie zamyka drzwi.Ostatnio ,wiecie co zrobiła? Wyprała w pralce mój
        ręcznik, moje majtki z .........dywanikami z pod sedesu!!!!!!!Ja najperw
        zapytałam , czy to wszystko co wisi na sznurku wyprała razem- a ona na to, ze
        tak ,ale same ciemne rzeczy. (?!)bez komentarza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka