Dodaj do ulubionych

PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest???

21.12.05, 19:53
Mam pytanie do mam, które już rodziły. Przede mną dopiero poród więc nie wiem
jeszcze jak to wygląda, ale już mnie przeraża. Czy w każdym szpitalu po
porodzie (przed też) chodzą na obchody tabuny praktykantów, młodzitkich
studentów, którzy zaglądają każdej pacjentce pod koszulkę???? Z tego co
słyszałam tak jest w większości szpitali, ale czy da się tego uniknąć? Wg
mnie to jest bardzo krępujące, może Wam się to wyda dziwne - w końcu chcą się
czegoś ci studenci nauczyć, ale mimo wszystko wolałabym tego uniknąć. Czy
lekarz się pyta pacentki o ew. zgodę? Czy z góry każda prędzej czy później
będzie musiała robić "pokaz" przed większą publicznością? Napiszcie proszę bo
może panikuję na wyrost, może to takie straszne nie jest.... sama nie wiem.
Obserwuj wątek
    • mamand Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 21.12.05, 20:24
      >Czy w każdym szpitalu po
      > porodzie (przed też) chodzą na obchody tabuny praktykantów, młodziutkich
      > studentów, którzy zaglądają każdej pacjentce pod koszulkę????

      Nie, studenci są tylko w szpitalach klinicznych, w "normalnych" szpitalach mogą
      być uczennice ze szkoły pielęgniarskiej

      >Czy
      > lekarz się pyta pacjentki o ew. zgodę?

      Tak, lekarz opiekujący się studentami lub uczennicami powinien się zapytać, czy
      się zgadzasz, ale o zgodę nie musi pytać się stażysta - bo jest to już lekarz z
      prawem do wykonywania zawodu
      • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 07:57
        mamand napisała:
        > Nie, studenci są tylko w szpitalach klinicznych, w "normalnych" szpitalach
        mogą
        >
        > być uczennice ze szkoły pielęgniarskiej
        nie prawda. praktyka np. wakacyjna moe byc w wielu innych niz tylko
        akademickie szptalach. znam z wlasnego podworka takie sytuacje.
        • raszefka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:29
          No ale wtedy o tabunach nie ma mowy
          • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:34
            raszefka napisała:

            > No ale wtedy o tabunach nie ma mowy

            nie. pojedyncze sztuki.
            • raszefka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:19
              I zgode na obecność stażysty wtedy trzeba koniecznie spytac pacjenta
              • mamand Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:31
                LEKARZ nie musi pytać czy może cię zbadać
                • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:32
                  mamand napisała:

                  > LEKARZ nie musi pytać czy może cię zbadać
                  >
                  rozmawiamy o praktykantach.
                  • mamand Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:34
                    stażysta to nie praktykant a lekarz z państwowym prawem do wykonywania zawodu
                    • raszefka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:36
                      Rozwazamy sobie z Maretina praktyki wakacyjne, nie staż podypolomowy
                    • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:38
                      mamand napisała:

                      > stażysta to nie praktykant a lekarz z państwowym prawem do wykonywania zawodu

                      dodam najwazniejsze " z organiczonym prawem"smile
                      • mamand Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:39
                        ale tylko co do miejsca - tj do placówki w której odbywa staż
                        • raszefka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:40
                          Równiez co do uprawnień
                • raszefka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:34
                  Lekarz musi spytać czy zgadzasz się, żeby przy badaniu był praktykant.O tym jest
                  mowa.
                  • bwiolab Re: Nie jest źle 07.01.06, 14:40
                    Kiedys przebywałam na ginekologii w Kielcach (prosta)podczas badania obecny był
                    ordynator sadysta i praktykant, ktory bardziej się wstydził niż ja. Więc
                    dziewczyny jeden praktykant to nic złego, gorsi są lekarze, któzy badają koietę
                    jak bydło
    • lacido Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 21.12.05, 20:24
      SZczerze mówiąc to nie wiem, ale przeraziłaś mnie. Myslę, że tak może być w
      szpitalach uniwesyteckich i zawsze można spróbować odmówić - z rodzącą kobietą
      nie warto zadzierać ewentualnie sytuację ratuje postawny moąż asystujący przy
      porodzie smile))
    • deotyma11 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 21.12.05, 20:33
      Kiedy czekałam na poród i po, przy porannych badaniach był obecny stażysta.
      Bardzo miły, zawsze pytał o zgodę, a do tego był dużo delikatniejszy od
      doświadczonych lekarzy.
      Co do studentów: są tylko w klinikach uniwersyteckich i nie ma się co ich bać.
      Zazwyczaj bardzo przeżywają poród (zwłaszcza jak to ich pierwszy), są bardzo
      pomocni, niczego nie przegapią, pełna, komfortowa obsługa i to bez łapówki.
      Koleżanki przy których byli studenci były bardzo zadowolone.
    • marychna31 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 21.12.05, 21:02
      Studenci moga być, jesli wyrazisz zgodę ale nie muszą! Wielu lekarzy nie
      przestrzega tej zasady ale wtedy KONIECZNIE trzeba im zwrócić uwagę. I to przy
      studentach,żeby sobie dobrze zapamietali jak mają sie zachowywac w takiej
      sytuacji gdy już będa lekarzami!

      > Wg
      > mnie to jest bardzo krępujące, może Wam się to wyda dziwne - w końcu chcą się
      > czegoś ci studenci nauczyć, ale mimo wszystko wolałabym tego uniknąć

      I masz do tego prawo. A studenci mogą się uczyć na pacjentach, którzy wyrażą na
      to zgodę bo np im się zapłaci.
      To, ze ktos jest chory albo ma urodzic dziecko wcale nie oznacza, ze przestaje
      być człowiekiem i traci prawo do intymności.
      • dominika2701 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 07:44
        kiedy przyjmuja cie do szpitala klinicznego, ktory jest jednostka dydaktyczna,
        to podpisujesz zgode na uczestnictwo studentow we wszystkich zabiegach.i tak
        naprawde nikt drugi raz cie pytac nie musi, chociaz uwazam , ze z grzecznosci
        sie powinno smile
    • 3anek Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 21.12.05, 21:14
      Dziewczyny - dzięki za odpowiedzismile jakoś lepiej się po przeczytaniu Waszych
      postów czujęsmile
      • polajnaw Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 21.12.05, 22:57
        hhm jak sama bylam studentka to w klinikach ogladalismy pacjentki,zreszt np.mn
        karowej podpisujac zgode na hospitalizacje automatycznie zgadasz sie na obecnosc
        studentow bo po to wlasnie sa kliniki akademickie,
        jesli chcecie uniknac takich sytuacji omijacie kliniki czyli np.w Wawie
        Karowa,Starynkiewicza,Instytut i orłowski
        • lena99 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:50
          Wiesz, to chyba niezupelnie jest tak, jak piszesz. Każdy ma prawo leczyć się
          tam, gdzie chce, i ma prawo odmówić badania czy zabiegu z udziałem
          studentow/praktykantów. Inna sprawa, że rzadko odmawia, bo nie wie, że może
          albo ma co innego na głowie w tym momencie w szpitalu. Ale nie można podchodzic
          do tego tak, jak Ty, że jeśli się nie podoba, to nie wybieraj takiego szpitala!
          Wybacz, ale jest to typowe dla personelu medycznego który chyba zapomniał, że
          ma służyc chorym, a nie odwrotnie.
          Pozdrawiam
          • lena99 to bylo do poli 22.12.05, 09:52
            • polajnaw Re: to bylo do poli 22.12.05, 15:35
              oczywiscie nie jest tak,ze jak ktos poprosil to na sile zostawalismy przy,pisze
              tylko jaka sie to normalnie odbywa,czasmi asystent (bo prawie kazdy lekarz z
              kliniki jest pracownikiem naukowym)tlumaczyl ze klinika ma w statucie nauke
              pacjenta i pacjentka godzac sie na leczenie tu musi sie z tym liczyc,bo to
              ministersrtwo wdukacji lozy tez na takie szpitale.wiadomo ze w trudnych albo
              przykrych sytuacjach sai wychodzilismy od pacjentki
          • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:56
            a chory zapomina, ze lekarz musi sie na kims uczyc. chcialbys trafic na porod
            do takiego, ktory tylko film z porodem widzial? ja nie.
            • lena99 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do maretiny 22.12.05, 10:01
              Mylisz pojęcia, moja droga. Chory ma PRAWO odmówic, ale przecież MOŻE się
              zgodzić, prawda? Są różni ludzie, jednym studenci przeszkadzają, innym nie. I
              odmowę trzeba uszanować. I o to chodzi właśnie wg mnie, o szacunek dla pacjenta.
              • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do maretiny 22.12.05, 10:02
                nie napisalam, ze nie ma prawa. to Ty sie mylisz, napisalam jedynie, ze chory
                powinien pamietac o tym, ze stary lekarz kiedys odejdzie z zawodu, a wtedy ow
                chory zostanie z niedouczonym lekarzem i ze swoja choroba.
                • lena99 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do maretiny 22.12.05, 10:08
                  Może wystarczy zapytać czy poprosić chorego o zgodę na obecność studentów.
                  Chory jako człowiek rozumny (w większoścismile) może się zgodzić.
                  Albo i nie.
                  • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do maretiny 22.12.05, 10:24
                    lena99 napisała:

                    > Może wystarczy zapytać czy poprosić chorego o zgodę na obecność studentów.
                    > Chory jako człowiek rozumny (w większoścismile) może się zgodzić.
                    > Albo i nie.
                    przeciez nie pisalam, zeby tego nie robic. doszukujesz sie w moich
                    wypowiedziach tego, czego w nich nie zawarlam.
                    • lena99 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do maretiny 22.12.05, 10:48
                      Jeśli nie negujesz potrzeby pytania o zgodę pacjenta, to powinnaś też przyjąć,
                      że taki "zapytany" pacjent może odmówić.
                      O cóż więc Ci chodzi?
                      • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do maretiny 22.12.05, 10:52
                        lena99 napisała:

                        > Jeśli nie negujesz potrzeby pytania o zgodę pacjenta, to powinnaś też
                        przyjąć,
                        > że taki "zapytany" pacjent może odmówić.
                        > O cóż więc Ci chodzi?
                        przyjmuje, napisalam tylko jak wyglada druga strona medalu.
                        majac taka postaw pacjent zachowuje sie jak schizofrenik. zyje w dwoch swiatach
                        rownolegle. z jednej strony chce byc leczony na najwyzszym poziomie a z drugiej
                        strony jest istotna bariera w nauczania przyszlych specjalistow, na ktorych
                        predzej czy pozniej bedzie skazany. taki niedouzony moze odbierac kiedys
                        twoj/moj nastepny porod, albo na jego rekach wyladuja nasze wnuki. nie przeraza
                        cie to? mnie bardzo.
                        • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do maretiny 25.12.05, 23:45
                          a czy kobieta nie czuje sie jak schizofrenik, skoro z jednej strony cale zycie
                          mama wtlaczala w nas pruderie, wstyd, nie pokazywanie nikomu intymnych miejsc,
                          az drugiej zgoda na tlum partykantow przy porodzie? jednym to nie przeszkadza,
                          innym - tak. i tych, ktorym to przeszkadza, nie powinno sie wyzywac od
                          schizofrenikow, bo w tym konktekscie tak czy inaczej niby nie krytykujesz, ale
                          okreslasz pejoratywnie.

                          a tak przy okazji - ja slyszalam nawet o celnikach, ktorzy mieli praktyke na
                          porodowcesad
              • malgosiek2 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do maretiny 22.12.05, 10:08
                Przyjmując Twój tok myślenia to np.na 100 pacjentek na studentów zgodzi sie
                tylko jedna.
                Jak oni potem jako lekarze mają kogoś leczyć czy badać jak nie wiedza jak,bo
                nikt nie chciał sie zgodzić.
                Popieram maretinę też bym nie chcaiała spotkac takiego lekarza co tylko na
                filnmie widział.
                Owszem a prawo odmówić,ale niech potem nie ma pretensji o to,że lekarze sa
                niedouczeni i niekompetentni.
                pzdr.Gosia
                • lena99 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do małgosi 22.12.05, 10:14
                  Istnieje chyba coś takiego jak staż, a lekarze-stażyści nie muszą pytać nikogo
                  o zgodę, prawda? Popraw mnie, jeśli sie mylę.
                  • malgosiek2 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do małgosi 22.12.05, 10:19
                    Owszem istnieją,ale to są JUŻ lekarze na dokształceniu czy zdobycia praktyki.
                    I on ma JUŻ UMIEĆ i posiadać stosowaną wiedzę fachową,a nie dopiero zdobywać
                    wiedzę i się uczyć
                    A to chyba jest różnica.I różnica między studentem,a stażystą jest przeogromna.
                    Poza tym na praktykach nie ma studentów I czy II roku tylko wyżej.
                    Jeśli stażysta nie umie to cóż mi po takim lekarzu.
                    Pzdr.Gosia
                    • lena99 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do małgosi 22.12.05, 10:22
                      Ale stażysta ma chyba jakiegos opiekuna z większym doswiadczeniem.
                      • malgosiek2 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do małgosi 22.12.05, 10:25
                        Ma,ale najczęściej stażysta dużo rzeczy"robi" za lekarza np.wywiad,badanie
                        palpacyjne,podstawowe badanie,a konsultuje się tylko już z lekarzem na
                        potwierdzenie swojej ew.diagnozy wstępnej.Może tez zlecać podst.badania
                        laboratoryjne.
                        Pzdr.Gosia
                        • ezrapound dodam tylko, do tego co mówi Małgosiek, 22.12.05, 16:46
                          że w sytuacji nagłej - kiedy dzieje się coś dramatycznego - a nie ma akurat w
                          pobliżu doświadczonego lekarza - to stażysta musi podjąć działanie. To nie może
                          być ktoś całkowicie niedoświadczony, bez żadnej praktyki "na żywo". Dlatego
                          uważam, że trzeba mieć tolerancję dla studentów medycyny w placówkach
                          klinicznych. Ale oczywiście ich obecność powinna być jak najbardziej dyskretna.
                          Zwłaszcza w trudnych momentach, nie powinni łazić tabunami i wyglądać jak
                          wycieczka krajoznawcza. Jakoś trzeba pogodzić prawo pacjentki do intymności i
                          prawo studentów do nauki. Obie strony muszą wykazać dobrą wolę. Serdeczności!
                      • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do małgosi 22.12.05, 10:27
                        lena99 napisała:

                        > Ale stażysta ma chyba jakiegos opiekuna z większym doswiadczeniem.

                        student tez... nie rozumiem o co ci chodzi.
                  • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! do małgosi 22.12.05, 10:26
                    lena99 napisała:

                    > Istnieje chyba coś takiego jak staż, a lekarze-stażyści nie muszą pytać
                    nikogo
                    > o zgodę, prawda? Popraw mnie, jeśli sie mylę.

                    istnieje cos takiego na studiach medycznych jak ginekologia, wiesz? zatem
                    zajecia praktyczne musza byc. tak samo jest na chirurgi, internie, pdiatrii
                    itd...
                    • lena99 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! 22.12.05, 10:42
                      Nie wiem, po co to oburzenie. Ja nie neguję potrzeby 'zajęć praktycznych'.
                      Powtórzę raz jeszcze. Chodzi mi jedynie o to, aby pacjentów pytać o zgodę czy
                      chcą w tych zajęciach uczestniczyć. I ewentualną odmowę uszanować. Czy naprawdę
                      wymagam od lekarzy aż tak wiele?
                      • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! 22.12.05, 10:47
                        nie. wrecz przeciwnie. pozbawiajac ich praktyki z zywym organizmem sprowadzasz
                        ich do wypisywania recept i teoretyzowania.to bardzo amle wymagania!
                        • lena99 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! 22.12.05, 10:52
                          ciekawi mnie ile razy byłaś takim 'żywym organizmem'?
                        • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! 25.12.05, 23:48
                          ale demagogiasmile maretina - no co ty wypisujesz?smile prawo do odmowy przez
                          pacjenta, to chyba nawet nie polska, a europejska karta praw pacjenta. a z
                          drugiej strony - wiele osob (wydaje mi sie, ze nawet wiekszosc) zgadza sie na
                          obecnosc studentow.
            • marychna31 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 15:15
              Można płacić pacjentom za to, że wprawiają się na nich lub obserwują studenci.
              Ja jak ide do lekarza to nie dla zaspokojenia swoich potrzeb
              ekschibicjonistycznych albowiem takich nie posiadam.
              • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 15:43
                marychna31 napisała:

                > Można płacić pacjentom za to, że wprawiają się na nich lub obserwują
                studenci.
                sorry, czulabym sie jak prostytutka... przynajmniej u ginekologa.
                > Ja jak ide do lekarza to nie dla zaspokojenia swoich potrzeb
                > ekschibicjonistycznych albowiem takich nie posiadam.
                studenci tez nie badaja/patrza w celu zaspokojenia swoch potrzeb.
              • ezrapound a kto konkretnie będzie im płacił? 22.12.05, 16:48
                NFZ, czy ministerstwo edukacji? Obydwie instytucje wręcz opływają w kasę.
            • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 25.12.05, 23:42
              prawo pacjenta jest takie, ze jest obowiazek zapytania go o zgode. i np.
              wiekszosc moich zgodzila sie lub zgodzilaby sie na taka asyste. ja nie
              zgodzilabym sie i tekst "chory zapomina, ze lekarz musi sie na kims uczyc" jest
              ponizej pasa. lekarz znajdzie mnostwo chetnych do uczenia sie na nich, a ja mam
              prawo do odmowy. rozne ludzie mieli w zyciu przezycia, np. moja imtymnosc w
              dziecinstwie byla tak naruszana, ze nie wyobrazam sobie takiego pogwalcenia
              moich praw, jak obecnosc studentow przy jakimkolwiek moim badaniu bez mojej
              zgody. u okulisty- nie widze przszkod, ale porod, kolonoskopia - dziekuj
              bardzosad
          • laminja Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:23
            zgadzam się z Tobą. Zwłaszcza w związku z tym, że wiele kobiet jest "skazanych"
            na poród w szpitalu klinicznym. Są to często osoby po trudnych przejściach,
            świadome choroby swojego dziecka itp. Dla takich kobiet obecność większej
            liczby osób może być bardzo trudna. Dlatego wszystkie koboety powinny być
            pytane o zgodę na obecność studentów. Często kobieta nie może wybrać innego
            szpitala... Czy zatem w związku ze swoimi problemami, które zmuszają ją do
            porodu w wysokospecjalistycznej placówce, staje się osobą pozbawioną praw?!
            • deotyma11 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 11:02
              Nie bardzo rozumiem o co ten bój?
              Podczas pierwszej ciąży leżałam przez czas jakiś w dwóch różnych szpitalach:
              dużym, gdzie był jeden stażysta, i małym, gdzie stażystów i studentów nie było.
              A i tak w obu badanie ginekologiczne odbywało się w obecności wszystkich
              obecnych na oddziale lekarzy, z biurkiem ustawionym tak, że mieli idealny widok
              między nogi pacjentek.
              Więc dlaczego takie protesty o tych nieszczęsnych studentów i stażystów?
              Hordy lekarzy "z doświadczeniem" czyli na etacie, zaglądających między nogi
              kobiet są cacy, a tych nie na etacie to "be"?
              • laminja Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 13:51
                to nie jest żaden bój tylko kwestia postaw. Nie wszyscy wszystko muszą
                akceptować, bo tak. Zarówno lekarze jak i pacjentki powinni się wykazać
                wzajemnym zrozumieniem. Z racji relacji lekarz-pacjent jaka ma miejsce w
                szpitalu dobrze jest kiedy relacja ta jest oparta na wzajemnym szacunku. Gdyby
                wszyscy lekarze, którzy prowadzą praktyki wykazywali się pełnym szacunkiem i
                pytali o zdanie kobiety to pewnie nie byłoby problemu. Niestety bywa różnie.
                Słyszałam sporo przykrych komentarzy i odzywek - i to własnie prowadzi do braku
                chęci kooperacji ze strony kobiet. Każda z nas jest inna. Są osoby dla których
                większa ilość ludzi podczas badania ginekologicznego jest przeżyciem
                traumatycznym. Ja szpitale kliniczne omijam z daleka, bo bardzo źle bym się
                czuła w obecności kilku osób. Pobieranie krwi, oglądanie dziecka i masa innych
                rzeczy proszę bardzo, ale nie badanie ginekologiczne. Mam prawo do takich
                odczuć. Rozumiem też kobiety, które nie mają wyjścia i muszą rodzić w szpitalu
                klinicznym. Powinny też mieć swoje prawa.
            • ezrapound absolutnie nie jest osobą pozbawioną praw 22.12.05, 16:51
              macie racje, każdy ma prawo do dysponowania swoim ciałem. Ale jeśli obecność
              studentów jest dyskretna, jeśli okazują szacunek intymności pacjentki, wydaje
              mi się, że należałoby dać im możliwość uczenia się. Tylko, że to się powinno
              naprawdę odbywać z jak największym poszanowaniem komfortu pacjentki.
              • laminja dokładnie tak :) 24.12.05, 11:58
                niestety nie zawsze ta obecność jest dyskretna. Zbyt często brakuje grzeczności
                i poszanowania. A wystarczy często zapytać czy można... Gdyby pytano, a nie
                stawiano przed faktem dokonanym byłoby pewnie znacznie więcej pozytywnych
                reakcji. Jestem głęboko przekonana o tym, że studenci powinni się uczyć
                obeserwujac doświadczonych praktyków. Kiedy poprzednio pojawił się wątek na ten
                temat pisała o tym jak mogłyby wyglądac praktyki (jeden na jeden) co pewnie
                poprawiłoby sytuację. Ale do tego potrzeba dobrej woli ze strony lekarzy
                organizujących i prowadzących praktyki. To od nich powinny wychoodzic
                inicjatywy zmian. Zmian, które poprawiłyby samopoczucie pacjentów. Tylko to
                kwestia zmiany mentalności - przejścia na podmiotowe (a nie przedmiotowe)
                traktowanie pacjenta smile Choc jest wiele lepiej niż kiedyś nadal jest wiele
                przykładów na to, że do ideału jeszcze bardzo daleko sad
              • cetka Re: absolutnie nie jest osobą pozbawioną praw 25.12.05, 23:52
                ale o tym, czy obecnosc studentow byla taktowna i dyskretna, dowiesz sie
                dopiero po fakcie, nie?

                moze wy nie rozumiecie, ale np. dla mnie pojscie do gina jest ogromnym
                przezyciem, za kazdym razem. nawet do kobiety - 1 lekarki w gabinecie. mialam
                taki rok ze chodzilam do gina 3-5 x w mcu. powinnam sie przyzwyczaic. a to
                wrecz spotegowalo moj stres i niechec. horda kogokolwiek (stodentow, lekarzy)
                zwiekszylaby moj stres.
    • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 07:56
      nie martw sie. praktykantow malo obchodzi co masz pod koszulka, tam wola
      zagladac swoim paniom lub panom. jedyne co moze ich zainteresowac u ciebie to
      ciaza, porod, przebieg jedenego i drugiego. tak sie ucza, zeby za kilka lat
      sami wszystko robic.
      jesli nie chcesz ich obecnosci to masz do tego prawo. nie robmy tragedii z tego.
      • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 25.12.05, 23:53
        kazdy traktuje siebie podmiotowo, trudno sie uprzedmiotowic i calkowicie
        uspokoic, ze jest sie tylko kolejnym przypadkiem dla lekarza.
    • ese1 Nie wiem ktory szpital masz na mysli 22.12.05, 08:52
      Ja rodzilam w szpitalu uniwersyteckim w Krakowie i tam, pomimo tabunow
      studentow, badanie wykonywal tylko lekarz z polozna na pol godziny przed
      obchodem. Przy obchodzie z tabunem studentow juz nikt ci tam nie zagladal.
    • haganna Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:30
      A ja w Orłowskim z hukiem i wrzaskiem wywaliłam z gabinetu grupę ośmiu młodych
      ludzi. Mam do tego prawo, jak by ktoś zapomniał.
      Nie rozebrałam się, dopóki się nie upewniłam, że nikt nie bedzie do gabinetu
      zaglądał.
      • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:35
        haganna napisała:

        > A ja w Orłowskim z hukiem i wrzaskiem wywaliłam z gabinetu grupę ośmiu
        młodych
        > ludzi. Mam do tego prawo, jak by ktoś zapomniał.
        > Nie rozebrałam się, dopóki się nie upewniłam, że nikt nie bedzie do gabinetu
        > zaglądał.

        ten huk i wrzask naprawde pieknie swiadczy o tobie. kocham takich kulturalnych
        ludzi. przebywanie z nimi to czysciutka przyjemnosc.
        gdybym byla tym tabunem, to wezwalabym na konsultacje psychiatre, zalozyla
        kaftan. z wariatami trzeba ostroznie.
        • tin_t Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:42
          ja rodziłam w klinicznym, studentow na szczecie nie bylo, bo to byl wrzesien,
          tylko raz pojedyncza sztuka ewidentnie obcokrajowa, zabawnie bylo, bo zostal
          poproszony o odlozenie dzidziusia do łozeczka i uczynl to kladac... glowa w dół
          (do takiego lekko pochylonego wozeczka), ale nic sie oczywiscie nie stalo.
          • karolek9 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 24.12.05, 12:00
            "poproszony o odlozenie dzidziusia do łozeczka i uczynl to kladac... glowa w dół"
            Bardzo dobrze odłożył nowo narodzone dziecko, tak się robi!!! Noworodek ma w
            buzi drogach oddechowych, nosku itp. jeszcze sporo wórd płodowych. Położenie go
            główka w dół ulatwia ewakułację wód płodowych.
        • zolza78 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:49
          nie obrażaj pisząc o wariatach, bo to akurat nie za dobrze o Tobie świadczy ja
          też bym tak zareagowała, jeśli ktoś nie chciałby uszanować mojego prawa do
          intymności. NIE MUSZĘ się publicznie obnażać, jeśli sobie tego nie życzę i
          kropka.
          • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:51
            nie kwestionowalam prawa do intymnosci. kwestioniowalam natomiast stan psychiki
            kolezanki, histeria w czystej postaci, a to nie norma. kwestionowalam tez
            kulture zgledem lekarzy. pacjhent to nie swieta krowa. uwazam tez, ze innych
            trzeba trakltowac tak, jak chcemy by nas potraktowano. zatem czy ta pani
            chcialaby by tak wlasnie byc traktowana podczas hspitalizacji, porodu?
            chcialaby, zeby z jej dzieckiem sie tak obchodzono? watpie!
            • laminja do Pimpka 22.12.05, 10:29
              pimpek, a nie uważasz, że po jednym poście trudno ocenić stan psychiki? Gdyby
              dziewczyny chciały oceniać stan Twojej po postach z okresu ciąży też byś chyba
              miała obiekcje.

              Wszyscy przeciez doskonale wiedzą, że "huk i wrzask" to nie dosłowność, tylko
              przenośnia użyta do pokazania jak źle się haganna czuła wobec 8 młodych ludzi
              zaproszonych do gabinetu, w którym miała być badana. Zapewne też nie została
              wcześniej zapytana o zgodę - skoro musiała ich wyrzucić...
              • maretina Re: do Pimpka 22.12.05, 10:33
                nie uwazam.
                • laminja Re: do Pimpka 22.12.05, 13:44
                  smile to rozumiem, że jeśli pojawią się wypowiedzi na temat Twojej psychiki i ktoś
                  nazwie Cię histeryczką itp. to nie będziesz protestować - bo przecież jest cała
                  masa Twoich postów z okresu ciąży i bardzo różne wnioski na Twój temat można
                  wyciągnąć na podstawie ich lektury...

                  Dosłowne czytanie wszystkiego u osoby, z Twoim wykształceniem mnie dziwi...
                  Sama w pracy zawodowej pewnie też czasem używasz takich środków stylistycznych,
                  bo używałaś ich pewnie nie raz na tym forum.
                  • maretina Re: do Pimpka 22.12.05, 14:19
                    jak sie pijawia to sie ustiosunkujesmile
                    a histerii w moim wykonaniu nie zobaczysz. hgwarantuje. stapam nogami po
                    ziemii. zawsze.
                    • laminja Re: do Pimpka 24.12.05, 11:52
                      oj wiele już rzeczy na tym forum gwarantowałaś. Niegdy nie mów nigdy wink
            • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 25.12.05, 23:57
              twoje wypowiedzi sa bardzo stronnicze. "pacjent to nie swieta krowa" piszesz
              nie wspominajac ani slowem o tym co sadzisz o lekarzu, ktory nie uszanowal
              prawa pacjentki, nie zapytal jej o zgode na praktykantow i ich wprowadzil.

              piszesz "uwazam tez, ze innych trzeba trakltowac tak, jak chcemy by nas
              potraktowano" - czy lekarz chcialby, zeby nie respektowano jego praw, jak
              zostanie sam pacjentem?
        • haganna Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 23:05
          Mało mnie obchodzi, co sobie ktoś tam pomyśli. Czy myślisz, że gdybym grzecznie
          poprosiła, to ktoś by mnie w ogóle usłyszał? Gwar był jak na dworcu centralnym
          a lekarka głośno zadawała pytania w moim kierunku n/t moich bardzo intymnych
          spraw. Jestem baaardzo spokojną osobą, ale tego nie zdzierżyłam.
          Wiesz, mój szwagier (psychiatra) uważa, że mam silną osobowość wink i że do
          takich "przypadków" to trzeba by go owszem wezwać, ale do lekarzy, a nie do
          pacjenta.
          Nota bene, zadziwia mnie Twoja niesamowita zdolność oceny człowieka na
          podstawie trzech zdań, które napisał. No no no. Pewnie masz profesurę z
          psychologii i psychiatrii. Gratuluję, maretina.
        • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 25.12.05, 23:54
          jesli jej wczesniej nie zapytali o zgode, zachowali sie niezgodnie z karta praw
          pacjenta. miala prawo do tego, by poniosly ja nerwy. jestes niesprawiedliwa,
          meretinasad
      • b.bujak Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:12
        haganna napisała:

        > A ja w Orłowskim z hukiem i wrzaskiem wywaliłam z gabinetu grupę ośmiu
        młodych
        > ludzi. Mam do tego prawo, jak by ktoś zapomniał.

        swoje prawo mozna tez egzekwowac grzecznie, dziwny to powod do dumy i chwalenia
        sie na forum, ze zrobilo sie awanture - popieram w pewnym stopniu maretine w
        tej dyskusji
        • haganna Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 23:10
          vide - moja wcześniejsza wypowiedź.
          Lekarz również powinien GRZECZNIE ZAPYTAĆ mnie o zgodę na takie badanie.
          Brakiem kultury wykazał się lekarz, nie ja. Poza tym, obserwując poczynania
          niektórych lekarzy śmiem twierdzić, że dobrze im zrobi, jak usłyszą wprost to,
          co o nich myślą (i mówią na korytarzu) pacjenci. Arogancja niektórych
          przedstawicieli tego zawodu mnie powala. Fakt, jestem cięta na lekarzy, ale
          tylko wtedy, gdy mam powód.
        • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 25.12.05, 23:59
          a jesli olano by twoje prawa, to nie zrobilabys awantury? ja maja prawo
          potraktowac z buta, ale ona powinna powiedziec "ja bardzo panstwa serdecznie
          przepraszam, ale czy nie zechcieliby panstwo na chwileczke wyjsc?"???
    • b.bujak Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 09:48
      u nas zawsze byl jakis jeden obserwujacy ( normalny szpital ginek. -
      polozniczy ), nie przeszkadzalo mi to a po porodzie byla taka sytuacja, ze
      lekarz kazal mi sie ulozyc do szycia krocza, ale byly zle uregulowane podnozki
      na fotelu gin. i lapaly mnie skurcze nog od takiej krzywej pozycji, lekarz
      mowil, zebym sie nie wiercila, ja mu na to, zeby mi uregulowal podnozki, on
      dalej swoje, zebym sie nie ruszala, w koncu mily praktykant pieknie naprostowal
      podnozki i bylo ok - bywaja sytuacje, ze ich obecnosc sie przydajesmile; a poza
      tym kiedys bedziemy musialy pojsc do mloddszego ginekologa, wiec trzeba ich
      sobie teraz przeszkolic, lepiej niech sie ucza na mnie, niz na jakichs
      manekinach na uczelni; i jeszcze odnosze wrazenie, ze lekarz, ktory pokazuje
      cos praktykantowi, robi to dokladniej i staranniej, wiec to z korzyscia dla mnie
      • raszefka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 10:32
        b.bujak napisała:

        > i jeszcze odnosze wrazenie, ze lekarz, ktory pokazuje
        > cos praktykantowi, robi to dokladniej i staranniej, wiec to z korzyscia dla mni
        > e
        Święte słowa smile Moja mama rodziła przy uczennicach szkoły pielęgniarskiej i
        wspomina ten poród wspaniale
        • kasia76 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 12:02
          Przeczytałam Wasze za i przeciw...
          I nadal jestem zdania,że kobieta to nie "kupa mięsa".
          I trudno, myślcie sobie co chcecie, ja będę rodziła w klinice i razem z mężem
          będziemy egzekwować prawo do intymności!!!
          Studenci u innych specjalistów mogą się na mnie uczyć,a na Położnictwie i
          Ginekologii nie będą i już!

          Zwłaszcza,że mam w rodzinie osobę - położną, która to wymądrzała się jak to
          studenci muszą się uczyć!!! no bo oni muszą!!! Ale wiecie co??? Sama rodziła w
          prywatnej klinice, w intymnych warunkach....i o czym my mówimy?
          Niech sami dadzą przykład i sami się dadzą na sobie pouczyć.....
          • malgosiek2 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 12:12
            Sama jestem położną i rodziłam w klinice wraz ze stażystami i nie było źle.
            Nie czułam sie akurat ja"kupą mięcha" jak to określiłaś.
            To się nie zgadzaj i już.
            Tylko nie miej kiedyś pretensji,że lekarze są niedouczeni i nie umieja badać.
            Pzdr.Gosia
            • little_voice Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 12:26
              Szczęśliwie rodziłam w niedzielny poranek i studentów nie byłowink
              Później już jak leżałam z maluchem byli na obchodzie młodzi ludzie, którzy
              wcześniej mnie zabierali na ktg na patologii.I wiecie byli bardzo mili i
              potwornie stremowani.Nawet podłączenie do ktg sprawiało im problemy bo brzuszek
              ich onieśmielałwink
              Też sie tego bałam,ale okazało sie że nie taki diaboł strasznywink
            • kasia76 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 12:31
              Ale co to w ogóle znaczy "niedouczeni lekarze"???
              Jak ktoś nie chce się douczyć, to niech nie będzie lekarzem.
              A to powinna być sprawa Akademii jak dobrze wyszkolić przyszłą służbę zdrowia...
              • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 14:21
                kasia76 napisała:

                > Ale co to w ogóle znaczy "niedouczeni lekarze"???
                > Jak ktoś nie chce się douczyć, to niech nie będzie lekarzem.
                > A to powinna być sprawa Akademii jak dobrze wyszkolić przyszłą służbę
                zdrowia..
                > .
                chyba udajesz, bo w taka glupote nie uwierze. "sprawa akademii" owszem, ale
                praktyka bez pacjenta jest niemozliwa, nie saddzisz?
            • lena99 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 12:32
              malgosiek2 napisała:

              >
              > Tylko nie miej kiedyś pretensji,że lekarze są niedouczeni i nie umieja badać.
              >

              Mnie i wszystkie inne pacjentki na oddziale badała osobiście pani profesor w
              obecności swoich 4 lekarzy-asystentów (którzy wypisywali dane w karcie) oraz 8
              studentów-praktykantów. Ci akurat słuzyli do otwierania drzwi i
              wpuszczania/wypuszczania kolejnej pacjentki. Czego oni się nauczyli? Nie
              twierdzę, że tak jest wszędzie, ale w tym przypadku nie widzę dla nich żadnej
              korzyści.
            • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 26.12.05, 00:01
              >Tylko nie miej kiedyś pretensji,że lekarze są niedouczeni i nie umieja badać.

              to juz brzmi histeryczniesmile
          • s79 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 14:49
            Ano wyobraź sobie, ze się uczą na sobie - wstrzykuja sobie sól fizjologiczna,
            trenują rózne rzeczy.
            Nie zmienia to faktu, że tez nie chciałabym studenta na porodówce...
            Ale o co ta cała dyskusja? Są osoby, którym to nie przeszkadza i tyle. I dobrze.
            • s79 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 14:51
              to było do kasi76
    • igus_tryn Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 12:39
      umnie przy porodzie praktykanci byli, a i na poranny obchód zawsze
      przychodzili. Nie bardzo mi to odpowiadało...
      • marchewa3 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 13:06
        kochane
        ja z hukiem i wrzaskiem wywaliłam tabun studentów w Szpitalu Praskim (W-wa)na
        patologii ginekologicznej. Nie dlatego bo nie lubię jak ktoś się na mnie uczy
        ale z powodu postawy tych studentów. Na oddziale na którym przebywałam były
        kobiety z ryzykiem lub po poronieniu (jak ja) oraz kobiety starsze z np.
        nowotworami ginekologicznymi. W pokoju do badań były smichy-hichy, kilkanaście
        osób z których każda robiła co innego i fotel ginekologiczny na środku. Jak
        weszłam to pielęgniarka wydarła się na mnie (przy całym tym szumie) "co jest?
        majtki w dół i na fotel!". Może zachowałam się niekulturalnie ale dosłownie
        wypier...łam studentów krzycząc że znam swoje prawa. Ordynator (obecny) nie
        protestował. w pewnym sensie mieli lekcję z pokory wobec chorób pacjentów.
        • sykol OKIEM BYŁEGO STUDNETA I STAZYSTY 22.12.05, 14:44
          otoz oczywiscie macie prawo powiedziec ze nie chcecie studentow,co do stazysty to raczej nikt sie o to nie pyta
          ale powiem tyle,ze jak jakas pani krzykiem wyprosiła studentow to pozniej lekarz prowadzący jak i cała dyzurka wiedziała ze w szpitalu jest histeryczka i wysyałali do niej zawsze najmłodszych lekarzy (primo)
          secundo-zaden student nie jest zainteresowany co masz pod bluzka czy w majtakch,to jest ostatnia rzecz o ktorej sie mysli,no bo coz atrakcynego dla młodego faceta stanowi baba w ciązy z obszernym kroczem???
          i po ostatnie naprawde studenci moga wiele pomoc,jesli nie masz w danym szpiatlu własnego lekarza (czyli nie chodziłas prywatnie)bo są w stanie siedziec przy tobie calą noc,chodzic z toba by opanowac skurcze,wycierac cie itp,a poza tym najszybciej zaalarmują lekarza
        • maretina Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 15:17
          powiem ci co pokazalas: chamstwo, prymitywizm, glupote, niezrownowazenie
          emocjonalne itd... jednym slowem nic czego by jakikolwiek lekarz w swojej
          praktyce na codzien nie spotkal. jesli sadzisz, ze wywarlas na kimkolwiek
          jakiekolwiek wrazenie, to sie mylisz. machneli reka: ot kolejny przypadek
          kliniczny wariactwa lezy, ktorego niestety MUSZA leczec nawet jak ich odrzuca
          od takiej jednostki. w swokm gronie lekarze maja ubaw z takich paniusiowatych
          zachowan. dobrze, ze chociaz higiene zachowujesz, bo co drugi pacjent
          odwiedzajacy lekarza jest niedomyty. smrod trudniej zniesc. twoje zachowanie to
          pikus.
          • earl.grey Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 17:21
            pielęgniarki uczą się nawzajem na sobie robić zastrzyki. Kosmetyczki, fryzjerki
            uczą się na koleżankach. Proszę, jesteś lekarką/studetką medycyny - posłuż swoim
            kolegom jako przykład. Ty na nich pouczysz się andrologii/urologii.
            Na całym świecie studia medyczne to bardzo drogie studia, między innymi dlatego,
            że pacjentom, którzy zgadzają się, by uczyli się na nich studenci, płaci się za
            to. Oczywiście jest wiele kobiet, które nawet za pieniądze by się nie zgodziły,
            ale to jest kwestia dobrowolności - są i takie, które by się zgodziły.
            Twój post, Maretino (i późniejszy też) niestety pokazuje poziom kultury lekarzy,
            którzy od nas żądają, żebyśmy wobec osób, których stosunek do nas jest taki, jak
            przez ciebie przedstawiony, ochoczo sie obnażały. A jak kto zawalczy o swoje
            prawa, to się go zawrzeszczy, wyzwie od wariatów. Czy to jest takie eleganckie w
            porównaniu do tego, że ktoś głośno wyraził swój sprzeciw wobec obecności
            studentów? Niestety niedługo już tylko tacy nam zostaną, bo takich do Anglii nie
            przyjmą, tam wymaga się szacunku dla pacjenta.
            Z tym większą przykrościa przyznaje, że niestety do pewnego stopnia masz rację.
            Chyba znasz ustawę o zawodzie lekarza i lekarza dentysty? Jeju art. 36 stanowi, że:
            1. Lekarz podczas udzielania świadczeń zdrowotnych ma obowiązek poszanowania
            intymności i godności osobistej pacjenta.

            2. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może uczestniczyć tylko niezbędny, ze
            względu na rodzaj świadczenia, personel medyczny. Uczestnictwo innych osób
            wymaga zgody pacjenta i lekarza.

            3. Lekarz ma obowiązek dbać, aby inny personel medyczny przestrzegał w
            postępowaniu z pacjentem zasady określonej w ust. 1.

            4. Przepis ust. 2 nie dotyczy klinik i szpitali akademii medycznych, medycznych
            jednostek badawczo-rozwojowych i innych jednostek uprawnionych do kształcenia
            studentów nauk medycznych, lekarzy oraz innego personelu medycznego w zakresie
            niezbędnym do celów dydaktycznych. W przypadku demonstracji o charakterze
            wyłącznie dydaktycznym konieczne jest uzyskanie zgody pacjenta.

            Czyli jednym słowem - w klinikach nie obowiązuje przepis mówiący o tym, że
            można nie zgodzić się na obecność studentów podczas udzielania świadczeń.
            Nie lepiej powołać się na argument merytoryczny, zamiast wyzywać od wariatów i
            histeryczek, Pani Doktor Pimpek?
            • sykol to zgadnij skąd dzisiejsi lekarze mają wiedze??? 23.12.05, 12:27
              tylko ci przypominam ze dzisiejsi lekarze-doswiadczeni stazem tez kiedys byli studentami/praktykantami/stazystami i zgadnij jak sie nauczyli swojego fachu?
              oczywiscie anatomii nauczyli sie na kolezankach i z atlasu, ale ginekologii i połoznictwa nauczyli sie na praktyce i na stazu
              a swoja droga na pewnych uczelniach w Polsce sa szpitale gdzie podpisajesz zgode ze jak chcesz rodzic w kilnice to muszą odwiedzic Cie studenci
              a jezeli sa tabuny studentów to jest to tylko wina lekarza prowadząceo bo nie powinno ich byc wiecej jak dwóch
              dzis sama mam juz swoich studentów i wierz mi nigdy nie miała odwomy zadnej pacjentki,a przy porodach to często dziekują młodym studentom za opieke,
              więc moze nie generalizuje skoro masz tak małe o tym pojęcie,a tak przy okazji to jeszcze jak byałam na stazu to zauwazylam ze jabardziej drwiacy stosunek do połoznicy maja połoze i to te młode,to one sie nasmiewwją z krocza i roznych objawów fizjologicznych
              a student to co najwyzej jest przejety bólem (zwłaszcza faceci) i cierpieniem połoznicy i ani w głowie mu myslec o całej tej "brzydkiej "stronie porodu i wygladu kobiety
              aha często studenci stoja w pewnym oddalenie od kobiety
              • earl.grey Re: to zgadnij skąd dzisiejsi lekarze mają wiedze 27.12.05, 11:13
                Rozumiem, że jak masz swoich studentów, to badania wewnętrznego uczą się na tobie?
                • sykol Re: to zgadnij skąd dzisiejsi lekarze mają wiedze 02.01.06, 09:56
                  ale ty nie masz pojęcia!!! nie badania wewnętrznego ja nie ucze,chociaz powinnam,uczą sie w wiekszosci na stazu lekarskim-czyli lekarze i jak zaczynaja specjalizacje
                  słabe masz rozumowanie
                  • earl.grey Re: to zgadnij skąd dzisiejsi lekarze mają wiedze 03.01.06, 13:36
                    no to jak powinnaś, to co ci szkodzi pouczyć? Co to za histerie, jazda na
                    fotelik! Albo chociaż zgłoś się na ochotnika tam, gdzie już uczą. Ale powiem ci,
                    że mój kuzyn uczył się już na studiach (Poznań). Niestety nie na koleżankach ani
                    paniach prowadzących i zupełnie nie rozumiem dlaczego. Dodam, że jak byli na
                    oddziale andrologicznym (Polna w Poznaniu), to im powiedzieli, że tu to nie
                    wchodzimy, bo panowie się wstydzą jak jest tak dużo studentek.
                • sykol Re: to zgadnij skąd dzisiejsi lekarze mają wiedze 02.01.06, 09:59
                  proponuje leczyc sie u wterenyarza albo znachora tam nie ma studnetów
        • tucik dobrze zrobiłaś! 23.12.05, 17:57
        • tucik Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 23.12.05, 18:07
          osobiście nie mam nic przeciwko studentom o ile są kulturalni i znają swoje
          miejsce, ale niestety mam też złe wspomnienia-swego czasu strafiłam na izbe
          przyjęć na słaniających się nogach (wylany wyrostek- cudem przeżyłam); najpierw
          siedziałam z 40 minut w poczekalni gdzie jeden ze studentów podszedł do mnie z
          termometrem mówiąc "wsadź to sobie w d...", nie zareagowałam bo nie miałam
          siły, następnie posadzono mnie w jednym z gabinetów i zlecono aby mi pobrano
          krew, i tu towarzyszyła mi grupka rechoczących, strojących sobie głupie żarty
          młodych ludzi, kiedy bez rękawiczek dziewczyna próbowała mi wbić igłę w zyłę
          zdołałam wyskamleć żeby najpierw zacisnęła mi cos na ręku...wówczas wszyscy
          zaczęli ją instruowac i dosłownie kręcic sobie beke z acałego tego zdarzenia,
          pobieranie krwi trwało chyba z 10 minut ale ubaw mieli niezły...z kolei kilka m-
          cy temu lezałam na ginekologii septycznej i przy badaniu usg dopochwowym obecny
          oprócz lekarza byli także studenci (dziewczyna i chłopak) oprócz tego że się
          bacznie przyglądali jak sie rozbierałam nie wzruszyło mnie to bo uważam że nie
          ma wyjścia młodzi muszą się kształcic; sama zdałam na medycyne, która jest moją
          drugą miłościa ale jedno jest pewne kultura tutaj musi być na 1 miejscu
    • aniuta75 Dziewczyny, o co tyle szumu? 22.12.05, 14:00
      Jak leżałam w szpitalu w 20tc bo miałam skurcze to na każdych drzwiach wisiała
      pięknie olaminowana karta praw pacjenta. W tej karcie jak wół było napisane, że
      pacjent ma prawo do intymności w czasie badania i do niewyrażenia zgody na
      przebywanie osób postronnych - czyli tych wszystkich praktykantów itp. zwanych
      umownie przez was tabunemsmile - w czasie tegoż badania. Więc jeżeli komuś nie
      odpowiada to, żeby przy porodzie były tabunysmile to po prostu o tym mówi i już.
      Ja jestem w pierwszej ciąży i nie wyobrażam sobie, aby przy moim porodzie było
      więcej ludzi niż potrzeba. Nie potrafię natomiast powiedzieć jak by było,
      gdybym miała rodzić drugi raz... Prawdopodobnie bym się zgodziła. Ale ten
      pierwszy raz to zupełnie coś innego - strach przed nieznanym, swego rodzaju
      trema i jeszcze jakbym miała myśleć o tym, że nie mogę się rozluźnić bo tabuny
      wpatrują mi się między nogi... O nie - to nie dla mnie.

      Ania i Kubek vel Pyzaty (35tc)
      • marychna31 O co tyle szumu??????? 22.12.05, 15:24
        Mojej znajomej, podczas badania w Wielkopolskim Centrum Onkologii baba
        przyprowadziła do gabinetu BEZ PYTANIA grupę 8 studentów. Moja koleżanka stała
        goła a pani doktor wskazywała studenta i kazała mu określać: stopień rozwoju
        piersi u pacjentki, rodzaj owłosienia łonowego itp. Moja znajoma kopletnie
        ponizona i upokorzona, nie zdołała wydusić z siebie słowa.....

        Jak wróciła do akademika to łykneła prawie całe opakowanie środków
        uspokajających i popijała je wódką. Przez kilka dni w ogóle nie wychodziła z
        łóżka.

        Najlepsza przyjaciółka mojej szwagierki ostatnio leczyła się u najbardziej
        znanej poznańskiej profesor endokrynologii, która przyjmuje prywanie w
        państwowym szpitalu, w godzinach swojej państwowej pracy. Prostaczka i
        naciągaczka ale najlepszy specjalista od bezpłodności.

        Na badanie ginmekologiczno-endykronologiczne (150 zł za 15 minutowa wizytę)
        przyprowadziła grupe swoich 12 studentów. Kazdy z nich się pochylał i okreslał
        rodzaj owłosienia na nogach, twarzy, łonowego, rękach.... Minęło kilka tygodni
        a zanajoma mojej szwagierki jest w depresji i musi chodzić do psychologa.

        O TO CHODZI!
        • aniuta75 Re: O co tyle szumu??????? 22.12.05, 15:47
          Chyba mnie źle zrozumiałaśsad Przeczytaj dokładnie to co napisałam... bo mam
          wrażenie, że tego nie zrobiłaś. A tytuł mojego postu dotyczy tego jak
          dziewczyny ze sobą dyskutują parę postów wyżej, czyli to co zwykle przy
          tematach etyczno-moralnych - przepychanki slowne i próbowanie przekonania
          wszystkich do swojej racji...

          Ania i Kubek vel Pyzaty (35tc)
          • marychna31 Re: O co tyle szumu??????? 22.12.05, 15:59
            Bardzo dobrze zrozumiałam. Napisałaś, że prawo w tej kwestii wypowiada się
            jednoznacznie. A ja napisałam, ze prawo swoje a praktyka swoje i aktualnie nie
            jest to kwestia prawna ale kwestia mentalnosci, świadomości i kultury. A tej
            ostatniej najzwyczajniej naszym lekarzom brakuje. Instrumentalnemu traktowaniu
            pacjentów sprzyja tez poczucie bezkarności. Dobrze, ze są chociaz dyskusje na
            ten temat bo własnie one mogą wpłynąc na poszerzenie świadomości nas,
            pacjentów. Wielu ludzi wciąz mysli, ze lekarz to bóg, który może z nami robić
            wszystko.
        • lena99 Re: O co tyle szumu??????? 22.12.05, 16:09
          marychna31 napisała:

          >
          > Najlepsza przyjaciółka mojej szwagierki ostatnio leczyła się u najbardziej
          > znanej poznańskiej profesor endokrynologii, która przyjmuje prywanie w
          > państwowym szpitalu, w godzinach swojej państwowej pracy. Prostaczka i
          > naciągaczka ale najlepszy specjalista od bezpłodności.
          >
          > Na badanie ginmekologiczno-endykronologiczne (150 zł za 15 minutowa wizytę)
          > przyprowadziła grupe swoich 12 studentów. Kazdy z nich się pochylał i
          okreslał
          > rodzaj owłosienia na nogach, twarzy, łonowego, rękach.... Minęło kilka
          tygodni
          > a zanajoma mojej szwagierki jest w depresji i musi chodzić do psychologa.

          To moja pani profesor właśnie. Czyli miałam "szczęście", że studenci tylko
          drzwi otwierali...
      • maretina ten szum to dyskusja. po to sa fora/nt 22.12.05, 16:06

    • s79 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 15:02
      Moje zdanie: na obecność praktykantów bym sie nie zgodziła. I po temacie.
      Niezaleznie od za i przeciw.

      Jednak z tego, co wiem od swoich znajomych (juz lekarzy) kiedyś studentów - w
      jednej z najsłynniejszych warszawskich klinik bywali podczas swoich zajęc
      często jedynymi osobami, które podały cięzarnej łyżeczkę wody, przemyły twarz,
      pomogły itd. Panie połozne zachowywały sie jak pierwsze po Bogu, a na lekarzy
      nie było co liczyć, no chyba ze za odpowiednie honorarium... Wiele kobiet
      podono dziękowało i podkreslało, ze gdyby nie oni (studenci), to by sie chyba
      wykończyły na tych porodówkach..

      Więc może jeśli ktoś nie ma oporu przed obnazaniem swouego ciała w obecności
      osób trzecich - może warto się zastanowić nad korzyściami. Dodam, że od żadnego
      z tych ówczesnych studentów nie usłyszałam pół komentarza na temat konkretnej
      pacjentki, jej ciała, wyglądu - jezeli juz - to tylko na temat stanu zdrowia,
      przypadku, sytuacji z med. puntku widzenia..
      I to bezimiennie oczywiście.


      Bo tak naprawdę to w tej dyskusji nie chodzi chyba o prawa, wzniosłe patetyczne
      formuły o intymności o godności, ale o zwykły ludzki wstyd...
      • sykol Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 16:23
        otoz oczywiscie macie prawo powiedziec ze nie chcecie studentow,co do stazysty to raczej nikt sie o to nie pyta
        ale powiem tyle,ze jak jakas pani krzykiem wyprosiła studentow to pozniej lekarz prowadzący jak i cała dyzurka wiedziała ze w
        szpitalu jest histeryczka i wysyłali do niej zawsze najmłodszych lekarzy (primo)
        secundo-zaden student nie jest zainteresowany co masz pod bluzka czy w majtkach,to jest ostatnia rzecz o ktorej sie mysli,no bo
        coz atrakcynego dla młodego faceta stanowi baba w ciązy z obszernym kroczem???
        i po ostatnie naprawde studenci moga wiele pomoc,jesli nie masz w danym szpiatlu własnego lekarza (czyli nie chodziłas
        prywatnie)bo są w stanie siedziec przy tobie calą noc,chodzic z toba by opanowac skurcze,wycierac cie itp,a poza tym najszybciej
        zaalarmują lekarza
    • basia305 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 16:54
      Rodziłam w szpitalu klinicznym gdzie są tabuny studentów. Przy przyjęciu
      zapytano się mnie czy wyrażam zgodę na obecność studentów przy badaniu.
      Odpowidziałam że stanowczo nie. Pani doktor była bardzo niezadowolona ale ja to
      miałam głęboko w d.... Po czym na porodówce znalazł się jakiś młodo wyglądający
      facet a miało być badanie. Zapytałam się go czy jest lekarzem ( w obecności
      położnej i innego lekarza) powidział mi że studentem więc mu powidziałam że ma
      wyjść. Wyszedł i więcej się ta sytuacja nie powtórzyła. Po porodzie na sali gdy
      był obchód do dziewczyny która leżała ze mną przychodzili studenci, do mnie na
      wizytę przychodzili tylko lekarze. Wniosek prosty - zrób to samo co ja i nie
      daj się zastraszyć. Nie zostaniesz z tego powodu gorzej potraktowana a nawet
      lepiej się do mnie odnosili bo widzieli że na głowę mi nie wejdą. Powodzenia.
      • cota Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 18:21
        ja też nie wyrażę zgody na badanie przez studentów/stażystów. Bo nie po prostu.
        jest to dla mnie zbyt krępujące. Są kobiety którym to nie przeszkadza, mi tak.
        Zawsze stanowczo mówię, czegos obie nie życzę. A kultura obowiązuje w obydwie
        strony, bo jak na razie to słyszę tylko, iż jeśli jakaś forumowiczka głośniej
        wyprasza nie do końca w porządku zacowujących się studentów to ona jest
        histeryczka i wariatka. A oni to co święte krowy???? Ja też raz wywaliłam
        studentów z hukiem - ale na ortopedii, też śmiechy i hihy, wielki ubaw, a ja po
        wypadku nie mogę chodzić. I lekarzowi też się dostało, bo powinien nie tylko
        przekazywać swoją wiedzę, ale tez postawę i etykę. Jeśli komuś to nie
        przeszkadza to proszę bardzo, niektórym tak. I myślę że nie ma co dyskutować,
        wg. mnie sprawa jest jasna, no chyba że ktoś się chce pokłócić, nie ma gdzie
        wyżyć tej energii. I nie do końca jest tak, że jak ktoś nóg nie rozkraczy to
        lekarz będzie niedouczony smile)) to zbyt daleko idące uproszczenie...I każda z
        nas ma prawo nie wyrazić zgody na badanie. Gwarantuję. Nawet w szpitalu
        klinicznym.
        A Meretina vs. pimpek..zawsze trzymała stronę lekarzy, choćby nie wiem co
        zrobili...
        • basia-o Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 23:32
          A ja Ci powiem słoneczko że jak już urodzisz to w d... będziesz miała kto się
          pałęta po sali.
          • haganna Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 22.12.05, 23:43
            A jak Ci powiem słoneczko, że jak już urodzisz, to NIE będziesz miała w d...
            kto się pałęta po sali.
            • cota Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 23.12.05, 07:25
              I jeszcze jedno chciałam dodać n/t wątku, o tym, iż lekarze/pielęgniaki będą o
              niej dyskutować w dyżurce jak o wariatce i histeryczce. Dla mnie, to po
              pierwsze rolą lekarza i pielęgniarki nie jest obrabianie d...pacjentkom. Po
              drugie, jeszcze rozumiem jakby kobietka ta zażadała w sali DVD, sauny oraz
              podłączenia do netu, ale ona po prostu egzekwowała swoje podstawowe jako
              człowieka prawo do godności i intymności. I to ie o niej źle świadczy, ale o
              tych lekarzach i pielęniarach, którzy nadal uprzedmiotawiają pacjenta,
              najlpiej, aby nic nie mówił, nie protestował itd. I to ich postawa jest
              żenująca, a nie jej. Na linii lekarz-pacjent ma istnieć partnerstwo, nie
              poddaństwo. I dotyczy to wielu aspektów, w tym takze uczestnictwa
              stażystów/studentów. Będąc w klinice weterynaryjnej z moim psem, weterynarz
              zapytał się mnie czy mogą być studenci - wyraziłam zgodę na max. 2, aby nie
              stresować zwierzęcia, co zostało normalnie uszanowane. Szkoda, że jakoś
              lekarze "ludzcy" nadal nie mogą tego pojąc.
              • sykol do weterynarza-)) 23.12.05, 12:19
                hmmm proponuje leczyc sie u weterynarza
                i przypominam ze doswiadczony lekarz dzis tez kiedys był studentem/praktykantem/stazysta i zgadnij jak on sie nauczył tego co dzis umie????
                • haganna Re: do weterynarza-)) 23.12.05, 14:26
                  W takim razie proponuję sykol, żebyś na ochotnika zgłosił(a) sie na AM, na
                  lekcję anatomii, żeby się wszyscy studenci na dobrych lekarzy wyuczyli.
                  • haganna Re: do weterynarza-)) 23.12.05, 14:27
                    A może na patofizjologię?
                  • nowikapl Re: do weterynarza-)) 23.12.05, 17:54
                    Przeczytalam wszystkie posty i dziwie sie,ze tak malo zrozumienia dla psychiki
                    ludzkiej wykazuja niektore kobiety....rozumiem,ze lekarze musza sie na kims
                    uczyc...ale przeciez jest mnostwo kobiet ,ktorym to nie przeszkadza...
                    Czy naprawde tak trudno zrozumiec jest fakt,ze niektore kobiety czuja wielki
                    dyskomfort psychiczny kiedy wiedza,ze maja rozebrac sie przed wieksza iloscia
                    osob a w tym przy studentach ???? Wiecej zrozumienia kobiety a kieruje te slowa
                    glownie do tych ,ktore tak uparcie twierdza,ze bez takich publicznych badan
                    swiat sie zawali i bedziemy mieli tylko niedouczonych lekarzy...
                    Bardzo podobala mi sie propozycja ,ktorejs z kolezanek ,ktora zaproponowala by
                    te ,ktore uwazaja ,ze badanie przy studentach to nic takiego same zglosily sie
                    na ochotnika na takie badania w celu doksztalcania studentow !!!
                    Sama bylam w tym roku na ocp z powodu poronienia... i niedosyc ,ze ciezko bylo
                    mi z tego powodu to jeszcze zalamywal mnie fakt ,ze w gabinecie lekarskim
                    oprocz lekarzy byli tez studenci...niestety nie zachowywali sie jak przystalo
                    na przyszlych lekarzy...tylko slyszalam jakies glupie smiechy....To jest
                    irytujace !!!
                    Dlatego teraz jak bede rodzila,pierwsze o co poprosze to bedzie porod bez
                    udzialu niedojrzalych studentow...
                    Mysle,ze kazdy lekarz,ktory nie zgubil jeszcze czlowieczenstwa uszanuje moja
                    decyzje i nie bedzie robil mi z tego powodu glupich uwag...
                    Kazdy czlowiek jest inny i powinno sie uszanowac czyjas decyzje a pro po
                    studentow...Jesli ktos tego nie rozumie...to bardzo mu wspolczuje....
                  • sykol Re: do weterynarza-)) 02.01.06, 14:12
                    tak sie skąłda ze jestem lekarzem
                    i dzieki temu ze spotkałam na swojej drodze ludzi przyjazdnych (mam tu na mysli pacjentki w szpitalu) nie boje sie udzielac im pomocy,umiem zbadac kobiety w ciąży (pracuje tez w pogotowiu ratunkowym),okreslic stan zagrozenia wczesniejszym porodem,okreslic przyczyne krwawienia itp.
                    mimo wszystko nie zycze ci aby w chwili zagrozenia twojej ciązy przyjechał lekarz ktory w zyciu nie badał pacjentki w ciązy,chorej krwawiacej z drog rodnych itp
                    a co z tym wspólnego patofizjologia?????
          • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 26.12.05, 00:13
            a ja sie sloneczko z toba nie zgodzesmile
      • cetka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 26.12.05, 00:12
        dziewczyny, a czy to nie jest tak, ze te tabuny to sie pojawiaja wylacznie przy
        samotnie rodzacych? bo jak was czytam, to taki mi sie jawi obraz...sad
    • 3anek Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 23.12.05, 09:49
      moje pytanie o praktykantów wzieło się stąd, że moja mama 27 lat temu leżała
      prawie całą ciążę na patologii. W pokoju gdzie stały 4 łóżka, na każdym bardzo
      cierpiąca pacjentka, bo raczej na patologię nie trafia się z byle powodu, a
      codziennie przez te kilka miesięcy odwiedzali je lekarze w asyście
      KILKUDZIESIĘCIU studentów!!!! Mama opowiadała, że część z nich musiala czekać
      na korytarzu bo by się wszyscy nie zmieścili do pokoju! Gdy urodziła moją
      siostrę i leżała potem jeszcze 2 tygodnie, te wizyty dalej trwały, całe
      szczęście że w mniejszym natężeniu. Zaciekawiło mnie jak to jest teraz w
      szpitalach, w końcu to było 27 lat temu i wtedy nikt mojej mamy o zgodę się nie
      pytał, a mówi że to było koszmarne przeżycie jak cały sztab praktykantów
      oceniał rozwarcie itp. Wydaje mi się, że 1 czy góra 2 praktykantów jeszcze
      zniosę, ale która z Was zgodziłaby się na cały pokój studentów w tak intymnych
      momentach? Ja sobie tego nie wyobrażam.....
      • ola978 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 23.12.05, 10:02
        Z jednej strony kobieta ma prawo do intymności,a z drugiej lekarze muszą sie
        uczyć. Ja płaciłam za osobną salkę i byłam tylko z połozną,ale nawet jeśli
        byłoby tam 100 praktykantów byloby mi wszystko jedno
        • marchefka27 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 23.12.05, 10:22
          ja tez nie mam sklonnosci ekshibicjonistycznych, rozebranie sie u ginekologa i
          przedefilowanie z golym tylkiem troche mnie kosztuje, ale ze do lekarza trzeba
          chodzic, wiec trudno. Sam porod nie jest estetycznym zjawiskiem i tez sie
          czailam jak to bedzie - a to lewatywa, a to badania...i co? juz na izbie
          przyjec weszla lekarka z dwojką mlodych ludzi - nie spytalam czy to stazysci
          czy praktykanci. nie bylo mi wszystko jedno, ale stwierdzilam, ze tak samo
          glupio mi rozebrac sie przed jednym lekarzem jak przed dwojką i po porstu
          olalam to. Fakt ze ci mlodzi badali tak ze sie tego nie czulo a jak zabieral
          sie do badania "stary" lekarz to rzucalam sie po calym fotelu...
          po porodzie tez zszywaniu przyglądał sie jakis mlody facet i tez mi to wisialo.
          Oczywiscie juz kiedy na obchod przychodzili lekarze a ci mlodzi sie gapili
          czulam sie tak sobie. Ale na szczescie nie spotkala mnie jakas wielka przykrosc
          i tak jak juz tu bylo mowione - jesli ktos uwaza ze nie przejdxzie bariery ze
          bedzie go badac wiecej niz jeden lekarz niech odmawia, jak ktos uwaza ze da
          rade to przejsc - niech sie zgadza, w koncu gdzies ci ludzie muszą sie uczyc.
          Placenie pacjentom za uczestnictwo w badaniu studentow hmmm coz, mozna i tak,
          ale biorąc pod uwage stan naszej sluzby zdrowia, daleko bysmy nie zajechali...
      • karolina_29 nie daj się :-) 24.12.05, 21:39
        Cześć 3anek

        Przypadkiem trafiłam na Twój post. Jestem lekarką i postanowiłam, podobnie jak
        inne forumowiczki, dodać Ci odwagi.

        Po pierwsze, nie tylko student czy słuchaczka szkoły położnych, ale każdy
        lekarz, do ordynatora włącznie powinien za każdym razem uzyskać Twoją zgodę na
        badanie! To nieprawda, że "LEKARZ nie musi pytać czy może cię zbadać".
        Oczywiście, że musi. Według prawa musi. Nie może również wymusić na Tobie
        przyjęcia leku, poddania się zabiegowi, pobrania krwi - niczego.
        Trochę inaczej jest z samą obecnością studentów przy badaniu (np. jeśli robią
        Ci USG), studenci mogą być przy nim obecni, chyba że wyraźnie poprosisz, żeby
        wyszli. W praktyce niestety zdarzają się naciski, no i bardzo często nikt
        pacjentki nie pyta o zgodę. Podziwiam te dziewczyny, które zrobiły w tej
        sytuacji awanturę. Ja sama jako studentka nieraz miałam ochotę się pod ziemię
        zapaść, kiedy utytułowany lekarz badał pacjentkę przy chyba ze trzydziestu
        osobach i demonstrował jakąś patologię. Nie miałam wtedy odwagi zaprotestować,
        zwłaszcza że sama bywałam na zajęciach poniżana.
        Do dziś wspominam też praktyki w oddziale ginekologicznym szpitala wcale nie
        akademickiego, gdzie obchód na położnictwie polegał na wejściu kilkunastu osób
        lekarzy, położych) na salę i gromkim "no, dziewczyny, rozszerzyć nóżki".
        Ordynatorem była kobieta... Powiem Ci, że mnie byłoby tak samo wstyd przed
        *grupą* lekarzy, jak przed *grupą* studentów.

        Po drugie, zajęcia z ginekologii i położnictwa są dopiero na piątym i szóstym
        roku, to już nie są smarkacze. Często mają więcej czasu i serca dla pacjentów /
        pacjentek niż lekarze z doświadczeniem i rutyną.

        Trzymaj się i nie dawaj!

        • 3anek Re: nie daj się :-) 24.12.05, 22:52
          Dzięki Karolinasmile Miło znać sprawę od tej drugiej strony; studentką medycyny
          nie jestem i nie będę, więc nie zastanawiałam się co mogą przeżywać podczas
          takich obchodów. Dobrze wiedzieć, że nie tylko dla części pacjentek takie
          zbiegowiska są krępujące, ale dla niektórych studentów również. Miłe jest
          natomiast, to co podkreśliło dużo dziewczyn, że często to właśnie studenci
          bardziej dbają o pacjentki niż zabiegani lekarze, co już nastawia pozytywniesmile
          pozdrawiam Ciebie i pozostałe dziewczyny, które przyszły mi z pomocąsmile
          Wesołych Świat dla Was i Waszych Maleństw!
        • ledzeppelin3 Re: nie daj się :-) 26.12.05, 10:25
          Ludzie, gdzie Ty studiowałaś???Na warszawskiej AM takie horrory nigdy nie miały
          miejsca, a w dupę (oj, dupa to chyba brzydkie słowo jest) dostawało się tylko
          na anatomii prawidłowej na I roku
          • haganna Re: nie daj się :-) 26.12.05, 14:05
            Ależ to właśnie studenci z warszawskiej AM byli tacy mało kulturalni i w ogóle
            niekumaci!
            • ledzeppelin3 Re: nie daj się :-) 26.12.05, 21:00
              Ależ jestem wstrząśniętatongue_outP
            • ledzeppelin3 Re: nie daj się :-) 26.12.05, 21:08
              I to ich tak z hukiem i wrzaskiem wywaliłaś z gabinetu?? Patrz, jaką ty masz
              twardą psychikę! Niech sobie gamonie nie myślą! Hehe, pewnie sobie do dziś
              anegdotki opowiadają o pacjentce histeryczce. Trafiają się takie, trafiają...
              • haganna Re: nie daj się :-) 27.12.05, 12:59
                Lepzeppelin, mam nadzieję, że lekarze z tak spaczoną mentalnością jaką masz ty
                to niechlubny margines tego zawodu.
                Twoich złośliwości komentować nie zamierzam. Z chamstwem nie polemizuję, bo nie
                ma z czym. Jak się z domu dobrego wychowania nie wyniosło, to nic na to nie
                poradzę.
                Zapewniam Cię, że anegdotek nie opowiadają. Wielu mam lekarzy w najbliższej
                rodzinie i różne rzeczy słyszę. W tym przypadku należało im się i nikt nie
                śmiał skomentować tego, co zaszło, bo niestety, ale to lekarz opiekujący się tą
                grupą wykazała się daleko posuniętą bezmyślnością i brakiem elementarynch zasad
                kultury.
                Mam nadzieję, że rozumiesz trudne słowo "przenośnia" i wiesz w jakim celu jej
                użyłam pisząc o "huku i wrzasku". Czy tego też nie pojmujesz?
                • ledzeppelin3 Re: nie daj się :-) 27.12.05, 20:29
                  No cóż, albo jesteś histeryczką, albo zwykłą prostaczką, prawdopodobnie jedno i
                  drugie. Nie tobie oceniać mnie jako lekarza, marny człowieku. A że anegdotki
                  krążą o kolejnej wariatce, tego jestem pewna. Kończę z tobą wymianę zdań.
                  • haganna Re: nie daj się :-) 02.01.06, 10:33
                    Załosna jesteś ledzeppelin w tym swoim rzucaniu się na wszystko i wszystkich.
                    To ty jesteś histeryczką.
                    Sfrutstowanym małym człowieczkeim, któremu w życiu się nie wiedzie, bo ideały
                    rodem z pamiętników pensjonarki zetknęły się z rzeczywistością, a ta nie jest
                    taka "różowa". Trzeba trochę więcej wysiłku niż wykuć na blachę podręcznik
                    anatomii. Skończenie jakichkolwiek studiów daje jedynie podstawę, bazę, na
                    której trzeba budować dalej.
                    Albo przestawisz sobie myślenie, albo będziesz dalej taką frustratką plującą na
                    pacjentów i nazywającą ich prostakami i histeryczkami. Prymitywna jesteś - to
                    już wiesz.
    • llilly Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 24.12.05, 12:48
      Co do płacenia pacjentkom za badanie to proponuję może najpierw zapłacić
      lekarzom za zaległe dyżury.Nie można oczekiwać zachodniej jakości za polską
      bylejakość.Prawo poszanowania intymności pacjentki jest bezsporne, ale co z
      prawem poszanowania godności bladego ze strachu i zażenowania studenta czy
      stażysty, którego, jeśli na polecenie asystenta (NIGDY samowolnie, nikt nikogo
      nie bada dla przyjemności)nie zbada pacjentki, czeka niechybne uwalenie na
      kolokwium?
    • owieczka30 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 25.12.05, 22:20
      Ja rodziłam na Karowej w Warszawie i z całego pobytu najlepiej właśnie wspominam studentów i praktykantów, zawsze mili, chętni do pomocy, delikatni, uprzejmi zawsze pytali o zgodę zanim coś zrobili, bardzo życzliwi do pomocy i do pogadania
    • gosia_grabosia zajrzyj tutaj 25.12.05, 22:21
      kobieta.gazeta.pl/rodzicpoludzku/1,70807,2965671.html
    • strega2 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 26.12.05, 00:41
      Co do porodu to ja tez myślałam ze bedzie mi przeszkadzac tłum ludzi,ale jak przyszło co do czego to było mi wszystko jedno, nawet gdyby całe wojsko miało przesc,a po porodzie tez.Oczywiscie kwestia najważniejsza jest taka jak oni by sie zachowywali, bo to co tu dziewczyny opisują...to włos sie jezy na głowie.Bo to kwestia zachowania tych ludzi i ich kultury jest ważna. Albo maja sie czegos nauczyc albo spadzają czas na głupawych gadkach i śmiechach. Karolina29 dobrze wiedzieć ze są tacy lekarze jak Ty. A co do Pimpka to mam propozycje...wyjedz z tego kraju!!!!! Naprawde nikt z nas na tym nie straci. Po co nam taki lekarz. taki człowiek. Aha..i zabierz ze sobą tych wszystkich którzy uwazają tak jak ty.
      Nikt po was płakać nie bedzie. Moze to uzdrowi nasza słuzbe zdrowia...
      • ledzeppelin3 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 26.12.05, 10:23
        Jak to dobrze, że wtrakcie studiów i stażu spotykałam kobiety, nie mające nic
        przeciwko badaniu przez studentów...Dzięki temu potem, jak mnie wsadzili do
        karetki, umiałam odebrać poród rumuńskiej dziewczyny chorej na AIDS. Itede...
        Do Marychny31-specjalizujesz się w typowych gadkach: kolezanka szwagierki
        ciotki najlepszej przyjaciółki to była zbadana przez odbyt przez 12 studentów,
        z których każdy następnie odbył z nią stosunek płciowy...Typowe zastarszające
        gadki pań z magla. Jedna pani powiedziała drugiej pani...Nie pamiętam, aby
        lekarz opiekujący się studentami nie zapytał o zgodę na badanie na ginekologii
        i położnictwie.
      • raszefka Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 27.12.05, 11:39
        strega2 napisała:
        A co do Pimpka to mam propozycje...wyjedz z
        > tego kraju!!!!! Naprawde nikt z nas na tym nie straci. Po co nam taki lekarz. t
        > aki człowiek. Aha..i zabierz ze sobą tych wszystkich którzy uwazają tak jak ty.
        > Nikt po was płakać nie bedzie. Moze to uzdrowi nasza słuzbe zdrowia...
        >
        Loś bywa złośliwy. I być może nawet nie będziesz wiedziała, kiedy trafisz do
        Pimpka i tych wszystkich tutaj, którzy podzielją jej zdanie. I będziesz
        wdzięczna za pomoc i oddanie.
        • strega2 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 27.12.05, 12:38
          Mam nadzieje ze nigdy nie trafie do niej. Ja zawsze wybieram ludzi kulturalnych i miłych. A dam sobie ręke odciąć ze ona taką nie jest! To ze lekarze z nas sie brechtają, to nic,bo to w dwie strony działa. Nie znam takiej osoby co by nie miała czegos do powiedzenia na temat lakarzy.
        • earl.grey Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 27.12.05, 12:48
          no oddania to chyba Pimpek w sobie nie ma za dużo...
          A za pomoc? Szewcowi też jesteś wdzięczna za dobre naprawienie butów? To chyba
          powinna być norma? Nie przesadzajmy, lekarz nie Pan Bóg, chociaż niektórzy z
          nich tak uważają. Myślę, że powinno się przywrócić proporcje.
    • cetka dostalam odpowiedz z MINISTERSTWA ZDROWIA 31.12.05, 20:20
      "Problem dotyczący wyrażenia zgody przez pacjenta na uczestniczenie lub
      udzielanie świadczeń zdrowotnych przez studentów medycyny dotyczy wszystkich
      cywilizowanych krajów i jest tak "stary" jak "stare" jest nauczanie medycyny.
      Doświadczony nauczyciel akademicki, lekarz cieszący się autorytetem, potrafi
      stworzyć takie warunki do uczestnictwa studentów w udzielaniu świadczeń
      zdrowotnych, które nie naruszają dóbr osobistych pacjenta. Ponadto, powszechnie
      znany jest fakt, iż „szansa” bycia pacjentem, który uczestniczy w zajęciach ze
      studentami jest zdecydowanie większa w przypadku osób leczonych w szpitalach
      klinicznych. Prawo do wyboru miejsca leczenia pozwala pacjentom „unikać” takich
      szpitali, w przypadku kiedy pacjent nie chce być uczestnikiem zajęć ze
      studentami. Minister Zdrowia, który nadzoruje uczelnie medyczne nie otrzymuje
      sygnałów o tym, aby takie odmowy, jeśli mają miejsce, utrudniały proces
      dydaktyczny studentów medycyny.

      Kategoryczny sprzeciw chorego do uczestnictwa osób bez prawa wykonywania zawodu
      w procesie jego leczenia należy uszanować bez żadnego komentarza. Pogwałcenie
      prawa pacjenta do odmowy byłoby naruszeniem jego swobód i ze zrozumiałych
      względów nie może być forsowane."

      • earl.grey Re: dostalam odpowiedz z MINISTERSTWA ZDROWIA 03.01.06, 13:32
        cieszy mnie ta odpowiedź jako pacjentkę (chyba se wydrukuję i zabiorę do
        szpitala), ale jako prawnika zastanawia. Czy masz taki kontakt, żeby zapytać,
        jak to się ma do art. 36 ust. 4 cytowanej przeze mnie gdzieś niżej (jak nie, to
        przytoczę) ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty? Powiem Ci szczerze, że
        rozmawiałam na ten temat (ale tylko telefonicznie, więc nic nie mam) z
        rzecznikiem praw pacjenta wielkopolskiego oddziału NFZ i ogólnopolskim. Byli
        zgodni co do tego, że w klinikach niestety nie można odmówić (ja nie
        sugerowałam, to oni powołali się na art. 36 ust. 4), przy czym pani rzecznik
        ogólnopolska w bardzo ostrych słowach sie wypowiedziała. Czekam teraz, bo
        dziewczyna na innym forum zapytała o to samo rzecznika w dolnośląskim NFZ i
        będzie miała odpowiedź pisemną (mail).
        • cetka Re: dostalam odpowiedz z MINISTERSTWA ZDROWIA 07.01.06, 12:45
          chmmm, az takiego kontaktu to nie mam - po prostu weszlam na ich strone,
          znalazlam maila i zadalam pytanie... a moze ty, jako prawnik, napisalabys takie
          zapytanie, bo ja jako laik to na pewno zle cos sformuujesad

          kancelaria@mz.gov.pl
          • earl.grey Re: dostalam odpowiedz z MINISTERSTWA ZDROWIA 09.01.06, 11:24
            przekażę ci (wam), jak ta dziewczyna. która kontaktowała się z dolnośląskim
            rzecznikiem praw pacjenta powie, co jej odpowiedział. Ale coś już długo na tę
            odpowiedź czeka.
            A co do ministrestwa, może po prostu sie nie zastanawiali nad tym art. 36, to
            może lepiej im nie zwracać na to uwagi, bo jeszcze wydadzą jakieś wytyczne, w
            myśl których w klinikach nie będą już wcale pytać pacjentek o zgodę?
    • neonatus51 Re: PRAKTYKANCI W SZPITALU!!! jak to jest??? 29.01.06, 20:48
      Przede mną także poród,ale byłam uczennicą szkoly położnych.Odbywałam praktyki
      w różnych szczecinskich szpitalach.Sprawa wyglada tak,że zawsze możesz poprosić
      o nieobecność,wspominanych przez Ciebie tabunów praktykantów,podczas np.badania
      lekarskiego czy porodu.Chyba że decydujesz sie na szpital kliniczny-tam
      studenci i praktykanci maja"wieksze"prawa-gdzieś muszą się uczyć!Z punktu
      widzenia pacjentki rozumiem,że może to być krępujące,ale wsparcie w postaci
      np.młodziutkiej uczennicy\praktykantki nawet podczas porodu(jeśli nie będzie to
      poród rodzinny)może być bardzo pomocne.Mnie rodzące czesto wrecz same prosiły o
      to żeby przy nich zostać.A więc nie taki diabeł straszny...Powodzenia na
      porodówcesmilePozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka