magda19752
14.07.06, 16:17
jestem w 5 m-cu ciazy i kazdego dnia mam do czynienia z przemoca psychiczna i
fizyczna.Kiedys myslalamze jak zajde w ciaze beda to najpiekniejsze dla mnie
miesiace w oczekiwaniu na malenstwo.Dzis kazdy moj dzien zaczyna sie od
lez,niepokoju i obaw.Jestem 2000 tys.km od domu rodzinnego i nie mam nikogo
bliskiego obok mnie.Licze, wiec ,ze Wy zechcecie mnie wysluchac.Kiedy kilka
lat temu otrzymalam szanse wyjazdu na zachod myslalam,ze moj los sie odmieni
na lepsze,a kiedy jeszcze poznalam uroczego chlopaka, myslalam,ze w koncu i
mnie bedzie dane kochac i byc kochana.Mialam dobra prace ,a moj ukochany
poprosil mnie abysmy razem zamieszkali.Moje szczescie nie mialo
granic ,zupelnie nie zauwazalam wypowiedzi moich kolezanek ,ze kiedys moge
cierpiec przez niego,ze on z racji swojego arabskiego pochodzenia jest tak
bardzo rozny ode mnie.Zamieszkalismy razem,pierwsze miesiace byly
sielanka.Niestety pozniej okazalo sie ,ze nie moge miec kolezanek i nigdzie
wychodzic bez jego pozwolenia.Probowalam skonczyc ten zwiazek,ale moja milosc
do niego byla silniejsza.Zylam miedzy praca a domem,pozbawiona kontaktu ze
swiatem zewnetrznymi ciagle zapewniana o wielkiej milosci.Pewnego dnia moj
ukochany zapragnal mi dac swoj dowod milosci,probowalam tlumaczyc,ze to moze
skonczysc sie ciaza,jednak ....on byl silniejszy niz ja.Po kilku tygodniach
potwierdzily sie moje obawy... bylam w ciazy.Jego reakcja... usun.W tym
momencie nie mialam jeszcze stalego kontraktu pracy i zadnych zabezpieczen
socjalnych za to mialam zobowiazanie finansowe,jakim bylo wynajete na moje
nazwisko mieszkanie.Samego zabiegu nie chce pamietac i nie pamietam.Po
powrocie do domu on obiecal ,ze od dzis wszystko sie zmieni,ze mnie kocha i
od dzis mamy byc szczesliwi.Trwalo to kilka tygodni i znowu
awantury,pretensje....Ale o co?Przeciez mieszkanie bylo posprzatane,obiad
ugotowany na czas,nigdzie nie wychodzilam, zawsze bylam do jego
dyspozycji.Pewnego wieczoru ,na kilka dni przed moimi urodzinami uderzyl mie
w twarz, nie wiem skad mialam tyle odwagi i sily,ale tak jak on mnie
uderzylam go w twarz.Byl zaskoczony.Za dwa dni w ramach przeprosin kupuil mi
drogi prezent,ale czy on nie rozumial,ze ja nie oczekiwalam prezentow tylko
ciepla,uczuc,milosci i zrozumienia.On obiecywal,ze sie zmieni a ja....
wierzylam ,za do nastepnej awantury.Wkrotce zmienilismy mieszkanie na duzo
ladniejsze,kupilismy samochod,oczywiscie tylko iwylacznie dzieki mojemu
wysilkowi.To ja utrzymuje dom ,splacam raty za samochod.A on dalej jest
niezadowolony.Jedna awantura,kolejna,kiedys na ulicy popchnal mnie,
upadlam.Zadzwonilam po policje,zreszta jak pozniej sie okazalo zadzwonil tez
ktos z sasiadow.Powiedzialam dosc...wynos sie z mojego zycia i mojego
domu.Powiedzial policjantom,ze w nocy nie ma dokad isc,ze potrzebuje kilku
dni.I decyzja policji zostal w mieszkaniu.Z zalu i bezsilnosci
plakalam,kochalam go ,ale nie moglam dluzej tego zniesc,a on.... po raz
pierwszy zobaczylam w jego oczach lzy,powiedzial,ze dobrze,iz tak sie
stalo,bo ta sytuacja pozwolila mu zrozumiec jego bledy,prosil mnie,abym z nim
zostala.Wybaczylam,powiedzial mi ,ze chce abysmy mieli dziecko,prosil o
odstawienie tabletek antykoncepcyjnych.Kochalam go i pragnelam z nim
normalnej szczesliwej rodziny.Po kilku tygodniach okazalo sie,ze jestem w
ciazy.Myslalam,ze sie bardziej ucieszy,a on powiedzial mi,ze to normalne,bo
przeciez staralismy sie o dziecko.Kilka dni bylo sielanka,pozniej on uroil
sobie,ze ja na pewno kogos mam i ze to nie jest jego dziecko.zabolalo mnie to
jak nic innego.Od tego czasu jak wraca do domu,zaczyna od ogladania mnie,czy
nie mam jakis zadrapan itd.Jak on moze mi to robic,nigdy go nie
zdradzilam,nigdy nie zrobilam nic przeciw niemu.Kazdego dnia
awantury,krzyki,zlosliwosci i przeklenstwa w moja strone.Ze wzgledu na ciaze
jestem na zwolnieniu lekarskim i tym samym moje dochody znacznie sie
zmniejszyly.On dobrze wie,ze nie dam finansowo rady,oplacic mieszkanie,
rachunki i zycie , mimo to ciagle slysze,ze on juz nie chce ze mna byc,ze
mnie nienawidzi,ze nic go ze mna nie laczy,i nic go nie obchodze ja ,ani moje
dziecko,a najlepiej ,zebym wziela jakies tabletki i umarla razem z tym
dzieckiem.Po pracy przychodzi zmeczony,zjada obiad i idzie spac(wczesniej
wyzywa mnie,popycha i poniza).Nie interesuje go nicpo za jednym,czy bylam
przez caly dzien w domu,kiedy go zapewniam,ze tak to drwi ze mnie i wszczyna
kolejna awanture.Boje sie ,boje sie wszystkiego,boje sie kolejnych uderzen,a
najbardziej boje sie ,ze przez te ciagle awantury moje dziecko moze urodzic
sie chore,tak bardzo chcialabym dac temu jeszcze nie narodzonemu
dzieciatku ,spokoj i milosc,ale nie umiem go ochronic.Boje sie tez tego,ze on
mnie zostawi sama ,bez srodkow do zycia i gdzie ja wtedy pojde z takim
malenstwem,jestem przeciez w obcym kraju.Kazdy moj dzien zaczyna i konczy sie
placzem,siedze zamknieta w domu i rozmyslam dlaczego on taki jest,przeciez ma
wszystko;ladne mieszkanie ,samochod , na czas ugotowany obiad, wyprane i
wyprasowane ubrania i zapewnienia z mojej strony ,ze jeszt dla mnie
najwazniejszym i jedynym mezczyzna.Mimo tego zla jakie mi wyrzadzqa kocham go