Gość: MalaMi
IP: *.e.ae.katowice.pl
21.07.09, 08:53
Witam Was. Jestem w ósmym miesiącu ciąży, to była wpadka. Im bliżej porodu tym
bardziej jestem przerażona. Mój strach przybiera już takie rozmiary, że myślę
o zrobieniu sobie krzywdy, żeby tylko nie musieć rodzić.
Paraliżuje mnie na myśl o rozrywającym bólu trwającym godzinami, niekończącym
się krzyku i pękaniu. A potem.. będę jak wiadro, już nigdy nie będę mogła
cieszyc się seksem - pocięta, poraniona i rozciągnięta.
Rozmawiałam z lekarką, że boję się porodu, a ona zbagatelizowała moje lęki
mówiąc, że od wieków kobiety rodziły, więc przeboleję i ja.
Nie stać mnie na kupienie cesarki, a nie mam żadnych wskazań do niej. Został
mi jeszcze miesiąc. Jeśli nie zwariuję ze strachu to chyba strzelę sobie w
głowę. Jedynie żal mi tej istotki we mnie, bo ona niczemu nie jest winna.
Nie wiem jak pokonać strach, co zrobić, aby bardziej optymistycznie spojrzeć
na macierzyństwo. Jak na razie kojarzy mi się wyłącznie z bólem i
masakrowaniem ciała. Też miałyście takie załamanie? A jeśli tak to jak sobie z
nim poradziłyście? Jestem na skraju załamania nerwowego.