Witajcie
Od jakiegos czasu staram sie ze swoim partnerem o dziecko. Cala jestem pelna
obaw, bo na karku sporo lat a biologia nie jest laskawa dla kobiet po 40 roku
zycia, no ale coz... moze sie uda.
Mam juz syna, doroslego, jakby sie nie udalo, przezyje
W tym miesiacu zgodnie z zaleceniami lekarskim "pracowalismy solennie"

Miesiaczka sie nie pojawila w terminie, za to nagle zrobilam sie okrutnie
slaba. Dziwnie reagowalam na niektore zapachy a wieczorami mdlilo mnie przez
jakis tydzien. Niestety bylsmy oboje za zgranica i nie mozna bylo zdobyc testu
ciazowego. W dzien powrotu do kraju zemdlalam na lotnisku, zrobilo mi sie
zwyczajnie cieplo, cukrowo i slabo.
Po przylocie od razu test, ujemny. No trudno sie mowi...
Ale nadal sie zle czulam i .. trafilam do szpitala.
Krecilo mi sie w glowie juz od 1,5 tygodnia. Mdlosci ustaly.
W szpitalu oczekiwanie na wynik badania z krwi... zerowy. Badanie usg, jedno,
drugie, nic.
Wypisali mnie ze szpitala a nadal sie bardzo zle czuje. Wyniki pozostale w
normie, wiec to nie jest dla mnie wszystko racjonalnie wytlumaczalne.
Lekarz przy wypisie stwierdzil, ze poprzedni cykl mialam bez owulacji,
organizm dostaje sprzeczne sygnaly, hormony wariuja.
Teraz ani miesiaczki, ani lepszego samopoczucia. Nadal chodze jak pijana i te
mdlosci

Co robic ?
z.k.