Przez 2 lata staraliśmy się dziecko. Lekarze nie dawali mi szans. Przestałam
brać leki bo chciałam wyczyścić organizm przed zastrzykami które mnie miały
czekać w listopadzie. I jak poszłam na wizytę okazało się że jestem w 5
tygodniu

Jestem w szoku. Do tego zaraz przyplątała się poważna grypa
jelitowa i położyli mnie na zakaźny twierdząc że mam ogromne szanse na
poronienie lub ciążę obumarłą. Teraz już wyszłam z zakaźnego, ginekolog
zrobił mi usg- dał mi leki na podtrzymanie ciąży (luteinę). Przede mnę weszła
dziewczyna w 7 miesiącu której dziecku nagle przestało bić serduszko i już
nie żyło. Teraz ciągle czytam same straszne rzeczy- o wadach płodu,
poronieniach, o tym jak dzieci umierają 3 godziny po porodzie... Psychcznie
jestem wykończona. Do tego stresy w pracy... Jak wy sobie radzicie? Dajcie mi
rady jak nie zwariować??? To podobno najpiękniejszy okres u kobiety a u mnie
to horror, szok, stres, strach...