Dodaj do ulubionych

Mega dół psychiczny...pomóżcie

21.02.07, 09:19
O dziecko staramy się 3 lata. Zrobilam badania, bralam leki, bez efektu.
Zmienilam lekarza, ktory po kolejnej serii badan stwierdzil to samo co
poprzedni: nic powaznego, za wysoka prolaktyna, podala leki (bromergon i
duphaston w 2 fazie cyklu)i znowu czekam; miałam poprzednio robione 2 razy
badanie na wrogość śluzu i wyszło negatywne, czyli że mam wrogi śluz, ale
tamten lekarz robił to bez podglądu USG, tak "na wyczucie", dwukrotnie, nie
wiem czy mam więc brać pod uwagę to badanie. Mam teraz zrobić to badanie
ponownie, ale boję się, że znowu wyjdzie negatywne.
Problem w tym, że ja czuje, ze jest we mnie w srodku cos, co mnie blokuje,
cos przez co nie zachodze w ciaze. Nie wiem jak to wytlumaczyc, ale ja wiem,
ze cos jest nie tak. Pomimo badan. Taka blokada psychiczna, że na pewno się
nie uda.
Co miesiąc dostaję fioła w oczekiwaniu na okres, wmawiam sobie ze mam
wszelkie objawy ciąży, a jak już przychodzi okres, to wpadam w czarną dziurę.
I tak co miesiąc.
Zajęłabym się czymś, ale nie mam na nic ochoty ani, co gorsza, pomysłu.
Chciałam zapisać sie na ćwiczenia fitness, ale oczywiscie "a co bedzie jak
zajde i przez to poronie??" (dodam, że raz poroniłam bardzo wczesną ciąże
potwierdzoną tylko testami) Chciałam się zacząc odchudzać, ale przecież nie
powinnam przed ciąża, bo i tak zaraz przytyję...
Nic mnie nie cieszy, a jak na złość, wszystkie koleżanki dookoła zachodzą
albo własnie rodzą. I ja, ciocia, jeżdzę i udaję wielką radość z nowego
potomka, podczas gdy czuję się jak w jakimś cholernym wyścigu szczurów: która
teraz zajdzie, która co urodzi, czy uwinę się przed 30-tką, czy jestem gorsza
bo nie mam tej cholernej ciąży?????
Najchętniej nie widywałabym się z nikim dzieciatym....
Dodam, że jestem DDa, więc wszystko odbieram mocniej, bardziej do siebie.
Chodze na terapię, ale nie mam odwagi powiedzieć co tak naprawdę mnie męczy.
Nie widzę żadnego wyjścia z tego zaklętego kregu... myśle tylko i wyłacznie o
ciąży, dziecku... Boże, nie wytrzymam tego dłużej... Wiem, to myślenie w
kółko nie pomaga w zajściu, ale nie umiem przestać!
Co robić?
Obserwuj wątek
    • mia17 Re: Mega dół psychiczny...pomóżcie 21.02.07, 09:30
      piszesz, ze chodzisz na terapie - ale nie masz odwagi powiedziec glosno, o co
      chodzi.
      mysle, ze dopoki tego z siebie nie wyrzucisz i nie ujrzy to swiatla dziennego -
      bedzie Ci ciezko sie z tym uporac.
      mam przyjaciolke, ktora rowniez chodzila na terapie (z innego powodu). bylo jej
      bardzo trudno na poczatku, tez nie potrafila sie przelamac i otworzyc. jednak w
      koncu zrobila to i wywalila przyslowiowe flaki na stol. pomoglo. oczywiscie nie
      od razu, ale zaczela inaczej myslec, podchodzic do wielu spraw i....zaszla w
      ciaze! tez czekala na to pare lat i miala w sobie wewnetrzna blokade - jakas.
      terapia jej pomogla. teraz jest w 7 miesiacu i bedzie rodzila w kwietniu wink
      wiem, ze latwo sie mowi i doradza, ale ja napisalam Ci autentyczna histroie
      mojej przyjaciolki. moze postaraj sie przelamac i otworzyc...?
    • mikrowanka jakbym czytała o sobie... 21.02.07, 09:35
      zaszłam w ciazę za 3 razem, ale szybko ją poroniłam...bez czyszczenia itp.
      potem 4 miesiace przerwy i staranie- dól, staranie- dół, staranie- dół
      zbadaliśmy nasienie- zly wynik, - zapalenie prostaty
      leczenie i znów: staranie- dół, staranie- dół i tak w kółko
      dookoła wszystkie koleżanki zachodzą, rodzą, cieszą sie
      a ja?
      staranie- dół
      ja poszłam nawet dalej w swoim zachowaniu, nie spotykam sie z tymi szczęśliwymi
      mamusiami. To okropne z mojej strony, ale nie potrafie cieszyć sie ich
      szczęściem
      • mia17 dziewczyny! 21.02.07, 09:41
        ale Wy w ten sposob nakrecacie negatywna spirale dzialan! jak zamkniecie sie w 4
        scianach i bedziecie sie tylko zamartwiac to nic dobrego to nie da!
        wiem, ze latwo nie jest - uwierzcie, wiem. ale jest takie powiedzenie, ze jesli
        nie pomozesz sobie sama to nikt Ci nie pomoze.
        najpierw musicie pomoc same sobie, bez tego ani rusz.
      • czekam7 Re: jakbym czytała o sobie... 21.02.07, 09:41
        Wiesz, ja jestem taką masochistką, że nie dość, że nie przestałam się widywać,
        to jeszcze wypytuję o szczególy porodu, albo o samopoczucie w ciąży, cza ma
        zgagę, apetyt na słodkie, kwaśne. A potem w domu wyję...
        • mia17 a po co to robisz...? 21.02.07, 09:42
          w czym takie zachowanie ma Ci pomoc?
          • kachaa17 Re: a po co to robisz...? 21.02.07, 09:51
            ja tez jestem dda i oprócz problemów ze soba mam właśnie problemz zajsciem w
            ciaze. Zastanawiam sie co ze mną jest nie tak. czy jetsem gorsza, niezdolna
            wychowac dziecko. Myślę, że nie gorzej niz inne kobiety a moze nawet lepiej, bo
            bardziej świadomie. Ale mam takie wewnetrzne przekonanie, że nie zasługuje na
            bycie mamą. Ze to dla mnie kara.
            • mia17 Re: a po co to robisz...? 21.02.07, 09:55
              dopoki bedziesz tak o sobie myslala - bedzie Ci ciezko zajsc w ciaze...
              to dziala jak samospelniajaca sie przepowiednia niestety, wiec czym predzej
              zmien podejscie.
          • czekam7 Re: a po co to robisz...? 21.02.07, 10:06
            pomóc...? nie wiem, to jest autodestrukcja, ale nie umiem przestać. Już nawet
            kiedyś koleżanka mi zwróciła na to uwagę...
            Chyba po prostu nie zasługuję na dziecko... Skoro widze, że pijaczka, która nie
            ma zadnych warunków do życia, rodzi 11-te zdrowe dziecko, gdy koleżanka, która
            pali jak piec zalicza "wpadkę", w ciazy nie przestaje palić i rodzi zdrowe
            dziecko, to zadaję sobie pytanie co ja takiego robię, że mnie nie jest to
            dane?? Chyba po prostu nie zasłużyłam sobie.
            • mia17 Re: a po co to robisz...? 21.02.07, 10:08
              juz to pisalam wyzej, ale powtorze: jesli bedziesz tak myslala (ze nie
              zaslugujesz na dziecko) to tak niestety bedzie...
              to droga jednokierunkowa, wiec nie ma sensu sie w nia pchac.
              • kachaa17 Re: a po co to robisz...? 21.02.07, 10:20
                ale jak się w to nie pchać? powtarzać sobie kilka razy dziennie: zasługuję na
                dziecko?
                • mia17 chociazby tak ;-) 21.02.07, 10:24
                  ktos kiedys powiedzial: powtorz cos 100 razy, a wszyscy w to uwierza wink
                  od czegos trzeba zaczac, anajlepiej od przekonania samej siebie wink to dziala!
                  • mikrowanka droga mia17 21.02.07, 10:32
                    myślę ze wszystkie tutaj wiemy ze masz absolutną rację, tylko kłopot w tym, że
                    przynajmiej ja nie robię tego bo tak chcę.
                    Czemu się nie spotykam z innymi dziewczynami szczęśliwie obdarzonymi dziećmi ?
                    bo wiem że po powrocie do domu ogarnie mnie gigantyczny żal, do siebie, do Boga
                    do wszystkiego,że widok cudzego szczęścia przy nieszczęściu własnym nie
                    pociesza.
                    Mogę udawać oczywiscie ze nic mi nie jest, że jestem otawrta i przyjmuję swój
                    los spokojnie
                    ale tak nie jest.
                    to tkwi głeboko w głowie, w sercu w mojej podświadomosci.
                    budzę sie rankiem z zzacisnietymi pięściami. Lekarz powiedział ze to objaw
                    lęków. ja o tym wiem i nawet wiem co to za lęk ale co z tego -nie wiem tylko
                    jak zwalczyćten lęk, a właściwie to uczucie pustki i bezsensu.
                    Powtarzanie samej sobie: nic sie nie dzieje, życie jest piekne i oglądanie
                    cudzych dzieci i cieszenie się z nich to tylko pozory i udawanie
                    bo bólu nie da sie ot tak z siebie wyrzucić, tak żeby za miesiąc znów nie wrócił
                    ... ale sie nagadałam smile
                    • mia17 Re: droga mia17 21.02.07, 10:39
                      rozumiem, o czym piszesz. nie mialam na mysli udawania, ze wszystko jest ok.
                      udawaniem niczego nie zalatwisz. skoro znasz przyczyne swoich lekow, a mimo to
                      nie potrafisz sie ich pozbyc - moze powinnas sie kogos poradzic...?
                      mam na mysli pomoc psychologa - lub jak pisala zalozycielka watku - terapie.
                      to nie jest nic zlego, a chyba warto korzystac ze wszystkich sposobow, aby
                      pozbyc sie lekow i moc spokojnie isc naprzod.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka