Właśnie zaliczam końcówkę 40 tc.Jest jakby to powiedzieć NIE
FAJNIE!!!!

. Cała ciążę przechodzłam wzorcowo, bez puchnięcia,
anemi,wymiotów ,plamienia a teraz 40 tc chce mi oddać z
nawiązką "uroki cąży". Dwa dni temu byłam u lekarza. Miękka szyjka
na "luźnego" palucha,serduszko mocno pika, pępowinka daleko od
szyjki,głowka do dołu za spojeniem ogólnie w drodze na świat ale bez
rychłej zapowiedzi porodu. Już w tym dniu miałam problemy z
chodzeniem ,ale po wizycie to już klops

.Gdy wróciłam do domu
zauważyłam plamienie(gęste brązowo-czerwone w ilości pół
wkładki

).Zadzwoniłam do lekarza-obserwowac a jak coś to w te pędy
do szpitala.Na szczęście ustało,chodź jakieś tam "farfocle" co jakis
czas się pokazują.Wczoraj znowu jednorazowe plamienie -nieplamienie
o konsystencji budyniu czekoladowego w konsystencji gdy ktoś
przyoszczędził na mleku

.Dwa dni chodzę drobnymi kroczkami, brzuch
przy chodzeniu "ciągnie" mnie w dól i pobolewa , bolą pachwiny,
lędźwia, każde przewracanie sie podczas spania to całkiem niezłe
przeżycie

.Czyli ogólnie 40 tc to dla mnie zmora!!!.Bardzo liczę
na to ,że lada dzień się to skończy i w końcu zobaczę mojego
rozbrykanego rozbujnika

.No lekarz pocieszył,że może do 2 tyg. sie
ten moment przesunąć , ale mam nadzieję ,że te moje objawy tego nie
potwierdzają. Pozdrawiam wszystkie "umordowane" przyszłe mamy

.