Ja to zawsze mam perypetie w marketach...muszę sie wygadać trochę...
Stoję na warzywniczym , czekam na zważenie, a tu centralnie wpycha sie przede
mnie jakaś pinda, mówiac przepraszam, jakby miała prawo być obsłużona poza
kolejnościa. Mówię" ale tu kolejka jest, śmiem zauważyc", a ona nic, zabiera
swoje banany i idzie do kasy. Ja akurat zakupy też juz miałam zrobione, wiec
pognałam za nią z myslą, żeby przy kasie niemiłosiernie podeptać jej pięty.
szybko wykładam produkty, pchając sie do przodu, adrenalina mi podskakuje, z
myslą o tym, ze zaraz będę jej mogła trochę uniemozliwić swobodne pakowanie
sie, a tu...bramka zaczyna piszczeć. Podchodzi ochroniarz. Zaczynam mysleć "no
swietnie, moje zdenerwowanie przez to babsko może wyglądac podejrzanie".
Faktycznie, ręce zaczynają mi latać jak alkoholiczce, mam problem z
wciśnieciem pinu do karty, w międzyczasie ochroniaz ciągle sie pyta, to o
gumy, to o błyszczyk. Kasjerka gapi się jak na wariatkę, gosciu do mnie
"spokojnie, proszę pani". Nigdy w takiej sytuacji tak sie nie denerwowałam- to
to babsko dostarczyło mi dodatkowych nerwów. A teraz zaczynam sie czuc jak
faktyczny złodziej...
POwędrowałam na zaplecze i oczywiście znów gumy okazały sie winne. Oprócz tego
ochroniarz miał przyjemnosć obejrzeć mój bałaganik w torebce, wkładki
higieniczne w przeźroczystej torebeczce i tabletki zakupione w aptece z-jak na
złość- wypisanym grubym drukiem "dopochwowe"...
Spociłam się jak mysz...az mój maluch przestał kopać...a dzis tak szalał
fajnie ;-/
Troche dla Waszej rozrywki, troche dla mojego rozładowania sie na
klawiaturze...