Zna może ktoś to przedszkole? Polecacie, odradzacie? Grzebałam w necie, nie znalazłam żadnych opinii ...
Dzwoniłam dzisiaj do nich w związku z zapisami na rok 2011-2012, rozmawiałam z starszą panią. Odniosłam nienajlepsze wrażenie, po pierwsze dlatego, że o "szefowej" mówiła jako o kimś ... nie wiem ... na żadne pytanie nie miała pewnej odpowiedzi, bo "nie wiadomo, co powie szefowa".
Najbardziej jednak niepokoi mnie sprawa "jedzeniowa" ... Córka jest alergikiem (mleko, pszenica, jajko, soja, truskawki), oprócz tego nie toleruje laktozy, glutenu i sacharozy. A posiłki w żłobku są ... okropne pod tym względem. Normalne śniadanie dla niealergika - kanapka z serem lub dżemem + kakao - to dla naszej córki samobójstwo. Do tej pory sami gotowaliśmy jej posiłki do żłobka, szefowa jest bardzo miła, z powołaniem, rozumie, co to jest alergia (sama ma dwójkę alergików), nigdy nie było żadnych problemów. Córka jest przyzwyczajona do bezcukrowej i bezmlecznej diety, nie lubi za bardzo nawet tych słodkich rzeczy, które może jeść (bakalie, miód). No ale ta pani z Akademii Krasnala powtarzała, że raczej nie należy przynosić własnego jedzenia, że oni to mają catering, że catering się dostosuje, będą gotować zgodnie z naszymi zaleceniami itd itd.
No ale kto będzie gotować bez mleka, masła, jajek, mąki glutenowej, cukru? Sami musieliśmy się "podszkolić", teraz świetnie nam to idzie, wszyscy w domu tak się odżywiamy, nie chorujemy od tego czasu, nasze życie zmieniło się o 100 procent, jest super. Ale musimy kupować mąki i zboża w specjalnych sklepach (mąka z ciecierzycy, amarantusa, quinoi itd itd - żeby dieta była urozmaicona, a nie tylko ziemniaki i kukurydza).
Ja bym była bardzo za, jeżeli catering się przystosowuje. Ale szczerze w to wątpię.
Czy może jestem przewrażliwiona i nie doceniam dzisiejszych cateringowców?
I w ogóle nie rozumiem, w czym problem - dlaczego nie można przynosić własnego jedzenia? Czy po prostu ciotkom się nie chce oddzielnie podgrzewać posiłków dla jednego dziecka? Czy może to po prostu kaprys szefowej?