juka20
03.09.04, 09:54
Moja córeczka ma dwa i pół roku, od 1 września poszła do przedszkola i mamy
wielki problem....
Wcześniej Ania była zawożona do opiekunki (od kiedy skończyła pół roku
wróciłam do pracy na pełen etat). Wszystko odbywało się bez problemów, bez
płaczu. Opiekunka poświęcała Jej mnóstwo czasu i naprawdę wkładała w to dużo
serca. Wspólnie z opiekunką, biorąc pod uwagę to, że Ania miała bardzo mały
kontakt z rówieśnikami, zdecydowaliśmy, że pójdzie do przedszkola.
Przedszkole na całe 9 godzin, bo odbieranie wcześniejsze przez opiekunkę lub
kogoś z rodziny nie wchodzi w grę.
Dziecko było bardzo dobrze nastawione do przedszkola. Cieszyła się, że będzie
się bawić z dziećmi. 1 września została bez żadnych oporów. Gdy Ją
odebierałam przedszkolanka stwierdziła, że koło południa mała płakała, ale na
pewno się przyzwyczai. Po południu Ania nie chciała w ogóle rozmawiać o
przedszkolu, była zła i rozdrażniona. Drugiego dnia nie chciała zostać w
przedszkolu, bardzo płakała, wołała mamo ratuj, nie zostawiaj mnie, ja nie
chcę tu zostać. W ciągu dnia podobno nie płakała. Odebrałam Ją wcześniej.
Przytuliła się i powiedziała: szybko, jedźmy do domku. A dzisiaj to już
zupełna tragedia. Nie chciała wstać z łóżka, krzyczała, płakała, nie
pozwoliła się ubierać. Ja nie chcę do przedszkola, nie lubię przedszkola.
Przez całą drogę płakała. W przedszkolu pani oderwała Ją ode mnie. Za
drzwiami słyszałam tylko Jej płacz i krzyki: mamo wracaj, nie zostawiaj mnie,
ratuj....
Mam dosyć.
Nie chcę skrzywdzić swojego dziecka.
Proszę pomóżcie mi, doradźcie co robić. Próbować jeszcze? Jak długo?
Czy to nie odbije się na psychice dziecka?