Mój 3 latek rano idzie chętnie do przedszkola. Cieszę się, bo po
doświadczeniach ze starszym synem nastawiłam się na ciężkie
przejścia. A tu wszystko ok

jak po niego przychodzę, bawi się
najczęściej z dziećmi, nie siedzi smutny ani samotny Jak mnie
zobaczy, porzuca wszystko i rzuca mi się w ramiona ze szlochem...
Płacze może z 3 minuty i mocno się przytula. No juz nie wiem co o
tym mysleć. Ciekawie to wygląda na tle innych dzieci które radośnie
witaja rodziców

Panie mówia, że w ciągu dnia jest bardzo dobrze,
bawi sie i wogóle nie płacze. Co o tym mysleć?czy przez cały
dzień "udje twardziela" a jednak przeżywa wszystko bardzo mocno? czy
to tylko rozklejanie się na widok mamy? W nocy śpi spokojnie
aczkolwiek po południu wymaga mojego bezustannego towarzystwa, czego
wcześniej nie potrzebował do zabawy.