Równo tydień temu o godz. 13.35 przyszła na świat moja c.óreczka. Ważyła 4100
i miała 57 cm długości.Poród trwał 6godz.45 minut od pierwszego
zarejestrowanego na ktg skurczu

((. O godz. pierwszej w nocy odeszły mi
wody, pojechaliśmy tak jak było zaplanowane do szpitala na Starynkiewicza,
ale okazało się, żę musiałabym leżeć z dzieckiem na korytarzu od piątku do
wypisu czyli do poniedziałku. Jedyny szpital, w którym były miejsca to
Praski.Pojechałam tam z wielkimi obawami, bo wiedziałam że tam są problemy z
anestezjologiem, a innego porodu jak ze znieczuleniem nie mogłam sobie
wyobrazić, ale co było robić. NA porodówce znalazłam się ok godz. 5.00, nic
się nie działo, tzn. nie miałam żadnych skurczów, przysypiałam sobie,
odpoczywałam.Stopniowo pojawiały się lekkie skurcze, bóle podobne do
miesiączkowych, tylko takie bardziej kłujące. Gdy przyszła nowa zmiana
podłączono mnie pod oksytocynę i ok. godz. 11-tej zacząl się meksyk

(jeszcze
z bólami brzucha poradziłabym sobie oddechami, ale do tego doszły bóle
krzyża, które po prostu wwiercały mnie w łóżko, czułam się jakby ktoś chciał
mnie przepołowić tępą piłą od pasa w dól. Zostałam zbadana, okazało się że
jest rozwarcie na dwa palce i mogą dzwonić po anestezjologa. Miał przyjechać
do godziny> Przyjechała lekarka zajakieś 50 minut, ale chwilę przed
poczułamskurcze parte o))). Położne nie chciały mi wierzyć, zbadały mnie i
rzeczywiście, okazało się żejest już pełne rozwarcie. Połozne mówiły żejuż
nie ma sensu, że już za póżno na zzo, też wiedziałm żę za późno, ale
ubłagałam anest. o podanie znieczulenia, ale niestety nie umiała się wkłuć,
tłumacząć że mam za dużo tłuszczu na plecach a ona ma za krótkie igły

((I
zajakieś pół godziny miałam na brzuchu małą istotkę. 1,5 godz. po porodzie
poszła do toalety, za chwilę wzięłam prysznic i gdyby nie szycie czułabym
siętak jakbym nigdy nie rodziła.
Wszystkimpolecam szpital praski.Lekarze przemili, zarówno położnicy, jak i
pediatrzy, odpowiedzą na każde pytanie, zawsze pomogą, zawsze uśmiechnięci.
Tak samo połozne, zwłaszcza pani Małgosia, która była przy moim porodzie,
pełna ciepła i cierpliwości.A pielęgniarki noworodkowe jak w szpitalu w
Leśnej Górze - uczą karmić piersią, przewijać, kilka jest takich które
każdego noworodka traktują jak swoje

))Naprawdę polecam. A porodu nie ma się
co bać, poboli, poboli i przejdzie. Chociaż jeżeli będę rodzić drugi raz,
chyba sama znajdę sobie bardziej doświadczonego anestezjologa

))