Gość: Stary
IP: *.clover.com.au
11.03.02, 14:08
DEKALOG LEWICY
wydanie II, uzupelnione i poprawione,
na kredowym papierze
w skorzanej oprawie
z wielobarwnym portretem Leszka Millera
i przedmowa Mieczyslawa F. Rakowskiego
ISBN 1944-1956-1968-1970-1976-1981- ?
1. PRL nigdy nie istniala.
2. Jesli nawet istniala, to jedynie jako ideal socjalistycznego humanizmu,
dobra i piekna, zas zadnych czynow paskudnych nigdy tam nie dokonywano.
3. Jesli nawet ich dokonywano, to czyny takie dokonywaly sie same, zas PZPR nie
miala z nimi nic wspolnego. PZPR byla jedynie klubem towarzysko-dyskusyjnym
mysli lewicowej. (patrz PRZYPIS 1)
4. Jesli nawet PZPR miala z paskudnymi czynami cos wspolnego, to byly to godne
pozalowania bledy popelnione przez nie wiadomo kogo, pod nie wiadomo czyim
wplywem, na nie wiadomo czyje polecenie, natomiast nikt z bylego tzw. scislego
kierownictwa PZPR osobiscie za nic takiego nie odpowiada.
5. Nikt z bylego scislego kierownictwa PZPR osobiscie za nic nie odpowiada, bo
w partii bylo, za jej szczytowego rozkwitu, ponad trzy miliony osob. 3 000 000
to jest liczba magiczna, jak 7, 13 albo 666. Magiczna liczba 3 000 000 ma byc,
automatycznie i sama w sobie, niewzruszona podstawa absolutnego,
nienaruszalnego, dozywotniego immunitetu prawnego i moralnego dla (tak na oko)
100-200 zyjacych do dzis dygnitarzy PZPR, ktorzy w okresie 45 lat tzw.
socjalizmu realnego naprawde mieli cos do powiedzenia w sprawie rzadzenia PRL-
em (w przeciwienstwie do tzw. mas czlonkowskich PZPR, ktore mialy pelne prawo
wiwatowac na pochodach, uczeszczac na zebrania, placic skladki i glosowac bez
skreslen).
6. Jesli nawet ktokolwiek z bylego kierownictwa PZPR osobiscie za cokolwiek
odpowiada, to nie sposob juz dzis dojsc kto, no bo to przeciez przeszlosc tak
zamierzchla (dwanascie lat, jak przed potopem!), ze trzeba by wolac
archeologow, aby mozolnie odtworzyli ze skorup, drzazg i hieroglifow, kto to
mogl byc taki np. Rakowski, Kiszczak albo Jaruzelski, co takiego oznaczaly
zagadkowe akronimy ZSMP, WRON, PRON, ZOMO, ORMO, GUKPPiW i FJN, albo do czego
(poza przeprowadzaniem staruszek przez ulice) sluzylo w PRL Ministerstwo Spraw
Wewnetrznych.
7. Jezeli nawet mozna by dojsc do tego, kto za co odpowiada, to nie nalezy tego
robic, bo w partii bylo ponad 3 000 000 osob, i wszystkie 3 000 000 co do
jednej sa wspolodpowiedzialne, a przeciez jakze tu zamknac 3 000 000 ludzi
niesprawiedliwosc! Twierdzenie, ze nikt nie chce zamykac trzech milionow, bo
wystarczy KC, to belkot malkontentow, lewica wie lepiej. (patrz PRZYPIS 2)
8. Sojusz Lewicy Demokratycznej, dawniej Socjaldemokracja Rzeczypospolitej
Polskiej, nie ma nic, ale to nic wspolnego z PZPR ani z PRL, zas wytykanie, ze
SLD kieruja nadal ci sami ludzie, ktory kierowali SdRP, PZPR i PRL, to belkot
malkontentow. (patrz PRZYPIS 3)
9. Jesli nawet SLD i PZPR maja ze soba cokolwiek wspolnego, to bylo dawno i
nieprawda. Utrzymywanie jakoby bylo inaczej, to belkot malkontentow. 1
0. Wobec czego lewicy slusznie sie nalezy rownoprawny z wszystkimi innymi
formacjami politycznymi spoleczny kredyt zaufania, zeby mogla pokazac jak, jako
nowoczesna europejska socjaldemokracja, zmieni Polske w kraine wiecznej
szczesliwosci (dajcie mi wladze, a ja was urzadze, jak powiedzial swego czasu
Benito Mussolini). Wytykanie, ze juz raz probowali taka szczesliwosc
zaprowadzic, to belkot malkontentow.
Kto sie 10 powyzszym przykazaniom ma czelnosc sprzeciwiac, ten jest wrog,
prawicowy oszolom, okreslone kola, komu to sluzy, w wiadomym celu i w ogole
cala litania dobrze znanych z 'Trybuny Ludu' epitetow. Jeszcze troche a
mlodziez w koncu w te bzdury uwierzy. Polacy daja sobie bez oporu wciskac
surrealistyczne brednie: - o komunistach milujacych pokoj i ojczyzne, - o
Jaruzelskim-patriocie zaslaniajacym wlasna piersia Polske przed Moskwa
(niechybnie za to wlasnie dostal od Rosjan Order Lenina), - o tym, jak to
rzekome reformatorskie skrzydlo PZPR rzekomo do ostatniego tchu walczylo z
partyjnym betonem i moskiewskim bolszewizmem.
To czerwone pranie mozgow zle sie skonczy. Osoby potulnie kupujace ten kit (za
wlasne pieniadze), w koncu otrzymaja takie panstwo, na jakie zasluguja. Zas ci,
co pamietaja jak bylo naprawde, ale milcza, beda sobie za to milczenie pluli w
brode.
PRZYPISY i KOMENTARZE:
PRZYPIS 1: Jak powszechnie wiadomo, w PRL: ogien do tlumow otwierala czasami,
sama z siebie, unoszaca sie w powietrzu bron palna, ktorej nikt nie trzymal;
bylo to tajemnicze zjawisko natury, ktorego uczeni PRL nigdy nie wyjasnili do
konca;
ksiazek nikt nie cenzurowal, bo nie bylo takiej potrzeby; oburzona publicznosc
i tak nie chciala czytac ani kupowac dziel grafomanow znieslawiajacych
powszechnie kochana wladze ludowa;
obywatele mieli ujmujacy zwyczaj przynoszenia sobie nawzajem kwiatow i
bombonier na 1 maja i 7 listopada, oraz w rocznice urodzin Wlodzimierza Ijlicza
Uljanowa; w te dni murow nie bylo widac spod burzy czerwonych flag
spontanicznie wywieszanych w kazdym oknie; uroku ulicy dodawaly niewielkie
oltarzyki uliczne z portretami przywodcow, przed ktorymi zawsze lezaly swieze
kwiaty i palily sie kadzidelka oraz niewielkie, zwiniete w rulonik, karteczki z
zyczeniami i marzeniami; te zyczenia i marzenia wladza w miare moznosci
spelniala;
obywatele pochodzenia zydowskiego ochotniczo, masowo i entuzjastycznie
emigrowali, by zadoscuczynic swej ciekawosci swiata, a przy okazji ulzyc
budzetowi panstwa; co tydzien na Dworcu Gdanskim w Warszawie odbywaly sie
wesole festyny wyjezdzajacych;
nieliczni przeciwnicy polityczni sami gremialnie zglaszali sie do wiezien i
komend Milicji Obywatelskiej z prosba o wynajem celi lub obicie palka; (jak
sama nazwa wskazuje, Milicja Obywatelska byla to ochotnicza spoleczna formacja
samoobrony, zrzeszajaca spolegliwych obywateli, ktorzy w wolnych chwilach
utrzymywali porzadek publiczny)
nieliczni oblakani nieszczesnicy nie mogacy przelknac hanby braku wiary w
socjalizm, popelniali samobojstwo, rzucajac sie ze schodow lub do glebokiej
wody; na szczescie takie niefortunne zdarzenia mialy miejsce rzadko, a w kazdym
razie rzadko pisala o nich prasa ;
powielacze zabierano wylacznie w trosce o ochrone sasiadow przed oparami farby
i rozpuszczalnikow, a drukarzy nie bito, tylko reanimowano ze skutkow zatrucia;
dyskutujacych opozycjonistow tez nie bito ani nie zamykano, tylko z nimi
energicznie dyskutowano; na przyklad, w dzielnicy Warszawa- Zoliborz taki
energiczny latajacy klub dyskusyjny prowadzil w latach 1976-77 energiczny
towarzysz Jerzy Folcik, aktywista SZSP z Akademii Wychowania Fizycznego
[legitymacja PZPR z wlasnych rak towarzysza Gierka], dzis powszechnie lubiany
manager w TVP;
obrazenia jakie odnosili opozycjonisci podczas energicznych dyskusji z tow.
Folcikiem nalezy przypisac energicznemu gestowi uderzania sie wlasna dlonia w
czolo (eureka!!!), wykonywanemu przez tych, ktorzy zrozumieli swoj blad;
towarzysze Broniarek, Gornicki, Urban, Passent, Janiszewski, Rolicki i wielu
innych, obficie opluwali zgnily Zachod w mediach nie dlatego, zeby tego Zachodu
nie lubili (w rzeczy samej bardzo lubili tam jezdzic), ale na wyrazne
zamowienie spoleczne, azeby Polakom nie bylo przykro, ze jeszcze nie doscigneli
i nie przegonili Szwajcarii pod wzgledem materialnego dobrobytu;
nieprawda jest, jakoby istnialy kiedykolwiek jakies kartki na zywnosc; istnialy
tylko czysto porzadkowe numerki, podobne do uzywanych dzis przy ladach z
artykulami delikatesowymi w dobrych supermarketach; chodzilo o to, by obywatele
mogli w spokoju i bez tloku dokonac wyboru sposrod licznych gatunkow dostepnych
na codzien w handlu uspolecznionym wykwintnych zakasek, mies, ryb, serow,
wedlin i owocow poludniowych;
nauka, mieszkania, ksiazki szkolne, wycieczki do Bulgarii, wczasy dla
doroslych, kolonie letnie dla dziec