king_of_usa
18.06.02, 05:28
Z SUPEREXPRESU
Piwo i onanizm na nudę
Zamiast ćwiczyć na strzelnicy i poligonie wojsko "jeździ na szmacie" (sprząta).
Wieczorem, gdy kadra jest już w domu, zaczyna się pijaństwo i "erotyczny czad" -
latanie na golasa i publiczne onanizowanie się.
Wędrzyn
- To już jest spedalanie armii - mówi szeregowiec z Wędrzyna koło Gorzowa Wlk. -
I nie ma się czemu dziwić. Nikt w MON-ie nie zastanawia się, co ma robić
żołnierz, gdy po pierwszych 4 miesiącach zasadniczej służby nie ma dla niego
już zajęć.
Picie na zabicie
- Nuda jest zabójcza. Bo ile dni można leżeć "na wozie" (na łóżku) wentylem do
góry? Nie-dziwne, że młodzi żołnierze dziczeją - opowiada.
Zielony garnizon - tak mówi się m.in. o jednostce wojskowej w Wędrzynie, tak
mówi się o innych, zaszytych na odludziu jednostkach, gdzie diabeł mówi
dobranoc, a przełożeni ze sztabu nie fatygują się na kontrole. W wędrzyńskim,
położonym w lesie garnizonie nuda walczy o lepsze z beznadzieją. Choć obok
poligon - żołnierze rzadko wychodzą tam choćby postrzelać - nie ma pieniędzy na
ćwiczenia, nie ma na amunicję. Za bramą jednostki też nic się nie dzieje.
Wędrzyn to dosłownie trzy uliczki, kilka bloków, lokal "U Izy" - knajpa z piwem
oraz sklep spożywczy.
Dni ciągną się tutaj jak przysłowiowe flaki z olejem. Żołnierze służby dyżurnej
snują się sennie pod rozchybotanym betonowym ogrodzeniem: zbierają śmieci. Z
otwartych okien świetlicy dobiega fałszywy ryk: "My, pierwsza brygada...".
Wartownik ziewa stojąc w deszczu.
Ruch zaczyna się tu po południu, kiedy kadra wychodzi do domu. Szeregowcy
wartko biegają do sklepu po środek niezawodnie podnoszący nastrój - wódkę i
browar.
- Picie na zabicie nudy. Czasem ktoś wyciągnie "jointa". Potem, zwykle
wieczorem po godz. 22, zaczyna się erotyczny czad... Nie tylko latanie na
golasa po kompanii, ale konkursy onanizowania się i tańce w parach na golasa
przed starszymi żołnierzami - mówi szeregowiec Marek. Zastrzega nazwisko, woli
nie mówić, z której jest kompanii.
- Jakby się rozeszło, że takie rzeczy opowiadam prasie, przez te sto dni, co
zostało do cywila, zgnoiliby mnie na amen - tłumaczy.
Męska przygoda
- Sam się dziwię, że tu trafiłem - zaczyna szeregowy Marek. - Skończyłem dobrą
szkołę. Miałem pracę w prywatnej firmie. Zawaliłem sprawę z WKU i na czas nie
załatwiłem sobie kwitów od lekarza. W wojsku sami byli zaskoczeni, że taki
inteligent tu trafił. Reszta chłopaków z poboru to prostaki i chamy. Wyganiali
krowy ojca na pole albo pili pod blokiem. Niektórzy ledwo czytają. A jak
rozmawiają, to o tym, komu dać w mordę za krzywe spojrzenie, albo gdzie się
włamać - opowiada.
Po 3 miesiącach "unitarki" - czyli szkolenia na poligonie - szeregowy Marek
mocno się zdziwił. Skończyło się wojsko, a zaczęło grabienie liści, zbieranie
śmieci, "latanie na szmacie" po korytarzu.
- Do tego doszła ta głupia fala - mówi dalej.
MON nie zadbał
- Po co przez rok trzyma się w koszarach młodych chłopaków, skoro nie ma dla
nich żadnego zajęcia? - pyta. - Stąd biorą się te zdziczałe zabawy. Jak na
przykład mające niewiele wspólnego z obronnością "wyścigi koni na wozach".
Szeregowy wyjaśnia: - Wozy to łóżka. Więc wszyscy w izbie kładą się na "wozach"
i na komendę zaczynają onanizować się. Kto szybszy, kto może częściej - ten
wygrywa.
- Nie powiem, niektórym chłopakom podobają się te zabawy. Że to niby tak dla
jaj. Dla mnie ta zgraja nędznych buzerantów (onanistów - red.) nie ma nic
wspólnego z wojskiem - dodaje.
- Sto razy wolałbym chodzić na strzelnicę czy biegać po poligonie. Jednak w
naszym wypadku jakoś MON nie zadbał, by wcielonym żołnierzom zorganizować czas
przez rok. Więc siedzę tu i tylko oglądam te "MON-owskie stosunki
międzyludzkie". A to, co widziałem w nocy przebudzony głośnymi odgłosami
dobiegającymi z sąsiednich łóżek, tego nie chcę nawet opisywać. Często
myślałem, że źle widzę.
- Czy po takie doświadczenia poszedłem do wojska? Na razie wpędziłem się tu w
niezły dół. Ale co tam, te trzy miesiące z kawałkiem jakoś wytrzymam - kończy
szeregowy.
Dowódcy wędrzyńskiej jednostki nie zdają sobie sprawy z tego, jakie orgietki
wyczyniają ich żołnierze po nocach.
Kapitan Cezary Kiszkowiak, rzecznik 15. Wielkopolskiej Brygady Kawalerii
Pancernej:
- Osobiście nie spotkałem się z takimi praktykami żołnierzy ani o nich nie
słyszałem. Żołnierze, z którymi rozmawiałem, raczej się skarżyli, że mają za
dużo zajęć, a za mało czasu wolnego