century22
19.08.05, 19:13
No bo juz naprawde, jeszcze mnie w zoladku sciska.
Ide z dwoma takimi na lunch, urzedasy z biura, wyksztalcone chlopaki, krawaty
i biale koszule.
Jeden juz w samochodzie zaczyna dlubac w nosie, wiec mu mowie zeby moze
poczekal az zjemy a potem niech sobie dziubie. Przeprosil i mowi, zebym mu
dalal dokonczyc,on rece umyje .
Juz wtedy mi sie kurcze zaczely w brzuchu ze wstretu.
Zamawiamy, jemy. Nie wspominam juz o cmokaniu i siorbaniu wody, bo do tego to
przywyklam, amerykanski standard. Ale to gadanie zanim sie przelknie kes, to
naprawde wstret bierze, bo pluja nookolo zarciem jak ostatnie swinie.
Do tego jeden caly czas charchal , jakby mu sie nie udalo calosci tego smarka
wydlubac i resztka z drugiej strony ciagle biedaka drapala w gardelko.
Ja za takie cos bym w rodzinnym domu nie dostala jesc przez 3 dni a bratu to
by ojciec odstrzelil glowe z dubeltowki.
Tym co jeszcze dzis nie jedli lunchu- smacznego zycze.