Dodaj do ulubionych

przyjazn z Amerykanka

IP: *.244.215.206.Dial1.Washington2.Level3.net 16.11.01, 00:16
Chociaz mam pare amerykanskich koleznek zednej z nich nie nazwalabym
przyjaciolka. Albo ja jestem jakas lewa, albo dotad nie trafilam na
odpowiedznia kumpele. Z Polkami potrafie bojczyc godzinami o dupie Marynie,
byc otwarta i zabawna. A z zadna Amerykanka tak nie potrafie. Ten fakt NIE
spedza mi snu z powiek, ale ciekawa jestem czy macie podobne odczucia. Jesli
tak, to co, Waszym zdaniem jest tego powodem.
Obserwuj wątek
    • aniutek Re: przyjazn z Amerykanka 16.11.01, 00:25
      niestety, mam ten sam problem od lat.... zawsze z tego powodu ciagnelo
      mnie na stare smieci. ech te kolacyjki przegadane przy butelce
      czerwonego..... te ciuchy przymierzane przy salwach smiechu, lzy
      wylewane po nic niewartych ale pieknych kochankach.....
      amerykanki chyba nie czuja takiej potrzeby, jakos nie nadajemy na tych
      samych falach no bo ktora z nich aby mnie rozweselic przykleji sobie do
      przedniego zeba fus herbaciany usmiechajac sie od ucha do ucha ???
    • Gość: iza Re: przyjazn z Amerykanka IP: 10.34.16.* 16.11.01, 00:34
      Gość portalu: Anna26/7 napisał(a):

      > Chociaz mam pare amerykanskich koleznek zednej z nich nie nazwalabym
      > przyjaciolka. Albo ja jestem jakas lewa, albo dotad nie trafilam na
      > odpowiedznia kumpele. Z Polkami potrafie bojczyc godzinami o dupie Marynie,
      > byc otwarta i zabawna. A z zadna Amerykanka tak nie potrafie. Ten fakt NIE
      > spedza mi snu z powiek, ale ciekawa jestem czy macie podobne odczucia. Jesli
      > tak, to co, Waszym zdaniem jest tego powodem.

      A ja sie przyjaznie z amerykanka. I jest to moja najwieksza przyjaciolka.
      Coprawda wiele bylo okolicznosci, ktore zaciesnily te wiez, ale teraz tak
      jest. Kazda przyjazn wymaga czasu i inwestycji z obu stron.
    • Gość: Lenka Re: przyjazn z Amerykanka IP: *.49.227.10.troy.grid.net 16.11.01, 06:36
      Anna 26/7: Podpisuje sie pod tym co powiedzialas w 100%. Moim zdaniem
      amerykanskie dziewczyny sa puste jak grecka waza..nawet te dobrze wyksztalcone,
      ktore spotykasz w corporate America. Jak dlugo mozna rozmawiac o celebrities, o
      tym co napisali w People Magazine i, z kim spotyka sie Ben Affleck czy inny
      dupek. Denerwuje mnie strasznie to powszechne uwielbienie dla gwiazd z
      Hollywood, bohaterow sitcomow, plytkosc konwersacji, przesadzony entuzjazm i
      ekscytacja w stosunku do wszystkiego. Przebywajac z Amerykankami, nigdy nie
      wiem na ile sa szczere, ile jest w nich hipokryzji, ile glupoty a ile po prostu
      niewinnej naiwnosci. Pozdrawiam wszystkie Polkismile
      • Gość: Senin Re: Australijki wcale nie lepsze IP: *.mega.tmns.net.au 16.11.01, 08:08
        ... no wlasnie, a poza tym maja generalnie duzo niecheci w stosunku do kobiet z
        Europy i czesto to okazuja. Udalo mi sie zaprzyjaznic raz tylko z pania wiele
        starsza ode mnie ( cos mi sie wydaje , ze brak czynnika konkurencji wprowadzil
        te znajomosc na tory pewnej bliskosci, i chyba osobiste doswiadczenia zyciowe
        tej kobiety) Poza tym, tak jak piszeciemozdzki raczej zaprogramowane przez
        telewizje, prase, najblizsze otoczenie.
        • Gość: ola Re: Australijki wcale nie lepsze IP: *.prz.rzeszow.pl 16.11.01, 14:23
          Jeszcze nie mam w tym względzie żadnych doświadczeń ale zamierzam kiedyś osiedlić się w Australi.Czy
          rzeczywiście nie mam szans na przyjazń z młodymi australijkami.Słyszałam dużo o raczej przyjaznym podejściu
          do ludzi.Czyżby to była jakaś fikcja?
          • Gość: Senin Re: Australijki wcale nie lepsze IP: 144.138.61.* 16.11.01, 23:43
            Jest przyjazne, nie przecze, ale "przyjaznosc" i umiejetnosc nawiazania trwalej
            przyjazni to dwie rozne sprawy. Zreszta moze to tez sprawa wieku i miejsca. Ja
            jestem kobieta dojrzala i od jakiegos czasu mieszkam w malym miasteczku.To
            zapewne skazuje mnie na spotykanie okreslonej kategori ludzi ( trudno to
            podsumowac jednym zdaniem) i jak dotad okazuje sie ze moje przyjaznie nie maja
            szansy na wyjscie poza dosyc powierzchowny uklad. Rodzaj zainteresowan tez
            odgrywa pewna role - mnie jest sie trudno zadowolic tzw "shop talk", rodeo,
            speedway, choc wiem,ze to daloby mi znakomita mozliwosc adaptacji. No coz
            takiego dokonalam wyboru.
            Ludzie mlodzi sa z pewnoscia bardziej otwarci, ci w duzych miastach na pewno,
            wiec sie nie obawiaj. Poza tym wielu tu przyjezdnych. Ja doszlam do wniosku, ze
            mam wiecej do pogadania z Niemkami, Szwedkami, czesto z Azjatkami (choc taez
            nie wszystkimi) Polek tu niestety jak na lekarstwo, no i tez nie ze wszystkimi
            moglabym sie zaprzyjaznic. Ogolnie chyba ludzie sie tu przyjaznia inaczej. Dla
            ludzi bardzo mlodych nie bedzie to chyba przeszkoda.
    • Gość: aga Re: przyjazn z Amerykanka IP: 63.211.86.* 16.11.01, 15:43
      Pamietaj Ty wychowalas sie w innej kulturze. Jeszcze w szkole podstawowej czy
      kto chcial czy nie, to uczyli go wszystkiego (wiedza o sztuce, muzyce, historia
      nie tylko polska),byly obowiazkowe lektury,kino, teatr. Nawet szkoly z malych
      miasteczek, wsi jezdzily do duzych miast na spektakle.Czy ktos chcial czy nie,
      uczyl sie czy nie, to cos mu w glowie i w sercu zostalo.Ty nie wyjdziesz (mam
      nadaieje) w walkach na glowie do sklepu. Pewnie dlatego trudno jest tu znalesc
      bratnia dusze.Zycze szczescia.
      Aga
      • Gość: Izabella Re: przyjazn z Amerykanka IP: *.vgernet.net 16.11.01, 16:41
        Ja tez mieszkam od kilku lat w USA i wcale nie zgadzam sie z waszymi pogladami
        ze nie mozna miec amerykanskiej przyjaciolki.Mowicie ze tak duzo nas rozni,
        inna kultura wychowanie itd itp a czy wlasnie nie to jest piekne?Te wszystkie
        roznice o ktorych mozna porozmawiac a zarazem tyle sie dowiedziec od innych.Nie
        mowcie mi ze macie tylko znajomych i przyjaciol Polakow, bo nie uwierze.A moze
        same sie zamykacie przed Amerykankami bo od poczatku wiecie juz ze rozni was
        tak wiele.
        Oczywiscie to jest moje zdanie i nikogo nie chcialam urazic.Pozdrawiam
        serdecznie.smile))
      • Gość: MO Re: Howdy aliens... IP: 207.61.17.* 16.11.01, 16:41
        Gość portalu: aga napisał(a):

        > Pamietaj Ty wychowalas sie w innej kulturze. Jeszcze w szkole podstawowej czy
        > kto chcial czy nie, to uczyli go wszystkiego (wiedza o sztuce, muzyce, historia
        >
        > nie tylko polska),byly obowiazkowe lektury,kino, teatr. Nawet szkoly z malych
        > miasteczek, wsi jezdzily do duzych miast na spektakle.Czy ktos chcial czy nie,
        > uczyl sie czy nie, to cos mu w glowie i w sercu zostalo.Ty nie wyjdziesz (mam
        > nadaieje) w walkach na glowie do sklepu. Pewnie dlatego trudno jest tu znalesc
        > bratnia dusze.Zycze szczescia.
        > Aga

        Wyglada na to, ze pozostaniecie tymi ktorymi jestesci tz. "sojourners in an alien
        culture". You will never belong here. To smutne, ze zdolnosc dostosowania sie do
        nowego srodowiska ograniczona jest poprzez tzw. tesknota za 'starymi smieciami'.
        Niektorzy ludzie nie potrafia dostosowac sie do nowego otoczenia, kultury, nie
        znaja i nigdy nie poznaja jezyka i ducha tej kultury. Nie umiejac dostosowac sie
        do nowych warunkow skazani jestescie na narzekanie, porownywanie, uogolnianie, i
        plytka krytyke tego co na zawsze pozostanie dla was nieznane, inne, poza waszym
        zasiegiem. Byc moze lekarstwem na to bedzie powrot do Polski.

        • Gość: Kliken Re: Howdy aliens... IP: *.ym1.on.wave.home.com 16.11.01, 16:58
          ...rozmowy o dupie maryni? O jakiej amerykance ty mowisz? Czarnej, zoltej,
          mulatce ZIELONEJ? Skad pochodza jej rodzice i jak mozesz mowic ze one sa
          gorsze, gorzej wyksztalcone? Typowo polaczkowskie podejscie do sprawy.Wstyd mi
          za was drogie Panie (lub moze raczej panie).Jezeli nie potraficie sie
          zaaklimatyzowac w kraju waszego obecnego zamieszkania to po jaka cholere tam
          siedzicie??? Wracajcie do polszy tam jest OK.O wodeczce mozna porozmawiac i o
          dupie maryni...smatne
          • Gość: Izabella Re: Howdy aliens... IP: *.vgernet.net 16.11.01, 17:19
            Jeszcze raz musze wtracic swoje zdaniesmile))Aga czy Ty uwazasz ze z kazda
            Polka,Polakiem mozna porozmawiac o sztuce, teatrze, muzyce i
            histori ????smile)))))))))A te lektury czytane na sile, "wyprawy"do teatru itd nie
            swiadcza o niczym bo chyba nic na sile nie zdalo NiGDY pozytywnego efektu.
            • Gość: Anna26 Re: Howdy aliens... IP: *.loc.gov 16.11.01, 17:29
              No fajnie, kliken znowu mi nawymyslal od Polsczkowa.
              Owszem mam znajome Amerykanki i bardzo je lubie, ale czym innym jest przyjazn a czym innym
              lubinie kogos. Mam dobra kupmele-Amerykanke Kathy, ale na przyklad nie umialabym jej NIGDY z
              nia osiagnac tego stopnia intymnosci jak na przyklad z moja dlugoletnia kumpela z liceum.
              I to nie ma nic wspolnego z inteligencja czy wyksztalceniem. Moja kumpela z liecaum byla prosta
              dziewczyna, a Kathy jest super wyedukowana i na pewno o Benie Afflecku be nie nadawala.
              Nie mialam zamiaru ublizac Amarykankom, bo tyle samo pustych Amerykanek co pustych Polek.
              Chodzilo bardziej o nadawanie na tych samych falach. Polska kumpela zrozumie w pol slow, z dolka
              wyciagnie....itd. Ale na przyklad przy calym szacunku do mojej Kathy nie umialbym do niej zadzwonic
              w razie dolka.

              Moze teraz wreszcie forum zatrybi o co mi chodzilo i obedzie sie bez dalszych wyzwisk.
              • Gość: iza Re: Howdy aliens... IP: 10.34.16.* 16.11.01, 18:02
                Gość portalu: Anna26 napisał(a):

                > No fajnie, kliken znowu mi nawymyslal od Polsczkowa.
                > Owszem mam znajome Amerykanki i bardzo je lubie, ale czym innym jest przyjazn a
                > czym innym
                > lubinie kogos. Mam dobra kupmele-Amerykanke Kathy, ale na przyklad nie umialab
                > ym jej NIGDY z
                > nia osiagnac tego stopnia intymnosci jak na przyklad z moja dlugoletnia kumpela
                > z liceum.
                > I to nie ma nic wspolnego z inteligencja czy wyksztalceniem. Moja kumpela z li
                > ecaum byla prosta
                > dziewczyna, a Kathy jest super wyedukowana i na pewno o Benie Afflecku be nie n
                > adawala.
                > Nie mialam zamiaru ublizac Amarykankom, bo tyle samo pustych Amerykanek co pus
                > tych Polek.
                > Chodzilo bardziej o nadawanie na tych samych falach. Polska kumpela zrozumie w
                > pol slow, z dolka
                > wyciagnie....itd. Ale na przyklad przy calym szacunku do mojej Kathy nie umial
                > bym do niej zadzwonic
                > w razie dolka.
                >
                > Moze teraz wreszcie forum zatrybi o co mi chodzilo i obedzie sie bez dalszych w
                > yzwisk.

                Anno. Przeszlosc nalezy oddzielic grupo kreska. Teraz jestemy w Ameryce
                wiec starajmy sie wchlonac ta kulture, a nie dostrajac sie do starych fal.
                Ja ze swoja kumpela znajdujemy coraz wiecej wspolnych watkow, wystarczy byc
                otwartym i rzadnyym nowych wrazen i doswiadczen.
              • Gość: Kliken Re: Howdy aliens... IP: *.ym1.on.wave.home.com 16.11.01, 18:06
                C'mon, nikomu nie ublizam..zastanawiam sie tylko skad u takiej dziewczyny jak
                ty (nieglupiej) GLUPIE porownania? Wiadomo ze roznica KULTOR jest niedo
                przeskoczeniadlanas.Te twoje kolezanki pewnie mowia to samo o Tobie [ patrz te
                dzikusy z polski sluchaja idiotycznym przyspiewek goralskich, pija splesnile
                mleko EEEEEW, jedza surowe mieso co za prymityw..o czym tu z ta polka
                pogadac??]...zastanow sie... (:
              • Gość: muzaaa Re: Howdy aliens... IP: *.dialin.buffalo.edu 16.11.01, 18:17
                Nie jestesmy juz w liceum, nie jestesmy wolni tak jak wtedysmile. To ogranicza
                mozliwosci spotkania wlasnie tej osoby jaka bysmy chcieli uznac za przyjaciela.
                Zeby nazwac kogos w ten sposob trzeba z nim cos przezyc, miec wspolne
                wspomnienia, dobre albo zle, potrzebne jest zaufanie. Uwazam ze wazna jest
                podobna wrazliwosc postrzegania swiata, podobne wartosci jakie nami kieruja.

                MO dostosowuje sie do sytuacji jak kameleon, ale zmieniac siebie zeby tylko
                przypodobac sie innym ludziom?smile Na sile nie znajdziesz bratniej duszy, nie
                jest to mozliwe. Jezeli Ania czuje tak jak czuje, to nie jest wynikiem jej
                braku asymilacji.
                Naleze do ludzi, ktorzy zawsze pozostana soba w dobrym znaczeniu tego zwrotusmile.
                Mnie sie w Ameryce nie podoba, styl zycia i ludzi zupelnie mi nie odpowiada.
                Moze z faktu ze jestem tutaj niedlugo, moze dlatego ze trudno mi sie
                przystosowac do szybkosci tutejszego zycia, po prostu o niebo wole Europe.
                Dlatego moj pobyt tutaj jest czasowy.
                Nie mam jeszcze zadnej przyjaciolki, tylko pare kolezanek i nawet zadna z nich
                nie jest Amerykanka ani Polka.
                Pozdrawiamsmile
                • Gość: ESL Re: Howdy aliens... IP: *.sympatico.ca 16.11.01, 18:51
                  Gość portalu: muzaaa napisał(a):


                  >
                  > Mnie sie w Ameryce nie podoba, styl zycia i ludzi zupelnie mi nie odpowiada.
                  > Moze z faktu ze jestem tutaj niedlugo, moze dlatego ze trudno mi sie
                  > przystosowac do szybkosci tutejszego zycia, po prostu o niebo wole Europe.
                  > Dlatego moj pobyt tutaj jest czasowy.



                  Nie zarzekaj sie tak. Po latach mieszkania w roznych krajach europejskich
                  przyszlo mi sie osiedlic w Kanadzie. No i pierwsze wrazenia byly podobne do
                  Twoich. Na pierwsze dluuuugie europejskie wakacje przyszlo mi wtedy czekac prawie
                  5 lat. Dzis mysle, ze moze to i dobrze, bo jak juz mi sie te wakacje trafily, to
                  okazalo sie, ze i ta Europa juz nie taka super jak w moich wspomnieniach - na
                  service trzeba bylo wszedzie czekac zdecydowanie dluzej niz na naszym
                  kontynencie, w Kolonii pod katedra smierdzialo moczem a sprzedawcy pocztowek w
                  Mediolanie i Wenecji byli po prostu chamscy itd.itd. I prosze, nie zrozum mnie
                  zle, ja wciaz co jakis czas robie sobie dluuuugie wakacje w Europie - trudno sie
                  tak calkiem zniechecic tylko dlatego, ze nie jest tak jak w domu - to tylko
                  przyklad, ze we wspomnieniach widzi sie wszystko (i wszystkich) bez tego cienia.
                  Dopiero konfrontacja z rzeczywistoscia daje nowy obraz, wcale nie zawsze rownie
                  piekny jak ten, ktory sie zapamietalo.
                  I to samo dotyczy ludzi, i tych naszych licealnych przyjazni. Zupelnie prywatnie
                  musze sie przyznac, ze po latach wloczenia sie po swiecie moge liczyc tylko na
                  jednego, jedynego prawdziwego przyjaciela, ktory sie sprawdzil na wszystkich
                  kontynentach i w kazdej opresji - a slub wzielismy juz tak dawno temu...
                  Eh, zrobilo sie duszo-szczypatielno - czlowiek sie starzeje i robi sie
                  sentymentalny.
                  • Gość: Kliken Re: Howdy aliens... IP: *.ym1.on.wave.home.com 16.11.01, 19:29
                    Muzaaaaaaaaa, zdaje sie ze mieszkasz W Buffalo? No to nie ma sie co dziwic ze
                    Ameryka wydaje ci sie okropna.Mam rodzine w Buffalo.Mieszkaja tam od 1920
                    roku.Niedawno musieli sprzedac piekny dom za grosze.Nikt nie chcial kupic.Za
                    duzo czrnej choloty...Podobnie jest z Toronto.Ludzie przyjezdzaja do Toronto i
                    opowiadaja ze byli w Kanadzie...nic bardziej mylnego
                    • Gość: muzaaa Re: Howdy aliens...Kliken, wow:) IP: *.dialin.buffalo.edu 16.11.01, 20:17
                      Az stracilam oddech na moment jak napisales ze wiesz gdzie miszkam w USAsmile
                      Powiedzialam to tylko jednej osobie na forum. Mezczyzni sa wiekszymi
                      plotkarzami niz by sie moglo wydawacsmile A moze jestes dwoma osobami w jednej?

                      Nie jest dla mnie niczym odkrywczym, ze miejsce gdzie miszkam nie nalezy do
                      pieknych ani ciekawych. Moja skala porownawcza jest naprawde mala. Bywalam
                      tylko w Californii i na Florydzie.

                      Pierwsi Polacy zaczeli osiedlac sie w dzielnicy, ktora obecnie jest jedna z
                      najniebezpieczniejszych w Buffalo. Rozumiem calkowicie i nie dziwie sie, ze
                      nikt nie chce tam mieszkac, ze grunt i nieruchomosci sa warte bardzo male
                      pieniadze. Ale jest to tylko jedno z licznych suberbs, wybierasz przeciez
                      miejsce zamieszkania jakie Ci najbardziej odpowiada.
                      Na marginesie dodam, ze jezli zgodzic sie z opinia, ze to wlasnie
                      afroamerykanie zniszczyli dawna polska dzielnice wprowadzajac sie do niej,
                      mozna rozumiem obawy obecnych mieszkancow polskiego pochodzenia. Bronia swojego
                      Cheektowaga dzielnie i boja sie nowych niebialych osadnikow jak ogniasmile

                      Oczywiscie, wypowiadajac swoje zdanie na temat przyjazni, nie chcialam az tak
                      bardzo nawiazywac do miejsca zamieszkania. Ufam nadal, ze w kazdym miejscu na
                      ziemi mozna spotkac bratnia dusze niezaleznie od miejsca pochodzenia ani
                      kultury.
                      • Gość: ........ Re: Howdy aliens...Kliken, wow:) IP: *.sympatico.ca 16.11.01, 20:44
                        Jest jedna sprawa ktora chcialbym tutaj podkreslic. Otoz
                        niektorzy naciskaja na dostosowanie sie do spoleczenstwa
                        amerykanskiego itd. Przeciez kazdy to robi i kazdy w wiekszym
                        czy mniejszym stopniu osiaga w tym swoje "sukcesy".
                        Dostosowanie to wynika dosc czesto z koniecznosci. Trzeba
                        jednak pamietac ze sprawa przyjazni nie powinna zamykac
                        sie tutaj w tym wlasnie okresleniu "dostosowaniu sie".
                        Przyjazn powinna byc dobrowolna, szczera..............nic
                        przeciwko swoim uczuciom. Rozumiem dziewczyny ktore narzekaja
                        na brak walorow przyjazni we wspomnianych Amerykankach.
                        Niestety ale wiekszosc z nich ich nie posiada, sa poprostu
                        zimne i obojetne. Traktuja przyjazn dosc rubasznie. Tak
                        naprawde mysle ze powinno byc odwrotnie, to one (Amerykanki)
                        powinne uczyc sie przyjazni i jej prawdziwej wartosci od
                        Polek. Niestety, ich juz chyba nic nie zmieni oprocz
                        Holywood, na ktorym sie wzoruja i nieudolnie chca go
                        nasladowac. Pozdrawiam wszystkie potrzebujace przyjazni
                      • aniutek Re: Howdy aliens...Kliken, wow:) 16.11.01, 23:09
                        jesli sie nie zalogujesz Twoj adres widoczny jest jak byk zaraz po
                        autorze....
        • Gość: aga Re: Howdy aliens... IP: 63.211.86.* 16.11.01, 22:18
          Gość portalu: MO napisał(a):

          > Gość portalu: aga napisał(a):
          >
          > > Pamietaj Ty wychowalas sie w innej kulturze. Jeszcze w szkole podstawowej
          > czy
          > > kto chcial czy nie, to uczyli go wszystkiego (wiedza o sztuce, muzyce, his
          > toria
          > >
          > > nie tylko polska),byly obowiazkowe lektury,kino, teatr. Nawet szkoly z mal
          > ych
          > > miasteczek, wsi jezdzily do duzych miast na spektakle.Czy ktos chcial czy
          > nie,
          > > uczyl sie czy nie, to cos mu w glowie i w sercu zostalo.Ty nie wyjdziesz (
          > mam
          > > nadaieje) w walkach na glowie do sklepu. Pewnie dlatego trudno jest tu zna
          > lesc
          > > bratnia dusze.Zycze szczescia.
          > > Aga
          >
          > Wyglada na to, ze pozostaniecie tymi ktorymi jestesci tz. "sojourners in an ali
          > en
          > culture". You will never belong here. To smutne, ze zdolnosc dostosowania sie d
          > o
          > nowego srodowiska ograniczona jest poprzez tzw. tesknota za 'starymi smieciami'
          > .
          > Niektorzy ludzie nie potrafia dostosowac sie do nowego otoczenia, kultury, nie
          > znaja i nigdy nie poznaja jezyka i ducha tej kultury. Nie umiejac dostosowac si
          > e
          > do nowych warunkow skazani jestescie na narzekanie, porownywanie, uogolnianie,
          > i
          > plytka krytyke tego co na zawsze pozostanie dla was nieznane, inne, poza waszym
          >
          > zasiegiem. Byc moze lekarstwem na to bedzie powrot do Polski.
          >
          Pewnie masz racje, ze czesc Polakow sie nie przystosuje, ale to chyba nie o nich
          chodzilo w kwestii przyjaznj. Ci nie opuszczaja polskiego srodowiska.
          Ja mialam na mysli co innego. Jesli chcesz przyjazni z Amerykanami, to musisz ich
          lepiej poznac, ale i samemu dac sie poznac blizej.
          Pare lat temu pracowalam w firmie amerykanskiej, gdzie bylam pierwszym
          obcokrajowcem i bylo dla mnie szokiem, gdzie zupelnie dobrze wyksztalcony
          Amerykanin na stanowisku zapytal czy my w Polsce mowimy po niemiecku.Dla tego
          zaczelam przynosic im do firmy albumy o Polsce, zdjecia, mowic o historii i
          kulturze. Z dwiema dziewczynami zaprzyjaznilam sie i to bardzo.No coz wiekszosc z
          nich postrzega nas jako wlasnie tych od goralskich przyspiwewk, polki, kielicha i
          pierogow, ale to chyba mowa o tej bardzo starej emigracji. Wydaje mi sie, ze
          teraz przyjezdzaja tu ludzie dobrze wyksztalceni i od nich zalezy czy zmienia
          ten obraz o Polakach i czy znajda przyjaznie. Napewno znalesc prawdziwa
          przyjaciolke nie latwo i w Polsce tez nie bylo latwo ale sie udaje. Zycze
          szczescia.
      • nikodem.dyzma Re: przyjazn z Amerykanka 18.11.01, 17:07
        Gość portalu: aga napisał(a):

        > Pamietaj Ty wychowalas sie w innej kulturze. Jeszcze w szkole podstawowej czy
        > kto chcial czy nie, to uczyli go wszystkiego (wiedza o sztuce, muzyce, historia
        >
        > nie tylko polska),byly obowiazkowe lektury,kino, teatr. Nawet szkoly z malych
        > miasteczek, wsi jezdzily do duzych miast na spektakle.Czy ktos chcial czy nie,
        > uczyl sie czy nie, to cos mu w glowie i w sercu zostalo.Ty nie wyjdziesz (mam
        > nadaieje) w walkach na glowie do sklepu. Pewnie dlatego trudno jest tu znalesc
        > bratnia dusze.Zycze szczescia.
        > Aga

        Nie zgadzam sie. Niwielki procent ludzi wychowanych w Polsce mial stycznosc z
        wiedza o sztuce, muzyce, historia nie tylko polska. Tylko ok. 8% mlodych ludzi w
        Polsce uczeszczalo do niedawna do licem, gdzie sie uczy tych rzeczy. Wsrod poloni
        amerykanskiej obserwuje podobny procent ludzi obytych z kultura czy sztuka. Ok.
        90 % z jakimi sie zetknalem nie ma takiej potrzeby zeby podyskutowac o
        przeczytanej ksiazce, wystawie w galerii, muzyce czy nawet obejzanym filmie.
        Ludzie ci nie maja nawet zainteresowan, mimo ze znaczna czesc legitymuje sie
        dyplomem wyzszej uczelni i ma dobra prace.
    • anta Re: przyjazn z Amerykanka 16.11.01, 21:30
      Mam kolezanke amerykanke (nie przyjaciolke) studiowala ona swego czasu razem ze
      mna w Niemczech. To od niej wiem ze nawet miedzy amerykankami istnieje "inna"
      przyjazn, ktora opiera sie na wychodzeniu wspolnie na zakupy, lub party
      szkolne. Wlasnie ta moja kolezanka byla w szoku na poczatku studiow, poniewaz
      nie mogla sie znalazc wsrod europejczykow, przez 2 pierwsze dni wspolnego
      mieszkania w akademiku prawie wcale sie nie odzywala, lub odpowiadala tylko tak
      lub nie.. Spowodowane to bylo, tym ze wszyscy obcokrajowcy sie szybko "zgrali"
      i stworzyli grupe, wspolne imprezy, wyjazdy. Jak nam pozniej opowiadala, byla
      zdziwiona ze w tak krotkim czasie wszyscy sie tak zapoznali i zgrali. Ona
      chetnie wrocilaby z tego powodu do Europy, dlatego tez sobie przedluzyla
      stypendium. Pozostale 2 amerykanki przedluzyly stypendium o 2 lata, jedna
      zamieszkala w Berlinie. Mysle, ze przyjazn jest mozliwa miedzy amerykanka i
      polka, przeciez to zalezy od osobowosci osoby z ktora sie czlowiek przyjazni..
      a nie od narodowosci. Ale zgodze sie tez, ze latwiej o przyjazn z polka.. a
      zwlaszcza z osoba z ktora sie zna pare lat np. z czasow szkolnych.
      Pozdrowienia!
      • Gość: Anna26/7 Re: przyjazn z Amerykanka IP: *.157.61.215.Dial1.Washington1.Level3.net 16.11.01, 23:08
        MOze ja jestem nienormalna, ale dla mnie jest roznica miedzy przyjaznia a
        kolezenstwem. To drugie to ja moge uprawiac z kazda narodowoscia. Przyjazn to
        cos takiego, ze chce z dana osoaba przebywac czesto, a ja mimo milych
        doswiadczen z kolezankami Amerykankami jakos nie mam potrzeby czestszych
        kontaktow. A gdy nawet mam to wtedy pojawia sie obawa, ze moze one nie maja
        ochoty.

        Gdy mowilam o nadawaniu na podobnych falach nie mialam na mysli wspolnego picia
        koziego mleka i cytowania "Seksmisji', badz podspiwek goralskich.
        Z asymilacja nie mam problemu a nawet maz sie trafil stu procentowo
        amerykanski. I on nadaje na tych podobnych falach, choc niektore rzeczy trzeba
        mu wykladac jak dziecku. I 'Seksmisja' sie tez nie zachwycal. Ale on jest
        moim przyjacielem i kochankiem i doradca w wielu sprawach.

        Jesli chodzi o moje relacje z Amerykankami to znam dziewczyny z anastepujacych
        grup;
        1) mozna isc razem na podryw albo na koncert rockowy. (To dla mnie odpada, bo
        nie dla mezatki dzikie chlopy
        2) dziewczyny ala Kathy madre, fajne, do pogadanie. Z Kathy mozna pogadac
        powaznie i z kontaktow z nia odczuwam satysfakcje intelektualana.
        3) aktywistki z pracy mojego meza...wyglaszajace slogony weganskie i inne.
        Zero tolerancji dla myslacych inaczej. Ale czasem podziwiam za upor.

        Oczywiscie wiem, ze nie jestesmy juz w liceum i mojej Skrzynki(kumpeli) nik nie
        zastapi. Chodzilo mi o to, ze trudno jest dojsc do pewnego stopnia intymnosci
        z kims, kogo poznaje sie w calkiem doroslym zyciu i w innym kraju. Taka
        czajanka z tymi Amerykankami...

        A w ogole, to ja zawsze bylam bardzo selektywna w przyjazniach...W Polsce tez.
        • Gość: Rena Re: przyjazn z Amerykanka IP: *.spwest1.tn.home.com 17.11.01, 00:16
          Ania, a jak tam z mezem? Jest Polakiem, czy Amerykanimem? Przypuszczam, ze
          Polakiem, skoro nie potrafisz sie przyjaznic z Amerykanami. Moj amerykanski
          maz jest moim najlepszym przyjacielem, od tej przyjazni sie zaczelo.Ma szeroka
          wiedze o swiecie, czasem zaskakuje mnie nawet znajomoscia historii Europy
          Mozemy rozmawiac godzinami, wypracowalismy metody, ktore pomagaja nam
          komunikowac sie w pol slowa (czy o to Ci chodzilo?)Ja bym nie przekreslala
          kogos jako kandydata na przyjaciolke/przyjaciela tylko ze wzgledu na jego
          narodowosc. Oczywiscie, ze Amerykanie maja inne doswiadczenia, czesto inny
          stosunek do swiata. Jezeli chcesz mozesz wlasnie z tej roznorodnosci zrobic
          atut i czerpac garsciami. Mnie sie udalo.
          Zycze wieczej szczescia i cierpliwosci w poszukiwaniach.
          • Gość: Anna26/7 Re: przyjazn z Amerykanka- Rena IP: *.157.61.215.Dial1.Washington1.Level3.net 17.11.01, 00:34
            Widze Reno, ze niedokladnie przeczytalas moje wypowiedzi. Jak wol tam jest
            napisane, ze moj 100% amerykanski maz jest moim najlepszym przyjacielem.
            Nie tylko Ty Reno dostopilas zaszczytu posiadania meza-Amerykanca. Widze, ze
            nic dzisiaj nie osiagne w kwestii bycia zrozumiana bez nadinterpetacji.

            Zadanie domowe dla Reny i innych? Jak jest roznica miedzy przyjaznia a
            kolezenstwem. Bo nie o koleznestwo mi chodzi,
            • Gość: ........ Re: przyjazn z Amerykanka- Rena IP: *.sympatico.ca 17.11.01, 01:18
              Mieszanie (zrownanie) pojec takich jak malzenstwo i przyjazn nie
              powinno tutaj chyba tez byc rozpatrywane. A tak na marginesie
              moja mala recepta. Chcesz miec przyjaciolke Amerykanke - pokaz
              jej pieniadze. Oczywiscie to nie jest zasada ale tendencja
              istnieje. Zycze wiec duzo,,duzo kasy a "przyjaciele/ki" same
              sie znajda, Amerykanki szczegolnie.
              • Gość: Anna26/7 Re: przyjazn z Amerykanka- do..... IP: *.157.61.215.Dial1.Washington1.Level3.net 17.11.01, 01:25
                Nie posiadanie bliskiej przyjaciolki made in USA nie spedza mi snu z powiek.
                To nie to, ze ja tak bardzo chce. Interesowala mnie socjologiczna strona tego
                zagadnienie. No i dostalam roznorodne wypowiedzi. Czyli watek byl
                inteeresujacy. Przynajmniej to mi sie udalo. wink
                • Gość: ........ Re: przyjazn z Amerykanka- do..... IP: *.sympatico.ca 17.11.01, 01:47
                  Gość portalu: Anna26/7 napisał(a):

                  > Nie posiadanie bliskiej przyjaciolki made in USA nie spedza mi snu z powiek.
                  > To nie to, ze ja tak bardzo chce. Interesowala mnie socjologiczna strona tego
                  > zagadnienie. No i dostalam roznorodne wypowiedzi. Czyli watek byl
                  > inteeresujacy. Przynajmniej to mi sie udalo. wink

                  Wszedzie przyjazn jest w jakims stopniu oparta na tej
                  socjologicznej stronie jak to sama ujelas. Wartosci
                  socjologiczne w Ameryce pewnie znasz. Czy wlasnie przyjazn jest
                  jedna z nich? To pytanie zostawiam kazdemu z osobna do
                  odpowiedzi. Moja wypowiedz w tym wzgledzie moglaby byc mylna
                  a tym samym moglbym kogos urazic, czego naprawde nie chce.
            • Gość: Biala Re: przyjazn z Amerykanka- Rena IP: *.sympatico.ca 17.11.01, 16:24
              Gość portalu: Anna26/7 napisał(a):

              > Widze Reno, ze niedokladnie przeczytalas moje wypowiedzi. Jak wol tam jest
              > napisane, ze moj 100% amerykanski maz jest moim najlepszym przyjacielem.
              > Nie tylko Ty Reno dostopilas zaszczytu posiadania meza-Amerykanca. Widze, ze
              > nic dzisiaj nie osiagne w kwestii bycia zrozumiana bez nadinterpetacji.
              >
              > Zadanie domowe dla Reny i innych? Jak jest roznica miedzy przyjaznia a
              > kolezenstwem. Bo nie o koleznestwo mi chodzi,

              Odpowiedz na zadanie domowe:
              Co to jest przyjazn (dla mnie):
              - obie strony moga liczyc na siebie w kazdej chwili (przede wszystkim wsparcie
              psychiczne a z tym wiaze sie kazda inna pomoc)
              - tolerancja i zrozumienienie
              - przede wszystkim sluchac a nie radzic
              - ma tematow tabu
              - spotykaja sie po roku i jest tak jakby rozstanie nastapilo wczoraj
              - itd
              Kolezenstwo jest wszystkim tym czym nie jest przyjazn

              Pozdr

            • Gość: Rena Re: do Ani IP: *.spwest1.tn.home.com 18.11.01, 05:22
              Chyba rzeczywiscie nie rozumiem - Amerykanin moze byc Twoim przyjacielem (maz)
              ale Amerykanka nie? I co to ma wspolnego z kolezenstwem? Myslalam, ze rozmawiam
              o przyjazni, zas roznica jest oczywista.
              A do ...
              Wrecz przeciwnie - powinnismy mieszac przyjazn z malzenstwem. Wiem, ze nie dla
              kazdego jego maz/zona jest przyjacielem (moze byc najblizsza osoba, ale
              niekoniecznie przyjacielem), ale wierz mi - taka sytuacja jest mozliwa. I daje
              naprawde duzo satysfakcji.
              • Gość: Anna26/7 od Ani-do Reny IP: *.244.87.244.Dial1.Washington2.Level3.net 18.11.01, 15:03
                Dzieki, ze jeszcze ze mna chcesz gadac.
                Oczywiscie, ze przyjazn w malzenstwie jest super wazna. Przynajmniej dla mnie
                i nie narzekam w tej dziedzinie. Ale to jest odbieganie od tematu/

                Celem mojego postu bylo zapoznanie sie z odczuciami rodaczek zo do przyjazni z
                Amerykankami. KOBIETAMI!! Jest dla mnie oczywiste, ze Amerykanki i Polki
                reprezentuja czest inne swiatopoglady, inna kulture i inny sposob postrzegana
                swiata. Chodzilo mi o to, czy pomimo tych roznic i mimo tego, ze przychodzimy
                z zewnatrz umiemiemy zaprzyjaznic sie tak naprawde mocno z Amerykanka. Mnie
                udaje sie swietnie na poziomie kolezenstwa, ale nie na poziomie przyjazni.
                (Ale to nie dramat, bo mam pzreciez chlopa. wink)

                Inna przyjazn laczy Cie Reno z mezem niz ta, ktoraby laczyla Cie(lub laczy) z
                Amerykanska kobieta, chociaz i maz i tak kobieta sa jednej narodowosci. Twoja
                przyjazn z mezem ma (zakladam pewnie slusznie) seksualny komponent i on wiele
                rzeczy ulatwia. Przynajmniej niektorym ludziom wliczajac w to mnie. A w
                przyjazni z kobieta ten element by nie istnial.
                • Gość: ........ Re: od Ani-do Reny IP: *.sympatico.ca 18.11.01, 17:08
                  Wlasnie o to chodzi. Jest roznica pomiedzy malzenstwem a
                  przyjaznia. Wedlug mnie malzenstwa ktore oparte sa tylko na
                  przyjazni nie sa szczesliwe lub sa poprostu zimne. Ja
                  rozumiem tak, ze kazda przyjazn jest oparta na milosci ale
                  milosc malzenska jest inna (szersza, silniejsza, bardziej
                  wypelniona i szczersza). Ja np. nigdy na zone nie powiedzialem -
                  przyjaciolka. Jezeli bym ja tak nazywal, pewnie bym ja
                  obrazal. Moze ktos traktuje swoja druga polowke wylacznie jako
                  przyjaciolke /ela, ale wszystkim przeciez wiadomo ze kazdy zwiazek
                  ma te przyjazne wartosci. My chyba tutaj rozmawiamy o
                  przyjazni poza malzenstwem. Przynajmniej ja tak to rozumiem.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: ESL Przyjazn z Amerykanka IP: *.sympatico.ca 18.11.01, 17:56
                    Wczoraj w Toronto (na TVO) mozna sobie bylo obejrzec po raz kolejny starenki film, ktory kiedys mial
                    polski tytul "Czule slowka". Tam jest cos dla tych poszukujacych przyjazni z Amerykankami - bardzo
                    wymowny przyklad, ze z jedna (badz dwiema) sie da zaprzyjaznic, a z cala banda innych nie. Ale to przeciez
                    nic odkrywczego - wsrod setek ludzi z jakimi przytrafia nam sie blizej kontaktowac w zyciu, pozostaja w
                    koncu tylko kilkoro, ktorych da sie nazwac przyjaciolmi. A narodowosc ma z tym czesto niewiele
                    wspolnego. Moj ojciec mial przyjaciela z obozu koncentracyjnego - to byl Niemiec. Obaj panowie juz nie
                    zyja ale poki zyli byli dla siebie jak bracia mimo roznicy jezykow, granic, roznicy systemow politycznych
                    itd. Przeszli razem straszne rzeczy ale tez potrafili pozniej utrzymac to "chemistry" mimo, ze warunki sie
                    zmienily. Moze to jest kwestia szczescia - trafic na tego kogos gdzies na swiecie?
                    • Gość: ........ Re: Przyjazn z Amerykanka IP: *.sympatico.ca 18.11.01, 18:14
                      Gość portalu: ESL napisał(a):

                      > Wczoraj w Toronto (na TVO) mozna sobie bylo obejrzec po raz kolejny starenki fi
                      > lm, ktory kiedys mial
                      > polski tytul "Czule slowka". Tam jest cos dla tych poszukujacych przyjazni z Am
                      > erykankami - bardzo
                      > wymowny przyklad, ze z jedna (badz dwiema) sie da zaprzyjaznic, a z cala banda
                      > innych nie. Ale to przeciez
                      > nic odkrywczego - wsrod setek ludzi z jakimi przytrafia nam sie blizej kontakto
                      > wac w zyciu, pozostaja w
                      > koncu tylko kilkoro, ktorych da sie nazwac przyjaciolmi. A narodowosc ma z tym
                      > czesto niewiele
                      > wspolnego. Moj ojciec mial przyjaciela z obozu koncentracyjnego - to byl Niemie
                      > c. Obaj panowie juz nie
                      > zyja ale poki zyli byli dla siebie jak bracia mimo roznicy jezykow, granic, roz
                      > nicy systemow politycznych
                      > itd. Przeszli razem straszne rzeczy ale tez potrafili pozniej utrzymac to "chem
                      > istry" mimo, ze warunki sie
                      > zmienily. Moze to jest kwestia szczescia - trafic na tego kogos gdzies na swiec
                      > ie?
                      * Tu poruszyles ciekawy temat. Widzisz, pewnie przyjazn Twojego
                      ojca z tym Niemcem nastapila czesciowo z koniecznosci (obaj byli
                      przeciez w obozie) lub pomocy sobie nawzajem by przezyc. W tych
                      tez samych warunkach mogli rownie dobrze sie nienawidziec, by
                      taksamo przetrwac, co w takich okolicznosciach juz raczej
                      rzadziej sie zdarza. Ogolnie raczej wytwarza sie solidarnosc. Wazne
                      jest to, ze nabrali do siebie przekonania przyjacielskiego i
                      chcieli te przyjazn pozniej utrzymywac. To swiadczy o tym,
                      ze ta ich przyjazn w obozie byla szczera z obu stron,
                      dlatego tez mogla przetrwac dlugi czas, inne systemy, granice
                      i cala reszte jak piszesz. Chyba najwazniejszym w przyjazni
                      jest sama chec i odczucie potrzeby tej przyjazni. W warunkach
                      gdzie praktycznie wszystko jest i mozna kupic za pieniadze, ktore
                      wiekszosc z nas ma, nie ma tej zbytniej potrzeby szukania
                      przyjaciol, dlatego tez gdy ludzie ze soba rozmawiaja, niby jest
                      ten "przyjacielski" usmiech ale on nasuwa odczucie takie
                      jakgdyby jeden drugiego traktowal pobieznie, by nie rzec - mial w
                      d..... Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka