undocumented.alien
16.01.07, 20:28
Nikt tej Polski nie chce, nikt !
2 miliony wyjechało na Zachód, wielcy kaptialiści liczyli, ze tacy biedni
Rumunii i Bulgarzy rzucą się na Polskę, ze będą sie pchali drzwiami i oknami a
tu...nic ! Cud nie nastąpił !
Nawet Ruskie i Ukraincy olewają Polskę...
Najlepiej to zaorać ten kraj pługami i podzielic między sąsiadów, dawnych
zaborców. Oby tylko chcieli wziąć.
Kraj szary i zimny,brzydki, nędzne zarobki. A Panowie kapitaliści liczyli, ze
na 900 zl brutto bedzie setki chetnych:
Nie chcą pracy w Polsce
Bułgarzy i Rumuni mieli być ratunkiem dla naszych firm, którym pracownicy
uciekli na Wyspy. Nic z tego - mieszkańcom nowych państw UE Polska się nie
podoba. Bo brzydka, zimna i zarobki liche .
Do pracy w krajach Unii wyjechało w ciągu ostatnich dwóch lat prawie dwa
miliony Polaków. Masowa migracja mocno odbiła się na rodzimym rynku - wiele
firm od miesięcy kusi wolnymi etatami. - Od ręki przyjmę 200 pracowników z
Rumunii i Bułgarii - deklaruje dyrektor Stoczni Gdańsk Bogdan Oleszko. -
Najbardziej potrzebni są nam monterzy i spawacze. Proponujemy na początek ok.
3,5 tys. zł - zachęca. Na zaciąg z nowych państw UE (wstąpiły 1 stycznia)
liczyła też branża budowlana. Przedsiębiorstwa zasypały więc ofertami
rumuńskie i bułgarskie ambasady: - Cały czas zgłaszają się polskie firmy,
które chcą zatrudnić nawet 200 pracowników, najpilniej spawaczy, kierowców
tirów, osób do pomocy w rolnictwie - wylicza Nikolay Kostov, radca handlowy
ambasady Bułgarii.
Skorzystaj z naszych poradników: zobacz jak napisać CV, list motywacyjny oraz
jak przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej.
Tyle tylko, że odzewu nie ma. - Chętnych ze święcą szukać. Omijają nas, do
dziś nikt się nie zgłosił - potwierdza Bogdan Oleszko.
Takiego obrotu sprawy nie spodziewali się nawet urzędnicy. W Sofii powstały
nawet ministerialne agencje gotowe do negocjacji z polskimi pracodawcami. Nie
mają jednak zajęcia, chętnych do przyjazdu do Polski brak.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - Polska to nie eldorado, kokosów zarobić tu
się nie da. - Lepiej pojechać do Niemiec, Hiszpanii czy Grecji. Tam o wiele
więcej płacą albo chociaż jest cieplej - twierdzi 40-letni Petar Lenkov,
bułgarski spawacz z Sofii, z którym rozmawialiśmy.
Nie jest wyjątkiem, co potwierdził sondaż zamówiony przez tamtejszy rząd.
Bułgarzy wymienili w nim 23 miejsca, gdzie po wstąpieniu ich kraju do UE
chcieliby pracować. Polski w zestawieniu nie ma, są za to Turcja, Rosja, a
nawet ogólnie ujęta Afryka.
O tym, że nasze firmy mogą zapomnieć o zastrzyku pracowników cudzoziemców,
mówią też przedstawiciele bułgarskich i rumuńskich przedsiębiorstw, m.in.
budowlanych. - Sami mamy problem. Nasi budowlańcy wyjechali pracować do
Rumunii, bo oni z kolei wyjechali na budowy do Grecji. A w Sofii firmy jeszcze
działają, bo zatrudniły pracowników z Ukrainy - opisuje kołomyję na rynku
Nikolay Kostov.
Nie pomaga nawet to, że nasz rząd zdecydował o uproszczeniu procedur
zatrudniania cudzoziemców - pracownicy z krajów UE nie muszą mieć zgody na
zatrudnienie w Polsce. Wystarczy tylko, że zostaną zarejestrowani przez
pracodawcę. Grzegorz Bodzioch z wydziału migracji zarobkowej w Wojewódzkim
Urzędzie Pracy w Warszawie: - W tym roku nie wpłynęło do nas ani jedno podanie.
Eurodeputowany do Parlamentu Europejskiego, ekonomista, prof. dr hab. Dariusz
Rosati komentuje: - Bułgarzy i Rumuni wybiorą na miejsce pracy te same kraje,
które od lat wybierają Polacy. Tam mogą o wiele więcej zarobić. Martwi mnie,
że np. Bułgarzy nie widzą nas jako atrakcyjnego kraju pod względem
zatrudnienia. To powinien być dla Polski powód do głębszej refleksji.
praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,3852233.html