Dodaj do ulubionych

Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...?

IP: *.kopernik.silesianet.pl 11.12.01, 17:53
Wiem, ze to forum jest dla Polonii, a ja jeszcze (?) do niej nie naleze, ale
chcialabym sie Was poradzic, bo sadze, ze wlasnie Wy potraficie zrobic to
najlepiej. Miesiac temu wrocilam z polrocznego stazu w Stanach do Polski, gdzie
mieszkam i studiuje. Bedac tam poznalam chlopaka i chcemy sie pobrac. On jest
rdzennym Amerykanianem i bardzo nalega na slub. Nie wiem, czy to uczucie jest
wystarczajaco silne, by spedzic razem cale zycie, ale chce zaryzykowac i
pojechac. Kocham go i chce byc z nim. Na razie wszystko miedzy nami uklada sie
cudownie (o ile oczywiscie mozna tak mowic, gdy ja jestem tu, a On za oceanem).
Juz zdecydowalam sie na slub. Chcialabym Was zapytac, jak bedzie wygladala moja
sytuacja pod wzgledem przyslugujacych mi praw i obowiazkow w moim nowym kraju?
Tu, w Polsce, studiuje na trzecim roku (zarzadzanie; studia dzienne)-czy moge
starac sie o przepisanie czesci przedmiotow i uznanie ich na nowym
uniwesytecie? Czy Amerykanie w ogole zaliczaja lata studiow odbyte poza ich
krajem? Czy jako swiezo poslubionej zonie bedzie mi wolno pracowac? To ja
bardzo chce, moj narzeczony jest raczej sklonny trzymac mnie tak daleko od
pracy, jak tylko to mozliwe, bo chce, bym przede wszystkim skonczyla studia. To
jest tez moj punkt widzenia, przy czym ja jeszcze chce popracowac sobie na
np.pol etatu. Czy bedzie mi wolno?
Moj przyszly maz zlozyl juz w INS dokumenty potrzebne do uzyskania przeze mnie
fiancee visa (slub chcemy wziac na miejscu). Czy ktos wie, jak wyglada
procedura starania sie o taka wize? Co ja tu musze zrobic w POlsce, zeby
wyjechac? Dzwonilam juz do Ambasady, ale nic mi wlasciwie nie powiedzieli, poza
tym, ze musze czekac na przyslanie dokumentow ze Stanow i rozpatrzenie ich
przez Konsula/Ambasadora. Czy moze sie zdazyc, ze nie otrzymam takiej wizy? Moj
narzeczony jest wojskowym (pilot Air Force). Podobno jego "militarny status"
wiele ulatwia, czy to prawda?
I jeszcze jedno pytanie. Troszke sie obawiam, ze gdyby nam jako malzenstwu nie
wyszlo (coz, wszystko sie moze zdazyc, a ludzie sie zmieniaja), to jaki bedzie
moj status po rozwodzie. Po jakim czasie od slubu nabywam obywatelstwo? Czy
przed otrzymaniem zielonej karty bede mogla swobodnie podrozowac pomiedzy
Stanami a Polska, a chce to robic czesto, bo zostawiam tu cala rodzine?
Bedziemy mieszkac w Reno, Nevada. Slyszalam, ze tam sa szalenie liberalne
przepisy dotyczace zawiazywaniea i rozwiazywania malzenstw. Czy ta wiadomosc ma
dla mnie jakies praktyczne znaczenie? Moge liczyc, ze wszystkie urzedowe sprawy
w INS i innych urzedach jako amerykanska zona zalatwie szybciej? A moze to
tylko pobozne zyczenia i czeka mnie droga przez meke? Aha, mam juz SS#, ze
wzgledu na to, ze pracowalam tam juz legalnie (nie mam Karty, pierwsza zostala
skradziona, a duplikat nie zdazyl sie wydrukowac przed moim powrotem do
Polski). Czy moge sie od razu starac o uznanie mojego polskiego prawa jazdy?
Bardzo Was prosze o rade. Jestem tym wszystkim przerazona i, co najgorsze, nikt
mi nie potrafi szczerze powiedziec, co mnie czeka? Nie znam nikogo, kto
zetknalby sie z podobna sprawa i nie mam zadnej przyjaciolki w USA wyswatanej z
Amerykaninem. Naprawde nie mam pojecia co robic... Jak na razie jestem na
najlepszej drodze, by zaczac namawiac mojego narzeczonego na zamieszkanie po
slubie w Polsce, ale On kategorycznie protestuje (praca). Czy ja tam sobie dam
rade?????
Obserwuj wątek
    • Gość: Mr. T Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: 208.50.59.* 11.12.01, 18:29
      Ciekawa wypowiedz.
      Najpierw napisze Ci o latwiejszej czesci. O legalnosc swojego pobytu sie nie
      martw. Z tego co napisalas nie powinno byc problemu dla Ciebie w uzyskaniu
      Fiancee Visa. To zalatwia Twoj przyszly maz. Ty zostaniesz powiadomiona przez
      konsulat, kiedy juz wszystko bedzie gotowe o dokumentach jakie musisz zlozyc,
      badaniach lekarskich itp. To bedzie praktycznie formalnosc, kiedy Ty zglosisz
      sie w ambasadzie, decyzja juz bedzie podjeta i dostaniesz wize.

      Po przyjezdzie do USA bedziecie mieli okreslony czas (o ile pamietam 3
      miesiace) na wziecie slubu. Potem automatycznie dostajesz pozwolenie na prace i
      skladasz papiery na zielona karte (zanim dostaniesz wlasciwy dokument, wbija Ci
      pieczatke do paszportu, ktora bedzie rownoznaczna z zielona karta). Ta zielona
      karta bedzie wazna tylko na 2 lata. Po 2 latach Twoja sprawa zostanie
      rozpatrzona ponownie (glownie chodzi o weryfikacje czy malzenstwo nie jest
      fikcyjne). I potem otrzymasz 10 letnia (normalna) zielona karte...

      3 miesiace przed uplywem 3 lat od slubu (dokladnie od pierwszego stepla
      przyznajacego Ci zielona karte), bedziesz juz mogla wystapic o obywatelstwo USA.

      Sam przeszedlem przez ten proces od poczatku do konca. Bez problemow.

      Jezeli chodzi o studia, to nie wiem jak to bedzie wygladalo z przenoszeniem
      kredytow, ale mysle, ze chociaz czesciowo powinno to byc mozliwe. Zdecydowanie
      sprobuj ukonczyc studia. No a oprocz tego zycze powodzenia na nowej drodze
      zycia i szczescia w malzenstwie.

      Jezeli chodzi o rozwody itp... Mam nadzieje, ze nie masz tego z gory w planie,
      ale sytuacja jest taka, ze o ile przezyjesz w malzenstwie ponada 2 lata (czyli
      po otrzymaniu stalej zielonej karty), rozwod nie ma juz nic do rzeczy. Jedyne
      co sie zmieni, to czas potrzebny do uzyskania obywatelstwa (bedzie to 5 lat).
      Jezeli obywatelstwo otrzymasz przed rozwodem, to wtedy juz nic Cie nie obchodzi.
      Jedyne kruczki wtedy, to moglabys miec problem aby sciagnac jakiegos
      cudzoziemca tym samym sposobem (jako narzeczonego) przez okres 5 lat (o ile
      pamietam).

      Mam nadzieje, ze tego typu rzeczy nie beda Ci jednak potrzebne. Jeszcze raz
      zycze powodzenia!
    • Gość: Mirko Experience it is something that we get if we did.. IP: 65.206.44.* 11.12.01, 19:13
      ...not get what we wanted - powiedzialby grecki medrzec gdyby znal angielski.

      Nitka,

      wierz lub nie, ale podpisuje sie swoim prawdziwym imieniem co oznacza, ze
      jestem facetem czyli nijak i nigdy nie moglem byc w dokladnie Twojej sytuacji i
      wiedziec jak sie zachowac w Twojej spodnicy. To zapewne czyni mnie mniej
      wiarygodnym, ale mimo to postaram sie napisac krotko co wiem jako fakt.
      Wierze, ze temat ten urosnie do b. konkretnej dlugosci.
      Dodam tylko, ze Twoja sytuacja jest (poki co) BARDZO klarowna a z zadanych
      pytan widac, ze SPOKOJNIE sobie z tym wszystkim (i ta cala baza lotnicza ulanow
      powietrznych w Newadzie) poradzisz, mimo ze przez znakomita wiekszosc
      przyjemnosci i nieprzyjemnosci bedziesz przechodzila pierwszy raz.
      Jestes odwazna i sklonna do ryzyk-fizyk a raczej ryzyk-lotnik, co znaczy ze USA
      to wymarzony kraj dla Ciebie. (Z drugiej strony: ktora by sie oparla blekitowi
      Nieba w Newadzie i tych oczu, ktore przeciez nie moga klamac ??)

      Wszystko to, co bedziesz musiala zrobic jest hetka-petelka wobec tego gdyby
      Twoj kosmonauta dal sie zbalamucic na to samo w Polsce przez co Ty bedziesz
      zmuszona brnac w USA. Tam dopiero bylaby sodoma i droga przez meke i urzedy.
      A potem smutne zasilki dla bezrobotnego mistrza steru.

      Reszte odpowiedzi uzyskasz z czasem - tu dodam - oby nie na wlasnej skorze.
      Ryzyko poparzen jest jednak - poza Wasza kuchnia i sypialnia - stosunkowo
      minimalne. Tzn, jesli wszystko bedzie dobrze - to bedzie dobrze.

      Procedura:
      1. Dostajesz "fiance visa" i lecisz.
      2. Ladujesz, gra orkiestra wojskowa itd - jedziecie brac slub (tu dodam, ze
      powinno to nastapic w okreslonym czasie od przylotu - co wynika z przepisow INS)
      Ponadto: ta wiza nie jest "przechodnia" czyli jest dobra TYLKO na tego jednego
      kawalera. LEPSZY, przystojniejszy itd konkurent spotkany pozniej musi wystapic
      (a Ty dostac) o nowa (czyli o Ciebie) do INS na nowo.
      Jakby cos - odpukac - nie wyszlo, niech Cie nie pokusi zostac na niej dluzej
      (n.p. w celu zakonczenia porachunkow) - jest to gorzej widziane niz zostanie ze
      zwyklej B2. INS we wszystkim weszy podstep.
      Twoje prawa w tym momencie (poza "pending" statusem imigracyjnym) sa takie same
      jak kazdej amerykanki. USA to nie UAE.

      Temat jest szeroki. Sprawy przed-w trakcie-i-poslubne/porozwodowe to 75% tego z
      czego zyje (ogolnie) banda darmozjadow - prawnikow, ktorych w USA jest cos ze
      200 tys. To co Ci sie nalezy, ktora polowa telewizora i ile procent tego "jakby
      sie slizglo" jest zawarta w tzw "prenuptial agreement" czyli umowie
      sporzadzonej w mocy prawa o tym "co by bylo gdyby". Sa ludzie ktorzy w to
      wierza - sa ktorzy nie. My honorowi Polacy raczej polegniemy na polu chwaly
      niz... Napisze tak: jak Cie zbalamucil i chce sie zenic - to chyba dobrze,
      prawda? Jak chce balamucic obiecujac zeniaczke to... no nie wiem.
      Jestem facetem.
      Czy to pilot testowy czy zwykly?. Niestety statystyki wypadkow sa przerazajace.
      55% amerykanskich malzenstw sie rozpada, wiec Twoje watpliwosci i pytania
      znacza, ze jestes zuch dziewczyna i myslisz. Warto myslec, choc i nie trzeba
      przekombinowac.
      3. Tak, duzo z programu polskich uczelni moga Ci tu zaliczyc. Wszystko jednak
      zalezy od uczelni (w USA) i zgodnosci kierunkow. Studia w USA sa drogie albo
      bardzo drogie. Stypendia nie istnieja (z nielicznymi wyjatkami dla wybitnych) -
      reszta to pozyczka, ktora trzeba splacic wraz z procentem. Gotowke i karty
      kredytowe tez w okienku przyjmuja. Zastanow sie wiec czy to co studiujesz i
      zamierzasz kontynuowac bedzie Ci w USA przydatne. Po filologii wloskiej lub
      astronomii itp bedziesz w USA niezatrudnialna i Twoj bohater bedzie Cie mial w
      domu tak jak mowi, ze chce.
      4. Na zielona karte bedziesz w kategorii o najwyzszym uprzywilejowaniu i
      dostaniesz ja w ciagu najdalej roku a prawdopodobnie kilku miesiecy (jak gapa
      adwokat nie pogubi kwitow a tak naprawde WCALE nie potrzeba adwokata).
      5. Pozwolenie na prace nalezy Ci sie zaraz po slubie, t.j. n.p. w chwili
      zlozenia kwitow o staly pobyt.
      6. Obywatelstwo USA w 3 lata potem. Jeslibyscie sie (odpukac) w miedzyczasie
      rozeszli - to w 5. Amerykanie toleruja podwojne obywatelstwo, wiec prawne
      konsekwencje wyjazdu z Polski beda dla Ciebie zadne - obys tylko nie wyglupiala
      sie z jakims wymeldowywaniem sie itd.
      7. Polskie prawo jazdy zamienisz na amerykanskie w 15 min.

      Zamiast wydawac forse na "papuge" (prawnika) zazycz sobie (pod poduszke)
      komputer z szybkim internetem. www.google.com szczescie (wiedze) Ci da.
      Formuluj pytanie, klikaj na "search" i czytaj. Zostaniesz ekspertem w swojej
      sprawie czyli kowalem wlasnego losu. Juz to zaczelas robic pytajac tutaj. Inne
      miejsca o ktorych wiem to www.clearedforlanding.com (nie, to nie o
      zakochanych lotnikach) lub www.immigration.com

      Powodzenia.
      • Gość: Nitka Re: Experience it is something that we get if we did.. IP: *.kopernik.silesianet.pl 11.12.01, 20:47
        ) Dodam tylko, ze Twoja sytuacja jest (poki co) BARDZO klarowna a z zadanych
        ) pytan widac, ze SPOKOJNIE sobie z tym wszystkim (i ta cala baza lotnicza ulanow
        ) powietrznych w Newadzie) poradzisz, mimo ze przez znakomita wiekszosc
        ) przyjemnosci i nieprzyjemnosci bedziesz przechodzila pierwszy raz.
        ) Jestes odwazna i sklonna do ryzyk-fizyk a raczej ryzyk-lotnik, co znaczy ze USA
        ) to wymarzony kraj dla Ciebie. (Z drugiej strony: ktora by sie oparla blekitowi
        ) Nieba w Newadzie i tych oczu, ktore przeciez nie moga klamac ??)


        Dziekuje za mile slowa. To naprawde krzepiace, ze tak mi dodajesz sily, bo to
        jest to, czego teraz najbardziej potrzebuje. Wiesz, za jakies 3 miesiace powinnam
        (chyba?) byc juz po slubie, a zamiast sie cieszyc, to mnie zaczyna przerazenie
        ogarniac... Z jednej strony bardzo chce jechac do Niego, a z drugiej strony
        koniecznosc pozostawinia rodziny i tego wszystkiego, co w Kraju osiagnelam
        przyprawi mnie prawie o rozdwojenie jazni w przyszlosci...



        ) Wszystko to, co bedziesz musiala zrobic jest hetka-petelka wobec tego gdyby
        ) Twoj kosmonauta dal sie zbalamucic na to samo w Polsce przez co Ty bedziesz
        ) zmuszona brnac w USA. Tam dopiero bylaby sodoma i droga przez meke i urzedy.
        ) A potem smutne zasilki dla bezrobotnego mistrza steru.


        Mysle, ze jednak moj narzeczony nie dalby sie przekonac do pozostania w Polsce.
        Za bardzo kocha to swoje lotnictwo (pilot zwykly, dzieki Bogu, nie testowy smile ) i
        prawie zaczynam byc o nie zazdrosna smile



        ) Reszte odpowiedzi uzyskasz z czasem - tu dodam - oby nie na wlasnej skorze.
        ) Ryzyko poparzen jest jednak - poza Wasza kuchnia i sypialnia - stosunkowo
        ) minimalne. Tzn, jesli wszystko bedzie dobrze - to bedzie dobrze.
        )
        ) Procedura:
        ) 1. Dostajesz "fiance visa" i lecisz.


        Jak dlugo czeka sie na wize? Papiery sa w INS od tygodnia. Zdaze poleciec przec
        Wielkanoca? Marzy mi sie slub wlasnie wtedy....



        ) 2. Ladujesz, gra orkiestra wojskowa itd - jedziecie brac slub (tu dodam, ze
        ) powinno to nastapic w okreslonym czasie od przylotu - co wynika z przepisow INS
        ) )Ponadto: ta wiza nie jest "przechodnia" czyli jest dobra TYLKO na tego jednego
        ) kawalera. LEPSZY, przystojniejszy itd konkurent spotkany pozniej musi wystapic
        ) (a Ty dostac) o nowa (czyli o Ciebie) do INS na nowo.
        ) Jakby cos - odpukac - nie wyszlo, niech Cie nie pokusi zostac na niej dluzej
        ) (n.p. w celu zakonczenia porachunkow) - jest to gorzej widziane niz zostanie ze
        ) zwyklej B2. INS we wszystkim weszy podstep.
        ) Twoje prawa w tym momencie (poza "pending" statusem imigracyjnym) sa takie same
        ) jak kazdej amerykanki. USA to nie UAE.


        Hihi, udalo Ci sie mnie rozbawic smile Wiza przechodnia-niezle okreslenie.
        Wykorzystam je (okreslenie, nie wize), jesli pozwolisz. Oczywiscie, z wiadomych
        wzgledow, nie przy narzeczonym smile


        ) Temat jest szeroki. Sprawy przed-w trakcie-i-poslubne/porozwodowe to 75% tego z
        ) czego zyje (ogolnie) banda darmozjadow - prawnikow, ktorych w USA jest cos ze
        ) 200 tys. To co Ci sie nalezy, ktora polowa telewizora i ile procent tego "jakby
        ) sie slizglo" jest zawarta w tzw "prenuptial agreement" czyli umowie
        ) sporzadzonej w mocy prawa o tym "co by bylo gdyby". Sa ludzie ktorzy w to
        ) wierza - sa ktorzy nie. My honorowi Polacy raczej polegniemy na polu chwaly
        ) niz... Napisze tak: jak Cie zbalamucil i chce sie zenic - to chyba dobrze,
        ) prawda? Jak chce balamucic obiecujac zeniaczke to... no nie wiem.
        ) Jestem facetem.

        Hmmm, czy ja powinnam taka umowe chciec podpisac? Moj narzeczony nic o tym nie
        wspominal, a moze to ja powinnam do tego dazyc? W razie czego (tfu tfu), On
        ryzykuje wiecej-mam na mysli podzial majatku-o ile przepisy sa mniej wiecej
        podobne do europejskich. Jego sytuacja materialna jest bardzo dobra (to podobno
        szalenie poplatny zawod, taki pilot wojskowy, tak?), a ja coz - studentka - w
        tradycyjnym polskim wydaniu, czyli niekoniecznie bogata... Co oprocz podzialu
        majatku w razie... zawiera taka umowa i jakie praktycznie daje korzysci?

        ) Czy to pilot testowy czy zwykly?. Niestety statystyki wypadkow sa przerazajace.
        ) 55% amerykanskich malzenstw sie rozpada, wiec Twoje watpliwosci i pytania
        ) znacza, ze jestes zuch dziewczyna i myslisz. Warto myslec, choc i nie trzeba
        ) przekombinowac.

        Nawet mnie nie strasz tymi statystykami... Powoli zaczynam uwazac wszystkich
        Amerykanow za zboczencow malzenskich. Z koniecznosci zmuszona bylam ogladac tam
        kilka odcinkow Jay Leno Show i to "widowisko" wywarlo taki wplyw na moja
        psychike, ze teraz tylko siasc i plakac. Wg tego programu tam wszyscy wszystkich
        zdradzaja, sypiaja z przyjaciolkami i siostrami, a jesli jeszcze jakas para sie
        nie rozwiodla, to tylko dlatego, ze maz/zona nie wie o zakulisowej aktywnosci
        partnera. I ty, mezu/zono, badz szczesliwy, ze partner sie z toba rozwodzi dla
        sasiadki, zamiast glupi, byl wybrac matke twoja lub co najmniej siostre.
        Oczywiscie, ze teraz troche demonizuje, i zdaje sobie sprawe jaki poziom ten show
        reprezentuje, ale juz mam dosyc przypominania sobie o tych malo chwalebnych
        procentach szczesliwych malzenstw. sad


        ) 3. Tak, duzo z programu polskich uczelni moga Ci tu zaliczyc. Wszystko jednak
        ) zalezy od uczelni (w USA) i zgodnosci kierunkow. Studia w USA sa drogie albo
        ) bardzo drogie. Stypendia nie istnieja (z nielicznymi wyjatkami dla wybitnych) -
        ) reszta to pozyczka, ktora trzeba splacic wraz z procentem. Gotowke i karty
        ) kredytowe tez w okienku przyjmuja. Zastanow sie wiec czy to co studiujesz i
        ) zamierzasz kontynuowac bedzie Ci w USA przydatne. Po filologii wloskiej lub
        ) astronomii itp bedziesz w USA niezatrudnialna i Twoj bohater bedzie Cie mial w
        ) domu tak jak mowi, ze chce.

        W Polsce studiuje zarzadzanie zasobami ludzkimi. Chcialabym to kontynuowac lub
        przejsc nieco w strone zarzadzania strategicznego. Czy to ma szanse powodzenia?
        Czy jest popyt na takich fachowcow? Na razie bede studiowala na University of
        Nevada, Reno. Potem chcialabym zrobic MBA na jakiejs lepszej uczelni. Thanks God,
        nie musze sie martwic o tuition. Narzeczony tak mnie kocha, ze zadeklarowal
        calkowite jej pokrycie.


        ) 4. Na zielona karte bedziesz w kategorii o najwyzszym uprzywilejowaniu i
        ) dostaniesz ja w ciagu najdalej roku a prawdopodobnie kilku miesiecy (jak gapa
        ) adwokat nie pogubi kwitow a tak naprawde WCALE nie potrzeba adwokata).

        Najdalej roku od slubu? Czy to bedzie zielona karta na czas okreslony, czy jakas
        inna?


        ) 5. Pozwolenie na prace nalezy Ci sie zaraz po slubie, t.j. n.p. w chwili
        ) zlozenia kwitow o staly pobyt.
        ) 6. Obywatelstwo USA w 3 lata potem. Jeslibyscie sie (odpukac) w miedzyczasie
        ) rozeszli - to w 5. Amerykanie toleruja podwojne obywatelstwo, wiec prawne
        ) konsekwencje wyjazdu z Polski beda dla Ciebie zadne - obys tylko nie wyglupiala
        ) sie z jakims wymeldowywaniem sie itd.

        Bardzo zalezy mi na zachowaniu polskiego obywatelstwa. Na pewno moge miec
        podwojne? Kto wie, gdzie ostatecznie przyjdzie nam zyc, moze przekonam kiedys
        tego mojego meza, co do pomieszkania sobie w Polsce i nie chcialabym rezygnowac z
        tej mozliwosci. Mam sie nie wymeldowywac od rodzicow i zachowac dowod osobisty?



        ) 7. Polskie prawo jazdy zamienisz na amerykanskie w 15 min.
        )
        ) Zamiast wydawac forse na "papuge" (prawnika) zazycz sobie (pod poduszke)
        ) komputer z szybkim internetem. (a href="http://www.google.com")www.google.com(/
        ) a) szczescie (wiedze) Ci da.
        ) Formuluj pytanie, klikaj na "search" i czytaj. Zostaniesz ekspertem w swojej
        ) sprawie czyli kowalem wlasnego losu. Juz to zaczelas robic pytajac tutaj. Inne
        ) miejsca o ktorych wiem to (a href="http://www.clearedforlanding.com")www.cleare
        ) dforlanding.com(/a) (nie, to nie o
        ) zakochanych lotnikach) lub (a href="http://www.immigration.com")www.immigration
        ) .com(/a)
        )
        ) Powodzenia.

        Dziekuje Ci bardzo za wszystko. Gdybys zechcial jeszcze odpowied
        • Gość: Nitka Re: Experience it is something that we get if we did.. IP: *.kopernik.silesianet.pl 11.12.01, 21:27
          Ucielo mi koncowke, pewnie za dlugie bylo...
          Chcialam Ci jeszcze raz podziekowac za porady. Momo, ze nie-kobieta z
          Ciebie. wink Gdybys zechcial jeszcze odpowiedziec na kilka wyzej zadanych pytan,
          to bylabytm naprawde dozgonnie wdzieczna. Pocieszyles mnie troszke i juz ciut
          ciut mniej sie boje, ale i tak moimi obawami przed nieznanym moglabym spokojnie
          obdzielic dwoje ludzi. Pewnie skonczy sie tym, ze wsiade na poklad samolotu
          dygocac zebami z przerazenia i z walizka chusteczek do wycierania lez i nosa z
          zalu za opuszczana Polska. Moze mi przejdzie przez te kilkanascie godzin
          lotu... Jedyny jasny punkt jaki w tym wszystkim widze, to to, ze mnie
          narzeczony kocha.
          Pozdrawiam cieplutko
    • Gość: Anna27 Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.157.52.15.Dial1.Washington1.Level3.net 11.12.01, 19:25
      Jesli, jak mowisz, nie wiesz czy uczucie jest na tyle silne by wyjsc za maz, to
      moze lepeij daj na wstrzymanie. Ja wiem, ze Ameryka to interesujacy kraj i
      ulice sa zlotem wybrukowane, ale malzenstwo to nie tylko zielona karta.
      Dziwnie sie czyta Twoj post, gdy widzie sie, ze najbardziej obchodzi mozliwosc
      zycia w USA niz to czy Wam malzenstwo wyjedzie. (Vide: pytanie o pozostanie w
      Usa gdy nie wyjdzie.) Wychadzac za maz nalezy tego bardziej chceic niz
      zielonej karty.

      Zona Amerykanca.
      • Gość: Nitka Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.kopernik.silesianet.pl 11.12.01, 20:03
        Witaj Aneczko!
        Chyba zle sformulowalam swoje mysli, i moze faktycznie wyszlo jakos tak malo
        przekonujaco, ale ja naprawde chce jechac do Niego, a nie do Ameryki. Kocham go
        i chce spedzic z nim tak dlugi kawal zycia, jak to tylko bedzie mozliwe. Jesli
        sie da, to do konca. Ale ja bedac w tych Stanach nasluchalam i naogladalam sie
        takich spraw malzenskich i rozwodowych, ze w ogole zwatpilam w celowosc
        wychodzenia za maz. Wszyscy znani mi Amerykanie rozwiedli sie juz, rozwodza,
        lub wlasnie zamierzaja. Nie mialam tam zadnych Polskich znajomych i wszystko co
        wiem, to wlasnie te typowe Amerykanskie pary. A jak sama wiesz, przecietny
        Amerykanin nie grzeszy staloscia malzenska, prawda? Na tym forum juz mi Mirko
        powiedzial, ze 55% malzenstw sie rozpada... A w malzenstwach mieszanych, to
        chyba te procenty jeszcze wyzsze sa, co? Roznica kulturowa, jezykowa, poglady
        na wychowywanie dzieci, etc... Boje sie tego jak diabli i stad moj sceptycyzm.
        Nie zakladam z gory, ze nam sie nie uda, ale wole do tego realistycznie
        podejsc. Powtorze: chce byc z Nim tak dlugo, jak to mozliwe, i bylabym bardzo
        szczesliwa, gdyby to okazalo sie trwale az do konca.
        Pozdrawiam cieplutko.
        • Gość: Mirko Nie przejmuj sie. IP: 65.206.44.* 11.12.01, 23:58
          Glowa do gory.
          To ze kocha jest wazne. (Jest?) Nie da sie tego jednak zaniesc do banku.
          To czy Amerykanie sa wierni - ciezko wyczuc. Jedni sa - inni mniej. Osobiscie
          przypuszczam, ze puszczaja sie nie mniej i nie bardziej niz Polacy czy Niemcy.
          Polacy jednak bardziej pija i pala a Niemcy maja za duzo wolnego czasu.
          Amerykanie poczucie wolnosci i niezaleznosci maja zapewne wyzsze, lepsze szanse
          zarobic (i stracic) czyli wiekszy dostep do stresu.
          Seks (byle jaki) moze byc dobry na stres. (Tak glosi fama.)
          Sa tez wiecej poza domem, maja bardzo malo (albo praktycznie wcale w n.p.
          kategoriach niemieckich) urlopu a na wszystkim tym (pracy po 10 godzin + 2
          dojazdu, szybkim numerku w biurze itd, rozwodach) traca zawsze dzieci.

          Moje zdanie - o ile pozwolisz - nie jest to kwestia wiernosci - jest to kwestia
          szukania lub nieszukania okazji. Definicje tolerancji i wzajemnej fascynacji 11
          lat po slubie uzupelniaja obrazek. Dzieci chowane w takich warunkach tez sa
          takie i kolko sie zamyka.
          Wniosek dla Ciebie (o ile moge sobie pozwolic na taka publiczna poufalosc):
          duzo dzieci i to szybko ugotuje Cie na amen i to raczej powinnas chyba ze swoim
          bombardierem ustalic bardziej niz "prenuptial", ktory moze sie okazac bardziej
          przydatny jakby corka Onasisow wychodzila za syne Kennedy-ego. Lub chociaz
          mloda Walesowna za jakiegos Golote.
          Nie wiem jak Twoj astronauta zareagowalby na pytanie o "prenuptial". To Ty go
          znasz (widzialas go chociaz? Oczywiscie zartuje).

          Najpierw chyba dostaniesz tymczasowa zielona karte. Potem (rok czy dwa lata
          pozniej?) taka "prawdziwa" na 10 lat i dluzej. Ladnie Ci to opisal wczesniej Mr
          T. (Przygotuj sie n.p. na to ze INS bedzie cos weszyc - typu przepyta Was w
          osobnych pokoikach kiedy ostatnio kochaliscie sie albo cos innego osobistego. Z
          drugiej strony nie powinni sie blaznic i wyglupiac przed zona oficera. Za
          zlosliwosc jakis porywczy oficer moze ich zastrzelic albo chociaz dac w pysk.
          Takie sprawdzanie faktycznosci malzenstwa nie jest to czeste ale zdarza sie
          ().
          Jesli po dwoch latach bedziecie nadal szczesliwym malzenstwem - na co w koncu
          jest jakas realna szansa - o obywatelstwo mozesz sie (jako zona) starac tuz
          przed uplywem 3 lat od daty uzyskania stalego pobytu. Jesli nie (odpukac) - to
          dopiero po pieciu. Kwit na to i sama procedura nie jest duzo bardziej
          skomplikowana niz staranie sie w Polsce o karte wedkarska.

          NA PEWNO mozna miec 2 paszporty/obywatelstwa. Wiem, bo mieszkam i sypiam z
          Amerykanka i Polka jednoczesnie. Obu jestem wierny. Ulatwilem sobie to tak, ze
          jest to jednak jedna i ta sama osoba. Zycie sobie trzeba ulatwiac.

          Uklad jest ciekawy. Lecisz n.p. do Anglii czy Niemiec - tam wystapisz jako
          Amerykanka (pasport z lewej kieszeni) albo do Libii - wtedy chyba lepiej byc
          Polka (paszport z prawej).

          Lotnicy wojskowi nie zarabiaja bardzo duzo. A w kazdym razie biorac pod uwage
          niewygody (przeciazenia, stres, dyzury, kursy, badania i inne spanie z uchem
          przy telefonie). Maja jednak niskie koszty utrzymania (do czasu az sobie
          sprowadza narzeczona zza granicy). Ale w pewnym momencie moga (po n.p. 5 letnim
          kontrakcie) podziekowac Air Force/Army/Navy i dac noge "do cywila" czyli
          zaciagnac sie do linii.
          Wtedy przez chwile bedzie cienko (20-35 tys. $ rocznie "na start" czyli polowe
          albo i 1/3 tego co w wojsku) i wtedy Twoja pensja Mrs HR n.p. 50-60 tys. w
          powiedzmy 2-3 roku pracy bedzie jak znalazl a potem jest juz tylko lepiej,
          chyba ze kupicie nieco za drogi dom. A 40 letni Kapitan w duzej linii
          amerykanskiej "wyciaga" i 200. Starszy jeszcze wiecej. Z Twoja pensja byloby to
          cwierc melona zielonych rocznie. Czy to wystarcza do szczescia?
          Tylko jak Ty go wtedy uszczesliwisz kiedy tyle tych mlodych, srednio mlodych
          (jeszcze gorzej, bo wiedza co i jak zrobic) bedzie sie wokol niego krecilo i
          proponowalo: "Captain, coffe, tea, me?". Technicznie - na kazdych
          dwoch "mistrzow przestworzy" kazdego pasazerskiego samolotu - szczegolnie wsrod
          tych wiekszych modeli, gdzie forsa i prestiz sa wieksze - wypada 8-10 lasek.
          Cala ekipa nocuje w jednym hotelu, daleko od domu. I tak przynajmniej raz w
          tygodniu. I jak taki nasz biedny dzielny bohater moze byc wierny? Cos wyczaisz
          (slusznie czy nie), zrobisz afere jedna i druga i nastepne co sie dzieje to
          siedzicie u adwokata i dzielicie kase (Ty ze lazami w oczach) a adwokat
          kominuje jak szkapa pod gorke jakby tu urwac z tego jak najwiecej dla siebie.
          Ale przedtem czeka Cie jednak chyba troche szczescia, prawda? Niechby chociaz
          pare lat...
          Tak wiec sporo sie w USA kreci wokol kasy. Warto o tym pamietac.

          HR to dobra praca/zawod.

          P.S. Zanim naprawde wyjedziesz (miesiac-dwa; na pewno szybciej niz na Wielkanoc)
          naucz rodzine poslugiwania sie komputerem/e-mailem/webcam-em. Internet pozwoli
          Ci nie czuc odleglosci, nawet na samym srodku pustyni w Newadzie czy na pieknej
          wyspie Guam na samym srodku Pacyfiku, gdzie jest tylko baza wojskowa i widoki.
          • Gość: Mirko Re: Nie przejmuj sie. Jeszcze jedno... IP: 65.206.44.* 12.12.01, 00:20
            Znikad sie nie wymeldowywuj. Co jakiemus urzedowi do tego gdzie Ty z kim itd.
            Polski system meldunkow itd nie obowiazuje w USA. Pogoda tez jest tu lepsza.
            Dzisiaj w Nowym Jorku bylo sloneczne +15 i tak jest prawie caly czas poki co.
            To troche inny Swiat niz Polska szarosc.
            Nie powinno Cie to W OGOLE przyprawiac o stres.
            A Dowod Osobisty wloz do szuflady, kiedys sie jeszcze przyda.


            • Gość: forum skonczyles juz przemadrzalku? IP: *.gronet.pl 12.12.01, 00:24
              • Gość: bubu Re: skonczyles juz przemadrzalku? IP: *.pool009.at101.earthlink.net 12.12.01, 00:36
                a ty masz cos palancie cieakwego do powiedzenia?????


                • Gość: forum tak, bubu IP: *.gronet.pl 12.12.01, 00:41
                  zebys sobie kupil slownik ortograficzny
                  • Gość: bubu Re: tak, bubu IP: *.pool009.at101.earthlink.net 12.12.01, 00:53
                    jak tylko tyle to spieprzaj stad baranie. twoj glupkowaty komentarz nikomu nie
                    pomaga.
                    • Gość: Anna27 Nitka IP: *.157.57.5.Dial1.Washington1.Level3.net 12.12.01, 01:07
                      Przepraszam jesli zle odczytalam i mylne wrazenie odnioslam z Twojego
                      pierwszego posta. Jesli go kochasz, to wyjdz za maz i badz szczesliwa.
                      Rozwody zdarzaja sie wtedy, gdy malzonkom przestaje zalezec. A Mirko troche
                      zawyzyl statystyke. Wedlug Psychology Today z maja tego roku rozwodzi sie
                      niecale 50 % par. Marne pocieszenie, ale zawsze.

                      Jay Leno nie pokazuje zycia przecietnych Amerykanow, tylko zycie celebrities.
                      Miedzy szaraczkami a celebrities jest przepasc. Moze to dobrze? Tym co od
                      Jaya slyszysz az tak sie nie przejmuj.

                      Z wiernoscia Amerykanow bywa roznie tak jak i z wiernoscia Polakow. Jak Twoj
                      narzeczony pochodzi do zagadnienia wiernosci? Co wiesz o jego poprzednich
                      zwiazkach. Czy byl juz zonaty? Czy malzenstwo traktuje lekko, czy jakos cos
                      co zaklada sie z mysla o calym zyciu?
              • Gość: Nitka Re: skonczyles juz przemadrzalku? IP: *.kopernik.silesianet.pl 12.12.01, 01:04
                Witam i od razu na poczatku prosba: nie dezorganizuj mi wywiadu, jaki
                przeprowadzam. To chodzi o sprawy wagi zyciowej (slub to nie gra w bierki!) i
                chce wiedziec jak najwiecej!!!! Ja jestem gleboko wdzieczna za kazde slowo od
                kompetentnej osoby i zaden post nie jest za dlugi. A Mirko mi znakomicie pomaga.
                Pozdrawiam
                • Gość: forum Re: skonczyles juz przemadrzalku? IP: *.gronet.pl 12.12.01, 01:10
                  no nitka jak cie interesuje gadka o tym z kim sypia mirko, no to przepraszam i
                  sluchaj dalej... bo przeciez nie ty o zyciu decydujesz tylko mirko, anna, bubu
                  itd
                  • Gość: ... Re: skonczyles juz przemadrzalku? IP: *.mentorg.com 12.12.01, 01:17
                    ona decyduje o zielonej karcie a nie o zyciu.
                    Pytanie czy 2 lata to duzo czy malo..
                  • Gość: Nitka Re: skonczyles juz przemadrzalku? IP: *.kopernik.silesianet.pl 12.12.01, 02:22
                    Do forum.
                    No, nie obrazaj sie... Staram sie czytac miedzy wierszami i sposrod opwiesci
                    wygloszonych przez Mirko o jego Kobiecie-O-Dwu-Paszportach wycisnac cos
                    uzytecznego dla siebie. Ta historyjka akurat mi pomogla, bo dowodzi, ze moge
                    miec dwa obywatelstwa i wykorzystywac je w zaleznosci od widzimisie, a tego
                    wczesniej nie wiedzialam. Ja w ogole jestem ciemna jak tabaka w rogu odnosnie
                    praw mi tam przyslugujacych i pewnie wielokrotnie jeszcze bede Was tu
                    wszystkich meczyc, wiec zalezy mi, zeby na moje pytania byl pozytywny odzew.
                    Nie traktuj poprzedniego posta jako subtelnej prosby o zmilkniecie, tylko jak
                    zwykla uwage. Nic ponadto. Jesli mialbys jakies doswiadczenia, czy chocby
                    slyszales cos o ineresujacych mnie kwestiach, to prosze, powiedz. Oczywiscie,
                    ze decyzje o swoim zyciu podejme sama, ale musze wiedziec na czym stoje i czego
                    moge sie spodziewac. Znasz powiedzenie, ze czlowiek uczy sie na bledach? Im
                    mniej ich popelnie, tym mniejsza czkawka mi sie te Stany odbija...
                    Pozdrawiam serdecznie.
                    • wredna_asia Re: skonczyles juz przemadrzalku? 12.12.01, 02:30
                      Nitka, dziciatko drogie latek 22
                      Ty nie jestes ciemna, ty jestes modelowo wyrachowana. Udalas sie tacie.
                      Gratuluje.
                      • aniutek Re: skonczyles juz przemadrzalku? 12.12.01, 07:21
                        wredna_asia napisa?(a):

                        > Nitka, dziciatko drogie latek 22
                        > Ty nie jestes ciemna, ty jestes modelowo wyrachowana. Udalas sie
                        tacie.
                        > Gratuluje.

                        TAK , wredna_asiu ta kobieta jest wyrachowana do bolu....nie moglam
                        znalesc slowa, czulam , ze cos tu nie gra wazelina jakas cos zle
                        ppachnialo....
                        smutno , chlopakowi bedzie smutno....
            • Gość: Nitka Re: Nie przejmuj sie. Jeszcze jedno... IP: *.kopernik.silesianet.pl 12.12.01, 02:03
              Dziekuje, dziekuje i po trzykroc dziekuje!
              Nawet nie wiesz, jak mi pomagasz. Jestem taka niezorientowana w swoich prawach,
              a tu takie mile slowa...
              Naprawde nie mialam pomyslu co robic i w porywach bylam o krok od zerwania
              zareczyn. Rodzice mi glowe susza, ze na drugi koniec swiata wyjezdzam, zupelnie
              sama... Mojego przyszlego meza widzieli tylko na fotografiach i filmie video...
              Rodziny zadnej ni przyjaciol za oceanem nie posiadam. Nic, tylko corka na
              zmarnowanie pojdzie. I jak tu sie nie dolowac? Na szczescie juz mam argumenty i
              bede mogla negowac wszelkie ich nieprawdziwe opinie smile A do pelni szczescia moj
              narzeczony przyjezdza na Swieta o reke dzieciecia (czyli mnie) z honorami
              rodzine prosic. Wybacz, ze moje pytania moga wydawac sie suche i malo
              romantyczne (finanse, rozwod), ale moj tatus jest zwolennikiem zbierania
              dokladnych informacji, czy Pan Mlody moze sobie pozwolic na malzenstwo z jego
              ukochana, wypieszczona, pierworodna corka. Mam nadzieje, ze nie poda temu
              mojemu Zagranicznemu Szczesciu polewki przy oswiadczynach... A jesli tak, to
              mimo wszystko pojade smile
              Wiesz, Ojczulek ma nawet sluszne opory, bo nasz staz narzeczenski nie zalicza
              sie do najdluzszych. Raptem 5 miesiecy. Ale za to intensywnie smile Biorac pod
              uwage, ze caly moj pobyt w USA trwal tych miesiecy szesc, to chyba slusznie
              krzywi nos. Trudno, dziecie jest krnabrne i postawi na swoim.
              Alez mozesz sobie pozwalac na poufalosci. Im wiecej rad, tym lepiej dla mnie.
              Nie znam zbyt dobrze tego kraju od strony zwyklego zycia, wiec kazda rada jest
              dla mnie na wage zlota. Nie mialam czasu przez te pol roku dokladnie sie
              poprzygladac Amerykanom i opieram sie w duzej mierze niestety na stereotypach,
              ale licze, ze nie poparze sie zanadto. Pracowalam na tym stazu sporo
              dolarogodzin dziennie, a wszystkie wolne chwile spedzalam u boku narzeczonego,
              wtedy jeszcze w charakterze normalnego chlopaka. I po 4,5 misiaca
              zadecydowalismy (On pierwszy smile ), ze slubu nam trzeba do szczescia. I klamka
              prawie zapadla. A teraz jak mysle, na jakie szalenstwo sie porywam, to troche
              mnie wstrzasa...
              Wszystkie kluczowe sprawy (oby!) sobie juz wyjasnilismy. Dzieci-nie, az do
              czasu skonczenia przeze mnie MBA, czyli mniej wiecej 4-5 lat. Ja to smarkula
              jeszcze jestem, 22 lata tylko i nie spieszy mi sie do pieluszek, ups... do
              pampersow i innych tam etapow rozwoju zycia rodzinnego. A On sie musi
              dostosowac do mnie. Po Twoich dobrych radach, juz wiem, czego Moje Szczescie
              nie bedzie w zyciu robilo. Nie bedzie pracowal w linii pasazerskiej! Nawet
              kosztem pieniedzy. Chocby chcial! A to nie jest pewne, bo dla Niego to cale
              lotnictwo wojskowe i bonusy naokolo niego to sprawa zycia. Nie przypuszczam,
              zeby zapragnal nagle po 11 latach oblatywania samolotow wojskowych przeniesc
              sie na pasazerskie. On ma 35 lat i co mial zaliczyc z atrakcji powietrznych to
              juz zaliczyl. Na zadne inne dlugonogie zgody nie dostanie. A moj slowinski
              charakter (z gatunku tych, co to kuperkiem orzechy roztrzskuja) bedzie szalenie
              pomocny w realizowaniu tych zapewnien. On juz to wie. Na razie na wszystko sie
              zgadza i mam nadzieje, ze tak mu juz zostanie.
              Jeszcze jedno pytanie na temat dochodow wojskowego. Jakos nie potrafie go
              bezposrednio o to zapytac, a dla mojego Ojca to wazne. Mowisz, ze lotnicy nie
              zarabiaja sporo? On mi powiedzial o kwotach rzedu 90-100k rocznie. To chyba nie
              jest malo? I ponoc atrakcyjne bonusy? Jako zona wojskowego bede mogla latac po
              calym swiecie za przyslowiowe 5$, czy Ty wiesz cos na ten temat? Moj narzeczony
              twierdzi, ze kazda oficerska zona (oczywiscie do czasu rozwodu) nabywa ten
              przywilej. Mam latac na dowolnych trasach samolotami utrzymywanymi na potrzeby
              wojska i tylko miejsce w kabinie sobie wybierac. To brzmi jak bajka, bo
              ozmacza, ze co miesiac bede mogla do rodzinki na obiadek niedzielny wpasc, ale
              czy to faktycznie tak funkcjonuje? Az niewiarygodne... W wieku 45 lat emerytura
              wojskowa i dozywotnie zabezpiezenie dla mnie i ewentualnych dzieci...
              A dom juz sobie wybralam smile Wlasciwie nie tyle dom, co cos w rodzaju
              apartamentu, to sie chyba condo nazywa, ale mi sie straszne podoba. Na poczatku
              bede miala rozrywke, jak Maz na niebie, to ja bede to nasze gniazdko urzadzac.
              Zajecia mi chyba wystarczy, zeby sie nie zanudzic podczas Jego nieobecnosci, co?
              Mam sie nie bac i leciec bez czarnych mysli?
              Pozdrawiam serdecznie

              • Gość: Anna27 Re: Nie przejmuj sie. Jeszcze jedno... IP: *.157.57.5.Dial1.Washington1.Level3.net 12.12.01, 02:10
                Jak dla taty Nitki 90K to niewiele to ja wymiekam.
                • Gość: ... Re: Nie przejmuj sie. Jeszcze jedno... IP: *.mentorg.com 12.12.01, 02:13
                  Gość portalu: Anna27 napisał(a):

                  > Jak dla taty Nitki 90K to niewiele to ja wymiekam.
                  Sma widzisz, ze w tym przypadku toz to czysty business, ale co sie dziwic w
                  polsce lepperiada, a tutaj dwa latka szybko zleca i wolnosc...

                  • Gość: Nitka Re: Nie przejmuj sie. Jeszcze jedno... IP: *.kopernik.silesianet.pl 12.12.01, 02:46
                    Ech, ty wielokropku zlosniku...
                    Juz tyle razy powtarzalam, ze nie mam pojecia co mnie tam czeka, a Wy nic nie
                    przyjmujecie do wiedomosci. Ja nie mam porownania czy to, co mi powiedzial
                    narzeczony o zarobkach to duzo jest czy malo. Nie wiem ile zarabia lekarz,
                    nauczyciel, sprzataczka, czy wlasnie wojskowy. Caly swoj staz spedzilam na
                    dobra sprawe w hermetycznym srodowisku i nie mam zadnego odniesienia jak ta
                    kwota ma sie do amerykanskich warunkow zycia. Rownie dobrze moglby mi
                    powiedziec, ze zarabia 50k albo 250k i to tez brzmialoby rownie abstrakcyjnie.
                    Ja pracowalam za 15$/h i mam odniesienie tylko do siebie. Ale to byl staz w
                    specyficznych warunkach i w innym zawodzie (projekt organizacji typu non profit
                    z pewna modyfikacja i tam wszyscy byli wynagradzani w zaleznosci od .. no
                    wlasnie, sama nie wiem dokladnie czego. Moja cooworker z Japonii robila to samo
                    co ja, a dostawala o 5 dolarow wiecej, zas kumpel-Amerykanian z podobnego
                    dzialu o 5 mniej). Ja mam porownanie tylko do siebie i tego co zaobserwowalam,
                    a tego nie jest duzo.
                    Moj Ojciec to czlowiek starej daty, zapobiegawczy do granic wytrzymalosci i
                    chce rozwiazac wszystkie sprawy mnie dotyczace przed oddaniem na pozarcie Lwu.
                    Mnie tez sie to wydaje smieszne, bo za cholere nie przewidzi wszystich
                    ewentualnosci, ale co mam nie sprawic przyjemnosci straruszkowi na koniec jego
                    dominacji nade mna? I tak tam pojade, a on przynajmniej bedzie spokojniejszy.
                    Tata nigdy w zyciu nie byl w USA, po angielsku powitanie z trudem wyduka, a
                    uwaza, ze musi mnie chronic "przed calym zlem tego swiata z Amerykancami na
                    czele". A ja go znam na tyle, zeby wiedziec, na co mu moge pozwolic, a do czego
                    ma sie nie wtracac. Chce sie dowiedziec ile ziec zarabia-jego prawo. A co potem
                    zrobi z ta informacja to juz inna kwestia. A ze do pelni szczescia jestem jego
                    jedyna corka i do tego pierworodnym dzieckeim, to mu sie nieco przewrocilo w
                    glowie. Sprobujcie mnie zrozumiec i nie traktujcie jak nastepnej w kolejce
                    kandydatki po zielona karte, ktora zaplaci za nia obraczka i dawaniem du.., a
                    po dwoch latach zwinie manatki i z radoscia pomacha naiwnemu Jankesowi na
                    pozegnanie. Ja po prostu chce sobie zycie ulozyc i to tylko kwestia przypadku,
                    ze moje serce wybralo cudzoziemca.
                    Pozdrawiam
                    • luiza-w-ogrodzie Re: Nie przejmuj sie. Jeszcze jedno... 12.12.01, 03:12
                      Nitka, dziewczyno, brzmisz bardzo rozsadnie - milosc miloscia ale w obcym kraju
                      bedzie zupelnie inaczej niz w Polsce i slusznie robisz, ze sie przygotowujesz
                      teraz. Dobrze, ze wiesz, czego chcesz, a gdyby sie Tobie noga powinela (tfu,
                      tfu na psa urok!) to i tak sobie poradzisz i nie bedziesz sie wyplakiwac na tym
                      Forum.

                      Z innej beczki: jezeli chcesz kontynuowac studia, to powinnas przedtem zdac
                      egzamin z angielskiego w standarcie wynaganym przez dana uczelnie. Nie ma to
                      nic wspolnego z tym, ze juz bylas i pracowalas w USA - musisz udowodnic, ze
                      umiesz rowniez studiowac w jezyku angielskim. Mozesz zdawac egzamin w Polsce.
                      Ja zdawalam IELTS (International English Language Testing System), ktory jest
                      uznawany w Anglii, Australii i przez czesc uczelni amerykanskich.

                      Wiecej nie moge dopomoc, bo ja nie z USA, ale zycze duzo szczescia...

                      Luiza-w-Ogrodzie
                    • aniutek Re: Nie przejmuj sie. Jeszcze jedno... 12.12.01, 07:27
                      przeca ona sobie jaja robi !!!!!
                      nie jest mozliwe aby kobieta byla tak glupia..... on na nibie a ja nasz
                      gniazdko..........luuuuuudzie litosci
    • wredna_asia Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? 12.12.01, 02:18
      Tata klacz sprzedaje. Prenuptial trzeba spisac. W razie rozwodu tata i klacz
      dziela lup. Potem nitka kuperkiem zamach i nastepny narzeczony bedzie sie
      Gates nazywal. Nic dziwnego, ze dziewucha chce robic MBA, bo kalkuluje niezle.
      A jak chlop zginie w jakims Afganistanie czy Somalii to renta dla wdowy tez
      niezla rezcz.
      • Gość: ... Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.mentorg.com 12.12.01, 02:20
        wredna_asia napisał(a):

        > Tata klacz sprzedaje. Prenuptial trzeba spisac. W razie rozwodu tata i klacz
        > dziela lup. Potem nitka kuperkiem zamach i nastepny narzeczony bedzie sie
        > Gates nazywal. Nic dziwnego, ze dziewucha chce robic MBA, bo kalkuluje niezle.
        > A jak chlop zginie w jakims Afganistanie czy Somalii to renta dla wdowy tez
        > niezla rezcz.

        Lepiej nie mozna tego ujac!!!!!!!!!!!!!
        • Gość: bubu Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.pool009.at101.earthlink.net 12.12.01, 02:34
          Przesadzacie!!!Jak zwykle polska zawisc!Co zlego w tym ze dziewczyna z
          rodzicami mysla racjonalnie? Lepiej za dobrze zarabiajacego profesjonaliste niz
          jakiegos nieudacznika. Co mam za meksykanskiego niedoksztalconego emigranta
          wyjsc?!?!? Albo polskiego sprzatacza kibli? Dobrze robi, ze wybiera kogos na
          poziomie, a przez Was zazdrosc przemawia! A co do 90k to wy uwazacie, ze to w
          dzisiejszej Ameryce duzo??? Dziwne......
          • Gość: Lidia Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: 204.155.16.* 13.12.01, 19:50
            Kochani

            No owszem, rozsadek jest wazny i dobrze wiedziec, kto zacz ten lotnik. Moze
            Nitka powinna wiecej czasu poswiecic na ten "wywiad" zanim zdecyduje sie na
            powazniejsze zobowiazania narzeczenskie?

            Rozumiem, ze Nitka zadaje pytania tu dotyczace zielonej karty, pozwolenia na
            prace, obywatelstwa itd. Ale z tym zarobkami oraz pytaniami w stylu co by bylo,
            gdyby, to lekka przesada, wedlug mnie.

            Poza tym polski sprzatacz kibli tez czlowiek i zasluguje na milosc. Gdybym
            spotkala w zyciu takiego pana, i okazalby sie cudownym CZLOWIEKIEM, to niewazne
            by bylo, co on mi moze materialnie zaproponowac. Poszlabym do pracy, zeby
            zarobic na to tuition sama. I oszczedzalabym z nim wspolnie na domek oraz
            bilety lotnicze do kraju rodzinnego czy innych miejsc na swiecie.

            Wyszlam za maz za Amerykanina i zanim powiedzialam TAK, nie zastanawialam sie
            nad tym, co ja z tego bede miala i kiedy dostane obywatelstwo ani co by bylo
            gdybysmy sie rozwodzili. Wazniejsze bylo dla mnie obserwowanie, jakim on jest
            czlowiekiem, jakie ma podejscie do ludzi, do zwiazkow, do swoich rodzicow, do
            swojej corki, ktora mieszka z nim, a nie z matka (teraz z nami). Mojemu Tacie
            (a kocham go bardzo i mam dla niego wielki szacunek) nic do zarobkow mojego
            meza ani do jego materialnej sytuacji.

            Ja osobiscie zostawilam dla mojego meza, ktory nawet domu nie ma wlasnego,
            umeblowane i wyposazone mieszkanie w Warszawie oraz znacznie lepsze mozliwosci
            pracy w Polsce niz tutaj. No i przede wszystkim rodzine oraz przyjaciol. Ale
            kocham go nad zycie i najwazniejsze dla mnie jest to, jakim jest czlowiekiem.

            Nie chce osadzac Nitki ani prawic jej kazan. Ludzie sa rozni i maja rozne
            podejscie do spraw malzenstwa. Ale Nitka musi sobie uswiadomic, ze ten
            wspanialy lotnik moze ktoregos pieknego dnia zrezygnowac z lotnictwa i
            przerzucic sie na prace w MacDonaldsie. Moze bedzie mial dosyc stresu i wcale
            bym mu sie nie dziwila. Czy stac go bedzie wtedy na oplacanie tuition za MBA
            polskiej zonki na jakiejs renomowanej uczelni? Raczej nie. I czy bedzie sie
            przejmowal tym, co na to Tata? Nie sadze.

            Tak czy inaczej zycze Nitce szczescia na nowej drodze zyciowej i spelnienia
            wszystkich marzen.

            Lidia
    • Gość: Rena Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej IP: *.spwest1.tn.home.com 12.12.01, 02:36

      Ja moze troszke sprowadze cie na ziemie (choc nie chcialabym, bron Boze,
      zniechecac Cie do malzenstwa). Sama przez to przechodzilam nie tak dawno, wiec
      moge powiedziec, ze musisz uzbroic sie w CIERPLIWOSC. Jezeli bedziecie mieli
      szczescie, to moze Ci sie udac wziac slub na Wielkanic. Zalezy od tego w jakim
      tempie dziala teraz INS i w ktorym osrodku zostala zlozona petycja. Ja czekalam
      na fiancee visa 7 miesiecy i mialam to szczescie, ze moj obecny maz byl wtedy ze
      mna w Polsce, wiec bylo mi latwiej. Malo prawdopodobne, zebys nie dotala takiej
      wizy. Podczas mojego interview w ambasadzie widzialam pary, ktore na pierwszy
      rzut oka na zupelnie "swieze" i nie najlepiej czujace sie w swiom towarzystwie -
      wizy dostali wszyscy. Nie polecalabym prawnikow, bo zedra z Ciebie/narzeczonego
      skore, a nie jest tak trudno wypelnic dokumenty INS (instrukcje sa bardzo
      dokladne).
      W przeciwienstwie do tego, co podaja panowie wyzej nie dostajesz od razu prawa do
      pracy. Jest to pewien paradoks,bo teoretycznie jako zona obywatela amerykanskiego
      masz rzeczywiscie takie prawo. Z drugiej jednak strony zeby legalnie pracowac
      musisz miec poswiadczenie tego prawa, czyli EAD (emplyment authorization
      document), a INS pracuje woooolno. Czyli w praktyce czekasz ok 3 miesiace po
      slubie. Podobnie wyglada sytuacja z zielona karta, na ktora musisz czekac w
      zaleznosci od stanu kilka lub nawet kilkadziesiat (rekord, o ktorym slyszalam to
      42)miesiecy.Po 2 latach malzenstwa masz jednak prawo do "stalej" zielonej karty
      bez wzgledu na to czy malzenstwo dalej trwa czy tez nie.
      To jest oczywiscie wszystko biurokracja i jak juz jestes na miejscu nie musisz
      zawracac sobie nia glowy. Najwazniejsze jest pozwolenie na prace i Advanced
      Parole (wydawane stosunkowo szybko po slubie), ktore pozwala Ci podrozowac w
      okresie czekania na zielona karte.W Stanach do identyfikacji wystarczy Ci prawo
      jazdy, ktore doradzalabym jak najszybciej zrobic.
      Generalnie cierpliwosc, pozytywne nastawienie i niezbyt balwochwalczy, co nie
      znaczy lekcewazacy, stosunek do biurokracji na pewno pozwola Ci bez "drogi przez
      meke" zostac szczesliwa zona amerykanskiego lotnika.
      Bardzo pomocna strona w internecie na ten temat (naprawde wszystko, czego tylko
      potrzebujesz):
      warsaw-visaguide.hypermart.net
      Pozdrawiam,
      Rena

      • wredna_asia Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej 12.12.01, 02:40
        Wredna wcale nie zazdrosci, bo:
        primo: jest biseksualna
        secundo: dostala Fulbrighta
        • Gość: bubu do wrednej IP: *.pool009.at101.earthlink.net 12.12.01, 02:55
          A co do tego ma to, ze wredna jest biseksualna??? Bo jakos nie zalapalem? A to
          ze dostala fulbrighta to tym bardziej powinna wiedziec, ze bedac amerykaninem
          trzeba byc albo nieudacznikiem, albo miec maly rozumek , albo miec niepopularny
          zawod, zeby miec 35 lat i zarabiac mniej niz 90k. A dziewczyna mysli madrze bo
          jaki jest sens wiazac sie z nieudacznikiem. Tym bardziej w usa gdzie peniadze
          sa w jakims sensie wyznacznikiem wiedzy, umyslu, wyksztalcenia itd. Czasem nie
          rozumiem polskiego myslenia. A jakby napisala, ze wychodzi za biednego
          robotnika to brzmialoby lepiej?
          A tak a'propos to skad wredna pisze co?
          pozdro
          • wredna_asia od wrednej 12.12.01, 03:02
            Wredna pisze z usa i w ogole nie rozumie kobiet, ktore wychodza za maz celem
            ulozenia sobie zycia. Wredna w domu nauczyli, ze za maz sie wychodzi z
            milosci, chocby i za biedaka. Jak Wredna kiedys wyjdzie za maz (w co Wredna
            watpi) to wtedy bedzie zarabiac wiecej od meza. Bedzie go zabierac do pubu na
            piwko i robic mu wspaniale blow jobs.
            • Gość: bubu Re: od wrednej IP: *.pool009.at101.earthlink.net 12.12.01, 03:23
              Wredna uczyli tak jak bubu, ale nie wszyscy sa tak samodzielni i dzielni. I nie
              ma nic zlego, ze kosztem niezaleznosci wybieraja latwiejsze zycie. Wredna moze
              probowac zarabiac wiecej od meza ale niekoniecznie moze jej sie to udac! A co do
              pubu, piwka ..............ehhhhhhh.......rozmarzylem siesmile))


              > Wredna pisze z usa i w ogole nie rozumie kobiet, ktore wychodza za maz celem
              > ulozenia sobie zycia. Wredna w domu nauczyli, ze za maz sie wychodzi z
              > milosci, chocby i za biedaka. Jak Wredna kiedys wyjdzie za maz (w co Wredna
              > watpi) to wtedy bedzie zarabiac wiecej od meza. Bedzie go zabierac do pubu na
              > piwko i robic mu wspaniale blow jobs.

            • Gość: Nitka do wrednej IP: *.kopernik.silesianet.pl 12.12.01, 03:25
              Gratuluje Ci osiagniec naukowych i pogladow (w tej kolejnosci) Chociaz sie z
              nimi nie zgadzam, to szanuje. Ale mamy jedna ceche wspolna, mianowicie taka, ze
              ja tez nie rozumiem kobiet, ktore wychodza za maz w celu ulozenia sobie zycia.
              Ja to robie, bo sie najzwyczajniej, najglupiej w swiecie zakochalam. I to jest
              zasadniczy powod decyzji o slubie. Juz mowilam wczesniej, jade do Niego, a nie
              do Ameryki, zeby Wam odbierac te cholerne dolary. Jakby moj narzeczony byl
              mniej zagapiony w to swoje Air Force, to zostalibysmy w Polsce i moglabym
              najnormalniej w swiecie skonczyc polskie studia zamiast teraz uzerac sie z
              amerykanska biurokracja. Ale On pracy nie rzuci, a ja mam kierunek
              wyksztalcenia miedzynarodowy (takiej np. polonistyki w USA bym nie studiowala)
              i moge sie bez duzych strat przeniesc do Niego. Wpadlismy obydwoje po uszy i
              nie chcemy czekac, zeby byc razem - dlatego wyjezdzam. Mam trzymac faceta na
              dystans, bo ja mam jeszcze 2,5 roku studiow w Polsce? Nie wierze w zwiazki na
              odleglosc, a nie moge liczyc, ze On bedzie mnie odwiedzal w Polsce po kazdym
              moim stesknionym telefonie. I praca, i czas mu na to nie pozwoli.
              Ja tez chce byc niezalezna finansowo i nie zerowac na Mezu. To brzmi dla mnie
              jak obelga. Po to studiuje i chce od razu moc pracowac, zeby chociaz
              psychicznie od jego pieniedzy odpoczac. Jako studentka, z kawalkiem polskiego
              wyksztalcenia i polsko-europejskim+staz doswiadczeniem wiem, ze kokosow nie
              bede zarabiac, ale pozwoli mi to na pewna samodzielnosc. I to jest dla mnie
              najwazniejsze. Chce byc partnerka mezczyzny, a nie jego utrzymanka. Czy to tak
              trudno zrozumiec?
              • Gość: bubu do nitki IP: *.pool009.at101.earthlink.net 12.12.01, 03:35
                Nitka, nie przejmuj sie. Na tym forum jest duzo frustratów, ktorym sie nie
                udalo za granica. Jak ktos mial problemy ze skonczeniem szkoly sredniej i
                zamiata ulice ma prawo miec problem ze zrozumieniem pewnych rzeczy, dlatego tez
                Cie atakuja.Ja Ci zycze duzo szczescia i powodzenia. Co do Twojego pytania o
                TOEFL to jest on zadany na wiekszosci uczelni. W college zazwyczaj akceptuja
                450-500 scores , na bardzo dobrych uniwersytetach jak UCLA or USC wymagana jest
                550 scores. Natomiast jesli uzyskasz mniej punktów w teście nie przejmuj sie.
                Mozesz isc na uniwersytet i zaplacic za dodatkowe lekcje wyrównujace z
                angielskiego. Tu system informacji jest bardzo dobry, na pewno wszystkiego sie
                dowiesz na miejscu lub ze stron uniwersytetu, na który chcesz isc.
              • wredna_asia Re: do wrednej do niteczki malutkiej 12.12.01, 03:44
                Zakochalas sie to pieknie. Ale jak ktos jest taki zakochany, to nie pyta o
                darmowe przeloty, ani o to czy w Newadzie latwo sie rozwiesc. Gdy ktos kocha
                to nie pisze prenuptial. Zakochanym nawet bieda niestraszna. Nawet znam
                takich.

                P.S. Stan Nevada jest najlepszy na rozwody. Tam tez jest legalny hazard i pare
                innych rzeczy. Latwo tez nabyc bron.
                • Gość: Nitka do wrednej asi IP: *.kopernik.silesianet.pl 12.12.01, 04:34
                  wredna_asia napisał(a):

                  > Zakochalas sie to pieknie. Ale jak ktos jest taki zakochany, to nie pyta o
                  > darmowe przeloty, ani o to czy w Newadzie latwo sie rozwiesc. Gdy ktos kocha
                  > to nie pisze prenuptial. Zakochanym nawet bieda niestraszna. Nawet znam
                  > takich.
                  >
                  > P.S. Stan Nevada jest najlepszy na rozwody. Tam tez jest legalny hazard i pare
                  >
                  > innych rzeczy. Latwo tez nabyc bron.

                  Nie przeczytalas moich postow dokladnie. Nigdzie nie zapytalam, czy w Nevadzie
                  latwo sie rozwiesc. Moje pytanie brzmialo, czy ze wzgledu na ponoc (ponoc-nie
                  wiem tego na pewno) liberalne przepisy malzensko-rozwodowe moge liczyc na jakies
                  ulatwienia w INS i innych urzedach. Jako swiezo poslubiona zona, a nie jako
                  kandydatka na blyskawiczna rozwodke! Moge sie domyslac, ze jako cudzoziemka
                  zawsze bede inaczej traktowana (sadze, ze gorzej) od amerykanskiej Amerykanki. Ja
                  moge w najlepszym wypadku zostac naturalizowana Amerykanka, a to nie jest ot
                  samo, przeciez? I to chyba ma jakies konsekwencje w przyszlosci, prawda? Widzisz
                  ile pytan, ja nic nie wiem na pewno! I po to tu pisze i prosze Was o rady - Wam
                  jest latwiej, tam juz jestescie, wiecie jak to wyglada i co zrobic, by to bylo
                  jak najlatwiejsze do zniesienia. I tak mi bedzie cholernie trudno zostawic tu
                  rodzine. Moj narzeczony o tym wie i swoja NIEWYMUSZONA przeze mnie opowiescia o
                  darmowych biletach chcial mi pomoc przezyc te rozlake. Ja tylko pytalam, czy Wy
                  cos wiecie, jak to w praktyce wyglada. My nie mielismy wystrczajaco duzo czasu,
                  zeby sobie opowiedziec o najdrobniejszych szczegolikach zycia malzenskiego. 5
                  miesiecy z facetem, a lacznie 6 w obcej kulturze to nie jest jakis dlugi czas. I
                  ja nie spedzilam tego calego okresu w raminach mojego Mezczyzny, tylko odbywalam
                  kilkanascie godzin dziennie stazu! Nie wiem wielu rzeczy o roznych aspektach
                  zycia na obczyznie i wlasnie poprzez rozmowe na forum chce uzupelnic te braki.
                  Dlaczego ty mnie traktujesz jak wyrachowana uwodzicielke, albo wrecz jak dziwke?
                  Sadzisz, ze zamierzam sie sprzedac Amerykaninowi za prawo zycia we wspolczesnej
                  ziemii obiecanej? Jesli tak, to bardzo sie mylisz. Chce pojechac tam dla
                  szczesliwego zwiazku, a nie z niskich finansowych pobudek. A co do prenuptial, to
                  chcialam sie tylko dowiedziec, co ona obejmuje. Czym moze sie skonczyc podpisanie
                  jej i czy powinnam o tym pomyslec. A to nie jest to samo, co uzaleznianie
                  malzenstwa od intercyzy, wiesz? I skonczmy temat genezy mojego wyjazdu, bo sadze,
                  ze jest juz wystrczajaco wyeksploatowany. Jesli nie wierzysz w moje slowa, to rob
                  to w milczeniu, ok?

                • aniutek Re: do wrednej do niteczki malutkiej 12.12.01, 07:34
                  i duzo wojska, ze wtrace wink))
                • Gość: bet Re: do wrednej IP: *.mad.east.verizon.net 16.12.01, 20:28
                  wredna_asia napisał(a):

                  > Zakochalas sie to pieknie. Ale jak ktos jest taki zakochany, to nie pyta o
                  > darmowe przeloty, ani o to czy w Newadzie latwo sie rozwiesc. Gdy ktos kocha
                  > to nie pisze prenuptial. Zakochanym nawet bieda niestraszna. Nawet znam
                  > takich.
                  >
                  > P.S. Stan Nevada jest najlepszy na rozwody. Tam tez jest legalny hazard i pare
                  >
                  > innych rzeczy. Latwo tez nabyc bron.

                  Czesc wredna. ja jako bi ( w sumie bardziej les niz bi), s moze lepiej jako
                  normalna kobieta, nie dochodzi do mnie jak mozna nazywac ulozeniem sobie zycia
                  wychodzac za maz. Co to sa Indie ? !
    • Gość: Martyna Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: 204.186.88.* 12.12.01, 02:39


      Co do studiow to po przyjezdzie do U.S.A radze Ci wypozyczyc z biblioteki
      ksiazki na temat stypendiow I POMOCY FINANSOWEJ w U.S.A.
      Sama jestem zainteresowana tematem, wypozyczylam wiec kilka ksiazek , ktore
      bardzo sie przydaly.
      Co do przepisywania ocen z przedmiotow generalnie uniwersytety i college
      zaliczaja poszczegolne przedmioty.Musisz oczywiscie miec przetlumaczony indeks.
      Niektore uczelnie wymagaja bardziej szczegolowych opisow programowych np
      gdybys powiedzmy chciala przepisac ocene z filozofii to moga zadac opisu
      programu, z jakich ksiazek korzystal profesor itp.-* po prostu co zescie
      przerabiali.
      Zeby jednak przyjeto Cie do szkoly musisz zdac egzamin jezykowy Tofel.
      Jakbys miala wiecej pytan to pisz.
      Pozdrawiam
      • Gość: Nitka Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.kopernik.silesianet.pl 12.12.01, 03:06
        Dzieki za odpowiedz. Z Twoich slow wynika, ze masz doswiadczenie w tym
        zakresie. Na pewno skorzystam z Tojej rady. Powiedz mi, czy te wszystkie
        formalnosci na uczelniach amerykanskich dlugo trwaja (srednio)? Chcialabym sie
        zalapac na semestr we wrzesniu i nie wiem, czy mam na to jakies szanse. Poki
        co, koncze domykam sesje w Polsce, ale nic nie przygotowalam dla Amerykanow.
        Czy tlumaczenie indeksu musi byc przysiegle, czy moze wystarczy pieczatka
        uczelni na angielskim tekscie? Jak oni przeliczaja nasza skale ocen na ichnia?
        Czy zwracaja uwage na oceny (u mnie to tak srednio, okolo 4 chyba bedzie ze
        wszystkiego)? A moze kaza mi zdawac egzaminy jeszcze raz z tych przedmiotow,
        gdzie mam tylko dost? Do tej pory nie zdawalam TOEFL, mam tylko CAE, ale
        podobno oni tego nie uznaja, bo to brytyjski egzamin? Jesli tak, to czy moge
        TOEFLa zdac w USA? Jaki poziom punktow jest uznawany za zadowalajacy i
        umozliwia przyjecie na amerykanski uniwerek (ten moj przyszly -I hope- to
        stanowa uczelnia University of Nevada, Reno). A co z GDA-czy to mnie tez
        obowiazuje?
        Pozdrawiam i licze na Twoja cierpliwosc w odpowiadaniu na moje pytania.
        • Gość: Martyna Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: 204.186.88.* 13.12.01, 18:49
          Gość portalu: Nitka napisał(a):

          > Dzieki za odpowiedz. Z Twoich slow wynika, ze masz doswiadczenie w tym
          > zakresie. Na pewno skorzystam z Tojej rady. Powiedz mi, czy te wszystkie
          > formalnosci na uczelniach amerykanskich dlugo trwaja
          (srednio)?
          Nie wiem czy na wszystkich uczelniach to tak dlugo trwa. Ja pytalam na dwoch
          Uniwerytetach Penn state i Uniw. Marywood.Jak chcesz zaczac we wrzesniu to
          powinnas zaczac wypelniac aplikacje juz teraz .
          Generalnie Amerykanie zaliczaja poszczegolne przedmioty to znaczy nie musisz juz
          ich powtarzac. Ale pamietaj w Ameryce wymagania poszczegolnych uniwersytetow nie
          zawsze sa jednakowe.
          Jak oni przeliczaja nasza skale ocen na ich? Pytalam sie na temat przeliczania
          ocen na Uniwesytecie Pensylwania to sami nie byli pewni jak to zrobia.
          > Do tej pory nie zdawalam TOEFL, mam tylko CAE, ale
          > podobno oni tego nie uznaja, bo to brytyjski egzamin?
          Co do egzaminu CAE to nie wiem ale moge sie dowiedziec tylko napisz mi co to jest
          za egzamin. Tofela mozesz zdac w U.S.A ale wydaje mi sie , ze rowniez i w Polsce
          poszukaj na internecie. Jest to dosc prosty egzmain sprawdzajacy wiedze
          gramatyczna, umiejetnosc rozumienia ze sluchu oraz esej.Jak przyjedziesz do
          Stanow w kazdej bibliotece maja literature dotyczaca tych egzaminow z
          przykladowymi testami i tematami esejow.
          > TOEFLa zdac w USA? Jaki poziom punktow jest uznawany za zadowalajacy i
          > umozliwia przyjecie na amerykanski uniwerek (ten moj przyszly -I hope- to
          > stanowa uczelnia University of Nevada. Generalnie uczelnie akceptuja wynik 500-
          550 ze egzaminu standartowego( bo mozna Tofela zdawac komputerowo ale ja nie
          interesowalam sie tym za bardzo) A co z GDA-czy to mnie tez
          > obowiazuje?
          Co do Gda to chyba w zaleznosci od kierunku i Uczelni. Ja chce studiowac prawo
          wiec nie musze zdawac tego egzaminu.

          Pozdrawiam

      • Gość: Mirko ...? IP: *.union1.nj.home.com 12.12.01, 03:09
        Tata w duszy jest dumny jak przywodca stada. I ma z czego. Ulan jak malowany po
        corke przyjezdza na koniu kasztanowym. Jest dobrze. 35/100 (wiek/zarobki) to
        gosciu wie czego chce. Bedzie dobrze. A linii mu nie bron jesli tylko zechce. W
        linii robota bezpieczna. Moze zreszta nie chce. Nie to co te dopalacze teraz i
        odstrzeliwane fotele. Dlugonogie bzdziagwy nie dadza mu rady jak i Ty sie
        troszke postarasz a na pewno sie postarasz. Poczucie konkurencji i Tobie nie
        zaszkodzi.
        Nie wiem n/t latania na zaczepke w transportowcach. To moze byc jakis sekret
        czyli tajemnica wojskowa.

        Tymczasem...
    • aniutek Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej 12.12.01, 04:30
      You are good damn lucky!!!
      ciesz sie ominie Cie naprawde mnostwo klopotow,
      powodzenia i wszystkiego dobrego,
      aniutek smile
    • Gość: ivy Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.tnt3.portland.or.da.uu.net 12.12.01, 04:36
      Znalem kiedys taka jedna, co jak przyjechala do usa jako turystka, to wiedziala
      jak jest czesc i dupa po angielsku. Po jakis 4-rech miechach byla juz
      szczescliwie zamezna z porzadna zielona karta. Potem przez pare miechow miala
      swoje nowe nazwisko i adres napisane na kartce bo za nic do zakutej paly nie
      chcialo wejsc. Weic nie martw sie jak widzisz nie ty pierwsza i nie ostatnia
      wyrabiasz polka opinie...
      • Gość: bubu Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.pool009.at101.earthlink.net 12.12.01, 04:50
        polkom kolego polkom. slownik trzeba bylo z kraju przywiezc
        • Gość: ivy Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.tnt3.portland.or.da.uu.net 12.12.01, 04:52
          Gość portalu: bubu napisał(a):

          > polkom kolego polkom. slownik trzeba bylo z kraju przywiezc
          I po co mi slownik skoro nawet ty zalapal.
          A widzial jak w polsce poslowie sprawozdania pisza? Dostosowuje sie do przywodcow.

          • Gość: bubu Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.pool009.at101.earthlink.net 12.12.01, 05:11
            dostosywac sie do debilismile) niespecjalny pomyslsmile
            pozdro



            I po co mi slownik skoro nawet ty zalapal.
            A widzial jak w polsce poslowie sprawozdania pisza? Dostosowuje sie do przywodc
            ow.
            • Gość: Mirko Tak se mysle, trochu o Wisle a trochu o przemysle IP: 65.206.44.* 12.12.01, 15:53
              Ze mialem dobrego "czuja" ze to bedzie dobry temat. Przebojowy. Lepszy jak
              brazylijska telenowela.

              No i co dalej, co dalej?????
              • Gość: Mirko Dom za $100... IP: 65.206.44.* 12.12.01, 17:06
                Nitko droga,

                Napisalem co wiedzialem o wychodzeniu za maz za Twojego narzeczonego.

                Wlasnie z moja ukochana dwupaszportowa kobieta kupilismy nasz pierwszy
                amerykanski dom. Tzn jestesmy w dobrym (na dobrym) trakcie.
                Pytaj (albo rzuc) dalej jeslibys chciala wiedziec co i jak. (Mam papiery agenta
                i amerykanskie doswiadczenie nieruchomosciowe).
                Nie pisze tego jednak po to, zeby Cie balamucic na nieinteresujace Cie (na
                razie) tematy.
                Pisze po to, zeby uzmyslowic Ci jak z pewnej perspektywy powinnas spojrzec na
                ten jakby "konflikt pokolen" w ktorego samiutkim srodku teraz po uszy tkwisz.
                W tym magicznym momencie, w ktorym jestes sklonna skoczyc w te otchlan SWIATA,
                na jego praktycznie drugi koniec, skad dalej jest juz tylko Ksiezyc, prosto w
                te kuszaca wyobraznie otchlan. A obok stoja Ci PRZERAZENI rodzice, ktorzy
                zostana tam gdzie stoja w chwili kiedy Wasze Swiaty sie rozdziela a Ty bedziesz
                szybowala z szeroko otwartymi rekami. I beda sie te Swiaty rozdzielac z coraz
                wieksza predkoscia wraz ze wznoszeniem sie Boeinga, az stanie sie kropka na
                niebie a potem oddalajacym sie poszumem silnikow a potem bedzie juz tylko cisza
                (i okazjonalne telefony). Przeczuwasz, ze postarzy ich to w sekunde. Zmieni
                kolory codziennosci jakby pstryknac swiatlo.
                Ciesza sie oczywiscie wraz z Toba ale i umieraja w duszy ze strachu o Ciebie,
                bo cala ich wiedza o zyciu, ktora tluki Ci w glowe przez te wszystkie lata
                nagle okazuje sie za mala, zeby Ci pomoc w decyzji, ktora udajesz ze jeszcze
                podejmujesz ale ktora juz dawno tak naprawde podjelas. I oni to wiedza
                rozmawiajac z Toba tak, jakby cos jeszcze bylo do przedyskutowania.
                O to w gruncie rzeczy pytalas zaczynajac ten temat tutaj, prawda? Szukalas
                potwierdzenia, dowodu na to zeby Im jeszcze j a k o s pokazac, wytlumaczyc,
                ze nie lecisz na Ksiezyc, kiedy znikniesz w sekundzie z zasiegu ich wzroku. Nie
                jest prosto komus madrzejszemu cos wytlumaczyc, w momencie kiedy samemu drzy
                sie z niepewnosci, prawda?

                Postaram wiec jeszcze raz pocieszyc Cie uzywajac przykladu n/t jak rozne moze
                byc podejscie dwoch pokolen do ryzyka, do zycia i zyciowych decyzji. Tak wiec
                kontynuujac...:

                Moja mama, ktora nas tu teraz odwiedza na Swieta o malo nie dostala zawalu albo
                i czegos gorszego jak zobaczyla te 120-letnia szope za... no kupe forsy "a w
                Polsce taki piekny dom stoi".
                Mimo jej glosnych protestow postanowilismy ja kupic po 10 min.
                ogladaniu "nieruchomosci" i zaoferowalismy w oka mgnieniu o $100 wiecej niz
                sprzedajacy chcieli, chocby dlatego zeby oferta byla okragla suma a nie typowym
                amerykanskim "costam9900", ktore w naszych polskich glowkach i oczach wygladalo
                glupio a nie lubimy jak cos naszego wyglada glupio.
                $100 przy kilkuset tysiacach nie ma i nie mialo zadnego znaczenia.
                To jeszcze bardziej zbulwersowalo moja biedna, skolowana mame, bo "jak mozna
                oferowac wiecej niz zadaja ?!" "I to za taka RUINE a dom w Polsce jest taki
                piekny i stoi PUSTY !!!
                Po 2 dniach na chatynke bylo 4 powazne oferty. Wczoraj nasza wygrala o... $100.
                Prawnik prowadzacy transakcje zarzadzil, ze wobec wielu ofert wygra najwyzsza.
                (Oferty byly zapieczetowane). W wypadku rownorzednych, zrobia licytacje. Nasza
                oferta wygrala, o... $100. Dwie nastepne w kolejnosci byly rownorzedne i rowne
                cenie wywolawczej. Gdyby nie te $100, doszloby do wojny cenowej z ktorej albo
                odpadlibysmy albo wygralibysmy. Kosztowaloby to jednak conajmniej kilka
                dodatkowych tysiecy lub wiecej.
                Wiedzielismy doskonale co robimy, bo ceny dzialek w tej miejscowosci sa
                przecietnie dwukrotnie wyzsze niz my zaplacilismy za nasz "zabytek". Wiedza to
                jednak bylo za malo. Potrzebne bylo jeszcze te ekstra $100, (+ bezcenny zawsze
                lut szczescia), ktoreto $100 tak (dodatkowo) bulwersowalo moja mame.
                Teraz jak juz kurz opadl i ogarnela wzrokiem calosc - w tym fantastyczne szkoly
                w tej miejscowosci, na ktore najbardziej cieszy sie nasza 12 letnia corka -
                cieszy sie jeszcze bardziej niz my, mimo ze jeszcze 3 dni temu nie chciala z
                nami rozmawiac, bedac swiecie przekonana, ze dobry Bog odebral nam rozum. Nas
                cieszy nasze nowe hobby, czyli poki co najwiekszy projekt majsterkowiczowski w
                naszym dotychczasowym zyciu


                P.S. Twoim amerykanskim dzieciom tez bedzie sie nalezalo drugie, polskie
                obywatelstwo. Zalatwienie tego dla naszej urodzonej juz w USA corki zajelo nam
                25 minut. Dla Polakow teoretycznie mieszka u dziadkow w Polsce. Dla Amerykanow
                w USA. Gdzie bedzie naprawde mieszkac - wybierze sama - DOKLADNIE tak jak
                robisz to teraz Ty. Nastaly bowiem juz (na szczescie) inne czasy, niz te sprzed
                15, 25 czy wiecej lat kiedy jak sie emigrowalo, to sie calowalo betonowe
                nabrzeze i starych rodzicow, bo to byl ostatni raz kiedy widzieliscie sie na
                tym ziemskim padole lez.

                3maj sie.
                • Gość: Nitka Re: Dom za $100... IP: *.kopernik.silesianet.pl 14.12.01, 03:39
                  Mirko, Ty to chyba jakis jasnowidz jestes...
                  Przeczytalam kilka razy i bardzo dokladnie Twojego posta i wyszlo mi, ze nie
                  pomyliles sie ani o jote. Nie uswiadamialam sobie tego wczesniej, ale
                  faktycznie, jest jak piszesz. Decyzja podjeta i szukam teraz tylko dowodow dla
                  rodzicoe (i siebie mimo wszystko tez), by potwierdzily, ze jest ona sluszna.
                  Rodzice sa, slusznie mowisz, przerazeni tym wszystkim. Gdy wyjezdzalam w
                  kwietniu bylam zwyczajna studentka drugiego roku, ktora puchla z zadowolenia,
                  ze pomimo wielkiej konkurencji wygrala rekrutacje na staz, doszlifuje jezyk i
                  zarobi troszke pieniazkow. I oni mnie taka pamietaja. Troche im trudno
                  zrozumiec, ze teraz ta sama dziewczyna wychodzi za maz (zwlaszcza Tata to
                  przezywa) i to za kogo, cudzoziemca! Ani sie z takim dogadac (rodzice nie mowia
                  po angielsku i nie maja wspolnej z narzeczonym znajomosci innych jezykow), ani
                  go nie widzieli, i jeszcze im corke na drugi koniec swiata zabiera. Wcale im
                  sie nawet nie dziwie. Chcialabym im oszczedzic tego calego strachu i uspokoic
                  maksymalnie. Stad wszystkie moje "pozytywne" cechy, jakie narzeczony posiada.
                  Juz chyba wszystko przerobilam: nasze wielkie uczucie, studia za granica (o
                  czym zawsze marzylam), szanse na lepsze zycie w USA w porownaiu z Polska, na
                  dochodach narzeczonego skonczywszy. I oni kazdy takie slowo chlona jak gabka,
                  by sie wzajemnie pocieszac i przekonywac, ze decyzja jest sluszna. Widze, ze
                  bardzo sie boja, ze moze nam sie nie udac, stad moje rozmowy z nimi na temat
                  rozwodu i sytuacji materialnej: "bo wiecie, jakby cos bylo nie tak, to przeciez
                  moge zawsze sie rozwiesc", "dobrze, corciu, wtedy wrocisz do nas. a czy oni
                  deortuja cie do Polski?", "nie, kochani rodzice, jesli bede chciala, to bede
                  mogla zostac...", "a gdzie bedziecie mieszkac i co jesc, przeciez ty musisz
                  studia skonczyc, a nie wychowywac dzieci albo pracowac, zeby dom
                  utrzymac", "moj maz bedzie placil za studia, a na dzieci to jeszcze
                  poczekacie..." itd w tym samym stylu. Juz Ci chyba, Mirko, mowilam, ze dla Taty
                  jestem oczkiem w glowie i on najbardziej nie moze sie pogodzic, ze to oczko mu
                  sie wymyka. Przezywa to strasznie... Chyba nawet bardziej posiwial... Ale coz,
                  nie moze nic zrobic. On wie, ze decyzje juz podjelam i pozostaje mu nam zyczyc
                  wszystkiego najlepszego. W glebi duszy chyba sie pociesza, ze chyba nie
                  najgorzej trafilam. Na szczescie zasady, ktore mi wpoili nie przestana
                  obowiazywac, chce skonczyc studia i cieszyc sie z satysfakcjonujacej pracy, a
                  to sie nie zmieni.
                  Trudno nam wszystkim teraz. Ja caly czas mam obawy odnosnie zycia w obcym kraju
                  i boje sie , ze bede straaaaaasznie mocno teskic za rodzina, a oni boja sie,
                  jaki ten maz bedzie dla mnie. Ja sie mniej boje, w koncu go calkiem dobrze
                  znam smile I jeszce naturalna chyba obawa, ze moze nam sie nie udac - ta jest
                  najwieksza...
                  Mam nadzieje, ze i my bedziemy mieli za pare lat takie przygody z rodzicami jak
                  Ty z zona teraz. Oby to byly najwieksze problemy, jakie bedziemy miec... A
                  swoja droge, dziekuje za nauczke jak kupowac dom w Stanach smile Pewnie sie kiedys
                  przyda smile
                  Przesylam cieplutkie pozdrowienia
    • Gość: baker Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.mentorg.com 12.12.01, 17:33
      Nie wydaje wam sie, ze cos tutaj jest nie tak. Posty zaczelly sie polskiego
      wieczoru (w uas rano) i trwaly przez caly 'amerykanski' dzionek.
      Panna podobno stuka z polski. Ktos kogos tutaj probuje wkrecic...
      • Gość: Nitka Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.kopernik.silesianet.pl 13.12.01, 00:30
        Gość portalu: baker napisał(a):

        > Nie wydaje wam sie, ze cos tutaj jest nie tak. Posty zaczelly sie polskiego
        > wieczoru (w uas rano) i trwaly przez caly 'amerykanski' dzionek.
        > Panna podobno stuka z polski. Ktos kogos tutaj probuje wkrecic...

        A co ty tak weszysz? Normalnie sobie w nocy pisalam. Od mniej wiecej pierwszej do
        6 rano mojego czasu.
        Czy ty sadzisz, ze w nocy Internet w Polsce zamykaja na 3 spusty? Mimo dwoch
        Panow L. na najwyzszych stolkach na razie sie na to nie zanosi.


    • Gość: Nitka Jutro wszystkim poodpisuje IP: *.kopernik.silesianet.pl 13.12.01, 00:43
      Witam wszystkich,
      Dzisiaj w nocy - u Was, tam za oceanem, to sie dzionek zaczyna - nie bedzie
      mnie przy komputerku. Wczorajsza noc cala spedzilam na czytaniu i odpowiadaniu
      na posty, wiec dzis caly czas moj organizm strajkowal. Mam nadzieje, ze i tej
      nocy bedzie tu tak tlumnie i zostawicie mi nowa porcje wiadomosci na znany
      temat.
      Bede na forum duchem (ciekawe, kto z Was mi sie przysni..?)
      Pozdrawiam i dobranoc. Ja wlasnie sie, myk myk, do lozeczka udaje.
      • Gość: forum dobranoc IP: *.gronet.pl 13.12.01, 00:49
    • Gość: Martyna Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: 204.186.88.* 13.12.01, 18:57

      Czy jestes na studiach magisterskich czy tez licencjackich bo jeski bedziesz
      miala licencjat to moze uznaja go jako bachelor i bedziesz mogla po prostu
      zrobic magistra w Stanach a dalej MBA, ktore radzilabym zrobic w drogiej ,
      prestizowej uczelni.
      A najlepiej napisz do mnie na adres emailowy
      slonce5@yahoo.com.
      Mozesz tez poszukac adresu Twojej wymarzonej Uczelni w internecie i
      bezposrednio wyslac im Maila.
      Dobrze jak bedziesz miala 1 lub dwie referencje z Polski np od jednego z Twoich
      profesorow bo generalnie przy wypelnianiu aplikacji do szkoly zawsze trzeba
      miec referencje ale jesli nie przywieziesz z Polski to sie nie przejmuj Twoj
      ukochany prawdopodobnie cos wymysli. Poprosi kapitana lotnikow lub cos w tym
      stylu.
      • Gość: Nitka Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.kopernik.silesianet.pl 13.12.01, 20:21
        Witaj smile
        Dziekuje za rade. Chetnie sie z Toba skontaktuje mailowo, ale to za kilka dni.
        Jestem na jednolitych studiach magisterskich (uczelnia panstwowa) i nie mam
        mozliwisci zdobycia wczesniej tytulu licencjata. A i tak to raczej byloby
        trudne, bo w pazdzierniku dopiero zaczal mi sie trzeci rok, wiec musialabym
        zostac na Polsce do pazdziernika na obrone. Ale nie ma co gdybac, tytulu
        licencjata nie mam i nie bede miala. Do "pelni szczescia" moja uczelnia nie
        prowadzi studiuw w systemie ECTS i nie wiem jak rozwiiazac sprawe zamiany
        przedmiotow na jednostki kredytow w USA. Moze Ty masz na to jakis pomysl?
        Czy powinnam przetlumaczyc indeks w calosci, czy wystarczy tylko wyciag z ocen?
        I jak im to pokazac, skoro oni maja inna skale ocen? Napisac slownie?
        Pozdrawiam
        • Gość: Anna27 mala dygresja IP: *.215.158.89.Dial1.Washington1.Level3.net 13.12.01, 20:28
          A ja sobie dzisiaj na silowni przeczytalam artykul o mail-ordered-brides. Ona
          27 z Europy Wsch., on 39 lat rodowity Amerykanin z Poludnia. Ona szuka
          wygodnego zycia i zielonej karty, a on chce kury domowej. On mowi, ze w
          Ameryce nie ma juz fajnych kobiet, a wschodnie europejki sa mniej sfeminizowane
          i dlatego nadaja sie na zony. Ona rzecz jasna jest szczupla blondynka z
          jedrnym kuperkiem. To pewni nie ma zwiazku z przykladem powzszym , ale nie
          zaszkodzi wiedziec.
          • Gość: Nitka Re: mala dygresja IP: *.kopernik.silesianet.pl 13.12.01, 22:11
            Bylo tam cos jeszcze? Na przyklad o tym, czego on od niej oczekuje?
            • Gość: Mirko Re: mala dygresja IP: 65.206.44.* 13.12.01, 22:42
              Gość portalu: Nitka napisała):

              > Bylo tam cos jeszcze? Na przyklad o tym, czego on od niej oczekuje?


              Niczego wielkiego: "dziekuje", "prosze", "do widzenia" i takich podobnych.

              • Gość: Anna27 Re: mala dygresja IP: *.215.157.118.Dial1.Washington1.Level3.net 14.12.01, 00:34
                Byly tez inne przyklady jak facet celowo zaciazyl mloda zonke, zeby siedziala w
                domu i nie szla do pracy. I tez pobiezna charakterystyka facetow, ktorzy chca
                mloda, ladna ulegla cudzoziemke. Ale to byl artykul i oni specjalnie wybrali
                takie dziwne pary, ktorym nie szlo. Na dodatek wiekszosc tych osob spedzila z
                tymi kobietami mniej czasu niz Ty.

                A teraz pomijajac artykuly i inne takie tam...czy taka roznica wieku Ci nie
                przeszkadza. Nie odpowiedzialas tez na moje pytanie o jego porzednie zwiazki:
                Czy byl zonaty? Czy kogos mial?
                • Gość: Nitka Re: mala dygresja IP: *.kopernik.silesianet.pl 14.12.01, 02:55
                  Wiesz, chetnie bym sobie przeczytala ten artykul. Gdybys miala jakis dostep do
                  tej gazety, albo moze strona internetowa wydawcy, to daj znac. Zalezy mi na
                  tym, zeby poznac opinie o facetach sprowadzajacych sobie zone z "nieskazonej
                  feminizmem i innymi zboczeniami" Europy Wschodniej. Moj narzeczony juz mnie na
                  tyle zna, zeby wiedziec czego sie spodziewac, ale chcialabym tez wiedziec, co
                  jego znajomi moga o nas pomyslec. Nie, nie chodzi mi o to, ze az tak strasznie
                  boje sie, jak mnie tam ocenia, bo to nieprawda, ale o to czy jest jakis
                  stereotypowy wizerunek polskiej zony. Jest?
                  Moj narzeczony wie, ze nie jestem typem slodkiej blondynki wpatrzonej w meza i
                  caly dzien na zmiane czochrajacej czuprynki dzieci i gotujacej wyszukany obiad
                  z dwoch dan+deser. Nie dzieci mnie interesuja, a wlasny rozwoj i satysfakcja ze
                  studiow i pracy. Czyli pod tym wzgledem nie ma co liczyc na slodki dom i rownie
                  slodka zone. Ale nawet mu to nie przeszkadza (hmm, nawet sie dziwie wink ), a w
                  porywach to i podoba. On traktuje mnie jak partnerke, a nie przyszla kure
                  domowa. I ja taka partnerka chce dla Niego sie stac. Po to skoncze studia i
                  zaczne prace, by nigdy w zyciu nie byc uzalezniona od jego pieniedzy. Chce sama
                  decydowac o sobie. Troche mi przykro, gdy tu czytam sobie rozne wypowiedzi, z
                  ktorych przebija przekonanie, ze wychodze za Niego dla zielonej karty i
                  pieniedzy. To krzywdzace dla mnie, ale skoro nie jestem Wam w stanie udowodnic
                  szczerosci moich uczuc, to trudno. W koncu to nie z Wami biore ten slub i nie
                  Wy macie mi ufac. A moze po prostu nie potrafie przekonywac. Niewazne, zostawmy
                  ten temat.
                  Pytasz Anno, o jego poprzednie zwiazki. Nie mial zony ani dzieci. Mial przez
                  dlugi czas narzeczona (juz prawie "zakontraktowana"), ale sie rozstali mniej
                  wiecej rok temu. On ma bardzo powazne podejscie do wiernosci malzenskiej, a ona
                  podobno troche zbyt liberalna w slowach i ...czynach byla. Z tego co wiem,
                  widzialam i domyslilam sie, to moj narzeczony jest mezczyzna o bardzo "stalych"
                  wyobrazeniach na temat zwiazku, a w kosekwencji malzenstwa. Slub-koscielny,
                  katolicki, jeden w zyciu, niechec do rozwodow, nawet myslenia o nich. Takie
                  troche "niedzisiejsze" podejscie, jak sadzisz? Nie zrozum mnie zle,
                  mowiac "niedzisiejsze", mam na mysli, ze niewielu mezczyzn, Amerykanow w
                  szczegolnosci, uwaza podobnie, a nie, ze Jego poglady sa niezgodne z moimi. Ja
                  akurat mam dokladnie takie samo zdanie. Sadze, ze jesli malzenstwo juz zostanie
                  zawarte, to w razie problemow i kryzysow nalezy je ratowac, a nie biec czym
                  predzej do sadu po rozwod. I goraco pragne, zeby nam sie udalo. To brzmi jak
                  banal, bo w koncu chyba kazda panna mloda o tym marzy, ale coz, w tej kwestii
                  nie bede oryginalna. Tak sie smiesznie ulozylo w tym moim pokreconym
                  charakterze: z jednej strony chec pozostania niezalezna, decydujaca sama o
                  swoim wyksztalceniu, pracy, karierze, a z drugiej "nieamerykanskie" pomysly na
                  malzenatwo. Czy takie zachowanie w tym malo smiesznym kraju za oceanem ma racje
                  bytu? Boje sie, co z tego wszystkeigo wyniknie. Narzeczony akceptuje moje
                  zdanie, nalega na uzyskanie dyplomu i ani mu w glowie powiekszac rodzine jak
                  najszybciej, wiec moze sie uda? Chcielibysmy miec dzieci, ale to dopiero za
                  kilka lat, gdy juz nie bede musiala wybierac miedzy egzaminem a spacerem z
                  bobaskiem. Mieszkalismy troche razem i nie nabralam zadnych podstaw do
                  myslenia, ze potrzebna mu jest kura domowa i ja nia mam byc. Chyba mi to nie
                  grozi, bo raczej nie wierze, ze po slubie az tak radykalnie sie zmieni. Anno,
                  jak to jest z tymi amerykanskimi facetami: robia cos w domu, czy zostali
                  rozpuszczeni przez nadgorliwe mamusie i szukaja takich samych zon-sluzacych?
                  Nie znam rodziny mojego szczescia: ojciec juz nie zyje, a matka mieszka gdzies
                  na drugim koncu Stanow. Moj wydaje sie byc parterem nieroszczeniowym, ale kto
                  tam, u diabla, moze wiedziec, co w jego meskiej niezrozumialej psychice sie
                  kotluje...?
                  Pozdrowionka
                  • Gość: @ universytet RENO Nevada?????????? IP: *.nyc.rr.com 14.12.01, 03:50
                    A gdziez ty dziecino chcesz studiowac ??? O MBA na Uniwersytecie Reno (przy
                    boku i blisko ukochanego) nie slyszalam. A romantyzmu (czyt. zwiazku) na
                    odleglosc nie uznajesz. Swietnie!!!! Wydus od narzeczonego (przyszlego meza)
                    pieniadze na czesne i zycie gdzies z dala od gniazdka (ktore byc moze zdazysz
                    mu wypielegnowac w juz upatrzonym condo) - minie akurat 2 lata (zakladajac, ze
                    od razu na MBA sie zalapiesz, co watpliwe) - ubijesz dwa ptaki za jednym
                    strzalem: green card w kieszeni i sfinansiwane studia. I Ameryka otworem przed
                    toba !!!!
                    "Ach, co to byl za slub"
                • Gość: Nitka Re: mala dygresja IP: *.kopernik.silesianet.pl 14.12.01, 03:47
                  Zapomnialam Ci odpowiedziec an pytanie o roznice wieku. Nie, nie boje sie, ze
                  to moze miec negatywny wplyw na nasze malzenstwo. Choc On jest strszy ode mnie
                  o prawie 13 lat, to mamy ze soba swietny kontakt. Uwazam go za najlepszego
                  partnera do rozmowy, sposrod wszystkich moich chlopakow. Rozumiemy sie w pol
                  slowa, zachowujemy tak samo i sadze, ze wiek nie bedzie mial znaczenia. Moi
                  rodzice sa tez para z 10-letnia roznica wieku, wiec taka sytuacja nie jest mi
                  obca. Chyba, ze ze wzgledu na odmiennosc kultury, jest cos, co powinnam
                  wiedziec? W USA takie pary sie inaczej postrzega?
                  • Gość: Anna27 O byciu zona IP: *.244.86.223.Dial1.Washington2.Level3.net 14.12.01, 15:32
                    W Stanach roznice wieku nikogo nie szokuja. Ja pytalam o to, czy Tobie to nie
                    przeszkadza, bo to Ty zawierasz zwiazek. I jesli dla Ciebie jest ok, to
                    reszcie swiata nic do tego. Ja nigdy nie zakochalam sie w kims sporo starszym
                    od siebie wiec troche sie zdziwilam. Jesli Twoja mama jest 10 lat mlodsza od
                    ojca, to moze masz gdzies w podswiadomosci zakodowane, zeby szukac starszego
                    partnera i tylko taki Ci odpowiada.

                    Nie ma jekiegos uniwersalnego modelu Amerykanina. A juz na pewno ja Ci nie
                    bede umiala powiedziec jaki jest przecietny Amerykanski maz w domu. Bo moja
                    chlopina to chyba sie urodzila w Ameryce przez pomylke. Nie wiesza flag ani
                    innych patriotycznyych pierdul. To pacyfista walczacy o ochrone srodowiska.
                    Wiec Air Force jest mu conajmniej obce. Moj maz ma kumpla w Air Force.
                    Zonaty, trojka dzieci, bardzo oddany rodzinie.
                    innych wojskowych nie znam.

                    Slyszalam o zaleznosci typu, ze jesli facet jest Republikaninem to raczej woli
                    zone domowe, a jesli demokrata to chce zony intelektualistki. Ale to moze byc
                    wielka bzdurka na resorach. Bo na przyklad Elizabeth Dole chyba inteligencja
                    przewyzsza Boba Dole. Republlikanie sa bardziej sklonni do obaw zwiazanych z
                    feminizmem, a Demokraci z feministkami sie dogaduje vide: Al Gore i Naomi
                    Wolf. Jesli Twoja mezczyzna jest Demokrata to sprawa jasna. Ale podejrzewam,
                    ze Air Force to raczej Republikanie...Znam Polke z doktoratem z fizyki
                    poslubiana Republikanwi i kobieta pracuje i mezem w zasadzie dyryguje. Wiec
                    to co opisalam powyzej w tym paragrafie to bardziej stereotypy niz fakty.

                    Jesli chodzi o pomoc w domu to tez Amerykanin Amerykaninowi nie rowny. Moj cos
                    tam robi, ale my zyjemy ponad takie przyziemne rzeczy jak porzadek w domu.
                    Sprawy pieniedzy czy statusu sa nam raczej obojetne, byle przezyc i robic cos
                    intelektualnego.

                    Co do artykulu na silowni, to wiekszosc tych babek byla z former USSR. I jak
                    mowilam specjalnie wybrali parki, ktore wpadly w stereotyp. Te kobiety
                    praktycznie wyszly za maz zaraz po drugiej randce i bardziej dla zielonej karty
                    niz z milosci. Mowisz, ze te rzczay Cie nie dotycza i wiekszosc spraw masz z
                    narzeczonym obgadana. Jesli dotrzyma slowa to super. Jesli nie, to tego nie
                    moglas przeciez przewidziec.

                    Jesli Reno nie ma programu MBA to moze cos innego da sie tam studiowac.

                    Powodzenia.
                    • aniczka Do Nitki 14.12.01, 16:47
                      Przeczytalam Twoj pierwszy post i pomyslalam sobie, ze jestes troche
                      wyrachowana. Wychodzisz za maz niby z milosci, ale pytasz o obywatelstwo w
                      wypadku rozwodu. Potem jednak przecztalam Twoje odpowiedzi na takie zarzuty i
                      doskonale Cie zrozumialam. Widzisz, ja tez zakochalam sie w Amerykaninie i,
                      podobnie jak ku Ciebie, stalo sie to nagle podczas wakacji w Stanach. Wiem,
                      jakim szokiem to bylo dla moich Rodzicow. Niby cieszyli sie moim szczesciem i
                      wierzyli w moj zdrowy rozsadek (ktory to niby nie pozwoliby mi na zakochanie
                      sie w jakims padalcu wink), ale tak naprawde to bardzo sie tego wszystkiego
                      bali. Moj Wybranek przyjechal w zeszlym roku na swieta i wzbudzil zaufanie,
                      ale moi Rodzice, podobnie jak Twoi, nie mowia po angielsku. Ciezko jest wiec
                      pogadac z przyszlym zieciem o przyszlosci ukochanej corki, jesli to wlasnie ta
                      corka musi wszystko tlumaczyc. Wiem jak trudno bylo mi wytlumaczyc Rodzicom,
                      ze chce jechac do Stanow. I tez uzywalam argumentow ekonomicznych: zaczne tam
                      kolejne studia (jestem zeszloroczna absolwentka polskiej uczelni), bede mowila
                      po angielsku z doskonalym angielskim i w razie czego po paru latach zycia w
                      Stanach wroce do Polski z umiejetnosciami ulatwiajacymi mi znalazienie
                      dokonalej pracy. Tak im tlumaczylam, bo powiedzenie, ze kocham tego czlowieka
                      i chce z nim byc by nie wystarczylo.
                      Puenta: studiuje w Stanach, mieszkam z moim Ukochanym, jest nam razem
                      wspaniale. Slubu nie bierzemy z jednego prostego powodu - Wybranek tez jeszcze
                      studiuje i na slub z cudzoziemka potrzebowalby sponsora (naprawde cos takiego
                      jest wymagane przez INS, ale to juz inna historia). Rodzice w kazdym mailu
                      kaza pozdrawiac przyszlego ziecia i nawet czasami z nim troche pogadaja przez
                      telefon(bowiem Ukochany ambitnie uczy sie polskiego) Jesli bedziesz
                      kiedykolwiek chciala pogadac z kims zyczliwym, to pisz na moj adres. z
                      przyjemnoscia podziele sie z Toba moimi doswiadczeniami.
                      pozdrawiam serdecznie,
                      Aniczka
                    • Gość: Lidia Jeszcze raz rozne na temat zwiazkow IP: 204.155.16.* 14.12.01, 17:37
                      Kochani

                      No owszem, rozsadek jest wazny i dobrze wiedziec, kto zacz ten lotnik. Moze
                      Nitka powinna wiecej czasu poswiecic na ten "wywiad" zanim zdecyduje sie na
                      powazniejsze zobowiazania narzeczenskie?

                      Rozumiem, ze Nitka zadaje pytania tu dotyczace zielonej karty, pozwolenia na
                      prace, obywatelstwa itd. Ale z tym zarobkami oraz pytaniami w stylu co by bylo
                      gdyby, to lekka przesada, wedlug mnie.

                      Poza tym polski sprzatacz kibli tez czlowiek i zasluguje na milosc. Gdybym
                      spotkala w zyciu takiego pana, i okazalby sie cudownym CZLOWIEKIEM, to niewazne
                      by bylo, co on mi moze materialnie zaproponowac. Poszlabym do pracy, zeby
                      zarobic na to tuition sama. I oszczedzalabym z nim wspolnie na domek oraz
                      bilety lotnicze do kraju rodzinnego czy innych miejsc na swiecie.

                      Wyszlam za maz za Amerykanina i zanim powiedzialam TAK, nie zastanawialam sie
                      nad tym, co ja z tego bede miala i kiedy dostane obywatelstwo ani co by bylo
                      gdybysmy sie rozwodzili. Wazniejsze bylo dla mnie obserwowanie, jakim on jest
                      czlowiekiem, jakie ma podejscie do ludzi, do zwiazkow, do swoich rodzicow, do
                      swojej corki, ktora mieszka z nim, a nie z matka (teraz z nami). Mojemu Tacie
                      (a kocham go bardzo i mam dla niego wielki szacunek) nic do zarobkow mojego
                      meza ani do jego materialnej sytuacji.

                      Ja osobiscie zostawilam dla mojego meza, ktory nawet domu nie ma wlasnego,
                      umeblowane i wyposazone mieszkanie w Warszawie oraz znacznie lepsze mozliwosci
                      pracy w Polsce niz tutaj. No i przede wszystkim rodzine oraz przyjaciol. Ale
                      kocham go nad zycie i najwazniejsze dla mnie jest to, jakim jest czlowiekiem.

                      Nie chce osadzac Nitki ani prawic jej kazan. Ludzie sa rozni i maja rozne
                      podejscie do spraw malzenstwa. Ale Nitka musi sobie uswiadomic, ze ten
                      wspanialy lotnik moze ktoregos pieknego dnia zrezygnowac z lotnictwa i
                      przerzucic sie na prace w MacDonaldsie. Moze bedzie mial dosyc stresu i wcale
                      bym mu sie nie dziwila. Czy stac go bedzie wtedy na oplacanie tuition za MBA
                      polskiej zonki na jakiejs renomowanej uczelni? Raczej nie. I czy bedzie sie
                      przejmowal tym, co na to Tata? Nie sadze.

                      Tak czy inaczej zycze Nitce szczescia na nowej drodze zyciowej i spelnienia
                      wszystkich marzen.

                      • Gość: Mirko Lotnik przy patelni IP: 65.206.44.* 14.12.01, 18:46
                        Lidia,
                        ladnie to napisalas ale nie do konca.
                        Nie bylas nigdy lotnikiem (lub zeglarzem, alpinista, strazakiem, lekarzem itd)
                        i to widac. Lotnicy wojskowi zostawiaja czasem rzeczywiscie lotnictwo wojskowe
                        zeby pojsc z wojskowa emerytura do cywilnego i tam dostac jeszcze wiecej kasy i
                        NA PEWNO nie dotyczy to McDonalda na lotnisku, przy calym naleznym szacunku dla
                        takiej pracy.
                        Jesli masz w glowie same wektory predkosci, funty ciagu, procedury awaryjne i
                        roze wiatrow, to tasmowe smazenie kotletow nie moze byc odtrutka - jest
                        trucizna z dzialaniem podobnym do drutow wysokiego napiecia niewidocznych we
                        mgle.
                        • Gość: Lidia Re: Lotnik przy patelni IP: 204.155.16.* 14.12.01, 19:35
                          Wiem, ze to malo prawdopodobne. Mam tylko nadzieje, ze nie bedzie musial isc
                          (leciec) na wojne. A jesli juz, to ze wroci caly i zdrowy do Nitki i do ich
                          gniazdka w tym condo...

                          Mirko, gratuluje kupna domu. Czy to gdzies na Wschodnim Wybrzezu?
                          • Gość: Mirko Lidia IP: *.union1.nj.home.com 15.12.01, 23:25
                            Gość portalu: Lidia napisała:

                            > Wiem, ze to malo prawdopodobne. Mam tylko nadzieje, ze nie bedzie musial isc
                            > (leciec) na wojne. A jesli juz, to ze wroci caly i zdrowy do Nitki i do ich
                            > gniazdka w tym condo...
                            >
                            > Mirko, gratuluje kupna domu. Czy to gdzies na Wschodnim Wybrzezu?

                            Tak, w Westfield, New Jersey. Ladne, spokojne miasteczko o ~ pol godziny jazdy
                            na zach. od lotniska Newark.

                      • muzaaa Re: Jeszcze raz rozne na temat zwiazkow 14.12.01, 18:50
                        Nitka, nie czytalam dokladnie wszystkich postow, ale wytworzyl mi sie obraz
                        Twojej osoby i calej historii w jakiej uczestniczysz. Nie wiem ile masz lat,
                        ale chyba jestes jeszcze mlodziutka osoba, to tlumaczy i usprawiedliwia Twoja
                        postawe i ustosunkowanie do sutuacji w jakiej sie znajdujesz.
                        Nie mozesz zaprzeczyc swojemu wyrachowaniu, ale czy to takie zle w obecnych
                        czasach? Dasz sobie rade w zyciu i fakt, ze wiesz czego chcesz w tym Ci napewno
                        pomoze. Masz szczescie ze nie urodzilas sie muza, moge Ci tylko pozazdroscic.
                        Realne widzenie swiata, plany, dazenie do nich wykorzysujac wszystkie dostepne
                        mozliwosci sa w tej chwili sposobem na dobre zycie i samorealizacje. Presja
                        swiata, obecne modelowe sposoby na zycie, "wzorcowe" postepowanie kobiet,
                        rownosc plociowa tzw. "rownouprawnienie", usprawiedliwia, bo kazdy cel uswieca
                        srodki. Archaiczne juz wartosci nalezy schowac na polke, powinno sie o nich
                        zapomniec.
                        Nikt na forum nie przepowie jakie bedziesz miec zycie, jaki bedzie Twoj
                        mezczyzna jako maz. Masz tak duzo watpliwosci wzgledem niego, ze moze lepiej
                        nie bierz slubu, jeszcze nie teraz. Pomieszkajcie razem, przekonasz sie sama
                        czy to jest wlasnie ten z ktorym chcesz spedzic cale zycie. Na miejscu dowiesz
                        sie o wszystkich sprawach jakie Cie interesuja i Ciebie dotycza. Nie lecisz
                        przeciez na inna planete Nitkasmile, swiat sie skurczyl i wszedzie zaczyna byc
                        naprawde blisko.
                        • Gość: Lidia Re: Jeszcze raz rozne na temat zwiazkow IP: 204.155.16.* 14.12.01, 19:12
                          Ja przeczytalam wszystkie posty dokladnie. Nitka ma 22 lata. Duzo wie o swiecie
                          i ma calkiem dobrze poukladane w glowie. Z grzecznosci jej gratuluje
                          znalezienia milosci i podjecia tak waznych decyzji.

                          Zrozumiale jest, ze ma pytania i watpliwosci. Ale mysle, ze sugestia Muzy jest
                          trafna - troche za duzo tych pytan i watpliowsci i moze lepiej najpierw poznac
                          sie lepiej. Z drugiej strony Nitce nie jest tak latwo zostawic tu studia i do
                          chlopaka wyjechac na dluzszy czas.

                          To na co ja chcialam zwrocic Twoja uwage droga Nitko to fakt, ze w zyciu nie ma
                          pewnosci. Jesli sie kochacie to jest to tak najwazniejszy i wystarczajacy powod
                          do zawarcia zwiazku malzenskiego, reszta to dodatki. Teraz jest pilotem i
                          zarabia sobie to 90-100k, ale jaka jest pewnosc, ze za rok bedzie dalej
                          lotnikiem? To bardzo niebezpieczny zawod to latanie po niebie. Szczegolnie
                          teraz w zwiazku z wojna wypowiedziana przez USA terrorystom. Jak to sie dalej
                          potoczy naprawde trudno przewidziec.

                          Z drugiej strony mysle sobie, ze to dziwne, ze po 6-miesiecznym pobycie w USA i
                          pracy po $15 za godzine (podczas gdy kolega Amerykanin dostawal tylko $10) nie
                          jestes w stanie oszacowac, czy 90-100k rocznie to duzo czy malo.

                          Jestem zona Amerykanina, ale, kurcze, nigdy o sobie nie myslalam w
                          kategoriach "amerykanskiej zony". No coz, jak to mowia madrzy ludzie na tym
                          forum punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.

                          Pozdrawiam i zycze mniej rozterek.

                          Lidia
                        • Gość: Mirko Muuza: bialoglowa glowa pod chlodny kran! Pobudka! IP: 65.206.44.* 14.12.01, 19:47
                          muzaaa napisała (m.in.):

                          > Nikt na forum nie przepowie jakie bedziesz miec zycie, jaki bedzie Twoj
                          > mezczyzna jako maz. Masz tak duzo watpliwosci wzgledem niego, ze moze lepiej
                          > nie bierz slubu, jeszcze nie teraz. Pomieszkajcie razem, przekonasz sie sama
                          > czy to jest wlasnie ten z ktorym chcesz spedzic cale zycie. Na miejscu dowiesz
                          > sie o wszystkich sprawach jakie Cie interesuja i Ciebie dotycza.

                          Oczywiscie ze nie, ale brak zorientowania we wlasnych sprawach moze byc kosztowny.
                          Nieodpowiednio wydany dolar dzisiaj najczesciej wymaga wydania $10 za rok - dwa.
                          Procz rad jak nie przypalic ukochanemu kotleta czy zelazkiem sluzbowej koszuli w
                          dniu rozdawania orderow pasowaloby jej jednak wiedziec jak gleboka jest blekitna
                          woda w ktora tak dzielnie wskakuje. I to wcale nie jest zadne wyrachowanie.

                          Poczekac? Pomieszkac? Wyjasnic watpliwosci? Raczysz zartowac (lub demonstrowac
                          ignorancje n/t o ktorym piszesz). Chocby dlatego, ze nie wiza "narzeczenska" ma
                          okreslona (i krotka) waznosc, ktora albo nalezy zakonczyc slubem albo wyjazdem.

                          Nie ma nic glupszego niz pozostawiac swoja sytuacje w prawnej "prozni" - "zeby
                          sie zastanawiac", bo "chcialabym a boje sie".
                          W przypadku naszej bohaterki: poczeka pol roku i zostanie niechcacy "Illegal
                          Alien" a wobec obecnych nastrojow w Stanach to prawie najgorsze co mozna sobie
                          zrobic majac mozliwosc nie zrobic zle lub wrecz zrobic dobrze.
                          Ponadto jak poczuja sie jej rodzice kiedy zamiast depeszy z terminem slubu (lub
                          powrotu) bedzie pocztowka o tym, ze "ciagle jeszcze sie zastanawia".
                          38-letniemu wojskowemu lotnikowi amerykanskiemu (ktory NA DODATEK KOCHA, LUBI,
                          SZANUJE) nalezy sie prawieze od jutra super-emeryturka z nadrukiem "United States
                          of America", z ktora palcem w bucie nie musi kiwac do konca dlugiego zycia jesli
                          tylko mialby na to ochote. Na jacht pelnomorski nie starczy ale na uspokajajace
                          codzienne lowienie rybek w zatoce kolifornijskiej - NA LUZIE! Forsa nie jest
                          najwazniejsza, ale wiesz jak pomaga ??! To, ze gosciowi chce sie w takich
                          warunkach jeszcze rano zwlekac z wyrka i golic - tylko dobrze o nim swiadczy. Na
                          proszki i gorzalke sprawdzaja go zanim dadza mu potrzymac za klamke do sprzetu za
                          miliardy, wiec tu tez jest OK. Fakt, ze robota i firma troszke nerwowa, ale
                          oklady z pardon - slowianskich mlodych piersi + troche ciepla bijacego od kuchni
                          czy sypialni - podzialaja na stresy jak reka odjal i bedzie im super tak jak w
                          zadnej brazylijskiej telenoweli. On o tym sam wie doskonale i m.in. dlatego jest
                          taki zakochany. Wybral tez najlepiej jak mogl. Koledzy z bazy beda mu zazdroscic
                          tego bardziej niz kolejnych dwoch gwiazdek na pagonach, ktore dostana dopiero jak
                          beda starzy. Z dnia na dzien stanie sie wazniejszy.
                          Tu nalezy jeszcze dodac, ze nasza bohaterka ma szanse zrobic dla ojczyzny wiecej
                          dobrej propagandy w zwartych szeregach natowskiego sojusznika niz cale polskie
                          Ministerstwo Propagandy, ktorego na dodatek nie ma, bo na nic nie ma w tej bidnej
                          Polse "piniedzy".

                          > Nie lecisz
                          > przeciez na inna planete Nitkasmile,

                          ...raczej na odwrot. Inna planeta jest poki co w Polsce.

                          > swiat sie skurczyl i wszedzie zaczyna byc
                          > naprawde blisko.

                          A to prawda. Szczegolnie z wykorzystaniem lotnictwa naddzwiekowego bez limitow na
                          paliwo i inne wydatki.
                          • Gość: muzaaa Re:Mirko:) IP: *.dialin.buffalo.edu 14.12.01, 20:21
                            Wiem, ze nakrecasz ten watek z Tobie tylko znanych powodow. Duzo energii
                            poswiecasz na pomoc dziewczynie i to Ci sie bardzo chwali. Zycze Ci nadal
                            takiego zapalu i zaangazowania bo chyba jestes w temacie wiec tym bardziej
                            okazesz sie przydatny.

                            Tak sie zlozylo ze jestem bialoglowa i zmienic tego nie chce i nie mogesmile. Nie
                            wiem dlaczego od razu za to chcesz mnie polewac zimna woda, pobutka zabrzmiala
                            bynajmniej nie na miejscu bo mnie i moich pogladow nie zmienisz kublem
                            lodowatej wodysmile Jezeli nie masz tolerancji dla innych sobie to tylko twoja
                            sprawa Mirko.
                            Nie neguje dziewczyny ktora rozpoczela ten watek, nawet wyrazilam zazdrosc ze
                            dobrze byc taka jak onasmile w dzisiejszym swiecie.
                            Jezeli musi wziac slub zeby mieszkac w USA, niech wezmie slub i przestanie
                            rozstrzasac sprawy, jezeli to jest jedyny warunek przebywania w tym kraju.
                            Mozemy poglaskac ja po glowce, powiedziec ze wszystko bedzie wspaniale i dac
                            krzyzyk na droge. Taka milosc jaka ja ogarnela jest marna, jezeli tyle za i
                            przeciw sama sobie wynajduje. Roztropna mloda kobieta. To mialam na mysli
                            Mirko, nic wiecejsmile.

                            A tak na marginesie, to latwo mozna wyczuc ironie jaka przewija sie we
                            wszystkich Twoich postach Mirkosmile. Zadziwiajaca jest Twoja znajomosc tematyki
                            noweli brazylijskich i formuly jaka nimi kieruje. Sam porownujesz ten watek do
                            takich klimatow. To jak to jest Mirkosmile bedzie happy end czy nie?smile
                          • Gość: Nitka Dzieki, Mirko! IP: *.kopernik.silesianet.pl 14.12.01, 20:22
                            Dziekuje Ci, moj najwiekszy supporterze smile Ogromnie sie ciesze, ze w ten sposob
                            ujales cala sytuacje. Staram sie o tym tak myslec, na razie mi nie wychodzilo,
                            ale widze, ze majac Ciebie na forum, bedzie mi coraz latwiej tak to traktowac.
                            W rewanzu za poparcie kupie od Ciebie kiedys dom (masz papiery aganta, dobrze
                            pamietam, prawda?) i nie bede oszczedzac na prowizji, hihi wink
                            Ale jeszcze raz, powaznie, chce Ci szczerze podziekowac. Takie slowa sa
                            naprawde mi potrzebne. Za duzo mam w sobie watpliwosci, by bez niczyjej pomocy
                            rzucic sie na glegoka wode, nie sprawdziwszy wczesniej, czy potrafie plywac. Ty
                            jestes jak kapok smile
                            Pozdrawiam
                        • Gość: Nitka Re: Jeszcze raz rozne na temat zwiazkow IP: *.kopernik.silesianet.pl 14.12.01, 20:04
                          Wiaj Muzo.
                          Ciesze sie, ze starasz sie mnie zrozumiec, chociaz chyba jednak nie wszystko
                          odbierasz tak, jak jest naprawde. Masz racje co do wieku (mam 22 lata i sama
                          troche sie obawiam, ze moze jestem za mloda na malzenstwo) i mojego
                          realistycznego podejscia do zycia. Mylisz sie, gdy podejrzewasz mnie o
                          wyrachowanie. Dla mnie to slowo ma zdecydowanie negatywne konotacje i na pewno
                          nigdy bym sama go w stosunku do siebie nie uzyla. Wiesz, staram sie uczucia
                          jakie zywie do mojego narzeczonego, odsunac na bok i "na chlodno" przemyslec
                          wszystkie pozytywy i negatywy tej decyzji. I gdybym miala to przedstawic
                          graficznie, to po stronie plusow jest tylko jedno zdanie: "bedziemy razem",
                          natomiast strona negatywow az peka w szwach. Boje sie czy zostane tam
                          zakceptowana, czy poradze sobie na studiach, czy polubie amerykanski styl zycia
                          itp. Tesknota za rodzina (jestem bardzo z nia zwiazana) i pytanie, czy nam sie
                          uda, to najwieksze obawy, jakie mam. Zawsze lepiej na mnie dzialaly racjonalne
                          i logiczne argumenty, totez staram sie znalezc wszystkie korzysci poza ta
                          jedna, ze Go kocham. A moi rodzice tym bardziej na to patrza. I to pewnie
                          dlatego, jak zauwazylas, spory nacisk klade w swoich postach na ekonomiczne
                          aspekty zycia za granica. Milosc-jak najbardziej, ale nie za wszelka cene. W
                          Polsce mam nienajgorsze zycie:kochajacy rodzice, przyjaciele, studia, ktore
                          daja mi satysfakcje. A w USA moj ukochany lotnik. I wybralam lotnika. Ale w
                          dalszym ciagu musze toczyc boje ze soba sama i najblizszymi, by udowodnic im,
                          ze decyzja jest sluszna.
                          Twoja rada, zeby sie nie spieszyc ze slubem bylaby calkiem rozsadna, gdyby nie
                          jedno "ale". Ja nie mam prawa byc w Ameryce bez wizy. Moj narzeczony wystapil o
                          fiancee visa dla mnie. I w ciagu 3 miesiecy od przyjazdu musze sie zdecydowac
                          na slub lub wracac do Polski. To cos jakby miecz Damoklesa wiszacy nad toba:
                          masz ograniczony czas na podjecie decyzji i albo woz, albo przewoz. Nie
                          wyobrazam sobie tych uplywajacych dni i niemego pytania mojego Ukochanego, czy
                          juz sie zastanowilam. Ja juz podjelam dezyzje, czy chce z Nim byc. Chce. Ale
                          caly czas boje sie, ze moje zycie zmieni sie za bardzo, bym mogla to
                          zakceptowac. Mieszkalismy juz ze soba i wiem, ze na Niego moge liczyc, ale
                          przeciez zycie nie sklada sie tylko z meza i musze wiedziec tez, czy
                          srodowisko, w ktorym sie znajde, zaakceptuje mnie i vice versa. Nie dostane
                          raczej innej wizy niz narzeczenska, by nie byc zmuszona terminami do
                          decydowania o swoim zyciu. Mialabym ewentualnie szanse na turystyczna-studenci
                          raczej bez problemow dostaja, ale z nia jest za duzo klopotow potem. Po slubie
                          na turystycznej musialabym wrocic do Polski i zmieniac status, co ponoc jest
                          bardzo czasochlonne. Na turystycznej nie moge starac sie o przyjecie na studia,
                          ani, co oczywiste, pracowac. Nie chce robic sobie przerw w studiach, wiec
                          mysle, ze ubieganie sie o inna wize niz fincee jest niemadre. Tak wiec widzisz,
                          kwestia poczekania ze slubem jest troche trudna do zaakceptowania, szczegolnie,
                          ze my chcemy jak najszybciej byc razem. Nie bede czekac do wakacji, by Go
                          zobaczyc, a On nie bedzie mogl do mnie przyjezdzac czesto ze wzgledu na
                          absorbujaca prace. Moze myslalabym inaczej, gdyby moj narzeczony mieszkal w
                          Polsce. Gdybym zakochala sie w Polaku, na obecnym etapie chyba jednak nie
                          zdecydowalabym sie na slub. Wolalabym poczekac na ustabilizowanie sie naszego
                          zwiazku i skonczyc studia. Ale w moim przypadku, czekanie nie ma sensu, bo dla
                          mnie jest prawie jednoznaczne ze zrezygnowaniem z takiego mezczyzny. Nie
                          wyobrazam sobie zwiazku na odleglosc, zadne z nas nie zgodziloby sie poprzestac
                          na mailach i telefonach, a na czeste odwidzanie sie nie mozemy liczyc. Kochamy
                          sie i chcemy byc razem i trzeba sie odwaznie zdecydowac, czy nastapi to teraz,
                          czy nigdy. Ja to przynajmniej widze w ten sposob. Moi rodzice maja chyba inne
                          zdanie, ale i na tyle taktu, by nie wypowiadac go glosno.
                          Wybacz, ze sie tak rozpisalam. Bardzo potrzebuje rozmow na ten temat i chyba
                          zaczynam Was tu na forum, traktowac jako namiastke psychoanalitykow. Moi polscy
                          przyjaciele nie nadaja sie, gdyz nie maja porownania co do zycia tu i za
                          oceanem. Pomozcie mi uwierzyc w to, ze sobie tam poradze.
                          Pozdrawiam goraco Ciebie, Muzo, i wszystkich pozostalych forumowiczow.
                          • Gość: muzaaa Re: Nitka:) IP: *.dialin.buffalo.edu 14.12.01, 20:48
                            Mnie nie musisz sie tlumaczyc, naprawde. Jezeli zaczelas traktowac forum jako
                            rodzaj spowiedzi przed psychoanalitykiem to bardzo dobrze. Od czego w koncu
                            jest to forum?smile

                            Fakt, ze Ty jestes najwazniejsza w tym wszystkim i zaprzeczyc temu nie mozna.
                            Nie doczytalam dokladnie dlaczego wlasciwie nie mozesz starac sie o wize
                            turysztyczna do USA. Czy to ma jakis zwiazek z tym ze chcesz kontynuowac nauke
                            w tym kraju? Czy powinnas miec wize studencka? Ja otrzymalam wize turystyczna
                            kiedy to jeszcze z moim obecnym mezem bylismy nieposlubieni. Za jego
                            wstawiennictwem nie bylo z tym zadnego problemu. Mieszkalismy pare lat bez
                            slubu razem zanim podjelismy decyzje o zalegalizowaniu zwiazku. Wszystko
                            przyszlo samo i w jakis taki naturalny sposobsmile.
                            Pytanie do Mirkosmile: Wiadomo, ze osoba posiadajaca wize turystyczna moze
                            legalnie przebywac w USA szesc miesiecy, tak? Czy opusciwszy ten kraj po tym
                            okresie powinno sie odczekac jakis czas aby do niego wrocic i byc nastepne
                            szesc miesiecy? Moj znajomy Amerykanin robil tak w Polsce. Co trzy miesiace
                            wyskakiwal na Slowacje po piwo i jego uaktualniona pieczatka w paszporcie
                            upowazniala go do dalszego legalengo pobytu w naszym kraju.
                            Pozdrawiamsmile
                            • Gość: Nitka Do Muzy IP: *.kopernik.silesianet.pl 14.12.01, 21:20
                              Dlaczego nie sadze, ze wiza turystuczna to dobry pomysl? Powiem Ci szczerze, ze
                              myslalam na samym poczatku o takim rozwiazaniu, ale doszlam do wniosku, ze to
                              nie jest najlepszy pomysl.
                              1. Moge ja dostac lub nie. Kryteria przyznawania sa mocno niejasne.
                              2. Gdybym chciala wziac slub przebywajac na turystycznej, od razu musze wracac
                              do Polski i zmieniac status. To podobno trwa nawet 2-3 miesiace. Wyobrazasz
                              sobie miesiac miodowy osobno?
                              3. Nie wolno mi studiowac na turystycznej. Dla mnie kwestia nauki jest bardzo
                              wazna i nie chce robic przerw w studiach. Poza tym, nie wiem, czy moglabym po
                              kilku miesiacach bezbolesnie wrocic na studia w Polsce (moja uczelnia robi
                              ostatnio problemy z urlopami dziekanskimi).
                              4. Na turystycznej nie moge pracowac. A nie chce byc zalezna od pieniedzy
                              mojego narzeczonego.
                              5. Faktycznie, po pol roku trzeba przyjechac do Polski.
                              Jak wiedzisz, jedyne co zyskuje, to dodatkowe 3 miesiace na podjecie decyzji,
                              ktora na dobra sprawe jest juz podjeta. Boje jak sobie tam dam rade (i slub
                              chyba tu nie ma znaczenia, tak samo sobie dam rade jako zona, jak i jako
                              kandydatka na takowa), a przede wszystkim czy nam sie uda jako parze. Ale tego
                              nie dowiem sie, jesli nie sprobuje. I to juz wiem.
                              Pozdrawiam

                      • Gość: Anna27 Re: Jeszcze raz rozne na temat zwiazkow-Lidia IP: *.244.210.73.Dial1.Washington2.Level3.net 14.12.01, 21:59
                        Bardzo podoba mi sie Twoj post. Wietrze osobe myslaca podobnie. Czyzbys
                        czytywala mlodego Marxa? (Star jest do kitu!)
                    • Gość: Mr. T Re: O byciu zona IP: *.ne.mediaone.net 15.12.01, 04:19
                      Juz dawno nie widzialem tylu stereotypow w jednym poscie... Zeby to wszystko
                      bylo takie proste...
                      • Gość: Nitka Re: O byciu zona IP: *.kopernik.silesianet.pl 15.12.01, 17:16
                        Gość portalu: Mr. T napisał(a):

                        > Juz dawno nie widzialem tylu stereotypow w jednym poscie... Zeby to wszystko
                        > bylo takie proste...

                        Opowiedz mi, Mr.T, o tych stereotypach. Wszystko, co wiesz. Prosze smile

                        • Gość: Mr. T Re: O byciu zona IP: *.ne.mediaone.net 15.12.01, 19:14
                          Gość portalu: Nitka napisał(a):

                          > Gość portalu: Mr. T napisał(a):
                          >
                          > > Juz dawno nie widzialem tylu stereotypow w jednym poscie... Zeby to wszyst
                          > ko
                          > > bylo takie proste...
                          >
                          > Opowiedz mi, Mr.T, o tych stereotypach. Wszystko, co wiesz. Prosze smile
                          >

                          Chodzilo mi o to:

                          Gość portalu: Anna27 napisał(a):

                          > W Stanach roznice wieku nikogo nie szokuja. Ja pytalam o to, czy Tobie to nie
                          > przeszkadza, bo to Ty zawierasz zwiazek. I jesli dla Ciebie jest ok, to
                          > reszcie swiata nic do tego. Ja nigdy nie zakochalam sie w kims sporo starszym
                          > od siebie wiec troche sie zdziwilam. Jesli Twoja mama jest 10 lat mlodsza od
                          > ojca, to moze masz gdzies w podswiadomosci zakodowane, zeby szukac starszego
                          > partnera i tylko taki Ci odpowiada.
                          >
                          > Nie ma jekiegos uniwersalnego modelu Amerykanina. A juz na pewno ja Ci nie
                          > bede umiala powiedziec jaki jest przecietny Amerykanski maz w domu. Bo moja
                          > chlopina to chyba sie urodzila w Ameryce przez pomylke. Nie wiesza flag ani
                          > innych patriotycznyych pierdul. To pacyfista walczacy o ochrone srodowiska.
                          > Wiec Air Force jest mu conajmniej obce. Moj maz ma kumpla w Air Force.
                          > Zonaty, trojka dzieci, bardzo oddany rodzinie.
                          > innych wojskowych nie znam.
                          >
                          > Slyszalam o zaleznosci typu, ze jesli facet jest Republikaninem to raczej woli
                          > zone domowe, a jesli demokrata to chce zony intelektualistki. Ale to moze byc
                          > wielka bzdurka na resorach. Bo na przyklad Elizabeth Dole chyba inteligencja
                          > przewyzsza Boba Dole. Republlikanie sa bardziej sklonni do obaw zwiazanych z
                          > feminizmem, a Demokraci z feministkami sie dogaduje vide: Al Gore i Naomi
                          > Wolf. Jesli Twoja mezczyzna jest Demokrata to sprawa jasna. Ale podejrzewam,
                          > ze Air Force to raczej Republikanie...Znam Polke z doktoratem z fizyki
                          > poslubiana Republikanwi i kobieta pracuje i mezem w zasadzie dyryguje. Wiec
                          > to co opisalam powyzej w tym paragrafie to bardziej stereotypy niz fakty.
                          >
                          > Jesli chodzi o pomoc w domu to tez Amerykanin Amerykaninowi nie rowny. Moj cos
                          >
                          > tam robi, ale my zyjemy ponad takie przyziemne rzeczy jak porzadek w domu.
                          > Sprawy pieniedzy czy statusu sa nam raczej obojetne, byle przezyc i robic cos
                          > intelektualnego.
                          >
                          > Co do artykulu na silowni, to wiekszosc tych babek byla z former USSR. I jak
                          > mowilam specjalnie wybrali parki, ktore wpadly w stereotyp. Te kobiety
                          > praktycznie wyszly za maz zaraz po drugiej randce i bardziej dla zielonej karty
                          >
                          > niz z milosci. Mowisz, ze te rzczay Cie nie dotycza i wiekszosc spraw masz z
                          > narzeczonym obgadana. Jesli dotrzyma slowa to super. Jesli nie, to tego nie
                          > moglas przeciez przewidziec.
                          >
                          > Jesli Reno nie ma programu MBA to moze cos innego da sie tam studiowac.
                          >
                          > Powodzenia.

                          Demokraci sa tacy, republikanie inni... Demokrata chce taka zone, a republikanin
                          inna... Stereotypy i tyle.

                          I jeszcze jedno, zwrot: "patriotyczne pierduly". No ale coz i tacy ludzie w
                          Ameryce zyja.
                          • Gość: Anna27 Mr. T =TYP IP: *.244.225.183.Dial1.Washington1.Level3.net 16.12.01, 06:55
                            Piszac posta "o byciu zona" zaznaczylam, ze to sa stretypY. Ty sie Typie ode
                            mnie odczestuj, bo jesli Twoja egzystencja to forum to sciganie moich
                            streotypow, to serdecznie wspolczuje.

                            Republikanski swiatopoglad tradycyjnie wiaze sie z "family vaues" i miejscem
                            kobiety w domu. Tradycyjnie republikanie sa przeciwko aborcji, niechetni wobec
                            feminizmu, chetnie promuja obraz silnego mezczyzny. Sa tez bardziej sklonni do
                            powielanie zakodowanych od dawien dawna rol spolecznych kobiety i mezczyzny.
                            Mowie, tradycyjnie i mowie ogolnikami...bo wiadomo, ze nie kazdy Republikanin
                            jest antyfeminista. Ale jescze nidgy nie spotkalam Republikanina otwarcie
                            popierajacego feminizm. I jesli ogladales troche kampanie wyborcza Bush'a to
                            pewnie pamietsz silny nacisk na wartosci rodzinne. Ale byl tez nacisk na
                            edukacje, co pomoglo zebrac glosy kobiet.

                            W 1992 i 96 wygral Clinton, bo poparly go kobiety, Murzyni, homos i Latynosi.
                            A dlaczego poparly go kobiety i dlaczego generalnie popiraja Demokratow, to
                            zapytaj kolezanek w pracy.

                            Nie mowie, ze to jest zle i ze lepszy maz Demokrata. Powtorzylam tylko pewne
                            prawidla, ktore widac na pierwszy rzut oka. Powtarzam raz jescze, ze to jest
                            duze uproszczenie.
                            • Gość: Mr. T Re: Mr. T =TYP IP: *.ne.mediaone.net 16.12.01, 14:11
                              Sam fakt, ze owaj uzywamy ATT broadband, to troche maly dowod. Zwlaszcza, ze
                              TYP nadaje z innego regionu niz ja. No i TYP chce wracac do Polski, a mnie
                              wolami na stale tam nie zaciagna. A jezeli nie wierzysz ciagle, trudno sie
                              mowi.

                              W kazdym badz razie ja osobiscie uzywania stereotypow nie lubie i tyle.

                              Moglbym na temat Demokraci/Republikanie ciagnac przez dlugi czas, ale ze to nie
                              jest tematem tej dyskusji a po drugie nie mysle, ze nie jestes osoba, ktora
                              mozna przekonac do zmiany pogladow wiec sie wstrzymuje. Dodam tylko tyle:
                              Stereotypy ulatwiaja patrzenie na otaczajacy swiat, wszystko jest jasniejsze,
                              latwiejsze do wytlumaczenia itp. Problem tylko taki, ze nie oddaja prawdy, wiec
                              uzywajac stereotypowego myslenia czlowiek oszukuje sam siebie.
                              • Gość: Anna27 Re: Mr. T =TYP IP: *.215.157.158.Dial1.Washington1.Level3.net 17.12.01, 03:59
                                Stereotypy steretypami, ale znajdz mi Demokrate, ktory glosuje przeciw aborcji
                                i Republikanina, ktory podaje sobie dlon z Gloria Steinem albo pozwoli sobie na
                                to, by go zona utrzymywala. Owszem roznica miedzy dwoma partiami w ostanich
                                latach zmalala.

                                To o czym napisalam to sa steretypy, ktore wiaza sie z tradycja spolczna tego
                                pieknego kraju.

                                • Gość: Mr. T Prosze bardzo pani Anno IP: *.ne.mediaone.net 17.12.01, 06:30
                                  Gość portalu: Anna27 napisał(a):

                                  > Stereotypy steretypami, ale znajdz mi Demokrate, ktory glosuje przeciw aborcji
                                  > i Republikanina, ktory podaje sobie dlon z Gloria Steinem albo pozwoli sobie na
                                  >
                                  > to, by go zona utrzymywala. Owszem roznica miedzy dwoma partiami w ostanich
                                  > latach zmalala.
                                  >
                                  > To o czym napisalam to sa steretypy, ktore wiaza sie z tradycja spolczna tego
                                  > pieknego kraju.
                                  >

                                  Demokraci, ktorzy sa pro-life: Congressman Tony Hall z Ohio, Joseph Crowley z NY,
                                  Ronnie Shows z Missisipi (ok 40 demokratow w Kongresie jest pro-life). (I did my
                                  homework). Moglbym takze przytoczyc pro-choice Republikanow, ale chyba nie o to
                                  chodzi...

                                  Jezeli chodzi o druga czesc Twojego postu, to nie wiem jak to by bylo z Gloria
                                  Steinem, ale przykladem republikanina utrzymywanego przez zone moze byc Chuck
                                  Hunt, ktory jest mezem Gubernatorki stanu Massachusetts (Republikanki Jane Swift).
                                  On nie pracuje, tylko opiekuje sie dziecmi w domu, a nie watpie, ze zone popiera.

                                  Tak wiec udowodnilem Ci to co chcialas, Twoje stereotypy wypaczaja prawde. Nie
                                  mam takze zamiaru kontynuowac tej polemiki, poniewaz jak juz napisalem wczesniej
                                  zdaje sobie sprawe, ze Cie nie przekonam i nie o to bynajmniej mi w tym poscie
                                  chodzi.
    • Gość: baker Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.mentorg.com 14.12.01, 20:41
      Mnie tam nic do tego, ale czytajac posty, to wyglada mi to tak, ze kolezanka
      wyjedzie za amerykanca, bo:

      1.zielona karta i obywatelstwo bez zadnych problemow,
      2.90k-100k rocznie jest cool,
      3.Sponsorowane studia MBA w USA,

      Milos oczywiscie jest wielka, ale w przypadku kiedy zamiast dobrze ustawionego
      amerykanca bylby mily, ale biedny Polak to o slubie nuie byloby nawet mowy.

      Moje gratulacje na nowej drodze zycia!!
      • Gość: Nitka Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.kopernik.silesianet.pl 14.12.01, 21:09
        Gość portalu: baker napisał(a):

        > Mnie tam nic do tego, ale czytajac posty, to wyglada mi to tak, ze kolezanka
        > wyjedzie za amerykanca, bo:
        >
        > 1.zielona karta i obywatelstwo bez zadnych problemow,

        Fakt, kasek lakomy, ale jako dodatek, a nie cel. Juz napisalam, myslalam zeby
        mojego lotnika zatrzymac w Polsce, ale On sie nie zgadza. Praca. Przeczytaj sobie
        koncowke pierwszego posta jeszcze raz.


        > 2.90k-100k rocznie jest cool,

        Kwestia pieniedzy to sprawa drugorzedna. Mam wystarczajaco pieniedzy w Polsce, by
        nie musiec wyjezdzac za chlebem do USA. Ponadto nie znam wartosci nabywczej
        takich annual incomes.


        > 3.Sponsorowane studia MBA w USA,

        Jak sadzisz, po co ja tak sie upieram przy pracy? Chce sie uniezaleznic od
        pieniedzy meza. Nigdy nie bylo mowy, ze studia MBA tez beda za Jego pieniadze. Na
        razie rozmawiamy o transkrypcji moich przedmiotow z Polski do USA i chce tam
        przede wszystkim uzyskac tytul b.a. (co potrwa ze 2 lata) A kontynuacja
        wyksztalcenia to juz inna sprawa. Chce moc kiedys powiedziec o sobie, ze ciezko
        pracowalam na zdobycie wyksztalcenia, by nikt nie mogl mi zarzucic, ze wyssalam z
        meza dyplom.

        >
        > Milos oczywiscie jest wielka, ale w przypadku kiedy zamiast dobrze ustawionego
        > amerykanca bylby mily, ale biedny Polak to o slubie nuie byloby nawet mowy.

        Napisalam, ze gdybym zakochala sie w Polaku, to nie zdecydowalabym sie na slub,
        bo troche sie w glebi duszy obawiam, ze moze jestem jeszcze za mloda. Polaka
        moglabym ogladac dowolnie czesto, a Amerykaninem jest juz duzo gorsza sprawa.
        Chce z Nim byc i widywac Go czesciej niz raz na pol roku.

        >
        > Moje gratulacje na nowej drodze zycia!!

        Chcialbym potraktowac te slowa jako szczere, ale mam uzasadnine watpliwosci, ze
        nimi nie sa.
        • Gość: baker Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.mentorg.com 14.12.01, 22:17
          >>. Chce moc kiedys powiedziec o sobie, ze ciezko
          >>pracowalam na zdobycie wyksztalcenia, by nikt nie mogl mi zarzucic, ze
          >>wyssalam z meza dyplom.

          Nie badz taka skromna (ze niby tylko dyplom).
          W kazdym razie w ameryce jak najbardziej dasz sobie rade. Tutaj pieniadz jest
          siewty, a widac ze ty wiesz jak go zdobyc. Z takim startem wroze ci piekna
          kariere. I nie martw sie, czy malzenstwo przetrwa. Jesli nie to pomozemy ci
          znalezc kogos powyzej 200K.
          Glowa do gory!!!!!!
      • Gość: Mirko Do Tijuany na piwo co pol roku IP: 65.206.44.* 14.12.01, 21:29
        >Pytanie do Mirkosmile: Wiadomo, ze osoba posiadajaca wize turystyczna moze
        >legalnie przebywac w USA szesc miesiecy, tak? Czy opusciwszy ten kraj po tym
        >okresie powinno sie odczekac jakis czas aby do niego wrocic i byc nastepne
        >szesc miesiecy? Moj znajomy Amerykanin robil tak w Polsce. Co trzy miesiace
        >wyskakiwal na Slowacje po piwo i jego uaktualniona pieczatka w paszporcie
        >upowazniala go do dalszego legalengo pobytu w naszym kraju.

        Metoda "na piwo" jest znana w calym Swiecie. Tzn wszedzie gdzie sa granice i
        paszporty.

        A prawidlowa odpowiedz na powyzsze pytanie jest:
        I tak i nie. Po pierwsze, te 6 miesiecy nie jest nigdzie i niczym
        zagwarantowane poza widzimisie pana w mundurku i z pieczataka. Mimo, ze przy
        pierwszym wjezdzie wsteplowal 6 miesiecy, przy drugim 6 to przy 3-cim moze
        wsteplowac tydzien albo wrecz zawrocic do samolotu bez podania powodu. To
        dlatego turysta w drodze do USA MUSI miec bilet w obie strony.

        W praktyce: metoda "turysta na piwo" od dawna nie dziala w USA. Po ostatnich
        wydarzeniach z serii "911" nie nalezy sie spodziewac poprawy.

        P.S. Muzaa. Tak, lubie sie naigrywac z czyjejs naiwnosci (lub agresji, choc nie
        w Twoim przypadku). Samo zycie tepi naiwnosc jak kot biale myszki czyniac sobie
        z tego jeszcze czesto okrutna zabawe.
        Przyklad naiwnosci turysty liczacego na kolejne 6 miesiecy pobytu za pomoca
        szybkiego i niewinnego wypadu na kanadyjska strone Wodospadow Niagara moze to
        n.p. latwo i bolesnie (dla turysty) potwierdzic.
        W Twoim przypadku poszlo o rade, zeby czekac, zobaczyc, przemyslec.
        INS nie toleruje "Runaway brides" i w odroznieniu od Hollywood ma zero poczucia
        humoru.

        Nie, nie czytalem zadnej noweli w stylu brazylijskim ani nie ogladalem filmu z
        takiej serii. Nie pisalem, ze czytalem czy ogladalem. Nie mam na to czasu.
        (Ogladalem jednak nadmieniony powyzej. Byl OK.)
        Pozdr.
        • Gość: Mirko Stempel na "pifko" IP: 65.206.44.* 14.12.01, 21:50
          ...a "wstemplowac" oczywiscie pisze tak jak "stempel".
    • Gość: Pola Re: Nitka IP: *.extern.kun.nl 16.12.01, 01:12
      Nitko, wszystko ladnie pieknie, tylko nikt za Ciebie
      nie podejmie tej decyzji, musisz sama byc pewna swojego
      wyboru.
      A poza tym jednego nie rozumiem - dlaczego tlumaczysz
      sie ze swoich uczuc przypadkowym ludkom na forum? Cos
      mi tu nie gra...bez odzewu ...

      Pozdrawiam i szczescia zycze - to szczere, sama stalam
      przed podobnym wyborem, tylko mnie troche blizej
      fatherlandu rzucilo smile
      • Gość: baker Re: Nitka IP: *.tnt1.portland.or.da.uu.net 16.12.01, 04:00
        Szanowna Polu,

        Co kolezanka 'nitka' stara sie nam przekazac i od nas dowiedziec jest mniej-
        wiecej tyle:

        'znalazlam frajera, ktory daje mi tyle i tyle. Powinnam brac co jest, czy moze
        poszukac czegos lepszego. Przy okazji, jestem otwarta na wszystkie propozycje'

        Ni mniej ni wiecej tylko tyle.
        Zycze przyjemnego weekendu.
      • Gość: Szybki Ja postapilem inaczej. IP: *.proxy.aol.com 17.12.01, 08:00
    • Gość: XXX Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.sanjose-05-10rs16rt.ca.dial-access.att.net 16.12.01, 05:56
      Odpowiedz jest krotka - Rozwod
    • Gość: ginekolo Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: 199.71.64.* 16.12.01, 21:19
      Zaloz sobie spiralke to unikniesz rozczarowan.
      Ginekolog
      • Gość: Lidia Bedzie dobrze. IP: 204.155.16.* 17.12.01, 17:22
        Przede wszystkim dziekuje Mirko za odpowiedz na moje pytanie. Dziekuje takze
        Annie 27 za komplement (? Marxa nie czytam).

        A teraz do Nitki. Twoja prosba o rady byla tak ogolna, ze rozne rzeczy tu
        ludzie wypisuja.

        Na pytanie, czy sobie poradzisz, mozesz odpowiedziec sama - ilu Polakow mieszka
        w USA? Ludzie sobie jakos radza. Nie bedziesz jedyna polska zona Amerykanina.
        Kwestia jest, czy Twoj narzeczony jest na tyle fajny i otwarty, ze ma fajnych i
        otwartych przyjaciol. Condo moze bedziesz miec od razu, a na prawdziwych
        przyjaciol bedziesz musiala troche poczekac.

        Nitko, nie martw sie o nic. Tu jest naprawde fajnie. Znasz jezyk, masz prawo
        jazdy, nie bedziesz miala wiekszych trudnosci z niczym. Najgorzej jest z
        kontaktami z rodzina, trudno to nadrobic nawet czestymi rozmowami przez
        telefon. Ale mozna i do tego sie przyzwyczaic. Szkoda, ze nie bedziecie
        mieszkac w okolicy jakiegos skupiska Polakow, np. Chicago, New York czy Boston.
        Ja tam nie mam bliskich kontaktow z Polakami, ale mam pod nosem kilka polskich
        sklepow, i to jest duzy plus. Fajnie udac sie czasami na zakupy po polsku. No i
        jest tu troche polskich wydarzen kulturalnych - wystawy, pokazy filmow,
        koncerty, spotkania z wielkimi ludzmi.

        No to koncze, pozdrawiam wszystkich

        Lidia
        • Gość: Mirko A pewnie ze dobrze. Od poczatku tak mowilem. IP: 65.206.44.* 17.12.01, 18:14
          Ladnie to Lidia Ci (i innym pelnym watpliwosci) napisala: tyle tu polskich (i
          innych) ludzi i jakos sobie poradzili.
          Wezmy mnie: nie dostalem kiedys wizy do zony wlasnie wiec musialem udac, ze
          wracam z piwa z Tijuany. Zapytali tylko; "kto ja zacz". Odpowiedzialem,
          ze "swoj". Jak mi na to powiedzieli: "next!" to wiedzialem, ze jest dobrze i
          bedzie coraz lepiej. I jest. Bylo to dawno temu i nikomu nie polecam takich
          metod raczej, ale jak sie bardzo czegos w zyciu chce to czesto sie udaje.
          • Gość: Mirko Re: A pewnie ze dobrze. Od poczatku tak mowilem. IP: 65.206.44.* 17.12.01, 18:30
            ...no a teraz jeszcze sie zalapalem na 100-go "posta"! Nie jestem pewien, ale
            to chyba tez dobrze, ze wspolnym wysilkiem dotarlismy do czegos z
            liczba "100"...
            • Gość: Mirko The (happy) End? IP: 65.206.44.* 18.12.01, 00:06
              No i (moze) i dobrze.

              Niechby teraz dla odmiany wystapila jakas laska, ktora ma watpliwosci czy wyjsc
              (i/lub wyjechac) za jakiegos mujaheddina albo innego szejka naftowego z glowka
              obwiazana szmatka!

              Postaramy sie pomoc!
              • Gość: forum Re: The (happy) End? IP: *.gronet.pl 18.12.01, 00:17
                nie podoba mi sie twoje slownictwo, szmatke to ty masz w kuchni wiesz... i w oole
                nie przejmuj sie i dalej z soba wymieniaj poglady, juz wyslales 3 posty pod rzad,
                mozesz i wiecej. i radze ci nie obrazac na przyszlosc kultur ktorych twoja
                umyslowosc nie pojmuje.

                • Gość: Mirko OOO, to mi sie podoba. Trafil sie ktos zadziorny! IP: *.union1.nj.home.com 18.12.01, 02:22
                  Gość portalu: forum napisał(a):

                  > nie podoba mi sie twoje slownictwo, szmatke to ty masz w kuchni wiesz... i w oo
                  > le
                  > nie przejmuj sie i dalej z soba wymieniaj poglady, juz wyslales 3 posty pod rza
                  > d,
                  > mozesz i wiecej. i radze ci nie obrazac na przyszlosc kultur ktorych twoja
                  > umyslowosc nie pojmuje.

                  Slownictwo? Jakie slownictwo? "Abke namke ahe" - zapytalbym Cie w Hindi jakbys
                  wiedzial o co Cie kulturalnie pytam...
                  Moja umyslowosc spedzila kiedys w Nepalu, Tajlandii, Malezji, Indiach i
                  Pakistanie 2 calkiem przyjemne lata i jakby mogla to jeszczeby pospedzala. A
                  szmata na glowie lub siatka na pysku nadal wydaje mi sie conajmniej smieszna.


                  • Gość: forum Re: OOO, to mi sie podoba. Trafil sie ktos zadziorny! IP: *.gronet.pl 18.12.01, 09:18
                    tylko 2 lata? to rzeczywiscie duzo... sluchaj, co najmniej smieszne jest to co
                    mowisz, polski prymitywku.

    • Gość: Nitka I oto nadchodzi chwila prawdy... IP: *.kopernik.silesianet.pl 18.12.01, 01:15
      Narzeczony przyjezdza w piatek.... Ciekawe, czy Rodzice go polubia. Troche sie
      boje, co powiedza na Jego temat. Ja takie peany na Jego czesc splodzilam, ze
      Oni traktuja go jak prawdziwego Prince Charming... Pozostaje mi miec nadzieje,
      ze jakby jednak Tatunciowi cos do glowy strzelilo, to i tak Mu tego nie bedzie
      w stanie powiedzeiec ze wzgledu na bariere jezykowa. A ja bede tlumaczyc
      selektywnie.
      • Gość: Szybki Re: I oto nadchodzi chwila prawdy... IP: *.proxy.aol.com 18.12.01, 08:00
        Nitka, Wszystkiego najlepszego i powodzenia .
        Pozd.
        • Gość: Nitka Re: I oto nadchodzi chwila prawdy... IP: *.kopernik.silesianet.pl 18.12.01, 13:00
          Dziekuje smile) I pozdrawiam.
      • Gość: dr.Laura Pan z USA z bukietem w reku IP: *.roalok1.mi.home.com 22.12.01, 14:01
        Twoje i rodzicow wrazenia na temat tego pana beda malo warte. On zrobi wszystko
        zeby sie podobac, ty zrobisz wszystko zeby mu sie podobalo.
        Co sie liczy to codzienne detale i rozmowy, opinie i zainteresowania. Amerykanie
        nie naleza do kategorii bardzo intelektualnej. Maja podejscie pragmatyczne do
        spraw skomplikowanych. Polacy lubia filozofowac. Polacy maja wieksze
        zainteresowania swiatem i ludzmi. Amerykanie nie angazuja sie w podawanie swych
        opinii. Tego typu stwierdzenia, choc czasem brzmiace bardzo plytko, niestety sa
        prawda (wiem bo tu mieszkam). Rada dr. Laury - daj sobie i jemu wiecej czasu. To
        niewazne ze on chce szybko. Wazne jest to ze ty chcesz wolno.
        Statystycznie, macie nikle szanse. Praktycznie, kto wie.


        Gość portalu: Nitka napisał(a):

        > Narzeczony przyjezdza w piatek.... Ciekawe, czy Rodzice go polubia. Troche sie
        > boje, co powiedza na Jego temat. Ja takie peany na Jego czesc splodzilam, ze
        > Oni traktuja go jak prawdziwego Prince Charming... Pozostaje mi miec nadzieje,
        > ze jakby jednak Tatunciowi cos do glowy strzelilo, to i tak Mu tego nie bedzie
        > w stanie powiedzeiec ze wzgledu na bariere jezykowa. A ja bede tlumaczyc
        > selektywnie.

    • Gość: misiek Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.physik.uni-ulm.de 21.12.01, 22:30
      Lucky U. Szukam zony amerykanki juz od 10 lat.
      Wszystkie od razu wiedz o co chodzi.
      Uwazaj, zeby nie napucowaly.
      • Gość: WC Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.sympatico.ca 21.12.01, 23:58
        Ciebie nikt nie bedzie chcial bo ty jestes psychiczny
    • Gość: TEST Re: Wychodze za maz za Amerykaniana... I co dalej...? IP: *.216-194-5-242.nyc.ny.metconnect.net 22.12.01, 03:02
      TEST

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka