undocumented.alien
22.12.07, 09:04
Media podają, że za granicę głównie wyjeżdżają ludzie młodzi i wykształceni.
Jednak częściej niż intelektualistów spotykamy w Irlandii polskich dresiarzy
oraz wąsaczy z niekompletnym uzębieniem.
Off-licence w centrum Dublina, piątek wieczór. 10-osobowa kolejka, a w niej
kilku Polaków. Wszyscy zaopatrują się w mocne trunki, Smirnoff, Jameson... -
Musiałbym wypić kratę piwa, żeby poczuć się jak po wódce. A tak kupisz dwie
flaszki i wieczór z głowy, taniej wychodzi. Chociaż Smirnoff do polskich wódek
się nawet nie umywa - krzywi się na samo wspomnienie jeden z klientów.
To tylko potwierdza mój obraz Polaka na emigracji: koło 40-tki, nadużywający
alkoholu oraz przekleństw, czerwona twarz, spracowana i przepita - mówi
Marzena. Skąd się bierze taka opinia? - Takich najczęściej widać, wyróżniają
się albo łysą głową, albo wąsami zakrywającymi bezzębny uśmiech - dodaje.
Marzena nie chce się z tym zgodzić. Przez wiele miesięcy mieszkała w jednym
domu z Polakiem, który oszczędzał na wszystkim. - Utrzymywał rodzinę w Polsce,
ale to go nie usprawiedliwiało. Pracował w McDonald's i jadł tylko to, co
przyniósł z pracy. Wkładał do lodówki, a rano odgrzewał w mikrofalówce. Przez
7 miesięcy jadł na zmianę Big-Maca z chicken burgerem, i jeszcze chwalił się,
że jadłospis ma urozmaicony. A nam zbierało się na wymioty na sam widok toreb
z McDonald's, nie mówiąc już o zapachu, który roznosił się po całym domu. Po
kilku miesiącach mieliśmy serdecznie dosyć współlokatora, ale na szczęście
jemu też wyszło bokiem płacenie za pokój 70 euro tygodniowo. Obecnie "pan
oszczędny" mieszka z czterema innymi Polakami i za pokój płaci 30 euro -
dodaje Marzena. - Oczywiście landlord nie wie, że w pokoju mieszkają 4 osoby,
bo skąd ma wiedzieć skoro nikt go o tym nie uprzedził, a pokój jest dwuosobowy.
praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,68946,4776895.html