kahlua1
20.08.03, 01:15
Trzymiesięczny areszt za jazdę z podrobioną legitymacją
Małgorzata Skowrońska, Kraków, Paweł Słupski, Kielce
20-08-2003, ostatnia aktualizacja 19-08-2003 19:36
Radosława Falisza, 21-latka z Wesołej pod Krakowem,
aresztowano na trzy miesiące za to, że podrobił
legitymację szkolną brata. Od początku lipca chłopak
siedzi w kieleckim areszcie śledczym z kryminalistami
oskarżonymi m.in. o rozbój z użyciem noża
W sobotę rodzicom Radka udało się zobaczyć z synem. -
Chłopak jest w szoku. Niewiele mówi. Wydusiłam z niego,
że musiał zdjąć buty. Współwięźniowie powiedzieli, że w
butach chodzą tu tylko ci, co rządzą - opowiada matka
Radka Jadwiga Falisz.
W ubiegłym roku w maju na trasie Kraków - Kielce
konduktor zakwestionował legitymację szkolną Radka.
Okazało się, że chłopak wkleił swoje zdjęcie w miejsce
fotografii młodszego o dwa lata brata. W listopadzie na
adres Faliszów przyszło wezwanie do zapłaty 158 zł 11
groszy kary z dopiskiem, że jeśli nie zapłaci, PKP
skieruje sprawę do sądu. Kilka dni później Radek dostał
wezwanie do sądu na rozprawę 8 grudnia.
- Nie pojechał, bo sądziliśmy, że chodzi o tę karę. Na
adres kieleckiego sądu wysłaliśmy ksero potwierdzenia
wpłaty listem poleconym. Nikt nas nie poinformował, że
syn ma postawione zarzuty fałszowania dokumentów.
Nie wrócił z komisariatu
Z akt sprawy wynika, że przed pierwszą rozprawą wzywano
dwa razy Radka na przesłuchanie do Kielc. Jego matka
tłumaczy, że żadne z tych wezwań do nich nie dotarło (w
sądowych aktach sprawy są notatki, z których wynika, że
wezwania rzeczywiście mogły nie dotrzeć do adresata:
nie ma informacji z poczty o sposobie doręczenia listu,
przy drugim wezwaniu nie ma natomiast notki o
doręczeniu z Komendy Powiatowej w Słomnikach). Kielecka
prokuratura postanowiła więc przedłużyć postępowanie. W
tym czasie przesłuchano już konduktora i sekretarkę ze
szkoły, która wystawiła legitymację.
Od grudnia do lipca tego roku ani prokuratura, ani
policja nie dawały znaku życia. Faliszowa myślała, że
to już koniec sprawy. W końcu kara zapłacona,
potwierdzenie wysłane. Zmyła jeszcze synowi głowę za
nieodpowiedzialne zachowanie. Na początku lipca do domu
zapukali policjanci.
- Przyjechali po Radka. Nie było go w domu. Jeden z
policjantów zarzucił mi, że cyganię. Kiedy syn wrócił,
wysłałam go na komisariat. I tyle go widziałam - mówi
ze łzami w oczach.
Na komisariacie, gdzie zadzwoniła, pytając, co dzieje
się z synem, powiedzieli, że "bardzo im przykro, ale
Radka nie będzie przez dwa do trzech tygodni w domu".
Żaden z policjantów nie poinformował jej, do którego
aresztu odwiedziono chłopaka.
Znaleźli syna w areszcie
Faliszowa i jej mąż sami zaczęli szukać syna. Najpierw
w więzieniu na Montelupich w Krakowie, ale tu go nie
było. Po dwóch tygodniach poszukiwań znaleźli Radka w
kieleckim areszcie śledczym.
- Próbowaliśmy dzwonić do niego, ale powiedzieli nam,
że kontakt telefoniczny nie jest możliwy. Wysłaliśmy
trzy listy, nawet nasz najmłodszy 10-latek napisał, ale
syn żadnego nie otrzymał. Chcieliśmy, żeby wiedział, że
nie jest sam.
Faliszowa do tej pory przeżywa sobotnie spotkanie z
synem. - Nie zamykają posłów, którzy nie stawiają się
na rozprawy, po ulicach chodzą bandyci, a mój syn już
drugi miesiąc siedzi. Podrobił legitymację, powinien
dostać karę, ale czy ta kara nie jest za surowa? - pyta.
- Obecność oskarżonego na rozprawach w listopadzie i
grudniu była obowiązkowa. Nie stawił się, więc sąd
zadecydował o areszcie - mówi Artur Adamiec, rzecznik
Sądu Okręgowego w Kielcach. - Poza tym areszt nie jest
straszakiem i nie można dostosowywać jego długości do
stopnia winy oskarżonego. W tym przypadku sąd wydał
decyzję, którą należy uszanować - dodaje.
A Temida nadal pracuje...
22 lipca odbyło się kolejne posiedzenie kieleckiego
sądu. W aktach sprawy odnotowano, że Radek znowu nie
stawił się na wezwanie. Wtedy już od pięciu dni
siedział w areszcie. Wczoraj rzecznik kieleckiego sądu
tłumaczył: - Procedura przy takich posiedzeniach nie
wymaga obecności oskarżonego.
- Nie mamy pieniędzy na adwokata, który wyciągnąłby
syna z więzienia. Pisałam do sądu i prokuratury prośby,
żeby syn odpowiadał z wolej stopy. Obiecałam nawet, że
ostatnie pieniądze wydam, a go na rozprawę dowiozę,
żeby tylko z tego więzienia wyszedł. Nie dostałam
odpowiedzi - żali się Faliszowa.