japo2 19.11.08, 16:02 Seinfeld juz mnie nie bawi tak bardzo ale na Family Guy to mozna przepukliny dostac. Polonia nie wie ile traci nie znajac w zab angielskiego ) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
yapo2 Re: Uchachac sie w USA 19.11.08, 16:10 zawsze dziwilo mnie kogo bawi seinfeld i teraz sie dowiaduje. Teraz wszystko jasne, pochodzicie z jedno plemie a moze i jedna wies. Odpowiedz Link Zgłoś
wujekjurek Mam pomysł! 19.11.08, 16:17 japo2 napisał: > Polonia nie wie ile traci nie znajac w zab angielskiego ) Olsniło mnie. Zamiast marnować czas na telewizję, zacznij nam Polonusom udzielać lekcji angielskiego. Nam sie przyda a i Tobie zapisany będzie dobry uczynek. Odpowiedz Link Zgłoś
japo2 Re: Mam pomysł! 19.11.08, 16:53 Mimo tego ze jeszcze z PL jestem nauczycielem mianowanym i podobno mam talent dydaktyczny, nie potrafie niestety wbic nic w tepe polonijne lby, chociaz nieraz probowalem. Bariera nie do przebicia. Odpowiedz Link Zgłoś
japo.x Re: Mam pomysł! 19.11.08, 17:00 hehehehe mianowany nie wyksztalcenie lecz chec szczera mianuje ciem na nauczyciela Odpowiedz Link Zgłoś
wujekjurek Re: Mam pomysł! 19.11.08, 17:02 Japek, a czy próbowałeś uczyć kogoś spoza swojego najbliższego środowiska? Odpowiedz Link Zgłoś
japo2 Re: Mam pomysł! 19.11.08, 17:04 A czy ty wiesz co to znaczy "nauczyciel mianowany"? Odpowiedz Link Zgłoś
7.brenda Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:00 japo2.....napisz nam cos wiecej o sobie, to takie interesujace.Moze ktos z nas napisze Twoja bioografie....please Odpowiedz Link Zgłoś
oddal_sie_dziadu Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:07 japo2.....napisz nam cos wiecej o sobie, to takie interesujace.Moze > ktos z nas napisze Twoja bioografie....please ba! a moze nawet ktos sie bedzie doktoryzowal na tej postaci! byle by potem problemow z nostryfikacja dyplomu nie bylo! Odpowiedz Link Zgłoś
7.brenda Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:21 a z ktora postaci z Family Guy najczesciej sie identyfikujesz z Peterem czy jego synem?????????/ Odpowiedz Link Zgłoś
morgi.gliniaka Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:26 7.brenda napisała: > japo2.....napisz nam cos wiecej o sobie, to takie interesujace.Moze > ktos z nas napisze Twoja bioografie....please 1.Kochani wracajcie, czekamy na was. Lezymy odlogiem juz tyle lat. Yaponczyk dopiero co wrocil, widzimy go zza miedzy. Az rwie oczy ze szczescia patrzec jako on wesolo pogwizdujac "W Polske idziemy" ostrzy kose. Kose dostal w prezencie od Nadau, "na rozruch", i butelke gorzalki. Ziemniaki ze slonina szybko odgrzal maz, gdyz nadau pojawil sie bez uprzedzenia i nie bylo czasu na robienie schabowych. Po posilku zakropionym wodka wszyscy doszli do wniosku, ze maja ochote na kolejna flaszke. Nadau zaoferowal kupno, ale Yaponczyk stwierdzil, ze gosc nie bedzie przeciez sie szarpal, on MA i zaraz ktos poleci do monopolowego. Wybor padl na meza, ktory nieco sie ociagajac wsiadl na rower. W miedzyczasie Nadau wyciagnal karty i potasowal. Yaponczyk przelozyl. W trakcie piatej partyjki durnia zaszczekal lancuch i pojawil sie maz. Wlasciwie nie tyle pojawil, co wczolgal. Qrwa, co jest huuy do doopy, czego sie czolgasz, z troska zapytal Nadau. Co ma, qrwa, byc, pijany glupi hooy to i sie czolga, wyjasnil Yaponczyk. Od czasu gdy qrwa wrocilem z pyerdolonej Amerki, codziennie mi taki numer wycina, stwierdzil z nutka wyrzutu Yaponczyk. A przedtem, jak bylo, zainteresowal sie Nadau. Niby w porzadku - w listach, ale kto tam qrwa wie, papier wszystko przyjmie, odparl Yaponczyk. Na twarzy malowal sie cien smutku pomieszany ze zloscia i czyms jeszcze. Nadau nalal w trzy szklanki, spojrzal na meza i machnal reka - jemu juz nie trzeba, huuyowi glupiemu. No i dobrze, wiecej dla nas, zorientowal sie Yaponczyk. Co bylo dalej - nie wiem, zaslonieto okno. ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 2.Poranek byl cudowny. Ptaszki spiewaly, sloneczko usmiechalo sie nad horyzontem, w powietrzu unosil sie swojski zapach swiezo ustawionych stogow i krowich odchodow. Kogut po porannej pobudce siedzial w kurniku, siorbal druga juz kawe i ogladal BBC News. Z obory dobiegal ryk krowy. Cos nie gralo... Ryk musial osiagnac 100 dB (C-weighting), gdyz trojka poderwala sie w przerazeniu z legowiska. Slonce wpadajace przez zerwana szmate okienna oslepilo ich, zatrucie alkoholowe i walajace sie na ziemi butelki powalily ich na dupska. Nastala szamotanina. Pierwszy stanal na lapach Nadau, rozejrzal sie i skonstatowal: kichuy, ta krowa tak ryczy, ze... Ryczy, bo qrwa burak, maz, jej nie wyprowadzil na pole, zalosnie mruknal Yaponczyk. Glodna! Dobra, niech ryczy, priorytetyzowal Nadau, przeciez nie zdycha, maz zamiast sie z nia pyerdolic niech leci po flaszke, na kaca. Nie! zaprotestowal Yaponczyk, to ostatnia krowina, musi przetrwac! Maz, qrwa, najpierw krowa, a potem wodka! Nadau machnal reka. Mowisz "ostatnia"? To ile ich bylo i dlaczego juz nie ma? Wlasnie dlatego, wrzasnal Yaponczyk, przez wodke! Co, sprzedal, na wodke? zapytal Nadau. A jak myslisz, ryknal Yaponczyk i zamierzyl sie na meza, czerwonymi slepiami szukajac czegos solidniejszego niz reka. Maz nie czekajac wypadl z chalupy i pognal do obory. Ryk zaczal sie robic cichszy, az w koncu niemalze niezauwazalny. Pocos ty wrocil, do tego pie...ika? zapytal wspolczujaco Nadau. Nie lepiej bylo w njujorku? Yaponczyk dlugo zul bezglosnie, wybaluszal oczy, gwaltownie miotal, az wyharczal: kiedys ci powiem. Teraz tylko tyle: mu sia lem, rozumiesz? Nie, rzucil Nadau, nie rozumiem. Ty, na panstwowej posadzie w Amerce, z twoja pozycja w kregach awangardy, z twoim przebiciem - "musiales" wrocic do tego, tego, qrwa, gnoju!? Przeciez... Daj spokoj i nie wqrwjaj mnie, opadl Yaponczyk. Na poszaralej twarzy pojawil sie grobowy smutek, oczy ukryly pod powiekami i tylko palce poruszaly sie w konwulsjach, zaciskajac i rozwierajac, jak kleszcze sredniowiecznej machiny tortur. Wrocil maz, z pekata reklamowka, solidnie przewiazana sznurkiem. Nadau patrzac na niego z obrzydzeniem wyrwal mu torbe, wyciagnal flaszke Czystej Wiejskiej, nalal i pelna szklanka szturchnal w kulak Yaponczyka. Ten wzial i wychylil, prawie do dna. Maz nie mogl uspokoic trzesacych sie rak. Daj mi slomke, inaczej zbije albo ugryze szklo. Nadau wsadzil mu slomke w szklanke i tylko pokiwal glowa. "Telepie go, musi chleje juz tydzien albo dwa bez przystanku", pomyslal. Maz lypnal znad szklanki i przyznal; tak mi sie robi, jak nie jem, tylko chleje. Nadau nie zwrocil na to uwagi i spojrzal na Yaponczyka: wez wygon te qrwe, daj mu butelke i cos do zarcia i wygon na pol dnia, my musimy powaznie pogadac! Yaponczyk nie odezwal sie, jakkolwiek spojrzal na meza i wydal komendy rekami. Gdy juz zostali sami, Nadau usiadl naprzeciw Yaponczyka, oparl lokcie na kolanach i zamienil sie w sluch. Rowniez i ja pokrecilem poziom nasluchu, gdyz jedynie cicha mowa miala nastapic... ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 3. Trafil swoj na swego... Nadau siedzial naprzeciw Yaponczyka, patrzac na niego wyczekujaco. Po bardzo dlugiej chwili Yaponczyk nieco sie uspokoil, spojrzal na Nadau i zapytal: wodka jest? Nadal skinal glowa, wstal, podszedl do stolu i zajrzal do reklamowki. Czysta Wiejska juz sie skonczyla, meza przegoniono z druga butelka, zostaly jeszcze trzy, tym razem Gorzka Gminna. Nadau nalau w dwie szklanki i postawil przed Yaponczykiem. Zjedzmy cos, na poczatek, rozmawiac na glodniaka nie idzie, zaproponowal Nadau. W torbie znalazl (o przemyslnosci!) cztery polkilowe foremki flakow, dwie Flaczki Deluks i dwie Flaczki Zwykle. W szafce nad zlewem znalazl garnki, patelnie i tym podobne naczynia. Nie odwracajac sie w strone Yaponczyka zapytal: jakie chcesz, deluks czy zwykle? Jaka roznica, zastanowil sie Yaponczyk. Nadau egzaminowal etykiety i oswiecil Yaponczyka, deluks sa myte i gotowane 6 godzin, przyprawy...eeeeee...aaa zwykle sa tylko zaparzone goraca woda iiiii...ugotowane. Ciekawe. Deluks, zamowil Yaponczyk, zaparzone i ugotowane goowno nie wydaje mi sie byc zbyt apetyczne. Masz racje, odparl Nadau. Otworzyl dwa pojemniki Deluks i wrzucil do garnka, na srednim ogniu - wedlug zalecen producenta "Kuchnia Staropolska w XXI wieku". Dobra, robia sie, zatarl rece Nadau, napijmy sie po kielonku, na apetyt! Aperitif - poprawil go Yaponczyk, nie znasz bonton? Dobra, dobra, ty swiatowy, ja wiem, ale moglbys mnie tak nie pouczac, zaprotestowal Nadau. Ja cie wcale nie pouczam, wyjasnil Yaponczyk, ja tylko podpowiadam, jak ludzie o wysublimowanej inteligencji sie wyslawiaja. Wstal i podszedl do centrum rozrywkowego, nacisnal jakies guziczki i zabrzmiala muzyka, Cztery Pory Roku Vivaldiego. Nadal przez chwile wsluchiwal sie, nieco przekrzywiajac glowe na prawo, na lewo, na prawo, na lewo...Piekny glos, pomyslal, wstal i zblizyl sie do centrum. Na polce z solidnego drewna staly blyszczace metalowe prostopadlosciany, z galkami na froncie i dziwacznymi zarowkami wewnatrz, cala gora zakryta metalowymi siatkami. "McIntosh 275", zobaczyl Nadau i potarl czolo. Po obu stronach, na specjalnych metalowych szpikulcach byly dwa gadacze, chyba, pomyslal Nadau, bo z nich wydobywal sie anielski glos. Gadacze mialy niespotykany ksztalt; na dole byly pudelka z okraglymi membranami, brzmiacymi grubo, a na wierzchu byly zamontowane bardzo podlozne czarne metalowe siatki, o ksztalcie rynny, w pionie i bardzo plaskiej. Z tych metalowych cudactw wydobywal sie glos, i sredni i cienki. "Martin Logan", przeczytal Nadau. Wrocil na fotel i wyraznie zaaferowany zwrocil sie do Yaponczyka: co za cudactwa, te dziwne zarowki i te gadacze...(Nadau byl przyzwyczajony do produktow miejscowego rynku, okresu Wczesnego i Sredniego Gierka) Yaponczyk wzniosl szklanke i tracil sie z Nadau, usmiechnal wyrozumiale, z cieniem wyzszosci i zdjawszy Takhujery wyjasnil: Odpowiedz Link Zgłoś
morgi.gliniaka C. d. 19.11.08, 18:29 owszem, te zarowki wygladaja jak zarowki, ale to sa lampy elektronowe, calkiem jak w starych telewizorach (co niewiele pomoglo, gdyz Nadau w czasach telewizorow lampowych nie mial pieniedzy, i stosunkowo niedawno kupil uzywany tranzystorowy). Natomiast gadacze to polaczenie technologii dynamicznej z elektrostatyczna. Nadau siedzial bez ruchu, w myslach atakujac informacje, bezskutecznie, gdyz Yaponczyk okazal sie byc mistrzem bulszytu, dymu i lusterek. Atmosfera zrobila sie ciezka i Yaponczyk zajrzal do gara oznajmiajac; flaczki gotowe! Chcesz chleb czy kartofle ze slonina? Chleb, a jaki masz? Mam Razowy Tradycyjny i Ciemny Przasny... Razowy, z maslem, wybral Nadau. ...w tym momencie poczulem glod, zas burczenie w brzuchu stalo sie wystarczajaco glosne, by obydwaj mogli uslyszec, bez pomocy wzmacniaczy i glosnikow. To z kolei unicestwiloby moja "niebytnosc"... Bon Appétit! ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 4.Amerka. Yaponczyk i Nadau podjedli, popili i poprawil im sie humor. Maz wyslany na spacer z butelka Czystej Wiejskiej 0.750 ml i kanapkami Przasnego i Salcesonu Wloskiego niewatpliwie szybko nie bedzie wracal. Ostatecznie 3/4 litra wodki dla niego to swiat a ludzie. W jego stanie zapewne zasnal w stogu i obudzi sie za pomoca krowy. Gadacze emitowaly muzyke koscielna - Yaponczyk staral sie wytlumaczyc, ze to nie koscielna, tylko powazna, ale Nadau mu niedowierzal. Organy to tylko koscielna, on pamieta i wie! Yaponczyk siedzial wygodnie w fotelu popijajac Gorzka Gminna. Nadau czekal. Wreszcie Yaponczyk zebral wszystkie sily i wyznal: wiesz, ja czesto pisze na forum, Polonia. Ja musze, to moja misja - pokazac im wszystkim kto gora. Tam jest wiele bardzo zlych ludzi, szczegolnie z Amerki i Kanady. Oni mi zazdroszcza, ze mialem znakomita prace rzadowa i bylo mnie stac na luksusy. Gdy kupilem okulary, to zaczeli mnie draznic, ze pewnie bez soczewek, tacy zazdrosni... Okulary zagraniczne, zapytal Nadau. Tak h...er, odparl Yaponczyk. Nadau uniosl sie w fotelu i gromkim glosem zauwazyl: ty mi tu od h...ow nie wyzywaj, bo sie skonczy zle! Yaponczyk zamrugal i zaskoczony zapytal; o co ci chodzi, przeciez ja ci nie ublizam, pytales jakie okulary, no to ci mowie - takhujer. O, popatrz tu , na oprawce napisane "takhujer". Nadau przyjzal sie z bliska i skwitowal; jak mozna nazwac okulary tak prymitywnie, po chamsku? Sluchaj, toz to nie po swojsku, tylko po obcemu, szwajcarsku... Nadau dal sie przekonac, ale tylko na pokaz. No i co z tymi draniami na forum? Aaaa, odparl Yaponczyk, zebym ja tylko mogl ich dorwac w rece. Najwiekszy problem to gdy na mnie tak strasznie zle krzycza, to ja dostaje nerwow. Czasami wieczorem nic nie jem, bo gdy w koncu jakos zasne, to w srodkunocy z nerwow odchodze w lozku. Maz sie zali, ze brzydko pachnie, ale qrwa hooy nie rozumie, ze ja nie wiem , ze odchodze. Gdzies czytalem, ze Japonczycy zrobili specjalne materace, z malza obrotowa. Jak odejdziesz, to w malze, ona sie obraca i podjezdza nowa. Mozesz robic te odchody piec razy, bo w materacu jest piec malzy. One nawet sie same plucza, tak, ze nic nie pachnie. Nadau sluchal z otwarta paszcza, w koncu powiedzial: to jest niesamowite, do czego technologia doszla w Japonii! A wiesz, ze gdyby nie Amerka, to Japonce dalej by wpie...li ryz drewnianymi paleczkami. Yaponczyk pominal to milczeniem, byc moze nie wiedzial co powiedziec, byc moze wiedzial, ale wolal nie komentowac - Nadau byl troche wrazliwy. Ja mysle, ze wszystko zaczelo sie dawno temu, te twoje problemy, zagail Nadau. Yaponczyk nalal sobie kolejnego drinka i dolal Nadau. Gleboko westchnal i zaczal. Masz racje, wszystko ma swoje korzenie w mojej przeszlosci, jeszcze przed wyjazdem. To nie jest wyprawa do sasiedniej wioski, to jest wyprawa Kolumba. Pamietam, dzien byl taki sobie. Musialem jechac do Miasta, gdyz pani w okienku powiedziala, ze samolot nie robi przystanku w Naszym Siole i ze musze jechac do Miasta. W Miescie dojechalem autobusem 175 (pamietam jak dzis) do stacji samolotowej. Jezusiczku, jakaz wielka ta stacja! A samolot - przeogromny. Pani w oknie powiedziala mi, ze wszystko bedzie dobrze i ze musze oddac walizke. Teraz to sie smieje sam z siebie, ale wtedy to byl moj pierwszy raz i nie wiedzial co i jak, Tak samo bylo na wycieczce w gory, pan wychowawca powiedzial, zebym sie nie bal, bo to zawsze pierwszy raz. No wiec czekalem w kolejce z innymi ludzmi, zeby wejsc do samolotu. Ludzi bylo tak wiele, ze myslalem, ze bede musial leciec w przyczepie. A jednak wszyscy sie zmiescili. Pani w bardzo ladnym zakiecie, mini spodniczce i fajnej czapce powiedziala, ze gdy zapali sie zarowka i gadacz oznajmi, aby zapiac pasy, to mam tak zrobic i sie nie bac. Najlepiej to zamknac oczy i myslec, ze jestem w diabelskim mlynie albo na bardzo duzej hustawce. Tak tez zrobilem i dopiero otworzylem oczy, gdy ta sama pani postukala mnie w lokiec. Pani nachylila sie nademna i zapytala co chce zjesc. Ja bym najchetniej zjadl ja, bo gdy byla nachylona, to ja zobaczylem wszystko, az do przyrodzenia. Wtedy pomyslalem, ze niewiasty nie powinny sie tak ubierac, bo wszystko widac. Pozniej mi to przeszlo, a szczegolnie gdy sobie przypomnialem slowa pana wychowawcy na wycieczce w gorach. Po wielu godzinach gadacz oznajmil, ze zblizamy sie do Njujorku. To bylo cos, czego nigdy nie zapomne. My bylismy tak bardzo wysoko, a i tak Njujork byl przeogromny. Zapalila sie zarowka i gadacz kazal zapiac pasy. No zapialem, ale zaraz potem odpialem, bo musialem sie odlac. Samolot kolowal i kladl sie ze strony na strone, az nareszcie zaczal ladowac. Nie wiem jak wyladowal, bo mialem zamkniete oczy. Poczulem, ze wyladowal i ze sie jeszcze dlugo toczyl, az stanal. Ludzie zaczeli wstawac i wolno isc do drzwi, ja tez wstalem, chociaz inni wokol mnie siedzieli. Okazalo sie, ze mieli racje, bo ludzie wychodzili wolno. Zaczalem sie przepytywac z ich jezyka, bo juz wiedzialem, ze u nich nie mowi sie swojsko. Kiedys nauczyciel powiedzial mi, ze mowie ich mowa znakomicie i dam sobie rade. Na wszelki wypadek wzialem ze soba Uniwersalny Zestaw Gadania Swojsko-Obcego i Obco-Swojskiego - az dziesiec tysiecy obcych slow! Tu musze powiedziec, ze Amerkanie nie znaja swojego gadania, ani w zab. Juz na stacji samolotowej w Njujorku nie moglem zrozumiec ich gadania. A przeciez ja znalem ich gadanie perfekt! Oni okropnie belkotali, co za tumany. Tak jest - zauwazyl Nadau, oni sa okropne tumany. Yaponczyk skorzystal z okazji uczynionej przez uwage Nadau i poszedl nalac w malze. Ja tez skwapliwie wykorzystalem te przerwe i odlalem sie w muszle klozetowa. ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 5. Njujorksity. Jak juz powiedzialem, Amerkanie nie znaja swojego gadania. Ja to wiem, bo juz nawet nauczyciel angielskiego gadania w Naszym Siole mi powiedzial, ze gadam obco per fekt. Pani na stacji samolotowej w Miescie tez mi to powiedziala. W koncu kto jak kto, ale taka pani musi sie znac, bo ona codziennie gada obco do najrozmaitszych ludzi z obcych stron, nawet Chinczykow. Wszystko to potwierdzilo sie juz na stacji samolotowej w Njujorku. Gdy nareszcie wyszedlem z samolotu (aha, ta pani w fajnym mundurku w samolocie stala przy drzwiach i wszystkich ladnie zegnala i gdy ja wychodzilem z samolotu to ona sie usmiechnela do mnie i dala mi serwetke na pozegnanie), to poszedlem z innymi do stanowiska wopistow. Gdy przyszla moja kolej, to pokazalem im moj paszport. Jeden z nich byl czarny jak diabel i zapytal: Whut be de purpose uh yo' visit t'de United States? Nie zrozumialem i musial mi tlumaczyc, az w koncu zrozumialem i dalem odpowiedz. Przyczepil mi biala kartke w paszporcie i machnal reka. Teraz trzeba bylo znalezc moja walizke. Martwilem si Odpowiedz Link Zgłoś
morgi.gliniaka Re: C. d. 19.11.08, 18:31 , ze nie znajde, bo tam musialo byc bardzo duzo walizek, ale okazalo sie, ze poznalem od razu. Tyle, ze czekalem dlugo, bo wszystkie krecily sie na karuzeli, ale tylko po dwadziescia na raz. Wzialem walizke i zaczal sie zastanawiac jak sie ze stacji wydostac i jak dotrzec do miejsca gdzie mialem mieszkac. Ja mialem adres tego miejsca, ale jak sie tam dostac. Przynajmniej mialem troche ichnich pieniedzy. Zapytalem Amerkanina; uere is trajn? Musial byc bardzo glupi, bo powiedzial; what kind of train? Potem dodal: where is you tryin' t'get? To robilo sie coraz bardziej meczace. Pokazalem mu adres, X Canal Street, Manhattan. Ah, dat's easy. Snatch de train t'Howard Beach, snatch de A train Inwood-bound, t'Canal Street. Man! Niby proste, ale z powodu glupoty Amerkanina wyladowalem w Ozone Park! Po drugie, ten ich sablej wogole nie jest oznakowany. Gdyby nie to, ze znalem doskonale ich gadanie i ze kazdy najglupszy Polak jest o niebo madrzejszy i sprytniejszy od najmadrzejszego Amerkanina, to bym nigdy nie trafil na Kanal strit. W tym momencie zaszczekal lancuch i wlazl maz. Nadau obrzucil go przenikliwym spojrzeniem i podchwytliwie zapytal; ktora godzina? Nie wiem, nie mam zegarka, ale napewno kolo szostej, bo krowa chciala wracac do obory. Maz zdawal sie byc trzezwiejszy, niz przypuszczal Nadau. Lec no po gorzalke i cos do zjedzenia! Co ma byc?, zapytal maz. Mamy ochote na cos lepszego, kup spirytus i szynke Super Wol. Aha, i sok malinowy Malina oraz jakies ciasto, moze byc Sekacz Augustowski, zarzadzil Nadau. Yaponczyk, o dziwo, nie protestowal, ze on bogaty i temu podobne. Jak zwykle, pod ich wplywem, postanowilem zrobic wyprawe do kuchni i cos upitrasic. Nawet skok do monopolowego byl do wykonania, pomimo, ze niedziela i prawie szosta po poludniu, co w moich okolicach grozi pocalowaniem klamki. Odpowiedz Link Zgłoś
waldek.usa Huh??? 19.11.08, 20:07 danuszek napisał: > to luziz spotkala sie z nadau w stogu siana? ► Gdzie ty tam widzisz Luize? Odpowiedz Link Zgłoś
wujekjurek Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:47 japo2 napisał: > A czy ty wiesz co to znaczy "nauczyciel mianowany"? Szczerze mówiąc nie ale jakie to ma znaczenie? Bierzmy sie do roboty. Od czego zaczniemy? Odpowiedz Link Zgłoś