Dodaj do ulubionych

Uchachac sie w USA

19.11.08, 16:02
Seinfeld juz mnie nie bawi tak bardzo ale na Family Guy to mozna
przepukliny dostac.
Polonia nie wie ile traci nie znajac w zab angielskiego smile)
Obserwuj wątek
    • yapo2 Re: Uchachac sie w USA 19.11.08, 16:10
      zawsze dziwilo mnie kogo bawi seinfeld i teraz sie dowiaduje. Teraz wszystko
      jasne, pochodzicie z jedno plemie a moze i jedna wies.
    • wujekjurek Mam pomysł! 19.11.08, 16:17
      japo2 napisał:

      > Polonia nie wie ile traci nie znajac w zab angielskiego smile)

      Olsniło mnie. Zamiast marnować czas na telewizję, zacznij nam
      Polonusom udzielać lekcji angielskiego. Nam sie przyda a i Tobie
      zapisany będzie dobry uczynek.
      • japo2 Re: Mam pomysł! 19.11.08, 16:53
        Mimo tego ze jeszcze z PL jestem nauczycielem mianowanym i podobno
        mam talent dydaktyczny, nie potrafie niestety wbic nic w tepe
        polonijne lby, chociaz nieraz probowalem. Bariera nie do przebicia.
        • japo.x Re: Mam pomysł! 19.11.08, 17:00
          hehehehe mianowany
          nie wyksztalcenie lecz chec szczera
          mianuje ciem na nauczyciela
        • wujekjurek Re: Mam pomysł! 19.11.08, 17:02
          Japek, a czy próbowałeś uczyć kogoś spoza swojego najbliższego
          środowiska?
          • japo2 Re: Mam pomysł! 19.11.08, 17:04
            A czy ty wiesz co to znaczy "nauczyciel mianowany"?
            • 7.brenda Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:00
              japo2.....napisz nam cos wiecej o sobie, to takie interesujace.Moze
              ktos z nas napisze Twoja bioografie....please
              • oddal_sie_dziadu Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:07
                japo2.....napisz nam cos wiecej o sobie, to takie interesujace.Moze
                > ktos z nas napisze Twoja bioografie....please

                ba! a moze nawet ktos sie bedzie doktoryzowal na tej postaci!
                byle by potem problemow z nostryfikacja dyplomu nie bylo!
                • 7.brenda Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:21
                  a z ktora postaci z Family Guy najczesciej sie identyfikujesz z
                  Peterem czy jego synem?????????/
              • morgi.gliniaka Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:26
                7.brenda napisała:

                > japo2.....napisz nam cos wiecej o sobie, to takie interesujace.Moze
                > ktos z nas napisze Twoja bioografie....please

                1.Kochani wracajcie, czekamy na was.

                Lezymy odlogiem juz tyle lat.

                Yaponczyk dopiero co wrocil, widzimy go zza miedzy. Az rwie oczy ze szczescia
                patrzec jako on wesolo pogwizdujac "W Polske idziemy" ostrzy kose.
                Kose dostal w prezencie od Nadau, "na rozruch", i butelke gorzalki.


                Ziemniaki ze slonina szybko odgrzal maz, gdyz nadau pojawil sie bez uprzedzenia
                i nie bylo czasu na robienie schabowych. Po posilku zakropionym wodka wszyscy
                doszli do wniosku, ze maja ochote na kolejna flaszke. Nadau zaoferowal kupno,
                ale Yaponczyk stwierdzil, ze gosc nie bedzie przeciez sie szarpal, on MA i zaraz
                ktos poleci do monopolowego. Wybor padl na meza, ktory nieco sie ociagajac
                wsiadl na rower.
                W miedzyczasie Nadau wyciagnal karty i potasowal. Yaponczyk przelozyl.
                W trakcie piatej partyjki durnia zaszczekal lancuch i pojawil sie maz.
                Wlasciwie nie tyle pojawil, co wczolgal.

                Qrwa, co jest huuy do doopy, czego sie czolgasz, z troska zapytal Nadau.
                Co ma, qrwa, byc, pijany glupi hooy to i sie czolga, wyjasnil Yaponczyk. Od
                czasu gdy qrwa wrocilem z pyerdolonej Amerki, codziennie mi taki numer wycina,
                stwierdzil z nutka wyrzutu Yaponczyk.
                A przedtem, jak bylo, zainteresowal sie Nadau.
                Niby w porzadku - w listach, ale kto tam qrwa wie, papier wszystko przyjmie,
                odparl Yaponczyk. Na twarzy malowal sie cien smutku pomieszany ze zloscia i
                czyms jeszcze.
                Nadau nalal w trzy szklanki, spojrzal na meza i machnal reka - jemu juz nie
                trzeba, huuyowi glupiemu.
                No i dobrze, wiecej dla nas, zorientowal sie Yaponczyk.


                Co bylo dalej - nie wiem, zaslonieto okno.

                ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                2.Poranek byl cudowny.

                Ptaszki spiewaly, sloneczko usmiechalo sie nad horyzontem, w powietrzu unosil
                sie swojski zapach swiezo ustawionych stogow i krowich odchodow. Kogut po
                porannej pobudce siedzial w kurniku, siorbal druga juz kawe i ogladal BBC News.
                Z obory dobiegal ryk krowy. Cos nie gralo...

                Ryk musial osiagnac 100 dB (C-weighting), gdyz trojka poderwala sie w
                przerazeniu z legowiska.
                Slonce wpadajace przez zerwana szmate okienna oslepilo ich, zatrucie alkoholowe
                i walajace sie na ziemi butelki powalily ich na dupska.
                Nastala szamotanina.
                Pierwszy stanal na lapach Nadau, rozejrzal sie i skonstatowal: kichuy, ta krowa
                tak ryczy, ze...
                Ryczy, bo qrwa burak, maz, jej nie wyprowadzil na pole, zalosnie mruknal
                Yaponczyk. Glodna!
                Dobra, niech ryczy, priorytetyzowal Nadau, przeciez nie zdycha, maz zamiast sie
                z nia pyerdolic niech leci po flaszke, na kaca.
                Nie! zaprotestowal Yaponczyk, to ostatnia krowina, musi przetrwac!
                Maz, qrwa, najpierw krowa, a potem wodka!
                Nadau machnal reka. Mowisz "ostatnia"? To ile ich bylo i dlaczego juz nie ma?
                Wlasnie dlatego, wrzasnal Yaponczyk, przez wodke!
                Co, sprzedal, na wodke? zapytal Nadau.
                A jak myslisz, ryknal Yaponczyk i zamierzyl sie na meza, czerwonymi slepiami
                szukajac czegos solidniejszego niz reka.
                Maz nie czekajac wypadl z chalupy i pognal do obory. Ryk zaczal sie robic
                cichszy, az w koncu niemalze niezauwazalny.

                Pocos ty wrocil, do tego pie...ika? zapytal wspolczujaco Nadau. Nie lepiej
                bylo w njujorku?

                Yaponczyk dlugo zul bezglosnie, wybaluszal oczy, gwaltownie miotal, az
                wyharczal: kiedys ci powiem. Teraz tylko tyle: mu sia lem, rozumiesz?
                Nie, rzucil Nadau, nie rozumiem. Ty, na panstwowej posadzie w Amerce, z twoja
                pozycja w kregach awangardy, z twoim przebiciem - "musiales" wrocic do tego,
                tego, qrwa, gnoju!? Przeciez...
                Daj spokoj i nie wqrwjaj mnie, opadl Yaponczyk. Na poszaralej twarzy pojawil sie
                grobowy smutek, oczy ukryly pod powiekami i tylko palce poruszaly sie w
                konwulsjach, zaciskajac i rozwierajac, jak kleszcze sredniowiecznej machiny tortur.

                Wrocil maz, z pekata reklamowka, solidnie przewiazana sznurkiem. Nadau patrzac
                na niego z obrzydzeniem wyrwal mu torbe, wyciagnal flaszke Czystej Wiejskiej,
                nalal i pelna szklanka szturchnal w kulak Yaponczyka. Ten wzial i wychylil,
                prawie do dna.
                Maz nie mogl uspokoic trzesacych sie rak. Daj mi slomke, inaczej zbije albo
                ugryze szklo.
                Nadau wsadzil mu slomke w szklanke i tylko pokiwal glowa. "Telepie go, musi
                chleje juz tydzien albo dwa bez przystanku", pomyslal.
                Maz lypnal znad szklanki i przyznal; tak mi sie robi, jak nie jem, tylko chleje.
                Nadau nie zwrocil na to uwagi i spojrzal na Yaponczyka: wez wygon te qrwe, daj
                mu butelke i cos do zarcia i wygon na pol dnia, my musimy powaznie pogadac!
                Yaponczyk nie odezwal sie, jakkolwiek spojrzal na meza i wydal komendy rekami.

                Gdy juz zostali sami, Nadau usiadl naprzeciw Yaponczyka, oparl lokcie na
                kolanach i zamienil sie w sluch.
                Rowniez i ja pokrecilem poziom nasluchu, gdyz jedynie cicha mowa miala nastapic...

                ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                3. Trafil swoj na swego...

                Nadau siedzial naprzeciw Yaponczyka, patrzac na niego wyczekujaco. Po bardzo
                dlugiej chwili Yaponczyk nieco sie uspokoil, spojrzal na Nadau i zapytal: wodka
                jest?
                Nadal skinal glowa, wstal, podszedl do stolu i zajrzal do reklamowki. Czysta
                Wiejska juz sie skonczyla, meza przegoniono z druga butelka, zostaly jeszcze
                trzy, tym razem Gorzka Gminna. Nadau nalau w dwie szklanki i postawil przed
                Yaponczykiem.
                Zjedzmy cos, na poczatek, rozmawiac na glodniaka nie idzie, zaproponowal Nadau.
                W torbie znalazl (o przemyslnosci!) cztery polkilowe foremki flakow, dwie
                Flaczki Deluks i dwie Flaczki Zwykle. W szafce nad zlewem znalazl garnki,
                patelnie i tym podobne naczynia. Nie odwracajac sie w strone Yaponczyka zapytal:
                jakie chcesz, deluks czy zwykle?
                Jaka roznica, zastanowil sie Yaponczyk.
                Nadau egzaminowal etykiety i oswiecil Yaponczyka, deluks sa myte i gotowane 6
                godzin, przyprawy...eeeeee...aaa zwykle sa tylko zaparzone goraca woda
                iiiii...ugotowane. Ciekawe.
                Deluks, zamowil Yaponczyk, zaparzone i ugotowane goowno nie wydaje mi sie byc
                zbyt apetyczne.
                Masz racje, odparl Nadau. Otworzyl dwa pojemniki Deluks i wrzucil do garnka, na
                srednim ogniu - wedlug zalecen producenta "Kuchnia Staropolska w XXI wieku".
                Dobra, robia sie, zatarl rece Nadau, napijmy sie po kielonku, na apetyt!
                Aperitif - poprawil go Yaponczyk, nie znasz bonton?
                Dobra, dobra, ty swiatowy, ja wiem, ale moglbys mnie tak nie pouczac,
                zaprotestowal Nadau.
                Ja cie wcale nie pouczam, wyjasnil Yaponczyk, ja tylko podpowiadam, jak ludzie o
                wysublimowanej inteligencji sie wyslawiaja. Wstal i podszedl do centrum
                rozrywkowego, nacisnal jakies guziczki i zabrzmiala muzyka,
                Cztery Pory Roku Vivaldiego.

                Nadal przez chwile wsluchiwal sie, nieco przekrzywiajac glowe na prawo, na lewo,
                na prawo, na lewo...Piekny glos, pomyslal, wstal i zblizyl sie do centrum.
                Na polce z solidnego drewna staly blyszczace metalowe prostopadlosciany, z
                galkami na froncie i dziwacznymi zarowkami wewnatrz, cala gora zakryta
                metalowymi siatkami. "McIntosh 275", zobaczyl Nadau i potarl czolo.

                Po obu stronach, na specjalnych metalowych szpikulcach byly dwa gadacze, chyba,
                pomyslal Nadau, bo z nich wydobywal sie anielski glos. Gadacze mialy
                niespotykany ksztalt; na dole byly pudelka z okraglymi membranami, brzmiacymi
                grubo, a na wierzchu byly zamontowane bardzo podlozne czarne metalowe siatki, o
                ksztalcie rynny, w pionie i bardzo plaskiej. Z tych metalowych cudactw wydobywal
                sie glos, i sredni i cienki.
                "Martin Logan", przeczytal Nadau.
                Wrocil na fotel i wyraznie zaaferowany zwrocil sie do Yaponczyka:
                co za cudactwa, te dziwne zarowki i te gadacze...(Nadau byl przyzwyczajony do
                produktow miejscowego rynku, okresu Wczesnego i Sredniego Gierka)

                Yaponczyk wzniosl szklanke i tracil sie z Nadau, usmiechnal wyrozumiale, z
                cieniem wyzszosci i zdjawszy Takhujery wyjasnil:
                • morgi.gliniaka C. d. 19.11.08, 18:29
                  owszem, te zarowki wygladaja jak zarowki, ale to sa lampy elektronowe, calkiem
                  jak w starych telewizorach (co niewiele pomoglo, gdyz Nadau w czasach
                  telewizorow lampowych nie mial pieniedzy, i stosunkowo niedawno kupil
                  uzywany tranzystorowy). Natomiast gadacze to polaczenie technologii dynamicznej
                  z elektrostatyczna.

                  Nadau siedzial bez ruchu, w myslach atakujac informacje, bezskutecznie, gdyz
                  Yaponczyk okazal sie byc mistrzem bulszytu, dymu i lusterek.
                  Atmosfera zrobila sie ciezka i Yaponczyk zajrzal do gara oznajmiajac; flaczki
                  gotowe! Chcesz chleb czy kartofle ze slonina?
                  Chleb, a jaki masz?
                  Mam Razowy Tradycyjny i Ciemny Przasny...
                  Razowy, z maslem, wybral Nadau.


                  ...w tym momencie poczulem glod, zas burczenie w brzuchu stalo sie wystarczajaco
                  glosne, by obydwaj mogli uslyszec, bez pomocy wzmacniaczy i glosnikow. To z
                  kolei unicestwiloby moja "niebytnosc"...

                  Bon Appétit!

                  ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                  4.Amerka.

                  Yaponczyk i Nadau podjedli, popili i poprawil im sie humor. Maz wyslany na
                  spacer z butelka Czystej Wiejskiej 0.750 ml i kanapkami Przasnego i Salcesonu
                  Wloskiego niewatpliwie szybko nie bedzie wracal.
                  Ostatecznie 3/4 litra wodki dla niego to swiat a ludzie. W jego stanie zapewne
                  zasnal w stogu i obudzi sie za pomoca krowy.

                  Gadacze emitowaly muzyke koscielna - Yaponczyk staral sie wytlumaczyc, ze to nie
                  koscielna, tylko powazna, ale Nadau mu niedowierzal. Organy to tylko koscielna,
                  on pamieta i wie!
                  Yaponczyk siedzial wygodnie w fotelu popijajac Gorzka Gminna.
                  Nadau czekal.
                  Wreszcie Yaponczyk zebral wszystkie sily i wyznal: wiesz, ja czesto pisze na
                  forum, Polonia. Ja musze, to moja misja -
                  pokazac im wszystkim kto gora. Tam jest wiele bardzo zlych ludzi, szczegolnie z
                  Amerki i Kanady. Oni mi zazdroszcza, ze mialem znakomita prace rzadowa i bylo
                  mnie stac na luksusy. Gdy kupilem okulary, to zaczeli mnie draznic, ze pewnie
                  bez soczewek, tacy zazdrosni...
                  Okulary zagraniczne, zapytal Nadau.
                  Tak h...er, odparl Yaponczyk.
                  Nadau uniosl sie w fotelu i gromkim glosem zauwazyl: ty mi tu od h...ow nie
                  wyzywaj, bo sie skonczy zle!
                  Yaponczyk zamrugal i zaskoczony zapytal; o co ci chodzi, przeciez ja ci nie
                  ublizam, pytales jakie okulary, no to ci mowie - takhujer. O, popatrz tu , na
                  oprawce napisane "takhujer".
                  Nadau przyjzal sie z bliska i skwitowal; jak mozna nazwac okulary tak
                  prymitywnie, po chamsku?
                  Sluchaj, toz to nie po swojsku, tylko po obcemu, szwajcarsku...
                  Nadau dal sie przekonac, ale tylko na pokaz.

                  No i co z tymi draniami na forum?
                  Aaaa, odparl Yaponczyk, zebym ja tylko mogl ich dorwac w rece. Najwiekszy
                  problem to gdy na mnie tak strasznie zle krzycza, to ja dostaje nerwow. Czasami
                  wieczorem nic nie jem, bo gdy w koncu jakos zasne, to w srodkunocy z nerwow
                  odchodze w lozku. Maz sie zali, ze brzydko pachnie, ale qrwa hooy nie rozumie,
                  ze ja nie wiem , ze odchodze.
                  Gdzies czytalem, ze Japonczycy zrobili specjalne materace, z malza obrotowa. Jak
                  odejdziesz, to w malze, ona sie obraca i podjezdza nowa.
                  Mozesz robic te odchody piec razy, bo w materacu jest piec malzy. One nawet sie
                  same plucza, tak, ze nic nie pachnie.

                  Nadau sluchal z otwarta paszcza, w koncu powiedzial: to jest niesamowite, do
                  czego technologia doszla w Japonii! A wiesz, ze gdyby nie Amerka, to Japonce
                  dalej by wpie...li ryz drewnianymi paleczkami.

                  Yaponczyk pominal to milczeniem, byc moze nie wiedzial co powiedziec, byc moze
                  wiedzial, ale wolal nie komentowac - Nadau byl troche wrazliwy.

                  Ja mysle, ze wszystko zaczelo sie dawno temu, te twoje problemy, zagail Nadau.
                  Yaponczyk nalal sobie kolejnego drinka i dolal Nadau.
                  Gleboko westchnal i zaczal.
                  Masz racje, wszystko ma swoje korzenie w mojej przeszlosci, jeszcze przed
                  wyjazdem. To nie jest wyprawa do sasiedniej wioski, to jest wyprawa Kolumba.

                  Pamietam, dzien byl taki sobie. Musialem jechac do Miasta, gdyz pani w okienku
                  powiedziala, ze samolot nie robi przystanku w Naszym Siole i ze musze jechac do
                  Miasta. W Miescie dojechalem autobusem 175 (pamietam jak dzis) do stacji
                  samolotowej. Jezusiczku, jakaz wielka ta stacja! A samolot - przeogromny. Pani w
                  oknie powiedziala mi, ze wszystko bedzie dobrze i ze musze oddac walizke. Teraz
                  to sie smieje sam z siebie, ale wtedy to byl moj pierwszy raz i nie wiedzial co
                  i jak, Tak samo bylo na wycieczce w gory, pan wychowawca powiedzial, zebym sie
                  nie bal, bo to
                  zawsze pierwszy raz.

                  No wiec czekalem w kolejce z innymi ludzmi, zeby wejsc do samolotu. Ludzi bylo
                  tak wiele, ze myslalem, ze bede musial leciec w przyczepie. A jednak wszyscy sie
                  zmiescili. Pani w bardzo ladnym zakiecie, mini spodniczce i fajnej czapce
                  powiedziala, ze gdy zapali sie zarowka i gadacz oznajmi, aby zapiac pasy, to mam
                  tak zrobic i sie nie bac.
                  Najlepiej to zamknac oczy i myslec, ze jestem w diabelskim mlynie albo na bardzo
                  duzej hustawce.
                  Tak tez zrobilem i dopiero otworzylem oczy, gdy ta sama pani postukala mnie w
                  lokiec. Pani nachylila sie nademna i zapytala co chce zjesc. Ja bym najchetniej
                  zjadl ja, bo gdy byla nachylona, to ja zobaczylem wszystko, az do przyrodzenia.
                  Wtedy pomyslalem, ze niewiasty nie powinny sie tak ubierac, bo wszystko widac.
                  Pozniej mi to przeszlo, a szczegolnie gdy sobie przypomnialem slowa pana
                  wychowawcy na wycieczce w gorach.

                  Po wielu godzinach gadacz oznajmil, ze zblizamy sie do Njujorku. To bylo cos,
                  czego nigdy nie zapomne. My bylismy tak bardzo wysoko, a i tak Njujork byl
                  przeogromny. Zapalila sie zarowka i gadacz kazal zapiac pasy. No zapialem, ale
                  zaraz potem odpialem, bo musialem sie odlac. Samolot kolowal i kladl sie ze
                  strony na strone, az nareszcie zaczal
                  ladowac. Nie wiem jak wyladowal, bo mialem zamkniete oczy. Poczulem, ze
                  wyladowal i ze sie jeszcze dlugo toczyl, az stanal. Ludzie zaczeli wstawac i
                  wolno isc do drzwi, ja tez wstalem, chociaz inni wokol mnie siedzieli. Okazalo
                  sie, ze mieli racje, bo ludzie wychodzili wolno.

                  Zaczalem sie przepytywac z ich jezyka, bo juz wiedzialem, ze u nich nie mowi sie
                  swojsko. Kiedys nauczyciel powiedzial mi, ze mowie ich mowa znakomicie i dam
                  sobie rade. Na wszelki wypadek wzialem ze soba Uniwersalny Zestaw Gadania
                  Swojsko-Obcego i Obco-Swojskiego - az dziesiec tysiecy obcych slow!
                  Tu musze powiedziec, ze Amerkanie nie znaja swojego gadania, ani w zab. Juz na
                  stacji samolotowej w Njujorku nie moglem zrozumiec ich gadania. A przeciez ja
                  znalem ich gadanie perfekt! Oni okropnie belkotali, co za tumany.

                  Tak jest - zauwazyl Nadau, oni sa okropne tumany.
                  Yaponczyk skorzystal z okazji uczynionej przez uwage Nadau i poszedl nalac w malze.

                  Ja tez skwapliwie wykorzystalem te przerwe i odlalem sie w muszle
                  klozetowa.


                  ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                  5. Njujorksity.

                  Jak juz powiedzialem, Amerkanie nie znaja swojego gadania. Ja to wiem, bo juz
                  nawet nauczyciel angielskiego gadania w Naszym Siole mi powiedzial, ze gadam
                  obco per fekt. Pani na stacji samolotowej w Miescie tez mi to powiedziala. W
                  koncu kto jak kto, ale taka pani musi sie znac, bo ona codziennie gada obco do
                  najrozmaitszych ludzi z obcych stron, nawet Chinczykow.
                  Wszystko to potwierdzilo sie juz na stacji samolotowej w Njujorku.

                  Gdy nareszcie wyszedlem z samolotu (aha, ta pani w fajnym mundurku w samolocie
                  stala przy drzwiach i wszystkich ladnie zegnala i gdy ja wychodzilem z samolotu
                  to ona sie usmiechnela do mnie i dala mi serwetke na pozegnanie), to poszedlem z
                  innymi do stanowiska wopistow. Gdy przyszla moja kolej, to pokazalem im moj
                  paszport. Jeden z nich byl czarny jak diabel i zapytal:
                  Whut be de purpose uh yo' visit t'de United States?
                  Nie zrozumialem i musial mi tlumaczyc, az w koncu zrozumialem i dalem odpowiedz.
                  Przyczepil mi biala kartke w paszporcie i machnal reka.
                  Teraz trzeba bylo znalezc moja walizke. Martwilem si
                  • morgi.gliniaka Re: C. d. 19.11.08, 18:31
                    , ze nie znajde, bo tam musialo byc bardzo duzo walizek, ale okazalo sie, ze
                    poznalem od razu. Tyle, ze czekalem dlugo, bo wszystkie krecily sie na karuzeli,
                    ale tylko po dwadziescia na raz. Wzialem walizke i zaczal sie zastanawiac jak
                    sie ze stacji wydostac i jak dotrzec do miejsca gdzie mialem mieszkac. Ja mialem
                    adres tego miejsca, ale jak sie tam dostac. Przynajmniej mialem troche ichnich
                    pieniedzy.
                    Zapytalem Amerkanina; uere is trajn?
                    Musial byc bardzo glupi, bo powiedzial; what kind of train?
                    Potem dodal: where is you tryin' t'get?
                    To robilo sie coraz bardziej meczace.
                    Pokazalem mu adres, X Canal Street, Manhattan.
                    Ah, dat's easy. Snatch de train t'Howard Beach, snatch de A train Inwood-bound,
                    t'Canal Street. Man!

                    Niby proste, ale z powodu glupoty Amerkanina wyladowalem w Ozone Park!
                    Po drugie, ten ich sablej wogole nie jest oznakowany. Gdyby nie to, ze znalem
                    doskonale ich gadanie i ze kazdy najglupszy Polak jest o niebo madrzejszy i
                    sprytniejszy od najmadrzejszego Amerkanina, to bym nigdy nie trafil na
                    Kanal strit.

                    W tym momencie zaszczekal lancuch i wlazl maz.
                    Nadau obrzucil go przenikliwym spojrzeniem i podchwytliwie zapytal; ktora godzina?
                    Nie wiem, nie mam zegarka, ale napewno kolo szostej, bo krowa chciala wracac do
                    obory.
                    Maz zdawal sie byc trzezwiejszy, niz przypuszczal Nadau. Lec no po gorzalke i
                    cos do zjedzenia!
                    Co ma byc?, zapytal maz.
                    Mamy ochote na cos lepszego, kup spirytus i szynke Super Wol. Aha, i sok
                    malinowy Malina oraz jakies ciasto, moze byc Sekacz Augustowski, zarzadzil
                    Nadau. Yaponczyk, o dziwo, nie protestowal, ze on bogaty i temu podobne.

                    Jak zwykle, pod ich wplywem, postanowilem zrobic wyprawe do kuchni i cos
                    upitrasic. Nawet skok do monopolowego byl do wykonania, pomimo, ze niedziela i
                    prawie szosta po poludniu, co w moich okolicach grozi pocalowaniem klamki.
                    • danuszek Re: C. d. 19.11.08, 20:03
                      to luziz spotkala sie z nadau w stogu siana?
                      • waldek.usa Huh??? 19.11.08, 20:07
                        danuszek napisał:

                        > to luziz spotkala sie z nadau w stogu siana?

                        ► Gdzie ty tam widzisz Luize?
            • wujekjurek Re: Mam pomysł! 19.11.08, 18:47
              japo2 napisał:

              > A czy ty wiesz co to znaczy "nauczyciel mianowany"?


              Szczerze mówiąc nie ale jakie to ma znaczenie? Bierzmy sie do
              roboty. Od czego zaczniemy?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka