źle mi

01.01.05, 20:08
Niby nic się nie stało, ale leżę na tapczanie, wpatruję się w głupi sufit, a
po policzkach kapia mi łzy...
niby nic....
wysypałam na łóżko wszystkie tabletki, jakie miałam, ale nie mam odwagi...
no niby nic, żesz cholera jasna...
ale ja nie mam odwagi ani na te tabletki, ani na żyletkę.... boję się żyć i
boję się umrzeć...
chcialam tylko gdzieś to napisać....;(
    • nadia30 Re: źle mi 01.01.05, 21:39
      Co ja ci moge napisać?.Kiedyś zrobiłam dokładnie to samo co ty dzisiaj, dokładnie tak samo się czułam.Lezałam na łożku, płakałam, tabletki obok, a wgłowie jedna myśl...DZisiaj jest lepiej niż dobrze, ale zabrało mi to wiele czasu i sił.Warto było przejść to wszystko.Spróbuj, nie daj się, ja prosze.
      MAgda
      • larissaxx Re: źle mi 01.01.05, 22:11
        Moze to nie jest wyjscie z sytuacji, ale wydaje mi sie, ze sa w zyciu momenty,
        kiedy smutek trzeba zalac. Wiele razy zalewałam. Trzeba tylko uwazac, zeby rano
        glowa nie bolała bardziej niz wieczorem. I spac. Byle przespac to wszystko.
        Byle do rana. A jutro bedzie nowy dzien. Moze nic sie zmieni.. a moze wszystko.
        Mozna tez tez chwycic Apap Noc i wtulic sie poduszke. Rano bedzie inaczej.
        Zobaczysz! A noz jutro trafisz na rozwiazanie.. i wszystko sie zmieni. Zqawsze
        warto zaczekac, jeszcze ten jeden dzien, i jeszcze kolejny.. Trzymaj sie. Dasz
        rade. Nie wiem, czy moja rada cos da, ale moze. Wiem, ze paru dziewczynom
        uratowało to zycie. Zmien srodowisko. Zmien jak najwiecej. Zmien tyle, na ile
        starczy Ci sil. I zmien ja najszybciej. Wszystko, co kojarzy Ci sie z bulimią.
        Mieszkanie, znajomych, zainteresowania, ciuchy, prace, pościel i tapete i kolor
        szczoteczki do zebow. To pozorne, ale bywa ze pomaga. Działa jak sugestia. A
        bulimicy wiadomo, na sugetsie bywaja podatni jak nikt inny.. a jednoczesnie
        najmniej. Powodzenia, wytrzymaj!
        • to_ona Re: źle mi 02.01.05, 11:45
          wejście do sklepu spożywczego kojarzy mi się z kupowaniem jedzenia, które
          później bym zwracało do pięknej, białej muszli klozetowej

          Ale wiecie, to nie tu tkwi problem -staram się już nie wymiotować i nie
          chciałabym się też ciąć zyletką, bo to nie tędy droga... I pojawił się problem -
          tamto to były moje sposoby na wyładowanie stresu, negatywnych emocji. Teraz,
          gdzy staram się tego nie robić - wszystko siedzi we mnie. Powinnam brać seronil
          albo jakiś inny antydepresant, ale zle na nie reaguję. A do tego czasem trzeba
          stłumić emocje, więc dostałam cloranxen od psychiatry - uspokajający. Nie
          jestem zwolenniczką leków w sferze duchowej, wolalabym rozprawić się z tym za
          pomocą mojej silnej woli, ale nie da rady...
          Mam wrażenie, że nagle muszę podejmować tyle decyzji, że samobójstwem mogłabym
          od nich uciec. Wiem, że to nie jest rozwiązanie - zreszta boję się
          tego...jeszcze... Ale co, kiedy wkolo wszystko jakby jest nagle tak bardzo
          cholernie zakleżne ode mnie, od mojej decyzji, na którą ja zwyczajnie nie
          jestem gotowa. Bulimia odebrała mi pewność siebie, odebrała mi tak wiele, że
          teraz nie dam rady z niczym sobie poradzić -nie dam rady odbić się od dna. I
          wcale nie czuję się zdrowa -wymiotowanie to tylko skutki, zewnętrzny objaw.
          BOję się tego, bo to wciąż siedzi głęboko we mnie.
          Nie dam rady....
          • kusiorek Re: źle mi 02.01.05, 12:45
            Doskonale wiem, jak się czujesz, ja czuję to samo!!! Od ponad miesiąca nie
            pozwalam sobie na uskutecznianie ataków z całą otoczką. Początkowo każdy
            kolejny dzień napawał mnie ogromną radością i optymizmem, choć czułam gdzieś
            głęboko taki niewyjaśniony niepokój. Nadal cieszę się każdym zwycięskim dniem,
            ale jest we mnie smutek, niepewność, zagubienie, nieufność i dystans do ludzi i
            świata, nadmierna wrażliwość. Nie radzę sobie z emocjami, z trudnymi
            sytuacjami, z krytyką itd. 2 tyg. temu chciałam się zabić, chciałam zrobić
            krzywdę mojemu mężowi, targała mną agresja, wpadłam w szał, zupełnie straciłam
            panowanie nad swoimi myślami, uczuciami, zachowaniem; obłęd... Miałam wrażenie,
            jakby świat się dla mnie kończył, jakbym osiągnęła samo dno, jakbym wpadła w
            otchłań bez możliwości powrotu. Miałam uczucie, jakbym na nic już nie miała
            wpływu i nic nie mogła zmienić. Straszne uczucie... Po ataku furii i rozpaczy
            powoli uspokoiłam się. Zaczęłam znajdować nowe siły do życia. Znów zaczął
            powoli powracać optymizm. Jednak nie ma dnia, bym nie czuła smutku, cokolwiek
            wspaniałego by się nie wydarzyło. Nieraz łzy same bez powodu napływają mi do
            oczu, tracę zdolność do wszelkich działań, mogę tylko leżeć i kontemplować
            swoje poczucie nieszczęśliwości i niespełnienia, użalać się nad swoją marną
            osobą.

            Moje ciało nosi już kilka znaków mojej desperacji, podejmowałam próby
            samobójcze, ale bezskutecznie, nie miałam dość odwagi, by poprowadzić żyletkę
            mocniej i głębiej, raz połknęłam kupę tabletek nasennych i wtedy prawie się
            udało (utrata przytomności, karetka, szpital...); w zasadzie to chyba nie
            chciałam umrzeć, ja tylko chciałam, żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę, wołałam o
            pomoc wtedy, kiedy już zupełnie nie umiałam dać sobie rady sama. Teraz wiem, że
            to była zła droga, wstydzę się tych śladów każdego dnia, pracuję z ludźmi,
            każdy widzi moje ręce - taki zawód, w dodatku odpowiedzialny - co oni wtedy
            sobie o mnie myślą? Czy można powierzyć zdrowie i życie komuś, kto ma sznity na
            rękach?... Teraz nie umiem znaleźć żadnej drogi, nie umiem szukać pomocy ani o
            nią prosić, nikt nie wie o mojej bulimii, jestem zupełnie sama z moją tajmnicą
            i moimi zaburzeniami osobowości. Jest mi bardzo ciężko. Ale trzeba jakoś żyć.
            Muszę brnąć dalej, skoro nie mam odwagi tego zakończyć. Próbuję wierzyć, że
            jakoś to się ułoży...
            • larissaxx Re: źle mi 02.01.05, 12:55
              Srodek nazywa sie Cipramil.
              Działa w przypadku depresji i napadów lekowo padaczkowych.
              Jest to jedyny bezpieczny srodek, jaki znam, a bralam całą gamę.
              Działa na organizm stymulująco, niczego sam nie dostarcza. Poza tym ma najmniej
              ze wszystkich lekow skutkow ubocznych - jest przeznaczony dla osób chorych na
              inne schorzenia i przyjmujących inne leki. Jest bardzo delikatny i bardzo
              skuteczny. Kiedy brałam ZOLOFT czułam, jak te tabletki rozprzestrzeniaja sie we
              mnie,a mnie juz nie ma, czułam sie nieobecna, zależnma od tych lekow. Cipramil
              sprawił, że radosc mogla wyplywac ze mnie, taka prawdziwa, nie sztuczna. Przy
              zolofcie czułam przymus smiechu, chodzilam nabuzowana pozytywnymi uczuciami,
              ale onbi nie byly moje, ja ich nie rozumialam, tyliko nimi emanowalam. Przy
              Cipramilu jestem sobą, on tylko pomaga wydobyc co, co radosne w srodku. Chocby
              bylo tego nie wiele.
              Zapytaj lekarza, Cipramil nie jest tani - od 70 do 150 zł za opakowanie na
              miesiąc. Zalezy gdzie trafisz. Leczenie to ok 6 miesiecy. Ale potem radzisz
              sibie bez niczego. Cipramil ma ten plus jeszcze, ze nie uzaleznia. Radzisz
              sobie bez niego. Nie wskazany przy zazywaniu inhibilatorów MAO i lekow
              nasercowych z grupy propranol.
            • mrtabaka Re: źle mi 08.01.05, 14:39
              Moze powinnas powiedziec mezowi..bedzie Ci latwiej,ja wiem o problemie
              MojejUkochanejk,dzieli sie tym ze mna, a przynajmniej stara, a jak nie chce to
              sam probuje wyciagnac co czuje..gdy b przychodzi..w tych chwilach przynajmniej
              moze gdzies wyladowac choc troszke zlosci i nienawisci..chcialbym, aby wiecej
              tej zlej energii mogla mi dac, ale Ona sie powstrzymuje, gdyz nie chce mnie
              krzywdzic i tym obraczac..coz..ale zawsze choc o te troszke Jej chyba lepiej
              jest..przynajmniej nie jest z tym sama..tzn. jest-jak kazda z Was, ale moze te
              proby wsparcia cos jej daja..chyba lepiej, gdy mozna z kims sie tym
              podzielic..z kims kto kocha..pozdrawiam Was i zycze
              powodzenia..TenZDrugiejStrony
    • perfectta Re: źle mi 02.01.05, 13:38
      Myślę, że rozumiem co czujecie, choć nie choruję na bulimię, ale na siostrzaną przypadłość czyli anoreksję. Niedawno podjęłam próbę wyjścia z choroby, natrafiłam w necie na definicje "normalnego" jedzenia i nauczyłam sie jej na pamięć. Odtąd wciskając sobie do ust pożywienie powtarzałam w myślach, iż "uczucie głodu jest normalne, że jedzenie to również przyjemność, że to także podjadanie drobnych przekąsek, na które mamy apetyt między posiłkami itp.". Początkowo było bardzo trudno ale po czasie wygłodzony organizm zaczął się domagać coraz większych porcji jedzenia, miałam ochotę niemal na wszystko i z trudem powstrzymywałam się od pochłaniania tak ogromnych ilośći. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Przytyłam. Myśląć racjonalnie owo przytycie jest niewielkie, gdyz nadal mieszczę się we własne ubrania z czasu najgorszego stadium choroby, ale nie da się ukryć, że są one opięte. To wystarczy abym czuła ciągłą, ogromną panikę i jakiś dziwny lęk, roztrzęsienie, histerię i wieczny stres jakby stało się coś okropnego i wręcz zawalił się świat, nie moge się na niczym skupić, czuję się beznadziejna, gruba, nie mogę spać, przestałam wychodzić z domu i obecnie nic znowu nie miałam w ustach oprócz wody od 2 dni...I wiecie co jest najgorzsze? Myślałam, że mi się udało, że wygram. Jedząc czułam się szczęśliwsza i pełna wiary w siebie i w to, że będę znowu żyć normalnie... - niestety do czasu. Zostałam sama, rodzina zerwała ze mną kontakty do czasu "aż zmądrzeje", narzeczony "nie chce marnować sobie życia z wariatką". Nic już ze mnie nie będzie.
      • milcia19 Re: źle mi 08.01.05, 00:07
        Ja doskonale cie rozumiem.Moje życie to jedna wielka porazka.Jestem
        studentką.Tylko czekam az mnie wyrzucą.Jestem grubasem.przed chwilą mama i tata
        mnie wyzwali.nienawidze tego swiata.
      • chudzinaa Re: źle mi 08.01.05, 15:10
        JAKIE TO SMUTNE CO PISZECIE.. :-((((( mam nadzieje ze sie wyleczycie z choroby..
    • to_ona Re: źle mi 09.01.05, 13:56
      NA HORYZONCIE ŻADNYCH ROZWIAZAŃ....
      tylko milion myśli w mojej głowie i jeden wielki zamęt naokoło....
      najadłam się:(
      • to_ona Re: źle mi 11.01.05, 07:21
        za dwa tygodnie studniówka - nie mam z kim iść, bo "załatwiony" prawie kolega
        dosłowniez dnia na dzień znalazł sobie dziewczynę.....nie lubię takich dni jak
        dzisiaj, bo mam wrażenie, że wszystko wali się nałeb na szyję.....łe:(
    • karola775 Re: źle mi 11.01.05, 14:25
      słuchaj przechodziłam przez to, często sie to zdarzało
      nie wiem co mam ci poradzić, bo wiem jak ci ciężko
      musisz sama sobie poóc, wiem ze teraz pewnie myślisz ze to nierealne, ale
      możesz to zrobić, jak ci będzie źle pisz do mnie karola775@gazeta.pl
Pełna wersja