katarzyna2005
04.03.05, 14:49
Mimo, ze czuje sie w miare pewnie (bardzo dopinguje mnie, sprawia niesamowita
przyjemnosc, ciagle zaskakuje, ze to mozliwe), bo moge nosic 'chude' spodnie.
Ktos zauwaza, ze jestem szczupla, mam talie bez tch ohydnych walow (dlugo
bede pamietala przyjazny zarcik mojego faceta 'A to od tych jabluszek,
tak?'), niedlugo bedzie cieplo i bedzie mozna nosic spodniczki. Na urodziny
zalozylam spodniczke i rajtuzy, ale na dworzu bylo mi tak zimno, ze to bez
sensu.
Inna dobra wiesc, coraz lepiej znosze, przyzwyczajam sie do tego uczucia po
jedzeniu, ze nie musze byc 'nazarta' by byc najedzona, bo po czasie to
pragnienie ZAWSZE MIJA (oczywiscie z wyjatkiem czasu, gdy sie odchudzalam,
ale ten niebezpieczny okres juz poza mna).
To optymistycze tony z ostatnich dni, ale jednoczesnie jest we mnie ponura
obawa. Te ataki byly tak przyjemne, wspominam to wszystko co pozarlam, kusi
mnie, ciagnie, a nie moge tak ciagle wychodzic z domu, bez celu, i tracic
czas na rozne dzialania zastepcze, byleby nie kupowac zarcia. Wiec ciagla
obawa, czy to sie kiedys skonczy.
Poczatek miesiaca to niebezpieczna pora bo jest troche pieniedzy. Ciagle
praktykuje 'pozbywanie sie' forsy, czyli blokowanie internetowo, wyliczanie,
ile mi potrzeba, ostatnio zrezygnowalam z karty bankomatowej, kredytowej
nigdy nie mialam. Bo pokusa zbyt duza, na nocne wycieczki.
Aha, wagi oczywiscie nie wyrzucilam, ale waze sie co tydzien, tyle dla
kontroli wystarczy.
Trzymajcie sie kobiety, maybe, my chyba nie konkurujemy? (ze ja Cie
wyprzedzam, czy cos w tym rodzaju, moje ataki udowodnily, ze jestem prawie
tak blisko bulimii, jak na poczatku, wlasciwie nawet przestalam liczyc dni)