mftk
20.05.05, 08:03
Witam, tak optymistycznie chciałabym rzec, że chyba udaje mi się rozprawić
się z B. Nie jest już czymś, co mnie dopada nagle i niespodziewanie, ale coś,
do czego potrafię się zdystansować, czemu potrfaię się przyjrzeć i
powiedzieć 'oj nie, już wystarczy'. Jak mi sie to udaje? długo analizowałam
dlaczegotak się w ogóle dzieje, znalazłam przyczyny, stwierdziłam, że nie
bede udawać nie wiem jak silnej osoby, poszłam do psychologa. I teraz
rozplątuję i wygładzam to, co mnie do bulimii popchnęło. Nabrałam do tego
dystansu. Jeśli mam napad, nie wpadam w panikę, nie biorę czterech senesów
naraz, ale tłumaczę sobię i już to rozumiem, że tak na razie będzie, ze to
jest normalne, że nie ma nic od razu. I to działa. Największy niepokój
ogarnia mnie pod wieczór, trudno go opanować. Ale co z tym robię? Spacer,
kino, ćwiczenia fizyczne. Jak na razie działa.
Kiedy było źle, sporo czytałam na tym forum, i w jakis sposób musze wam
podziekować, bo zniknęło to poczucie osamotnienia w tym, co sie ze mną
działo. Pojawiła sie motywacja.
Teraz, kiedy czuje sie juz w miare dobrze, patrze na moje cialo z akceptacją
oraz nadal ucze sie akceptować i kształtować moją osobowość, jestem spokojna
i zadowolona. Moge myśleć, mojego umysłu nie obwija juz kokon, a żołądek nie
cierpi.
uważałam siebie za przypadek beznadziejny. ale nie ma reguły, na to wychodzi.
trzymam za Was kciuki, pozdrawiam, Monika