rozbrajajaca
26.08.05, 22:58
Moj byly chłopak powtarzał, ze "chciec to moc", banalne, ale tak trudne do
zrealizowania. Trudne, bo po pewnym czasie przyzwyczajamy sie do zaistnialej
sytuacji i paradoksalnie jest nam z nia dobrze. Nie chcemy tego zmieniac.
Jednak czasem nachodza mysli, ze tak nie mozna, ze im dłuzej sie w czyms tkwi
tym jest gorzej..
Doszła do mnie ta mysl, ze musze cos zrobic, inaczej sie wykoncze. Czasem
chcialabym, aby ta reguła "im bardziej sobie cos wmawiasz, tym szybicje sie
spelni" zadziałała. Wtedy znikłabym.
Mam 18 lat.
Od 3 lat borykam sie z bulimia, nie musze opisywac na cym to polega..znacie
to. Jesz i wymioty/talbetka. Tak w kołko.
Brzydze sie soba, choc nie jestem gruba, jestem ładna, to jednak sie brzydze.
Szczegolnie po napadach obzarstwa, kiedy niemal namacalnie czuje jak moja
skora pecznieje. Czuje jak tyje.
Nie potrafie normalnie funkcjonowac, wszystko uzaleznione jest od jedzenia.
Zjem i nie wyjde nigdzie. Nie zjem - droga wolna..
Wiem, ze musze z tym skonczyc, prosze o wsparcie a takze o jakies namiary do
psychologa w Łodzi.
Pomozcie mi. Sprobujcie.
Jesli bedziecie chciały, piszcie na meila.
Naprawde bede wdzieczna.