mówcie bliskim, opłaca się

05.12.06, 07:51
kochane, piszę po raz pierwszy. wymiotuję od 5-ciu lat i przez cały ten czas
byłam sama z moim problemem, dlatego to był podwójny koszmar. od 1,5 roku
jestem mężatką, ale zawsze wydawało mi się że facet nie jest w stanie tego
zrozumieć. tak dlugo tłukłam sie z tym, cały dzien wczoraj przeglądałam to
forum, aby znaleźć choc jeden post, że warto jest się otworzyć. niestety nie
znlazlam takiego, który by jednoznacznie tak stwierdzal. mimo wszystko
zrobilam to. powiedzial, ze RAZEM DAMY RADE, że mnie kocha i że wszytsko
bedzie dobrze, przytulil i uspokoilam sie. teraz kocham go jeszcze bardziej,
chyba nie docenialam go wczesniej, przeciez jest moim meżem a znamy się
wlasciwie od poczatku choroby (pewnie dlatego nie zauwazyl zmian w miom
zachowaniu). w kazdym razie dziewczyny, MÓWCIE BLISKIM, to jak zrzucenie
wielkiego ciężaru, razem naprawde jest łatwiej walczyc. a bliscy są po to, by
nas wspierac. teraz mam kolejny powod do walki, moj mąż we mnie wierzy i ja
tez juz mocniej wierze, że mi sie uda.
pozdrawiam i trzymam kciuki, za te które zdecydują sie powiedziec prawde
    • dormeuse_infante Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 12:34
      Brawo!! Na pewno nie było to dla ciebie łatwe !
      Mój mąż rownież wie, dowiedział się przed ślubem. Żałuję tylko, że
      tak długo wachałam się czy powiedzieć czy nie. Mój związek wiele przez
      to stracił:((
      Dzisiaj mija 5 "rocznica"odkąd jestem chora:((((
    • olenka_szczecin Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 15:45
      I tu sie mylisz kochana,najwidocznie niedokladnie czytalas i ominelas mojego
      posta.Moi rodziece juz wiedza,moj chlopak tez i moja siostra i
      wspolokatorka:).Po 6 latach choroby w koncu wyjawilam swiatu prawde i czuje sie
      z tym swietnie a co najwazniejsze te wszystkie osoby sa przy mnie i mnie
      wspieraja :) a leczenie wychodzi znakomicie :)
    • m_o_n_a Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 19:59
      ja nie powiem...
      o niczym. wiem jaka bedzie reakcja... uhhh nawet o tym nie myślę...
      ciekawe kiedy sie wykoncze...
      • olenka_szczecin Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 20:14
        Lepiej cos zjedz dziewczyno bo gadasz 3 po 3 :P
        • niczewo Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 20:52
          Rozumiem mone. Mówienie o sobie i swoich ułomnościach nie jest rzeczą łatwą.
          Nie chcemy byc postrzegane jako słabe, targane swoimi fanaberiami głupiutkie
          istotki. Jako puste, śmieszne czy tez żałosne dziewuchy. Tylko my wiemy ile
          myśli piętrzy się w naszych głowach, niekoniecznie zrozumiałych dla innych. Ja
          też nigdy nie powiedziałabym nikomu, gdyby nie moja próba samobójcza. Wówczas
          wylałam z łzami całą prawde o sobie, nie miałam wyboru a zresztą było mi
          wszystko jedno... nie zależało mi...
          Nie wiem czy jest mi z tym lepiej czy gorzej...
          Oczekuje tylko zrozumienia, a nie zawsze go dostaje... czy to są wygórowane
          wymagania?
          • olenka_szczecin Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 20:59
            Naszych dolegliwosci i chorob nikt nie zrozumie,bo to nie jest normalne.Skoro
            pojawiaja sie mysli samobojcze albo obsesyjne myslenie o jedzeniu,ktore staje
            sie najwazniejsza rzecza na swiecie i ze wszystkiego potrafi sie zrezygnowac
            tak jak ja zeby sie najesc a potem prowokowac wymioty to trzeba to leczyc.Teraz
            jestem taka madra ale 6 lat sama tego nie rozumialam.W zyciu nie wdepne w to
            gowno jakim bulimia a najgorsze jest to,ze takiej chorej osobie niekt nie moze
            pomoc jak sama nie bedzie chciala.Bo co z tego,ze na sile wlozymy jedzenie do
            buzi albo przeciwnie,po jedzeniu przywiazemy zeby nie wymiotowala skoro naszym
            najwiekszym problemem jest psychika a nie cialo.I glowe trzeba leczyc.Wkurza
            mnie to,ze sa takie paskudne choroby!! zycie-w-cieniu.bloog.pl
            • niczewo Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 21:29
              Wyleczyć się trzeba samemu. Powiedzenie bliskiej osobie, to jak przyzwolenie
              sobie na chorobę. To jak próba akceptacji tego co się ze mną dzieje. Odkąd wie
              przyjaciółka, która i tak jest daleko i mąż, który jest blisko a wydawałoby się
              jakby był jeszcze dalej, utwierdzam się w przekonaniu, jak bardzo jestem
              samotna, odseparowana... taki alien...
              Gdyby tylko można było utonąć w gąszczu poduszek i kocy... zachłysnąć się
              pierzem i stracić oddech...
              • olenka_szczecin Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 21:44
                Kochana nie badz taka zdeklarowana pesymistka!!!Nie wiem ale sama musisz
                dostrzec uroki zycia i bycia zdrowa :) a wyjawienie od lat skrywanej tajemnicy
                nie jest przyzwoleniem na chorobe.Bo to ukrywanie sie z tym i bycie samemu jest
                takim przyzwoleniem.Ja bardzo sie ciesze,ze wie kilka najblizszych mi osob,bo
                po pirwsze przynosi to straszna ulge,takie katharsis jakies :) a po drugie
                teraz wiem,ze nawet jakbym miala dola i zamierzala znowu zwymiotowac to mam do
                kogo isc i poprosic o pomoc a poza tym im wiecej osob wie tym trudniej i jakies
                takie dziwne uczucie sie w czlowieku wyzwala i mysli sobie no nie moge tego
                zrobic bo oni wiedza,chce sie leczyc i oni chca zebym byla zrowa....Lalka
                wiecej optymizmu napewno masz kogos bardzo bliskiego,kto zawsze jest przy
                Tobie...a w ogole to chodzisz na jakies terapie czy jestes taka sama sobie
                pozostawiona chorobie??
                • niczewo Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 22:06
                  A no jestem i będe pewnie jeszcze przez długi czas, chyba że jakis drapieżnik
                  mnie niespodziewanie zaatakuje, albo sie w kiblu przypadkiem nie spuszcze.
                  Sama sobie też jestem, ale tym drapieżcą, bo zżeram się od środka i
                  zagrożeniem, bo chwila nieuwagi, zachwiana równowaga i chluuup do sedesu.
                  A gdybyś mnie, ma miła, poznała, zmieniłabys zdanie o rzekomym pesymiźmie.
                  Bardziej radosnej, wiecznie uśmiechniętej, preferującej wszelkie kontakty
                  towarzyskie na każdej płaszczyźnie, osoby nie sposób spotkać... No dobra,
                  troche przesadziłam, chciałam tylko powiedzieć, że takie właśnie wrażenie
                  sprawiam... A cała prawda jest gdzieś głęboko, we mnie, a tam ciemno i boje się
                  zaglądać...
                  • olenka_szczecin Re: mówcie bliskim, opłaca się 05.12.06, 23:12
                    W takim razie nic juz z tego nie rozumiem,bo najpierw mowisz i przyznajesz mi
                    racje,ze jestes pesymistka i jeszcze dlugo bedziesz a za chwile,ze gdybym Cie
                    poznala zmienila bym zdanie o rzekomym pesymizmie...a w ogole w tej calej
                    bezradnosci uzalasz sie nad soba??nie chcesz tego przerwac?nie chcesz sie
                    leczyc??
                    • niczewo Re: mówcie bliskim, opłaca się 06.12.06, 08:46
                      To już Ci szybciutko wszystko wyjaśniam. Pytałaś czy jestem taka sama sobie
                      pozostawiona chorobie, a ja stwierdziłam tylko fakt, że rzeczywiście jestem, że
                      istnieje, że spłodzili mnie rodzice i wydali na świat. Moje bycie jest bytem
                      realnym, tu i teraz, niezaprzeczalnie niepodważalnym. Przyznałam Ci też rację,
                      że sama sobie jestem, bo jak mogłoby mnie nie być dla siebie. I tu zaczyna się
                      problem. Potrafie być przychylna, życzliwa dla innych, lecz nie potrafie tego
                      wobec siebie. Pojawia się wątek drapieżcy i zagrożenia.
                      Chce to przerwać, jeszcze nigdy w życiu niczego tak bardzo nie pragnęłam. Chce
                      się leczyć, ale wiem, że nikt mi w tym nie pomoże. Moge liczyc tylko na siebie.
                      I pewnie, że się użalam, zalewam potokami łez... tak było zawsze a bulimia to
                      tylko spotęgowała. Czuje się jakbym powoli zapadała w zapomnienie... mkną tylko
                      myśli... wiruje w głowie od samotności... i ta cisza taka straszna...
                      Ale wierze, że się uda. Próbuje być spokojna, wyczyścić umysł. Ty jesteś
                      dowodem, że można wykreować się na nowo. To daje siłę... niech moc będzie z
                      Tobą :)
                      • olenka_szczecin Re: mówcie bliskim, opłaca się 06.12.06, 09:04
                        Prosze prosze rosnie nam tutaj jakis Lord Vader hahaha :):):) Kochana,kiedys
                        tez mialam taki okres w zyciu,ze myslalam,ze na swoich rodzicow w ogole nie
                        moge liczyc.Co prawda nie mialao to zwiazku z moja choroba ale jakies takie
                        mysli zrodzily sie w mojej glowie.Ale chyba na tym tez polega na choroba,ze
                        uwazam sie za zle,niedobre,samotne i wydaje sie nam,ze jak same sobie zczyms
                        nie poradzimy to nikt nam nie pomoze i nie bedzie chcial pomoc...Czy Twoi
                        rodzice odmowili Ci pomocy w walce z choroba??Czy tylko to sobie ubzduralas i z
                        gory zakladasz,ze nie beda chcieli Cie wspierac.Powiedzieli Cie NIE???!!!A z
                        drugiej strony jak zaczniesz leczenie to napewneo w swoim lekarzu znajdziesz
                        oparcie.Bedzie to zludne uczucie jakiejs przyjaznie ale czlowiekowi jakos tak
                        lepiej sie robie jak ktos chce sluchac...i nie polacam prywatnych wizyt...NFZ
                        ma psychiatrow z powolania :):) a zawsze mozesz tez uczestniczyc w jakijs
                        grupie wsparacia i tam znajdziesz sojuszniczki w walce z bulimia.Szkoda,ze nie
                        jestes ze Szczecina,przemowilabym Ci do rozumku i wysunela takiego kopniaka,ze
                        z usmiechem na twarzy spuscila bys bulimie w kiblu juz na zawsze tak ak ja to
                        zrobilam :):):)
    • night21 Re: mówcie bliskim, opłaca się 06.12.06, 10:36
      mówisz ze warto..ja powiedziałam mojemu facetowi..rzeczywiscie było mi
      lżej..mówił ze rozumie..to dzieki niemu zaczełam terapie...twierdził ze razem
      damy rade...
      jednak z czasem zaczeło sie psuc..wszystko bowiem koncentrowalo sie na mojej
      chorobie..nie był oinnego zycia...innego tematu ..tylko bulimia... po ponad 3
      latach rozstalismy sie...od ajkiegos miesiaca nei ejstesmy razem...wczesniej
      przerwalam terapie i farmakologie...znowu wymiotuje...bardoz czesto...powróciłam
      do takich destrukcyjnych zachowan..jak autoagresja(mam na msyli ciecie
      sie)...nei daje rady..ciagle msyle o smierci....tak bardzo chce zeby było
      dobrze...a pograzam sie bardziej i bardziej...dochodze do wniosku ze nie warto
      było mówic....a jesli juz to nie powinno sie koncenstrowac na chorobie...bo ona
      rzeczywsicie niszczy...nei tylko osobe chora...ale i jej blsikich..niszczy
      zwiazki...
      mam nadzieje ze wam sie uda...pozdrawaiam
      acha i jeszcze jedno///wracam na terapie...
      • asiamala1 Re: mówcie bliskim, opłaca się 06.12.06, 12:51
        wczoraj bylam bardzo szczesliwa, bo ogromny kamien spadl mi z serca. dzis troche
        sie zdystansowalam, tzn nadal uwazam ze warto powiedziec prawde, bo tak jak
        ktoras z was napisala to: katharsis, poza tym jest wieksza motywacja i raczej
        nie da rady juz stosowac starych sztuczek, zeby to ukryc. natomiast zastanawia
        mnie, jak to bedzie dalej... tzn pierwsza reakcja meza byla super, ktorej nawet
        sie nie spodziewalam, ale od tego momentu nie bylo o tym ani jednego slowa.
        wiem, że to pewnego rodzaju mechanizm obronny, bo sama tak często reaguje, czyli
        jesli o czyms sie nie mowi, to tego nie ma. pierwsze pyatnie, ktore mi zadal,
        gdy wydusilam to z siebie to: skad wiesz??? troche dziwne, ale powiedzialam ze
        bylam u lekarza, plakalam strasznie, a on mnie pocieszal. spytal jeszcze czy
        robie to codziennie, odpowiedzialam ze nie, ale chyba bardziej ze wstydu (kiedys
        nawet 3 razy dziennie), no i dlatego ze faktycznie odkad biore tabletki, zdarza
        mi sie to rzadziej. nie pytal o NIC WIECEJ. zastanawiam sie czy napewno mi
        uwierzyl... moze przesadzam, przecież wie dopiero jeden dzien.... zreszta wiem,
        ze to napewno lepsze niz ciagle dreczenie tym tematem, bo tego napewno bym nie
        zniosla.
        i jeszcze odpowiedz na zarzut, ze wyznajac prawde daje sobie przyzwolenie. -
        wrecz przeciwnie, skoro on wie, mam mniejsze mozliwosci aby to robic. wiem ze
        bedzie mnie baczniej obserwowal, wiec w pewnym sensie chce zamknac sobie barmke
        do bazkarnego rzygania.
        pozdrawiam
        trzymam kciuki za night i terapie, a twoj facet moze rzeczywiscie nie byl silny,
        czego tobie mocno życze, nie rezygnuj z zycia
Pełna wersja