neta2007 03.06.09, 17:42 jak wyglądała u was walka z chorobą? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
szacki Re: walka 03.06.09, 18:27 to było tak szast prast i położyłem ją na łopatki jedną ręką , ona coś jeszcze próbowała fikać ale ja się nie dałem, jestem niezwyciężony Mikołaj Szacki Wielki XVI Odpowiedz Link Zgłoś
amela Re: walka 03.06.09, 20:29 kłamiesz, to ona Cię powaliła na łopatki, a ty jeszcze próbujesz fikac. przyznaj sie,wiele sparringów z nią przegrałes. btw, dlaczego XVI? kolejne, niezbyt udane wcielenie? Odpowiedz Link Zgłoś
sugar_1 Re: walka 03.06.09, 21:07 ja narazie staram sie "ograniczyć". bo nie umiem tak po prostu przestać. i nie winie się , jeżeli coś pójdzie nie tak, bo chociaż psychike staram się odciążać . Odpowiedz Link Zgłoś
loiseau Re: walka 04.06.09, 02:52 Chodzę na terapię i nie tyle walczę, co zaczynam się dobrze sobą zajmować. Odkrywam w sobie różne nieprzeżyte wcześniej uczucia, konfrontuję się z lękiem i rozpaczą, ale też odkrywam sporo wrażliwości i wzruszenia:) Myślę, że jestem na dobrej drodze. Odpowiedz Link Zgłoś
amela Re: walka 04.06.09, 14:33 cieszę się, że odkrywasz w sobie nowe uczucia pod okiem speców. ale to nie znaczy że masz nie wpadac na forum..stęskniłam się za Tobą.. Odpowiedz Link Zgłoś
loiseau Re: walka 04.06.09, 20:58 Wpadam, wpadam:) Przyznam, że też wypatruję Twoich postów. Jak się masz, Amela? Odpowiedz Link Zgłoś
amela Re: walka 05.06.09, 01:16 Loiseau - no to pokazuj się częsciej! ja ostatnio zostałam fanką szackiego - zapewne kojarzysz takową personę. generalnie cenię cięte, niewybredne, czasem czarne poczucie humoru, a ta osoba jest w tym kierunku szczególnie uzdolniona:) a poważnie, dzis miałam trudny dzien, pierwszy taki od bardzo dawna. prawde mówiąc jestem w szoku i nadal przeżywam komentarze, które usłyszałam dzis po południu. nie ma sie czym chwalic; choc musze jeszcze to zweryfikowac, własciwie już traktuje to wydarzenie jako szczególną porażkę. tytułem wstępu - jestem prawie wyleczoną, byłą anorektyczką, bmi w normie, miesiączkuję normalnie, pod względem fizycznym wszystko jest ok. tymczasem dzis usłyszałam na fitnesie komentarz od jakiejs laski, że jestem wychudzona, a potem - w knajpie - córka koleżanki zapytała wprost, czy jestem anorektyczką? załamałam się; to co, tyle wysiłku wkładam w utrzymanie normalnej wagi, napycham sie codziennie na maxa (sama czasami zastanawiam się, jakim cudem spalam takie ilosci jedzenia, zwłąszcza że najwięcej jem wieczorami- przed samym spaniem, umawiam się na piwo, napycham sie popcornem i innymi paluszkami), a ludzie tak mnie postrzegają? zauważcie, jak to we mnie jeszcze siedzi - tyle czasu po leczeniu, a nadal tak mi zależy na opinii innych. zamiast to olac i robic swoje, to ja przeżywam, co kto powiedział, analizuje z każdej strony i dochodze do destrukcyjnego wniosku, że moje dotychczasowe wysiłki były bezcelowe. wystarczy jeden komentarz podpitej laski. a jednak pojawia się wątpliwość, że może cos jest chyba nie tak....z drugiej strony..hm...obliczyłam własnie swoje bmi - komentarz do niego jest następujący: "Gratulacje! Twoja waga ciała jest idealna. Nie słuchaj koleżanek, które mówią Ci, że jesteś gruba – są po prostu zazdrosne." no i co z tym zdrowieniem??? co z odpornoscią na otoczenie? mam przytyc jeszcze, bo otoczeniu nie podobam sie taka, jaka jestem? ale mnie jest tak dobrze, a jestem całkiem zdrowa- wyniki badan mam idealne. no i co z tego, że faceci wolą laski przy kosci? mam podobac sie sobie, a nie komuś. a dla mnie obecna waga to maximum, jakie na dzisiaj mogę zaakceptować. ale też - ani kg mniej! wiem o tym, że nie mogę, więcej nawet - nie chcę! WNIOSEK: te podstawy są jeszcze tak bardzo bardzo kruche...jak bardzo trzeba o nie dbac...wystarczy byle wietrzyk i wszystko się wali...jak łatwo spowodować katastrofę... to mi uswiadamia jak na co dzien trzeba sie pilnowac, dzien po dniu, godzina po godzinie, mam nadzieje, że nadejdzie taki czas, że nie trzeba będzie sie pilnowac, że "TO WSZYSTKO" będzie odbywać się naturalnie, spontanicznie.. własciwie gdzie w środku miałam taką nadzieję, że powoli osiągam ten spokój, a jednak okazuje się że nie. że nadal muszę być bardzo czujna. proces zdrowienia jest bardzo trudny, znacznie trudniejszy niż chorowanie. wzięcie odpowiedzialnosci za swoje życie jest - moim zdaniem - najtrudniejszą decyzją, jaką podejmuje człowiek, a zwłaszcza anorektyczka. ps. jeszcze mi tu nienill brakuje i będzie swięta trójca:) Odpowiedz Link Zgłoś
nienill Re: walka 05.06.09, 01:28 > no i co z tym zdrowieniem??? co z odpornoscią na otoczenie? przesadzasz bo "normalni, zdrowi" ludzie nie przejmuja sie, gdy usysza jakis komenatrz na swoj temat? a w koncu waga to jeden z Twoich najslabszych punktow, wiec nic dziwnego, ze Cie trafiło do żywego zapewne pojutrze przejdzie i wlasnie to, ze przejdzie bedzie objawem, ze wysilek sie opłacał no chyba, ze masz aspiracje do zamienienia sie w cyborga, ktorego "nic nie rusza, a inni ludzie nie obchodzą".... ale to juz na pewno bylby objaw choroby > wyniki badan mam idealne. (...) a dl > a > mnie obecna waga to maximum, jakie na dzisiaj mogę zaakceptować. i to jest najwazniejsze > wystarczy byle wietrzyk i wszystko się wali... to co uslyszalas, to nie był "wietrzyk" Odpowiedz Link Zgłoś
loiseau Re: walka 05.06.09, 18:00 Amela, nienill na rację:) to nie jest taki ot sobie mały wietrzyk, tylko komentarz dotykający bardzo czułego dla Ciebie punktu. Co mi się za to rzuciło w oczy, to Twoje bardzo wysokie standardy - teraz, jak już jesteś zdrowa, to też musi być tak idealnie (w sensie, że wcześniej perfekcyjnie chorowałaś, teraz perfekcyjnie jesteś zdrowa)? Nic Cię nie może dotknąć, już masz idealne bmi, świetne zdrowie... I jak jednak dotyka, to Twój standard Ci mówi: "no widzisz, WSZYSTKO się wali, katastrofa - skoro przeżywasz komentarze innych". Wydaje mi się, że sporo osób mogło się poczuć źle w takiej sytuacji, ale Ty do tego jesteś wyczulona na "anorektyczne" objawy myślenia i się obwiniasz. Mam wrażenie, że branie odpowiedzialności jest jak najbardziej istotne. Ale, kochana Amelo, nie NADodpowiedzialności:) No, i jeszcze z trzeciej strony, to wrażliwa z Ciebie babka pewnie. Czasami to może bardziej boleć, ale ile jest przecież w życiu momentów, kiedy wrażliwość umożliwia pełne przeżywanie! Wierzę, że żadnej katastrofy nie doświadczysz. Ściskam Cię serdecznie:) Odpowiedz Link Zgłoś
only_bluszczowa Re: walka 06.06.09, 16:43 Bez zastanowienia moge stwierdzic ze wilczy glod ostatnio pozera mnie w calosci.Brzydze sie soba i tym co robie.Co dzien wstajac rano obiecuje sobie ze bede jesc trzy male posilki a konczy sie wiadomo jak..Momentami jest mi wszystko jedno nic sie nie liczy najwazniejsze zeby zjesc.Jestem tak bardzo zmeczona tym mysleniem o jedzeniu ze nie mam sily na jakakolwiek walke i poddaje sie temu... Odpowiedz Link Zgłoś
szacki only moja muza 06.06.09, 18:44 oczy rano otwiera wilczy głod ja pożera myśli niech to cholera! sama sobą poniewiera gdy ja dopada zmęczenie bez walki się temu poddaje liczy sie tylko jedzenie je dużo a potem udaje przed nami tutaj na forum no i przed samą sobą narobiła rumoru- że radzi sobie z chorobą dopadlo panne zmeczenie Odpowiedz Link Zgłoś
sugar_1 Re: only moja muza 06.06.09, 23:14 Ja tez bywam zmeczona. ale ostatnio jest lepiej, moge jakos 'z tym zyc'. przed kazdym posilkiem mysle tylko "zjedz spokojnie. zjedz spokojnie", bo najgorzej to stracic nad tym kontrole i uznać, że ci obojetne co zjesz, byle by dużo. ale coraz częsciej się udaje przezyc dzien bez napadu i to sa chyba jedne z lepszych dni jakie mialam od jakiegos dluzszego czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
amela Re: only moja muza 07.06.09, 14:05 szacki, a ty tak w amoku anorektycznym? przechodzisz sam siebie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
amela Re: walka 07.06.09, 14:04 dzięki dziewczyny,własnie tego mi brakuje - obiektywnego komentarza, przywrócenia własciwych proporcji problemu. dzięki Wam udało mi się uspokoic emocje i przyjrzec sobie samej. tak, to chyba taka cecha osobowosci osob z ED - dążenie do perfekcji, we wszystkim co się robi, nawet w zdrowieniu. nie mogę przecież zawiesc rodziny, lekarzy, ludzi, którzy mi pomogli (a w pewnym momencie sporo osób było zaangażowanych w to całe moje leczenie.) jako osoba zdrowiejąca, nie pozwalam sobie na wygłaszanie swoich wątpliwosci czy dzielenie się rozterkami z osobami z mojego otoczenia - mam wrażenie, że to pogłębiłoby ich obawy, czy na pewno wszystko jest ok. dlatego pozwoliłam sobie na to na forum. podobnie jest z przewrażliwieniem. wolałabym byc mniej czuła na komentarze innych. szczerze - czasem przypomina mi się okres, gdy zamroziłam całkowicie swoje emocje i żyłam jakby za szklaną scianą - wiecie o co mi chodzi, w anoreksji dochodzi sie w pewnym momencie do takiego stanu. oczywiscie, to nie jest życie, tylko wegetacja, ale o ile wtedy było łatwiej.. wiecie, nadal słyszę takie opinie, że .. hm..niby jem...ale nie wiadomo, co robię dalej z tym jedzeniem. takie stwierdzenia bardzo bolą, bo nikogo nie przekonam, że z łazienki korzystam w takim celu, do jakiego jest ona przeznaczona (btw, na każdej imprezie, gdy ide do łazienki, mam wrażenie że jestem pod obstrzałem - może zaprosic innych na wspólne skorzystanie skoro mi nie wierzą?;). staram się nie zwracac na to większej uwagi, bo wracam do zdrowia dla siebie, ale jednak gdzies to tkwi. jeszcze raz dzięki za pomoc i wpadajcie częsciej, pliiiiz! Odpowiedz Link Zgłoś