Dodaj do ulubionych

niecierpliwa

10.07.09, 21:31
chciałabym zrobić dokument o bulimii, szukam osoby/ osob chetnych do
wspolpracy (oczywiscie nie zamierzam ujawniac danych, twarzy, no wiadomo...).
Najpierw kilka zdan o mnie:
Od trzech lat wspolpracuje z teatrami jako asystentka rezyserów, własciwie
powinnam powiedziec, ze wspolpracuje z rezyserami - poniewaz do nich zwracałam
się z prosba o mozliwosc asystentury i byly to osoby bliskie memu sercu (pod
wzgledem artystycznych dokonan, obecnie takze pod innymi wzgledami :) )-
pracowałam w szczecinie, bydgoszczy, krakowie, obecnie glownie w Teatrze
Jaracza w Łodzi. Przy okazji pracowałam na planie dwoch filmów, jeden z nich
powinien pojawic sie wreszcie po wakacjach na ekranach kin.
Mam 26 lat.
Nie skonczyłam studiow - choc studiował 2 i pol roku filologie slowianską na
UŁ, Wiedzę o Teatrze na UJ oraz Społeczną Psychologię Kliniczną na SWPS w Wawie.
Od 10 lat walczę ze sobą.
Nie dodałam, że robię zdjęcia i mam nadzieję zacznę jesienią zaocznie
realizację obrazu.
Chciałabym zrobić dokument o tym, jak się żyje "za szybą". Mam nadzieję, że
taka konfrontacja - i moja, i osób współpracujących i odbiorców - nie
pozostanie bez echa dla problemu.

Czekam na odpowiedz,
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • magor_ek Re: niecierpliwa 10.07.09, 21:48
      Wybacz, ale mam nadzieję że nikogo nie znajdziesz.
      Mam już dosyć osób chcących poruszać ten temat i poruszających ten
      temat pośrednio celem rozwoju własnej kariery.
      A jeśli o karierę zupełnie ci nie chodzi (co zapewne zaraz raczysz
      podkreślić) i czujesz głęboką potrzebę zrobienia owego dokumentu, to
      sportretuj własne doświadczenie, jeśli masz takowe... i to jedyne co
      ci mogę doradzić, skrycie licząc że nie znajdizesz zadnej ofiary.....
      • kas_asai Re: niecierpliwa 11.07.09, 10:17
        Oczywiście, że mam takowe doświadczenia i dlatego myślę, że może to jest jakaś
        droga, by sobie z tym poradzić. I dla mnie i dla osoby zainteresowanej i dla
        widzów. Myślę o tym, jako o próbie konfrontacji z problemem. Może byłby to
        rodzaj terapii szokowej - spotkać się z wizualizacją tego, co robimy ze swoim
        życiem.
        Co do kariery o takowej nie może być mowy, o czym myślę doskonale wiesz, jeśli
        też masz takie doświadczenia, ponieważ problem zajmuje nadrzędne miejsce w życiu
        - dokument jest próbą detronizacji go !
        ale dzieki za odpowiedz, wazna jest dla mnie informacja, ze ten pomysl moze
        wzbudzac i takie reakcje.
        • katha_ko Prośba 11.07.09, 11:38
          kas_asai napisała:

          > Oczywiście, że mam takowe doświadczenia i dlatego myślę, że może to jest jakaś
          > droga, by sobie z tym poradzić.

          Ja chcę przedstawić swoje zdanie - nagłaśnianie problemu, robienie dokumentów o
          anoreksji i bulimii - może bardzo zaszkodzić dziewczynom, więc jeśli masz w
          sobie trochę empatii i serca to proszę - nie rób tego. Dlaczego?

          Anorektyczka czy bulimiczka to osoba, której brakuje ciepła, zainteresowania jej
          osobą i jej emocjami. KAŻDA sytuacja, w której czuje ona, że takie
          zainteresowanie otrzymuje Z POWODU SWOJEJ CHOROBY (od zachęcania do jedzenia po
          robienie dokumentu o jej ZABURZENIU, a nie o jej charakterze, talentach itp.)
          nakłania ją (nieświadomie) do pozostawania w chorobie, bo dzięki niej może
          budzić zainteresowanie innych, i to jakie - MEDIÓW!! W filmie/reportażu wystąpi
          DZIĘKI SWOJEJ CHOROBIE! (a nie np. talentowi aktorskiemu). Jak wyzdrowieje, to
          czym będzie przyciągać uwagę? Wtedy będzie już "nieciekawa" i "nieinteresująca".
          Nie rób tego dziewczynom.
          • kas_asai Re: Prośba 11.07.09, 11:57
            To wszystko zależy według mnie od tematu dokumentu. Tak jak napisałam i ja się
            zmagam z tym problemem i nie uważacie, ze zrobienie materiału polegającego na
            wypowiedziach rozych osob - by stworzyc portret zaburzen odzywiania, tego, jak
            zmienia sie zycie, relacje z rodzina, przyjaciolmi, priorytety... czy takie
            spotkanie z tym "face to face" nie moze byc terapeutyczne?
            dla mnie sztuka jest tym, co sprawia, ze "trwam" - chcialam sie tym po prostu
            podzielic. Myslalam o pracy w grupie - to nie ma byc spot o jednej osobie, ktory
            potem bedzie mozna obejrzec na You Tube, mysle o tym o wiele powazniej.
            • katha_ko Re: Prośba 11.07.09, 12:25
              kas_asai napisała:

              > To wszystko zależy według mnie od tematu dokumentu. Tak jak napisałam i ja się
              > zmagam z tym problemem i nie uważacie, ze zrobienie materiału polegającego na
              > wypowiedziach rozych osob - by stworzyc portret zaburzen odzywiania, tego, jak
              > zmienia sie zycie, relacje z rodzina, przyjaciolmi, priorytety... czy takie
              > spotkanie z tym "face to face" nie moze byc terapeutyczne?

              Nie, absolutnie. Terapeutyczne nie jest gadanie o chorobie i radzeniu sobie z
              chorobą, ale praca w psychoterapii ku zdrowemu. Terapeutyczne jest rozmawianie o
              bolesnych emocjach w intymnej relacji dwóch ufających sobie osób, bądź terapia
              grupowa. A nie robienie dokumentu dotyczącego choroby i radzenia sobie Z
              CHOROBĄ. To dalej gadanie o chorobie, nie o zdrowiu.

              kas_asai napisała:
              > dla mnie sztuka jest tym, co sprawia, ze "trwam"

              No właśnie. Trwasz. W CHOROBIE. Jak sobie radzisz z CHOROBĄ. Tak, jakby to był
              niezależny od Ciebie nowotwór czy wirus. Jak się zmieniło Twoje życie w
              CHOROBIE. Jak walczysz z nawrotami CHOROBY. I o tym tez będą mówić dziewczyny w
              tym dokumencie - na czym polega CHOROBA i radzenie sobie z nią - a nie
              ZDROWIENIE. I dodatkowo będą miały fajne uczucie, że dzięki ich CHOROBIE ktoś
              się nimi zainteresował. I będą chciały może jeszcze bardziej schudnąć, może będą
              chciały zostać najchudszą anorektyczką w Polsce, to zrobią o niej ciekawy
              dokument, jak sobie radzi?
              • kas_asai Re: Prośba 11.07.09, 12:31
                A ZDROWIENIE to nie jest radzenie sobie z CHOROBĄ? Zobacz używasz, zreszta
                słusznie słowa "radzenie" - to czasownik w trybie niedokonanym, czyli, że jest
                to proces. Wydaje mi się, że praca nad dokumentem może być - tak jak terapia -
                wspomagająca w LECZENIU. Sztuka jest w moim życiu pomocą - co nie znaczy, że
                tylko dzięki niej można sobie PORADZIĆ (dokonana forma) z chorobą.
                • katha_ko Re: Prośba 11.07.09, 13:34
                  kas_asai napisała:

                  > A ZDROWIENIE to nie jest radzenie sobie z CHOROBĄ?

                  No właśnie, czym jest ZDROWIENIE?

                  Ja myślę, że zdrowienie to stopniowe nabieranie zdolności konstruktywnego
                  radzenie sobie z własnym życiem, z samorealizacją swoich talentów, zdolności i
                  celów, z nawiązywaniem satysfakcjonujących relacji z ludźmi, z własnymi
                  emocjami, z poczuciem sensu swojego życia i czerpanie radości życia.

                  Tak, jest to proces, jak najbardziej, często kilkuletni - ale kluczem tego
                  procesu jest odchodzenie od objawów chorobowych i radzenia sobie z nimi,
                  stopniowe wykraczanie poza objawy, a nie ciągle tkwienie w chorobie i poczucie
                  (złudne), że zdrowieję, bo "nie rzygałam od tygodnia", bo "dzisiaj zjadłam
                  kotlet! jestem dumna z siebie!" (bo to ciągle tkwienie w chorobie) zamiast "od
                  tygodnia chodzę na kurs malowania zaczynam czerpać z tego przyjemność!"
                  "dzisiaj miałam miłe spotkanie w grupie znajomych, czułam się świetnie!".

                  Jeśli taki chcesz zrobić dokument - to super. Ale jest jeden mały haczyk: robisz
                  ten dokument BO dziewczyna choruje na anoreksję lub bulimię. Tak więc dodajesz
                  kolejnego plusa tej chorobie = jest ona powodem zainteresowania mną przez innych!

                  Chyba, że zrobisz dokument o osobach, które wyzdrowiały, od wielu lat cieszą się
                  życiem oraz zdrowiem i podzielą się radami dla chorujących dziewczyn - wtedy
                  chętnie obejrzę :)
                  • kas_asai Re: Prośba 11.07.09, 13:58
                    Dziękuję za ten dialog. Masz rację, cieszę się, bo pakazałaś mi kierunek
                    myślenia o realizacji tego projektu. Przemyślę jeszcze, może napiszę wstępny
                    plan - dotyczący celów realizacji. Może spróbuję go skonsultować z
                    psychologiem... W każdym razie - dzieki!
                    • loiseau kas_asai 11.07.09, 15:47
                      A nie lepiej, jeżeli skonsultowałabyś się SAMA z psychologiem? Z tego co
                      piszesz, zrobienie filmu jest dla Ciebie sposobem poradzenia sobie z bulimią.
                      Moim zdaniem, naiwnie Ci się wydaje, że przepracujesz swoje problemy z użyciem
                      innych dziewczyn. Poza tym - kto niby weźmie za Was wszystkich odpowiedzialność?
                      Ty?
                      Katha_ko świetnie pisze o tym, ile pracy wymaga zdrowienie. Film na pewno nie
                      zastąpi Ci psychoterapii.
                      • kas_asai Re: kas_asai 11.07.09, 16:28
                        Ojej, mam wrażenie, że nie wyeażam tego, co chciałabym powiedzieć. Oczywiście,
                        że film nie zastąpi psychoterapii i wcale tego nie oczekuję. Korzystam z pomocy
                        psychoterapii także.
                        Napisałam wcześniej, że chciałabym uczynić z zaburzenia walor, co katho_ko
                        skrytykowała jako oksymoron, czy ja wiem? zapytała mnie też, czy traktuje je
                        jako OBCEGO, WIRUSA - właśnie nie, to też jestem ja i mam potrzebę
                        zaakceptowania tego. Jeżeli tak żyję, tak sobie radzę z tym, z czym sobię nie
                        radzę - dlaczego nie opowiedzieć o tym? Ja nie chcę przekreślać tego czasu w
                        moim życiu, bo jeśli do jego końca będą nawroty, to co? Chcę zmiany i walczę o
                        nią - jest to proces - ale nie stawiałabym granicy pomiędzy choroba/zdrowie - to
                        znaczy złe/dobre.

                        • magor_ek Re: kas_asai 11.07.09, 17:18
                          twoja propozycja: "dokument jako sposób zmierzenia się z
                          problemem" "film jako metoda terapeutyczna" "terapia szokowa" , film
                          w którym różne osoby opowiadają o swoim życiu, co zmieniła w nim
                          choroba".

                          odpowiedź raz jeszcze (moim zdaniem):
                          dużo już takich dokumnetów było i w polsce i zagranicą, z bardziej
                          głośnych: elisabeth caro pokazała swoje wychudzone ciało światu z
                          nadzieją, że takie spojrzenie oczami innych na siebie jej pomoże
                          wyzdrowieć i co? nadal jest chora....

                          Dokument filmowy chorym przyniesie takie "korzyści" o jakich
                          wspomniała katka, dla zdrowych bedzie okazją do taniej sensacji i
                          tylko tyle (nie liczyłabym na zrozumienie), tobie zaś przyniesie
                          zainteresowanie mediów, bo to nośny medialnie temat i paradoksalnie
                          zwiąże cię silniej z zachowaniami chorobowymi.

                          życzę zmiany planów
                          • katha_ko Re: kas_asai 11.07.09, 18:09
                            magor_ek napisała:

                            > Dokument filmowy chorym przyniesie takie "korzyści" o jakich
                            > wspomniała katka, dla zdrowych bedzie okazją do taniej sensacji i
                            > tylko tyle (nie liczyłabym na zrozumienie), tobie zaś przyniesie
                            > zainteresowanie mediów, bo to nośny medialnie temat i
                            paradoksalnie
                            > zwiąże cię silniej z zachowaniami chorobowymi.
                            >
                            > życzę zmiany planów

                            Dokładnie o to mi chodziło, Magor!! :) Sądzę, że to niestety
                            najbardziej prawdopodobny scenariusz... :/

                            Co do Elisabeth Caro - sądzę, że tak POTĘŻNE korzyści (nie
                            mówię o finansowych), jakie czerpie z występów medialnych, dzięki
                            swojej CHOROBIE i SZOKUJĄCEMU WYGLĄDOWI (a szokowanie jest w
                            modzie) - mogą już nie przebić jej chęci wyzdrowienia :( Byłam
                            głęboko poruszona i przygnębiona oglądając wywiad Ewy Drzyzgi z nią -
                            przede wszystkim nie samą treścią rozmowy, ale poprzez świadomość,
                            że ona wystęując w takich programach i zyskując zainteresowanie
                            przez bycie NAJBARDZIEJ CHUDĄ (="trzeba uważać, aby nie przestać być
                            najbardziej chudą z chudych!!") toruje sobie drogę
                            najprawdopodobniej do śmierci :( I smutek, że TVN zapewne nie zdawał
                            sobie z tego sprawy (a przynajmniej mam nadzieję, że sobie nie
                            zdawał...wierzę w ludzi...ech).

                            Uważam, że jest to tak intymny ból, że lepiej się nim zmierzyć w
                            szczególnej atmosferze psychoterapii. Bo co: stanę przed kamerą
                            (tyłem do kamery), opowiem o moim bólu, jak sobie radzę z moim bólem
                            (=jak sobie nie radzę, skoro JESTEM nadal bulimiczką), wygadam się,
                            wrócę do domu i co? Będzie mi lepiej? Wątpię. Ludzie nagle zyskają
                            multum empatii, współczucia i zrozumienia? Wątpię. Obejrzą, bo
                            szokuje.

                            Zmiany w sobie (a zmiana jest celem każdej terapii) dokonuje się
                            miesiącami, nieraz latami. Jak? Przede wszystkimbudując bliską i
                            pełną zaufania relację z terapeutą
                            - i to ta relacja leczy
                            (jeśli oczywiście dołożymy też i własnego wysiłku, aby ją zbudować
                            razem) i głównie ona (moim zdaniem) -będąc impulsem do różnych
                            zmiani pracy nad sobą -jest kluczem do zdrowienia. Taką relację
                            buduje sie stopniowo i długo, często potrzeba conajmniej kilku
                            miesięcy, aby zacząć się docierać. Czy to wszystko jest możliwe
                            robiąc jeden dokument?

                            Ja mam wrażenie - a nie wiem, jaka jest prawda, więc mówię o
                            wrażeniu - że wcale nie chcesz wyzdrowieć, ale wykorzystywać swoją
                            chorobę do różnych celów (sama mówiłaś o chorobie jako o walorze) i
                            oszukiwać innych (a przede wszystkim siebie), że się leczysz, tak
                            samo, jak anorektyczka je przy rodzicach, aby ją pochwalili, a poza
                            ich wzrokiem (tak, jak poza wzrokiem widzów filmu...) wszystko
                            zwraca do kibla i jest dumna z tego, że dzięki swojej chorobie jest
                            taka przebiegła i cwana oraz ma zainteresowanie. To jedno i to samo,
                            choć niewątpliwie film jest czymś bardziej wysublimowanym niż
                            chowanie jedzenia za plecami...

                            Nie odbierz tego jako krytykę, ja po prostu mam taką smutną
                            refleksję... :(

                            I jeszcze raz powtarzam, że czekam na dokument o dziewczynach, które
                            wyzdrowiały, prowadzą od dawna zdrowe życie, i są gotowe podzielić
                            się swoim posłaniem nadziei z innymi :) Wiem np. że Beata
                            Pawlikowka - podróżniczka - chorowała na ED, i ona o tym mówi, w tym
                            kontekście, jak bardzo może uratować człowieka pasja, miłość,
                            zamiłowanie do podróży. I pokazuje sobą, jak można żyć bez tych
                            zaburzń inaczej, pełnią życia i wartościowo. To mi się podoba.
                            • kas_asai Re: kas_asai 11.07.09, 18:37
                              "Taką relację buduje sie stopniowo i długo, często potrzeba conajmniej kilku
                              miesięcy, aby zacząć się docierać. Czy to wszystko jest możliwe
                              robiąc jeden dokument?" - dokument kręci się conajmniej miesiąc, przed robi się
                              próby, spotkania - też conajmniej miesiąc - a potem się siedzi nad materiałem w
                              celu montażu i obróbki - to różnie, zależy, około pół roku conajmniej. I praca
                              nad filmem, czy spektaklem bardzo zbliża, jak napisałaś dociera.
                              Ale rzeczywiście jeżeli odbieram silny - bo trzy osobowy opór, to pewnie coś w
                              tym jest. Pomysł pokazania osób, które wyzdrowiały, jak najbardziej, tylko dla
                              osób zdrowych jakie to ma odniesienie? czyli robić film tylko dla osób
                              wiedzących z czego wyzdrowiały, znających to piekiełko z autopsji? czy może
                              jednak warto byłoby i taki kontekst pokazać?
                              Albo mam jeszcze jeden, najprawdopodobniej najlepszy pomysł, napisać scenariusz
                              fikcyjny i zaangażować aktorów... to może jest rozwiązanie?
                              • katha_ko Re: kas_asai 11.07.09, 18:53
                                kas_asai napisała:

                                > Albo mam jeszcze jeden, najprawdopodobniej najlepszy pomysł,
                                napisać scenariusz
                                > fikcyjny i zaangażować aktorów... to może jest rozwiązanie?

                                Wiesz co, jakbym byla na Twoim miejscu, to najpierw odłożylabym na
                                bok te wszystkie filmy, scenariusze, papierzyska, zbieranie "obsady"
                                i zaczęła najpierw od siebie, bo najwazniejsze jest własne zdrowie,
                                a nie robienie filmów. Czyli: psychoterapia i poważne podejście od
                                sprawy, ostra praca nad sobą (= nad zdrowieniem, a nie ograniczaniem
                                nawyków).

                                Po cholerę Ci teraz potrzebny ten film? Nie lepiej zainwestować w
                                terapię i skupić się na sobie, swoim zdrowiu? A potem, jak
                                wyzdrowiejesz, to przemyślisz jeszcze raz sprawę z filmem, może
                                jakiś ciekawszy pomysł Ci przyjdzie do głowy i ławiej będzie Ci
                                będzie podejść do sprawy po skutecznej zakończonej terapii. Więcej
                                przemyśleń, inspiracji i pomysłów. Chorym będziesz mogła dać
                                nadzieję, a zdrowym pokazać, jak można przejść drogę od psychicznego
                                dna do zdrowia i emocjonalnej równowagi (zamiast pokazać tylko, jak
                                się tkwi w chorobie i sobie z nią radzi - raz na wozie, raz pod
                                wozem).

                                Szczerze - powiedziałam, co myślałam, i już nie bardzo chce mi się
                                powtarzać ciągle tego samego... I tak zrobisz swoje, a widzę, że
                                zrobienie dla Ciebie tego filmu ma pełnić jakąś wybitnie ważną
                                funkcję, bo czepiasz się tego na każdy sposób... Ja bym zaczęła od
                                siebie, w terapii, ale ja to ja a Ty to Ty...
                                • kas_asai Re: kas_asai 11.07.09, 19:09
                                  Przekonałaś mnie, muszę przyznać, choć jestem z natury uparta :)

                                  Niestety nie zainwestuje w terapie, poniewaz sztuka ma to do siebie, ze tez raz
                                  na wozie, raz pod wozem...
                                  Oczywiscie takie absolutnie niunormowane zycie na pewno nie pomaga w
                                  ustabilizowaniu psychiki i pewnie doradzisz mi pragmatycznie, ze najpierw to
                                  powinnam takze zmienic ;)

                                  i bedziesz miała i tu racje, ale to niestety takze jest proces, nie przychodzi
                                  na pstryk...

                                  dzieki jeszcze raz za wymiane mysli.
                                • anima00 Re: kas_asai 12.07.09, 16:16
                                  Katha, napisałaś już w tym temacie wszystko, co mogłaś, by dotrzeć do kas_asai
                                  (swoją drogą, co Was podkusiło do wybrania takich nicków? Trochę to
                                  dekoncentruje podczas nawiązywania do wątków ;] ) Teraz jej kolej, by zechciała
                                  się jeszcze raz zastanowić nad Twoim przesłaniem. Temat wprawdzie zszedł z
                                  głównego wątku, ale bardzo dobrze, nie on mnie interesował i nie o tym chcę
                                  mówić. KATHA_KO, dzięki Ci za każde słowo na tym forum! Możesz być pewna, że
                                  Twoje wysiłki nie idą na marne! Oprócz tego, że sama pewnie czerpiesz z nich
                                  korzyści; zanim napiszesz musisz ponownie odwołać się do własnych doświadczeń,
                                  poddać refleksji - to Twoja własna terapia. Ale, co najważniejsze w kontekście
                                  forum, dajesz kopa i cholernie wiele do myślenia tym, które są NA DRODZE
                                  ZDROWIENIA. Och, jak łatwo jest chorować! I jak wygodnie!! Co z tego, że ledwo
                                  chodzę i od bólu żołądka boli mnie całe ciało...ale "może będę najchudszą
                                  anorektyczką w Polsce!" Boże, dobrze wiem, jakie to żałosne. Z całych sił pragnę
                                  wyrwać się od takiego myślenia, dać kres złudzeniom, że wtedy moje życie
                                  nabierze sensu, bo KTOŚ mnie zauważy. Może zauważy, matka, brat,
                                  babcia...przerażeni przyjaciele, lekarze i pielęgniarki. Ale CO Z TEGO? Czy w
                                  ten sposób SPEŁNIĘ się jako człowiek? Zainteresowanie przyjaciół szybko minie,
                                  odwrócą się ode mnie bo nie będą mogli znieść męki patrzenia i myślenia o mnie.
                                  Rodzina pochoruje się z żalu, zostaną mi jedynie lekarze i inni specjaliści,
                                  którzy po odsiedzeniu swojego czasu na oddziale, pójdą do domu poczytać ciekawą
                                  książkę i zjeść dobry obiad.
                                  ZŁUDZENIA, ZŁUDZENIA, ZŁUDZENIA! To wszystko, co dają zaburzenia odżywiania.

                                  Katha-ko, jeszcze raz dzięki Ci za wysiłek wkładany w to, co piszesz!! Jeżeli to
                                  ma dla Ciebie znaczenie - dzięki Tobie mam więcej determinacji do pracy nad
                                  sobą. Mam gorącą prośbę, czy mogłabym Cię zaprosić na mojego bloga? Adres
                                  znajdziesz pod postem. jeżeli znajdziesz czas, bardzo by mi było miło, gdybyś
                                  "wejrzała" do mojego świata i może zostawiła jakiś cenny komentarz :)
                                  Pozdrawiam!
                                  • katha_ko Re: kas_asai 12.07.09, 21:08
                                    anima00 napisała:


                                    > Twoje wysiłki nie idą na marne! Oprócz tego, że sama pewnie czerpiesz z nich
                                    > korzyści;

                                    No pewnie, że sama mam korzyści z tych refleksji - i właśnie dlatego się
                                    dzielę moimi refleksjami - bo widzę, że u mnie zaczynają skutkować, więc i innym
                                    mogą pomóc :) Zaczynam bardziej rozumieć siebie, zmieniać myślenie, uświadamiać
                                    sobie, z czym to się wszystko je - zaburzenia i terapia. Mam coraz mniej ostrych
                                    objawów (a miałam i urojenia) i coraz lepszy kontakt z własnymi emocjami bądź
                                    pustką (na przemian) - które BARDZO BOLĄ. Zaczynają mnie coraz częściej boleć
                                    konkretne emocje dotyczące konkretnych ludzi i spraw, a nie tj. kiedyś -
                                    nieokreślony lęk paniczny, czy lęk przed przytyciem. To BOLI, ale coraz rzadziej
                                    zasłaniam te emocje objawami, albo robię to ŚWIADOMIE, a to ogromna różnica, bo
                                    czuję, że odzyskuję kontrolę nad swoim myśleniem.

                                    anima00 napisała:

                                    > Z całych sił pragn
                                    > ę
                                    > wyrwać się od takiego myślenia, dać kres złudzeniom, że wtedy moje życie
                                    > nabierze sensu, bo KTOŚ mnie zauważy. Może zauważy, matka, brat,
                                    > babcia...przerażeni przyjaciele, lekarze i pielęgniarki. Ale CO Z TEGO? Czy w
                                    > ten sposób SPEŁNIĘ się jako człowiek? Zainteresowanie przyjaciół szybko minie,
                                    > odwrócą się ode mnie bo nie będą mogli znieść męki patrzenia i myślenia o mnie.
                                    > Rodzina pochoruje się z żalu, zostaną mi jedynie lekarze i inni specjaliści,
                                    > którzy po odsiedzeniu swojego czasu na oddziale, pójdą do domu poczytać ciekawą
                                    > książkę i zjeść dobry obiad.
                                    > ZŁUDZENIA, ZŁUDZENIA, ZŁUDZENIA!

                                    A propos tych wątpliwości gorąco polecam Ci "Przebudzenie" A. de Mello - do
                                    kilkakrotnego przeczytania - z częstym zastanawianiem się nad sensem jego słów
                                    na temat iluzji dotyczących siebie i ludzi. Mnie - świadomie przeczytana -
                                    pozwoliła ruszyć z miejsca w terapii. Można ściągnąć e-book z netu.

                                    anima00 napisała:

                                    > Katha-ko, jeszcze raz dzięki Ci za wysiłek wkładany w to, co piszesz!! Jeżeli t
                                    > o
                                    > ma dla Ciebie znaczenie - dzięki Tobie mam więcej determinacji do pracy nad
                                    > sobą.

                                    Miło mi, pierwszy kop musi być, i mam ogromną nadzieję, żebyś potem w trakcie
                                    terapii nauczyła się samodzielnie wzbudzać w sobie motywację. A wtedy to już
                                    będzie przełom!

                                    anima00 napisała:

                                    Mam gorącą prośbę, czy mogłabym Cię zaprosić na mojego bloga? Adres
                                    > znajdziesz pod postem. jeżeli znajdziesz czas, bardzo by mi było miło, gdybyś
                                    > "wejrzała" do mojego świata i może zostawiła jakiś cenny komentarz :)
                                    > Pozdrawiam!

                                    Jasne, zajrzę, dziękuję za zaproszenie :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka